Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 1
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii


Iron w miarę szybko zorientowała się w sytuacji, po czym wycofała zapalniczkę, chowając ją z powrotem do jednego ze swoich juków. Następnie rozejrzała się po pomieszczeniu i po raz ostatni rzuciła zagadkowe spojrzenie na szczelinę w ścianie. Zastanawiała się chwilę czy dało by radę ją jakoś powiększyć. I, jeżeli było by to możliwe, dostać się wtedy do głównego magazynu, gdziekolwiek był. Na razie jednak postanowiła porzucić te myśli. ”Iron nie pierdol tylko trzeba się stąd wydostać.”

Dla popielatej w miarę oczywistym już teraz było, iż nie warto na razie nic robić, dopóki nie odblokują razem z medykiem głównych wrót schronu. Nie widząc w pomieszczeniu nic więcej godnego uwagi, klacz skierowała się w stronę kuchni. Prawdopodobnie ostatniego dostępnego jej kopytom pomieszczenia w tym kompleksie. Jednak w ostatniej chwili popielata dostrzegła przełącznik na ścianie, co spowodowało natychmiastową zmianę kursu.

Iron podeszła do przełącznika, tego samego który wcześniej był ukryty i za pośrednictwem którego medyk otworzył regały z kontrowersyjną kolekcją. Popielata teraz jakoś tak wyjątkowo, przez chwilę zastanawiała się co takiego mogło by się stać po wciśnięciu owego guzika. Być może było to spowodowane tym, że miała na dzisiaj już dosyć wszelkiej maści niespodzianek. Być może wychodziło już jej to wszystko bokiem i dlatego mimo wszystko chciała zachować jakąś ostrożność. Iron wpatrywała się w przełącznik, aż w końcu zdjęła ze swojego grzbietu karabin, upewniając się, że jest odbezpieczony i gotowy do strzału. Następnie trzymając broń w pozycji umożliwiającej szybkie otwarcie ognia, trzema wolnymi kopytkami pokuśtykała bliżej przełącznika, wciskając go nosem.

Broń natychmiastowo została wycelowana w regały, wraz z tym jak ich pancerne drzwiczki po prostu się zamknęły. Iron zastygła, patrząc na to co się właśnie stało z szeroko otwartymi oczami i pyszczkiem na spuście. – Eee no kurwa... – Zirytowana szepnęła sama do siebie, zdejmując język ze spustu i przewieszając karabin ponownie przez swój grzbiet. Bez dalszej zwłoki ruszyło ona w stronę kuchni, dołączając tam do drugiego kucyka.

- No i co tam masz? – Powiedziała już na wstępie, szukając wzrokiem ciekawych rzeczy.

Minęło kilka minut od momentu jak Star ja opuściła. Przez ten czas niewiele się zmieniło. Nadal siedział ona wpatrując się w ogień zagubiona w myślach, a jedyną zmiana było kopyto przyłożone do policzka w który dostała buziaka. Musiała przyznać, że mimo to jak chwilami ich rozmowa wyglądała, o dziwo zakończyła się ona bardzo pozytywnie. Przyjemnie było czasem wymienić swoje poglądy z kimś kto jest w stanie uszanować twoje zdanie na dany temat.

Ale to nie myśli na temat tej rozmowy zawalały jej umysł. W tym momencie jedyne co znajdowało się w jej głowie, to wspomnienie tego całusa od Star. Może i był to tylko przyjacielski całus, ale sprawił on, że zrobiło się Blue nagle jak by cieplej. Brakowało jej takich kontaktów jakimi w ciągu tego dnia obdarzała ją Star, kogoś kto ją pocałuje, powie że jest piękna, przytuli w nocy. To już są ponad cztery lata jak jest ona samotna. Cztery lata od ostatniego razu jak przed kimś otworzyła swoje serce. I co gorsza, nie była ona sama pewna czy jest na to gotowa. Jej poprzedni związek nie zakończył się najlepiej i sporo czasu jej zajęło zanim doszła ona po nim do siebie. Choć z drugiej strony, przydało by się między nogami coś innego niż własne kopyto.

Podnosząc się z ziemi, założyła ona z powrotem swoje torby na plecy. Wrzuciła do nich swój grzebień i butelkę z wodą, po czym rozejrzała się po obozie. Jej wzrok zatrzymał się na White, która to najwyraźniej próbowała coś zagrać, lecz nie wychodziło jej to najlepiej. Ale do puki była tym zajęta, chyba przynajmniej nic jej nie groziło. Odwracając się od ogniska, odszukała ona jeden ze swoich znaczników na EFSie i ruszyła w jego kierunku.

- Co się tak chowasz Rusty? - Zapytała się Blue, zbliżając się do zamaskowanej zebry i zatrzymując się przy niej. - Widziałeś chociaż coś ciekawego z tego swojego ciemnego kąta?
[Obrazek: signature.php]
Xander spokojnie sobie stał opierając się o skrzynie i obserwując co się działo wewnątrz obozowiska. Niewielki incydent jaki się przydarzył White i Star była poniekąd nawet zabawny, na co uśmiechnął się niezauważalnie. Szybko jednak się zreflektował kiedy pole magiczne granatowej przeniosło się na butelkę a biała klacz wylądowała w ognisku. Sykną krótko. Ałć... To z pewnością nie było przyjemne. Jego myśli zostały potwierdzone przez krzyk białej. Heh, ktoś dostaje dzisiaj bardziej niż ja.... Cholera jestem straszny. Młodzik obserwował starania Bleu próbującej jakoś pocieszyć i pomóc białej jednorożce, na co ta zareagowała wybuchem.

Młodzik lekko drgną obserwując tą sytuacje. Zostaw kucyki z ich problemami. Nie potrzebujesz mieć jeszcze więcej na głowie. Poza tym oni nigdy tobie nie pomagali... Oprócz Shadow... Tak, tak Shadow to wyjątek. Ale oni tobie nie pomagali. Po co ty masz pomagać im... Wystarczy że chcesz im pomóc w tym całym zwiadzie. Może jeśli w końcu komuś pomogę to, to do mnie wróci. Tak, w postaci małego zgrabnego pakieciku z ołowiu zapakowanego w miedziany płaszczyk... Nie bądź naiwny. Skończ, zrobimy tylko to i zobaczymy co potem. Dopiero wtedy będziesz mógł narzekać. Kłócił się sam z sobą patrząc jak Blue zostawiła White samej sobie i wróciła do Star.

Z początku dla Xandera wyglądało to jak zwykła rozmowa lecz sprawy potoczyły się dosyć szybko przeradzając się w dyskusje i w końcu w kłótnie. A wszystko rozchodziło się o współprace. Współpraca... Ech, one to sobie mogą o tym dyskutować. Stał tak sobie ze zwyczajowym dla siebie chłodnym spojrzeniem i kamiennym wyrazem twarzy, śledząc ich dyskusje. Przeszła ona potem na temat zaufania obydwu klacz do siebie. Kiedy Blue przytuliła się do Star na pyszczku młodego ogiera pojawił się lekki grymas nienawiści. Te kucyki naprawdę lubią się do siebie kleić.

Trwało to przez jakiś moment, a po nim Star odeszła do jednego z wozów. Młodzik odprowadził ją wzrokiem, po czym wrócił nim na Blue i White która coś próbował brzdękać na swoim instrumencie. Niebieska klacz wreszcie spakowała swoje rzeczy i ruszyła w jego stronę. Ta... i co dalej...? - "Co się tak chowasz Rusty?" - Padło pytanie od jednorożca gdy ten podszedł bliżej. Lecz zebra postanowiła je puścić bez jakiejkolwiek odpowiedzi. - "Widziałeś chociaż coś ciekawego z tego swojego ciemnego kąta?" - Blue zadała kolejne pytanie stając obok młodzika.

Xander zanim odpowiedział rzucił klaczy jedynie krótkie, chłodne spojrzenie. - Widziałem wystarczająco... A co? - Powiedział spokojnym głosem w którym było czuć nutę niechęci i znudzenia. Patrzył jeszcze chwile w stronę ogniska, następnie cicho westchną i odbił się do skrzynek. Odwrócił się w stronę pustyni pokrytej całunem nocy. - Chcesz czegoś? - Zapytał tym samym głosem co poprzednio i ruszył dalej wzdłuż zewnętrznej ściany obozu.
Starweave siedziała na wozie wracając myślami do wcześniejszych wydarzeń. Znowu zaczęła być na siebie zła. Znowu obwiniała się o zbytnią impulsywność. Niezależnie czy Blue miała rację czy nie, jednym na pewno wygrywała w dyskusji. Przez cały czas prowadziła ona rozmowę ze szczególnym spokojem i opanowaniem. Star nawet trochę zazdrościła jej tego. Mogła się tylko domyślać jak wielkie pokłady cierpliwości miała niebieska klacz.

Starweave przeniosła wzrok ze skrzynek na lewitowany przez siebie przedmiot. Oczywiście tylko z czystej ciekawości otworzyła magazyn na losowej stronie, przez krótką chwilę podziwiając jego zawartość. - Hmm... – Pobieżnie przeleciała jeszcze przez dwie następne strony. Po czym nie tracąc więcej czasu, schowała swój nowy magazyn do jednego z juków i wyskoczyła na zewnątrz wozu, gasząc swój róg.

Blue nie było już przy ognisku, był to pierwszy element na który zwrócił uwagę klaczy, będącej teraz powrotem na zewnątrz . Została jedynie sama White, która zdawała się być w innym świecie. Star pomyślała, że dziwnie było by teraz mijać się z Blue, więc było jej to nawet na kopyto. Ruszyła do naprzeciwległego wozu , mijając po drodze ognisko i pijaną klacz. – Tu tu ritu tu. Tak trzymać. – Rzuciła żartobliwie przechodząc obok White.

W końcu znalazła się na wozie gdzie była jej kula. Ponownie rozświetliła swój róg aby stawić opór ciemności. Kulisty obiekt czekał gdzieś tam na nią tak jak go zostawiła. Ale ku jej zaskoczeniu było tam coś jeszcze. Dwóch śpiący sobie smacznie najemników, był to wyjątkowo słodki widok. Niestety wykluczał możliwość spokojnego przeszukania jednej ze skrzynek. Starweave nie chciała ich budzić , zwłaszcza po tym co dzisiaj przeszli. Ale musiała przynajmniej odzyskać swoją kule wspomnień. Stąpając cichutko po drewnianej powierzchni, rozpoczęła jej poszukiwania. W końcu rozstępujące się ciemności pod wpływem jej magii, ujawniły obiekt jej poszukiwań.

Star od razu cicho podeszłą do niej bliżej, bezceremonialnie chwytając magią za szmatkę pod kulą. Owinęła nią wspomnienie, związała linią i wrzuciła do juku. Następnie zwróciła uwagę na skrzynki, które były poustawiane w rzędzie pod ścianą, tak jak w poprzednim wozie. W tej chwili przypomniało jej się o jeszcze jednej, tej którą prawie rozwaliła głowę ocalałemu bandycie. ”Złamany kapsel nie ma prawa tu przepaść.” Pomyślała klacz zdeterminowana by ją odszukać.

Nie zwlekając cicho opuściła wóz, ponownie przechodząc przez środek obozu i mijając tam White. Skierowała się ona w kierunku północno wschodniego wyjścia z obozu. Pamiętała tylko, że powinna być mniej więcej gdzieś tam za duża skałą. Światło jej rogu przybrało teraz kształt stożka, skupiając się bardziej na oświetlaniu tego co jest przed kucykiem.

<Starweave szuka skrzynki mimo panujących ciemności. Ma aktywne zaklęcie światła. Tej której użyła przeciwko ocalałemu bandycie. Jeżeli przy wyjściu zastanie Blue i Xendara to się zatrzyma by dokonać konwersacji. Jeżeli odnajdzie skrzynkę, to zatrzyma się przy niej chwilę aby bliżej jej się przyjrzeć i wtedy poprosił bym o opis tego w jaki sposób jest ona zamknięta. Post pisany przy współpracy z GMem>
Sharp stał na granicy wejścia do zaniżonej kuchni, wyraźnie analizując niezwykle skomplikowaną kwestię wody stojącej w kuchni. Zapach nie był najlepszy, ale był już w obecności o tyle gorszych rzeczy, że trochę stojącej wody mógł przeżyć.

Spojrzał po sprzęcie kuchennym. Wątpił w to, żeby zastosowano tu meble w rozmiarze "dla alicorna", zwłaszcza, że w reszcie pomieszczeń były względnie normalne. Czyli poziom wody względem blatu kuchennego wskazywał na to, że woda sięgałaby mu co najmniej do klatki piersiowej. Nie miał jakoś ochoty na rozbieranie się, zostawienie wszystkiego na "brzegu" i szukanie czegoś po zalanym pomieszczeniu. Owszem, minął już jakiś czas od kiedy miał okazję się gruntownie umyć, ale podejrzewał, że z tej wody wyszedłby w niewiele lepszym stanie. Już nie wspominając o tym, co mogło w tej wodzie być ani o tym, że wolałby nie stawiać się w takiej sytuacji kiedy razem z nim była ta psychopatka.

Ogier zbliżył się niepewnie do tafli ciemnej wody. Wyciągnął powoli kopyto i zanurzył na głębokość paru centymetrów w płynie. Licznik Geigera wmontowany w jego PipBucka od razu się odezwał charakterystycznym tykaniem. Medyk od razu zwrócił uwagę na dziwaczny wyświetlacz wysyłający sygnały prosto do jego wzroku. Promieniowanie, owszem, było, ale trzeba by siedzieć w tej wodzie całe godziny, żeby jakiekolwiek efekty miały miejsce.

Iron podeszła do niego, pytając o postępy. Wyciągając kopyto, spojrzał do tyłu, prosto na klacz kuca ziemnego.
- Nie jest tu za głęboko, ale woda jest brudna i nie widzę, co jest na dnie - poinformował ją dość rzeczowo. Nie ulegało wątpliwości, że ktoś będzie musiał tam wejść, jeżeli mają zamiar jeszcze trochę pożyć na wolności.



Starweave wyszła innym wyjściem niż Blue i Xander, toteż nie spotkała kuca i zebry stojących nieopodal.
Dzięki swojemu zaklęciu światła była widoczna pośród nocy jeszcze bardziej niż ognisko, osłonięte częściowo przed obserwatorami z zewnątrz. Klacz wymaszerowawszy dumnie z obozu ze świecącym jasno rogiem, była dosłownie świecącym celem.

Ruszyła w kierunku, w którym pozostawiła skrzynkę ostatnim razem. Po krótkich poszukiwaniach faktycznie natrafiła na drewnianą skrzynię. Można było nawet zauważyć punkt zderzenia z ocalonym później bandytą. Skrzynia, jak na złość, była zamknięta na klucz, jednakowoż zamek wyglądał, jakby mógł się samoistnie rozpaść, gdyby tylko klacz miała sporo czasu i cierpliwości.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Jego spojrzenie było zimne, nawet bardzo. Blue obserwowała odchodzącego powoli Xadndera zastanawiając się co dalej zrobić. Widać było po nim że chyba nie ma ochoty z nią rozmawiać i, że coś go męczyło, ale niestety zostawienie go w spokoju teraz nie wchodziło w rachubę. Powoli ruszając za nim, odpowiedziała ona na jego pytanie.

- Tak, chciałam czegoś. Chciałam się dowiedzieć czy wszystko u ciebie w porządku i czy mogę ci jakoś pomóc, ale chyba nie muszę teraz czekać na odpowiedź.

Wiedziała że ryzykuje starając się prowadzić z nim rozmowę. Gdy po kucyku wiedziała mniej więcej czego się może spodziewać, to rozmowa z zebrą w niezbyt dobrym humorze była kompletnie nowym, niezbadanym terenem. Może cokolwiek by nie powiedziała nie zrobi na nim wrażenia, a może poczuje się obrażony za pierwsze lepsze pytanie i stwierdzi, że trzeba ją zabić. W każdym bądź razie, Blue chciała uzyskać kilka odpowiedzi i ustalić kilka rzeczy. Parząc się na zebrę zastanawiała się, od której strony do tego podejść by po chwili dojść do wniosku, że nie ma co się bawić w kotka i myszkę.

- Dobra, ale nie będę owijać w bawełnę. Jako, że na razie trzymasz się naszej karawany i dodatkowo zgodziłeś się ze mną ruszyć na dość nieciekawie zapowiadającą się wyprawę, twoje samopoczucie i stan psychiczny stał się nie tylko twoim problemem ale też moim. Wybacz moje pytania, ale niedługo moje życie, jaki i życie każdego w tej karawanie może zależeć od ciebie, więc wolała bym wiedzieć na czym stoję. Może będę w stanie nawet pomóc.

Zastanawiała się jak zachęcić go do rozmowy, sprawić żeby chodź trochę się przed nią otworzył. Może i zaszli już daleko podczas ich poprzedniej rozmowy za wozami, dowiedzieli się trochę o sobie, ale to nadal nie pomagało jej w dojściu do tego, co go teraz tak męczy. Odwracając głowę w stronę ogniska by upewnić się że White do niego jeszcze nie wpadła, przyszedł jej do głowy pewien pomysł. Na pewno zjada go ciekawość po ich poprzednie rozmowie, może będzie ona w stanie to wykorzystać żeby coś z niego wyciągnąć.

- A poza tym myślę, że ty też masz kilka pytań odnośnie naszej wcześniejszej rozmowy która nam została przerwana. - powiedziała Blue do towarzysza mając nadzieje że pamięta on ich rozmowę przy ognisku i załapie do czego ona nawiązuje.
[Obrazek: signature.php]
Xander szedł może nieco bardziej leniwym krokiem niż gdy wcześniej patrolował, słuchając tego co Blue miał mu do powiedzenia. Była bezpośrednia w swojej wypowiedzi, ale potem zaczęła się wahać. Pytania odnośnie swojego samopoczucia, które otrzymał od klacz z początku go zaskoczyły. Lecz to zdziwienie zniknęło wraz z pojawieniem się powodu, dla którego takowe padły. Zapadła kolejna chwila ciszy w której kucyk idący obok się zastanawiał co dalej powiedzieć. Kolejne jej słowa wydały się dla młodzika czymś w rodzaju bardzo okrężnej prośby by jednak z nią porozmawiał. Przez moment szedł nie odezwawszy się ani słowem, zastanawiając się. Wreszcie westchną i zaczął mówić, jego ton nadal był flegmatyczny lecz już teraz nie był bezbarwny. Co jakiś czas ukazywały się w nim szczątki emocji.

- Wszystko jest w porządku, nie musisz się jakoś specjalnie martwić. Radziłem sobie wcześniej sam. Ale rozumiem, ruszysz na jakieś zadanie kimś jeszcze i pilnujesz tego kogoś, by ci nie odstawił jakiegoś numeru. W końcu nikt nie chciałby skończyć z dodatkowymi dziurami w zadku. Tak jak mówił, jest w porządku. Jeśli chodzi ci o mój mały... "wybryk" czasem się takie zdarzają. Nawet jakiś mały bodziec w połączeniu z poprzednimi przeżyciami może wywołać reakcje łańcuchową. A potem zostaje w tobie już tylko narastająca wściekłość i nienawiść do całego świata. Rośnie i rośnie, aż w końcu dochodzi do wybuchu i wyzwolenia furii. Czystej, nie kontrolowanej i nie ukierunkowanej agresji, to jest niczym katharsis. Po czym wszystko wraca do normy.

- Oczywiście tu się jeszcze kontrolowałem, jeśli cię to pocieszy. Bywało gorzej. No cóż... a ja nie chciałem zrobić przypadkiem komuś krzywdy. Nie potrzebuję mieć kolejnych kucyków na sumieniu. - Ponownie nastała chwila ciszy, kiedy to zebra zastanawiała się co mogłaby powiedzieć. - Twierdzisz że chciałabyś pomóc... Nie jestem pewien czy ktokolwiek by potrafił. Nawet boginie wraz z elementami harmonii nie byłyby w stanie. W końcu nikt niema takiej mocy by zwrócić mi tych których kochałem. Nikt nie potrafi zmienić przeszłości. Jestem odmieńcem i za tą odmienność pustkowia karzą mi płacić wysoką cenę. Cenę: Bólu, bo każdy komu zaufałem wbijał mi nóż w plecy. Strachu, bo boje się że każdy następny będzie kłamał a potem postąpi jak poprzedni. Śmierci bo zawsze przy spotkaniach szła ze mną ramie w ramie. A wszystko to dlatego że jestem sobą. Nie sądzę Blue byś jakkolwiek umiała mi pomóc. - Mówił tak jak gdyby był znudzony tą kwestią, jakby ją powtarzał już któryś raz i wiedział, że i tak nic się nie zmieni.

Na powrót zapadła cisza tylko tym razem dłuższa. Xander co jakiś czas zerkał na klacz która mu teraz towarzyszył, zastanawiając się czy dobrze postąpił mówiąc o tym wszystkim. postanowił zostawić to już w niepamięci i zmienić temat. Odkaszlnął cicho i znowu zabrał się za mówienie już teraz nieco bardziej ożywionym głosem. - A co do naszej poprzedniej rozmowy... Nie do końca kucyk, tak? Szczerze, mam co do tego mieszane uczucia i nie jestem pewien czy chce wiedzieć. To, że ty i Sharp przyjęliście to kim jestem bez otwierania natychmiastowego ognia jakoś zrozumiałem. Trafiłem na kilku podobnych, oni strzelali później, z rożnych powodów. I szczerze mówiąc, na podobny scenariusz nastawiałem się teraz. Natomiast to, że chcesz się tłumaczyć dlaczego przyjęłaś tą informacje, jest czymś nowym i to mi trochę psuje schematy, które sobie wcześniej o kucykach wyrobiłem.
- Nie jest tu za głęboko, ale woda jest brudna i nie widzę, co jest na dnie. – Powiedział medyk na którego Iron spojrzała z dezaprobatą. Wcale jej się to nie podobało i chodź nie stroniła ona od kontaktu z wodą, zalane tego typu pomieszczenia napawały klacz odrazą. Mogła się tyko domyślać ile czasu ta woda już tutaj stała. Inną sprawą było to, że medyk już dawno powinien uporać się z tym pomieszczeniem. A tak przynajmniej ona sama uważała.

Popielata rozejrzała się po pomieszczeniu, szukając wzrokiem czegoś konkretnego. – Nie sądzę aby było tu coś, co mogło by nam się przydać. – Powiedziała na głos swoje myśli. – W końcu to tylko kuchnia... Co innego można robić w kuchni poza przygotowywaniem jedzenia i okazyjnym posuwaniem klaczy na blacie? – Odrzekła spoglądając na lekko zmąconą kopytkiem Sharpa taflę wody.

- Słuchaj – powiedziała szorstko spoglądając na drugiego kucyka. Następnie wyciągając kopytko przed siebie, wskazała ogólnikowo na kuchnie i zaczęła mówić dalej. – Trzeba było się nie opierdalać! Miałeś przeszukać to pomieszczenie w czasie kiedy ja byłam w sypialni. To jest w dalszym ciągu twoja brocha i gówno mnie to obchodzi że... – Klacz na chwile przystopowała. – Że uganiałeś się za jakimiś zabawkami. – Dokończyła niepewnie, zdając sobie sprawę, że to ona je w końcu wszystkie zgarnęła i to w popisowy sposób. Tak więc nie była to za mocny argument.

- No dobra. Może i ja je mam. Ale... – Znowu urwała spoglądając na tafle wody. Przez krótką chwilę jej umysł intensywnie pracował w poszukiwaniu jakiegoś dobrego powodu. Niestety nie udało mu się takowego wyszukać, co za skutkowało następującą reakcją ze strony klaczy. – Ale... Nie wiem! Wymyśl coś w końcu. Bo ja też nie zamierzam ci tu wydać potomka. – Odrzekła w końcu w sposób taki, jakby stojący obok medyk w jakiś sposób ją uraził.

– Ja tam nie wejdę i chuj. – Rzuciła płasko, obrażona.



Starweave dokładnie obejrzała skrzynkę z każdej strony. Najważniejsze było to iż była ona zamknięta na zwykły, tradycyjny zamek wymagający klucza. Stwarzało to oczywiste dla niej pole do popisu przy użyciu spinek. Faktem było, że zamek ten nie wyglądał na taki, któremu by wiele potrzeba podczas siłowych rozwiązań. Ale Star nie czułą się dobrze w tego rodzaju rozwiązaniach i rzadko kiedy to wykorzystywała. Poza tym oczywistym dla niej było, że takie walenie w skrzynię mogło by ściągnąć na nią niepotrzebną uwagę reszty grupy.

Nie zastanawiając się nad tym dłużej, tak jak stałą usiadła ona na zadzie przed skrzynką. Następnie zmodyfikowała ona swoje zaklęcie światła adekwatnie do sytuacji, nadając mu kształt aury i przygaszając je znacznie. Starweave popatrzyła na zamek i dobywając spinkę ze śrubokrętem w pole telekinetyczne, bezzwłocznie zaczęła go szarżować. Na swój sposób oczywiście.
Po złamaniu dwóch spinek i dużej ilości irytacji, uparty zamek w końcu uległ dokładnej manipulacji narzędziami i otworzył się z zadowalającym kliknięciem. Skrzynka ujawniła swą zawartość, na którą składały się zadowalający zestaw puszek i plastikowych butelek z wodą. Część z nich była poprzebijana przez pociski, które wcześniej trafiły w skrzynię.

Wyglądało na to, że klaczy udało się znaleźć porządny posiłek. Kto wie, może przy wymieszaniu odpowiedniej ilości składników można by zamaskować znane na pamięć przez większość kucyków z Pustkowi określone smaki przedwojennych konserw?



Ogier patrzył na klacz z lekkim zaskoczeniem. Wiedział już wcześniej, że była niezrównoważona, ale teraz biła rekordy. Że niby ja się uganiałem za zabawkami? Medyk był nieco zirytowany użyciem tego, z oczywistych powodów niesłusznego i nielogicznego, argumentu przez Iron.
Obwiniała jego o całą sytuację. Owszem, mógł nie ruszać tego ciała, wiedział o tym, ale prędzej i później i tak któreś z nich by uaktywniło jakiś alarm. Bo wątpił, żeby klacz ot tak opuściła podziemia bez chociaż próby zdobycia "zabawek".

Skrzywił się z irytacją na komentarz drugiego kucyka o eksploracji pomieszczenia. Nie zostawiła go znowu aż na tak długo, poza tym był trochę zajęty sprawdzaniem, czy do tej wody można wejść bez odniesienia poważnych ran lub zachorowania na paskudny przypadek częstej na Pustkowiach choroby zwanej potocznie "śmierć na miejscu".

Dodatek o sprawianiu potomków zignorował, ledwie się jednakże powstrzymując od spojrzenia na klacz, jakby z Księżyca spadła. Nie wiedział, jak bardzo naćpany by być musiał, żeby pójść do łóżka z tą psychopatką. Zresztą ona też by musiała być naćpana.

I jeszcze się zachowuje, jakby to nie była jej wina, że tu siedzimy, pomyślał ogier.
- Po pierwsze, to ty wyszłaś z obozu nie mówiąc nikomu nic i wzięłaś ze sobą jedyną osobę, która się nawet nie zmieści w tamtym cholernym wejściu - przerwał na chwilkę. Głównie, żeby podkreślić znaczenie swoich słów, ale też z powodu konieczności zdecydowania, czy przejść na konwersację za pomocą jej języka. Zanim zdążył rozważyć całą sytuację, słowa same zaczęły płynąć z jego ust.

- Po drugie, chyba zapominasz, czym jest łańcuch dowodzenia. Przypomnę ci: to łańcuch, który wezmę i będę nim bił póki nie zrozumiesz, kto tu kurwa dowodzi. Tak więc do roboty i napraw co spierdoliłaś, bo gdyby nie ty i twoja głupota, to w ogóle nie musielibyśmy tu być. - teraz opcje się zawężały. Albo posłucha, albo będą się kłócić, albo zaatakuje.

Sharp sięgnął pamięcią, próbując sobie przypomnieć, czy rewolwer ma załadowany. Nie trwało to długo, bowiem do podziemi schodził z bronią załadowaną, a potem tylko schował ją do kabury. Powinien w razie czego móc strzelać szybciej, niż kucyk ziemny. Wolał być przygotowany na najgorszy scenariusz. Cholera wie, jak ta wariatka zareaguje na jego słowa.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Blue szła za Xanderem słuchając wszystkiego co on mówił z uwagą. Wiedział że nie miał on łatwo w życiu, ale nie wiedziała za to że jest on chodzącym kłębkiem problemów psychicznych. Problemów psychicznych które nie powstały bez powodu. Na dobrą sprawę wszystkim pustkowia dokopują i każdy ma trochę swoich problemów ze stanem sufitu. Ale zebra w Equestrii to już całkiem inna rozmowa. Ktoś taki nie mógł liczyć na nic na pustkowiach. Był wyrzutkiem wśród wyrzutków. Zawsze sam. Blue szła za nim powoli zastanawiając się jak do tego podejść. W końcu postanowiła że dobrym początkiem będzie wytłumaczenie mu dlaczego jej podejście do niego się tak różni od innych, a potem już jakoś dalej pójdzie.

- Dlaczego ze spokojem przyjęłam informacje o tym kim jesteś? Dlaczego mam ochotę ci tłumaczyć kim jestem? Bo może wiem jak to jest się ukrywać przed wszystkimi. Jak to jest nie móc powiedzieć prawdy o sobie innym. Wiesz co zrobił pierwszy kuc któremu powiedziałam prawdę o sobie? Spróbował mnie zabić we śnie. Drugi nie był lepszy. Od tamtej pory ukrywam prawdę przed prawie wszystkimi.

- Ale takie ukrywanie się przed światem nie jest łatwe, i w twoim przypadku jest to zdecydowanie cięższe niż w moim. Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak dużo pracy i wyrzeczeń musiałeś w to włożyć żeby aż tak daleko dotrzeć w jednym kawałku.

- Ale też wiem, że takie ukrywanie się nie jest zdrowe. Tu nie ma różnicy, zebra czy kuc, my jesteśmy zwierzętami stadnymi, potrzebujemy innych w życiu. Ja nigdy nie przestałam szukać przyjaźni na pustkowiach, i w tym momencie mogę się pochwalić dwójką bardzo dobrych którzy byli w stanie zaakceptować mnie bez względu na to kim jestem. I ty też masz na to szanse, po prostu musisz uwierzyć że nie wszyscy na tych zasranych pustkowiach życzą ci źle, a po jakimś czasie może się okazać, że już nie jesteś sam. Po prostu jeszcze nie spotkałeś odpowiednich osób. Czasem trzeba zaryzykować i spróbować się otworzyć przed innymi, a może następnym razem będzie inaczej.

- Mówisz że nie będę ci w stanie pomóc, i pewnie masz rację. Nie potrafię zmienić przeszłości, nie potrafię także wskrzeszać zmarłych, chodź sama bardzo bym tego chciała, nie tylko ty straciłeś bliskich. Ale na pewno są jakieś rzeczy w których chodź trochę będę pomocna, dużo nie wymagam. Chcę tylko żebyś poświęcił mi chwile czasu na rozmowę.
[Obrazek: signature.php]




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 14 gości