Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii 2.0
#61
Rain spojrzała na swą towarzyszkę z ukosa. Napaść to kwestia sporna, choć zapewne Iron miała rację. Przyszłość zawodowa to sprawa oczywista, a tempo popielatej z pewnością nie pomagało w wypatrywaniu jakichś zagrożeń. Właściwie nie wydarzyło się do tej pory nic ciekawego - czyli dokładnie tak, jak zakładał plan patrolu. Aczkolwiek miło było usłyszeć od kogoś zupełnie obcego, że jest się przydatnym. Po głębszym namyśle jednak słowa te powinny wzbudzić raczej odrazę niż radość... Walić dogłębne myślenie, to się przydaje jak się nie jest śpiącym.

- Tiaa, zależy tylko jak wielu i jak dobrze uzbrojonych kucy by nas napadło... - mruknęła do siebie ciemnoniebieska, jednocześnie rozglądając się wokół. Jednak prawda życiowa zawarta w tej konkretnej wypowiedzi przypomniała jej, że Pustkowia nie są przyjaznym miejscem. Nie było co do tego żadnej wątpliwości.

Natomiast na pytanie o ciekawą historię z życia przenośna artyleria wykonała grymas mający oryginalnie na celu imitowania myślenia. Ponieważ jednak życie kuca-najmity nie obfituje w nic przesadnie ciekawego, a jedynie umiarkowanie ciekawego, Rainfall westchnęła po dłuższej chwili i odparła, - Niespecjalnie. Chyba że za ciekawy można uznać cotygodniowy opierdol od handlarzy za kradnięcie im zapasów, żeby przeżyć w wieku niemalże młodzieńczym - dodała, zerkając do środka obozu w miarę jak przechodziła obok jednego z wąskich wejść. Spokój, ognisko zgaszone, chłód, ciemność, nieprzyjemne ciarki... Tak bardzo interesująco... pomyślała, zatapiając się w morzu myśli po raz kolejny. Wszystko to było jak wyjątkowo nudny, standardowy sen.

Ciemnoniebieska odchrząknęła, wyrwana z dość krótkiego toku myślowego nagłym bodźcem w postaci innej, odosobnionej myśli. - Zgaduję jednak, że ty miałaś parę ciekawych przygód, sądząc po twoim... ekhem... oryginalnym charakterze. - Naprawdę starała się, by nie zabrzmiało to zbyt ofensywnie. - Poza tym, zamierzamy jakoś specjalnie obudzić resztę obozu kiedy wstanie świt, czy może standardowe pierdolnięcie kopytem w zad na dzień dobry?
Pięć warunków dobrego tłumaczenia:
Pierwszy: Znajomość języka i umiejętne jej wykorzystanie
Drugi: Możliwość poświęcenia się tłumaczeniu w czasie wolnym
Trzeci: Niewyobrażalny zapas chęci oraz samozaparcia
Czwarty: Znajomość uniwersum
Piąty: Odczuwanie przyjemności z tego, co się robi.

Każdy z tych warunków można porównać do części w mechanizmie zegarka: Brak jednej z nich powoduje zatrzymanie się całości.


Opad: Konioziemia - Projekt Horyzonty!
#62
Nikt nie obserwował obszaru przez który przekradała się klacz, tak więc nie było szans na to, by ktokolwiek ją zauważył. Blue udało się zakraść do drzwi tajemniczego budynku i zacząć podsłuchiwać.

Nie dało to jednak wiele. W budynku panowała cisza. Z wnętrza nie było słychać absolutnie nic, przynajmniej przez kilka pierwszych minut. Po chwili nasłuchiwania klacz usłyszała odgłos kroków pojedynczego kucyka, wchodzącego po schodach, a następnie przechodzącego od prawej do lewej strony drzwi. Odgłosy, które nastąpiły potem wskazywały na siadanie na krześle. Dalej nie usłyszała żadnych kolejnych dźwięków. Jedyną sygnaturą na EFSie, która się przesunęła, była czerwona, wroga sygnatura.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
#63
Blue stała oparta o kolejne drzwi tego wieczoru rozważając swoje opcje. Ten budynek ją denerwował, bardzo denerwował. Za dużo znaczników w środku z czego tylko jeden z nich negatywnie nastawiony do niej. Tam się działo coś złego a ona chciała wiedzieć co.

Podnosząc kopyto do góry położyła je na klamce i już miała je otworzyć gdy się zatrzymała. Togo nie było w planie, nie było mowy o sprawdzaniu budynków, za duże ryzyko i strata czasu. Gdzieś tam czeka na nią Xander a ta stoi jak głupia pod drzwiami. Na sprawdzenie co tam się dzieje, jeszcze przyjdzie czas jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem.

Opuszczając nogę w dół, odwróciła się od drzwi i ruszyła do ściany budynku po przeciwległej stronie alejki w której była i poruszając się wzdłuż niej ruszyła w kierunku największego budynku. Dochdząc do niego , ruszyła dalej wzdłuż jego ściany w kierunku jego przeciwległego rogu przyglądając się po drodze mu uważnie szukając jakichkolwiek dziur lub okien przez które mogłaby zajrzeć do środka i się mniej więcej zorientować co się w środku dzieje.
#64
Klacz ruszyła dalej, decydując się pozostawić budynek wraz z tajemniczymi lokatorami samemu sobie. Kontynuując swoją misję, szła tuż obok największego budynku w okolicy, naznaczonego piętnem czasu, ale wciąż stojącego i dumnie pełniącego swoją funkcję.

Większość okien na parterze była zasłonięta, zabita deskami czy blachą albo w inny sposób niedostępna, co skutecznie uniemożliwiało zajrzenie do środka. Tak było, póki klacz nie przeszła za róg dużej konstrukcji.

Wyglądało na to, że dotarła na północny skraj osady. Przed nią budynki ułożone były w jednej linii, a po jej prawej pozostawała już tylko otwarta przestrzeń i coś, co wyglądało na wychodek.
Gdy klacz spojrzała za róg po swojej lewej, mogła zobaczyć dalej śpiącego strażnika przy wejściu do dużego budynku. Na prawo od niego znajdowało się pięć przyjaznych sygnatur na EFSie, prawdopodobnie kucyki przebywające w jednym z powojennych domów. Po jej lewej i na wprost widziała czerwone sygnatury, w wielu przypadkach nachodzące na siebie.

Obok klaczy znajdowało się okno przedwojennego budynku. Było zasłonięte jakimś kocem, jednakowoż zawieszonym jak zasłona i swobodnie poruszającym się pod wpływem podmuchów powietrza. Zajrzenie do środka bez faktycznego wchodzenia było ciężkie. Blue była w stanie zauważyć tylko stare biurko, gdy silniejszy podmuch powietrza mocniej szarpnął kocem.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
#65
Blue ostrożnie wychyliła się za róg, przyglądając się śpiącemu pod drzwiami strażnikowi. Czekała go za chwile niezbyt przyjemna pobudka.

Ruszając wzdłuż ściany, poruszała się powoli w kierunku śpiącego strażnika. Podchodząc ostrożnie do niego, wyciągnęła przedostatni granat z torby i przykleiła go po cichu do ściany budynku, zaraz przy śpiącym ogierze. Gdy był już zabezpieczony, przeciągnęła kawałek drutu od zawleczki do koca którym strażnik był przykryty i ostrożnie przykleiła go do niego starając się nie obudzić śpiącego pod nim ogiera. To będzie go nieźle bolało pomyślała Klacz przyglądając się swojej konstrukcji, prawie mi go szkoda… prawie. Gdy wszystko było już gotowe, zaczęła się powoli wycofywać w kierunku z którego przyszła.

Idąc znowu wzdłuż budynku, nie doszła ona do miejsca z którego wyruszyła, tylko skręciła w alejkę po lewej przechodząc między budynkami, w kierunku placu z kratkami. Wchodząc w alejkę, zauważyła dwie niezbyt przyjazne sygnatury przed nią w budynku. Mogły one być nie małym problemem. Chowając się w cieniu, podeszła do rogu budynku i ostrożnie wychyliła głowę zerkając w kierunku kratek z więźniami. Prawie nic się tu nie zmieniło od jej ostatniej wizyty, prawie. Cel jej misji postanowił sobie gdzieś poleźć i nie było go już przy kratce. To był kolejny problem. Rozglądając się za znacznikiem który wcześniej na nim zostawiła, zlokalizowała go o dziwo zaraz przed sobą. Nie była ona w stanie określić z tej pozycji, czy znajdował się on przed nią w budynku czy za nim. Był tylko jeden sposób żeby się o tym przekonać.

Ruszając na północ, zaczęła okrążać budynek od tyłu starając się uniknąć wykrycia. Wychodząc na skraj wioski i obchodząc budowle, znalazła się po jej drugiej stronie. Znajdował się tam kolejna budowla, która okazała się dachem z dwoma ścianami. W środku tej budowli był piękny widok, pośród walających się tam skrzyń jedna z nich była otwarta i wystawał z niej zad na którym znajdował się znacznik. Już łatwiejszego celu nie można było mieć. Wchodząc przez jedną z brakujących ścian, i wyciągając młotek z kabury, zakradła się za cel. Pukając go lekko młotkiem w ramie postarała się zmusić go do wystawienia łba z pudła. Gdy tylko ten się podniósł, Blue uruchomiła SATSa. Jedno uderzenie w łeb, 95% szansy na trafienie z tej odległości. Biedak nie miał najmniejszych szans na uniknięcie tego.

Rozwijając taśmę i sklejając nogi jej ofiary Blue przyglądała się jak wyrasta mu na łbie w miejscu uderzenia pokaźnych rozmiarów guz. Będzie go nieźle napierdalać łeb jak się obudzi. Kneblując mu pysk i upewniając się, że nadal jest on w stanie oddychać, opchnęła go na razie w kącie między skrzynkami żeby się nigdzie przypadkiem nie zawieruszył. Gdy była pewna, że nigdzie się on już nie ruszy, sama podeszła do wyjścia z budynku i zerknęła na plac z kratkami.

Kółko brydżowe cały czas było zajęte sobą i najwyraźniej nikomu nie przyszło na myśl żeby pilnować więźniów. Przyglądając się kratkom ze ściśniętymi w i na około nich kucami Blue starała się mniej więcej ogarnąć ich liczbę. Zgubiła się gdzieś w okolicy trzydziestu co według niej było cholernie dużą liczbą. Ale do tego całego widoku nie pasowała jedna rzecz. Klatka odsunięta od innych z jednym biednym kucem w środku. Ciekawiło ją czym ten biedak zasłużył sobie na takie specjalne traktowanie i co mógł wiedzieć o tym co się tu do cholery dzieje.

Powoli wychodząc z budynku, zakradła się po cichu na tyły klatki z ogierem zachodząc go od tyłu tak żeby jej przypadkiem nie zauważył. Łapiąc głowę biedaka za pomocą telekinezy i kneblując mu nią pysk, przyciągnęła go do ściany kratki przy której stała żeby zmniejszyć trochę odległość między nimi.

- Hej przystojniaku. - wyszeptała do trzymanego przez nią kuca - Mogę liczyć na to że gdy cię puszczę, nie narobisz hałasu. Zapewniam cię, właduje ci kulkę między oczy zdecydowanie szybciej niż oni odłożą te karty. A poza tym, nie chciała bym rozwalić takiego ładnego pyszczka. - gdy tylko skończyła mówić, delikatnie wygasiła zaklęcie puszczając biedaka nie odrywając od niego wzroku.



GM Part:

Maxim został zaskoczony przez jakąś klacz, która pojawiła się znikąd. Mógł od razu rozpoznać, że nie należała do grupy, która go schwytała. A po tym, jak się poruszała i rozglądała, można było wywnioskować, że nie była z nimi w zbytnio dobrych stosunkach.

Wyglądało na to, że próbowała go zakneblować samą telekinezą. Co prawdopodobnie by zadziałało, gdyby chodziło o jednorożca bądź pegaza. A może i w przypadku zwykłego kuca ziemnego. Dla siły tego konkretnego ogiera, mimo aktualnego osłabienia, knebel był trudny, ale możliwy do przełamania. Takież przełamanie pozwoliłoby mu mówić nawet pomimo magii wiążącej jego pyszczek.

Maxim nie zdążył jednakowoż nic zrobić z tym faktem, gdyż klacz zwolniła zaklęcie gdy tylko skończyła mówić, najwyraźniej przekonana, że nie spróbuje niczego głupiego.
#66
Rainfall zadała niewłaściwe pytanie przez co Iron poczuła się jakby ktoś wbił jej w głowę nóż i przekręcił kilka razy a w jej popieprzonej głowie pojawiło się multum migawek z jej dziwnego i niespokojnego życia. Odrzucała każdą z nich idąc pomału dłuższą chwilę w ciszy wpatrując się w mrok obszaru okalającego ich obóz, ostatecznie zebrała się w sobie, potrząsnęła parę razy głową by odgonić wszystkie wspomnienia i po chwili odparła - Nie zagłębiaj się w coś czego nie zrozumiesz. Po prostu to co mi się zdarzyło nie jest miłą historią którą można opowiedzieć kumplom przy ognisku. To tyle w tym temacie.

Cicho wypuściła powietrze i odpowiedziała na postawione jej pytanie związane z pobudką obozu - Jakbym miała ich obudzić to prawdopodobnie kopiąc w dupsko i wywalając z wozu pod groźbą rozstrzelania. Ale my jesteśmy miłymi klaczami i zrobimy to z zachowaniem kultury krzycząc im coś do ucha.
Lekko się uśmiechnęła na myśl że będzie mogła wymyślać jakieś głupie teksty które potem wprost z przyjemnością wywrzeszczy na śpiących. Wróciła do wypowiedzi Rainfall dotyczącej jej Super Eks Ekscytującego życia na pustyni co tylko utrwaliło jej opinię że życie na pustyni jest jedną wielką żmudną mordęgą do zdechnięcia. Tak oto zdechła ostatnia iskierka nadziei i poczuła że przydało by się przejść do jakiegoś kąta i wpaść w słodkie i kolorowe objęcia doznań.

- Czyli twoje życie nie jest jakoś super ekscytujące i opiera się w schemacie "Wstań- Przeżyj"... - rzuciła okiem na pokrewnego sobie rasowo kucyka i zapytała ciemnoniebieską niby z ciekawości - Nie myślałaś... bo ja wiem o zapasach czy czymś podobnym? Masz świetną budowę i w cholerę siły.
Iron cicho spodziewała się odpowiedzi wymijającej, na pierwszy rzut oka Rainfall nie pałała do niej sympatią, ogółem nikt do niej nie pałał sympatią głównie z powodu jej problemów psychicznych i manii na punkcie okaleczania oraz zabijania.

"Kurwa, to logiczne." przemknęło jej przez łeb po czym wróciła do skanowania wzrokiem okolicy w poszukiwaniu czegoś hałasującego lub świecącego. Popielata postanowiła również że spróbuje pomyśleć nad tym jak zjednać sobie kogokolwiek w tej karawanie... kiedyś, może za kilka dni.
[Obrazek: cgnimLq.png]
#67
Maksima z zamyślenia wyrwało szarpnięcie, które przypomniało mu o większości obrażeń, jakich doznał na swoim ciele. Poczuł nacisk na pysku, stanowczy, acz nie dość silny, by skutecznie go zakneblować. Miał ochotę stęknąć z bólu, ale tylko przełknął ślinę, wraz z soczystym przekleństwem, które mu się nasunęło. Zaskoczyło go to, gdyż było to coś nowego. Zważając na to, że klacz, definitywnie nie należała do tych, którzy go schwytali.

Słysząc jej szept, Żelaznooki poczuł jak w głowie zapala mu się lampka ostrzegawcza, a po grzbiecie przebiega dreszcz. Wiedział, że nie zawaha się zrobić mu krzywdy. Ogier był zbyt wycieńczony i nie sądził, żeby udało mu się podnieść głos wystarczająco, by usłyszało to kółko zapalonych karciarzy. Szczerze to nawet nie przeszło mu to przez myśl.

„Jest niebezpieczna, to jest pewnik” - pomyślał, przyglądając się klaczy ukrytej w mroku, który był poza zasięgiem ogniska. „Jaki może mieć tu interes? Czyżby wśród zniewolonych był ktoś dla niej bliski? Co mogło ją tu sprowadzić? I czy to była okazja, której wyczekiwałem?” - te pytania, oraz wiele więcej, zaczęło krążyć w jego głowie. Chciał poznać na nie odpowiedzi. Bardzo chciał.

Czarnogrzywy w końcu się zdecydował. Uchwycił kontakt wzrokowy, po czym przytaknął. Zbliżył się do kraty, tak bardzo jak tylko ów mu na to pozwoliła i zaczął szeptać, czy może raczej chrypieć.

- Nie wiem, kim jesteś i jaki masz tu interes, ale jeśli szepczesz i działasz w takiej konspiracji, to znaczy, że nie trzymasz z tymi skurwysynami. Słuchaj… musisz stąd odejść, w każdej chwili może wrócić klawisz, z którym mam na pieńku, a który szczególnie się na mnie uwziął. Rzadko zostawia mnie samemu sobie. Musisz odejść, jeśli chcesz uniknąć wykrycia. Mam tylko nadzieję, że nie działasz na wyłącznie własną korzyść. - ogier rozejrzał się wymownie po klatkach, po czym odsunął się delikatnie od kraty, przyjmując bardziej wygodną pozycję. Maksim położył się na ziemi, czekając na reakcję nieznajomej.
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
#68
Klacz stała w ciemnościach obserwując kuca siedzącego w klatce i słuchając co on ma do powiedzenia. A miał sporo i z każdym jego słowem głowa Blue powoli przekręcała się w lewo a na pysku pojawiał się wyraz zdziwienia. Z tym kolesiem był coś nie tak, i nie miała na myśli tego, że siedzi zamknięty w kratce. Gdy tylko tamten skończył swoją wypowiedź i się wygodnie ułożył, głowa klaczy wróciła do pozycji wyprostowanej a na pysku pojawił się uśmiech.

- Ty jesteś niezły numer. Już zaczynam cię lubić. - odpowiedziała mu cały czas utrzymując głos na poziomie szeptu - Spodziewałam się, że pierwsze co od ciebie usłyszę, to będzie błaganie o to żeby cię wypuścić. A ty się martwisz o moje zdrowie. Przyznam, jestem przyjemnie tobą zaskoczona. A jeżeli chodzi o tego idiotę co cię wcześniej pilnował robiąc przy tym niezły hałas, wątpię żeby mógł nam w tym momencie zaszkodzić. Zajęłam się nim dość dobrze.

- Ale nie przyszłam tu gadać o nim. Bardziej interesujesz mnie ty, i mam do ciebie kilka pytań. - powiedziała się zbliżając się jeszcze bardziej do kratki prawie wsadzając łeb między kraty - Kim jesteś? Czym sobie zasłużyłeś na własne lokum? I chcę każdej możliwej informacji jaką możesz mi udzielić, na temat sytuacji na tym zadupiu które niektórzy nazywają osadą.
#69
Ogier, nie czekał długo na reakcję klaczy. „Niezły numer? Szlag, czyli jednak się wyróżniam” - pomyślał, słuchając, co konspirantka ma jeszcze do powiedzenia.

- Wypuścić? I co bym zrobił? Ledwo jestem wstanie wygodnie się ułożyć, ta rozmowa jest w pewnym stopniu trudna w moim stanie. Jestem wrakiem, bez medykamentów po wyjściu z tej klatki, jestem bardziej trupem niż w niej. Heh! - Żelaznooki parsknął śmiechem. - Przynajmniej wolnym trupem. I nie martwię się o wyłącznie twoje zdrowie, ale i ich… - ogier znów spojrzał na klatki, ustawione na placu - nie zasłużyli na to. To nie jest w porządku.

„Zajęłam się nim dość dobrze… - co to na miłość Celestii może znaczyć? Zabiła go? Była by do tego zdolna, na pewno. Zabiła go… szlag to źle i dobrze zarazem. Krzyżuje to moje plany z własnokopytnym wykończeniem Puchy’ego, ale to nie jest teraz ważne, modlitwy i tak zostały wysłuchane. Przynajmniej w pewnym stopniu. Jeden problem z głowy. Smaż się w Tartarze skurwysynu.”

Kolejne słowa klaczy wyrwały go z zamyślenia. Słuchał uważnie, ale gdy skończyła, poczuł jak zimny pot występuje mu na grzbiet. Nie dał nic po sobie poznać, miał w tym wprawę, którą nabył przez te kilkanaście lat. Ukrywając swoje emocje i problemy przed rodziną, gdy był jeszcze kaleką. Nie chciał kłamać i nie miał zamiaru, ale całej prawdy powiedzieć też nie mógł. Szybko rozważał wszelkie możliwości.

- Wolałbym sobie nie zasłużyć… - mruknął, po czym kontynuował, już normalnym tonem. - Jestem jak to określił idiota, którym się zajęłaś, starym buntownikiem. A zasłużyłem sobie na własne lokum, dlatego, że wpadłem mu w oko, jeśli wiesz, o co mi chodzi - ogier cedził słowa z kwaśną miną. - Zaiste. Obecnie zajmuję się złomem, mam do tego dryg. Odnośnie sytuacji w osadzie, nie jestem w stanie Ci nic powiedzieć. Wiesz… jak tu trafiłem, troszkę się schlałem, a gdy się obudziłem byłem już tu. Wyobrażasz to sobie? Po spożyciu takiej ilości alkoholu i zgonie przy stole, budzisz się w bardzo słoneczne południe, w ciasnej klatce, odwodniona i z pękającym łbem. Słyszysz jęki potępionych i wtedy zdajesz sobie sprawę, że to twoi znajomi. Towarzysze od kielicha, których niedawno poznałaś. Kolejne kilkanaście dni, katują cię i dają dość wody oraz żarcia, byś nie umarła, a była ich zabawką. Przez długi, długi czas. Przez krótką chwilę, na samym początku... myślałem, że umieram, aż nie zdałem sobie sprawy, że to coś gorszego. W takie szambo jeszcze nigdy nie wpadłem...

Ogier wyszeptał to z lekkim rozdrażnieniem w głosie. Był zły.

- Wybacz, ale naprawdę nie jestem wstanie Ci nic powiedzieć na temat sytuacji w osadzie. Przynajmniej nie to, czego byś już nie wiedziała. Chciałbym, ale wszystko to mnie po prostu omijało i uciekałem od tego, gdy tylko mogłem.

Maksim, oparł podbródek o kopyto. Coraz bardziej zdając sobie sprawę, z tego, co działo się przez ten czas.
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
#70
Kilkanaście dni w klatce i na dodatek początek z kacem. Nic dziwnego, że nie interesowało go nic co się dzieje wokół. Jej też by się nie chciało. Wyglądało na to, że nie wyciśnie z niego żadnej przydatnej informacji. Odwracając się w kierunku budynku z jej pakunkiem do przetransportowania zrobiła kilka kroków po czym się zatrzymała. Nie wypadało go tak zostawić bez jakiejkolwiek pomocy. Podchodząc z powrotem do krtatki, położyła na jej brzegu kilka przedmiotów: strzykawkę z Med-Xem i dwie mikstury lecznicze z wozu który ograbiła wcześniej z Sharpem oraz brzeszczot z własnej torby na narzędzia.

- Zrób tylko z tego dobry użytek i uważaj na siebie, zaraz może się tu zrobić trochę gorąco. - powiedziała do kuca w klatce po czym się od niego oddaliła.

Wchodząc pod wiatę ze skrzynkami, przeszła przez nią po czy ruszyła wzdłuż budynków wchodząc w alejkę między nimi a potem zaraz w lewo aż dotarła do drogi przy dużym budynku. Wychylając się i zerkając w kierunku wejścia do budynku upewniła się, że wszystko jest jak powinno być. Teraz się okaże ile jej plan jest tak naprawdę wart.

Wyjmując ostatni granat z torby i wyciągając z niego zawleczkę, rzuciła go za pomocą telekinezy jak najdalej tylko mogła wzdłuż drogi. Zanim on jeszcze uderzył o ziemie, Blue już była w drodze powrotnej do swojej paczki mając nadzieje że pokona choć kawałek drogi zanim granat wybuchnie.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości