Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii 2.0
Blue obserwowała reakcje kucy na to co przed chwilą powiedziała i mimo to ze osiągnęła to co chciała, nie podobało się jej to. Była to jedna z tych nielicznych sytuacji w których niezależnie co by się stało, wynik zawsze będzie się jej nie podobał.
Skinięciem głową odpowiedziała pozostałym na ich zapewnienia wsparcia. Nie wiedziała co można było jeszcze powiedzieć w obecnej sytuacji, więc postanowiła nic nie mówić.

Zerkając w bok, klacz popatrzyła się na Shrapa który z kolei zerkał w kierunku w którym uciekła Star. Nie miała ona zamiaru za nią iść, po chwili obserwacji jej rozmowy z Sharpm, wiedziała on że nie ma żadnej szansy przekonać tamtej do zmiany zdania. Po prostu brakowało jej argumentów by tamtą przekonać.

Ruszając powoli do przodu, weszła ona między zebrane kuce zatrzymując się przy Hilo i znajdującej się przy nim Light.

- Hej. Jak tam się trzymacie. - odezwała się do nich mając na dzieje na prostszą i bardziej przyjemną rozmowę.
Kucyki rozproszyły się nieco, widząc koniec wielkich przemów. Część ruszyła w kierunku Sharpa, chcąc poznać szczegóły planu którego nie było, część wróciła do poprzednich zajęć. Większość poruszała się w ciszy, albo mówiła przyciszonymi głosami.

Dało to Blue szansę na porozmawianie z dwójką kucyków uratowanych z osady.
- Jakoś - odpowiedział Hilo - Jest lepiej niż było, to na pewno - uśmiechnął się, spoglądając na mniejszego kucyka stojącego obok niego. W jego uśmiechu był jednak łatwo zauważalny ślad smutku. Trójnoga kiwnęła głową.
- Wy naprawdę chcecie tam wrócić? - zapytała w końcu, niepewnie.
- Nie wiemy jak moglibyśmy wam podziękować. Pomożemy jak tylko potrafimy - dodał ogier, stawiając krok naprzód. Przy tym nieopatrznie postawił zbyt wiele swojej wagi na nodze, która jeszcze nie tak dawno przypominała krwawe sito. Kucyk skrzywił się i uśmiechnął przepraszająco.



Mijały kolejne długie chwile, gdy karawana stała w miejscu. Rozłam wśród jej członków co do dalszego kursu spowodował nienaturalną ciszę. Większość załogi skłaniała się jednak ku bardziej ryzykownej opcji.
W końcu, po dalszych dyskusjach i uzgodnieniach, sytuacja stała się jasna. White i Starweave preferowały zostać z tyłu, i nikt nie miał zamiaru ich zmuszać do zmiany zdania. Reszta kucyków, choć z różnych powodów, stała za Sharpem i Blue.

Medyk dalej nie miał zielonego pojęcia, jak konkretnie wykonają ten plan. Ba, najpierw musieliby mieć składny plan do wykonania.Chcialby też wiedzieć, gdzie się podział Rusty. Możliwe, że zamaskowany ogier po prostu wziął co mógł z wozów i ich opuścił. Nie byłoby w tym niczego dziwnego. Ba, było to o wiele bardziej prawdopodobne niż pozostanie z taką bandą wariatów jak oni. Mimo wszystko żywił nadzieję, że zebra po prostu odpoczywała na którymś z wozów i wyruszy wraz z nimi.

Spojrzał na zgromadzone kucyki. Za Blue stało siedem kucyków. Iron i Rainfall siedziały pochylone nad działkiem wielolufowym tej drugiej, widocznie dokonujące drobnych napraw bądź modyfikacji.

White przebywała kawałek dalej, obok granatowej handlarki wciąż noszącej niesmak na pyszczku. Przy nich był też porwany z osady jeniec. Medyk odwrócił od nich głowę i powiódł wzrokiem po horyzoncie. Pustynia ich otaczająca o dziwo wcale się nie zmieniła, co tylko mu przypomniało, że melancholijne spoglądanie na horyzont nie ma szans im pomóc w żaden sposób.

Jednorożcowi przyszło przy tym do głowy, że przecież może łatwo się zorientować, czy ich pokładowa zebra wciaż była na miejscu. Musiało jeszcze minąć sporo czasu, żeby ogier przyzwyczaił się do posiadania tego dziwnego komputerka na nodze. Spojrzał się na EFSa i rozejrzał, porównując wyświetlane na nim sygnatury z obecnymi przy nim kucykami. I faktycznie, magiczny kompas wyświetlał jedną kreskę za dużo. Wskazywało to na to, że zebra znajduje się gdzieś pomiędzy wozami, przy których stali.

Większość się na niego patrzyła. Była to jednoznaczna sugestia, żeby coś powiedzieć.
- Przed nami trochę marszu. W drodze opracujemy konkretny plan ataku. Sugeruję nie brać ze sobą wozów. Weźmiemy z ładunku to co może się nam przydać. - nie wiedział, czy powinien powiedzieć coś jeszcze. Zerknął na klacz stojącą obok niego.

Powinni już wyruszać. Jeżeli teraz rozpoczną marsz, powinni wczesnym wieczorem dotrzeć do osady. Powinni też zajrzeć do zebry i przekonać go, żeby poszedł z nimi. Potem wystarczyło pożegnać się ze Star i pozostawić ładunek w jej opiece...
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
- Nie musicie nam dziękować, po prostu zrobiliśmy co należy. Ważne, że wam nic nie jest i wiedzcie że zrobimy wszystko byście wrócili do domu.

Uśmiechając się do dwójki, Blue powoli się odwróciła i ruszyła w kierunku Sharpa. Podchodząc do niego zatrzymała się na tyle blisko niego by tylko on ją słyszał.

- Sharp, nie możemy wszystkich zabrać. Light i Hilo nie nadają się do marszu, a co dopiero do walki. Musimy im jakoś powiedzieć, że muszą zostać.
Medyk spojrzał się na niebieską. Klacz, jakby nie patrzeć, miała trochę racji… Ale musieli tez znaleźć pewien balans między nie narażaniem nikogo, a wykonaniem narzuconego sobie samym zadania. Osiągnięcie i tego i tego obu było po prostu niemożliwe.
- Nie chcę tego mówić, ale oni znają teren o wiele lepiej niż ktokolwiek z nas, Blue - zaczął, używając równie cichego głosu co przyjaciółka - Hilo z medycznego punktu widzenia jest w stanie iść - dodał jeszcze, zerkając w stronę kucyka o którym było mowa.

Ogier naprawdę nie chciał podejmować takiej decyzji, ale w takiej sytuacji naprawdę potrzebowali każdej przewagi, jaką mogli znaleźć. A, jak mówi stara niczym świat zasada: drugą najlepszą bronią w każdej walce jest informacja. Najlepszą jest zaskoczenie, a to już mają.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
- Nie możemy go o wypytać o wszystko co wie? Żeby nam opowiedział czego możemy się spodziewać? - zapytała się Blue dobrze wiedząc że chodź by wypytywali go przez cały dzień, nie będzie on wstanie im powiedzieć wszystkiego co potrzeba
- Nie chce go rozdzielać z Light. Boje się, że może on być ostatnim krewnym jaki jej został.
Ogier pokręcił głową nieznacznie. Zdawał sobie sprawę z tego, że Blule doskonale wie, jak wygląda sytuacja i jej slowa nie wynikają z niewiedzy, a z troski. Jemu samemu też nie było w smak podejmować takie decyzje.

- Wiesz tak samo dobrze jak ja, że nic nie zastąpi miejscowego z nami - powiedział głosem niemalże pozbawionym emocji. Praktycznie tym samym tonem, którego używal setki albo i tysiące razy do przekazywania złych wiadomości pacjentom czy ich rodzinom. Głos ten był niezmienny i automatyczny.

Sharp nie chciał go używać w tej chwili. Nie wobec Blue, nie miało to najmniejszego sensu. Jednakże stało się to jakby z automatu. Może była to kwestia zmęczenia, może niechęć podejmowania decyzji. Nie żeby to miało duże znaczenie. Klacz znała go na tyle dobrze, żeby przejrzeć przez tę automatyczną maskę bez żadnego problemu.
- Też nie chcę ich rozdzielać. - westchnął i spojrzał na niebieską zmartwionym wzrokiem - Ale, cholera, Blue… i tak mamy małe szanse. Wiesz o tym. - nie dokończył, kręcąc tylko nosem w geście rezygnacji.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
I po raz kolejny Sharp miał on rację, oni go potrzebowali i Blue dobrze o tym wiedziała. Co do tego nie było wątpliwości. Lecz mimo wszystko, czuła ona że nie jest to najlepszy pomysł. Że pociągnie to za sobą konsekwencje których żadne z nich nie będzie lubić.

- Możemy go chociaż trzymać z tyłu? Z dala od walki? Ja… - Bule zatrzymała się zastanawiając się nad tym co chce powiedzieć. Patrzyła się ona przez chwilę na ogiera nim spuściła głowę w dół patrząc się w ziemie - Ja nie chce mieć kolejnego kuca na sumieniu… Nie chce by znowu ktoś przeze mnie zgiął…
- Ja też nie, Blue… - westchnął ogier, wbijając wzrok w ziemię - Ja też nie. Ale - urwał, nie wiedząc, co w zasadzie mógłby powiedzieć w tej sytuacji.

Dlatego właśnie zazwyczaj pozostawiał dowodzenie innym kucom. Wiedział, że czasem ma zdecydowanie za miękkie serce. Nie mógł zdobyć się na traktowanie kucyków przedmiotowo, na ryzykowanie ich zdrowia i życia ot tak.
Miał wrażenie, że to było głównym powodem, przez który większość kucyków o talentach medycznych całkowicie odcinała się od takich kwestii i zakładała swoje małe kliniki w poniektóych osadach. Niewiele podróżowało z karawanami jak on.
Ogierowi też czasem przychodził do głowy powrót do czegoś takiego. Ale jego, głupiego, zawsze ciągnęło z powrotem na drogę, do niebezpieczeństwa i decyzji w których nie było właściwego wyboru.

Medyk podniósł głowę i rozejrzał się, spychając te myśli gdzieś głęboko w zakamarki umysłu. Nie mógł sobie teraz na to pozwolić, choćby nie wiadomo jakie watpliwości go uderzały. Jeżeli on i Blue pogrążą się w nich, to dziesiątki kucy zginą albo trafią do niewoli. Sharp odetchnął ciężko, kładac kopyto na niebieskiej w geście wsparcia.
- Wiem, że to nie jest łatwe… zrobimy wszystko, żeby nie ryzykował, ale… - słowa ciężko przechodziły mu przez gardło, choć wiedział, że są całkowicie prawdziwe - jeżeli pójdziemy tam bez informacji, to o wiele bardziej ryzykujemy życiem wszystkich - dokończył.

Miał już zamiar pójść w kierunku ich zbieraniny i opracować jakiś plan, podział na grupy i inne takie, kiedy przypomniała mu się jedna sprawa. Zerknął na grupę i, nie widząc w niej jednej dość kluczowej postaci, westchnął w duchu. Spojrzał się na klacz i odchrząknął.
- Wracając do prostszych spraw… widziałaś gdzieś Rusty’ego? - zapytał się, stosując fałszywe imię ich znajomej zebry, na wypadek gdyby slyszał ich ktoś niewtajemniczony.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Blue słuchała ogiera nie podnosząc głowy do góry. Nie wiedziała co mogła więcej dodać niż to co powiedział Sharp. Stała ona tak jeszcze przez dłuższą chwilę po tym jak skończył on mówić. Z zamyślenia wyrwało ją dopiero pytanie o ich pasiastego znajomego. To było coś w czym ona akurat mogła pomóc. Podnosząc głowę do góry, rozejrzała się po okolicy szukając znaczników na EFSie. Wszystkie trzy były w użyciu. Pierwszy dumnie głosił "tarcking lost" gdyż był umiejscowiony na jednym z kucy w wiosce, a zaklęcie śledzące niestety nie działa na takiej odległości. Drugi znajdował się na ich punkcie informacji który przytargała z wioski i o dziwo jeszcze z nimi był. Trzeci znajdował się na jednym z wozów.

- Jest w tamtym wozie. - powiedziała klacz do Sharpa wskazując na wóz ze znacznikiem
Ogier skinął głową, spoglądając w kierunku wozu wskazanego przez Blue. Zerknął przy tym na niebieski pasek na wyświetlaczu E-Ef-Esa, czy jak to ustrojstwo miało się nazywać, odpowiadający lokalizacji wozu. Skupił się na zepchnięciu wątpliwości gdzieś w ciemne zakamarki umysłu. Będzie musiał je zanalizować później, teraz mieli bardziej bezpośredni problem w kopytach.
Wątpił, żeby zebra miała ogromną ochotę wyruszyć z nimi na coś, co równie dobrze mogło stać się misją samobójczą. Jednak nie ulegało wątpliwości, że młodszy ogier wie doskonale, jak poruszać się niezauważonym, co według Sharpa musiało być jakąś genetyczną cechą wszystkich pasiastych, a także ma doświadczenie z bronią. Już te dwa fakty sprawiały, że był on im potrzebny.
Prócz tego, pasiasty intrygował medyka. Owszem, widział on więcej niż kilka zebr w swoim życiu, ale było coś w postaci zamaskowanego co sprawiało, że chciałby go lepiej poznać. I to mimo poczucia samotności i izolacji bijącego od drugiego ogiera.

Sharp wskazał w stronę wozu gestem mogącym znaczyć jedynie "chodźmy tam", po czym ruszył spokojnym krokiem. Zerkając na idącą obok niego Blue, odezwał się.
- Nie możemy go ot tak zostawić, powinien pójść z nami - rzucił krótko.

Po krótkiej chwili marszu, oba kucyki wdrapały się na wóz, gdzie znajdowała się, otoczona skrzynkami, ich zebra pokładowa.
- Xander - przywitał się z ogierem medyk.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości