Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Karta Postaci - Dra9on [Zaakceptowana]
#1
Imię: Black Dust
 
Płeć: Ogier
 
Wiek: 25 lat
 
Rasa: pegaz
 
Cutie Mark: Niebieska tarcza ze skrzyżowanym kluczem i śrubokrętem (z żółtą rączką) z tyłu
 
 
Wygląd:
Jasno-szara sierść, czarna grzywa (często zaczesana do tyłu), czerwone oczy, co drugie pióro z tych dłuższych czarne
 
Rodzina: Strong Wind i Summer Breez- nie żyją.
Toolbox- stan nieznany
 
Specjalność:
-broń palna i energetyczna
-naprawa
-hackowanie terminali
 
Ekwipunek: PipBuck z niebieskim wyświetlaczem; znoszony, wzmocniony, czarny, mundur enklawy ze zniszczonym nadajnikiem; czarna chustka na głowę z białym wyszyciem gwiazdy ze skrzydłami; strzelba karawany; 30 naboji; pistolet plazmowy o zmodyfikowanym chwycie; trochę ogniw; apteczka (3x mikstura lecznicza; parę bandaży, plastrów i gazików; 2x Rad-X; 2x Med-X; 1x Anty-Rad); 260 kapsli;trochę prowiantu i manierka;juki;lornetka;trochę whisky
 
 
Historia postaci:
 
Dzieciństwo Dusta było dość normalne. W młodych latach miał dużo znajomych. Jednak w miarę dorastania odsunął się od nich, poświęcając się, jego zdaniem, ciekawszym zajęciom, od pilotowania Raptorów przez ćwiczenie strzelania aż na majsterkowaniu przy zepsutych pancerzach kończąc. Tego uczył go pegaz o imieniu Toolbox, jego wujek, który zaopiekował się nim po tragicznym "wypadku" jego rodziców.
 
Pewnego razu, w warsztacie doszło do incydentu, który spowodowany był sabotarzem. Dust osłaniając wuja, odniósł ciężkie obrażenia, lecz zyskał swój CM, tarczę na tle skrzyżowanego klucza i śrubokrętu (było to dość puźno bo Black Dust miał już wtedy 15 lat).  
Najprawdopodobniej była to sprawka kogoś z wyższych stołków, kto nie popierał poglądów wuja Dusta, podzielającego zdanie jego rodziców, admirała Strong Wind i doktor Summer Breez - „...powinniśmy w końcu ruszyć nasze pierzaste tyłki i zacząć pomagać tym na dole". Wykorzystując zapasowe części od pancerzy wspomaganych enklawy i innych żeczy, zbudowali Black Dust'owi protezę wyposażoną w szpony umożliwiające precyzyjną pracę i zwiększone możliwości bojowe przy walce bez użycia broni. W wieku 21 lat Black Dust został przydzielony do oddziałów zwiadowczych i w przeciągu 3 lat awansował do rangi młodszego oficera. W dwudzieste czwarte urodziny dostał od wuja jego własnego Pipbuck'a. "Tobie on przyda się bardziej, tam na zewnątrz"- powiedział Toolbox.
 
Pół roku później...
 
...Masywne drzwi Stajni 65 otworzyły się, wzbijając w powietrze tumany kurzu i pyłu, który osadzał się tu już od jakiegoś czasu. Ściany wymazane zaschniętą krwią i mrygające światło awaryjne, nadawało pomieszczeniu ponury klimat.
Oficer Black Dust wszedł jako pierwszy włączając latarkę przy kombinezonie. Jasne światło rozśfietliło pomieszczenie ukazując ciało kucyka ze zmiarzdżoną głową. Uszy oficera nasłuchiwały najdrobniejszego dźwięku a oczy wypatrywały czerwonych kresek na EFS.„To co, wchodzimy czy będziemy tu tak stać?" spytała Lemon Leaf stukając Dust'a skrzydłem. „Niewiem jak wam, ale mi się trochę spieszy na baze" stwierdził Red Shot kopiąc pustą puszkę po fasoli leżącą u wejścia.
„Idziemy dwójkami, jak na coś traficie, dajcie znać przez radio" rozkazał Black Dust i ruszył przed siebie razem z Lemon Leaf.
„Dusty, jesteś ostatnio jakiś spięty.." powiedziała Lemon idąc obok swojego toważysza który cały czas się rozglądał.„Martwię się o wuja" odparł szary pegaz, mijając kolejne ciało, tym razem z odgryzionym kawałkiem szyji. „..ostatnio popadł w paranoję, mówił że coś odkrył w raportach... chyba powinienem poprosić doktor Roseberry żeby przepisała mu coś na uspokojenie..." urwał nagle Dust. „Słyszałaś to?" spytał nasłuchując, lecz jedyne co usłyszał to dźwięk kapiącej wody. Zanim jego towarzyszka zdążyła coś powiedzieć, odezwało się radio. „Tu R....Sho...Jesteśmy na poz.... reaktorów....Potrzebne wsparcie! Powtarzam, potrzebne wsparcie!" Oba pegazy spojrzały po sobie, Black ustawił znacznik na mapie i ruszyli pędem w stronę przyjaciół. Gdy dobiegli na miejsce pipbuck ukazał wokoło ich pozycji 20 wrogich znaczników. Kiedy Black wyskoczył zza rogu, czas zatrzymał się na chwilę dając moment na zaznaczenie tylu przeciwników ilu tylko mógł. Kiedy czas powrócił do normalości karabiny po bokach kombinezonu rykneły, dziurawiąc głowy napastników. Po chwili dołączyła salwa z broni Lemon Leaf i w przeciągu paru sekund pomieszczenie zostało oczyszczone. Black podszedł bliżej i ku swojemu przerażeniu spostrzegł zmasakrowane ciała swoich kompanów. „Ghule..." stwierdziła ze łzami w oczach Lemon, kiedy podeszła bliżej. „...oni nawet nie mieli szans...".
„To fakt" ,pomyślał.  „W zamkniętych pomieszczeniach skrzydła na nic się nie zdadzą."
Ta Stajnia miała być przecież pusta!", wykrzyczała Lemon Leaf kopiąc jedno z ciał. Black przytulił ją, starając się ją uspokoić. „Zgrywam dane i spadamy stąd."
Pół godziny później wyszli na zewnątrz, gdzie czekał już na nich Raptor. Jednorożec o pomarańczowej grzywie wyszedł im na spotkanie. Dust nie ździwił się w ogóle, w bazie dość często go widział. „Jestem Major Green Swift...". Dust zamyślił się. To nazwisko obiło mu się o uszy kiedy rozmawiał z Toolbox'em o raportach które znalazł. „Zapraszam na pokład." powiedział Green z uśmieszkiem.
Kiedy byli już w powietrzu Swift zwrócił się do Dust'a „Proszę przekazać mi dane."
„Wole oddać je osobiście Admirałowi..." nagle padł strzał posyłający Leaf na plecy, a jej ciało wypadło przez otwierający się właz w podłodze. „Nie będę drugi raz powtarzał." powiedział oschle Green „Ty skurwielu!" krzyknął Dust zapominając że nie miał na sobie pancerza ani broni. Nim któryś z nich zdołał coś dodać, Raptorem wstrząsnęła eksplozja. Nie czekając na lepszy moment, Black Dust rzucił się na Majora rozszarpując mu szponami twarz i gardło. Nastąpiła kolejna eksplozja gdy Green tonął we własnej krwi. Chwile potem Raptor uderzył o ziemię, Black'iem rzuciło o ścianę i stracił przytomność.
 
-Wpis 1
Postanowiłem robić notatki, by zająć czymś umysł i nie zwariować. Mam dziwne wrażenie  że ktoś lub.... coś mnie śledzi. Zapiszę to co pamiętam z dzisiejszego dnia.
Ocknąłem się przy wraku jakiejś maszyny, wokół mnie było może z 5-6 ciał. Ja sam byłem w dość kiepskim stanie. Nie wiedząc co się stało, zdecydowałem się zebrać to co znalazłem i ruszać. Dokonując oględziń maszyny zauważyłem ślady po pociskach i broni energetycznej. Miałem złe przeczucie że ktokolwiek zaatakował, przyjdzie tu, a ja niemam zamiaru machać mu na powitanie. To co znalazłem to pistolet plazmowy, trochę ogniw, apteczkę i lornetkę. Reszta broni na jaką natrafiłem była zbyt zniszczona żeby cokolwiek z tym zrobić. Kiedy opuściłem pobojowisko i oddaliłem się może na jakieś 150 metrów, zdecydowałem się zerknąć za siebie. Odrazu padłem na ziemię i przyjrzałem się dokładniej, korzystając z lornetki. Zauważyłem grupę złożoną z trzech.... dużych, podobnych do jednorożców istot i mam tu na myśli że były bardzo duże. Wstałem i pogalopowałem czym prędzej w przeciwną stronę. Teraz siedzę w jakiejś piwnicy i mam tylko nadzieję że nie szli za mną...
 
-Wpis 2
Nastał ranek i kolejny dzień. Przeczesując piwnicę znalazłem lusterko, więc postanowiłem obejżeć się dokładnie. Jasno szara sierść, czarna grzywa i ogon, czerwone oczy, liczne skaleczenia na ciele. Zaciekawiło mnie moje przednie prawe kopyto, dopiero teraz zauważyłem że czuje je zupełnie inaczej niż resztę ciała. Zrobione było z metalu, natomiast na lewym znajdowało się jakieś urządzenie.  Kiedy je włączyłem niebieskie światło rozjaśniło trochę pomieszczenie. Urządzenie okazało się nosić nazwę PipBuck i być czymś w rodzaju osobistego komputera. Korzystając z funkcji robienia notatek przepisałem to co zapisałem dotychczas na papierze wcześniej znalezionym. Co dziwne użądzenie opisało wszystko co mam przy sobie.. sprytne. Zjadłem to co mały komputer nazwał „Bombami cukrowymi" i popiłem „Sparkle Colą". Nie znajdując niczego ciekawego poza kilkunastoma kapslami (co PipBuck uznał za wartościowe....bez sensu) i ruszyłem dalej. Mam dziwne wrażenie że ktoś mnie obserwuje...
 
-Wpis 7
Od paru dni podróżuję. Wydaje mi się że jeśli się zatrzymam na dłużej to w koncu mnie dopadną. Ostatnio się im przyjrzałem, kiedy udawałem że śpię. Oprócz rogów mają też skrzydła, widziałem jak przyleciały. Skoro tak, to dlaczego dotąd mnie nie zabiły lub nie schwytały? Mądre są, to przyznać muszę, były na takiej odległości że mój EFS ich nie widział.... a co jeśli to tylko chalucynacje?
Wczoraj natrafiłem na jakieś miasteczko. Kiedy chciałem pomóc rannemu kucykowi ten chciał mnie ugryźć! No cóż... przynajmniej dowiedziałem się że z mojej protezy wysuwają się szpony, tylko ciężko z czyszczeniem ich z krwi... chyba się napiję whisky... bo mogę... moje zdrowie!
 
-Wpis 27
Ostatnio miewam pewien sen, o klaczce, jednorożcu z zieloną grzywą. Wydaje mi się że chce żebym gdzieś poszedł.... "Baza Maripony".... Będę musiał to sprawdzić. Do tego ten koszmar... Jestem gdzieś, chyba w jakimś bunkrze czy coś. Ściany wymazane krwią, pełno ciał. Pamiętam że ktoś woła moje imię... Potem dochodzą do tego słowa kołysanki
„... Stars and moons and air ballons,
Fluffy clouds to the horizon, I'll wrap
you in rainbows and rock you to sleep
again..."

 
-Wpis 48
Dotarłem do miasta o nazwie Fillydelphia. O mały włos nie zostałem niewolnikiem. Słyszałem mowę pewnego kuca o imieniu Red Eye. Polepszenie sytuacji na pustkowiach, brzmi dobrze, czmu nie. Pójdę jako najemnik czy coś, złapię robotę czy dwie. Może zatrudnię się do ochrony karawan? Jak to brzmi... trust me, I'm The Courier
 
-Wpis 62
Dzisiaj obgadałem sprawę z moim kumplem Bane'em. Złapiemy jeszcze jedną robotę, kupimy zapasy i wynosimy się z dala od tego miasta i tego pierdolniętego kuca Red'a. Może w końcu pójdę do tej całej Maripony.... może tam znajdę odpowiedzi na moje pytania.
Z nowości to tylko tyle że podczas ostatniej wyprawy znowu je zobaczyłem... tym razem słyszałem w głowie jakby nie swoje myśli... chyba to mózg mi się gotuje przez te napromieniowanie.... Najgorsze że wydałem kupę kapsli na lekarza, mam nadzieje że mi nic nie napieprzył....brakuje mi tylko żebym sie z drugim ogonem na czole obudził. Nie, bardzo dziękuję!
... Znowu słyszę tą kołysankę... jak na ironię chyba dzisiaj nie zasnę...
 
 
Charakter:
- Opanowany.
- Samotny, czuje jak by stracił kogoś bliskiego.
- Trochę zagubiony w otaczającym go świecie.
- Ma poczucie humoru, choć rzadko je okazuje.
- Troszczy się o innych.
- Boi się głębokiej wody. Sam nie wie dlaczego.
- Niepokoi go to, że słyszy głosy.
- Ma sętyment do podartego, zakrwawionego zdjęcia na którym jest jakaś pegazica (z tyłu widnieje napis Leaf)

 
#2
Zapomniałeś o jednorożcu...
#3
Teraz, mam już wszystko, niej więcej, przejaśnione. Nie widzę specjalnych błędów które miały by tą kartę zdyskwalifikować, więc...

Zatwierdzona.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości