Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii 2.0
#31
Granatowy ogier rozejrzał się powoli, co utrudniał mu tępy ból w karku. Nie miał pewności, czy ów był wywołany przez niekomfortową pozycję w jakiej przeważnie sypiał po utracie przytomności, czy też przez tortury jakie fundowali mu bandyci. Był to jedyny dyskomfort, który możliwe, że nie został bezpośrednio zadany przez Punchy’ego i jego znajomków.

„Sukinsyn” - pomyślał Maxim, próbując podpełznąć do miski z wodą. „Niech no ja go tylko dorwę, gdy uda mi się stąd wyjść, rozwalę mu… - kolejny ruch wywołał impuls bólu, który przebiegł przez całe ciało wycieńczonego ogiera. - Kurwa mać! Kogo ja oszukuję… marne szanse żebym z tego wyszedł.” - Pomyślał, wracając wszystkimi siłami do pełznięcia w wybranym kierunku.

Ogier dotarł wreszcie do miski z wodą, pierwsze co zrobił to powąchał ją. „Choć tyle że tym razem do niej nie naszczali… ale wodą i tak bym tego nie nazwał.” - myślał biorąc pierwszy łyk. Woda zalatywała bagnem, poza tym miała gorzko metaliczny posmak. Żelaznooki ledwo powstrzymał się od zwymiotowania zawartości żołądka na ziemię. Wiedział, że to może kosztować go życie. Był na to gotowy. Czuł, że los odpłaca mu za wsze czasy. Za wszystkie czyny których się dopuścił, za wszystkie te z których sam nie był zadowolony. Za wszystko co wraca do niego w koszmarach. Lecz powstrzymał się przed zwymiotowaniem. Wiedział, że jeśli ma szansę, to za wszelką cenę musi walczyć, by odpłacić za wszystko z własnej, nieprzymuszonej woli.

Czarnogrzywy dopił resztę wody, po czym odsunął się ze wstrętem od miski na środek klatki. Skulił się, myśląc o przeszłości i biernie przyglądając się sytuacji na placu. Nim odpłynął w przeszłość, przez umysł przebiegła mu jeszcze jedna myśl, powracająca w różnej formie, lecz zawsze jej adresat był niezmienny. „No losie… co jeszcze dla mnie masz.”
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
#32
Blue powoli przedzierała się przez górę złomu utworzoną z zawalonej wieży radiowej. Ostrożnie stawiając każdy krok, starała się nie stanąć na nic żeby nie narobić hałasu lub żeby nie nadziać się na żaden wystający pręt i jej to całkiem nieźle wychodziło. Niestety nie można było tego powiedzieć o jej kompanie, który w połowie drogi o coś się potkną i poleciał prosto na jeden z kawałków wieży. Blue musiał przyznać, że Xander musiał mieć jeszcze dużo szczęścia w zanadrzu sądząc po miejscu w którym skończył jeden z prętów. Centymetr w bok i musiał by się pożegnać on z bardzo ciekawym organem. Podchodząc do niego, pomogła ona mu wstać, po czym ruszyła dalej w kierunku celu.

Po jakimś czasie w jej polu widzenia w końcu znalazł się ich cel wyprawy. Stojąc na wzgórzu, analizowała ona „miasteczko” które znajdowało się przed nimi starając się wymyślić najlepszą strategię. Nie podobało się jej to, takie rozstawienie strażników sprawiało że będzie ciężko wyeliminować jednego tak żeby inni się nie zorientowali.

- To jest do dupy Xander. - powiedziała do zebry siadając na zadzie i nie odrywając wzroku od celu - Niby dużo ich nie ma, ale mogli by się trochę bardziej rozjeść pomiędzy budynkami, łatwiej by było ich pozdejmować bez wywoływania alarmu. W tym momencie widzę czwórkę pilnującą kratek na placu, na oko znajduje się w nich około 30 kucy. Strażnicy uzbrojenie mają raczej średnie, jak na razie rzuciły mi się w oczy siekiera i jeden karabin. Z tego wszystkiego najbardziej denerwują mnie ci chowający się po budynkach. I co gorsza, wygląda na to, że w tych budynkach z przeciwnikami znajdują się też kuce pozytywnie do nas nastawione. Już się boję myśleć co tam się dzieje jak to są więźniowie.
#33
Xander starał się iść dokładnie po śladach swojej błękitnej towarzyszki. Przeciskanie się pośród zardzewiałego złomu nie należało do łatwych. Starał się on bacznie obserwować najbliższe otoczenie i grunt pod kopytami. Powyginane i zardzewiałe pręty wystające z ruin przedwojennej konstrukcji były kolejnymi czynnikami które wyciskały zimny pot na czoło młodzika. Spokojnie i powoli, lepiej się tu o coś nie zabić... no i hałasu też lepiej nie robić. Może nawet się uda... Pustkowia najwidoczniej nie lubiły gdy ktoś ma zbyt wiele szczęścia i postanowiły przypomnieć zebrze o swoim istnieniu. Ogierowi powinęło się kopyto i pokierowało jego upadek wprost na kawał złomu.

Blady strach padł na Xandera gdy jeden z ostrych metalowych prętów postanowił się przywitać z jego zadkiem. Cicho sykną i niemal natychmiast przygryzł sobie wargi by całkowicie się zamknąć. Poczuł jedynie krótki, ostry ból. Przez chwile był całkowicie sparaliżowany, próbując ocenić obrażenia jakie odniósł. Oh... O cholera. Ufff... Kurwa. Było blisko. Na Celestie, Lunę i wszystkie pozostałe... To było blisko. Chyba wszystko zostało na swoim miejscu. Nie czuję by coś mi ciekło, więc nie krwawię. Uff... To było zbyt blisko. Zebra odetchnęła z ulgą, ostrożnie się podniosła i ruszyła dalej za jednorożcem.

Wreszcie udało im się wydostać z labiryntu powyginanego złomu, a przed ich oczyma ukazała się osada wraz z zawartością. Xander popatrzył na szczyt przedwojennego budynku na którym według Blue miał być snajper. Po sprawdzeniu tego zabrał się za oględziny wnętrza wioski. Od razu spostrzegł sieć krętych uliczek pomiędzy budynkami. W ostateczności dałoby tu rade walczyć moim sposobem... Choć mam nadzieje że się bez tego obejdzie. Wzrok ogiera przeniósł się na sporą wolną przestrzeń mogąca być czymś w rodzaju głównego placu. Klatki, strażnicy, więźniowie... No pięknie.

Zebra podeszła bliżej swojej niebieskiej kompanki i stanęła tuż obok. Młodzik chciał się już zapytać jaki jest ich plan działania lecz klacz go uprzedziła. Wysłuchał jej słów i musiał przyznać jej racje. - Tia. Faktycznie jest do dupy. - Młodzik przytakną, lekko wzdychając. - Czterech na placu i snajper na dachu. Jedyny nieco oddalony siedzi tam... -Powiedział ogier wskazując na nieco oddaloną klatkę z pojedynczym więźniem. - Tak czy siak, jak dla mnie mamy marne szanse cokolwiek zrobić. Wrogowie w budynkach nie powinni stanowić zagrożenia dopóki z nich nie wyjdą... Taka mała uwaga jeśli zadeklarujesz że jednak tam schodzimy. Choć jak dla mnie włażenie tam jeśli nie mamy konkretnego celu to idiotyzm i zbędne narażanie się. Więc... co robimy? Pakujemy się głębiej w szambo czy znikamy?
#34
Potrzebny był plan. A żeby mieć plan, przydało by się trochę więcej informacji. Siedziała ona obserwując każdy szczegół osady przed nimi. Analizując ruchy i pozycję każdego kuca w zasięgu wzroku. Nie dawało to jej wiele, nadal nie wiedziała ilu ich było, jak byli uzbrojeni czy jaki był ich cel. Przesuwając wzrokiem od kuca do kuca, zatrzymała się ona na strażniku przy kratkach który siedział sam oddalony od reszty. To co wpadło jej do głowy było głupie... nie, to było istne samobójstwo.

- Xander, mam ochotę trochę ponurkować w szambie. - powiedział do towarzysza powoli się do niego odwracając – Chodź porwiemy sobie źródło informacji.
#35
Maksimowi udało się napić trochę wody. Smak nie należał do najlepszych, ale woda stanowiła jakiś procent płynu w misce, toteż musiało mu to wystarczyć.
Punchy uśmiechnął się złośliwie, widząc jak jego posłuszne zwierzątko pije z miski. Uśmiech ten zniknął momentalnie, gdy granatowy ogier z powrotem skulił się na środku klatki, nie zwracając zupełnie uwagi na słowa strażnika.

Maksim usłyszał charakterystyczny odgłos używania magii przez jednorożca, po czym poczuł dotyk zimnego metalu o jego ciało. Punchy uniósł miskę i klepał nią lekko o głowę ogiera. Po czym wylał resztki wody na tą właśnie głowę.
- Pobudka! Czemu mnie ignorujesz, co? - zapytał się wesołym głosem i zacmokał, jakby chciał przywołać do siebie psa. Po czym zaczął uderzać jakimś metalowym prętem o klatkę. Mocno. Hałas wywoływał fizyczny ból w uszach więźnia - SPÓJRZ NA MNIE! - krzyknął Punchy ze złością, wpatrując się szeroko otwartymi oczyma na skulony kłębek granatowej sierści.



Hałas dobiegający ze strony samotnej klatki i stojącego koło niej strażnika był wyraźnie słyszalny także dla Blue i Xandera, mogących obserwować całą sytuację ze swojego ukrycia.

Pozostali strażnicy tylko rzucili okiem w stronę klatki i wrócili do kart. Reszta więźniów uczyniła podobnie; niektórzy nawet nie spojrzeli w stronę samotnego torturowanego, próbując dalej spać albo wpatrywać się bez słowa w ognisko płonące sobie najspokojniej w świecie nieopodal.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
#36
- "Xander, mam ochotę trochę ponurkować w szambie." - Na te słowa uszy zebry całkowicie opadły. Czemu wiedziałem że tak będzie... Jasna cholera. - Żartujesz...? - Zapytał cicho, z niedowierzaniem. - Oh. Chyba jednak nie. - Stwierdził patrząc na klacz jednorożca gdy ta się do niego odwróciła. - Dla mnie to samobójstwo... ale to ty dowodzisz. Poszedłem na to, nie powiem, było mi nieco szkoda że idziesz sama. Z początku nawet fajnie się z tobą gadało, potem to całkiem porządnie spierdoliłaś... Nie rzucam słów na wiatr, a skoro już tu jestem, to zostanę i ci pomogę. Więc prowadź... "pani kapitan". - Mówił spokojnym, jednolitym głosem. Jedynie ostatnie słowa wypowiedział żartobliwie, lekko się uśmiechając do towarzyszki i ukrywając pod tym swoje prawdziwe myśli. Obyśmy tylko to kurw przeżyli...
#37
„Chciałbym zajrzeć do swojego albumu, łatwiej było by mi przywołać wspomnienia. Te które…” - rozmyślał spokojnie Maksim, gdy usłyszał odgłos towarzyszący używaniu magii, po czym poczuł klepnięcie w głowę - jak zgadywał, po dźwięku jaki wydał przedmiot - miską z której przed chwilą pił. Odwrócił się, tylko po to, by zobaczyć jak resztka wody wylewa się na jego oblicze. Nie zrobiło to na nim wrażenia, przyniosło nawet odrobinę ulgi.

- Pobudka! Czemu mnie ignorujesz, co?

Gdy Zielony nie doczekał się reakcji Czarnogrzywego, zaczął tłuc niemiłosiernie metalowym prętem o kraty klatki. Granatowy ogier skrzywił się i znów skulił, dźwięk jaki powodowały uderzenia, boleśnie świdrował mu w uszach.

- SPÓJRZ NA MNIE! - wykrzyknął Punchy, jego głos był przepełniony złością.

Żelaznooki roztarł wodę pęciną, podniósł się, po czym usiadł. Gdy przeciągnął się, wciąż w pozycji siedzącej, przywrócił swojemu kręgosłupowi i karkowi prawie naturalną pozycję. Gdy ów przeciągnął się, słychać było kilka charakterystycznych dźwięków, zakończonych soczystym chrupnięciem w karku. „Teraz pora na ramiona.” - pomyślał rozluźniając obręcze barków. Poczuł się w jakimś stopniu odprężony, ale opuchlizna i rany dały o sobie znać mocniej. Teraz gdy ogier, był już mniej więcej w prostej pozycji, czuł jak bardzo jest poraniony. W końcu skupił wzrok na jednorożcu.

„Nie ma to jak zrobić sobie z kogoś własnego pupilka… wilk któremu wyrwano kły, jest bardziej podobny do psa, co? Gdyby nie był w tym stanie, gdyby nie ta klatka i twoi znajomi, Punchy. Inaczej byś się zachowywał w obecności basiora." - myślał, wciąż spoglądając na swojego oprawcę. - „Zresztą, mogę sobie pomyśleć, głupotą było by go prowokować. Wpakowałem się w to z głupoty, naiwności, albo mojego wyjątkowego szczęścia… ta. Najpierw ten snajper, a teraz ta banda i ten ich naczelny skurwysyn. I próbuj się tu zrehabilitować, teraz jestem sam, brakuje mi dawnych towarzyszy. Tych których broniłem i wspierałem, tych którzy tym samym odwdzięczali się mi. A teraz… jestem sam. Drapieżnik funkcjonujący w stadzie, bez swojej watahy staje się łatwym celem, dla innych drapieżników. Muszę coś zrobić z moim małym problemem alkoholowym, właśnie! Ciekawe czy wszystko wychlali.” - ogier natychmiast zmarkotniał na samą myśl. „Cholera! I pomyśleć że po części, to przez alkohol tu wpadłem. Zawsze gdy piję robię się senny, a gdy piję więcej, zasypiam… jak kamień w wodę! Nawet nie wiedziałem, kiedy znalazłem się w klatce.” - Maksim spuścił głowę, a jego grzywa zasłoniła oczy. „Zresztą wilk nie wilk, pies nie pies, a niedawno zerwałem się z innej smyczy.” - uśmiechnął się kwaśno i krótko, tak by nikt nie zauważył.
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
#38
Iron po rzuconej propozycji patrzyła na Rain przenikliwym wzrokiem dopóki ta nie podjęła decyzji.
Nie podejrzewała że Rain wykaże się taką błyskotliwością i podejmie racjonalną i o dziwo nie sprzeczną z jej cichą i ukrywaną opinią decyzję...

...W chuj podejrzane.

Po tej błyskotliwej myśli odprowadziła wzrokiem idącą na patrol Rain a sama zrobiła dwie rundki goniąc za swoim ogonem. Po tym najnormalniej i jakby nic a NIC nie zrobiła ruszyła za Rain obdarowana następnie niesprecyzowanym pytaniem.
I co niby chcesz wiedzieć, co?
Pytanie dotyczyło zapewne niedalekiej przyszłości oraz następstw.
Popielata pomyślała chwilę i odparła: - Mam zamiar znaleźć sobie jakieś zajęcie. Jak mi się nie uda to prawdopodobnie wyprzedam sporo swoich gratów i ruszę gdzieś dalej, nie mam po co siedzieć na tyłku w jednym miejscu. - Tutaj na chwilę przystopowała i pomyślała - Z resztą sama nie wiem, jest sporo możliwości i opcji. Warunek jedyny jest taki że przeżyję, a potem to już powinno być łatwo.

Odsapnęła sobie i spróbowała zobaczyć coś w mroku po czym odparła: - A ty masz jakieś plany? Nie muszę chyba mówić co mogła by robić klacz z takim... - rzuciła wzrokiem na działko - ...sprzętem.

Tutaj klacz podzieliła uwagę na gadanie oraz na wzmożone obserwowanie terenu z przewagą tego drugiego. Jeszcze dorywczo dopytała: - Ile kółeczek robimy? 6, 66 czy 666?
Osobiście Iron wolałaby alternatywę pierwszą, sprawdzić sektor i iść spać. Wydawało jej się że spała stosunkowo krótko i miała wielka ochotę przywalić sobie albo wypić a potem iść spać. Splunęła na myśl o tym że będzie musiała tutaj łazić i prawdopodobnie albo nic się nie stanie albo stanie się zbyt wiele.
Co za wkurwiająca noc, wkurwiający obóz, wkurwiające kuce, wkurwiający patrol i wkurwiająca karawana. Ogółem Wkurwienie i Odraza w Equestrii.

Podsumowując: Iron będzie wkurwiona.
[Obrazek: cgnimLq.png]
#39
Ta noc zapowiadała się naprawdę ciekawie. Pomijając już fakt, że towarzyszka Rainfall w niedoli zachowywała się poniekąd dziwnie, goniąc własny ogon... a potem zwyczajnie dobiegła do ciemnoniebieskiej i odpowiedziała na pytanie. Przewróciwszy oczami, przenośna artyleria niskiego kalibru słuchała, jednocześnie próbując patrzeć na drogę i obmyślić potencjalną odpowiedź. Tak jak podejrzewała, padło pytanie "zwrotne" okraszone małym, dodatkowym na temat długości patrolu.

Naprawdę ciekawie... stwierdziła w myślach Rain. Nie wiedzieć czemu, nie czuła się już tak bezpiecznie w pobliżu innego kucyka, jak by czuła jeszcze kilka godzin wcześniej. Przypomniała sobie, że Iron to tak naprawdę niestabilna umysłowo, czasami najebana pani mechanik, która była poniekąd potrzebna grupie - czyli tzw. zło konieczne. Nie wiadomo, co skłoniło ją do tych myśli - być może był to fakt, że rzeczony kucyk splunął, jakby przeżuwał jakiś wyjątkowo niestrawny kawałek radrakana.

Wracając do wcześniejszych pytań... nie było to trudne do wyobrażenia. Rainfall była kucykiem prostym, wiedzącym, jakie jest jej miejsce w społeczności, i tego postanowiła się trzymać. Porywanie się na stanowiska wymagające umiejętności bardziej skomplikowanych od pociągania za spust siodła bojowego raczej nie wchodziło w rachubę. Iron miała rację, nie było wątpliwości co do tego, jakie były plany ciemnoniebieskiej na przyszłość.

- Tsaa... będę robić to, co do tej pory: najmitować, łazić po ruinach, tego typu sprawy. Bo i co innego mogłabym robić? - spytała retorycznie. Być może był to tylko wymysł jej wyobraźni, ale chyba zabrzmiała w tym zdaniu nutka goryczy. - Po prostu to, co udaje mi się najlepiej. - skończyła krótko, okrążając około jedną czwartą obozu. A przynajmniej tak jej się wydawało w mroku. Klacz zmarszczyła brwi, myśląc o podejściu do roboty popielatej. Co za sprawa ile kółek? - Tyle, ile będzie trzeba, oczywiście. Czyli tak do... wschodu słońca, którego nigdy nie możemy zobaczyć w pełnej krasie - dodała, po czym zatrzymała się. - Mi też się to niezbyt podoba, ale robota to robota. Trza ją wykonać jak należy...

Wznowiwszy ruch po okręgu, kuc z siodłem na grzbiecie cicho westchnął. - Myślisz, że ta karawana dojedzie do celu? Może inaczej... czy my się nawzajem nie powybijamy o łupy? Albo nas nie napadną? Wszystko się może zdarzyć. - Temat wprawdzie był banalny, a odpowiedź oczywista, ale wszystko dla podtrzymania konwersacji. Bo w innym razie będzie nuda.
Pięć warunków dobrego tłumaczenia:
Pierwszy: Znajomość języka i umiejętne jej wykorzystanie
Drugi: Możliwość poświęcenia się tłumaczeniu w czasie wolnym
Trzeci: Niewyobrażalny zapas chęci oraz samozaparcia
Czwarty: Znajomość uniwersum
Piąty: Odczuwanie przyjemności z tego, co się robi.

Każdy z tych warunków można porównać do części w mechanizmie zegarka: Brak jednej z nich powoduje zatrzymanie się całości.


Opad: Konioziemia - Projekt Horyzonty!
#40
- Żartujesz?

To pytanie ze strony Xandera wcale jej nie zdziwiło, ona sama dobrze wiedziała że pewnie z tego żywa nie wyjdzie. Ale tu chodziło nie o nią, tylko o karawanę która niedługo tu dojedzie ładując się na samo dno tego szamba.

- Ja wiem, że to co zamierzam zrobić jest samobójstwem, i nie wymagam cię byś za mną poszedł. Po prostu ja muszę to zrobić, gdyż przyszliśmy tu po informacje i jak na razie prawie nic nie zebraliśmy a nasza karawana niedługo tu się pojawi i wolę żeby oni wiedzieli w co się ładują. A jak dobrze pójdzie to może i uda mi się ułatwić reszcie walkę.

Odwracając się w stronę osady, zaczęła ona szukać najlepszej i jak najbardziej osłoniętej drogi na dół. Trzeba było się tam dostać niepostrzeżenie i najlepiej tak samo się wydostać więc nie mogła to być droga w jedną stronę.

- Dobra. Plan jest prosty. Zleźć tam na dół i po cichu przedostać się do naszego celu po czym zdzielić go czymś przez łeb i opuścić tamto miejsce tą samą drogą którą się tam dostało „ciągnąc” go za sobą. Cała rzecz polega na tym by poruszać się od cienia do cienia i nie dać się wypatrzyć, co raczej jest oczywiste. Myślę że jest to w miarę wykonalne. - tu się odwróciła z powrotem do zebry - Trzymaj się za mną, i gdy tylko coś się zacznie sypać, spierdalaj stamtąd jak najszybciej się da z powrotem do karawany i niech się tu nie pojawiają.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości