Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii 2.0
Starweave patrzyła na Blue z pewnym politowaniem. Pozwoliła jej jednak powiedzieć wszystko co tamta miała do powiedzenia. Cele obu klaczy jednorożca były dosyć mocno rozbieżne. Star dobrze o tym wiedziała, zdając sobie sprawę, że od podjętych w niedalekiej przyszłości działań, będzie zależeć życie lub śmierć kucyków. Granatowa zrobiła kilka powolnych kroków w stronę niebieskiej, spoglądając jej głęboko w oczy. Podjęła ona jeszcze jedną, ostatnią, desperacką próbę zawrócenia Blue z jej drogi.

- Blue. Nie wiesz co robić. Szukasz porad wśród innych. A do tego twierdzisz, że masz plan, kiedy tak naprawdę nie masz nic. Myślisz, że będzie dobrze? Że jakoś to wyjdzie i dobro zatriumfuje bo tak być po prostu musi? Zastanów się przez chwilę.

- Rozejrzyj się po otaczających ciebie kucykach. Zobacz ile ich zostało z całej karawany. A przecież jeszcze nie tak dawno zaatakowali nas bandyci o których przed chwilą mówiłaś. Bandyci niezorganizowani, kiepsko uzbrojeni i bez przeszkolenia. Wszyscy pochodzili z osady którą masz zamiar atakować. Więc nie powinniśmy byli mieć z nimi żadnych problemów. A jednak zginęło tak wielu. Naprawdę wierzysz, że tym razem będzie inaczej? Nie. Nie będzie. Zginą kolejne kuce, lub najpewniej zginiecie wszyscy.

- Musisz zrozumieć. Próbując tam iść i zabrać kogokolwiek ze sobą stajesz się panią życia i śmierci. Jesteś w stanie spojrzeć któremukolwiek z kucyków tutaj w oczy i powiedzieć mu że zginie. Zginie na twojej samobójczej misji. Proszę cię po raz ostatni, nie rób tego. Nie poświęcaj się dla czegoś czego nie jesteś w stanie osiągnąć.
[Obrazek: Fkta5cpR69h9g2AxxtAA-iZx2mz2R_6fIPobyXI4...Ta85Fe0wPA]
Sharp spojrzał na Starweave, rozpoczynającą kolejną wielką przemowę o tym, jak to niewielkie mają szanse i jak to powinni zrobić rzecz logiczną: wynieść się stąd jak najszybciej z całym ładunkiem karawany, dotrzeć do jakiejś osady i opchnąć zawartość wozów za niemałą sumkę.

Klacz z każdym kolejnym słowem utwierdzała medyka w przekonaniu, że należy ona do rodzaju kucyków nie znających pojęć jak ‘honor’ czy ‘dobroczynność’. Być może ten gatunek kucyka był lepiej dostosowany do realiów powojennego świata niż ten drugi, wymierający coraz szybciej z roku na rok, gotów narazić się dla nieznajomego bez perskeptyw zysku, tylko dlatego, że tak nakazywało sumienie, tak nakazywała zwykła moralność.
I owszem, może wynoszenie się stąd jak najszybciej z torbami wypchanymi czym tylko się dało byłoby logicznym wyborem, który pewnie uratowałby zady części z nich. Aczkolwiek logika nie była zawsze najważniejsza.

Medyk nie mógłby zostawić ot tak wioski pełnej kucyków w potrzebie. Tym bardziej nie mógłby zostawić swojej przyjaciółki. Westchnął w duchu. Nie chciał wykorzystywać tej karty, było to zagranie wręcz nieczyste, jednakże wyglądało na to, że nie miał wyboru. Zerknął kątem oka na Blue, po czym zrobił krok naprzód, spoglądając Star prosto w oczy. Widział w nich strach i złość. Oba rodzaje emocji były zdecydowanie na miejscu. Dzięki słowom klaczy dostał dość dobry wgląd w jej system wartości. Własny zad, kapsle, kapsle, długo nic, potem wszystko inne, z jakimikolwiek ideami na szarym końcu. A przynajmniej takie było przekonanie ogiera, gdy otworzył pyszczek i zaczął mówić.

- Ty się boisz. Jest to kompletnie zrozumiałe i akceptowalne, w przeciwieństwie do tego co proponujesz - jego głos był spokojny, ale też na tyle głośny aby każdy członek uszczuplonej załogi był w stanie go bezproblemowo usłyszeć - Proponujesz zostawić grupę niewinnych kucyków, rodziny i przyjaciół niektórych z obecnych tu, na śmierć albo życie w niewoli - wziął wdech i kontynuował, sam nie wiedząc który z wymienionych przez niego losów byłby gorszy - Sugerujesz, że nie mamy szans. Zrozum jednak, że tu nie chodzi o kalkulację zysków i strat, do której tak przywykłaś, tylko o coś ważniejszego - ogier rozejrzał się, po krókiej chwili wracając wzrokiem ku klaczy.

- Wszyscy, którzy z nami idą, to ochotnicy, nie możemy nikomu rozkazać. Jeżeli chcesz zostać tutaj i przeliczać wartość ładunku na kapsle i kryształy, proszę bardzo. Powiedz jednak stojącym tam uratowanym z osady, że masz zamiar zostawić ich rodziny i przyjaciół na śmierć albo i los gorszy od niej - dodał, wskazując na stojącą nieopodal parę kucyków. Pewna trójnogla klaczka jakby skurczyła się nieco pod wzrokiem większości zgromadzonych, gdy spojrzeli na nią i Hilo.
- Mamy po swojej stronie zaskoczenie, informacje i lepsze uzbrojenie. Nie mam zamiaru pozwolić, abyśmy całą osadę skazali na taki los - zakończył wreszcie, wzdychając ciężko.

Część ze słów przyszła do niego w trakcie składania zdania, o części rzeczy wolałby nie wspomnieć, gdyby układał tę ‘przemowę’ wcześniej, żałował, że poruszył niektóre kwestie… ale stało się. To co powiedział było szczere i jeżeli nie wystarczy aby przekonać jedną upartą handlarkę, niech i tak będzie.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
- Gówno mamy. – Odrzekła Star, rżąc do tego porywczo. Po chwili jednak trochę się uspokoiła, myśląc przez chwilę. W końcu westchnęła głęboko, przyłożywszy swoje lewe kopytko do czoła.

- Nie. Ty masz rację. – Powiedziała w końcu, spoglądając na Sharpa. – Masz rację, ale nie masz sposobu. A ja nie mam nic oprócz słów, by stanąć ci na drodze.

- Zdajesz sobie sprawę, że możecie pogorszyć sprawę jeszcze bardziej. Zginąć i pozwolić przechwycić tym draniom całą karawanę pełną broni. Mając tyle towaru nie będą sobie zawracać głowy mieszkańcami osady. Zabiją ich, a cały tu sprzęt wykorzystają do odbudowy swojej bandy i ewentualnego ataku na kolejną osadę, bądź karawanę. Przez twoje działania może zginąć jeszcze więcej kucyków. To nazywasz kalkulacją na kapsle i kryształy?

- Uwierz mi, gdybyśmy mieli dużo kucyków i zdecydowaną przewagę sił, nie odezwałabym się nawet słowem. Ale… - Przerwała, kopiąc piach kopytkiem i przewracając głową. – No właśnie.

Przez chwilę wyobraziła sobie jak cały plan odbicia osady szlag trafił. Jednak jej jednej, samej udało się dotrzeć do jakiejś przyjaźnie nastawionej społeczności, razem z resztą kucyków ostałych się w karawanie. Kucyki oczywiście rozeszły się w swoje strony. Ale Starweave dysponując większością dochodu była w stanie nająć grupę doświadczonych, dobrze wyekwipowanych najemników. Następnie dzięki nim roznosi bandytów w pył, odbijając osadę i ratując uwięzionego Sharpa z resztą niewolników. Sharpowi jest tak głupio, że obcina ogon aż pod sam zad. Natomiast Blue z wdzięczności… Star zagryzła lekko dolną wargę na tę myśl. „Ach… daruj sobie. Dosyć pieprzenia, musisz myśleć trzeźwo.”

Klacz myślała nad dalszym posunięciem, oraz słowami. Nie powiedziała jednak już nic więcej, patrząc tylko na Sharpa ze zrezygnowaniem.
[Obrazek: Fkta5cpR69h9g2AxxtAA-iZx2mz2R_6fIPobyXI4...Ta85Fe0wPA]
Ogier słuchał Star w spokoju. Wiedział, że klaczy kończyły się argumenty. Tak jak i jemu, aczkolwiek to nie miało w tej chwili wielkiego znaczenia. Pozwolił jej skoczyć, po czym machnął ogonem i odezwał się rzeczowo.
- Grupa, która nas zaatakowała, podkradła się do nas i wzięła z zaskoczenia. To była ich główna broń, wtedy też zginęło najwięcej naszych towarzyszy - medyk zmusił się do spokojnego tonu i nie okazania emocji. Nie znał nikogo kto zginął w tej karawanie dłużej niż kilka dni, ale część medyka wciąż żałowała, że nie zdołał ich uratować.
- Gdy zorientowaliśmy co się dzieje, szybko byli w rozsypce. Nie są dobrze wyposażeni, a tym razem zaskoczenie jest po naszej stronie.

Medyk zmierzył wzrokiem Star, kątem oka widząc też praktycznie wszystkie kuce w obecnej załodze przysłuchujące się ich dyskusji. Pewnej zebry było brak, jednakże młody ogier wydawał się medykowi raczej rodzajem samotnika, więc nie było to nic dziwnego.

- Oni tam siedzą, są pewni siebie. Robią nie wiadomo jakie okropieństwa swoim jeńcom, których mają zamiar sprzedać do niewoli albo zabić. I na to nie możemy pozwolić. Masz rację w ocenie liczebności, ale myślę, że przeceniasz poziom zorganizowania takiej bandy. - dokończył, spoglądając na dwójkę ich najbardziej doświadczonych kompanów; Iron i Rainfall.

Zgodnie z doświadczeniem Sharpa, zdecydowana większość większych zgraj bandytów trzymała się razem na krótko, na jeden czy dwa wypady. Przeważały liczące kilka zżytych ze sobą kucyków gangi. Owszem, istniały hordy regularnie terroryzujące wioski czy nawet mniejsze miasteczka, ale gdyby przyszło im walczyć z taką, nie przetrwaliby pierwszego ataku na karawanę. Po grzbiecie jednorożca przebiegły ciarki, gdy przypomniał sobie skutki ataku takiego skondensowanego, niepowstrzymanego okrucieństwa. Podróżował wtedy z karawaną. Osady w której mieli się zatrzymać już nie było. Zostały tylko słupy dymu. I ten smród.

Ogier musiał naprawdę się wysilić, aby fizycznie się nie zatrząść. Mogłoby to zostać źle odebrane przez wszystkich na około.
- Mamy sposób, mamy lepsze uzbrojenie, mamy też unikatową przewagę, komunikację - kontynuował, wskazując głową na PipBucka zamontowanego na swojej nodze. Nie do końca jeszcze wiedział, jak to ustrojstwo obsługiwać, ale była to tylko kwestia czasu - Jest to wykonalne. Na pewno nie łatwe, ale wykonalne - zdecydował się przy tym pominąć fakt, że nie jest najlepszym kucykiem do oceny sytuacji taktycznej.
O wiele lepiej od niego sprawdziłaby się w tym choćby Iron, która wydawała się mieć faktyczne doświadczenie bojowe. On tylko łatał pechowców, którzy akurat znaleźli się na drodze pocisku czy też wiązki energii.
Sporo się przy tym siłą rzeczy podłapywało, ale ekspertem w dziedzinie taktyki nazwać się nie mógł.

Z drugiej strony, na Pustkowiach było może kilka grup dowodzonych przez faktycznych specjalistów. Medykowi przychodziły do głowy może ze cztery.
Reszta to były właśnie takie zbieraniny dowodzone przez tego, który akurat stał w złym miejscu o złym czasie. Ogier naprawdę wątpił żeby herszt tamtych miał więcej doświadczenia niż on sam.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Xander w ciszy maszerował dookoła karawany trzymając się w odpowiedniej dla siebie odległości. Z każdym kółkiem widział stojącą gdzieś pod wozami zbieraninę która dyskutuje o czymś zaciekle, on jednak nie zwracał na nich specjalnej uwagi. Szedł za daleko by słyszeć coś więcej niż pojedyncze urywki słów. W pewnym jednak momencie zatrzymał się i wyciągną z plecaka ostatnią nie pełną butelkę wody. "No i w ten oto sposób zostają mi dwa dni życia... Jeśli będę miał szczęście na tej pustyni. Mogę spróbować jeszcze wynykać jakąś butelkę jeśli bym się zakradł do któregoś z wozów..." Myślał sobie młodzik kiwając sobie butelką przed twarzą. W plastikowym pojemniku mniej więcej w połowie jego wysokości przelewał się lekko rdzawy płyn. Po chwili odkręcił korek i upił łyk dokładnie przepłukując sobie usta i gardło, potem resztę wypił duszkiem.

Pasiasty gdy wreszcie opróżnił niewielką butelkę zgniótł ją tak by nie zajmowała zbyt wiele miejsca i zakręcił ją by się z powrotem nie rozprężyła. Zrobił jeszcze kilka kółek wokoło karawany zastanawiając się czy powinien zajrzeć do skrzynek znajdujących się na wozach. "Ech, bez wody nie pociągnę długo, a nie mam zamiaru polegać na łasce kucyków... Albo zapłacić albo ukraść. Nie zrobili mi nic złego, oprócz pchania nosa w nieswoje uczucia." Pomyślała zebra spoglądając na pewną niebieską klacz. "Jeżeli by mieli wodę to bym wziął parę butelek, ewentualnie potem im za nie zapłacił... Ponoć lepiej prosić o przebaczenie niż pozwolenie. Choć w moim przypadku obydwie te opcje kończą się paskudnie. Poza tym teraz i tak wszyscy są zajęci..."

Ogier skończył pełne kółko i ruszył w stronę najbliższego wozu, przy którym nikogo nie było. Gdy wreszcie dotarł do owego rozejrzał się czy nikt go nie widzi i wskoczył do środka by poszukać sobie paru butelek wody.
Starweave już teraz znacznie bardziej ochłonęła. Wiedziała już na tę chwilę, że jej słowa nie mają dla Sharpa większego znaczenia, a on i tak wdrąży swój plan. Z drugiej strony miała już ona dosyć tej całej impasowej sytuacji. A jeśli nie mogła wpłynąć na jednego upartego kuca, to zawsze mogła ona wpłynąć na pozostałych.

- Słuchaj nie będę się z tobą dłużej kłócić o to, co ty zamierzasz zrobić. Ale mam pretensje do tego, do czego próbujesz nakłonić inne kucyki. W obliczu tak trudnej sytuacji powinniśmy działać razem. A jeśli się nie da, to niestety oznacza to, że każdy kucyk musi sam zdecydować jak należy postąpić. – Skończyła mówić zwracając się w następnej chwili do reszty zgromadzonych.

- Proszę was wszystkich, zostańcie w karawanie. Ale jeśli naprawdę chcecie wierzyć w ten szaleńczy plan, to idźcie. Idźcie i niech was szlag. Nie… albo lepiej. Niech wam Celestja błogosławi i niech do cholery zrobi to tym razem naprawdę dobrze. – Po tych słowach klacz rozejrzał się do około, po czym odpowiedziała krótko i ze spuszczonymi uszami oraz głową powędrowała między swoje wozy.

- Nie mam już nic więcej do dodania.
[Obrazek: Fkta5cpR69h9g2AxxtAA-iZx2mz2R_6fIPobyXI4...Ta85Fe0wPA]
Xander wdrapał się na jeden z wozów. Wnętrze nie różniło się niczym od pozostałych na których pokładach młody ogier już wcześniej przebywał. Ciasno, duszno, zdecydowaną większość przestrzeni wypełniały zamknięte skrzynie wszelkiej maści i rodzaju. Drewniane, metalowe, nawet kilka plastikowych pojemników o niezidentyfikowanej zawartości.

Zebra, nie mając przed sobą wielu opcji ani też żadnego sposobu na odróżnienie który pojemnik jaką byl wypełniony zawartością, wzięła się za przeszukiwanie pierwszych z brzegu skrzyń. Przynajmniej tych, które dały się bezproblemowo otworzyć. Ładunek wozu okazał się całkiem ciekawy jak na tak małą karawanę. Pierwsza skrzynka którą młodzik otworzył zawierała ułożone w równe rzędy magazynki pistoletowe.
Części wyglądały na stosunkowo nowe, pozbawione rdzy czy śladów wielokrotnego użycia zazwyczaj widocznych na praktycznie każdym elemencie ekwipunku użytkowanego na Pustkowiach. Magazynki, czekające na wypełnienie ich amunicją, wyglądały jakby były wyprodukowane dość niedawno.

Następne pudło otwarte przez szukającego wody pasiastego ukazało mu równie niecodzienny widok. Wypełnione ono było bowiem równymi rzędami okrągłych puszek z konserwami. Różne kolorowe obrazki symbolizujące smaki patrzyły się na ogiera pełną paletą różnych pyszności przeznaczonej do konsumpcji przez różne kopytne.

Trzeci otwarty pojemnik ukazał mu to, czego szukał - ciężkie od swej zawartości butelki z chłodną, względnie czystą wodą.



“Czy ona słyszy swoje własne slowa?” - zapytał się sam siebie medyk, słuchając Starweave po raz kolejny prawiącej o ‘działaniu razem’ gdy miała zamiar przekonać wszystkich, aby pozostawić całą wioskę pełną kucyków na śmierć lub życie w niewoli. Wyglądało na to, że jest już zmęczona tą całą dyskusją. Było przecież oczywistym, że ani Sharp, ani Blue nie zmienią stanowiska. Star też najwyraźniej nie miała takiego zamiaru. Ta kłótnia o dalszy kurs działania mogłaby się ciągnąć w nieskończoność. Albo i dłużej. Na całe szczęście jedna ze stron spasowała zanim poumierali wszyscy z głodu i pragnienia.

Sharp nie czuł żadnej dumy ze zwycięstwa. Ba, nie nazwałby tego zwycięstwem. Wiedział, że w gruncie rzeczy handlarka miała tyle samo racji co on. Chciała, żeby kucyki stanowiące załogę karawany przeżyły te podróż. Nawet jeżeli stawiała ładunek i własną sytuację majątkową wyżej w kolejności priorytetów niż medyk, przede wszystkim nie chciała posłać kucyków na samobójczą misję. A była przekonana, że właśnie na coś takiego się porywają.
Ogier powiódł wzrokiem za odchodzącą powoli klaczą, za jej spuszczonymi oczami i zrezygnowanym krokiem. Poczekał kilka sekund, aby zebrać myśli i przyswoić całą sytuację, po czym spojrzał po reszcie kucyków. Oprócz nielicznych pyszczków z których wciąż odczytywał zdeterminowanie, cała grupa wydawała się skonflitkowana.
- I niech nam Celestia błogosławi - powtórzył cicho po klaczy, mimo bycia raczej niespecjalnie religijną osobą. Odwrócił się do grupy, pozostawiając odchodzącą Star gdzieś za sobą.
- Pójdziemy tam i pomożemy im. Nie będzie łatwo, ale inaczej nie można. - te puste frazesy wychodziły z jego gardła niemalże siłą. Nie miał jednak nic innego do powiedzenia co by mogło niezdecydowanych przekonać do zrobienia tego, co właściwe.

- Mamy plan i mamy kucyki zdolne go wykonać - powiedział gładko, mimo iż słowa te nie były tak całkiem prawdziwe - Czy ktoś chce coś dodać do tego co już zebraliśmy? - zapytał się w końcu, rzucając okiem na Blue, od jakiegoś czasu milczącą. Naprawdę wolałby, żeby teraz to klacz zagrała pierwsze skrzypce. Co jak co, ale w walce z przeważającym przeciwnikiem to ona miała większe doświadczenie. On zazwyczaj skupiał się na opanowaniu skutków tejże walki...
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Xander ostrożnie otwierał skrzynki natykając się na różne wariacje ładunku. " Magazynki... W sumie może przydałyby mi się dwa kolejne. Teraz mam dwa z czego jeden już w pistolecie... Hmm. to mi w sumie przypomniało że żadna z moich broni nie jest załadowana. Głupi błąd na pustkowiach, a zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja." - Po uświadomieniu sobie tego młodzik powoli naciągnął zamek od strzelby by po cichu załadować nabój do komory. " Teraz będę znacznie spokojniejszy... Ale dalej nie jestem tutaj by zbierać magazynki. Gdzie tutaj może być woda?"

Po otwarciu kolejnej skrzynie zebra zatrzymała się na dłuższą chwile. " Co za cholera mnie kusi... Tyle pyszności, a ja zjadłem jedynie surową mysz i kawałek jabłka." Pomimo tego że leciała mu ślinka, powstrzymał się od zabrania kilku konserw. "Kuce potrafią być bardzo zaborcze jeśli chodzi o te cholerne puchy..." Pamiętał bowiem scenę gdzie dwójka kolorowych pobiła się do nieprzytomności kłócąc się o podział łupu. "Wole nie ryzykować... Dalej."

Kiedy otworzył kolejną skrzynkę zobaczył to czego szukał. "Płynne złoto w niektórych częściach Equestrii, a gdzie indziej jest jej tyle, że kucyki się w niej kąpią. Ciekawe jak to jest wziąć sobie taką pełną kąpiel w wygodnej wannie z ciepłą wodą?" Młodzik wziął w kopytka jedną butelkę i przez chwile ją ważył i oglądał. "Dobra, cztery powinny mi wystarczyć. Trzy kapsle za butelkę, to uczciwa cena." Potwierdzając to sobie w myślach ściągną z pleców juki i włożył do środka cztery butelki z wodą. "Potem przeleje jedną do mniejszych buteleczek... są wygodniejsze."

Gdy skończył założył torby i już chciał ruszyć na zewnątrz, lecz zatrzymał się ponownie przy magazynkach pistoletowych. "Jestem ciekaw czy którykolwiek by pasował do mojego? Nie zaszkodzi sprawdzić. Potem jeśli coś to zapytam Sharpa." Xander przysiadł przed skrzynką, przesuną swoją maskę do góry by lepiej ocenić stan części i wyciągną własny pistolet z kabury na ramieniu. Trzymając broń w pyszczku zwolnił magazynek i zaczął porównywać go z pozostałymi które były w skrzynce. Gdy trafił na podobny wyciągał go ze skrzynki i przykładał do swojego by ocenić go dokładnie oraz w jakim stanie był owy.
Blue podeszła do Sharpa zatrzymując się w niewielkiej odległości od niego i przez chwilę patrząc się na niego słuchając jak się sprzecza ze Star. Odwracając się w bok, popatrzyła na zgromadzone przy nich kuce. Obraz nędzy i rozpaczy. Obserwowała jeszcze przez chwilę jak rozmowa dwójki jej towarzyszy dobiega końca, jak Sharp zwraca się do pozostałych. Widziała niepewność na jego twarzy, zdenerwowane spojrzenia kucy ich otaczających.

- Wiem że się boicie. - odezwała się Blue gdy ogier skończył mówić – - I ja to rozumiem. Rozumiem to, bo sama się boję. To świadczy tylko o tym, że jesteście jeszcze kucykami, że macie priorytety ustawiona jak należy. - kontynuowała rozglądając się po otaczających ją kucach.

- Wiem też, że każdy z nas chciał by chciało zabrać co mu cenne i udać się w kierunku miejsca które nazywamy domem. Żeby zostawić to wszystko za nami i o tym wszystkim więcej nie myśleć. I nie mamy prawa wam tego zabronić. To jest wasz wybór, i cokolwiek nie zdecydujecie, my uszanujemy waszą decyzje.

- Ale nie wszyscy tutaj mamy możliwość powrotu do domu. - powiedziała Blue ze po krótkiej chwili zerkając na nowych członków ich grupy w postaci pewnego ogiera i siedzącej obok niego młodej klaczy – Niektórzy potrzebują tu naszej pomocy w dotarciu do domu.

Odwracając się tym razem w kierunku Star, klacz kontynuowała swój dialog.

- Chciała bym móc, poczekać z tym wszystkim. Wyruszyć po jakąś pomoc, sprowadzić więcej kucy, ale obawiam się że nim kogoś tu sprowadzimy, to już będzie za późno, nie będzie już domu do którego można by było tam wrócić. Niestety już straciliśmy dużo czasu i gdy my tu siedzimy i się kłócimy, tam cierpią kuce.

- Dawno temu, przyrzekłam komuś, że jeżeli będę miała możliwość, nie pozwolę by takie nieszczęście spotykało innych. I nie mam zamiaru w dniu dzisiejszym złamać danego dawno temu słowa.
Wszyscy zebrani spojrzeli na niebieską klacz, gdy ta się odezwała. Sharp odetchnął w duchu z ulgą. Wraz z resztą słuchał każdego słowa Blue, która nie miała najmniejszego zamiaru zatajać prawdy czy przekonywać do swoich racji grami słownymi i sztuczkami.

Wraz z kolejnymi słowami klaczy, na pyszczkach niektórych zebranych pojawiało się zrozumienie, na innych determinacja, u zaś innych emocje pozostawały trudne do odczytania. Sharp odwrócił wzrok od Iron, właśnie takiego nieporuszonego przypadku. Klacz ta wyraziła już wcześniej swoje zdanie na temat operacji, a nie wydawała się ona typem kucyka, którego łatwo wytrącić z raz podjętej decyzji.

Większość obecnych wydawała się skłaniać ku pomocy. Czy to dzięki perswazji, czy to dzięki przekonaniom. Niewiadomymi pozostawały Rainfall i White… Z czego tą drugą ogier najchętniej by zostawił tutaj, nawet jeżeli chciałaby iść. Tak samo jak pewnego trójnogiego kucyka stojącgo nieopodal, ale wtedy musieliby zostawić na miejscu i jej wuja, a jego znajomość terenu mogła okazać się nieoceniona, nawet mimo dokładnego zwiadu przeprowadzonego przez Blue.

Ogier otrząsnął się z myśli, wracając umysłem do ‘tu i teraz’. Zauważył jak Hilo skinął głowa w uniwersalnym geście wdzięczności przeznaczonym dla Blue, co musiało być reakcją na jakieś słowa klaczy, które medyk musiał przegapić, pochłonięty przez niepokojące rozmyslania o przyszłości ich akcji.

- Jak mówiłam, ktoś musi wam zady chronić - powiedziała Iron po chwili ciszy która nastała gdy niebieska skończyła swoją przemowę. Kilkoro z zebranych spojrzało w jej stronę. Sharp tymczasem spojrzał się pytająco na ich ciężkie wsparcie ogniowe w postaci pewnej klaczy z działkiem wielolufowym. Rainfall po krótkiej chwili chyba go zauważyła, gdyż odchrząknęła i wypowiedziała się zwięźle.
- Jestem tu od chroniena karawany. Tam gdzie idzie większość, tam ja.

Wyglądało na to, że większość wyraża zgodność, albo przynajmniej brak sprzeciwu. Tu i tam widać było strach, ale, jak już powiedziała Blue przed chwilą, było to całkowicie naturalne. Sharp też się bał. Po prawdzie, bał się jak cholera. O Blue, o siebie, o to co się może stać im wszystkim. Ale było to uczucie, do którego był przyzwyczajony.

W przeciwieństwie do White, która wydawała się bardzo wyraźnie zdezorientowana i nie tyle przestraszona, co przerażona tym, co się na okolo niej działo. Kucyk spojrzał w kierunku w którym odeszła Star, jakby szukając wsparcia w nieobecnej handlarce.



Ogier zabrał się do porównywania magazynków. Większość magazynków była w zaskakująco dobrym stanie, próżno było szukać na nich śladów rdzewienia czy zaniedbania. Niemalże wszystkie też były jednego wzoru, zbyt dużego i ciężkiego by skutecznie użyć go w pistolecie zebry. Wyglądały raczej na elementy większych pistoletów maszynowych, zdecydowanie nie przeznaczone do użytku z krótką bronią półautomatyczną. Cała skrzynia stanowiła cokolwiek niecodzienny widok, tak jak chyba każda otwarta na tym wozie przez zebrę.

Kilka rzędów magazynków u boku skrzyni było mniejszych i na pierwszy rzut oka wyglądały jakby miały pasować do noszonego przez młodzika IF-15, jednakże bliższa inspekcja ujawniła różnice konstrukcyjne uniemożliwające użycie ich wraz z tym pistoletem. Cięższe magazynki prawdopodobnie by pasowały, ale użycie ich wraz z lekkim pistoletem mocno utrudniłoby ogierowi ogólne posługiwanie się bronią przez duże zakłócenie jej balansu.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości