Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Karta postaci - Piveq13 [ Zaakceptowana]
#1
Imię: Mortar Strike (bardzo niewiele kucyków zna jego prawdziwe imię. Przedstawia się pseudonimem).
Pseudonim: Bane
Płeć: Ogier
Wiek: 27 lat
Rasa: Jednorożec
Cutie Mark: Czerwony celownik mierzący w pocisk karabinowy na tle czerwonego krzyża.
Rodzina: Młodsza siostra – Sunshine Breeze (zaginiona, prawdopodobnie martwa)
Matka - Green Herb (martwa), Ojciec - Ferox (martwy)
Wygląd: Ciemnofioletowa przechodząca w czerń grzywa przystrzyżona do krótkiego irokeza, krótki ogon o tym samym odcieniu, biała sierść, trzykrotnie przekłute prawe ucho. Niebieskie zimne, cały czas analizujące otoczenie oczy. W młodych latach Bane nabawił się długiej szramy przebiegającej przez jego lewe oko. Wysoki, dobrze zbudowany. Nie rozstaje się z karmazynowym beretem wojskowym, czarną chustą którą zawiązuje sobie na szyi, ciemną skórzaną kamizelką z obciętymi rękawami i sakwą z najpotrzebniejszymi przedmiotami.
Specjalizacje: Broń palna (snajper), broń biała, przetrwanie na pustkowiach, medycyna, używanie magii na poziomie podstawowym.
Ekwipunek: karabin samopowtarzalny z celownikiem optycznym wraz z 30 nabojami, nóż wojskowy, beret, zakurzona, skórzana, dosyć gruba kamizelka bez rękawów, torba podróżnicza, 2x mikstura lecznicza, pudełko medykamentów (troche bandaży, środków na promieniowanie i odtrutka na truciznę okolicznych zwierząt, ulubiona książka, 200 kapsli, suchy prowiant na kilka dni, podłej jakości whiskey).



Historia: Bane urodził się w średniej wielkości miasteczku na pustkowiach. To były czasy gdy owe miasteczko dopiero powstawało, ludzie budowali dla siebie domy z zamiarem osiedlenia się na tej sprzyjającej uprawie ziemi. Jednak nieco później okazało się iż nowe osiedle sąsiaduje z lokalnym gangiem. Mimo wszystko uniknięto niepotrzebnego rozlewu krwi. Miasteczko szybko zaczęło ofiarować część pożywienia i medykamentów bandytom w zamian za spokój. Dzikusom to było na rękę, mieli kopalnię przydatnych zasobów na wyciągnięcie ręki. Jednocześnie, przy swojej liczebności nie musieli się obawiać zagrożenia z ich strony. Kucykom żyjącym obok gangu to też specjalnie nie przeszkadzało w budowaniu nowego domu.
Rodzice Mortara od początku dbali o jego edukację. Jego matka była znaną lekarką, potrafiąca wyczyniać cuda z przypadkowo zebranymi ziołami. Jego ojciec znał się na rusznikarstwie, jednak głównie dokonywał małych napraw rozmaitych sprzętów, taka złota rączka umiejąca złożyć z części od tostera działające działo. Młody ogier od dzieciństwa aż po dojrzałość pomagał rodzicom w pracy, chodził z matką by pozbierać potrzebne jej zioła i polować na małe zwierzęta posiadające lecznicze składniki, z ojcem reperował osprzęt dostarczany im przez sąsiadów. Czasami ojciec wyjmował spod lady karabin, rozbierał go na części i zapoznawał z jego działaniem syna, ciekawego działania głośnego ustrojstwa. Często też wychodził z synem za miasto i uczył go jak się bronić na tym nieprzyjaznym świecie. Nauczył go jak radzić sobie bez broni, jak udawać bezbronnego by uratować swoje życie, ale przede wszystkim co robić by uratować najbliższych. Nauki rodziców stanowiły największy procent wiedzy młodego ogiera. Wówczas zdobył również swój CM, wykazując kompetencje w szeroko rozumianej sztuce przetrwania, jak i obsłudze broni palnej.
4 lata po urodzinach Bane'a na świat przyszła jego siostra – Sunny. Wesoła, energiczna klacz szybko wykazała zainteresowanie medycyną i poszła w ślady matki. Od tego czasu Bane więcej czasu spędzał w warsztacie ojca, choć nie przestawał praktykować u matki. Rodzeństwo bardzo dobrze się dogadywało, kochało i nawzajem sobie pomagało.
Po 18 urodzinach ogiera kontakty z bandytami pobierającymi haracz się pogorszyły. Wybrany został nowy przywódca, młody, agresywny, okrutny i głupi. Pragnący gwałtu i mordu szybko ruszył z podobnymi sobie na miasteczko. Ta noc była pełna krwi, strachu, łez i bestialstwa. Mieszkańcy bronili się zażarcie, Bane nie mogąc znaleźć rodziców kazał Sunny się ukryć, a sam chwycił za broń i ruszył do obrony. Został tam też poważnie ranny. Pierwszy bandyta, pierwszy kucyk którego zabił ciął go zamaszyście przez lewe oko, na szczęście nie trafiając w gałkę oczną i raniąc jedynie skórę. Moment z którym młody ogier zatopił ostrze noża w piersi psychopaty nie okazał się zwrotnym punktem w jego psychice. Być może to kwestia tego, że już od dawna był przygotowany na tego typu czyny. Tej nocy z jego kopyt zginęło wiele kucy, tak wiele że nie spamiętał nawet twarzy swojego pierwszego agresora.
Gdy bandyci, ponoszący ogromne straty zarządzili odwrót, miasto stało w płomieniach. Ocalała garstka mieszkańców, w tym także i Bane. Przez całą noc szukał swojej siostry, niestety z żadnym rezultatem. Udało mu się natomiast znaleźć ciała rodziców, ojca broniącego własną piersią matkę. Jednak pociski penetrujące mają to do siebie, że nie zważają na odważne czyny i bez pardonu przewiercają się przez tkankę miękką. Jeszcze tej nocy pochował ich na tyłach rodzinnego domu. Pochówek był skromny. On i najbliżsi przyjaciele rodziny. Był tak wycieńczony że nie miał siły rozpaczać. Świat taki już jest. Trzeba zaakceptować naturalny bieg wydarzeń i brnąć dalej. Wydał sobie tym samym cel, musiał odnaleźć siostrę. Przecież nie mogła tam umrzeć. Znalazłby ciało.
Po kilku dniach mieszkańcom udało się zebrać i ustalić plan odpłacenia się gangowi. Bandyci po najeździe mocno się wykrwawili, ich osłabieniu sprzyjał także fakt kończących się zasobów. Ocalali mieszkańcy zgrupowali się z Red Flashem, przyjacielem rodziców Bane'a na czele, zebrali zapasy, broń i ruszyli w kierunku bandytów. Plan zakładał otoczenie odkrytej bazy zuchwałej bandy i ostrzeliwanie ich. I udało się. Nawet kilku przestępców skapitulowało i oddało się w ręce mieszkańców. Oczywiście w pierwszej kolejności dopadł ich Bane, który z pomocą Reda brutalnie ich przesłuchiwał. Jednak nie dowiedział się niczego o swojej siostrze. Wokoło nie było żadnych oznak tego iż faktycznie tu była. Mimo to ci członkowie marginesu społecznego pozwolili mu się wyżyć, fizycznie odpłacić za poniesione krzywdy. Przynajmniej się do czegoś przydali.
Nie mogąc się pogodzić z własną niekompetencją Bane zebrał ze sobą dobytek, naprawił z pomocą Reda karabin samopowtarzalny znaleziony przez bandytów, przywłaszczył sobie kamizelkę ich szefa i ruszył na dalsze poszukiwania.
Ogier przez wiele lat błąkał się po pustkowiach pracując jako eskorta karawan kupieckich. Dzięki temu przemierzał post nuklearne peryferia a do tego nieźle zarabiał. W pewnym momencie popadł w depresję, zaczął pić, ćpać i zaprzestał poszukiwań. Jednak był to krótki epizod w jego życiu, całkiem szybko zdołał się z tego otrząsnąć i wrócił do zawodu najemnego ochroniarza w pewnej firmie kuriersko-karawaniarskiej.

/ (wątek powiązany z Black Dustem) \
Postanowił przeprawić się do Fillydelphi i przystąpić do Red Eye'a. Walka o wolność, nawet jeśli przy użyciu krwawych środków... liczą się tylko efekty prawda? To właśnie tego przecież szukał. Jak bardzo był w błędzie... Metody Reda przypominały mu bandyckie napaści i zniewalanie niewinnych. Sam nie był lepszy od pierwszego z brzegu ćpuna gotowego kraść, mordować, by móc ulżyć sobie kolejną działką. Można się kłócić że miał zaszczytny cel, ale da się przywrócić stary porządek innymi metodami. Nie trzeba posuwać się do barbaryzmu i nieludzkich czynów.
Z dniem kiedy poznał pegaza o imieniu Black Dust, Bane poczuł że nie on jeden ma dość działań Red Eye'a. Szybko się zakumplowali, chodź młody snajper zachowywał lekki dystans. Nic nie wiedział o skrzydlaczu. Chociaż czy w tym momencie wiedział cokolwiek choćby o sobie? Przeszłość stanowiła dla Strike'a zamgloną historię którą mógł wyczytać z jakiejś książki. Wódka i dragi odcisnęły na nim szkodliwe piętno, nie do końca wiedział o co walczy. I czy wciąż walczy.
W końcu wraz z poznanym pegazem uciekli z tej dziury zwanej Fillydelphią. Podróżowali przez pustkowia aż wreszcie ostali w jednym z miast i zatrudnili się jako ochroniarze karawan. W ten sposób byli w stanie prowadzić całkiem wygodne życie, nie licząc możliwości śmierci w razie ataku na konwój. Ale przecież na pustkowiach śmierć jest tak częstym zjawiskiem że aż się nad nim głębiej nie zastanawia, prawda?


Charakter: Bane to typ zamkniętego w sobie indywidualisty, nie polegającego na innych z powodu ich rzekomej niekompetencji. Mimo wszystko jest jednak zawiązać nić porozumienia a nawet przyjaźń, jednak wymaga to czasu. Wynika to z jego przeżyć i nieufności względem innych. Nie lubi rozmawiać o swoich przeżyciach, nie ze względu na bolesne wspomnienia. Po prostu nie chce mu się do tego wracać. Nie jest typem kuca skupiającego się na przeszłości, wręcz przeciwnie, często zostawia ją za sobą i skupia się na aktualnych sprawach. Jedynym tego odstępstwem jest jego siostra. Woli działać w pojedynkę, lub w małej, zaufanej grupie. Jest typem doświadczonego jak na swój wiek obserwatora. Jest cierpliwy, to uosobienie zimnego metodysty, praktycznego umysłu, umiejącego wyizolować się od świata zewnętrznego i jego problemów i nie przejąć się zupełnie tym, że zabił przez pomyłkę jakiegoś niewinnego kuca. Dzięki temu jego psychika jest w stanie odepchnąć makabryczne wspomnienia i skupić się na przetrwaniu. Jednak uczucia potrzebują raz na jakiś czas ujść z umysłu Bane'a. Wówczas ten niemal traci kontrolę nad sobą i dostaje ataku agresji, tak jak podczas tortury bandytów gdy był młodszy. Jest to ogier bardzo specyficznie pojmujący pojęcie moralności, potrafiący popchnąć siebie samego do choćby i krwawych czynów. Jednak to sumienie jest czynnikiem przez który często pragnie uniknąć tej mrocznej ścieżki. Pamięć o siostrze często pomaga mu się opanować i nie pchać w ciemne sprawki.

[/font][/size]

No, trochę to trwało. Na razie oddaję kartę do wglądu, na ewentualne uwagi będę w stanie odpowiedzieć dopiero jutro wieczorem. Miłej nocy~
#2
Karta ma, gdzie nie gdzie, niewielkie zgrzyty, ale nie jest to nic co by miało większy wpływ na całość.

Karta zostaje:
zaakceptowana




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości