Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii 2.0
Sharp szukał jakichkolwiek słów jakimi byłby w stanie pocieszyć klacz, zaproponować rozwiązanie czy chociażby rozwiać nieco ponurą atmosferę która opadła na kucyki. Jednakże słowa w żaden sposób nie chciały się mu składać. Kilka razy otwierał pyszczek, mając zamiar o czymś wspomnieć, ale w końcu ograniczył się do bezsłownego pomagania niebieskiej przy naprawie uprzęży. Była to jednak praca dla jednego kuca: choćby i był potężnym telekinetykiem, nie było tu wiele dla niego do roboty. Mógł jedynie obserwować jak problematyczne, przerdzewiałe śruby raz za razem opierały się jakiejkolwiek próbie manipulacji. Technicznie rzecz biorąc przeróbka uprzęży była wręcz śmiesznie łatwa, ale teoria teorią, a praktyka praktyką. Opór stawiany przez części wyraźnie nieprzyzwyczajone do bycia regulowanymi był znaczny.

Medyk odruchowo zamrugał z zaskoczeniem gdy kombinerki Blue z dość dużą prędkością uderzyły o ziemię, wzbijając niewielkich rozmiarów obłoczek pyłu w powietrze. Nie trzeba było znać magii medycznej żeby zorientować się, że klacz była sfrustrowana i zestresowana. Ogier uniósł jedno kopyto i bez zastanowienia zrobił krok w przód, delikatnie obejmując klacz przednią nogą.
Wiedział doskonale co niebieska czuła. Strach i wątpliwości. Wiedział, bo sam się cholernie bał tego, co może się stać. Jednakże jedynym co mógł w takiej sytuacji zrobić było zesłanie tego strachu gdzieś daleko. Ignorowanie go. Miał w tym doświadczenie. Jak inaczej miałby skutecznie pomagać innym? Strach był tam zawsze.

Ale takie spychane emocje miały skłonność do wychodzenia na zewnątrz w najmniej odpowiednim momencie. Dlatego, mimo iż widział wątpliwość i strach, a nawet przerażenie w zachowaniu Blue, nie mógł w żaden sposób jej pomóc oprócz bycia obok.
- Byliśmy już w gorszych miejscach, tu też sobie poradzimy - powiedział w końcu, przyciskając do siebie niemalże trzęsącą się klacz. Musiał przy tym pilnować swojego własnego głosu, przeklinając przy tym swój brak umiejętności do całkowitego odcięcia się emocjonalnie od sytuacji, jakie to odcięcie widywał czasem u innych przedstawicieli swego fachu.

***

Zgromadzone kucyki z uwagą słuchały tego co do powiedzenia miała granatowa klacz. Wszyscy obecni byli ciekawi tego, co trójka ich de facto przywódców uzgodniła w swojej zażartej negocjacji. Z każdym kolejnym zdaniem wypowiadanym przez klacz, wyrazy pyszczków pozostałych zgromadzonych coraz bardziej różniły się zarówno od swego początkowego stanu, jak i od siebie nawzajem. Handlarka mogła z nich czytać niczym z otwartej księgi. Na pyszczkach części załogi, zwłaszcza tej mniej doświadczonej, widać było nadzieję i faktyczne porwanie jej małą przemową motywacyjną. Mogłaby przysiąc iż widziała nawet drobny uśmiech od strony młodszego z dwóch towarzyszących im pozostałych najemników.

Z drugiej zaś strony, kilka kucyków wydawało się okazywać wyraźne niezadowolenie. Niezadowolenie brakiem decyzji. Zirytowanie byciem karmionym frazesami przez jedyną przedstawicielkę tego swoistego triumwiratu, która zdecydowała się wyjść pomiędzy nich. Najwyraźniejszy niezadowolony, niemalże wrogi wyraz pyszczka widać było u Iron, która po prostu bez słowa odwróciła się i położyła koło jednego z wozów. Reakcje były wyraźnie podzielone, zdawałoby się, że w grupie można by znaleźć pełne spektrum opinii o ich aktualnej sytuacji. Wraz z czysto neutralnym brakiem reakcji ze strony ich byłego jeńca, stojącego obok swej niepełnosprawnej krewnej.

Star jednak to nie interesowało. Klacz bez słowa ruszyła w kierunku jednego z wozów w poszukiwaniu posiłku. Poszukiwania te nie były dla granatowej żadnym wyzwaniem: kucyk szybko odnalazł zarówno zimną konserwę z wegetariańskim posiłkiem, mianowicie mieszanką sienno-serową, jak i wodę. Poszukiwania cudownie marchewkowej Sparkle coli spełzły na niczym: w żadnej przeszukanej przez klacz skrzyni nie było nic pitnego prócz wody.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Blue siedziała na ziemi starając się uspokoić. Wziąć głęboki wdech i pozwolić emocją się ulotnić. Niestety, wszystko co osiągała to tylko szybkie krótkie łapanie powietrza, które tylko pogarszało już meczący ją ból głowy. Była ona coraz bliżej kompletnego załamania, gdy nagle poczuła ona czyjeś objęcie a świat wokół niej się rozpłyną przestając mieć jakiekolwiek znaczenie. Była tylko ona i obejmujący ja ogier. Obracając głowę, popatrzyła się na Sharpa stojącego nad nią, wysłuchała go i znowu spuściła głowę w dół.

- Nie, chyba jeszcze w takim burdelu nie byliśmy. – odpowiedziała cicho Blue po czym ponownie spojrzała się na ogiera z delikatnym uśmiechem na pysku – A chyba bym pamiętała jak bym była z tobą w burdelu.

- Ale masz rację, damy radę. – powiedziała wstając z ziemi ,podnosząc swoje niedaleko leżące kombinerki i po raz kolejny dobierając się do tej upartej śruby. – A jak już się z tym wszystkim uporamy, wracam do domu, wyciągam wszystkie oszczędności z pod łózka i lecę je wydać na spa w Tenponny. – używając całej siły jaką tylko miała, udało jej się w końcu odkręcić tą upartą śrubę. Zadowolona w końcu z czegoś klacz, odwróciła się do Sharpa i patrząc się na niego dodała – A ty idziesz tam ze mną.

Wracając do uprzęży, Blue zaczęła proces modyfikowania. Trwało to chwilę nim wymyśliła ona, jak w miarę rozsądnie przymocować dwa kuce do czegoś co nie było do tego przystosowane, ale już po chwili nowa uprząż już nabierała nowych kształtów. Nie będzie to najwygodniejsza rzecz, ale powinna spełnić swoje zadanie. Opuszczając gotowe mocowanie z powrotem na ziemie, zrobiła dwa kroki w tył podziwiając swoje dzieło, po czym rozejrzała się po stojących dookoła niej wozach.

- Sharp, my chyba nie daliśmy rady przeszukać wszystkich skrzynek na tych wozach? – zapytała się przyjaciela cały czas rozglądając się dookoła – Myślisz, że byśmy na jednym z nich znaleźli IF100? To by mi na pewno poprawiło humor.
Ogier nie musiał nawet patrzeć na niebieską. Czuł, że powoli się uspokojała. Medyk zacisnął zęby i spojrzał w kierunku reszty karawany. Gdy nie zauważył niczego niepokojącego, szybko zwrócił wzrok z powrotem ku Blue. Westchnął w duchu. Co oni tu w ogóle robili? Czemu oboje wybrali akurat tę karawanę? Czemu w ogóle podróżowali po tych cholernych, zapomnianych przez wszystkie bóstwa Pustkowiach, zamiast znaleźć jakąś osadę i żyć we względnym spokoju?

Z kolejnymi słowami Blue medyk nie mógł się nie zgodzić. Miewali różne kłopoty, często zagrażające życiu, jak zresztą niemalże wszystko na Pustkowiach. Ale nie przypominał sobie, zeby kiedykolwiek ich decyzje miały mieć taki wpływ na życia dziesiątek kucyków. Była to skala do której żadne z nich nie przywykło. Przez umysł ogiera przemknęła myśl, czy ktokolwiek byłby w stanie kiedykolwiek przyzwyczaić się do takiej odpowiedzialności. Za życie i zdrowie dziesiątek, setek, a nawet tysięcy czy milionów, jak kuce u władzy dwieście lat wcześniej.

Sharp uśmiechnął się gdy usłyszał docinkę klaczy o burdelu. Faktycznie, czegoś takiego by chyba nie zapomniał. Pomógł klaczy podnieść się z ziemi i odsunął się lekko, aby miała miejsce kontunuować pracę nad tamtą upartą uprzężą.
Komentarz o spa w Tenpony był oczywiście na porządku dziennym. Niebieska uwielbiała wręcz grozić, że go tam zaciągnie.
- Co do tego, to zobaczymy - odpowiedział z uśmiechem. Tak po prawdzie to ogier nie miałby nic przeciwko wizycie w tej słynnej wieży. Nigdy nie zdarzyło mu się trafić do tego ośrodka przedwojennej tradycji i kultury, choć ciekawiło go, czym takim się szczycił. Legendarna wręcz snobistyczność i rasizm jego mieszkańców nieco go od tego odwodziły, ale ciężko było nie być ciekawym.

Pozwolił swojej przyjaciółce pracować, wiedzac doskonale, że przy tego typu zadaniu drugi jednorożec bardziej by przeszkadzał niż pomagał. W koncu udało się osiągnąć jako-taki stan tej uprzęży na trzy kuce. Na pewno ciągnięcie tego wozu przez długie okresy czasu spowodowałoby trochę nieprzyjemnych obtarć, ale ta prowizorka nie była przeznaczona na dalekie trasy.

- Skrzynki? Nie, na pewno nie przejrzeliśmy wszystkich - stwierdził, próbując przypomnieć sobie co takiego znaleźli w tej przedziwnej karawanie - Ale ta broń którą widzieliśmy była małokalibrowa - widzieli tam pistolety maszynowe i zwykłe, kilka rewolwerów, chyba wpadły mu w oko ze dwa karabiny samopowtarzalne… nic co by można było choćby i porównać do tego cudu techniki zniszczenia, który Blue zazwyczaj ze sobą nosiła. Czemu nie zabrała go ze sobą na akurat tę podróż było zastanawiające. Jakby jakaś personifikacja pecha wiedziała o tym i akurat teraz zrzuciła na nich problem, który można by było bez przeszkód rozwiązać ciężkim karabinem snajperskim.

- Możemy poszukać, ale nie widziałem tam wojskowej klasy uzbrojenia. Może jakiś myśliwski by nam pomógł - dodał w końcu.

***

Xander spacerował powoli wokół karawany, relaksując się do odgłosów muzyki płynących z jego cennego odtwarzacza. Wysokie dźwięki smyczków, jedwabne wokale czy ciężko bijące bebny służyły swym rolom i skłądały się w harmonijne twory, cuda przedwojennego świata.

Zebra stawiała krok za krokiem, oddając się swym myślom i równocześnie patrolując perymetr wokół karawany, która to uznała za stosowne ponownie zatrzymać się w miejscu. Nie minęło jednak nawet parę minut zanim młody ogier zauważył pierwszą rzecz odstającą od normy ciągnącej się kilometrami skalistej pustyni. Przy jednej z niewielkich skał nieopodal karawany siedział kucyk. Ogier był wyraźnie bardzo zajęty operowaniem przy średnich rozmiarów butelce wody, którą to ściskał w kopytach. Cała jego uwaga była poświęcona ważnemu zadaniu dzielenia wody między picie i jako-takie umycie się.

Zebra rozpoznała w siedzącym ogierze kucyka, którego poprzedniej nocy niosła przez kilometry pustyni. Normalnie zapewne nie doszłoby do jakiejkolwiek interakcji: Xander poszedłby po prostu w swoją stronę, jednakże teraz stało się inaczej. Ogier podniósł na chwilę głowę z nad cennego pojemnika i zauważył kątem oka zamaskowanego. Jeniec zwrócił wzrok ku zebrze i zamarł bez ruchu.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Klacz siedziała na wozie, pałaszując zimną konserwę i popijając ją przy tym zwykłą kranówką z butelki. ”Kranówka” – Hm. – Pomyślała umieszczając w pyszczku kolejny kenes wygrzebanej z puszki potrawy. Miała do tego celu swoją dzierżoną telekinetycznie łyżeczkę. ”Ciekawe skąd pochodzi ta cała woda. Przecież nie wszystkie kuce wypompowują ją z głębin. W końcu nie wszędzie dostępny był do tego sprzęt. „

Star nie zastanawiała się nad tym zbyt długo. Dobrze wiedziała, że ona jak i jej karawana miały teraz większe zmartwienie. Albo dopiero będą mieć. Myśląc o tym klacz doświadczyła lekkiego ukłucia. Coś głęboko wewnątrz niej nie dawało jej spokoju. Czułą się oszustką i mimo, że na co dzień naturalnie nią była, to jednak kłamanie w oczy całej grupie kucy w pewien sposób odcięło się na niej. Star chciała tylko złagodzić napięcie. Powiedziała przede wszystkim to co tamci chcieli usłyszeć, wiedząc, że najprawdopodobniej wcale nie będzie tak kolorowo. A teraz nie czuła się z tym najlepiej. Rozmyślając o kolejnych problemach klacz nagle sobie o czymś przypomniała.

- Gdzie jest ten zgniły zad wywleczony z osady? Gdyby nie narobił pod siebie, być może nie siedzielibyśmy w tym wszystkim teraz po uszy. Jeszcze się komuś stanie nieszczęście tylko dlatego, że go ktoś nie pilnuje. – Powiedziała do siebie, wstając na proste nogi. Miała teraz zamiar rozejrzeć się za ich kolejnym i zarazem najnowszym jeńcem. ”Trzeba przyznać, że jest to dosyć ciekawy sposób uzupełniania kucy w karawanie. Ktoś mi to chyba powinien kiedyś wytłumaczyć.”
[Obrazek: Fkta5cpR69h9g2AxxtAA-iZx2mz2R_6fIPobyXI4...Ta85Fe0wPA]
- Ale z myśliwskim odpada strzelanie z ponad kilometra. Jak by miał dobrą optykę, może bym mogła coś zdziałać z odległości nie większej niż 800m. – zastanawiała się Blue przez cały czas przyglądając się uprzęży którą zbudowała. Nie była ona najwygodniejsza, ale może da się innym sposobem ułatwić ciągnięcie wozu biedakom którzy do niego zastaną podczepieni.

Podchodząc do wozu, Blue wsadziła głowę pod spód przyglądając się przedniej osi. Nie była ona w idealnym stanie, brudna i trochę przerdzewiała. Musiała stawiać niezły opór w czasie jazdy. Sięgając do torby, Blue wyciągnęła z niej niebieską puszkę ozdobioną żółtymi literami i rozpyliła zawartość na łożyska. Przesuwając się na tył wozu, powtórzyła to z tylną osią. Dużo to nie da bez rozebrania i wyczyszczenia łożysk, ale przynajmniej powinien trochę lżej się toczyć.

- Z drugiej strony, jak bym uwalić się na górce koło osady w stercie złomu która tam jest, to nawet z karabinem myśliwskim powinno się dać… ograniczyć liczbę przeciwników nim się zorientują co się dzieje.
Xander zdziwił się słysząc utwór niepasujący do tych które zazwyczaj słuchał, ale nie przeszkadzało mu to. "Odrobina jazzu nie zaszkodzi raz na jakiś czas." Uśmiechnął się pod maską i szedł dalej nieznacznie przechylając głowę w rytm słuchanej piosenki. Lecz chwilę po tym jak zaskoczyła go kolejna piosenka klasycznego przedwojennego repertuaru, po plecach zebry przebiegł nieprzyjemny dreszcz, a ona sama wyłączyła odtwarzacz w pośpiechu. Była to skoczna piosenka w której wokalista wychwalał swoje rodzinne miasto, młodzikowi jednak przyzywało to na myśl bolesne wspomniane z przeszłości. "Dlaczego jaj nadal mam ten utwór w playliście? Powinienem go już dawno usunąć... Nie cierpię go!"

Ogier ruszył dalej już w pełni skupiając się na patrolowaniu okolicy wokół karawany. Gdy zobaczył postać kucyka siedzącego koło skały nieopodal, podszedł nieco bliżej. Nie zmieniał swojego toru patrolowania podczas podchodzenia, aż wreszcie się zatrzymał, najbliżej jak mógł, by przyjrzeć się owemu kucykowi przy kamieniu. Moment później rozpoznał w kucyku ten sam worek kości, który musiał wcześniej tachać na plecach. "Czy to ja pojebałem sobie definicje jeńca, czy co? Jeniec to więzień, a więzień powinien być pilnowany, a najlepiej pod kluczem... A ten sobie, od tak tutaj siedzi, jak gdyby nigdy nic. Siedzi sobie i się myję." Xander popatrzył na karawanę i ponownie wrócił wzrokiem na jeńca, przewracając jednocześnie oczami. "Cholerne kucyki... Kucyk z kucykiem się dogada, nieważne co... Pierdolę." Zgrzytną tylko zębami w złości i już chciał ruszyć dalej gdy owy worek kości wlepił w niego swój wzrok. "Heh. Instynkt ofiary, zawsze poczujesz gdy ktoś cię obserwuję." Młodzik rozejrzał się jeszcze dookoła sprawdzając czy jeniec na pewno patrzy na niego.

Kiedy zebra już była pewne podeszła kilka kroków bliżej jeńca. - A ty co? Gapisz się jakbyś zobaczył ducha.
Sharp przyglądał się jak Blue pracowała i głośno myślała. Sam zastanawiał się, jaką taktykę mieli tu obrać. Faktycznie, najprostszym byłoby rozpoczęcie uderzenia z odległości. Wyeliminowanie z gry ich snajpera dałoby im przewagę. Zwłaszcza, że znali jego pozycję. Ogier powiódł wzrokiem po wozach karawany, co chwilę zawieszając tenże wzrok na co bardziej zwracających uwagę elementach krajobrazu. Większość towarzyszących im kucyków wydawała się niewiele robić. Rozmawiali ze sobą przyciszonymi głosami, niewielka część zajmowała się wozami i przypiętymi do nich brahminami. Poza tym, zero aktywności. Tak po prawdzie to nie mieli też za bardzo co robić, prócz oczekiwania na ogólną decyzję.

Mogliby niby zagłosować... ale demokracja nigdy nie mieszkała w sercach kucyków. Nawet jeżeli dało się im możliwość głosowania, sprawy szybko dryfowały ponownie w kierunku monarchii i umieszczenia jednego czy dwóch kucyków na samym szczycie hierarchii na stałe, zrzucenia ciężaru i odpowiedzialności za decyzje na barki jednej osoby. Głosowanie w tej chwili nie sprawdziłoby się, z wielu powodów. Jednym z głównych był ten tak stary jak demokracja, i to Sharp musiał sam przed sobą przyznać - wraz z możliwością oddania głosu ludowi szła obawa, iż lud będzie głosował wbrew woli tego dobroczynnego kuca, który dał im prawo do decyzji.
Z zamysłu wyciągnęły go kolejne słowa Blue, cały czas teoretyzującej na temat ataku z odległości.

Słuchając jej, ogier przypomniał sobie o jednej rzeczy. Wokół rogu medyka pojawiła się delikatna poświata, niezbyt dobrze widoczna w świetle dnia. Karabin przewieszony przez grzbiet jednorożca uniósł się posłusznie, a jego właściciel zdjął broń z uprzęży jednym sprawnym ruchem magii. Szarogrzywy dokonał szybkiej inspekcji broni, sprawdzając jej stan i potwierdzając brak amunicji w komorze i magazynku. Magia jednorożca rozłożyła zamknięte przyrządy celownicze, po czym uniosła czterotaktową broń ku klaczy stojącej obok. Ogier niemalże zapomniał o swoim karabinie przez tę całą sytuację. Co prawda nigdy nie testował faktycznego zasięgu tej broni, luneta też mogłaby być w lepszym stanie... ale było to coś.

- Znasz tę broń. - wiedział doskonale, iż Blue widziała go z tym karabinem wielokrotnie. Zdarzyło jej się też kilkakroć z niego strzelać. - Powinien nieść celnie na 700, ale nigdy nie testowałem powyżej jakichś 400. Żaden ze mnie snajper - dodał z uśmiechem. Prawdopodobnie gdyby znaleźć do niego lepszą lunetę, można by strzelać i na osiemset albo dalej, aczkolwiek ogier nigdy nie rozważał takiej modyfikacji. Nigdy nie potrafił aż tak daleko celnie strzelać, więc jego prywatna broń była dostosowana raczej do krótszych dystansów.



Jeniec przez chwilę jeszcze patrzył na owiniętą w swoje przebranie zebrę bez słowa. Przycisnął tylko do siebie, już w około dwóch trzecich pustą, butelkę wody i wyraźnie zastanawiał się nad tym, co powiedzieć.
- Nie, nic - powiedział tylko, nie wiadomo czy bardziej do siebie czy do młodego ogiera stojącego przed nim. Kucyk wrócił do powolnego mycia się, starając się jak najlepiej wykorzystać dostępną dla niego butelkę cennego, czystego płynu.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Blue wyciągnęła łeb z pod wozu którym się aktualnie zajmowała i spojrzała się na Sharpa i znajomy karabin który lewitował on w jej stronę. Chowając swoją magiczną puszkę do torby, wzięła ona broń od ogiera. Lewitując go bliżej siebie, spojrzała się przez celownik chwilę bawiąc się pokrętłami z jego boku sprawdzając możliwości jego zbliżania jak i zerowania odległości. Daleko mu było do tego co miała ona przy swoim karabinie w domu, ale…

- Do tego o czym myślałam będzie się nadawać. A poza tym najlepsza pozycja w tamtej okolicy jest góra 400 metrów o głównego budynku więc o zasięg bym się nie martwią. – opuszczając broń w dół, zaczęła ona przyglądać się jej stanowi i nie mogła powiedzieć, że Sharp nie dbał o swoją broń… ciekawe czy dba tak o każdego swojego gnata.

- Dobrze, że przynajmniej nie zapomniałam swojego dalmierza z domu. – powiedziała niebieska klacz do ogiera podając mu z powrotem jego broń – Trzymaj go na razie, potem się przyda.

- Chodź, powiemy Star, że wóz jest gotowy a potem sprawdzimy jak tam reszta. Wolała bym się zorientować jak tam samopoczucie reszty nim im coś zaproponujemy. Poza tym, musimy się upewnić że miano kucy które wymyśliły najgłupszy plan nadal należy do nas.
Xander czekał dłuższą chwilę zanim ów worek kości siedzący przed nim, raczył odpowiedzieć. "Nic... Najlepszy sposób na ucieczkę i najbardziej oklepany. Heh, zachowuję się tak jak by się bał, że mu tą wodę ukradnę zabijając go w owym procesie." Młodzik tylko przewrócił oczyma i rzucił od niechcenia. - Tylko nie odchodź za daleko... - "Znając życie i moje szczęście... On nie posłucha i będzie próbował zwiać. próbował bym go złapać i wywiąże się walka, w walce zerwie mi przebranie i wyciągnie pistolet z kabury, ja mu wtedy poślę dwie czerwone ze strzelby. Huk zaalarmuje karawanę i wszyscy przylecą. Wszyscy widzą zebre, zebra nabruździła im w planach, bla, bla, bla, bla... Ja kończę z kulą we łbie. Spasuję. Jeśli zacznie spieprzać, to niech tamci go gonią."

Młodzik powoli przyśpieszał kroku wychodząc ze swoich rozmyślań, wracając do poprzedniego zajęcia, czyli patrolowania.
Jeniec spojrzał się na zamaskowanego, kiwając głową w potwierdzeniu. Nie ruszył się i nie spuścił wzroku z młodego ogiera, póki ten nie poszedł dalej i nie znalazł się w znacznej odległości od myjącego się kucyka. Potem wrócił do swoich poprzednich czynności.
Xander szedł więc dalej przez pustynię, zataczając powoli koła wokół stojącej karawany i oddając się rozmyśleniom.



Medyk przejął z powrotem broń od klaczy i umieścił ją w należnym jej miejscu. Spotkał już parę kucyków, które pytały się go, czemu wszędzie to ze sobą nosił. Karabin, strzelba i do tego broń krótka, swoje jednak ważyły, nie wspominając o amunicji. Była to głównie kwestia przyzwyczajenia. Podróżowanie z karawanami z góry zakładało noszenie większości swojego dobytku na grzbiecie. Póki miał własny wóz, nie było to problemem. Ale nie potrafił sobie przypomnieć ostatniego razu kiedy podróżował w grupie na tyle dużej, żeby mogła sobie pozwolić na przydzielenie przestrzeni na wozie kucom medycznym. Nie miał więc większego wyboru w tej kwestii, będąc w podróży trzymał swój dobytek na grzbiecie, zdejmując część jedynie do snu, a i to też nie zawsze. Czy potrafiło to być irytujące czy męczące? Tak. Czy miał inną możliwość lub mógł sobie pozwolić na łamanie własnych zwyczajów i zasad? Zdecydowanie nie. Zwłaszcza nie w tak niebezpiecznej i niepewnej sytuacji jak ta tutaj.

Skinął głową w odpowiedzi na sugestię Blue i, po zapięciu pasków zabezpieczających karabin przed wypadnięciem, ruszył za klaczą, rozmyślając przy tym o jej słowach i spoglądając na pustynię otaczającą ich miejsce postoju.
Jeżeli pozycja ostrzału znajdowała się w tak bliskiej odległości, to może znalazłby się w ich grupie więcej niż jeden kucyk będący w stanie prowadzić celny ostrzał. Był pewien, że widział Iron czyszczącą wojskowej klasy karabin szturmowy. Nie była to na pewno broń snajperska, a i strzelanie z przyrządów otwartych na czterysta metrów było na pewno wyzwaniem, ale teoretycznie było to wykonalne… W tej kwestii należałoby się zapytać samej właścicielki karabinu. Zwłaszcza, że, jak Sharp zdążył się już przekonać, klacz nie osobą do końca zrównoważoną.

Kompletnie inną kwestią była reszta planu. Jeżeli efekt ustaleń można w ogóle było nazwać jakimkolwiek składnym ‘planem’.
Przerzedzenie sił bandytów było jedną sprawą, ale należało jeszcze wyznaczyć, kto wkroczy do samej osady. Może Iron ze swoim niewątpliwym doświadczeniem bojowym i zadbanym uzbrojeniem powinna uczestniczyć w walce na bliski dystans?
Jednorożec westchnął i pokręcił głową. Walczyć może i potrafił, ale nie był dowódcą. Mógł sobie poradzić z operowaniem pod ostrzałem, z ciężkimi ranami czy wyczerpaniem magicznym, ale taktyka nie była jego sztuką. Mógł tylko zaplanować wszystko najlepiej jak potrafił i mieć nadzieję, że będzie to wystarczające.

Bliskie spotkanie trzeciego stopnia jego przedniej lewej nogi z jakimś kamieniem lezącym na jego drodze wyrwało go z zamyślenia. Ukłucie bólu było nieznaczne, a medyk równowagę stracił tylko na ułamek sekundy, ale zmusiło go to do porzucenia myśli, które w tej chwili nic mu nie dadzą. Spojrzał więc prosto przed siebie, idąc dalej za klaczą.

Po zrobieniu kilku kroków, wzrok jednorożca przykuł inny obiekt i diametralnie inny rodzaj rozmyślań, których zdecydowanie nie miał zamiaru prowadzić. Nie mógł jednak powstrzymać się od prześledzenia wzrokiem niektórych… krągłości na ciele klaczy idącej przed nim. Co by nie mówić, geny obdarzyły Blue nie lada figurą. I widok nie mógł nie przyciągnąć wzroku zdrowego ogiera. Mimo tego, Sharp czuł pewny rodzaj poczucia winy przez myśli o jego przyjaciółce, które cisnęły mu się do umysłu na tle widoku przed nim. Próbował się przekonać, że było to w jakiś sposób niewłaściwe... aczkolwiek sam wiedział, że był to daremny wysiłek. Medykowi udało się jednak opanować zarówno swoje rozmyślenia jak i kierunek skupienia wzroku nim oba kucyki dotarły do reszty aktualnej załogi karawany. Były ważniejsze rzeczy do rozpatrzenia niż to, co jego umysł mu sugerował, nawet jeżeli to drugie było zdecydowanie bardziej kuszące.

Wyglądało na to, że Star nie udzieliła kucykom wyczerpującym wyjaśnień. Sharp zanotował też mentalnie, że brakowało tu zebry i ich najnowszego jeńca. Ale to akurat nie przeszkadzało w wielkim stopniu. Xander prawdopodobnie odszedł na spacer, a jeniec w swoim stanie daleko nie ucieknie na tej pustyni. Jednorożec miał nadzieję, że pojmany również zdawał sobie z tego sprawę.
Dwójka swoim przybyciem zdobyła większość uwagi zgromadzonych. Wystarczyło teraz zacząć mówić.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości