Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Junk "Speed" Snake [Zaakceptowana]
#1
KP : End of Ponykind
Imię: Junk “Speed” Snake
Płeć: Ogier
Wiek: 19
Rasa: Jednorożec
Cutie Mark: Półprzymknięte oko.
Wygląd:
Drobna budowa. Krótki róg, nie wystający wiele więcej jak kilka centymetrów znad kręconej, blond grzywy o kolorze słomy. Szara maść. Duże, przenikliwe, wiecznie rozbiegane zielone oczy. Uśmiech który chce się oglądać i wzbudza zaufanie. Równie mocno kręcony ogon co grzywa, ale nie aż tak jak u Pinki Pie. Byłby z niego niezły przystojniak, gdyby nie był takim chudzielcem. Ale na brak powodzenia z płcią przeciwną nie ma co narzekać, jak nie wyglądem to dobrym słowem nadrobi.

Rodzina:
[cenzura]

Specjalność:
Potrafi skradać się niemal tak cicho, że aż wręcz absorbuje dźwięki z otoczenia. Skradanie się wcale go nie spowalnia. Nawet podczas biegu (nie mówię tu o pełnym galopie) potrafi poruszać się niemal bezdźwięcznie. Żaden zamek nie stanowi dla niego choćby najmniejszego problemu, a przynajmniej nie przez dłuższy czas. Potrafi również przynieść ulgę biednym, umęczonym portfelom. Choć kilka razy zdarzyło mu się zostać przyłapanym. Późniejsze doświadczenia związane z przyłapywaniem go z kopytem w czyjejś kieszeni nauczyły go iż nie chce dać się przyłapać, a złapać to już w zupełności. Ma również wielki talent do wpływania na innych swoją perswazją. jego erudycja stoi na wysokim poziomie, to też nie powinno dziwić iż zna się trochę na handlu. Na tyle aby nie dać się oskubać i jeszcze wyjść na tym z zyskiem.

Historia:
“Jedni przypisują Ponyteuszowi kradzież ognia z pałacu Celesti. Drudzy, ci którzy wiedzą kto za tym stoi milczą, bo nie są kapusiami. I to właśnie z takimi kucykami lubię współpracować.” -Speed.

Urodziłem się w stajni 71 mieszczącej się niedaleko (wpisz miejsce), głęboko pod powierzchnią ziemi. Mój Ojciec jest zwykłym, szarym pracownikiem zajmującym się konserwacją kabli i przewodów. Nie, nie jest konserwatorem. Co prawda umie naprawić zepsute radio, czy też nie działającą lodówkę, ale naprawa generatora przekracza jego zdolności. Do bardziej złożonych systemów są wzywani inni. Mama zaś pracuje w kuchni. Chciałbym móc powiedzieć, że piastuje tam jakieś bardzo ważne stanowisko, ale i tym razem się nie popiszę. Ot zwykła kucharka. Moi rodzice może nie są nadzwyczajni, jakoś niemożliwie uzdolnieni, ale to nie zmienia faktu że ich kocham. Kiedy tylko mogę sięgnąć pamięcią to zawsze starałem się im pomóc. Często z różnym efektem, ale starałem się. Tego nikt mi nie wypomni. Pamiętam kiedy jako mały kucyk, jakieś osiem lat temu, zwinąłem swoją pierwszą zdobycz. Pamiętam jakby to było wczoraj, każdy szczegół, każdą jedną chwilę... a może to było dziewięć lat temu?

Za źrebaka lubiłem bawić się z kolegami i koleżankami w berka, chowanego, czy też inne fajne zabawy na poziomie technicznym. W szczególności w chowanego. Chowanie się w szybach, przeciskanie się wentylacją. Kompletny odlot! Podczas jednej z licznych zabaw tego typu zauważliśmy konserwatora pracującego przy generatorze. Po samym widoku rozkręconego panelu nie trudno było się domyślić, że będzie tam tkwić grzebiąc między podzespołami jeszcze dobrych parę godzin. Naturalnie przerwaliśmy zabawę i ominęliśmy go szerokim łukiem. Nie było fajnie, gdy jakiś rozwścieczono konserwator przeganiał nas z sekcji technicznej, krzycząc na nas i wyzywając nas od złodziei, bękartów i łobuzów. Oczywiście nie wszyscy konserwatorzy byli tacy, byli też Ci mili, którzy dawali nam dziesięć sekund na zniknięcie im z przed oczu. Ale wracając do tematu. Zaraz po tym jak skończyliśmy się bawić i nasza paczka rozeszła się, każdy do swego domu. Ja zostałem się jeszcze trochę. Wróciłem na miejsce w którym wcześniej widziałem konserwatora. Po powrocie na miejsce okazało się, że ciągle tam był i ciągle majstrował między kablami urządzenia. Cicho zakradłem się za jego plecy i powoli wyciągnąłem niepostrzeżenie klucz francuski z jego jego dużej czerwonej torby, dwa śrubokręty i kilka dziwnych, śmiesznych, gumowych zacisków nieznanego przeznaczenia. Nawet się nie zorientował gdy go okradałem. Po powrocie do domu zakomunikowałem ojcu, że mam dla niego prezent. Przyszedł dziwnie zadowolony i uśmiechnięty za razem. Na twarzy przybrał wyraz pozornego zdziwienia i zapytał się mnie.
-Tak synku? Co to takiego? I z jakiej to okazji przynosisz mi prezent? - zapytał zadowolony.
Gdy pokazałem mu swój łup i powiedziałem
- Pamiętasz jak kilka dni temu narzekałeś, że twój płaski śrubokręt jest do niczego? Przyniosłem ci nowy, a nawet dwa. Do tego jeszcze masz ode mnie klucz i kilka tych gumowych śmiesznych cosiów. - wyszczeżyłem się w oczekiwaniu na pochwałę.
- Skąd to masz? - zapytał zdziwiony. Teraz naprawdę.
- Ukradłem jakiemuś konserwatorowi. Spokojnie. Nie widział mnie.
Pamiętam jak tato parsknął i zaśmiał się, a ja z nim. Dopiero po chwili uśmiech mu opadł.
- Ty nie żartujesz. Prawda?
- Ale z czym?
Tego dnia dostałem srogi wpierdziel od taty. Następnie od mamy, gdy ta wróciła z pracy i dowiedziała się co zrobiłem.

Od tamtego feralnego dnia “Dzień Ojca” stał się tematem tabu i tato powiedział, że nie chce już więcej prezentów ode mnie. Na domiar złego oba śrubokręty okazały się gwiazdkowe. Teraz już wiem jaka jest między nimi różnica. Naturalnie wyciągnąłem też pewną ważną lekcje z tego dnia. Jeśli ktoś pyta się ciebie “Czy ta kurtka nie jest aby przypadkiem kradziona?” Nigdy nie mów prawdy. Nigdy! Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal… Bym zapomniał. Tego dnia ukazał się mój uroczy znaczek. Wieczorem, kiedy cicho łkałem pod pierzyną ze spuchniętym tyłkiem, zastanawiając się co zrobiłem nie tak?
[cenzura]

Charakter:
Jakim kucykiem jestem? Na pewno wyluzowanym, trochę roztrzepanym. Nie ma co do życia podchodzić zbyt poważnie. Jestem gadatliwy i często się śmieję. Dość inteligentny, ale nie posiadam dużej wiedzy. To pewnie dla tego, że jestem leniwy, ale nadrobię to… szybko się uczę nowych, ciekawych rzeczy. Lubię uraczyć swego rozmówcę błyskotliwym komentarzem, czasami również uszczypliwą uwagą. Zależy od humoru i nastroju. Groźby słowne na mnie nie działają. Co innego jeśli ktoś wyciągnie nóż. Bardzo nie lubię takich sytuacji, ale wtedy i ja wyciągam swój nóż i grozimy sobie na wzajem. Pewnie on myśli wtedy podobnie jak ja w takich sytuacjach. Czyli: “Celestio! Wyciągnąłem nóż aby coś na nim wymusić, teraz i on wyciągnął nóż. Mam nadzieję, że tak jak ja nie ma zamiaru go użyć.” Wspominałem już, że jestem niecierpliwy?
Czy jestem pacyfistą? Nie powiedziałbym tak o sobie. Po prostu nie lubię się bić. Dokoła jest zdecydowanie za dużo silniejszych ode mnie ogierów… i co jest żałosne, również klaczy które mogły by mnie pokonać w walce na kopyta też nie brakuje. Więc zdecydowanie jestem przeciwny bójką, szczególnie z moim udziałem. W innych przypadkach nie przeszkadzają mi burdy. Mam rzecz jasna kilka wygranych bójek… ale to było dawno… Jestem do bani…
Jaki typ kucyka lubię? Z długimi nogami, ogonem związanym w warkocz. Takie z dużym…
Charakter mówisz… tak? Mimo tego iż jestem złodziejem cenię sobie lojalność i oddanie dla rodziny. Nie cierpię cwaniactwa, zwłaszcza wtedy gdy ktoś myśli, że może być cwańszy ode mnie. Sam jestem kucykiem bardzo rodzinnym i przyjacielskim. Może lekki ze mnie cwaniaczek, ale kto nim nie jest. Na pewno nie zaliczam się do osób nieśmiałych. Lubię imprezy, dobrą zabawę okraszoną alkoholem i kilkoma IM’ami dla smaku.
Tak. Jestem uzależniony, ale tak długo jak mam narkotyków pod dostatkiem nie przejmuję się tym. Staram się nie brać częściej jak raz, dwa razy w tygodniu.
Czego się boję? Tego, że ktoś mnie przyłapie podczas włamania do jakiegoś domu szlachetnie urodzonego dupka i będę mieć przesrane. Mało jest rzeczy których bałbym się naprawdę. No chyba, że mowa o [cenzura]
Klacze? O tak chętnie. Ale chwilowo nie mam na to środków. Żartuje. Nie płacę za seks. Jeszcze nie trafiła mi się taka okazja.
Czy jestem odważny? Oszalałeś? Widziałeś kiedyś odważnego złodzieja? Jestem pierwszą osobą która ucieknie z tonącego okrętu. Ale swoich przyjaciół bym nie porzucił. Oni uciekli by razem ze mną. No chyba, że woleli by zostać. Wtedy biegłbym sam…
Czy ufam innym? Szczerze to wolę kiedy inni mi ufają. Nie koniecznie zawsze na tym dobrze takie osoby wychodzą. Ale sam też potrafię ufać innym. Naturalnie moje zaufanie to nic co możesz zdobyć od tak. Na nie trzeba zapracować.
Co robię gdy się na kogoś wkurzę? Klnę, wyzywam, jestem wredny, kopie i uciekam, okradam, pluje do kanapki… Brzmi to chyba trochę żałośnie… Ale nie jestem postury osiłka aby być w stanie komuś porządnie przypieprzyć, to niestety wykracza poza moje zdolności.
Czy ty właśnie przed chwilą powiedziałeś, że jestem niezrównoważony psychicznie? A nie chcesz przypadkiem dostać gołym plotem po pysku? Dobra. Zadawanie pytań samemu sobie i odpowiadanie na nie ssie. [cenzura]

Ekwipunek:
- Dyktafon.
- Magazyn 18+ “Wink Boner” #34 - z historii.
- Zestaw wytrychów w eleganckim skórzanym etui.
- Nóż spręrzynowy
- Whisky AppleJack Daniels 0,7l x2
- Equestriańska Wyborowa 0,5l
- [cenzura]
- Cienki złoty łańcuszek.
- Napoczęta paczka cygar zawierającą tylko dwie sztuki z ośmiu.
- Srebrna zapalniczka benzynowa.
- Plastikowe pudełko na kanapki z wyrytym napisem na nim: “Shining Stone”
- Do połowy zjedzona kanapka z serem i sałatą.
- Otwarta butelka sparklecoli ze słomką w środku. Upita w ⅓
- Papierowa czapeczka zrobiona z planów architektonicznych stajni.
- Brązowa torba podróżna.
- PipBuck
Wybaczcie za braki "y" w niektórych moich słowach. Moja klawiatura stawia ten znak z wielkim oporem, a nie mam ochoty z nią walczyć.
#2
Błędy które były zostały poprawione, wszystko wydaje się być zrównoważone. Historia nie jest przegięta...

Accepted




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości