Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii 2.0
Kiedy wreszcie Xander dobrał się skrzynki z magazynkami zasiedział się nie co przy nich, tracąc rachubę czasu. Wyciągał pojedyncze magazynki i oglądał je dokładnie. Oglądał krzywizny i porowatości owych wytworów rusznikarskich starań, a w niektórych przetestował sprężynę naciskając na donośnik jednym ze swoich ostrzy. Większość z nich była w zaskakująco dobrym stanie, jednak nie były one stworzone do jego pistoletu. Kiedy znalazł takie które były typowo do broni półautomatycznej przyłożył swój własny magazynek dla porównania lecz te znaleźne okazały się być z innego modelu. " Ech... cholera. Morze te..." Pomyślał podnosząc kolejny długi magazynek. Konstrukcją wydawał się podobny, więc młodzik postanowił spróbować.

Zebra delikatnie włożyła magazynek do chwytu dopóki nie usłyszała kliknięcia oznaczającego zatrzaskującą się blokadę. " Ten pasuje..." Ogier przez chwilę celował na różne strony trzymając broń w pyszczku, starając się wyczuć broń. W końcu jednak odpuścił i położył magazynek z powrotem do skrzyni. "Niby pasuje ale za bardzo teraz ciągnie mnie w prawo. Niby nic ale szybko bym to odczuł w mięśniach..." Założył z powrotem swój magazynek do broni, a tą do kabury i zamknął skrzynie z magazynkami. Akurat w tym momencie usłyszał kroki tuż obok wozu. Próbował z powrotem się dokładnie okryć kapturem i naciągnąć maskę ale nie zdążył.

Spod przekrzywionej na puszku maski zobaczył dwie znajome postaci Blue i Sharp'a, w tedy już na spokojnie, dokładnie poprawił swoje przebranie. Gdy usłyszał swoje imię w przywitaniu ukłonił się lekko. - Blue... Sharp... Coś się stało?
Po przywitaniu się z zebrą i znalezieniu jakiejś w miarę wygodnej pozycji na nie znowu aż tak przestronnym pokładzie wozu, Sharp zerknął na Blue. Miał nadzieję, że Blue rozpocznie rozmowę, ale chyba nie było na to wielkich szans.
Ogier westchnął w duchu. Był medykiem, nie handlarzem. Negocjacje to nie był jego teren. Zwłaszcza negocjacje ze straconej pozycji. A ta była stracona, gdyż nie miał nic do zaoferowania pasiastemu za jego pomoc. Oprócz materialnej zapłaty, wszak siedzieli na całkiem sporej ilości sprzętu i żywności. Ale kto wie czy to cokolwiek da przy tym o co miał zamiar poprosić…

Sharp miał naprawdę dość owijania w bawełnę. Preferował podejście bezpośrednie. Mechanizmy nie potrzebowały takiego słodzenia faktów. Ciało kucyka też było mechanizmem, odpowiadało na konkretne rzeczy. Ogier był sfrustrowany poruszaniem się poza swoją strefą specjalizacji… ale nie miał teraz czasu na narzekanie i zastanawianie się. Dlatego wybrał podejście bezpośrednie. Spojrzał na młodszego ogiera. Wydawał się zaniepokojony, aczkolwiek ciężko było stwierdzić przez jego przebranie.

- Nic bezpośredniego - powiedział spokojnie, zbierając się przy tym, żeby wyrzucić wszystko w jednym - Xander, chcemy cię poprosić, żebyś poszedł z nami odbijać osadę, w której już byłeś razem z Blue - powiedział w końcu, żywiąc przy tym niewielką nadzieję, że zebra będzie w stanie w jakiś sposób docenić jego bezpośredniość. Wiele kucyków na pustkowiach preferowało takie podejście, zwłaszcza tych co bardziej poturbowanych przez los.
- Oczywiście zapłacimy ci - dodał po krótkiej chwili. Pojęcia takie jak ‘honor’ czy ‘sumienie’ zbyt często działały na uszy najemników niczym zatyczki, żeby nie dodawać tych obowiązkowych trzech słów.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Xander wstrzymał na chwilę oddech słysząc słowa: "Nic bezpośredniego". Wydźwięk owych słów i im podobnych zapewnień nigdy mu się nie podobał. Dopiero kolejne zdanie go uspokoiło, w swój pokręcony sposób. Przez dobrą chwilę siedział w ciszy tylko patrząc na dwójkę przed sobą. "Chcą odbić osadę. No, no... I proszą mnie o pomoc." W pewnym momencie zatrzymał się na Blue, a w jego wzroku na moment pojawił się pewien zimny błysk nadal tlącego się w nim gniewu. "Blue... Wścibska... Nie potrafi odpuścić dopóki nie uderzy tam gdzie boli..." Młodzik mrugną i jego spojrzenie wróciło do normy.

"Ech... Sharp jest nawet w porządku... póki co. Reszta też, ale jeszcze nie wiedzą kim naprawdę jestem, więc to się może zmienić. Proszą bym im pomógł. Ile razy pomagałem tylko po to by dostać po głowie... Ile razy. Shadow..." Przypomniała mu się jego mała kompanka. "Heh... Tak mała... pamiętam. Nieważne co się działo zawsze pomagałem, pomagaliśmy... na to by pomocy nie dostać to ktoś musiał sobie zasłużyć." Młodzik uśmiechną się nieznacznie przypominając sobie także kilka rzadkich obrazków gdy ktoś jednak był mu wdzięczny i traktował jak przyjaciela, a nie jak... zebrę.

Xander przyłożył kopytko do piersi tam gdzie był medalik z kosmykiem włosów Shadow. "Tak, tak Shy, nie zapomnę." Wreszcie westchną i popatrzył na dwójkę stawiając kopyto na ziemi. - Dobrze, pomogę. - Odpowiedział krótko.
Blue ostrożnie wdrapała się na wóz za Sharpem siadając w wejściu. Pozwoliła ona rozmawiać ogierom samemu będąc myślqmi gdzieś indziej. Siedziała ona tak chwilę patrząc się w podłogę wozu nim podniosła głowę do góry. To co zobaczyła, sprawiło że uszy jej opadły przyklejając się jej do głowy a ona sama prawie się skuliła starając się być jak najmniejszą. Xander ją obserwował, a oczy patrzące się na nią za maski mówiły wystarczająco dużo.

Opuszczając głowę z powrotem w dół, klacz skupiła wzrok na podłodze jednocześnie starając się jak najbardziej nie rzucać w oczy i słuchając rozmowy odbywającej się obok. Z ukrycia wyciągnęły ją dopiero słowa Xandera zgadzającego się im pomóc.

Podnosząc głowę do góry, spojrzała się ona z powrotem na zebrę. Myślała co może powiedzieć, jak odpowiedzieć na obietnice tego, że pójdzie on z nimi ryzykować swoje życie. Ale nic jej nie przychodziło do głowy. Chciała powiedzieć wiele, spróbować przeprosić go po raz kolejny ale nie mogła wydać z siebie głosu.

- Dziękuje. - było to jedyne co udało się jej powiedzieć do zebry nim zeskoczyła z wozu kierując się poza obóz. Odchodząc kawałek siadła ona na ziemi i zamykając oczy pogrążyła się w myślach.
Słysząc słowa zebry, Sharp uśmiechnął się lekko. Poszło o wiele lepiej niż się spodziewał. Nie wiedział co prawda, co zmotywowało młodszego ogiera do zgody, choć sposób w jaki odpowiedział podpowiadał mu, że raczej nie chodziło tu o pieniądze. Dobrze było wiedzieć, że zebra nie wchodzi w to tylko dla pieniędzy. Medyk nie miał ochoty odszyfrowywać konkretnych powodów. Zwłaszcza, że Xander cenił sobie swoją prywatność; nie potrzeba było geniusza, aby to widzieć.

Tymczasem pewna niebieska klacz zniknęła z wozu po powiedzeniu tylko jednego słowa. Sharp spojrzał za nią, zaskoczony. Szybko się pozbierawszy, odwrócił wzrok do drugiego ogiera.
- Niedługo bedziemy wyruszać. - spojrzał się na otwarte skrzynie za zebrą i dodał - Weź co potrzebujesz i zbieraj się. - po czym zeskoczył z wozu.

Rozejrzał się za pewnym niebieskim kucykiem. Zauważył ją siedząca kawałek poza obrębem wozów, w oddaleniu od wszystkich. Siedziała i patrzyła się w ziemię.
Zmartwiony ogier podszedł do swojej przyjaciółki.
- Blue? - zapytał się niepewnie.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Xander zauważył reakcję niebieskiej klacz na jego spojrzenie i to jak uciekła zaraz po swojej odpowiedzi. "Czy...? Czy ona tak na serio? Tak bardzo by się tym przejęła...? Dlaczego? Nie łapię..." Młodzik złapał jak Sharp daje mu pozwolenie na wzięcie potrzebnych rzeczy i przygotowanie się, po czym on sam poleciał za klacz. Młodzik został sam na wozie patrząc się w kierunku wyjścia.

Zebra szybko zabrała ze skrzynek dwie konserwy i jeszcze jedną butelkę wody na których miejsce wrzuciła kilka kapsli. Gdy się zapakował wyskoczył z wozu i zobaczył Blue oraz Sharpa koło niej. "Hmmm... Czy to by było przez, to...? Teraz to ja zaczynam czuć się jak dupek. Jakby się zastanowić to miała wtedy trochę racji, co nie Shy? Dobra, dobra... wiem, to też pamiętam." Młodzik westchną i pokręcił lekko głową.

Podszedł do parki i kiwną na Sharpa głową jak gdyby pytając: Mogę? Po czym usiadał zaraz naprzeciw klaczy. - Blue? - Zapytał i lekko dotkną klacz w kopyto by zwrócić jej uwagę. - Powiem jedno. Nie potrafisz dobierać myśli do rozmówcy... - Powiedział spokojnym i neutralnym tonem. - Ale powiem też drugie. Miałaś wtedy trochę racji. Jestem nadwrażliwy... rozumiesz. Ale ktoś kiedyś powiedział mi: Wszyscy popełniamy błędy i jedyne co możemy zrobić to wybaczyć lub zapomnieć... - Powiedział niemalże ciepłym głosem. Siedział jeszcze przez chwilę przed nią po czym wstał. Przechodząc kolo brązowego ogiera szepną. - Jak skończycie to podzielcie się ze mną planem. - Po tych słowach powędrował trochę przed siebie i usiadł koło najbliższego wozu.
Klacz nie musiała nawet podnosić głowy do góry by sprawdzić kto do niej podszedł. Mógł to być tylko jeden kuc.

- Widziałeś jak się na mnie patrzył? On mnie nienawidzi... - powiedziała klacz nie odrywając wzroku od ziemi - Zjebałam Sharpi...

Siedziała ona tak zagubiona w swoim umyśle gdy stało się coś czego się nie spodziewała. Usłyszała Xandera.

Podnosząc głowę do góry, spojrzała się ona na zebrę siedzącą przed nią. Nie wiedziała co powiedzieć, jak zareagować, wiec siedziała i go tylko słuchała.

Nim się odezwała, siedziała ona tak jeszcze chwilę po tym jak skończył on mówić i odszedł od nich.

- Sharp? Nie masz przypadkiem jakiegoś doświadczenia z psychologii czy jak to tam się zwało. Co się dziś ze mną jest nie tak? Całkiem się rozklejam z głupich powodów...
Sharp spojrzał się na Blue zmartwionym spojrzeniem. Nie wiedział, czemu Blue aż tak zareagowała… ale z drugiej strony, ogier był jednowątkowym stworzeniem. Był wtedy zbytnio skupiony na konieczności pozyskania zebry dla ich sprawy, żeby zwracać uwagę na takie niuanse jak sposób w jaki Xander spojrzał się na klacz.

Medyk pokręcił nosem, szukając właściwych slów w głowie. Zanim jednak zdążył je znaleźć, albo w ogóle wydać jakikolwiek artykułowany dźwięk, u jego boku pojawił się zamaskowany osobnik którego zdecydowanie się nie spodziewał. Tak samo jak słów które popłynęły z pasiastego pyszczka schowanego pod przebraniem. Zdecydował się nijak nie reagować. Xander najwyraźniej musiał to powiedzieć, a Blue zdecydowanie musiała to usłyszeć.

Zebra odeszła, a on ponownie został sam z klaczą. Nie minęła minuta, a na głowę ogiera spadła kolejna rzecz której sie nie spodziewał.
On i psychologia? Sharp przeczytał w życiu kilka książek o podobnej tematyce, ale nigdy nie potrafił ich do końca ogarnąć, nie mówiąc już o jakimkolwiek zastosowaniu praktycznym. Było to dla niego nieporównanie bardziej skomplikowane niż łatanie dziur czy nawet leczenie chorób.

Wyglądało na to, że jego talenty medyczne nie dotyczyły kwestii psychologicznych, a kończyły się na fizycznych. Na działaniu mechanizmów, chemikaliów i wpływu obcych czynników. Mimo tego, często dla niejednego pacjenta pełnił rolę psychologa.
W końcu medyk był najbliższym wykwalifikowanemu psychologowi kucykiem jakiego większość mieszkańców Pustkowii miała szansę spotkać w chwilach niepewności i stracu.

- Nie jestem psycholgoiem, Blue - odpowiedział z ciepłym uśmiechem, siadając obok klaczy i obejmując ją kopytem - Ale stres w takich ilościach i o wiele za dużo poważnych spraw na głowie tak wpływają na kucyka - kontynuował, już z nieco bardziej poważną miną - Emocje bardziej na niego wpływają. Niestety, tego magią leczącą nie naprawię - tu przerwał na chwilę, analizując, czy faktycznie nie pamiętał jakiegoś zaklęcia działającego na stres, ale poszukiwania spełzły na niczym.

- Jedyne co można zrobić to spróbować znaleźć choćby i minimalną ilość odpoczynku i spokoju. I jest to jedyna opinia jaką mogę ci dać jako najbardziej wykwalifikowany lekarz w promieniu cholera wie ilu kilometrów - dokończył z uśmiechem, choć wiedział, że jego zalecenie jest raczej bezsensowne. Bo skąd niby wziąć spokój i odpoczynek w takiej sytuacji? No chyba, żeby zapytać się zebry o jakieś techniki medytacji, choć ogier z jakiegoś powodu miał przeczucie, że nie byłaby to zbyt mądra rzecz.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
- Czyli mówisz, że jestem zestresowana? – powiedziała klacz podnosząc głowę do góry i zerkając na ogiera – Nie znasz jakiegoś dobrego sposobu na stres? – zapytała się ona go delikatnie się do niego uśmiechając.

Nie czekając na jego odpowiedź, podniosła się do góry po czym podeszła do niego.

- Jak to wszystko się skończy, zacznę wojnę ze stresem i moim pierwszym krokiem będzie miesiąc w łóżku. A teraz chodź bo zaraz zrobię znowu coś głupiego i znowu będę ci niewygodne pytania o psychologii zadawała.
Ruszając w kierunku centrum obozu, klacz zatrzymała się przy wozie obserwując resztę karawany z w miarę bezpiecznej odległości zastanawiając się, co jeszcze musi ogarnąć nim wyruszą. Po chwili jej wzrok padł na biedną White. Jedna sprawa do załatwienia nim wyruszą. Ruszając przed siebie, Blue podeszła do tamtej siadając przy niej.

- White, możemy porozmawiać ?
- Hm - mruknął Sharp na pytanie klaczy, dopiero po kolejnej sekundzie rejestrując ton którym zadano pytanie, oraz uśmieszek na pyszczku niebieskiej. Całość nadawała niby niewinnemu pytaniu cokolwiek dwuznaczny wydźwięk. Ogier uśmiechnał się lekko. Oj, przydałoby się trochę odstresowania, to na pewno, stwierdził w myślach kucyk. Ale zapewne minie jeszcze sporo czasu, zanim będzie miał okazję choćby i po prostu się zrelaksować, o jakichkolwiek innych… aktywnościach nie wspominając.

- Wojnę ze stresem popieram całym sobą - odpowiedział klaczy z uśmiechem, ruszając za nią w stronę obozu. Zobaczył, że Blue skręciła w stronę kucyka, który podarował mu jego PipBucka. Medyk szybko doszedł do wniosku, że nie ma co tej dwójce przeszkadzać, skręcił więc ku kucykowi, z którym mógł opracowac jakiś plan ataku. Owszem, nie mieli wiele możliwości manerwu, ale znali już swoje siły i cel, a to więcej niż mieli parę godzin temu.
Mówią, że żaden plan nie przetrwa kontaktu z nieprzyjacielem, ale nie oznaczało to od razu, że należy zażegnać wszelkie przygotowania. Musieli jak najlepiej wykorzystać element zaskoczenia.

A jednorożcowi przychodził do głowy tylko jeden kuc, który byłby mu w stanie z tym pomóc. Wyjątkowo mu się ta opcja nie podobała, no ale cóż mógł zrobić, skoro życia kucyków były na szali…
Przypomniała mu się jedna z książek, którą czytał lata temu. Spora jej część była poświęcona lekarzom i temu, że przed wojną przysięgali, że nigdy nie będą szkodzić, a zawsze pomagać każdemu kto by tego potrzebował. Ogier rzucił okiem do tyłu, na swój zad. Jego znaczek był w tej chwili zakryty płaszczem, ale wciąż tam był. Jak miło byłoby móc złożyć podobną przysięgę, pomyślał szarobrązowy, docierając do klaczy z którą musiał omówić plan zabicia jednych kucyków, aby uratowac inne.

- Iron? - zaczął, aby zwrócić na siebie uwagę.



- Blue? - odezwała się zaskoczona klacz, która oddawała się spoglądaniu na horyzont wielce zmartwionym wzrokiem gdy niebieska ją odnalazła. White nie była zbyt dobra w ukrywaniu swoich emocji. Niebieska mogła z łatwością wyczytać z niej niepokój.


Minęło kilka kolejnych chwil. Zebrane kucyki wzięły co potrzebowały z zapasów zgromadzonych w karawanie. Broń, amunicję, żywność czy medykamenty: nikt nie widział sensu w powstrzymywaniu wyruszających od wzięcia pokaźnych ilości ekwipunku.

Sharp z usmiechem spojrzał na całkiem sporą ilość mikstur medycznych oraz innych ważnych medykamentów wyświetlanych na ekranie jego PipBucka. Może i nauka obsługi tego ustrojstwa szła mu jak po gruzie, ale musial przyznać, że miejscami bywało przydatne. Na przykład do zorientowania się co się ma w jukach bez wywracania ich do góry dnem.

Uśmiech na pyszczku ogiera zniknął gdy jego wzrok spoczął na grupie ochotników dokonujących ostatnich kontroli sprzętu przed wyruszeniem. Każdy zjadł ciepły posiłek i wydawał się przygotowany, ale nawet medyk potrafił na pierwszy rzut oka stwierdzić, że z przynajmniej połowy kucyków jakie ze sobą zabierali żadni byli wojownicy. Ogier zerknął w stronę zamaskowanej zebry, wciąż szczelnie owiniętej swym przebraniem. Zastanawiało go, jak Xander ma zamiar walczyć z taką ilością materiału na sobie. I ta maska. Po paru sekundach stwierdził, że młodszy ogier prawdopodobnie dawno przywykł do działania w swoim przebraniu.

- Nie ma co czekać, idziemy - powiedział w końcu i, wiedząc, że same słowa często nie wystarczają aby ruszyć grupę kucyków w określonym kierunku, zapiął telekinetycznie ostatni pasek na swoich jukach i ruszył w stronę oddalonej osady. Po paru momentach pozostali ruszyli za nim, pojedynczo podnosząc się, zabierając wszystkie potrzebne rzeczy.

Medyk zerknął ostatni raz na wozy i na stojącą pośród nich Starweave. Skinął głową handlarce, po czym odwrócił głowę i ruszył przed siebie.



Grupa maszerowała już jakiś czas. Było wczesne przedpołudnie. Przy utrzymaniu tego tempa, powinni dotrzeć do osady pod wieczór.
- Jeżeli zaatakujemy z marszu, będziemy zmęczeni - mruknęła Rainfall w stronę Blue i Sharpa. Ogier skinął głową, spoglądając po zebranej zgrai niedobitków. Siedem kucyków i jedna zebra, z czego trójka raczej nie nadawała się do walki.

Wątpliwe też było, aby wszyscy byli w stanie zaatakować osadę od razu po parugodzinnym marszu. Owszem, kucyki były biologicznie dostosowane do długiej pieszej podróży… ale wybitnie niedostosowane do walki. Prawdopodobnie będą potrzebowali chwili odpoczynku przed wyruszeniem do walki. Medyk westchnął , woląc nie myśleć o tym, ilu ich zostanie jak już ta walka się zakończy.
- Ona ma rację - powiedział cicho do idącej obok niego niebieskiej - Musimy dopracować plan - dodał.



Grupa ochotników powoli oddalała się od obozowiska karawany. Ich marsz obserwowały trzy kucyki, które zdecydowały się pozostać na miejscu, lub zostały do tego przekonane. Do tej pierwszej grupy należały Starweave oraz White, do tej ostatniej Light. Nie było to wcale takie trudne. Niepełnosprawna do głupich nie należała; wiedziała doskonale, że w walce nie przyda się na wiele. No chyba, że jako cel. Wszystkie trzy klacze znajdowały się na skraju obozowiska, w ciszy obserwując powoli znikające za horyzontem sylwetki ich towarzyszy.
- Star? - rozległ się głos kucyka w stajennym kombinezonie - Co... co my teraz zrobimy?
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości