Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii 2.0
Blue nie doczekała się komentarza ze strony przyjaciela, gdyż nim zdążył on cokolwiek powiedzieć, pojawiła się przy nich trzeci kucyk zaciekawiony jej rozmową z jeńcem.

- Czy ja wiem, czy ciężki. – powiedziała klacz do Starweve przenosząc swój wzrok z Sharpa na nią – Na pewno kiepski kłamczuch. A nie powiedział nic czego bym się nie domyślała po szybkich oględzinach wioski. Band kilkunastu debili pod dowództwem jakiegoś idioty zaatakowała bezbronną osadę w celu łatwego zarobku a i przy okazji dowiedzieli się o karawanie co do nich zmierza. – klacz powtórzyła swoją poprzednią wypowiedź zdając relacje nowo przybyłej
Starweave patrzyła na drugą klacz, starając się w miarę jej możliwości nie dać niczego poznać po sobie. Skarciła się w myślach, kiedy przypomniała sobie o wcześniejszym zwiadzie przeprowadzonym przez Blue. Wszak oczywistym powinno być dla niej, że niebieska będzie znać faktyczną sytuację w osadzie i mogłaby przez to dostrzec sprzeczności w zeznaniach ich jeńca. Na jej szczęście do niczego takiego najwyraźniej nie doszło.
 
Mimo wszystko granatowa klacz wciąż nie była w zbyt dobrym położeniu. Blue wiedziała za dużo, a razem ze Sharpem mogła dysponować decydującym głosem, odnośnie przyszłych poczynań całej grupy, na co prawdopodobnie Starweave nie uda się wpłynąć. Klacz nie wiedział już jak jeszcze mogłaby do tego nie dopuścić.
 
Krótko po tym jak Blue skończyła mówić, Starweave zwiesiła głowę ku ziemi, trąc kopytkiem piasek. Myślała jakąś zwięzłą chwilę nad tym wszystkim, po czym odezwała się mówiąc bez przekonania.
 
- Pomyślałam, że może mogłabyś przebudować mocowania ostatniego wozu, tak by mogły go ciągnąć nie dwa, lecz trzy kucyki. Umożliwiłoby to nam włączenie do pracy jednorożców. – Skończyła przestając męczyć piasek pod sobą, spoglądając w oczy Blue. – Tylko co będzie potem?
Sharp skinął głową w odpowiedzi na słowa Blue. Ogier westchnął cicho. Sprawa wyglądała tak, jak się spodziewał. Nie szli już w ciemno, ale wiedza którą posiadali nie poprawiała wcale sytuacji. Tamta zgraja miała przewagę liczebną. Owszem, jeżeli poziom umiejętności taktycznych i bojowych grupy która ich zaatakowała wcześniej był jakimkolwiek wyznacznikiem, nie byli to profesjonaliści... ale nie trzeba być profesjonalistą żeby rozłożyć się z karabinem na dachu budynku i strzelać do wszystkiego co się rusza. A zostawić wioskę samej sobie nie mogli. Owszem, pewnie większość kucyków na Pustkowiach by tak zrobiła, ale ani on, ani Blue nie mieli takiego zamiaru. I należało mieć nadzieję, że pozostali obecni podzielają ich poglądy na tę sprawę.

Ogier spojrzał na niebieską, otwierając już pyszczek celem zadania pytania, gdy przerwała mu Starweave. Decydując się na nie ingerowanie, obserwował w ciszy wymianę zdań. Jednorożec zajrzał przy tym do wciąż trzymanej w polu lewitacji puszki, sprawdzając czy na pewno nie pozostało tam nic jadalnego. Może i teraz na brak zapasów nie narzekali, ale nie było to powodem, aby zaniedbać tak podstawowe rzeczy jak oszczędzanie żywności.
Komentarz granatowej o przebudowaniu wozów tak, aby mogła go ciągnąć większa ilość kucyków zainteresował ogiera. Był to owszem jakiś sposób na załatwienie problemu... ale oznaczał tym samym zapięcie do niewygodnego ustrojstwa jednego kucyka więcej. 

Medyk zerknął w stronę chwilę wcześniej przesłuchiwanego jeńca. Tak jak się spodziewał, kucyk nigdzie się nie wybierał. Był zajęty dość prymitywnymi zabiegami higieny osobistej, próbując przy ich wykonywaniu zmarnować jak najmniej wody. Sharp przewrócił oczyma, po czym skierował swoją uwagę z powrotem ku dwóm klaczom jednorożca.
- Tylko co będzie potem? - usłyszał głos Starweave, spoglądającej w oczy drugiej klaczy.
- Potem - wtrącił się - Wymyślamy jak tę bandę zwyrodnialców stamtąd wykopać i uratować mieszkańców, żeby w końcu zaszyć się w jakimś dobrze zaopatrzonym barze na kilka dni. - może i ostatnie słowa które powiedział nie były śmiertelnie poważne, jednakże w głosie ogiera próżno było szukać śladu humoru. Medyk zmierzył Star wzrokiem. Coś mu bardzo nie pasowało w zachowaniu klaczy, nie był tylko pewien co. Gest który przekazała jeńcowi w trakcie przesłuchania na pewno nie oznaczał nic dobrego. Dla nikogo. Nawet jeżeli to nie miało teraz większego znaczenia, jednorożec preferował być w takiej sytuacji nieco bardziej podejrzliwym niż zwykle.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Klacz wpatrywała się znowu w ziemi. Musiała przyznać, optymistyczna wizja jej przyjaciela była piękna, ale w życiu nie może być tak łatwo.

- Chciała bym by to była takie łatwe. – odezwała się cicho Blue – Część karawany nie nadaje się do walki a kilkoro pewnie nie będzie chciało iść pomóc. Może i będziemy mieli niewielki element zaskoczenia, ale nadal to jest kilkoro nas przeciwko ich większej liczbie.

- Ale to będzie potem. – dodała po jakimś czasie podnosząc wzrok do góry – Zanim cokolwiek zrobimy, trzeba przedyskutować sprawę z resztą. To nie jest decyzja którą możemy podjąć sami.

- A co do wozu. – powiedziała zerkając na Starweave – To zaraz zerknę co da się zrobić, ale nic nie obiecuje.
Starweave patrzyła częściowo skonsternowana raz to na Sharpa, a raz to na mówiącą Blue. Kiedy ta druga ledwie skończyła mówić, deklarując się do pomocy przy wozach, granatowa klacz wybuchła.
 
- Ale wy nic nie rozumiecie! – Rzuciła do obojga z położonymi uszami i zaciśniętą szczęką.
 
- Nie możecie tam iść. Nie możecie walczyć! Nikt nie może. – Promieniowała emocjami trzęsąc głową. – Nawet jeżeli udałoby wam się przekonać choćby jeszcze trzech innych kucyków, to by było o trzech za dużo razem z wami.
 
- Wasze miejsce jest tutaj, w karawanie, która musi dotrzeć bezpiecznie do celu. – Patrzyła z dozą paniki na twarze swoich towarzyszy.
- Czy ty sobie zdajesz sprawę z tego co jest naszym celem? Skąd oni wiedzieli, że będziemy tędy przerzedzać? - zapytała się Blue wstając z ziemi i podchodząc do drugiej klaczy - Tamta osada od samego początku była naszym celem. Celem którego nie możemy zrealizować do puki wszyscy mieszkańcy osady siedzą zamknięci w kratkach. Wjazd tam w tym momencie jest pakowaniem się w sam środek zasadzki.

- A poza tym myślisz, że ja chce tam iść? Że się chce w to ładować? - kontynuowała klacz - Tu nie chodzi o to co kto chce, tylko o to co trzeba. Trzeba tam pójść i im pomóc, wyciągnąć ich z tego piekła. Nie mogę pozwolić by uszło to tamtym na sucho. - powiedziała po czym odwróciła się od Starweave i odeszła na krok zawieszając swój wzrok gdzieś na horyzoncie przed nią - Nie mogę zostawić kolejnej kratki pełnej kucy za sobą. - wyszeptała na koniec, bardziej do siebie niż kogo innego.
Medyk spojrzał na niebieską przyjaciółkę. Miał zamiar rzucić kolejnym poprawiającym morale frazesem w który nikt tak naprawdę nie wierzy, aczkolwiek ubiegła go Starweave, najwyraźniej zaszokowana ich postawą. A szkoda. Mimo swojej oczywistej głupoty, takowe frazesy mają skłonność działać i motywować kucyki do prawdziwie bohaterskich działań. Bohaterskich jak na standardy Pustkowi, rzecz jasna.
Ogiera zaskoczył nieco tak gwałtowny wybuch klaczy, jednak nie dał tego po sobie okazać. Obserwował krzyczącą granatową przymrużonymi oczyma. Technicznie rzecz biorąc miała rację. W bezpośrednim ataku nie mieli szans. Ale tu nie chodziło o porównanie sił. To nie była wojna w polu; takiej wojny Equestria nie widziała od dwustu lat. I oby szybko kolejnej nie zobaczyła. Ostatnia nie skończyła się za dobrze, stwierdził medyk, spoglądając krótko na otaczającą ich pustynię.

Jednorożec poczekał aż wybuch Starweave nieco przeminie. Przeliczył się jednak nieco z tymże oczekiwaniem, gdyż zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, odezwała się Blue, wstając. Za co mógł być jej jedynie wdzięczny, ponieważ powiedziała to co on miał zamiar... tylko bardziej szczerze. Kucyk sam podniósł się z ziemi, stając przy niebieskiej klaczy. Ogierowi zdarzało się łapać samego siebie na zbytnim oderwaniu od rzeczywistości. Mimo stosunkowo długiego opierania się znieczulicy, czasem wkradała się ona do każdego. Dotyczyło to zwłaszcza starszych mieszkańców Pustkowi. A Sharp miał świadomość faktu, że, mimo biologicznie całkiem młodego wieku, miał szczęście przeżyć w tym świecie tyle lat bez żadnych poważniejszych urazów. Przynajmniej nie takich, które by się nie zagoiły z czasem. Medykowi zdarzało się zastanawiać jak to by było, żyć w czasach kiedy dożywanie dwukrotności jego aktualnego wieku było czymś zupełnie normalnym. Ba, o kucykach umierających wcześniej mówiono, że umierały 'młodo'. Jednorożec westchnął cicho, wracając do rzeczywistości. Blue kończyła właśnie mówić. Stał tuż obok niej, nie mógł nie usłyszeć jej szeptu. Przypomniała mu się jego własna myśl sprzed krótkiej chwili, o trwałych urazach.
Zbliżył się do klaczy i delikatnie objął ją kopytem, chcąc pomóc jej odegnać złe wspomnienia. Podniósł przy tym głowę i spojrzał na Starweave, poważnie i z dozą wrogości.

- Nie mogę cię zmusić do zmiany zdania - powiedział głuchym głosem - Ale nie próbuj sugerować, że mamy zostawić na pastwę losu całą wioskę pełną niewinnych kucyków. Wioskę, która stanowiła cel tej karawany od samego początku. - pokręcił głową z rezygnacją. Zbyt wiele razy zdarzały mu się podobne starcia z handlarzami nie pojmującymi, że wartości życia nie da się przełożyć na kapsle.
- To nie podlega dyskusji - dodał na koniec.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Dosłownie moment po wybuchu Starweave, upust swoim wewnętrznym emocją dała także i Blue. Poza teatrzykiem pozorów, na pustkowiach swoje miejsce miały także zwyczajne kłótnie. Niektóre kuce stawiały jednak na chłodną kalkulacje, a niżeli emocjonalny osąd sytuacji. Lecz nawet wśród tych, którzy wybrali tę właśnie drogę, maski na ich pyszczkach miały zwyczaje niekiedy pękać. Chłonąc słowa Blue a później i Sharpa, pyszczek Starweave zdradzał już w zasadzie wszystko, co chcieliby oni wiedzieć.
 
Wypowiedz niebieskiej nieco powiększyła siedzący już na granatowym grzbiecie strach. Jednoróżka patrzyła, dokładnie obserwując każdy z ruchów jej ust. Uniosła nieco głowę, kiedy Blue się do niej zbliżyła. Ale poza zaciśniętymi wargami i tańczących na jej pyszczku emocjach, Blue nie dostrzegała wyrozumiałości w złotawym spojrzeniu.
 
Dopiero Sharp mógł zobaczyć więcej, po tym jak granatowa podłapała ostatnie słowa jego przyjaciółki. Star uderzył lekki szok, gdy tylko dosięgły one jej uszu. Chwilę potem jej oczy znacznie się rozszerzyły, ujawniając zrozumienie. Sharp zabierając w tej chwili głos prawdopodobnie już teraz dobił resztki tego, co granatowa klacz skrzętnie tworzyła w swoim umyśle. Medyk został obdarzony takim spojrzeniem, jak gdyby był owocem truskawki, z którym nie spotkała się tamta od początku swojego życia. Ostatnie jego słowa były chyba najbardziej bolesne, dociskając jej uszy do skroni. Klacz patrzyła tak na niego, zerkając tylko na chwilę w stronę Blue. Jej umysł pracował intensywnie, choć ledwo panował nad resztą tego, co wciąż kazało tytułować się Starweave.
 
- Nie możecie… - Zaczęła słabym głosem, kręcąc przy tym lekko głową. – Nie. Nie dacie rady nic zrobić. Zginiecie, pociągając za sobą inne kucyki. Odpuśćmy… wymińmy to. My… nam wciąż może się jeszcze udać.
Medyk w większości sytuacji zachowywał spokój. Wiedział swoje, znał swoje umiejętności i wartości. Pustkowia szybko uczą, że panika i gniew prowadzą bezpośrednio do przeistoczenia się w kolejny szkielet zdobiąc jakiś zapomniany kawałek pustyni i ostrzegający okazjonalnego podróżnika o zagrożeniach powojennego świata. Dlatego też ogier starał się ograniczać temperament do minimum, zwłaszcza w karawanie. Nic nie jest groźniejsze dla grupy podróżujących kucyków od rozłamu w tejże grupie, nawet stada mutantów. Wspólna podróż oznacza zaufanie. Im mniejsza grupa tym to zaufanie większe. Bez niego można podróżować tylko ku pewnej śmierci.

Żadna z tych rzeczy nie zniknęła z głowy medyka, nie zapomniał o ani jednej z ważnych zasad. Po prostu chwilowo przestały one mieć znaczenie. Był to ten sam spór co zawsze. Czy to z handlarzami, czy ze zbieraczami, czy z samym sobą: konflikt przeciwstawienia wartości życia wobec wartości kapsla był wszechobecny. Czasem faktycznie był on na miejscu, czasem kalkulacja ryzyka i kosztów była wymagana. To nie była jedna z tych sytuacji. Ogier odwrócił się, patrząc na klacz. Widział tu w tej chwili egoistyczną, tchórzliwą i chciwą kreaturę, którą zwano 'kupcem'. Jednorożec żył po to, aby pomagać. I nie mógł pozwolić, aby niewinni zginęli przez tchórzostwo jakiejś pieprzonej handlarki.

Sharp zrobił krok w kierunku klaczy, ustawiając się między nią a Blue i patrząc się jej prosto w oczy. Kontrolował się na tyle, żeby wyraz jego twarzy był spokojny, jednakże w oczach ogiera Star mogła zauważyć błysk gniewu.
- Której dokładnie części - zaczął mówić głosem spokojnym, jednakże nie zapowiadającym niczego dobrego - zdania 'to nie podlega dyskusji' twój ograniczony, oscylujący jedynie wokół kapsli móżdżek nie rozumie? - ogier niemalże prychnął z pogardą, powstrzymując się w ostatniej chwili. Prawdę mówiąc, przez sekundę miał wielką ochotę przyłożyć granatowej czymś ciężkim w tył głowy i wrzucić związaną na wóz. Pozbyłby się problemu. Ale, niestety, nie była to opcja. Byłby wtedy hipokrytą, sam zaprzeczyłby temu w co wierzy. Ogier próbował ograniczyć płomień gniewu, który podsuwał mu takie pomysły.
- Masz rację, może nam się udać - odpowiedział na ostatnie słowa klaczy - Udać zrobić to, co właściwe.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
W oczach Starweave widać było gwałtownie podnoszący się poziom paniki. Sharpowi rzeczywiście udało się bardzo ładnie zagrać na jej nerwach, a w dodatku wykorzystać to na swoją korzyść. Przez chwilę mogłoby się wydawać, że granatowy kucyk zaraz zwinie się w kłębek, albo gdzieś ucieknie. Mimo to udało jej się zebrać w sobie. Wszak klacz nie potrafiła celnie miotać kulami, a myśl, że jej słowa teraz także chybiają, doprowadzała ją do rozpaczy. Tak więc nabierając powietrza, przystąpiła do odwetu na jasnobrązowym jednorożcu.
 
- Ale to nie tak. Ja chciałam was chronić. – Powiedziała starając się brzmieć jak najbardziej przekonująco. – Nie myśl sobie, że zależy mi tylko na tym co jest w tamtych skrzyniach. Ja potrafię cenić kucze życie! – Rzuciła oskarżająco.
 
– Ciążyłam ku waszej rezygnacji, ponieważ... ponieważ się o was troszczę. Wiele razy spotkałam się z kucykami, które troszczyły się o zapas narkotyków, swoją broń, majątek czy właśnie kapsle, o wiele bardziej niż o samych siebie. Wiele razy też, to ja musiałam być tą, która stawała im na drodze. Kontrolując kapsle, kontrolowałam ich możliwości, a przez to uniemożliwiając zakrztuszenie się zbyt dużym kawałkiem placka. Nie rozumiesz? Nie zatroszczysz się o nikogo innego, nie będąc w stanie wpierw zatroszczyć się o siebie.
 
- Spójrzcie na karawanę. Zobaczcie, co z niej zostało. Wy… wy chcecie kolejnej walki? Jak…? Blue? – Dodała po chwili zerkając z dozą nadziei na niebieską jednoróżkę.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości