Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii 2.0
#51
Blue skutecznie udało się zakraść do drzwi budynku i przyłożyć ucho do drzwi. Blaszana struktura była wyraźnie zimna, co też klacz wyraźnie poczuła, gdy tylko jej ucho dotknęło tejże. W pierwszej chwili odruchy spowodowały cofnięcie głowy Blue o parę centymetrów.

W końcu gdy zdołała rozpocząć nasłuch, nie usłyszała wiele. Jedynymi odgłosami dobiegającymi ze środka chaty było mocno przytłumione chrapanie, ledwo słyszalne nawet mimo ciszy panującej w wiosce... oraz odgłosy cichego szlochania, blisko drzwi.



Punchy patrzył wciąż na więźnia, wyraźnie rozbawiony jego reakcjami.

Podszedł bardzo blisko klatki i obserwował uważnie starszego ogiera. Po obserwowaniu go przez kilka minut z uśmiechem na pyszczku, jednorożec odwrócił się i poszedł bez słowa gdzieś między kraty, zostawiając Maksima na razie samego sobie.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
#52
Blue siedziała przy drzwiach wsłuchując się w odgłosy dochodzące z wewnątrz budynku. Gdy jej jedno ucho było przyłożone do zimnej powierzchni drzwi, drugie było opuszczone w dół u przyklejone do jej głowy. Siedziała ona tak starając się ze wszystkich sił powstrzymać się od wparowania tam i pomocy temu kto w tym momencie wylewał z siebie swoje smutki. Blue BARDZO nie lubiła gdy ktoś płakał. Lecz nie mogła sobie teraz na to pozwolić, miała przed sobą misje która polegała na zdobyciu informacji a nie na pomocy nieznajomym. Na to przyjdzie czas później.

Odklejając się od drzwi, ruszyła ona wolnym krokiem dalej starając się nie narobić hałasu i bacznie obserwując wszystko wokół niej oraz wskazania EFSa. Poruszając się po wąskiej drodze między budynkami starając się trzymać ścian i unikać zbędnych źródeł światłą. Mijając trzy rozwidlenia doszła ona w końcu do większego rozwidlenia. Będąc przytuloną do lewej ściany ostrożnie wychyliła głowę zerkając w stronę największego budynku w tym miasteczku.
#53
Żelaznooki wciąż obserwował grę w karty, pamiętał, że nigdy nie miał szczęścia do kart. Grał zawsze, gdy miał okazję, lecz miał pewną zasadę: „Nigdy nie grać na fanty”. Bez względu na to, czy wygrywał, czy przegrywał. Zawsze dobrze wspominał rozgrywki, poza jednym wyjątkiem, kiedy przegrał kilka rzeczy. Same karty kojarzyły mu się z bratem i przyjaciółmi. W wolnych chwilach gra w karty przynosiła spokój i przyjemną chwilę oderwania się od obowiązków. Były wpisane w najzwyklejszą codzienność, której teraz mu brakowało.

Uwagę ogiera odwróciło brak uczucia, mówiącego, że jest obserwowany. Natychmiast powędrował wzrokiem w bok, by zobaczyć, jak Punchy odchodzi. „Chwila wytchnienia, czy nadchodzące problemy?” – pomyślał zwracając wzrok z powrotem na grających.

Ogier jeszcze przez chwilę obserwował rozgrywkę, po czym zaczął spoglądać w ogień. Czarnogrzywy zastygł przez chwilę, czując jak ogarnia go markotność i wracają do niego złe wspomnienia. Czuł jak przywołują go do obowiązku i do obietnic jakie sobie złożył. Zaczął się rozglądać, szukać czegokolwiek, dzięki czemu mógł by się wydostać. Przyglądał się temu jak wykonana jest klatka, szukał słabych punktów w konstrukcji, uszkodzeń i śladów rdzy. „Czekać na okazję? Lepsza nie trafiła mi się od kilku dni, musi być jakiś sposób, by się stąd wydostać. Po prostu musi…”
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
#54
Klacz zakradła się do rogu ostatniego budynku w tej linii, ostrożnie unikając jakichkolwiek szans na wykrycie. Doświadczenie w podobnych sytuacjach i umiejętność kontroli emocji okazały się niezbędne. Na szczęście dwójki zwiadowców, większość aktualnych rezydentów osady wydawała się spać w trakcie ich misji. Oprócz strażników na placu i snajpera na dachu, nie widać było pośród samych budynków żywej duszy.

Blue dotarła do rogu i spojrzała w kierunku przedwojennego budynku. Jej oczom ukazała się alejka szersza od tej, przez którą właśnie się przekradła. Na ziemi widoczne były spore pozostałości przedwojennego asfaltu, co sugerowało, że to była właśnie dawna droga dojazdowa do kilkukondygnacyjnego budynku nieopodal. Przy wejściu do budynku leżał przykryty kocem strażnik. Wyglądało na to, że spokojnie sobie spał. Koło kucyka stała beczka z dogasającymi w środku śladami źródła ciepła.

Budynek ten wyglądał na typową konstrukcję biurową, bez jakichkolwiek architektonicznych wymysłów. Jak sporo podobnych, opierał się niszczycielskiemu wpływowi dziesiątek lat całkiem dobrze, pozostając w większości nietkniętym. Kucyk nie mógł jednak dostrzec szczegółów ze względu na wszechobecne ciemności. Większość okien na parterze i pierwszym piętrze była pozbawiona szyb, które to zostały zastąpione szmatami, kocami czy pozabijane deskami i blachami.

EFS nie pomagał wiele. W kierunku budynku pokazywał 6 czerwonych sygnatur, z czego jedną na pewno był śpiący strażnik, a drugą snajper na dachu, który najwyraźniej obserwował równinę w oddali.

Między Blue a budynkiem było jakieś trzydzieści metrów otwartej przestrzeni.



Maxim, korzystając ze zniknięcia oprawcy, zaczął szukać jakiejś drogi ucieczki. Jednakowoż klatka w ciągu ostatnich dni się nie zmieniła. Jak większość podobnych rzeczy, była zardzewiała i zużyta, jednakowoż nie wpływało to na jej funkcjonalność w znaczącym stopniu. Może gdyby miał wspomagane kopyto Punchy'ego, byłby w stanie uczynić jakieś zniszczenia w kratach.

Najlepszą opcją byłoby podłoże, gdyż klatka nie posiadała dna i stała na zwykłej ziemi... ale podkopanie się i ucieczka tym sposobem zajęłoby całe godziny, jak nie jeszcze więcej.
Klatka stała pewnie w ziemi, nie wiadomo na jakiej głębokości wkopana żeby zapobiec przewróceniu. Ogier nie miał też możliwości sięgnięcia do czegokolwiek przez kraty.

Nierównomierne oświetlenie z ogniska nieopodal nie dawało zbyt dobrej widoczności, utrudniając dokładną analizę konstrukcji klatki. Nie należała ona do najmocniejszych, ale wątpliwe było, żeby Maximowi udało się poważnie ją uszkodzić. A na pewno niemożliwym było uczynienie tego po cichu.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
#55
„Kurwa! Nie mogę jej nawet dobrze obejrzeć.” Maksim usiadł z rezygnacją na piasku, po czym spojrzał w dół. „Nie… to głupi pomysł, w końcu to nie akcja z komiksu.” Skomentował, gdy umysł podsunął mu pomysł z podkopem. „Poza tym, nie mam tyle czasu.” Westchnął kontynuując wywód. „Jestem w kropce. Może i ta klatka nie wygląda zbyt solidnie, ale wszystko co mógłbym spróbować by się stąd wydostać, wymagało by użycia siły. A to jest równoznaczne z hałasem, na który nie mogę sobie pozwolić.”

Ogier siedział jeszcze przez chwilę i zastanawiał się, jak mógłby się oswobodzić. Sytuacja coraz bardziej wydawała mu się bez wyjścia. „Dobra… to po prostu nie jest odpowiedni moment na ucieczkę. Jak nie teraz, to podczas transportu, a jak nie podczas transportu, to z miejsca do którego trafię.” Uśmiechnął się kwaśno. „Jak ja się w to wpakowałem? Szlag! Całe moje życie zmieniło się diametralnie, ale stałem się jak dziecko, które dopiero zaczyna odkrywać świat. Nie ma to jak rozpocząć nowe życie i od razu trafić, będąc bezbronnym, na łowców niewolników.” Czarnogrzywy raz jeszcze nachylił się nad zawiasami drzwi klatki, próbując dostrzec jakieś szczegóły w mroku.
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
#56
To już tuzin, stwierdziła w myślach Blue doliczając kolejne czerwone sygnatury, które pojawiły się na jej EFSie do tych które wypatrzyła wcześniej. Było ich trochę za dużo jak na jej gust i wypadało by się jakoś pozbyć chodź kilku z nich, albo chociaż wprowadzić małe zamieszanie. Odrywając wzrok od dużego budynku, schowała się ona z powrotem za rogiem planując swoje następne ruchy. Odwracając głowę w kierunku z którego przyszli, spojrzała się na dwie sygnatury znajdujące się w jednym z budynków. Otwierając okno ekwipunku, spojrzała się na ilość granatów które jej zostały. W raz z tym który trzymał w zębach Xander, mieli ich trzy. Nie wiele, ale musiało starczyć.

Wyciągając z torby rolkę szarej taśmy, kolejny granat i pętle drutu miedzianego który wykorzystała na „polu minowym”, przystąpiła do zabawy. Przyklejając jeden z granatów do ściany budynku o który się opierała, na kilka centymetrów na ziemią ukryła go w cieniu tak żeby go bez przyglądania nie wypatrzyli. Gdy była zadowolona z jego umiejscowienia, przywiązała ona jeden koniec drutu do zawleczki i zaczęła go ostrożnie rozciągać przez drogę, pilnując by za mocno nie szarpać. Gdy dotarła do przeciwległej ściany, przyczepiła do niej drugi koniec drutu, nadmiar ucinając cążkami które wyciągnęła z torby na narzędzia. Gdy już wszystko się trzymało, odsunęła się od drutu podziwiając swoje dzieło, po czym odwróciła się od zebry łapiąc za pomocą telekinezy granat który trzymała w zębach i wyciągając go ostrożnie z jej pysku.

- Ok Xander, dalej pójdę sama. Ty się wycofaj do miejsca w którym zeszliśmy z tej górki, tam mi się przydasz bardziej kiedy wszystko trafi szlag. Siedź tam na razie i się nie wychylaj. Gdy zabawa się zacznie, będziesz wiedzieć. - powiedziawszy to, przeszła ona ostrożnie nad pułapka którą zbudowała. Gdy już stała po drugiej stronie, wrzuciła do torby z powrotem wszystko co wyciągnęła wliczając w to taśmę, kawał drutu i granat który zabrała zebrze. Gdy już wszystko było spakowane, ruszyła truchtem na drugą stronę alejki starając się przebyć ja jak najszybciej i ciszej.
#57
Iron stwierdziła że Rainfall podeszła do sprawy bardzo realistycznie... "...a przecież mogła by robić inne głupoty". Iron sama do końca w to nie wierzyła a pojedyncze spojrzenie na posturę Rainfall utwierdziło ją w tym przekonaniu. Nie, Rainfall nigdy nie wyjdzie poza etap włóczęgi robiącego co się da z pomocą swej siły. "Sama nie jesteś lepsza podła suko... wciąż włóczysz się i zarzucasz jakąkolwiek robotę." przemknęło przez myśl Iron co lekko ją ukuło.

Ciekawym tematem była sprawa przetrwania tej karawany donikąd. Iron prawie od razu odparła - Czy dojedzie do celu to nie mam zielonego pojęcia, jest tu sporo kucy różniących się zachowaniem i ideologiami. A co do kwestii wybijania się nawzajem to WY to będziecie robić, ja nie mam najmniejszej ochoty mordować się o to co jest w wozach z względu praktycznego.

Głośno wypuściła powietrze i dodała bezbarwnym głosem - Ja sobie spokojnie postoję z boku albo pójdę stąd. Nie miało by to dla mnie większego sensu mordować się o coś czego w zasadzie samemu nie da się stąd ruszyć... - zastanowiła się sekundkę i uśmiechnęła tajemniczo po czym z niewielkim entuzjazmem odparła - Trzeba by się wykazać kunsztem żeby zabić np. dwa potencjalne kucyki pociągowe takie jak ty i ja. - Tu Iron temat uważała za zamknięty ale zapewne jej ego nie obraziło by się o gderanie na temat użyteczności jej i Rain. Tymczasem miała już ewentualny plan B i 1/2 na wypadek masakry.

Po chwilce zastanowienia beznamiętnie odparła też na pytanie związane z potencjalnym napadem:
- Co do napaści to jestem z kolei pewna że jakoś nam się uda obronić. Przynajmniej na tyle by stąd zwiać, bo wydaje mi się że każdy stąd jest w sporym stopniu zachłanną szują ale i z chęcią nawet po takiej wyprawie wypije sobie w barze bez względu na to czy się uda czy nie... prościej wszyscy dbamy o swoje dupcie i znaczki.

Klacz przyłapała się na tym że przed do przodu jak czołg a to raczej niewiele zmieni, znacznie zwolniła i zaczęła daremne próby dostrzeżenia czegokolwiek w mroku. Nie musiało by to być koniecznie coś świecącego i żywego, w ogóle to najlepiej jakby nic się nie pojawiło, wtedy Rain może odpowie jej jakąś świetną, barową historię...

- Tak właściwie Rain, zdarzyło ci się coś ciekawego w życiu? - zapytała niby od niechcenia a ku prawdzie zżerana przez wewnętrzną ciekawość i widmo pustynnej nudy.
[Obrazek: cgnimLq.png]
#58
Xander skradał się zaraz za niebieskim jednorożcem, zerkając co jakiś czas czy nikt nie pojawił się za nimi. W końcu jego towarzyszka zatrzymała się i wyjrzała za róg budynku. Po chwili klacz cofnęła się. W końcu zabrała się za budowę pułapki z granatu i drutu. Dobra robisz pułapkę... Ale czemu granatem EMP? To przecież nic nikomu nie zrobi. No chyba że ma to być zasłona dymna w razie czego. Młodzik przyglądał się jej pracy. Kiedy Blue skończyła, odwróciła się do zebry. Xander lekko się wzdrygną kiedy róg jednorożca zaświecił, a wraz z nim granat który trzymał. Pozwolił jednak by klacz wzięła granat. No i po cholerę ja go niosłem... Tylko po to. Co, może to miał być taki knebel? No ładnie...

Blue wytłumaczyła młodzikowi czego na razie od niego oczekuję i przeszła na drugą stronę swojej pułapki. Gdy ta się jeszcze pakowała Ogierowi wpadł do głowy pomysł, który mógłby być pomocny. Pomimo że nadal jestem zły, to wciąż musimy współpracować. - Psst. Blue. Tak mi wpadło. Jeśli chcesz wywołać trochę chaosu to spróbuj wrzucić granat między więźniów. Powinni się całkiem nieźle poprzestraszać i ściągnąć uwagę strażników. - Po wyszeptaniu tych słów ruszył z powrotem na miejsce z którego ruszali, skradając się między budynkami.
#59
Klaczy udało się bez większych problemów zmontować pułapkę w alejce. Całość powinna uniknąć wykrycia, jeżeli tylko nikt by jej specjalnie nie szukał, co było wątpliwe. Bo skonstruowaniu ustrojstwa, kucyk ruszył dalej. Przejście przez najszerszą ulicę w osadzie było ryzykowne, ale wyglądało na to, że nikt nie wypatrywał w poszukiwaniu zwiadowcy. Nie było to zaskakujące.

Klacz dotarła do końca kolejnego budynku, po drugiej stronie drogi. EFS wskazywał, że budynki między którymi była w tej chwili stały puste.
Gdy Blue rozejrzała się ze swojej nowej pozycji, jej oczom ukazały się dwa kolejne budynki i otwarty teren równiny wokół osady. Wyglądało na to, że klacz dotarła do końca wioski.

Z dwóch budynków, które widziała przed sobą, jeden, niewielkich rozmiarów chatka, stał pusty jak poprzednie. W drugim zaś, sporym, dwupiętrowym domu roiło się wręcz od sygnatur EFSa. Co ciekawe, sygnatury te były oznakowane jako przyjazne. Wszystkie oprócz jednej. Na osiem sygnatur, tylko jedna świeciła czerwienią.



Młody ogier bezproblemowo przekradł się z powrotem ku stanowisku obserwacyjnemu. Jego umiejętności skradania były bardziej niż wystarczające w cichej osadzie.



Zawiasy były podrdzewiałe i nie wyglądały na zbyt silne, aczkolwiek pojawiał się tu taki sam problem jak poprzednio: próba uszkodzenia ich spowodowałaby dużo hałasu i z pewnością zaalarmowała strażników. To samo odnosiło się do będącego w równie złym stanie zamka: próba ucieczki w takiej ciszy byłaby doskonale słyszalna i natychmiast wykryta przez pilnujące więźniów kucyki.

Maxim doskonale pamiętał co się stało z ostatnim kucykiem próbującym ucieczki. Klacz ta została zastrzelona na oczach reszty więźniów. Jako przykład.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
#60
Co to kurwa ma być?

Była to pierwsza rzecz która przyszła do głowy Blue, gdy zobaczyła ilość znaczników EFSa w budynku przed nią. Jakim sposobem w środku może być tyle kucy, które sobie nie dają rady z jednym przeciwnikiem. Coś tu zdecydowanie nie pasowało.

Wychylając się po raz kolejny, i pewnie nie ostatni tej nocy za róg budynku, klacz ostrożnie rozejrzała się dookoła, szukając zagrożeni i miejsc do bezpiecznego ukrycia się. Gdy była pewna, że jej nic nie grozi, ostrożnie wyszła za rogu ruszając w kierunku drzwi do budynku z zbyt dużą ilością znaczników. Upewniając się za pomocą EFSa, że nikt przypadkiem przez nie, nie wyjdzie prosto na nią, ostrożnie przykleiła do nich ucho. Coś się jej nie podobało w tym budynku, i ona miała zamiar się dowiedzieć, co to było.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości