Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii 2.0
#71
Maksim zobaczył jak klacz, bez słowa odwraca się i odchodzi. Miał nadzieje, że ów pomoże mu. Ale po tym, co jej powiedział, nie przedstawiał dla niej żadnej wartości. Wiedział, że nie może powiedzieć prawdy, gdyż było to zbyt ryzykowne. Gdy już resztki nadziei opuściły go i już zamykał oczy, by pogrążyć się w markotności. Klacz zatrzymała się, po czym odwróciła i znów podeszła do klatki. Gdy Żelaznooki zobaczył, jak konspirantka kładzie przy jej brzegu strzykawkę z Med-Xem, dwie mikstury lecznicze i ostrze. Przez chwilę wydawało mu się, że to tylko sen. Ogier usłyszał zdanie, jakie dobrodziejka rzuciła na odchodnym, lecz słowa dotarły do niego natychmiast. Spoglądał na przedmioty, zastanawiając się, jak bardzo zmienią jego sytuację. Nagle otrząsnął się, chciał coś powiedzieć, podziękować, ale ona już się oddalała.

„Szlag! Jeśli mi się uda, znajdę ją i podziękuję jej. Nie… to nie wystarczy. Będę jej dłużnikiem i nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się spłacić ten dług.” Ogier sięgnął po przedmioty, po czym natychmiast użył jednej z mikstur leczniczych. Poczuł jak opuchlizna schodzi z poobijanych miejsc. Natychmiast zaczął przywracać swojemu ciału naturalną postawę, czuł jak stawy wskakują na swoje miejsca, przeciągnął się, czując ogromną ulgę. Nie taką, jaką przyniosło mu to jakiś czas temu. Tym razem, czuł się naprawdę dobrze, biorąc pod uwagę jak czuł się przez ostatnie tygodnie. Mikstura nie usunęła wszystkich problemów. Jego organizm był w zbyt fatalnym stanie, by mikstura zadziałała poprawnie. „Krótka przerwa i będę musiał użyć kolejnej, by poprawić swój stan dostatecznie” - pomyślał.

Ogier, położył się tyłem do drzwi klatki, ostrze wsunął pod siebie, wraz z środkiem przeciw bólowym i miksturą. Szykował się, zbierając siły, starając się skupić i rozważając wszelkie możliwości, jakie tylko przyszły mu do głowy. „Zaraz może się tu zrobić trochę gorąco…” - ogier, uśmiechnął się. „Spadłaś mi z nieba, nieznajoma.”

Zamknął oczy, po czym zaczął nasłuchiwać.
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
#72
Rain nie spodziewała się takiej reakcji... a właściwie jej braku przez kilka sekund od zadania pytania. Nie była w stanie dojrzeć ekspresji twarzy towarzyszki i już bała się, że ta zamierza się na nią rzucić z kopytami. Na szczęście rzeczywistość okazała się nieco normalniejsza; Iron pokręciła głową i stwierdziła, że to nie jest historia na tę chwilę. No, to by było na tyle w kwestii pogłębiania znajomości... pomyślała z przekąsem.

Odpowiedź na drugie pytanie natomiast nadeszła szybko i jej przekaz był prosty: kreatywność odstawić na bok, pobudka "standardowa". Trochę szkoda. Seria z miniguna tuż obok śpiącego kucyka z pewnością posłużyłaby za świetny budzik. Tym, co spowodowało lekki grymas na twarzy ziemskiego kucyka, był powrót do tematyki przeżycia. Naprawdę nie widziała żadnej nowej drogi do obrania w toku tej dyskusji. Wyręczyła (wykopyciła?) ją w tym Iron, nasuwając propozycję pracy.

- Może i myślałam, może i nie... - mruknęła w odpowiedzi. Nie było o czym mówić. Z drugiej strony mało kto interesował się faktem, co ktoś taki jak ona - kuc, który chce być i uważa się za cichego strażnika, który tylko wykonuje rozkazy - może chcieć robić w życiu.

- ...W sumie to myślałam. Problem jest w tym, że zapasy to strasznie monotonne i nudne zajęcie. - odchrząknęła, spoglądając na towarzyszkę z boku. - No bo zobacz: pobijesz się z paroma kucami, sama dostaniesz po mordzie od czasu do czasu, dostaniesz za to kasę... i co? Jutro znowu to samo. Pojutrze znowu. I niby praca najmity to też dzień w dzień to samo... ale przynajmniej kawałek świata zwiedzisz, postrzelasz sobie do idiotów... Powiem ci szczerze, że o wiele lepiej czuję się z Potworkiem niż z gołymi kopytami. Poza tym, jeśli kiedyś podczas eskorty zdarzy mi się klapnąć i wąchać pył pustkowi od spodu, to przynajmniej będę wiedzieć, że mnie jakiś lamus nie załatwił. - Rain dopiero się rozkręcała, ale przypomniała sobie, jak bardzo nikogo to nie obchodzi. Westchnąwszy, zajęła się z powrotem doglądaniem otoczenia w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak wkradającego się wroga. Nie wiedziała zresztą, po co ktoś miałby chcieć się wkraść do karawany, o której nic nie wiadomo. Przynajmniej teorytycznie, ale jak szybko mogła roznieść się wieść o wyczerpanym konwoju z masą uzbrojenia, i to w trakcie postoju? Pomijając już to, że podróż trochę musiałaby zająć, nawet od celu, do którego zmierzała ta banda.

Była jeszcze jedna kwestia, której do tej pory nie poruszono w czasie niekrótkiego spaceru wokół prowizorycznych barykad. Kwestia błaha i zapewne niewymagająca nawet odpowiedzi... ale jeżeli nie można rozmawiać ani o przeszłości, a o przyszłości wiadomo już wystarczająco wiele... to co pozostało prócz tego, co dzieje się teraz?

- A co sądzisz o innych kucach? Poznałaś kogoś bliżej? Jakieś opinie? - zagadnęła niewinnie. Miała tylko nadzieję, że nie stąpa jakimś cudem po cienkim lodzie, ale... cóż... nigdy nic nie wiadomo. Zwłaszcza w środku nocy, na warcie, z kucykiem o tak oryginalnym charakterze, jaki miała Iron.
Pięć warunków dobrego tłumaczenia:
Pierwszy: Znajomość języka i umiejętne jej wykorzystanie
Drugi: Możliwość poświęcenia się tłumaczeniu w czasie wolnym
Trzeci: Niewyobrażalny zapas chęci oraz samozaparcia
Czwarty: Znajomość uniwersum
Piąty: Odczuwanie przyjemności z tego, co się robi.

Każdy z tych warunków można porównać do części w mechanizmie zegarka: Brak jednej z nich powoduje zatrzymanie się całości.


Opad: Konioziemia - Projekt Horyzonty!
#73
Nad osadą rozległ się wybuch. Był to wybuch granatu EMP, jednakowoż w ciszy panującej w okolicy brzmiał jak megazaklęcie, kompletnie zaskakując wszystkich. Następnym zaskoczeniem był drugi, brzmiący dokładnie tak samo wybuch, który rozległ się nie więcej jak parę sekund później, gdy gwałtownie obudzony strażnik przy drzwiach przedwojennego budynku szarpnął kocem i spowodował odpalenie granatu tuż przy swojej własnej głowie.

Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Chwilę po wybuchach, można było usłyszeć wkurzony krzyk jednej ze strażniczek przy ognisku, tak zaskoczonej przez wybuch, że aż upuściła karty do gry ze swojego pola telekinetycznego.
- CO TO KURWA BYŁO?! - krzyknęła klacz, zwracając na siebie uwagę paru kucyków na placu. Tych nie zajętych panikowaniem albo innymi czynnościami.

- Zostajecie tutaj, idę sprawdzić który coś odpierdala - rzuciła do dwóch pozostałych kucyków, porywając swoją siekierę i ruszając w kierunku z którego dobiegły wybuchy. Pozostawiało to na placu dwa kucyki: ogiera z karabinem szturmowym na siodle bojowym, oraz drugą klacz jednorożca. Jak się okazało, uzbrojoną w sporych gabarytów rewolwer.
To jest, zanim od południowej strony placu w pole oświetlane przez ognisko nie wbiegł ogier jednorożca o szarym umieszczeniu, dzierżąc w swojej telekinezie pomalowaną w czerwone pasy strzelbę typu pump-action.
- Co się dzieje? Atakują nas? - krzyknął do pary strażników, która zareagowała tylko zdezorientowanymi spojrzeniami, nie wiedząc więcej niż on sam.



Blue udało się wbiec za róg budynku nim eksplozje wstrząsnęły ziemią wioski. Bardzo szybko jej EFS zaczął donosić o ruchach wielu czerwonych sygnatur. Słyszała też krzyki strażników. Nie brzmiało to jak zorganizowana akcja, a bardziej jak banda wkurzonych i uzbrojonych kucyków szukająca celu do rozszarpania za przerwanie snu i, w niektórych przypadkach, rozrywek.

Na jej szczęście, wyglądało na to, że dwójka strażników przebywająca w domu tuż obok niej miała kamienny sen, albo była zbyt zajęta żeby się kłopotać czymś tak nieistotnym jak bliskie eksplozje.



Maksim skorzystał z cennego prezentu tajemniczej klaczy, od razu wypijając miksturę leczniczą, a pozostałe krople skrapiając na najbardziej bolesne rany powierzchowne. Magia lecznicza działała jak zawsze bez zarzutu, a ogier niemalże od razu poczuł się lepiej. Żeby mikstura zadziałała w pełni, potrzeba było więcej czasu, a nawet wtedy jedna mikstura to zdecydowanie za mało, żeby naprawić wszystkie fizyczne problemy spowodowane przez oprawców z którymi w tej chwili borykało się ciało kucyka. Ale póki co tyle musiało wystarczyć. Już czuł się sprawniejszy niż jeszcze minuty wcześniej.

Więzień schował swoje nowe zabawki i czekał na rozwój wydarzeń z zamkniętymi oczami. Wyczulenie słuchu okazało się być błędem, gdyż w ciągu mniej niż minuty osadą wstrząsnęły dwie cholernie głośne eksplozje. Pierwsza była kompletnym zaskoczeniem i nie zdołał nic z niej rozpoznać, drugą zidentyfikował jako granat typu EMP.

Odruchowo osłonił uszy przed potężnym hałasem. Gdy tylko wybuchy ucichły, zostały zastąpione przez charakterystyczny pisk w tychże uszach.
Na placu panowało zamieszanie. Jeden ze strażników gdzieś pobiegł, reszta wydawała się gadać między sobą i próbować uciszyć obudzony gwałtownie tłumek związanych kucyków nieopodal. Nikt nie wydawał się aktualnie obserwować samotnej klatki na obrzeżu placu.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
#74
Maksim skulił się, zakrywając uszy. „Szlag! Tego się… nie spodziewałem. Granaty EMP. To czyste szaleństwo, desperacja, albo geniusz… albo i wszystko na raz.” Ogier, uśmiechnął się szeroko. Wciąż dzwoniło mu w uszach. „To przywołuje wiele wspomnień.” Żelaznooki poczuł się teraz pobudzony, czuł jak adrenalina, zaczyna krążyć w jego krwiobiegu.

Szybko użył kolejnej mikstury, wcierając odrobinę w miejsca, które jeszcze mu dokuczały. Miał nadzieję, że ból ustąpi i jedna mikstura wystarczy, lecz zawiódł się. Chciał zachować jedną z mikstur, na czarną godzinę, ale okazało się to nie możliwe. Musiał być pewien swojej sprawności. Nie tracąc czasu, odwrócił wzrok w stronę strażników. Byli zajęci. Podpełzł do drzwi klatki, zabierając wszystko ze sobą, wraz z pustymi fiolkami po miksturach. Rozejrzał się, sprawdzając miejsca, w których przeważnie widział czatownie. Wszech obecny mrok ograniczał widoczność. „W drugą stronę, powinno być tak samo” - pomyślał, przystępując do piłowania zatrzasku kłódki.
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
#75
Xander bez większego trudu i niemiłych niespodzianek doszedł z powrotem pod budynek u podnóża góry, za którym i on, i Blue się wcześniej ukrywali. Młodzik zerknął ostrożnie na plac gdzie stały klatki i szybko wrócił za ścianę. Wszystko wydaje się być jak na razie w nie zmienionym stanie. Następnie przeniósł się bardziej na środek ściany. Obserwował teraz zarówno alejkę którą przyszedł jak i narożnik od strony placu. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo, to pozwoliło zebrze na moment się uspokoić i pomyśleć nad ostatnimi słowami swojej niebieskiej towarzyszki. -"...tam mi się przydasz bardziej kiedy wszystko trafi szlag." - Czyli zostałem jako odwód na czarną godzinę? Nauczyłem się że przy czymś takim mogę mieć tylko dwie opcje. Jedna, która jeszcze mi się nie zdarzyła: To że będę ostatnią deską ratunku, a potem wyjdziemy jak równy z równym. A druga: To że pójdę pomóc, ona spierniczy i zostanę jako "zebra" ofiarna. Oczywiście najlepiej by było gdyby nic nie wzięło w łeb. Ale jeśli, to mam nadziej że tym razem nie zostanę wyruchany i zostawiony goły na lodzie.

Xander siedział spokojnie rozglądając się aż do czasu pierwszej eksplozji. Na ową zareagował szybkim skuleniem się, chwilę później nastąpiła kolejna. Kurwa Blue, czy ty chcesz całą wioskę wysadzić? Zaraz to przecież były EMP'ki... Dywersja. Po chwili usłyszał krzyki dochodzące z placu z więźniami, a niedługo po tym w alejce zobaczył kucyka ze strzelbą biegnącego na plac. No ładnie... Na tą myśl chwycił pistolet z kabury na nodze i po cichu go załadował. Trzeba być przygotowanym... Włożywszy pistolet z powrotem do kabury podszedł do narożnika od strony placu i ostrożnie się wychylając spojrzał jak teraz wyglądała sytuacja. Jedna od kart zniknęła, ale na jej miejsce przylazł ten wałach... No i niema tego od tej samotnej klatki. Dobra, Blue, działaj. Tylko niczego nie spierdol. Młodzik monitorował dalszy rozwój wypadków z ukrycia tak by nie dać się zauważyć.

Post był uzgadniany z GM'em
#76
Blue wpadła z powrotem pod wiatę kilka sekund po wybuchu pierwszego granatu. Odnajdując swoją paczkę upchniętą między skrzynkami, złapała ją za pomocą telekinezy i położyła na swoim grzbiecie. Gdy tylko wygasiła zaklęcie i ogier na nią upadł, nogi się pod nią ugięły. Prostując kopyta i poprawiając swój bagaż tak żeby jej się nie suną w czasie przechadzki, ruszyła ona powoli do przodu podchodząc do wyjścia z budynku od strony placu ze skrzynkami. Czekała ją teraz najcięższa część planu, powrót na gorę.

- No ja pierdole. Kolego, od jutra przechodzisz na ścisłą dietę. - wymamrotała pod nosem wyruszając w podróż przez pole które w tym momencie przypominało jej strzelnice na której ona była celem.

Wychodząc na plac, zaczęła się poruszać wzdłuż wzniesienia w kierunku drugiej strony trzymając się jak najdalej od światłą bijącego od ogniska i mając nadzieję, że Xander czeka tam gdzie mu kazała, bo jeszcze chwila i kręgosłup jej pęknie na pół.
#77
Nad wioską rozlegały kolejne krzyki. Dywersja zrobiła co miała... i zaalarmowała wszystkich o obecności kogoś obcego w obozie.

Tymczasem Maksim zajęty był gorączkowymi próbami zniszczenia zamknięcia swojej klatki. Dzięki miksturom leczniczym odzyskał nieco ze swojej siły, toteż brzeszczot w dobrym stanie radził sobie w miarę dobrze z niszczeniem zardzewiałej konstrukcji zamka.

Strażnicy byli zbyt zajęci doprowadzaniem swoich uszu do stanu działającego i szukaniem sprawcy zamieszania, żeby przejmować się samotnym kucykiem w klatce na uboczu. Dlatego też po paru minutach kłódka się poddała. Drzwi klatki zaskrzypiały i się uchyliły.
Udało mu się. Maksim był wolny. Teraz pozostawał tylko problem bycia nieuzbrojonym w miasteczku pełnym wkurzonych i bardzo uzbrojonych kucyków.



Blue rozpoczęła ciężki proces niesienia strażnika na swoim grzebiecie. Może gdyby była kucykiem ziemnym, całość nie byłaby specjalnie trudna. Dla jednorożca jednakowoż niesienie takiego ciężarku na grzbiecie było skrajnie ciężki. Szła powoli i musiała zatrzymywać się co jakiś czas, żeby złapać oddech.

Szła skrajem placu, poza zasięgiem wzroku strażników. W ciemności nie mieli oni szans jej zobaczyć.
Kompletnie inaczej sprawa miała się w przypadku uwięzionych kucyków. Kilkoro z więźniów musiało zauważyć klacz i wpatrywało się w nią uważnie, gadając cicho między sobą. Ciche rozmowy i zerkanie w stronę zwiadowcy roznosiło się między więźniami niczym jakaś zaraza. Było tylko kwestią czasu zanim strażnicy zaobserwują dziwne zachowanie strzeżonych.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
#78
Gdy kłódka poddała się, Maksim uśmiechnął się, biorąc głęboki oddech. „Gdybym otrzymał broń od nieznajomej, byłoby to niczym Wigilia serdeczności. Cóż…” Maksim myślał, jakie ma szanse na odnalezienie swoich rzeczy w osadzie, będącej pod kontrolą uzbrojonej po zęby, bandy łowców niewolników. „Jedyna korzyścią jest to, że jest ciemno, choć działa to w dwie strony.” - pomyślał, rozglądając się. Gdy zobaczył strażników przy ognisku i to jak się zachowują, od razu nasunęło mu to pewną myśl. „Ta klacz włożyła patyk w mrowisko. Jaki miała w tym cel?” Żelaznooki skarcił się, za podsuwanie sobie rozpraszających myśli, wiedział, że w obecnej sytuacji w niczym mu nie pomogą.

Ogier wsunął brzeszczot w usta, przyciskając go delikatnie wargami. Po czym spojrzał na dwie puste fiolki po miksturach leczniczych. Decydując się, by zebrać je ze sobą, przywiązał po jednej do grzywy po obu stronach głowy. Tak by te nie zderzyły się i nie zdradziły go, gdy będzie się przemieszczał. Następnie wykopał płytki dół, użył Med-X i szybko wrzucił do niego pustą strzykawkę. „Kłódka! Jeśli ją znajdą, od razu się połapią, ale jeśli jej nie będzie… mogą dojść do wniosku, że Punchy znowu coś wymyślił. Jeśli mnie nie będzie, a ów również zniknął… jest szansa, że się na to nabiorą.” - Maksim sięgnął po kłódkę, po czym umieścił ją obok pustej strzykawki. Szybko zakopał dół, maskując miejsce, w którym kopał.

Gdy sądził, że jest już gotowy, wyszedł z klatki i przymknął po cichu drzwi. Bacznie się rozglądając, ruszył lekko pochylony w kierunku pierwszego budynku na lewo od wyjścia klatki.
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
#79
Odpowiedź Rain była prosta i zwięzła. Woli tachać swój niebieski zadek po pustyni od zabawy w siłowanie się. Jednak po chwili Iron dostała małą kłującą szpilkę w postaci następnego pytania. Po otrzepaniu się pomału i z niepewnością udzieliła odpowiedzi -Nie. Nie poznałam nikogo i wydaje mi się że tak zostanie z powodu mojej lipnej reputacji oraz zachowań których nie rozumiecie. Nie mam też żadnych opinii z wyjątkiem ujmowania was jako statystycznych mieszkańców pustkowi.

Iron przekrzywiła łebek i normalnym troszkę władczym tonem dodała - Dla mnie możecie zginąć i nie obchodzi mnie czy to będzie z mojego kopyta czy nie. Nie zabijam bez powodów jakbyś miała zacząć myśleć sobie o mnie niewytłumaczalne, paranoiczne głupoty. Mam pewne kryteria.

Odetchnęła i wróciła do poprzedniej odpowiedzi Rain ds. zapasów i innych takich tam. - A co chciałabyś robić? Każdy ma jakieś male marzenie więc nie pierdol mi głupot że ty go nie masz bo w takie debilizmy nie uwierzę. - Zatrzymała się i zaczęła cierpliwie czekać na odpowiedź. Albo się rozczaruje z takowej albo będzie usatysfakcjonowana, nic nie wiadomo.

(Karny kutas za krótką odpiskę)
[Obrazek: cgnimLq.png]
#80
Maksim bez większych problemów podszedł do budynku. Cały czas odczuwał ból w różnych miejscach swojego ciała, jednakowoż był on znikomy, na granicy odczuwania. Po tym jak czuł się parę minut temu, teraz miał wrażenie, jakby wyzdrowiał całkowicie, choć do tego było daleko.

W osadzie panowało zamieszanie, ale wyglądało na to, że ten jej fragment w którym znajdował się uciekinier był w tej chwili raczej opustoszały.



Blue wybrała, by kontynuować swój trudny marsz mimo niewątpliwego skupienia na sobie uwagi grupy więźniów. Aktualnie usłyszeć mogła wciąż głośne gadanie strażników, jednakowoż cokolwiek prócz pojedynczych słów było ciężkie do wyłapania, a także mamrotanie więźniów. Ci będący bliżej niej patrzyli się bezpośrednio na nią, reszta próbowała ją wypatrzeć pośród nocy.

- Proszę, pomó... - zaczął mówić głośniej jeden z tych będących bliżej, zanim siedzący obok starszy jednorożec szturchnął młodszego kuca, po czym wskazał rogiem w kierunku strażników, patrząc się na swojego młodszego kolegę poważnie. Ten najwyraźniej zrozumiał sugestię i dalej już siedział cicho, wciąż obserwując tajemniczego kucyka zdecydowanie nie będącego strażnikiem.

Tymczasem wspomniane uzbrojone kucyki zdawały się zażarcie o czymś dyskutować, nie szczędząc przy tym wulgaryzmów. Było jednakże tylko kwestią czasu, aż skończą gadać i zauważą nienaturalną ciszę obudzonych więźniów.



Xander pozostał na swojej pozycji obserwacyjnej. Poza bezpośrednią okolicą ogniska nie mógł zobaczyć wiele z powodu posiadania "jedynie" organicznych oczu, ale za to mógł słuchać. A słuch zebry był czuły.

Słyszał rozmowy strażników, nie mogąc jednak odróżnić poszczególnych słów. Słyszał kroki dochodzące z budynku z którego przed chwilą wyszedł ogier. Po chwili drzwi z tegoż budynku zaskrzypiały, a pasiasty ogier usłyszał odgłos kopyt uderzających o piasek.

- Siedź tam cicho, do cholery! - usłyszał zirytowany głos ogiera, który przystanął przy wejściu do budynku - pierwsza spokojna noc od kilku dni i oczywiście jakiś idiota jaja se robi z granatami... no kurwa, moje szczęście. - ogier zakaszlał i podszedł parę kroków w kierunku Xandera, zatrzymując się jednak po chwili. Po czym z powrotem podszedł do drzwi. I znowu zbliżył się do zwiadowcy. I znów powrócił, stukając mocno kopytami.

Wyglądało na to, że miał zamiar tak łazić przez chwilę, jakikolwiek by nie był tego powód. Jednakowoż póki zebra mogła jedynie nasłuchiwać, nie było możliwości stwierdzenia, co właściwie ogier robi.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości