Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii 2.0
#1
<Macie prezent świąteczny, o.>

Mijały sekundy, minuty, godziny. Chwila za chwilą ciągnęła się w obozie niedobitków karawany. Ciemna noc uniemożliwiała skuteczną obserwację terenu kucykom pełniącym wartę, a brak jakiegokolwiek źródła ciepła powodował duży spadek temperatury względem dnia.

Noc mijała bez zakłóceń, pozwalając na spokojny sen szczęśliwcom i pozbawioną niespodzianek wartę wytypowanym na strzeżenie obozu w danym czasie. Jak zawsze, pierwsza warta była najcięższa, ale właśnie dlatego objął ją medyk, który po operacji miał okazję odpocząć, oraz Star, też mająca wcześniej podczas dnia okazję do odpoczęcia.

Część warty spędzili na rozmowie, część na milczącym patrolowaniu. W końcu po prostu położyli się w okolicy pozostałości ogniska, próbując zachować ciepło. Na wozach temperatura była znośna, choć zaduch mógł niektórym przeszkadzać w wygodnym śnie, ale na zewnątrz kucyk zdecydowanie mógł czuć chłód. Potem obudzili drugą załogę warty, sami zajmując wóz i z ulgą oddając się potrzebnemu odpoczynkowi.

Tak się to ciągnęło, bez niespodzianek. Nie licząc okazjonalnego radrakana czy innego małego stworzonka pojawiającego się na EFSie czy w kraju pola widzenia i alarmującego pełniących wartę.



Blue i Xander maszerowali w ciszy. Noktowizor klaczy pozwalał na bezproblemową nawigację, nawet w środku nocy. Większość podróży przebiegła w milczeniu i bez niespodzianek. Nie licząc samotnej mantykory, przed którą musieli się ukryć za paroma skałami, póki nie skończyła pałaszować jakiegoś niewinnego psu upolowanego chwilę wcześniej.

W końcu, po godzinach marszu, oboje mogli bardzo dokładnie czuć każdy mięsień w swoich nogach. Jednakowoż w ich polu widzenia pojawiała się łuna, która mogła oznaczać jedynie źródło światła.

Po przemaszerowaniu jeszcze kilkuset metrów, znaleźli się na szczycie wzgórza. Wokół siebie mieli wyschnięte drzewo i trochę skał, a także przewrócony wózek sklepowy otoczony paroma pustymi puszkami po pożywieniu. Jeżeli ktokolwiek tu obozował, było to dawno temu.

Przed nimi rozciągała się równina po której biegły resztki przedwojennej, asfaltowej drogi. Nie było widać żadnego wraku. Równina ciągnęła się co najmniej kilometr, oceniając na oko. Po tymże kilometrze spotykała zespół budynków zbitych z różnych materiałów, jak niemalże wszędzie na pustkowiach. Obecny też był duży, przedwojenny budynek, przywodzący na myśl biuro lub inny obiekt administracyjny. Miał 4 piętra i górował nad chatami zbudowanymi przez współczesnych mieszkańców. Całość oparta była o wzgórze.

Blue dzięki swojej noktowizji mogła dojrzeć również resztki płotu z drutu kolczastego położone na równinie, w odległości kilkudziesięciu metrów od zabudowań osady, która była źródłem łuny zauważonej wcześniej przez zwiadowców.

Pustkowia Equestrii: Akt Drugi.
>Press any button to start.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
#2
Blue stała na wzgórzu obserwując „miasteczko” znajdujące się przed nimi. Włączając zoom w oczach analizowała ona cel ich wyprawy, szukając jakiś rzeczy które dadzą im przewagę w trakcie przebywania na wrogim terenie. Szukała ona wszystkiego, od dziur w ścianach po snajperów na dachu. Gdy stwierdziła, że już nic więcej nie wypatrzy z tej pozycji, usiadła na zadzie dając trochę kopytom odpocząć i wyciągając z torby butelkę z wodą pociągnęła z niej solidny łyk po czym podała ją Xanderowi stojącemu obok.

- Jakieś sugestie, jak byśmy mogli to rozegrać? - zapytała się zerkając na swojego pasiastego towarzysza, po czym odwróciła się z powrotem w kierunku ich celu i powróciła do obserwacji.

< Ok panie GM. Chcę wiedzieć WSZYSTKO co Blue teraz widzi, a i jakąś mapą miasteczka bym nie pogardził :D >
#3
Xander ze wzgórza obserwował równinę która rozciągała się teraz przed nim i jego towarzyszką w misji. Wodził wzrokiem po dostępnym dla jego oczu terenie. Sprawdzał samą wioskę oraz najbliższą jej okolice. "Czyli to tutaj. Miasteczko które ma być opanowane przez bandytów. Szykuje się nieciekawie, muszę być przygotowane na najgorsze... z każdej strony." Przy ostatniej myśli spojrzał podejrzliwie na Blue i szybko wrócił do obserwacji przedpola. "Wkurwiła mnie, ale jeśli chce wrócić w jednym kawałku będę musiał z nią współpracować... więc animozje na bok." Młodzik sięgnął kopytem do kieszeni i wyłączył odtwarzacz, następnie zwinął słuchawkę i włożył ją do kieszeni, którą chwilę potem zamknął. "Nie zmienia to jednak faktu że nadal może mi strzelić w plecy po zakończeniu zwiadu, ale to już sprawa na później."

Z rytmu przemyśleń i obserwacji wybiła go butelka wody oraz pytanie od niebieskiej klacz. - "Jakieś sugestie, jak byśmy mogli to rozegrać?" - Wziął butelkę i pociągnął z niej najpierw niewielki łyczek wody, którym dokładnie przepłukał sobie usta. Drugi większy łyk miał już na celu zaspokoić pragnienie ogiera. Oddał klaczy butelkę i jeszcze raz spojrzał uważnie na teren przed nimi i ich cel. W ciszy usiadł i wyjął z siodła swoją strzelbę. - Na pewno po cichu. - Powiedział ironicznie podczas wyjmowania magazynka, następnie naciągnął mechanizm zamka by ten wyrzucił nabój znajdujący się aktualnie w komorze. Po skończonej operacji oddał pusty strzał w niebo, podniósł z ziemi nabój i włożył go z powrotem do magazynka, a ten z kolei znowu trafił do strzelby.

- Jeśli chodzi o opcje podejścia... Na pewno odpuściłbym sobie tą pozostałości drogi. Jeśli ich strażnicy są w miarę rozgarnięci to będą najbaczniej obserwować właśnie ją. Podejście od otwartego terenu jest najprostszą i najszybszą drogą, ale także bardzo ryzykowną. Próba podejścia od strony wzgórza wydaje się najbezpieczniejsza. Nie powinni się spodziewać kogoś z tamtej strony. O ile wejście tamtą stroną było by proste tak ewentualna ucieczka już nie. Ale z tamtego wzgórza mieli byśmy lepszy widok na ewentualnych strażników w miasteczku... Ale to tylko moja opinia. - Xander wszystko mówił oschłym, wyrachowanym głosem. Dopiero gdy skończył mówić popatrzył na Blue przez nieco dłużej niż ułamek sekundy czekając na jej reakcję.
#4
Niebieska klacz uruchomiła swoją unikatową, wbudowaną w obudowę lornetkę. Dzięki noktowizji i przybliżeniu mogła dojrzeć teraz jeszcze więcej niż wcześniej, pozostawiając zebrę daleko w tyle w kwestii sprzętu przydatnego do nocnej obserwacji. Oraz, co za tym idzie, także w kwestii zbieranych informacji.

Mimo tych cudów techniki, Blue nie widziała wszystkiego. Mogła dokładnie wypatrzeć złom leżący na drodze i prześledzić linię dawnego drutu kolczastego. Zwłaszcza charakterystyczne, zakrzywione na górze słupy rozstawione w równych odstępach.
Na niewiele się to przydało, gdyż celem obserwacji klaczy była położona nieopodal osada.

Dla klaczy widoczny był zwłaszcza duży, przedwojenny budynek. Była to prosta architektonicznie konstrukcja na planie prostokąta, mimo upływu czasu stojąca dumnie pośród o wiele mniejszych, współczesnych chat. Budynek był poznaczony dziurami, a w jednym z dwóch widocznych rogów ściany najwyższego piętra wraz z dachem wybrały się na strajk i zapadły pod swoim ciężarem. Piętra pod nimi wydawały się mimo tego nienaruszone. Na dachu budynku wartę pełnił kucyk z karabinem. Jakiego typu był to karabin, Blue z tej odległości dojrzeć nie potrafiła.

Pechowo, budynek zasłaniał sporą część osady, toteż cybernetyczny kucyk był ograniczony do obserwacji jedynie widocznego fragmentu. Na skraju osady były widoczne kolejne dwa kucyki. Jeden miał przewieszony przez ramię karabin, broni drugiego nie mogła dojrzeć. Wydawały się strzec wjazdu od strony przedwojennej drogi.

Można by rzec, że była to cała straż, gdyby nie fakt, iż w pole widzenia klaczy po chwili weszły jeszcze dwa kuce. Nie wydawały się one jednak uzbrojone, a niezbyt prosta linia, po której poruszały się wychodząc spośród budynków na równinę, wskazywała, że trzeźwe też nie były.
Podeszły one do pary wartowników przy wjeździe do osady. Wyglądało na to, że nawiązała się jakaś rozmowa, a po chwili kłótnia.

Chaty osady były blisko położone, stawiane, jak niemalże wszędzie na Pustkowiach, bez ładu i składu, gdzie tylko było miejsce. Większość z widocznych dla klaczy zabudowań była parterowa. Prócz przedwojennego kolosa, mogła dojrzeć tylko dwie chaty posiadające drugi poziom.

Dalmierz w lornetce Blue podczas obserwacji przedwojennego budynku wskazywał 1321 metrów.

<Mapy nie będzie, dopóki nie będzie konieczna. Jeżeli zapomniałem o jakichś informacjach, to weź mi ktoś powiedz.>
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
#5
Blue wzięła swoją butelkę z wodą od zebry i schowała ją z powrotem do torby nie odrywając ani na chwile wzroku od ich celu. Już jej się to nie podobało, za dużo otwartego terenu między nią a celem. Będzie to sprawiało niezły problem w dostaniu się bliżej. Jeszcze ten koleś na dachu, znając jej szczęście i to jakie chujowe potrafią być pustkowia, pewnie siedzi tam i IF-100 i się akurat patrzy w ich stronę. No, ale bez ryzyka nie ma zabawy. Wyłączając zoom, zamknęła oczy i się przeciągnęła po czym odwróciła się do jej towarzysza.

- Jak na razie, naliczyłam pięć kucy, dwóch uzbrojonych przy wjeździe, następna dwójka kręci się niedaleko tamtych i chyba nie są w stanie nam raczej zagrozić, choć im trochę zazdroszczę, sama bym się z chęcią teraz najebała. Najbardziej denerwuje mnie ten samotny na budynku, jak ruszymy przez otwarty teren to będziemy wystawieni na rzeź jak zebry w dolinie Hoofington. - tu się Blue nagle zatrzymała zerkając na jej towarzystwo, po czym spuściła wzrok na ziemie z pyskiem który nagle przyjął strasznie czerwony kolor – Ok, to było złe porównanie. Sorry. - biorąc głęboki wdech odwróciła się ona z powrotem w kierunku ich celu

– Myślę że masz rację, najlepszym wyjściem będzie chyba to wzgórze po drugiej stronie. Jesteśmy aktualnie około półtora kilometra od celu i jak utrzymamy tą odległość w czasie okazania tego miasteczka, nikt nie powinien nas wypatrzyć, a do tego wzgórza powinniśmy dojść od boku. Gdy już tam dotrzemy to będziemy mogli lepiej określić z czym mamy do czynienia i wtedy ustalimy bardziej szczegółowy plan działania.

Wstając na równe nogi Blue otrzepała szybko swój zad z piachu po czym znowu odwróciła się do Xander

- To co, idziemy czy masz jakieś dodatkowe sugestie? - zapytała się zebry stając obok niej i patrząc się jej prosto w oczy.
#6
Xander słuchał niebieskiej klacz z kamienną miną, choć w duchu jego szczęka dawno leżała na ziemi. "Co? Jak ona kogokolwiek widzi z tej odległości? Co ona, ma lunetę snajperską zamontowaną w oczach, czy jaka cholera? Nagle jednak uderzyło go napomknięcie Blue o rzezi zebr. Po chwili opanował myśli. " Taa. W sumie nie mam się czego dziwić... Masakrowanie niewinnych zebr jest w stylu kucyków. Zazgrzytał tyko zębami na próbę przeprosin klacz. "Mądry kucyk myśli co mówi, a głupi mówi co myśli... Ty, Blue chyba jesteś z tych drugich, co nie?

Błękitna szybko zmieniła temat popierając sugestie młodzika odnośnie podejścia od strony wzgórza, oraz objaśniając sposób podejścia do niego. Potem zadała kolejne pytanie stając tuż obok zebry i wpatrując się jej w oczy. - Nie, nie mam. Możemy iść. - Odpowiedział krótko. Następnie z powrotem włożył strzelbę do swojego siodła i wstał by poprawić zapięcia. "W sumie trochę to dziwne że nie zwróciła uwagi na to co wyprawiałem ze swoją bronią. Liczyłbym chyba na jakieś zdziwienie czy coś podobnego. A ona nie rzuciła mi nawet krzywego spojrzenia. Ale z resztą, jedna cholera wie co jest nie tak z tymi kucami...
#7
Blue patrzyła się przez chwilę na swojego towarzysza. Było po nim widać, że jej komentarz trochę go zdenerwował i się temu kompletnie nie dziwiła. Sama musiała przyznać że bardzo źle wybrała porównanie dla ich aktualnej sytuacji. Będzie czekała ją poważna rozmowa z nim potem, ale najpierw trzeba się uporać z zadaniem.

- No dobra, skoro wszystko ustalone, nie ma co zwlekać. - powiedziała klacz po czym ruszył truchtem przed siebie okrążając szerokim łukiem w bezpiecznej odległości ich cel.
#8
Dwie postacie ruszyły przez rozległą równinę, trzymając się cieni. Poruszały się daleko od osady i szły powoli, ostrożnie. Dzięki temu ktokolwiek obserwował teren kilometr dalej miał naprawdę niewielkie szanse zauważyć skradającą się dwójkę.

Blue i Xander szli powoli i uważnie przez pustkowie, wypatrując zagrożeń i starając nie rzucać się w oczy. Wybrana przez nich trasa na planie szerokiego łuku okazała się skuteczna i pozbawiona trudności. Do czasu.
Byli w odległości około dwustu metrów od resztek dawnego ogrodzenia, podchodząc do wzgórza, położonego w tej chwili w prostej linii między nimi a osadą, Blue dzięki swej noktowizji zauważyła znak ostrzegawczy.

Był on zardzewiały i trzymający się bardziej na dobrej woli świętej pamięci konstruktora niż na faktycznych walorach konstrukcyjnych.
Widząc napis na znaku, klacz zatrzymała się natychmiast, a wraz z nią zebra.

Na znaku widniała wciąż czytelna wiadomość "Uwaga! Pole minowe!".
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
#9
-No ja kurwa mać pierdolę. Czasem mam wrażenie że tam gdzieś siedzi, jakiś skurwysyn którego jedynym celem w jego życiu jest utrudnianie mojego życia. Zapierdala on predemną i tylko zastawia te wszystkie jebane pułapki czekając aż się w którąś wpierdolę. - stwierdził Blue siadając zadem na ziemi. Nie podobało się jej to. Siedziała ona tak chwilę obserwując pole przed nią zastanawiając się jak przebrnąć przez to błoto. W końcu musi być jakiś sposób na wykrycie kawału metalu pod ziemią. Gdyby tylko miała ze sobą wykrywacz metali...

Zrzucając z siebie torby zaczęła ona przeszukiwać je w poszukiwaniu kilku rzeczy.

- Xander, mam pomysł, ale to chwile potrawa. - powiedziała do towarzysza nie przerywając poszukiwania części jej potrzebnych.

Przede wszystkim urządzenie które zbudowała gdy siedziała wcześniej przy ognisku. Mimo że był to tylko zwykły transformator z baterią i dość specyficzną wtyczką, miał on jedną specjalną zaletę, napięcie wyjściowe było idealnie ustabilizowane i nie zależnie od sytuacji, na wyjściu zawsze miało identyczne parametry.

Na następny ogień poszedł moduł zasilający z terminala który rozjebała wcześniej. Wyciągając go z torby, położyła go na ziemi po czym wyciągając z torby śrubokręt i zaczęła się dobierać do obudowy. Gdy tylko obudowa była zdjęta bez zbędnego czekania zaczęła rozwijać drut miedziany z transformatora znajdującego się w środku. Wyciągając swój notes z torby wyrwała z niego czystą kartkę, zwinęła ją w rulonik po czym zaczęła na to owijać na nią z powrotem drut miedziany tworząc zgrabną cewkę.

Gdy już była zadowolona z ilości zwojów na kartce odłożyła ją na bok po czym sięgnęła po jej prowizoryczny zasilacz. Rozwijając z niego kabel i śledząc gdzie wchodzi na płytkę sterującą całym tym ustrojstwem, zlokalizowała ona biegun dodatni który szybko rozłączyła, podłączając w miejsce przerwy którą zrobiła wcześniej zbudowaną cewkę. Gdy już zabezpieczyła wszystkie kable żeby nie doszło do przypadkowych spięć położyła swoje dzieło na ziemi między nią a Xanderem i zaczęła się pakować. Teraz została jej już tylko najcięższa rzecz.

- Xander, muszę cię o prosić o pomoc, bo dalej sama sobie nie poradzę. - powiedziała odwracając się plecami do zebry i wygodnie usadawiając. - Widzisz to urządzenie które zbudowałam? Na końcu przewodu jest wtyczka, przypomina ona z wyglądu bardziej kilku centymetrowy metalowy pręciki. - podnosząc kopyto do góry, odchyliła ona swoją grzywę na bok odsłaniając tył swojej głowy i normalnie ukryte przed światem zewnętrznym cztery gniazda w dwóch rzędach.

- Mógł byś to podłączyć do prawego górnego gniazda?
#10
Xander szedł zaraz za Blue na wszelki wypadek wypatrując dodatkowych zagrożeń, które mogły by im zagrozić. W pewnej chwili jednak ów błękitna klacz się zatrzymała. Młodzik zatrzymał się niemal od razu po niej. "Dobra co teraz? Coś się dzieje?" Zadał sobie pytanie w duchu, zaczynając się rozglądać za czymś co mogło zwrócić uwagę jego towarzyszki. Kiedy zebra wyłapała z narzekań niebieskiej słowo "pułapki", jej serce na chwilę zamarło. O kurwa... Najpewniej nie będą to po prostu puszki przywiązane do żyłki, które robią hałas jak się je ruszy. Nie widzę tu żadnych dziwacznych konstrukcji... Jest tu mnóstwo wolnej przestrzeni, więc chyba mogę obstawić że chodzi o miny."

Słowa Blue mówiącej że ma pomysł, nieco uspokoiły ogiera. "Chociaż tyle dobrze... mam tylko nadzieje, że nie chcesz wszystkiego wysadzić rzucając przed nas granat. Zachowując zgryźliwe uwagi dla siebie usiadł na ziemi i obserwował poczynania Blue. Xander ukrywał pod kamiennym wyrazem pyszczka, zaciekawienie ustrojstwem które składał. Kiedy klacz skończyła majsterkować i położyła urządzenie pomiędzy nimi, młodzik lekko się nad nim nachylił by dokładniej się mu przyjrzeć. "Tak... bardzo ładne. Ale co to jest?" Pomyślał. Chciał zadać to pytanie, lecz niebieska klacz go ubiegła swoją prośbą.

Blue siadła plecami do Xandera i pobieżnie wyjaśniła mu co ma zrobić, odsłaniając przy tym tył swojej głowy. - Mógł byś to podłączyć do prawego górnego gniazda? - "Że co niby? Nie, ona sobie chyba jaja ze mnie robi, albo jest wariatką... Dobrze pani W. Hmm... zobaczmy." Młodzik popatrzył na cztery ciemne punkty znajdujące się na głowie klacz. Z początku nie były one dla niego niczym specjalnym, równie dobrze mogło być to znamię albo tatuaż. Wyciągnął kopyto i dotkną ów punktów, wtedy poczuł że są one prawdziwe. Cofnął kopyto jak oparzony podrywając się na równe nogi. - Kurwa... - Zaklął cicho, lecz słyszalnie dla kucyka siedzącego przed nim. Wyraźnie było słychać szok w tym jednym prostym słowie.

Przez dobrą chwilę stał w kompletnej cisz wpatrując się w klacz tak jak gdyby sama Nightmer Moon stała przed nim. - Kurwa... - Zaklął ponownie. - P... powiedz Blue... - Młodzik czuł że robi mu się sucho w gardle. - To, to jest ten twój sekret o którym chciałaś mi powiedzieć? - Głos zebry wyczuwalnie drżał od szoku oraz od strachu który zaczął ją ogarniać. Kolejna chwila upłynęła zanim Xander się zdołał w miarę uspokoić. - Co...? Czym!? Ty do jasnej cholery jesteś? Android, cyborg czy jakieś inne... COŚ!? - Młodzik starał się powstrzymać gonitwę myśli w swojej głowie, lecz jedynie zawył bezsilnie przez zaciśnięte szczęki. O dziwo, to pomogło. Coś jak gdyby pękło, rozpraszając wszystkie myśli.

- Wiesz co...? Zapomnij! Zapomnij że pytałem. Chyba i tak nie mamy czasu na twoje tłumaczenia. Wyjaśnisz to w drodze powrotnej... Więc masz kurwa przeżyć, zrozumiałaś? -Zebra wzięła kilka głębszych oddechów, po czym chwyciła wtyczkę delikatnie w pyszczek i uniosła. - Mam tak po prostu wsadzić ci ten pręt w głowę, tak? - Kolejny głębszy oddech przerwał wypowiedz Ogiera. - Prawy górny, zgadza się? Okej, zaczynam. Tylko może licz albo coś mów, żebym wiedział czy nic nie spierdoliłem. - Xander zabrał się za wkładanie pręta we wskazane przez klacz gniazdo. Robił to powoli i delikatnie, czując jak całe jego ciało drży ze strachu.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości