Fallout-Equestria.pl
Wastelands Vol. 1 - Wersja do druku

+- Fallout-Equestria.pl (//fallout-equestria.pl)
+-- Dział: PBF (//fallout-equestria.pl/forumdisplay.php?fid=25)
+--- Dział: End of Ponykind (//fallout-equestria.pl/forumdisplay.php?fid=33)
+--- Wątek: Wastelands Vol. 1 (/showthread.php?tid=196)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41


Wastelands Vol. 1 - johnerwis - 29-12-2014

Była to nieduża zadymiona, lecz przyjemna spelunka. Nie zachwycała rozmiarami, lecz każdy mógł w niej znaleźć dla siebie jakiś przytulny ciemny kącik, w którym odciął by się od reszty pustkowi i chociaż przez chwile zapomniał o otaczającym go odorze ścierwa tego świata. Niewielka hala magazynowa w której usadowiony był bar nie maiła zbyt wielu okien, a te które istniały były zabite deskami. Więc pomimo szarej, lecz ładnej jak na pustkowia pogody, do wnętrza dochodziło niewiele światła z zewnątrz. Kilka lamp żarnikowych zapewniało oświetlenie wewnątrz, rzucając pomarańczowe okręgi światła na wypłowiałą i wytartą wykładzinę z linoleum. Co kawałek stały stare i rozeschnięte stoły i podobnej jakości, powykrzywiane od upływu czasu krzesła. Pod ścianą naprzeciw wejścia, która stanowiła serce całego saloonu, stał długi kontuar. Owy wysłużony mebel czasy świetności miał już za sobą, a kufle wypełnione szczynowatymi trunkami z rzadka prześlizgiwały się po jego spękanym blacie. Za kontuarem stała potężna szafa z trunkami, i ze sporym rozbitym lustrem, które wraz z nieustanie unoszącym się dymem tytoniowym, były dopełnieniem ponurego klimatu. Tylko barman nie pasował, gdyż był to brązowy jednorożec z siwą grzywą i długą brodą, oraz rozbrajającym, szczerym uśmiechem witającym każdego nowego klienta.

W barze panowała względna pustka, za wyjątkiem kilku podejrzanych typów porozsadzanych w różnych częściach zadymionej sali. Jedną z takich postaci był pewien kucyk ziemny siedzący samotnie w rogu kontuaru z kubkiem jeszcze parującej herbaty. Jasnobrązowy ogier w średnim wieku o blond grzywie i żywo niebieskich oczach siedział sobie w wysłużonym, lecz nadal robiącym wrażenie, pancerzu środowiskowym, a zaraz obok niego na ladzie stał w pełni zabudowany hełm od owego pancerza.




Przy kontuarze Siedziała także inna parka kucyków. Black Dust wraz z Mortar Strik'iem siedzieli na stołkach przy kontuarze, popijając nalewane przez barmana drinki. Dwójka przyjaciół została mile ugoszczona przez starszego kucyka po tym jak wywiązali się ze swojej pracy. Po bezpiecznym doprowadzeni staruszka i jego wozu z zaopatrzenie, oraz niewielkiej pomocy przy rozładunku, jednorożec oprócz obiecanej zapłaty zaprosił ich na kilka kolejek, na koszt firmy.



W kącie, obok lady, siedziała para dosyć niezwykłych braci. Dwójka gryfich bliźniaków siedział odpoczywając sobie i próbując złapać oddech po swoich niedawnych eskapadach. Ostatnia ich wycieczka okazała się być zawodem.  Ich chęć odwiedzania charakterystycznych budowli Equestri  w New Saddle zaowocowała jedynie widokiem ułamanego stalowego trzpienia, który niegdyś w czasach z przed apokalipsy stanowił część jednej z najwyższych budowli, Space Needle.




Po przekątnie od braci, drzemał sobie kolejny gryf. Rose odpoczywała sobie smacznie, przechylona na krześle, oparta plecami o ścianę i z tylnymi łapami wyłożonymi na blat stołu. Opróżniana butelka po podłej Whisky, była jedynym dowodem że tu nie chodziło bynajmniej o zwykły odpoczynek. Większość jej rzeczy leżała bez specjalnego celu przy ścianie obok niej, tylko ogon oplatał rękojeść obrzyna który nadal znajdował się w olstro na jej piersi.




Do baru wszedł także nieco zagubiony struż prawa ze stajni. Bolt po niełatwej podróży wreszcie natrafił na skrawek cywilizacji. Gdy tylko pojawił się w progu, przywitały go ciepły uśmiech barmana i swojskie. - "Co podać partnerze?"


RE: Wastelands Vol. 1 - duh7 - 29-12-2014

Rozglądam się po lokalu i patrze na rozpromieniony pysk barmana po czym niepewnie odpowiadam starając się sobie przypomnieć jakiekolwiek książki mówiące o miejscach jak to.

-Sok... Partnerze.- Nie wiedząc jak zareagować w nowym miejscu podejrzliwie, powoli zbliżam się do baru odstawiając juki i plecak obok. Uśmiechnąłem się i patrząc na barmana zapytałem czekając trochę niecierpliwie - Jest tu coś w okolicy ciekawego do roboty? Szukam pracy - powiedziałem oschło będąc w ponurym nastroju i czekając na jego odpowiedz.

Wyciągnąłem Pipbucka i zerkałem na szybko na niego przeglądając zakładki i wracając wzrokiem na barmana-"Taki kawał drogi"-myślę sobie przeglądając ilość zapasów i stan uzbrojenia widniejące obecnie na moim pipbucku. "Jeszcze trochę radiacji i będzie problem"- powiedziałem w myślach zobaczywszy stan mojego organizmu.

Po sprawdzeniu co mnie niepokoiło odwróciłem się bokiem spoglądając na innych bywalców miejsca do którego udało mi się dotrzeć po czym znowu spojrzałem na barmana.


RE: Wastelands Vol. 1 - GreenScratch - 29-12-2014

Umbra spojrzał na brata, który ponuro gapił się na blat stołu. Odrywając wzrok od ponuraka, rozejrzał się wkoło, sprawdzając czy nic się nie zmieniło od czasu ich wejścia do baru. „Dobija mnie jego nastrój” – pomyślał, znów spoglądając na Miragea. 

– Barman! – postarał się zwrócić uwagę owego, tak by nie nazbyt wyróżnić się spośród obecnych gości i gdy mu się to udało, kontynuował. – Proszę o wrzątek – mówiąc to podał na ladę menażkę, a kątem oka cięgle uważnie badał Miragea – do ostatniej kreski.   

Teraz zwrócił się już prosto do brata:

– Czego żeś się spodziewał, że zjesz obiad w jednej z tych dawnych drogich restauracji w obracającym się spodku na szczycie?

– Nie i chyba nie spodziewałem się niczego – powiedział rozdrażniony – ale czegoś mi w tym miejscu brakowało… czegoś co było zawarte na widzie i to właśnie powoduje, że nie wiem co się zemną dzieje.

– Bardziej skomplikowane niż zwykle?

– Yhyyym – potwierdził zrezygnowanym mruknięciem.

– Co ja z tobą mam… – Umbra sięgną do leżącego tuż obok worka z dobytkiem i wyciągną ukrywając przed bratem tabliczkę mlecznej czekolady.

Następnie odwrócił się całkowicie przodem do niego, łamiąc ją za plecami, wiedział że zamiłowanie brata do łakoci pozwoli mu bezbłędnie rozpoznać ten dźwięk:

– W której łapie? – zapytał, widząc jak młodszy gryf podrywa się i spogląda na brata z wyrzutem, za maskowanie wszelkich podpowiedzi.

– Lewej… – powiedział szybko i zaraz zrezygnował z odpowiedzi – prawej! Nie czekaj, czekaj… daj mi się zastanowić… – starszy widział, że brat dosłownie próbuje czytać mu w myślach – tak, niech będzie prawa.

Umbra wyłożył czekoladę na blat i oddzielił mniejszy - trafiony przez brata kawałek tabliczki, po czym sam ułamał sobie rządek i w całości wpakował do dziobu.

Ciesząc się smakiem, powoli rozpuszczającej się czekolady, spoglądał z uśmiechem na brata, któremu wrócił na oblicze naturalny zimny wyraz, a może odrobinkę cieplejszy niż zwykle, nie był tego pewien, ale chciał tak myśleć. Gdy Łasuch skończył już swój kawałek, spojrzał z jeszcze większym wyrzutem na Umbrę.

– Los zdecydował, wszystko było rozegrane sprawiedliwie, więc nie patrz tak na mnie.

– Jasne… – teraz Mirage rozejrzał się po gościach, szukając czegoś co przykuje jego uwagę, pytając przy okazji starszego brata – to jak? Jaki mamy teraz plan, dokąd pójdziemy?          


RE: Wastelands Vol. 1 - Piveq13 - 29-12-2014

Bane wychylił kolejny kieliszek orzeźwiających, mimo wszystko, szczyn i oblizał wargi. Siedział tu już zbyt długo, mdliło go od gównianego alkoholu i wszechobecnego w tej budzie kurzu. Chciał się wreszcie ruszyć. Odkąd weszli do knajpy zaproszeni przez barmana na drinka obserwował klientów, podtrzymując konwersację z Black Dustem za pomocą krótkich równoważników zdań. Jego uwagę przykuły 3 gryfy, siedzące teraz w lokalu. Jeden z nich, najwyraźniej ucinał sobie drzemkę, pozostali dwaj gadali o czymś czego uszy ogiera nie potrafiły uchwycić. Z resztą, ci dwaj i tak wyglądali jakby odnaleźli właśnie unikalny, warty małą fortunę egzemplarz Wingbooner'a tylko po to, by zgubić go chwilę później. Nic wartego zainteresowania.

Na dźwięk kroków mimowolnie obejrzał się za siebie i przewertował w ułamku sekundy nieznajomego od stóp do głów, po czym odwrócił głowę. "Niezła kupa mięcha. Opakowany sprzętem jakby szedł na wojnę" - mruknął do siedzącego przyjaciela, po czym dodał - "Przyjrzyj mu się Dust. Ma ciekawy ubiór."

Biały ogier w skórzanej kamizelce z karmazynowym beretem na głowie przejechał ukradkiem kopytem po lufie swojego karabinu opartego o kontuar, upewniając się że wciąż czeka na niego. Podobnie zrobił z nożem przewiązanym przez tylne prawe kopyto. "Nigdy nic nie wiadomo z takimi mięśniakami" - pomyślał, po czym wyciągnął z torby paczkę fajek z zamiarem zapalenia, jednocześnie wytężając słuch. "Czego ten dryblas może tu szukać?"


RE: Wastelands Vol. 1 - Dra9on - 30-12-2014

Pegaz westchnął ciężko i oparł łeb na blacie. " Mam nadzieję, że niema nic do mnie." - powiedział Dust, przypominając sobie jakiego burdelu narobił pijany Palladyn Bractwa ostatnim razem kiedy siedzieli w barze.

Podniósł się i odwrócił, spoglądając na zgromadzonych. Zapowiadało się na kiepski dowcip z rodzaju "Kucyk ziemny, jednorożec, pegaz i gryf siedzą w barze..." Przyglądał się uważnie kucykowi w pancerzu zapatrzonemu w swój kubek. Szukał jakichkolwiek oznaczeń by móc zorientować się czy jest on z jakiejś znanej mu grupy.

Potrząsnoł łbem. "Chyba za dużo wypiłem" pomyślał, klepnoł Bane'a po ramieniu " Idę rozprostować kopyta, zaraz wracam....tylko niczego nie nawywijaj". Zarzucił strzelbę na plecy i udał się ku wyjściu.


RE: Wastelands Vol. 1 - johnerwis - 30-12-2014

Barman zdziwił się lekko na życzenie swojego nowego klienta lecz posłusznie zabrał się do pracy. Niespiesznie wyciągnął z pod lady szklankę i zaczął ją przecierać wysłużoną, zszarzałą ściereczką. Postawił mętną od rys szkło na stole i wyciągną z pod lady ocynkowaną puszkę z wymownym napisem "sok march", zrobionym na kawałku materiałowej taśmy przylepnej. Drobne ostrze starego "motylka" zawirowało z wdziękiem w telekinezie jednorożca, po czym szybkim ruchem przebiło wieczko puszki. Gesty sok powolnym strumyczkiem zaczął się przelewać do szklanki pod spodem. - Tak więc chłopcze, szukasz pracy, a? - Zapytał retorycznie kończąc nalewać sok. - Nu, widzi ty, ja ci nie pomogę. U mnie roboty nima, skończyła się.

Kiedy skończył, chwycił w telekinezę menażkę Umbry i podlewitował ją pod stary samowar, stojący pod rozbitym lustrem. Niewielki kurek zapiszczał i do metalowego naczynie z sykiem wlał się wrzątek. Potem tylko posuną menażkę po spękanym lakierze kontuaru, z takim doświadczeniem, iż garnuszek zatrzymał się tuż przy krawędzi. - "Nu, to dwa kapselki kopsnij i my kwita."

Potem znowu popatrzył na siedzącego przy ladzie Bolta. Szybko wpadły mu w oczy jego czysty mundur stajennej ochrony oraz PipBucka. - "A ty młody, o kapslach wiesz, a?" - Po tym pytaniu barman z kamienną miną wpatrywał się  przenikliwym spojrzeniem w drugiego jednorożca. - "Dawno cie ze stajni wywiało, a?"



Mirage rozglądał po pustym lokalu obserwując mimochodem wszelkie nieważne perypetie. Lecz nie było w tym nic ciekawego, jedni od baru odchodzili inni się dosiadali. Lecz wreszcie jego gryfi wzrok wychwycił drobny szczegół w przeciwległym kącie pokoju. Po wytężeniu wzroku zauważył znajomy kształt tłumika ognia i muszki, znajdującej się na długiej lufie karabinu snajperskiego, którego właścicielką była drzemiąca przy stole gryfka.





Dust powoli  ruszył w stronę wyjścia, zakłócając ciszę baru stuknięciami protezy o wystające, gdzie nie gdzie, główki zardzewiałych gwoździ. Drewniane drzwiczki miernie stylizowane na wygląd saloonowy zaskrzypiały przy otwieraniu wypuszczając pegaza na nieco świeższe powietrze.  Bar znajdował się w szerokim zaułku pomiędzy dwoma blokami mieszkalnymi stworzonymi z hali produkcyjnych jakichś starych fabryk. Gdzieś dalej przetaczały się, rozmazane w zakurzonym powietrzu, sylwetki kucyków, chodzących po zapiaszczonej ulicy. Cienka warstwa chmur pozwalała by słońce nieco mocniej przygrzało. Ciepła mdła, bryza owiewała co jakiś czas kucykowi pyszczek, żywszym podmuchem. Lecz mimo nieco lepszej niż zwyczajowa pogody, wszystko wydawało się szare i ciężkie, od niewidzialnej gangreny tego świata.


RE: Wastelands Vol. 1 - duh7 - 31-12-2014

Wylewitowałem szklankę z sokiem i jednym haustem osuszyłem czując smak takiego soku jaki pijałem gdy pracowałem na kuchni. - Dobre oko Partnerze. Handel prowadzisz? - odstawiając szklankę na blat wylewitowałem jeden z noży policyjnych w pochwie, moich nieżywych kolegów z juków i położyłem przed nim. - Ile jest wart dla ciebie? - Zamknąłem oczy smakując pozostałości soku w moim pyszczku.

-Niedawno opuściłem swoją stajnie i potrzebuje informacji, udziel mi ich a nóż jest twój. - Podniosłem i wyciągnąłem go w taki sposób by jego lśniące ostrze zajaśniało w świetle które było w barze mając nadzieje w duchu że ma większą wartość niż wypity sok.

Muszę trzymać nerwy na wodzy, choć najbardziej teraz bym popłakał i wyżalił się komukolwiek o tym jak straciłem moich kolegów, dom, ojca i jedyny cel który przepadł wraz ze zniknięciem znacznika Junka. O tym jak się bałem że umrę sam i będę się błąkać po pustkowiach jak tamte chodzące trupy.

Odwracam głowę w stronę kroków, zwracając uwagę na wychodzącego pegaza i gryfy siedzące przy stoliku jednak nie na to co mówią a co robią i jak wyglądają również na karabin stojący oparty o ścianę "Niezły sprzęt" pomyślałem przypominając sobie co nieco o gryfach z książek.

"Złośliwe, pyszne, odważne... co jeszcze?" myślałem o tym co udało mi przypomnieć z Kucopedi odwracając swoja uwagę od przykrych wspomnień.

-To jak barmanie? Dobijemy targu?- spojrzałem mu w oczy i się do niego szczerze uśmiechnąłem zapominając o trawiących mnie bolączkach.


RE: Wastelands Vol. 1 - Piveq13 - 31-12-2014

"Stajnia". To na to słowo czekał Bane. Jednorożcowi od razu wpadł w oko nietypowy mundur nowo-przybyłego ogiera, do złudzenia przypominający inne, znalezione przez niego oraz Duste'a w jednej z opuszczonych krypt, zdawałoby się, lata temu. Ponadto, to skomputeryzowane urządzenie na jego kopycie nazywane "Pip-buckiem"... widać że chłop urwał się ze stajni....i to chyba niedawno. To mógł być dobry znak. Ostatnim razem gdy natknęli się na kryptę, mimo to że zrujnowaną, udało się zszabrować kilka użytecznych lub cennych części i przedmiotów. Tylko że po pierwsze, nie wiadomo czy jego krypta jest opuszczona. Może być wciąż zamieszkana. A po drugie...przecież podobno krypty nie wypuszczają ze swoich stalowych ścian żadnych kucyków, dopóki nie zaistnieje jakaś sytuacja kryzysowa...

Gdy się nad tym dłużej zastanowić, życie w krypcie było dla jednorożca niezrozumiałe. Kuce zgadzały się na własne zniewolenie w cholernej puszce. Same skazywały się na nużącą codzienność w szarych ścianach. Codzienne, powtarzające się obowiązki, mające podobno uprzyjemnić im tę beznamiętną wegetacje, kończącą się prokreacją i zgonem. Kolejne pokolenia kucyków miały jedynie ofiarować swój kod genetyczny kolejnym pokoleniom, które zapewne też nie wniosą niczego wartościowego do swojego życia.

"Co za cholerne marnowanie czasu i ludzkich... kucykowych zasobów. Może nawet śmierć mogłaby w takim wypadku być lepszym wyjściem" - pomyślał i zgasił niedopałek papierosa. "Przydałoby się dowiedzieć czegoś więcej. Na razie chyba poczekam na Duste'a. To może nam się opłacić" - powiedział do swojego wewnętrznego "ja" i przysłuchiwał się dalej konwersacji, przy okazji sprawiając wrażenie zniecierpliwionego bezruchem.


RE: Wastelands Vol. 1 - GreenScratch - 31-12-2014

Starszy brat będąc bliżej kontuaru zdjął ostrożnie menażkę i położył na stoliku, po czym zwrócił się do barmana: 

– Chwilkę towarzyszu barmanie, zaraz uregulujemy rachunek – powiedział to podłapując akcent.

Teraz Umbra skupił się na pytaniu brata i wziął pod uwagę to, czego ów zapewne by chciał:

– Plan? Bajecznie porosty, kończymy tutaj i prawdopodobnie ruszymy za kolejnym z twoich widów, jak to zgrabnie ująłeś. Przy okazji pewnie sprawdzimy kilka miejsc, które podesłali nam nasi ojczulkowie. Dzień jak co dzień, byle nie wpakować się w jakąś kabałę – nim skończył zauważył, że brat od pewnego momentu w ogóle go nie słucha.

Umbra powędrował wprost za wzrokiem brata i przez chwilkę zamarł wytężając wzrok, nagle zrozumiał, ale nie mógł sobie odmówić pewnej przyjemności:

– Co ci tak wpadło w oko… co? – powiedział z uśmiechem, targając brata za ucho.

Mirage odtrącił łapę rozbawionego żartownisia i schylił się do swojego worka, po czym wyciągając na stół pisemko kontynuował:

– To co ma przy sobie ta gryfica – wskazał kiwając głową w kierunku przeciwnego rogu sali – to DVS nie mam pewności czy to wersja Ironshod Firearms, czy już gryfia konstrukcja budowana od podstaw na przykładzie tej pierwszej. Raczej skłoniłbym się ku wersji IF, numer bodajże 125 – wertując strony czasopisma w końcu znalazł odpowiednią stronę i szukając coś w tekście uśmiechnął się, potwierdzając trafność numeru – lecz nie zaspokaja to do końca mojej ciekawości, tak czy siak.

Położył teraz wiekowy magazyn tuż przed starszym bratem, gdzie na dwóch stronach ukazany był karabinek snajperski. Na Umbrze nie robił takiego wrażenia, ale starszy gryf czuł wobec niego respekt i odbierał nie powtarzalny emanujący od niego charakter, choć nie miał pewności, czy to nie czasem udziela mu się ekscytacja brata. „Choć tyle, że się uśmiechnął” – pomyślał. Starszy oparł jedną z łap o blat, a drugą podparł głowę i westchnął:

– Wiesz ty co? – przez chwilę obserwował, skupionego teraz na nim brata. – Nie ważne… – zrezygnował, sięgając teraz do worka i wyciągnął z niego dwa stalowe kubki, kilka prażonych ziarenek kawy i kryształków cukru, po czym kładąc to wszystko na stół, kontynuował zupełnie z innej strony – Wiesz założę się, że ten co niedawno wszedł do baru jest całkiem świeży na powierzchni, ba! Nawet dosłownie świeży.
Mirage przywołał obraz widzianego wcześniej kucyka, przyjrzał mu się, badając jego ruchy i ekwipunek. Młodszy zamrugał energicznie:

– Tak, masz rację, szlag myślałem o czymś innym wtedy… rzadko takich widujemy – urwał przez wtrącenie brata.

– A przeważnie martwych, słyszeliśmy o tym motywie nie raz, ale ciekawe jak to jest żyć od urodzenia w jako tako normalnym społeczeństwie – przerwał wypowiedź, nie chcąc powiedzieć zbyt dużo ze względu na przeszłość. – Wiesz to musi być szok, wejść tak znienacka w to piekło surowych zasad – urwał wkładając do dziobu kilka ziarenek kawy, przeżuł je, po czym wypluł do kubka.

– Możliwe, choć ten nie wygląda na takiego, co go byle pierwszy błąd zabije – teraz Mirage powtórzył cały rytuał, który przed chwilą odprawił brat.

– Racja, choć mógł mieć po prostu szczęście – powiedział to zalewając przeżute ziarna gorącą wodą.

– Bo ci którzy wciąż żyją, go nie mają? – młodszy z przekąsem trafił w sedno.

Umbra uśmiechnął się, oddając bratu rację w tej sprawie:

– Wiesz, mam pomysł, skocz za nas zapłacić, zgarnij tego ze stajni… – urwał, zastanawiając się przez chwilę – jeśli oczywiście będzie chciał i jeśli tak cię to męczy, pogadaj z tą żyletą odnośnie tego twojego IF-cośtam, tylko ostrożnie, wygląda na taką, co jak ją źle obudzisz, to rozsmaruje twój mózg na ścianie za pośrednictwem dwururki. Choć zapewne i tak nie śpi… powodzenia! – mówiąc to, klepnął brata w ramię.
 


Mirage wstał bez słowa, po czym skierował się w kierunku kuca (jak wcześniej założyli bracia) ze stajni i samego barmana. Gdy podszedł zorientował się, że ten o którym rozmawiał z bratem, właśnie skończył mówić, wtedy postanowił się wtrącić:

– Chciałbym zapłacić za wrzątek... – gryf urwał i oparł się o blat baru. 
 
Przez chwilę badał wzrokiem kubek z sokiem i nóż na blacie, dochodząc do wniosku, że to prawdopodobnie próba wymiany, po czym dokończył:
 
– ...i za tego tutaj – wskazał posiadacza Pipbucka.

Teraz kontynuował kierując swoje słowa bezpośrednio do kuca w rynsztunku:
 
– Z bratem doszliśmy do wniosku, że jesteś stosunkowo nowy na powierzchni, mamy rację? – powiedział to ze swoim naturalnym zimnym i nie zdradzającym emocji obliczem, spoglądając ukradkiem na patrzącego w ich stronę Umbrę.   


RE: Wastelands Vol. 1 - Dra9on - 31-12-2014

Dust kichnął od kurzu zebranego w nosie i ciężko westchnął. Wyciągnął podarte zdjęcie z kieszeni i zaczął rozmyślać. Co za los przytargał go właśnie tutaj? Miał do zadania tak wiele pytań, ale wiedział że i tak na razie nie uzyska na nie odpowiedzi. Schował zdjęcie i zaczął rozglądać się po mapie swojego urządzenia. Maripony jak nie było, tak niema. Nie wiedział nawet gdzie zacząć, ani nawet nie zdawał sobie sprawy dlaczego szuka tego miejsca. Bo mu się przyśniło? Nonsens. Sny nie mają tu na wartości, to tylko złudzenie. Tu, na pustkowiach, złudzenia mogą doprowadzić do twojej śmierci.... w większości przypadków, dość brutalnej, masakrycznej i powolnej śmierci.

Kolejną rzeczą za jaką musi się zabrać, to wyjaśnienie tej całej sprawy z Enklawą i dlaczego ma na sobie ten mundur. Z koro o mundurze mowa, przydało by się zanabyć jakiś pancerz, ale to w swoim czasie.

Pegaz sprawdził czy szpony poprawnie działają, czy strzelba i pistolet plazmowy są naładowane. Z taką zbieraniną jak ta w barze nigdy nic nie wiadomo. "Better safe than sorry?" jak to mawiają.
Przeciągnął się, machnął parę razy skrzydłami i wrócił się do środka...