Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii 2.0
Niebieska powoli się obróciła patrząc w stronę Star. Podchodząc do Sharpa, Blue położyła swoje kopyto na jego ramieniu przysuwając się do niego. Chciała ona go tym uspokoić, i dać znać, że teraz ona poprowadzi tą rozmowę.

- My doceniamy to, że się troszczysz o nas. – powiedziała Blue do Star – Ale to jest coś co musimy zrobić. I ja wieżę, że nam to się uda. Ja tam byłam, widziałam na własne oczy co tam się dzieje, i jestem przekonana, że to może się udać. A nawet jak nam się to nie uda, to chociaż próbowaliśmy.

- Wiem też, że martwisz się o karawanę. Gwarantuje ci, że my też się o nią martwimy i nie chcemy jej bardziej narażać. Dlatego ona na razie zostaje tu gdzie jest. Nie mamy prawa zmusić kogokolwiek by poszedł za nami, żeby narażali on swoje życie. Ta decyzja musi należeć do nich i tylko do nich.

- Jest też coś, o co chciałam cię poprosić i nie zaufała bym z tym nikomu innemu.. Gdy my już pójdziemy, ktoś się będzie musiał zająć tymi co tu zostaną. Wiem że proszę cię o bardzo wiele, ale wieże, że jest to coś z czym sobie poradzisz. Że dasz radę, zapewnić im bezpieczeństwo i wypadku najgorszego doprowadzisz ich do jakiegoś bezpiecznego miejsca.
Starweave przez moment straciła resztki swojej nadziei. Blue zachowała się nad wyraz przyjaźnie, a jej słowa były pocieszające. Nie zawiodła jej. Ale jednak nic nie mogło zbagatelizować tego, że chciał ona za wszelką cenę trzymać się swojego szalonego planu. Szalonego według kalkulacji handlarki, oczywiście. Kiedy jednak owa chciwa kreatura usłyszała zdanie na temat przejęcia karawany, jej uszy powoli wróciły do pionu.
 
- Ale… Ale wy naprawdę chcecie to zrobić. – Powiedziała z przejęciem, wciąż nie mogąc się pogodzić z tym co się miało wydarzyć. Mniej więcej rozumiała ona już pobudki tej pary. Sharp i Blue byli po prostu szlachetni. Star wiedziała, że kuce takie były bardzo rzadkim na pustkowiach „towarem.” Wiedziała też jak szybko pustkowia pochłaniały tego typu osobników. Klacz patrzyła po pozostałej dwójce. Było po niej widać, że ma problemy ze skleceniem kolejnych słów.
 
- Ja… Zrobię co w mojej mocy aby ta karawana osiągnęła swój cel. – Powiedziała w końcu z pewną dozą pewności swych słów, ale po chwili ponownie zwiesiła głę. – Naprawdę… Wy… - Zaczęła, ale skończyło się to tylko na gwałtownym wypuszczeniu powietrza i potrząśnięciu głową. Głowa ta ponownie się wyprostowała, potarzać ze strachem i niepewnością na twarze jej towarzyszy. Ale w spojrzeniu ciemnogranatowej było coś jeszcze. Coś niepasującego.
Blue zdjęła swoje kopyto z ramienia Sharpa, stawiając je na ziemi i ruszając ostrożnie do przodu stanęła między nim a Star. Patrząc się w jej oczy, uśmiechnęła się delikatnie.

- Nie martw się o nas Star. – powiedziała niebieska cicho – Nic nam nie będzie. Kilka godzin znowu się zobaczymy. – z jednej strony to co powiedziała miało za zadanie uspokoić drugą klacz, a z drugiej strony, było to coś co ona sama musiała usłyszeć, nawet jeżeli musiała to sama powiedzieć.
Ogier jakimś cudem powstrzymał się od prychnięcia z pogarda. Chronić? Lepszego żartu dawno nie słyszał. Dalsze słowa klaczy nawet jeżeli były prawdziwe, nie niosły dla niego żadnego znaczenia, żadnej wartości. Medyk nabierał już powietrza w płuca by mówić dalej, gdy poczuł na sobie kopyto innego kucyka.
Gdyby to był ktokolwiek inny w tej karawanie, prawdopodobnie by to zignorował i pozwolił swojej złości przejąć stery. Kopyto to było jednak niebieskie. Jednorożec spojrzał na Blue, po krótkiej chwili orientując się, co klacz chce przekazać. Skinął głową niemalże niezauważalnie i ograniczył się do obserwacji, pozwalając Blue dalej prowadzić rozmowę. Gniew cały czas uparcie siedział w medyku, jednakowoż usiłował go ograniczyć i otworzyć się na pozostałe opcje.

Opcja prezentowana przez Blue nie podobała mu się jednak. We dwójkę nie mieli żadnych szans, musieli zaangażować resztę. Pytanie brzmiało: jak miał to niby zrobić?
Sharp przysłuchiwał się wymianie zdań. Wiedział, że nadal jest zbyt wzburzony, żeby się odzywać, dlatego pozwolił Blue załagodzić sytuację. Nie zmieniało to jednak prostych faktów: coś musieli zrobić.
- Potrzebujemy planu - skomentował krótko, mówiąc ni to do siebie, ni to do pozostałych obecnych.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Starweave wysłuchała spokojnie kolejnych słów Blue, powoli się uspokajając. Choć jadowite spojrzenie Sharpa z pewnością jej w tym nie pomagało. Klacz zerkała co jakiś czas w jego stronę. Patrzyła tak na oba kucyki, powoli oswajając się z faktem, że prawdopodobnie już nigdy więcej ich nie zobaczy. A może jednak… Co prawda Star była jeszcze młoda, zarówno z wieku, jak i na pustkowiach. I choć te szybko pogrzebały jej optymizm, to iskierka nadziei gdzieś się jeszcze w niej tliła.
 
Bohaterska postawa tych dwóch kucyków, może i imponowała by granatowej kilkanaście miesięcy temu. Teraz jednak było to złamało, by z małej iskierki ponownie wskrzesić ognisko ducha. Star przyjęła do tej pory zbyt wiele srogich lekcji by podziwiać takie zachowanie. A uczyła się pilnie, chcąc pozostać z zadem na powierzchni ziemi. To też nauczyła się dbać przede wszystkim o siebie, a za cenę wszelką omijać jakichkolwiek kłopotów.
 
Klacz zaczęła myśleć, kiedy Sharp wspomniał na temat planu. Jej myślenie w dalszym ciągu dotyczyło tej samej rzeczy. Ominąć problemy, uniknąć starcia, zapobiec ryzyku. Tylko z tą zasadniczą różnicą, że teraz plan wydarzeń musiał uwzględnić samobójczy atak dwójki kucyków.
 
- Zaraz. - Powiedziała na głos. – Skoro te kucyki zrobiły to dla kapsli, to znaczy, że nie zależy im na kucykach. Zależy im na zysku. – Krótka chwila zamyślenie poprzedzała kolejny wywód granatowego kucyka. - Być może udałoby nam się znaleźć coś, za czym te kucyki ruszyłyby, opuszczając miasto. Coś cennego, co zagwarantowałoby im zysk.
 
– Wiem! Informacja o słabej niestrzeżonej karawanie. Moglibyśmy rozdzielić wozy na te z bronią i amunicją, oraz te z żywnością i medykamentami. Bandyci ruszą złupić przynętę, która wyciągnie ich z miasta. A w tym czasie nasze kuce zlikwidują nieliczną obronę, i wprowadzą pozostałe dwa wozy z bronią i amunicją do osady, dozbrajając wyzwolonych więźniów.
 
- Bandyci wrócili by z naszymi wozami, ładując się w sam środek pułapki. O tak! – Krzyczała Star, klaskając w kopytka. Jej esencja życia momentalnie do niej powróciła. – Wygrałam loterie, tak! To genialny plan.
 
- Tylko jak dostarczyć wiarygodną informację? – Rozmyślała dalej granatowa, jakby nieobecna w swoim własnym ciele.
- To może nawet zadziałać. – powiedziała Blue obserwując Star która cieszyła się ze swojego pomysłu jak małe źrebie. Na pewno był to lepszy plan od tego który jej chodził po głowie i polegał na wejściu do wioski i strzelaniu do wszystkiego.

- Można też by podejść do tego trochę inaczej. – odezwała się z powrotem niebieska po chwili zastanowienia – Zamiast liczyć na to, że po zajęciu karawany nie zabiją oni wszystkich w nim, możemy zastawić na nich dwie zasadzki.

- W obozie nie ma ich dużo, nie mogli by sobie pozwolić na wysłanie dużej ilości kucy na atak. Myślę że kilkoro dobrze uzbrojonych kucy by było dla nich niezłą niespodzianką, a w tym samym czasie mała grupa by na spokojnie i powoli by zrobiła by porządek w osadzie.

- A jeżeli chodzi o dostarczenie im informacji… - dodała Blue po czym obróciła głowę w kierunku znacznika który znajdował się na ich więźniu – Myślę że mam pomysł.
Medyk przysłuchiwał się w ciszy dwóm klaczom. Ze pewną dozą zdziwienia przyjął entuzjazm Starweave, która zdołała w ciągu mniej niż minuty przejść z pozycji całkowicie opozycyjnej do jego poglądów do układania całkiem składnego planu, jak mieliby to wszystko rozwiązać. Nie potrafił powstrzymać lekkiego uśmiechu gdy obserwował jaka zachwycona była granatowa klacz swoim wspaniałym planem.
Niestety, plan ten miał w sobie wiele wad. Sharp nie spodziewał się, żeby handlarka była w stanie w ogóle ułożyć jakikolwiek plan mający na celu osiągnięcie czegokolwiek oprócz zwiększenia ciężkości torby z kapslami... Jak się okazało, tu był w błędzie. Jednakże scenariusz przedstawiony przez klacz daleki był od ideału. A w tym wszystkim najbardziej zaskoczyła go postawa Blue, która to najwyraźniej przyjęła ten plan bez większej krytyki.

Być może niebieska klacz postanowiła po prostu być miła dla Star. Nawet jeżeli tak było, ogier nie miał zamiaru ryzykować wykonywania planu opartego na pobożnych życzeniach. Medyk westchnął ciężko i podszedł kilka kroków bliżej do pozostałych jednorożców
- To się nie uda - skomentował, bez emocji. Poczekał parę sekund, aby upewnić się, że ma pełną uwagę obu klaczy. W planie było o wiele zbyt dużo 'jeżeli' jak na gust medyka.

- Po pierwsze - kontynuował - jest nas zbyt mało, żeby rozdzielać siły. Rozdzieleni nie będziemy mieli szans w żaden sposób zdobyć tej wioski, nie wiemy ile kucyków tamte zwyrodnialce wyślą za przynętą. A nawet jeżeli to zadziała, grupa robiąca za przynętę może nie trafić do niewoli, a zostać po prostu zabita na miejscu. Chcemy ryzykować życiami kilkorga z nas w ten sposób? - westchnął, spoglądając w kierunku ich najnowszego jeńca - No i jaką mamy gwarancję, że ten dostarczy wiadomość, a nie spieprzy w dowolnym innym kierunku? - Sharp pokręcił głową.
- A nawet jeżeli dostarczymy wiadomość, zdobędziemy tę wioskę oraz wszyscy w drugiej grupie przeżyją, to czy na pewno będziemy w stanie odeprzeć kontratak? - w tym momencie odwrócił się całkowicie do niebieskiej klaczy - Blue, byłaś tam. Ile z kucyków tam uwięzionych potrzebuje pomocy medycznej, o jedzeniu czy świeżej wodzie nie wspominając?  - ogier ponownie pokręcił głową z powątpiewaniem, spuszczając na chwilę wzrok ku ziemi. Gdy podniósł głowę, spojrzał na obie klacze.
- Faktów nie oszukamy. Potrzebujemy więcej kucyków pod bronią, żeby móc rozważać taki plan. A tego nie mamy szans mieć.

Sharpowi coraz mniej podobała się ta sytuacja. A już na początku nie była zbytnio pociągająca. Nie zmieniało to jednak faktu, że coś zrobić musieli.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Starweave z pewnym dystansem przysłuchiwała się uwagą Sharpa. W każdej chwili można się było spodziewać, że zaraz mu przerwie z zamiarem wtrącenia się w zdanie. Wytrzymała jednak do końca, wysłuchując wszystkiego co powiedział ogier. Jego ostatnie słowa wprawiły ją w zastanowienie.
 
- Chwila. Przecież jeszcze dokładnie parę minut temu chciałeś wziąć udział w samobójczym ataku na miasto. Jesteś gotowy zaatakować ufortyfikowanych zbirów, ale martwisz się co by było gdyby role się odwróciły? To hipokryzja!
 
Star widziała, że Sharp już przygotowywał się do obrony, jednak nie zamierza jeszcze dopuścić go do słowa.
 
- W porządku. Skupmy się raz jeszcze na moim planie, który zakłada jak nie umierać wcale. Nie dałeś mi powiedzieć wszystkiego. -  Dodała szybko spoglądając w stronę jasnobrązowego jednorożca.
 
- O tuż, chodzi o to, iż w ogóle nie będziemy rozdzielać się na grupy. Osada otrzyma informacje, że karawana urządziła sobie postój i zamierza zmienić kierunek dalszej drogi. Dwa wozy odłączą się i ruszą na osadę, a pozostałe dwa zostaną samotnie na pustkowiu. Wyminiecie się z bandytami, a kiedy oni dotrą na miejsce, okaże się, że się spóźnili. Kucyki porzuciły cześć zapasów i wyruszyły w dalszą drogę.
 
- Tak czy inaczej będą mieli dwa wozy, z żarciem i metdykantami. Wątpię, żeby zdecydowali się podjąć pościg. A nawet, jeśli się zdecydują, będzie to daremny wysiłek, który da wam więcej czasu na przygotowanie osady.
 
- Czyż to nie wspaniały plan? – Niemal zaśpiewała wesoło klacz, po czym jej entuzjazm nagle przygasł. – Tak, wspaniały aż do tego momentu. – Powiedziała z nutką nostalgii w głosie rozglądając się nerwowo po Sharpie i Blue.
 
- Problem jednak w tym, że prawdopodobnie nigdy nie uda nam się wywabić bandytów z osady, niezależnie jak głupi i chciwi by byli. O tuż, aby wiadomość była wiarygodna, muszą ją dostarczyć dwa kucyki. Jednym z nich mogę być Ja. – Powiedział powoli z opanowaniem i pewnością siebie, bacznie obserwując obu towarzyszy.
 
 - Drugim natomiast mój jeniec, którego zmusiłam ukradkiem… Chociaż nie. Podstępem, tak podstępem oddaliła się z nim od reszty. Posłuży on, jako prezent i potwierdzenie tego, że moje intencje są absolutnie czyste. Głównym dowodem była by mapa w Pipbucku jeńca.
 
- To za jej pomocą nakierowałabym ich na naszą karawanę. A przynajmniej tak by myśleli. W tym układzie Ja, jak i mój jeniec musielibyśmy wyruszyć z grupą uderzeniową. Oznacza to, że bandyci nie mieli by specjalnie czasu by się nad nim poznęcać. Choć tego nie mogę być pewna. Tak jak nie mogę wymagać tego, by którekolwiek z was tym kucykiem zostało. – Powiedziała Star spuszczając głowę i uszy.
 
- To chyba nasza najlepsza szansa. Resztę pozostawiam w waszej ocenie.
[Obrazek: Fkta5cpR69h9g2AxxtAA-iZx2mz2R_6fIPobyXI4...Ta85Fe0wPA]
- Naliczyłam około 30 kucy trzymanych w różnych miejscach w wiosce. Większość pewnie nie nadaje się do stania na równych nogach, co dopiero do walki. Na pewno pomoc medyczna i jakieś jedzenie by im się przydało. – odpowiedziała niebieska na pytanie ogiera.

- Jeżeli chodzi o tamtych, jest ich chyba ośmioro, góra dziesięcioro. Jeżeli chodź troje z nich pójdzie się zająć wozami, bardzo nam by to ułatwiło robotę. Problemem jednak będzie przekonanie ich do tego by ruszyli za karawaną. Oni nie mają powodu by wierzyć kucowi którego pierwszy raz widzą na oczy i mówi im że se przez pustkowia jedzie łatwy łup. To musi być ktoś kogo już znają, najlepiej ktoś kogo znają. – powiedziała zerkając kątem oka na ich jeńca.

- A na dobrą sprawę, po chuj zostawiać wozy. – odezwała się po chili znowu – Wskazać im losowy kierunek i niech zapieprzają przez pustkowia. Nim się zorientują minie sporo czasu a jak wrócą do miasteczka, będzie czekała ich mała niespodzianka. A po takim wyścigu za niczym, raczej nie będą mieli siły długo stawiać oporu jak wrócą.

- Największym problemem w tym wszystkim będzie zajęcie tego miasteczka. Na największym budynku siedzi tam snajper który bez problemu wypatrzył by naszą grupę. Niestety, jeżeli chcemy coś tam zdziałać, musimy się rozdzielić.

- Przy tym planie, w najlepszym wypadku będziemy potrzebować trzech grup. Kogoś jako przynętę by posłać tamtych w pizdu, kogoś kto się zakradnie do miasteczka i zajmie się snajperem i resztę która będzie czekać na sygnał i w odpowiedzi momencie ruszy na ratunek dwóm pozostałym grupom. Potem możemy zabrać się za budowanie okopów i czekanie aż reszta wróci. – skończyła wyliczać Blue po czym na chwile zamilkła

- Coraz mniej mi się ten plan podoba… - dodała po chwili.
Starweave popadła w kolejny wir myśli, smyrając się nogą po szyi. Nie trwało to długo nim klacz miała gotowe zdanie na temat zaaplikowanych przez Blue poprawek.

- Muszę przyznać, że powoli rysuje nam się całkiem przyzwoity plan. Jednak kwestia dostarczenia tam informacji jest wciąż mocno niedopracowana.

- Blue. - Spojrzała bezpośrednio na jednoróżkę. - Ty chcesz koniecznie wykorzystać tego przyniesionego przez Rustiego gościa, ale to się nie uda. To się nie może udać. Choćbyś nie wiem co mu powiedziała, nie ma szans aby on wypaplał przed swoim szefem dokładnie to, co ty byś chciała. Zwłaszcza, że kiedy już tam będzie stanie się nieosiągalny, a przecież nie możesz tam stać za nim, lewitując m broń z tyłu głowy.

- Powinniśmy w ogóle wyeliminować wszystkie wysoce niepewne elementy z naszego planu i zostawić tylko te, które na pewno się nie sknoci. Sytuacja jest już i tak na tyle popieprzona, że nawet najmniejsze potknięcie najpewniej wyśle kogoś niepotrzebnie na drugą stronę. Dlatego też według mnie skorzystanie z twojego jeńca odpada.

- Ja natomiast mogła bym ich przekonać. - Skończyła Star wypowiadając te ostatnie zdanie z lekkim słabo zauważalnym poddenerwowaniem.
[Obrazek: Fkta5cpR69h9g2AxxtAA-iZx2mz2R_6fIPobyXI4...Ta85Fe0wPA]




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości