Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii 2.0
#41
Blue szukała wzrokiem jakiejkolwiek drogi na dół. Wzgórze było bardziej strome z tej strony, jednakowoż poznaczone też głazami oraz częściowo rozebranymi metalowymi elementami wystającymi z ziemi tu czy tam. Były do tego stopnia ogołocone z części, że niemożliwe było nawet dojście do tego, czym w zasadzie były.

Jedynym źródłem światła na placu, przylegającym bezpośrednio do wzgórza, było ognisko płonące obok krzesełek strażników. Poza obszarem oświetlonym przez ogień panowały ciemności. Strażnicy byli skupieni na swojej grze i gadaniu między sobą, tylko raz na jakiś czas zerkając na klatki, położone na granicy obszaru oświetlonego przez płomienie.

Poszukiwania najbezpieczniejszej ścieżki ujawniły tylko drogi nieco mniej niebezpieczne od innych. Na każdej z tychże zwiadowcy byliby doskonale widoczni w dzień lub gdyby ktokolwiek skierował na nich oświetlenie. Teraz, w nocy, można było żywić nadzieje, że ciemność, głazy i wyschnięte drzewa mogą wystarczyć, aby nie zostali wykryci.

Zejście to zaprowadziłoby ich jednak do granicy placu w pewnym oddaleniu od ich celu: samotnej klatki pilnowanej przez jednego ogiera jednorożca. Dawało to odcinek około dwudziestu metrów wzdłuż podnóża wzniesienia beż żadnej osłony. Chyba, że zdecydowaliby się ukryć pośród zakutych w kajdany kucyków, przybliżając się przez to do ogniska i ryzykując wykrycie. Przejście przez granicę placu nie dawało żadnej osłony i przy przejściu mogliby jedynie modlić się o to, że żadne z trójki strażników nie będzie się wpatrywało za bardzo w ciemności w tym kierunku.

Nie trzeba było mówić, że zaciągnięcie nawet unieruchomionego strażnika z powrotem tą samą drogą stało na skali trudności gdzieś na granicy "niemożliwe" a "pojebało was?!".



Punchy uśmiechnął się złośliwie, gdy jego posłuszne zwierzątko podniosło się na przednich nogach i spojrzało na niego.
Zmierzył wzrokiem uwięzionego kucyka ziemnego, znajdując przyjemność w fakcie, że większy od niego ogier był tak poraniony, złamany i posłuszny.
Zielony przekrzywił głowę jakby w wyrazie zaciekawienia, gdy Maksim spuścił głowę w dół, pozwalając aby grzywa zasłoniła jego pyszczek przed wzrokiem oprawcy. Podszedł bliżej do klatki. Od granatowego ogiera oddzielało go w tej chwili tylko kilkadziesiąt centymetrów oraz kraty. Spojrzał się prosto na więźnia, ukrytego za własną grzywą.

- Pewnie myślisz sobie, co tylko mi zrobisz kiedy wyjdziesz - zaczął fioletowogrzywy, tonem którym zazwyczaj mówi się o pogodzie - pozwól, że coś ci wyjaśnię. Nigdy już nie wyjdziesz. Spędzisz resztę życia w jakiejś dziurze, pracując, ty i reszta twojego jebanego rodzaju - ostatnie słowa niemalże warknął, by po chwili ponownie odezwać się spokojnym głosem - jak ci się poszczęści. Rozumiesz to, Maksim? - dokończył z uśmiechem, widać zadowolony z perspektywy wytworzonej w jego wyobraźni.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
#42
Blue obserwowała wydarzenia na placu u podnóża wzgórza na którym się aktualnie znajdowała. Do puki jej cel siedział na krześle i nic nie robił jego „nieobecności” raczej by szybko nie zauważyli. A gdy się wydziera że go słychać w odległości kilku kilometrów, jak by nagle ucichł to raczej się ktoś zorientuje... no chyba że jego towarzysze to banda idiotów.

Potrzebna była im dywersja, i Blue chyba wiedziała jak chyba taką sobie załatwić, ale na to przyjdzie jeszcze czas. Najpierw trzeba było się dostać na dół.

Zdejmując znacznik śledzący z Xandera, włączyła zoom i zostawiła trzy nowe znaczniki na dwóch kucach przy ognisku, pomijając tego z siodłem bojowym bo ten z siekierą ją bardziej denerwował a na temat broni drugiego nic nie wiedziała i wolała mieć go na oku. Nie ma nic gorszego od wariata z ostrym narzędziem atakującego cię od tyłu. Ostatni znacznik powędrował na ich cel, kuca właśnie robiącego zamęt przy odosobnionej kratce. Następnym jej ruchem było wyciągnięcie rewolweru z kabury i schowanie go do torby wsadzając na na jego miejsce młotek wyciągnięty spośród narzędzi. Ostatnim krokiem przygotowań było wyło wyłączenie noktowizora. Lepiej nie biegać przy przeciwnikach z dwoma latarkami świecącymi z łba, jeszcze któryś spojrzy prosto na nią i by były problemy.

Będąc zadowoloną ze swoich przygotowań, odwróciła się do do zebry uśmiechając się do niej.

- No to jedziemy z tym koksem. - powiedziała po czym ruszyła ostrożnie w dół wzgórza.

Poruszała się ona ostrożnie od osłony do osłony, po wcześniej obmyślonej trasie. Starała się ona przy okazji robić jak najmniej hałasu i w tym samym momencie nie być zbyt często na widoku bez osłony. Zejście tym sposobem zajęło trochę czasu, lecz gdy tylko już była na dole stojąc na granicy placu na którym znajdowały się kratki, czym prędzej czmychnęła za najbliższą chatę kucając przy ścianie i chowając się w cieniu w oczekiwaniu na jej towarzysza.
#43
Oczy Maksima momentalnie się rozszerzyły, wciąż ukrywał swoje oblicze. Szybko opanował odruch ciała. „Czysta prowokacja, albo coś jest z nim nie tak” - pomyślał, po czym podniósł wzrok.

Jednorożec uśmiechał się. „Tak, to musi być prowokacja. Tylko na co on liczy? Co planuje? Zacznę z nim rozmowę, czy nie zacznę… które z dwóch potraktuje jako pretekst, by jeszcze bardziej mnie obić? Szlag! Nienawidzę takich sytuacji, bez szans… nawet gdybym go sprowokował i porwałby się jeden na jednego. Nie jestem pewien, czy w tym stanie poradził bym sobie z nim, a nawet jeśli, to co by to dało? Zwaliła by mi się na głowę reszta tego całego tałatajstwa. Nie, zbyt długo milczałem.”

- Co byś chciał ode mnie usłyszeć Punchy? - zapytał po chwili Żelaznooki.
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
#44
Xander przez chwile jeszcze siedział na szczycie wzgórza patrząc, to na towarzyszkę, to na zbocze. Skały i spore kawały złomu, przynajmniej będzie się za czym schować w trakcie schodzenia. W końcu Blue odwróciła się do niego oznajmiając że czas ruszać. Uderzyły go dwa fakty; oczy klacz już się nie świeciły oraz jej uśmiech gdy to mówił. Pięknie chyba porwałem się na pójście na zwiad z jakąś wariatką... Albo już wie że mamy przejebane i tylko robi dobrą minę do złej gry. Ech...

Młodzik ruszył zaraz po niebieskim jednorożcu. przekradał się od osłony do osłony, robił to szybko lecz na tyle powoli by nie robić hałasu. Podkulił ogon pod siebie i położył uszy, by mieć jak najmniej odstających części ciała podczas chowania się. Poruszał się po trasie jaką obrał Blue, by wreszcie tak jak ona znaleźć się za jedną z chat. Młodzik ukrył się w cieniu zaraz za klacz i szturchną ją kopytem oznajmiając tym samym swoją obecność i gotowość na dalsze działania.
#45
Blue stałą za chatą obserwując przekradającą się po wzgórzu zebrę. Trzeba było przyznać, że nawet nieźle mu to wychodziło. W czasie gdy Xander próbował się do niej przedostać, Blue siedziała w najlepsze oparta o ścianę budynku przeglądając swój ekwipunek. Akurat przerzedzała przez listę „czasopism” w swojej tobie gdy poczuła szturchnięcie sygnalizujące przybycie jej towarzysza, na które odpowiedziała ona kiwnięciem głową nie przerywając poszukiwań pewnego itemu. Po chwili zlokalizowała go i wyciągając go podała Granat EMP Xanderowi.

- Dywersja – wyszeptała do zebry uśmiechając się do niej i wracając do PipBucka, z tej odległości zaklęcie mapujące powinno zeskanować sporą część osady. Jej przypuszczenia potwierdziły się gdy tylko otworzyła odpowiednią zakładkę na swoim komputerku, ale również momentalnie opały jej uszy a prze myśli przechodziło jedno pytanie. Co za idiota projektował tą osadę, przecież to się kupy nie trzyma. No nic, przynajmniej wiedziała jak się teraz poruszać.

Zamykając mapę, wstała na nogi i ruszyła na południe wzdłuż ściany a gdy doszła do jej krawędzi, ostrożnie się wychyliła sprawdzając co jest za rogiem starając się za bardzo nie wystawiać łba.
#46
Punchy pomlaskał z niezadowoleniem. Zaczął obchodzić klatkę Maksima na około, powolnym, spokojnym krokiem.
- Niczego nie chcę od ciebie usłyszeć, Maksiu - powiedział ogier troskliwym głosem, zarezerwowanym zazwyczaj do odpowiadania na pytania zadawane przez źrebaki - chcę tylko abyś zrozumiał swoją sytuację. - po obejściu klatki, Punchy ponownie pojawił się w polu widzeniu starszego ogiera, wchodząc od prawej strony - nikt cię nie uratuje, nikt ci nie pomoże. Jak będziesz miał szczęście, to będziesz czyjąś osobistą zabawką... jeżeli lubią starych buntowników - dokończył w końcu, po czym usiadł z powrotem na swoim krzesełku tuż obok klatki.



Blue wyjrzała za róg chaty. Jej oczom ukazała się wąska uliczka, pozbawiona jakiegokolwiek utwardzonego podłoża prócz nie wiadomo skąd wziętych fragmentów asfaltu tu i tam. Mogła dostrzec zamknięte drzwi paru najbliższych budynków wychodzące na tę właśnie alejkę, a także swoisty "ogródek" przy jednej z bliższych chat, składający się z dwóch krzeseł, stolika i coś co wyglądało na niezbyt udaną próbę wyhodowania czegoś na miejscowej ziemi.

Prócz jednej drogi odbijającej z powrotem na plac, światło z ogniska w ogóle nie sięgało uliczki, co skutecznie ograniczało pole widzenia Blue bez noktowizora. Pewna mogła być jednego: wskazań swojego EFSa. A ten wskazywał, że uliczka była pusta. W jednym z budynków po jej prawej znajdowały się trzy sygnatury, z czego dwie były wrogie. Niewielkie okno wychodziło z tego budynku na wysokości pierwszego piętra, bowiem takowe piętro ten budynek posiadał. Z wnętrza padało blade światło.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
#47
Klacz jednorożca odpowiedziała kiwnięciem głowy na szturchnięcie Xandera. Kucną on pod ścianą lecz nie dane był mu nawet zebrać myśli, gdyż pod jego kopytami wylądował granat. - "Dywersja" – Usłyszał tylko od swojej uśmiechającej się towarzyszki. Przez chwile przyglądał się jeszcze ładunkowi EMP. Łoł... Chwileczkę. Młodzik zaczął szybko przerzucać spojrzenie z granatu na jednorożca i z powrotem. Może mam ci jeszcze zrobić dobrze, co kurwa? Klacz w tym momencie minęła ogiera bez słowa wyjaśnienia i stając przy przeciwnym narożniku. Młodzik usiadł, wziął granat w przednie kopyta i spojrzał ostrym wzrokiem na klacz.

I co ja mam z tym kurwa zrobić? ... No kurwa jasne. Mam się z tym podłożyć... pięknie. Na co ja kurwa liczyłem? Przecież to ten sam pierdolony schemat. Mam odpierdolić całą jebaną brudną robotę i jeśli jakimś cudem przeżyje, to w nagrodę dostane kulkę w tył głowy. Pierdolone kuce, wszystkie są kurwa takie same. Xander chwycił w pęcinę granat i zamachną się z zamiarem wycedzenia metalową bryłą wprost w łeb Blue. Ani mi się kurwa warz! Najgorszą rzeczą jaką możesz teraz zrobić jest wpadanie w furie. Mnie też się to nie podoba, ale do jasnego chuja, nie kazała ci przecież wychodzić na środek placu i detonować tego granatu. Dowiedz się kurwa, a nie wariuj. Jeśli coś bezie nie tak, to zostawię ci wolne kopyto, co do twoich działań wymierzonych w nią

Granat zamiast trafić w głowę niebieskiej klacz znalazł się w pyszczku zebry. Ogier podszedł do Blue i uderzył ją w bok, po czym wypluł granat pod jej kopyta. Krew w nim wręcz wrzała, lecz mimo to przeforsował się do szeptu przez zaciśnięte zęby. - Dywersja dywersją, Ale może mi kurwa wytłumaczysz co ja mam z tym zrobić. - W tych słowach bardzo wyraźny był gniew i agresja skierowane w klacz. Było to widać po grymasie na twarzy, po ruszających się chrapach i oczach które gdyby mogły to by płonęły żywą czerwienią.
#48
„Czyli po prostu chciał mnie jeszcze trochę pomęczyć, jak nie fizycznie to psychicznie, więc postanowił utrudnić mi kolejną próbę zaśnięcia. Albo po prostu się nudził, przy czym jedno nie wyklucza drugiego. Cholera, odpoczynek jest tym czego potrzebuję, a nie rozmów o mojej fatalnej przyszłości.”

Maksim bił się z myślami. A myślał o odpoczynku, którego bardzo potrzebował. Lecz coś mu mówiło, że Punchy nie pozwoli mu na to. Czarnogrzywy rozejrzał się. Jego wzrok padał po kolei, na klatki, na zabudowania, aż w końcu natrafił na ognisko. Trzy kucki siedzące na krzesłach tuż przy nim, grały w karty. Granatowy ogier przyglądał się ich rozgrywce. By po chwili odlecieć we wspomnienia, które zostały przywołane widokiem kart.

„Szczęście… szczęście nie może być wieczne. Zawsze coś się kiedyś kończy… prawda Kola? - ogier odruchowo powędrował kopytem do szyi, na której powinny być wspomnienia, uchwycone w ważnych dla niego przedmiotach. - Jedyne co mi pozostało, to wspomnienia w sercu i umyśle… nic materialnego. Zabrali mi wszystko co posiadałem, ale nie mogą odebrać tego, czego odebrać nie sposób…”

Żelaznooki rozmyślał o rodzinie. Może nie po raz pierwszy podczas swojej wędrówki, ale to był pierwszy raz, gdy naprawdę zaczęło mu jej brakować. Kopyto wciąż dociskał do miejsca, w którym powinien czuć chłód srebrnego medalionu. Nie wiedział co dzieje się teraz z jego rodziną. Był sam, a na dodatek w fatalnym stanie i położeniu. Nie mógł być nawet pewny kolejnych dni, nie mówiąc o tygodniach, czy miesiącach. Żył bolesną chwilą, która teraz… była barwiona przez bezwzględny smutek. Który wwiercał się w jego serce niczym pocisk. Pocisk, który zadawało by się, chce go zabić. Ale to było jedynie złudzenie, złudzenie obiecujące spokój i odpoczynek. Ogier szybko przegonił tę myśl. Zbyt wiele przeżył, zbyt wiele poświęcił i zbyt wiele pokonał, by teraz oddać się w objęcia wiecznej nocy. A przynajmniej nie mógł tego zrobić bez walki.

„O nie… tych myśli nienawidzę najbardziej. Można kogoś pokonać, ale nie zniszczyć. Nawet śmierć nie jest w stanie zniszczyć wszystkiego do końca, zawsze coś zostaje… zawsze.”

Ta myśl rozgrzała jego serce, serce zimne od tęsknoty i samotności. Była jeszcze nadzieja, związana z najbliższymi. Myśl, którą z całego serca, pragnął potwierdzić. Wiedział, że jest to niemożliwe, ale nadzieja była tym czego potrzebował, bardziej niż sądził.
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
#49
Blue ostrożnie wychyliła się za róg chaty obserwując ciemną uliczkę która znajdowała się przed nią. Była ona ciemna i wąska co miało swoje plusy i minusy. Szanse że ktoś ich zobaczy przy tym poziomie oświetlenia były niskie, ale szerokość tej uliczki nie zostawiała im dużo pola do manewrów w wypadku nie przewidzianych spotkań. Była ona akurat w trakcie układania trasy gdy coś uderzyło ją w bok. Odwracając się w bok z którego dobiegło uderzenie, jej wzrok spotkała zebra z niezbyt zadowoloną miną a do jej uszu po chwili dobiegły pytania.

- Na razie masz to tylko trzymać. - powiedziała szeptem Blue – Najpierw musimy zrobić mały rekonesans potem wybrać miejsce gdzie będzie można zrobić dużo zamieszania i przy okazji ulotnić się w jednym kawałku. Mam nadzieję że ten jeden granat będzie wystarczył do zmuszenia większości strażników do opuszczenia swoich stanowisk przy kratkach. Jeżeli nie są głupi to zostawią tam jednego żeby pilnował reszty robiąc z niego łatwy cel. - po tym krótkim i nadzwyczaj cichym streszczeniu swojego planu odwróciła się ona z powrotem w kierunku uliczki.

- A teraz łap ten granat w zęby staraj się dotrzymać mi kroku nie robiąc zbyt dużo hałasu. - powiedziała po czym ruszyła ostrożnie przed siebie.

Wychylając się, ostrożnie ruszyła ona powoli uliczką trzymając się blisko ściany. Poruszała się ona starając się nie narobić zbyt dużo hałasu i powoli przedostać się następnego budynku. Podchodząc do drzwi budynku w którym EFS wskazywał trzy postaci, zatrzymała się i upewniając się że nic jej w okolicy nie grozi, przyłożyła ona ucho do drzwi starając się ustalić co się w środku dzieje.
#50
Xander nieco się uspokoił słuchając bardzo okrojonego, w jego mniemaniu, planu Blue oraz jego tymczasowego zadania. Widzisz, na razie musisz to jedynie trzymać... Tylko zwróć uwagę że "na razie", więc też nie ciesz się zbytnio. Wszystko może się stać. Przecież nie wiesz czy go nie odbezpieczy jak będziesz go niósł, w końcu to jednoróg... - "A teraz łap ten granat w zęby i staraj się dotrzymać mi kroku nie robiąc zbyt dużo hałasu." - Młodzik usłyszał polecenie od niebieskiej klacz. Ooooh, zajebista rada. A właśnie miałem zamiar się dosiąść do tamtej trójki na placu i pośpiewać karaoke. Młodzik warkną pod nosem na polecenie, po czym podniósł granat i ruszył za klacz. Teraz musiał wziąć sobie głęboko do serca powiedzenie "mieć oczy dookoła głowy". Tak też było, co chwila skanował wzrokiem swoje otoczenie w poszukiwaniu zagrożeń.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości