Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wastelands Vol. 1
– Postawiłeś sprawę bardzo jasno – Um uśmiechnął się, zadowolony, że jego inwestycja po prostu wciąż przetwarza dostarczone jej dane – Często, choć oczywiście nie tak często jak rdzenni mieszkańcy Equestrii. Część gryfów spotykanych na Equestriańskich Pustkowiach, to ocaleli po incydencie mieszkańcy waszych ziem, faktem jest, że przed wojną wiele narodowości jak i ras migrowało z miejsca na miejsce, gdy niektórzy z niech postanowili osiedlić się z dala od swych ojczyzn z rożnych powodów. Kolejną częścią są gryfy, które przetrwały incydent w jednej z waszych stajni, którą miłościwie zawdzięczamy trzem głową Stable-Tec. Trzecią zaś częścią są gryfy, które wyemigrowały z naszej ojczyzny, po tym gdy część waszej armii najechała ją w celu zagarnięcia dla siebie naszych zasobów i to, panie i panowie przedstawiam Enklawę, zło numer jeden, gdzie tuż pod nimi znajdują się Steel Rangersi... wciąż uważam, że jest to całkiem zabawne. Łapiecie? Armia chroniąca dobra obywateli i interesów państwa, teraz zbiry i bandyci numer jeden. Co do kwestii jedzenia, to jest go więcej niż można byłoby się spodziewać – gryf wskazał na truchło przytroczone do pleców brata – poza tym, drapieżnik, czy nie... jesteśmy wszystkożercami, jak zapewne wiesz ze swoich książek. Poza tym Mir potrafi przetrawić oponę od tira i przetrwać na tym przez przynajmniej tydzień, c'nie Mir?!

Mirage odwrócił się ze swoim zwyczajowym wyrazem oblicza, żując suszonego radigatora i popijając wodą.

– Ta, a popijam olejem pół syntetycznym i wcinam śruby na deser... tak jestem robotem – powiedział jakby lekko znudzony, po czym wrócił do obserwacji okolicy i cichej konsumpcji.

Na słowa o kąpieli gryf po smętniał, bo ze wszystkich wygód jakie oferował pobyt na jednostce, to właśnie łaźni brakowało mu najbardziej.

– Tak mój przyjacielu, kąpiel to luksus i zgadzam się z tobą w stu procentach przydała by się, a o zdrowie się nie martw póki masz kapsle i wiesz gdzie można otrzymać pomoc, poprawa zdrowia nie stanowi problemu, poza tym woda w wielu miejscach jest filtrowana, albo jej źródło jest dość głęboko, by nie oddawała tłem, tylko trzeba wiedzieć, gdzie szukać... poza tym odrobina promieniowania, pod pewną kontrolą nie jest jakimś tam wielkim problemem, mieszkańcy Pustkowi już zdążyli się przyzwyczaić, a wasze liczniki promieniowania są ustawione na tak małe, drobniutkie poziomy, że wyją jak szalone prawie wszędzie – uśmiechnął się znów – i od czego jest Rad-X i Radaway, bo chyba nie po to, by po prostu sikać po nich tęczą!

Bracia usłyszeli to, co gryfica o nich wspomniała, Um przez chwilę zastanawiał się nad jej słowami i poczuł coś na podobiznę smutku, zdając sobie sprawę, że życie gryficy to tak naprawdę zamknięty jakiś czas temu rozdział ich dawnego życia. Gdy grupa dotarła do mostu, Um wleciał na ulicę biegnącą przez most wraz z Rose i gdy tylko zobaczył błysk w oddali, natychmiast zaczął przesuwać się w kierunku osłony, o ile jakąś zauważył, ostrzegając równocześnie Rose, potem przyklęknął wyjmując lornetkę. Przez chwilę obserwował źródło jego obaw, po czym stwierdził, że kuc nie wygląda mu na łupieżcę.

– To, co jak chcesz to rozegrać? – zapytał szybko, po czym dodał. – Nie chcę strzelać do każdej napotkanej osoby z bronią.

Gryf nie sięgał po broń, tylko obserwował kuca przez lornetkę unosząc jedną z łap tak, jakby chciał dać znać, że widzi go i nie chce zrobić mu krzywdy. Gdy kuc zda mu się nieprzyjaźnie nastawiony, gryf postara się o to by było go jak najtrudniej trafić.
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz
- Wiecie zwykłym kucem ze stajni nie jestem, ale nie ważne. - powiedział Shield. - Tak poza, gdy wyszedłem z stajni pierwszy kuc, którego spotkałem powiedział mi *Witaj w piekle*, popatrzyłem na lokalizację i wyświetlało mi okolice Hoofingtoonu.
- Rozumiem że to miasto podczas wojny było fortecą, nie do zdobycia, ale że aż tak? - powiedział po czym dodał. - Piekłem bym tego miasta nie nazwał.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Gdy już wszedł na most spojrzał na drogę przed nimi, potem na wierzę na którą się patrzyli "koledzy" po czym powiedział.
- Jeśli nie strzeli, nie ma co tracić amunicji na niego. - powiedział. - Nie wiemy ilu może ich tam być i w co mogą być uzbrojeni, ten tu wygląda dosyć słabo.

Patrzył na niego przez swoje oko, widział już wiele kucy na pustkowiach, ale ten przynajmniej dla niego, wyglądał na bardzo słabo uzbrojonego jak na standardy stajni i kawałka pustkowi dookoła niej.
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
Kuc na dźwigarze po przeciwnej stronie mostu obserwował spokojnie sytuacje, oceniając także liczebność i uzbrojenie grupy. Widząc gest Umbry, kucyk odmachną kopytem dając znać że mogą przejść, jednak nadal celował przez swój karabin.

Droga na drugi koniec mostu nie była daleka, lecz była usiana przeszkodami. Trzystu metrowy odcinek drogi był blokowany przez cztery rzędy pojazdów ustawionych drzwi w drzwi niczym wały. Ciągnęły się przez niemal całą szerokość trasy pozostawiając po szparze w każdej by mogły przejechać wozy. Złom ustawiony na oko co pięćdziesiąt metrów jednak wymuszał na podróżnych dosyć spory zygzak.

Na pierwszy rzut oka złom tworzący ową gardziel wydawał się być tylko złomem. Ot stare wraki przedwojennych pojazdów które zostały uwiecznione w przedwojennym pośpiechu teraz były przeniesione by służyć innym celom. Rdza i promieniowanie już dawno zniszczyły ich dawny wygląd pozostawiając jedynie poste skorupy dawnych maszyn. Jednak nie były one dokładnie takie jak zostawił je los.

Wprawne oko mogło zobaczyć parę niepasujących szczegółów będących częściami większej taktycznej całości. Niektóre wozy miały na dachach pozostałości po antenach od radia, na których zawieszone były rożne stępki materiału. Mogło to wyglądać jak zwykła ozdoba zawieszona przez przyjezdnych, ale były one jednak czymś o wiele ważniejszym. Wiatr wiejący na moście poruszał częścią owych materiałów a innych nie był w stanie podnieść pozostawiając wrażenie chaosu , który jednak dla niektórych był całkowitym porządkiem.

Czasem częściowo otworzone bagażniki czy też walizki bezładnie rzucone w zniszczonym wnętrzu wydawały się być pradawną całością. Jednak czasem dało się zauważyć kable biegnące ze starego reflektora lub nadal całego lusterka. Były to rzeczy które nie zwracały na siebie uwagi i takie było ich zadanie. Miały one być widoczne dla jednaj osoby, osoby która miała plan.

Ostatnią barierą na drodze były dwie ciężarówki postawione w poprzek drogi i obudowane złomem by stworzyć ścianę nie do przeskoczenia dla zwykłych bandytów. Jednak pomiędzy naczepami pozostawiona była płyta stali służąca za bramę. O dziwo przed ową ścianą było dosyć pusto gdyż była odsunięta od reszty blokad. Jednak na owym plac stały czasem beczki po ropie najeżone wystającymi prętami.

Gdy grupa znalazła się na owym placu siedzący na wierzy snajper zsiadł ze swojego krzesła i oparł się o barierkę trzymając swój karabin na kopytach. - Jakie interesy sprowadzają was na Harbor Ilsand? - Odkrzyknął z góry w stronę grupy.
Odpowiedz
Umbra uśmiechnął się kwaśno na słowa Phantoma i pomyślał – "Przez co przeszedł ten dzieciak, że wypowiada takie słowa?"

– Hoho, mówisz, że Hoof nie zrobił na tobie wrażenia? Ale trzy klaczki już tak? Zważaj na swe słowa młody, nie jednego przyjaciela i towarzysza broni tam straciliśmy, a Pustkowia to naprawdę nie najlepsze miejsce na przechwałki – gryf wypowiedział te słowa z pogardą, wiedząc, że nie jeden weteran zginął przez naprawdę głupią rzecz.

"Co on z kolejnego eksperymentu społcznego się urwał" – podsumował mniej więcej osobę, przez pierwsze wrażenie jakie na nim sprawił, po czym stwierdził, że na niego nie będzie miał już siły, Bolt zdawał mu się lepszym materiałem na kompana i przyjaciela, niż dorastający nastolatek.



Gdy tylko gryf spostrzegł przedpole, które ciągnęło się aż do barykad, gdzie swoją pozycję miał strzelec, wiedział, że nie mają do czynienia z laikiem. Strzelec miał ich jak na dłoni, a określenie siły wiatru i jego kierunku było mrzonką da doświadczonego snajpera. Umbra wiedział, że są na straconej pozycji, a jego snajperka spoczywała bezpieczna w płaskim niepozornym plecaku przytwierdzonym między jego skrzydłami, skrywającym jego najważniejszy dobytek. Strzał nie nastąpił i nie był pewien, czy nie stanie się to, gdy tylko reszta pojawi się na widoku, by mógł wybić ich jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Lecz nagle kuc odpowiedział na jego gest, wtedy część obaw zniknęła, ale wciąż nie mógł sobie pozwolić na rozluźnienie. Um wciąż miał nadzieję, że wszystko zależy teraz od nich.

Gdy grupa dotarła do ostatniej linii oporu gryf odetchnął zbierając się do odpowiedzi.

– Witam, nie szukamy zwady, ani nie chcemy sprawiać problemów. Dziękujemy również, że przywitałeś nas słowem, a nie ołowiem. Przybywamy tu, by spełnić prośbę osób, które uratowały nam życie i wyrównać dzięki temu z nimi rachunki – powiedział spokojnie, po czym zaczekał na odpowiedź kuca.
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz
- Wiesz stary, może i masz rację. - powiedział Shield. - Tak patrząc się na to miasto, nie odczuwałem strachu przez te jebane implanty.
- Co do tych klaczek, to powiem tak, nie spodziewałem się. - odpowiedział. - Dowódca mówił dobrze, nie jestem gotowy na pustkowia.

Pomyślał chwilę po czym powiedział.
- Zawsze
trzeba być dobrej myśli, co nie? - zapytał po czym posmutniał. - Kogo ja próbuję oszukać i tak się już nie zobaczę z rodziną, Blue Sky, Bat Saphire.

Wyciągnął z kieszonki dwa zdjęcia, na jednym on z nietoperką, na drugim on z swoją siostrzyczką.
- *Brakuje mi ich.* - wyszeptał.
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
Snajper spoglądał na grupę ze swojego balkonu z kamienną twarzą. Był to rdzawo umaszczony kuc ziemny z brodą na końcu podchodzącą siwizną. Na słowa gryfa przewrócił oczami i mrukną do siebie, lecz z ruchu jego warg dało się wyczytać słowa: - Ale pierdoli farmazony... - Potem westchną i jeszcze raz popatrzył na wszystkich zebranych przed barykadą. - W porządku. - Powiedział i gwizdną na kogoś za ciężarówkami, kogo grupa nie była w stanie zobaczyć. Sam kucyk natomiast podniósł z powrotem swój karabin i wyłożył się na swoim siedzisku tak jak wcześniej.

po paru chwilach stalowa brama przed która stała grupa najemników ruszyła ze zgrzytem powoli się otwierając. Gdy prowizoryczne wrota odsunęły się całkiem na przeciw grupy stało dwie klacze. Jedna, klacz jednorożca ubrana w kombinezon mechanika z doszytymi metalowymi ochraniaczami i druga, klacz ziemna ubrana w mundur wojskowy, i hełm. Obie uzbrojone w pełnowymiarowe karabiny automatyczne poczekały bez słowa aż grupa przejdzie, by zamknąć za nimi bramę.

Po wszystkim Klacze poszły dalej za naczepy by dołączyć do swoich towarzyszy którzy siedzieli za osłoną z worków z piaskiem. Za ową osłona stał niewielki stolik, a przy nim siedzieli kolejna klacz i ogier. Klacz ziemna miała na sobie prosty kombinezon roboczy poobszywany skóra bramina, a masywnie zbudowany ogier miał na sobie dobrze zachowany egzemplarz pancerza bojowego, z pod którego widać było wojskowy mundur. Nie wydawali się oni specjalnie odbiegać od standardów bardziej zorganizowanych grup z pustkowi, gdyby nie jeden drobny fakt. Zarówno klacz jak i ogier na prawym ramieniu swoich mundurów mieli insygnia przedstawiające koło zębate przebite mieczem, natomiast pozostałe dwie klacze ich nie posiadały.

Gdy owa czwórka znowu zasiadła razem padły dosyć proste słowa. - Dobra no to nowe rozdanie. - Grali oni w pokera. - Amber, blind za dychę. - Mogło się wydawać, że dopiero co przepuszczona gruba przestała dla nich istnieć, lecz było wręcz odwrotnie. Mowa ciała kucyków wskazywała, że byli cały czas czujni, i co jakiś czas któreś z czwórki zerkało na przybyłych.



Rose czekała cały czas w pogotowiu dzierżąc swój karabin i czekając na resztę. Gdy zauważyła snajpera po przeciwnej stronie wzięła go na cel dla względów bezpieczeństwa. Drugim okiem zaś obserwowała co się działo obok. Kiedy zauważyła znak zawiesiła swój karabin na plecach i ruszyła wraz z resztą. Przyglądała się wrakom, które grupa musiała ominąć i podziwiała jednocześnie owe.

"Strzępy materiału... Prosty wiatromierz i bardzo efektywny , ukryty przed oczami zwykłych kucyków. W takim miejscu wiatr może się szybko zmieniać... No i dodatkowo ma też z nich dalmierz. Lampy, lusterka... Skrzętnie ukryte zapalniki. Najpewniej po trafieni odpalały ładunki w tych złomach. Gdyby ktoś był głupi by prowadzić tu szarżę to albo dostał by między oczy albo posiekały by go IED'iki." Popatrzyła się na snajpera przed nią. "Całkiem ładnie się tu urządził." Stwierdziła stając przed bramą.

Kiedy wreszcie brama się otworzyła skrzydlata weszła jako pierwsza przyglądając się bez słowa swojemu komitetowi powitalnemu. Gdy wreszcie cała grupa znalazła się za ostatnią barykadą podeszła do braci. - Jak sądzicie? Ta dwójka jest od puszek? - Zapytała cicho zerkając wymownie na parkę w mundurach która teraz grała w karty.
Odpowiedz
Brązowy ogier kiwnął również do snajpera kiedy zrobił to jego gryfi kompan. Wysłuchał słów nastoletniego nowego członka ich złogi -Wiem o czym mówisz ja też tęsknię za moim tatą i życiem w stajni. - rzekł przybliżając się i idąc obok niego.

Bolt siedział cicho trawiąc czego sie dowiedział kiedy przyszło co do czego poszedł z grupą trochę zamyślony. Nie zauważył niczego niezwykłego poza barykadami chroniącymi most.

- Czy wszystkie powojenne miasta teraz tak wyglądają?-popatrzył i zapytał raczej powietrze niż konkretnego jegomościa. Bolt podszedł do graczy przy stoliku co grali w pokera. Jego broń była schowana pod płaszczem i zabezpieczona. Przyglądał się grze w karty bo chciał się jej nauczyć. Jak podszedł to zobaczył emblemat przedwojenny który rozpoznał.- Jesteście wojskowymi? - zapytał nieśmiało nie wiedząc czy to głupie pytanie.
Odpowiedz
Umbra spostrzegł dopiero teraz, gdy spojrzał od strony umocnień w kierunku końca mostu z którego przybyli, że zawieszone szmaty są jednocześnie punktami określającymi dystans, na jaki powinien być wyzerowany celownik. "Niby ułatwia to sprawę, ale w zmiennych nie kontrolowanych warunkach, przyzwyczajenia i systematyczność prowadzą do grobu. Dalmierze mechaniczne i lornety są bardziej elastyczne, a czasem i na oko warto obrać cel, gdy każda cenna sekunda przeliczana jest na ilość godności zapisanych na liście honorów do oddania poległym" – pomyślał, skłaniając się do wymuszenia na sobie refleksji.

Gryf był zadowolony z przebiegu wydarzeń, a reakcja kuca wcale go nie zdziwiła, nie raz spotkał się z tak niechętnym podejściem do konwersacji wyjętej spod kanw Pustkowi. Humor zepsuł mu się dopiero, gdy przekroczyli umocnienia. Um strasznie nie lubił takich sytuacji, bo nigdy nie było wiadomo kto tak naprawdę zacznie strzelać, intencje mieszkańców Pustkowi, nigdy nie są i prawdopodobnie nie będą klarowne. Nawet miłe powitanie i zaproszenie do posilenia się, może skończyć się konwulsyjnymi wymiotami barwy karmazynu z posmakiem żelaza. Przeszło mu przez głowę, psując mu nastrój do reszty. Nerwy napięte jak postronki, spokój niczym płaszcz utkany z pozorów i niby całkiem swobodne przeciągnięcie się. Gryfy skinęły tylko w geście powitania, gdy ktokolwiek zwrócił na nich uwagę.

Nagle padło pytanie ze strony Rose, Um uśmiechnął się kącikami dzioba:

– Całkiem prawdopodobne, ale co mnie dziwi, puszki nie mieszają się z nami dzikusami, nie wiem na ile jest to możliwe, ale oni chyba mają odrobinę inne pojęcie konserwatyzmu niż inne kontyngenty. I z tego właśnie względu zastanawiam się, czy to dobrze czy źle, tak czy siak nie lubię SR'ów – szepnął zniechęcony do spotkania z chodzącymi i poszukującymi technologii czołgami. – Ja to kurwa pierdolę, czemu młody z nami idzie?! Ma pipbucka i jakąś cybernetykę powinien zaczekać z dala od tych nawiedzonych fanatyków.

I wtedy padło pytanie ze strony Bolta do obcych, a gryf nie mógł powstrzymać uśmiechu, z drugiej zaś strony był gotów wesprzeć kuca w każdym momencie.
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz
Kucyki przy stole karcianym zdawały się nie być przejęte obecnością grupy. Spokojnie robili swoje i co jakiś czas zerkali na grupę najemników. Gdy Umbra swoim szeptem wspomniał o niechęci do Steel Ranger'ów ucho klacz w mundurze drgnęło, lecz nie było z ich strony żadnej innej reakcji. Natomiast wspominka o technologi i ulepszeniach jakie posiadał Phantom Shield zatrzymały na chwilę grę. Zarówno klacz jak i ogier spojrzeli na białego kucyka badawczo, lecz były to spojrzenia ciekawości aniżeli zachłanności czy żądzy. Jednak już po chwili wrócili do gry.

Gdy Bolt zadał swoje pytanie dwójka popatrzyła po sobie pobieżnie po czym ogier odchrząkną. - Można tak powiedzieć... Wojsko nie istnieje od dwustu lat. Ja jestem Initiate Amber, a to jest Greenhorn Smokey. - Powiedział wskazując na towarzyszkę przy stole. Na chwilę zapadła cisza, dwójka zmierzyła się jeszcze raz wzrokiem. - Tak chyba można to nazwać wojskiem.

- Jeżeli szukacie Safe Harbour to jest na południu wyspy. Nie ma tego wiele ale zawsze coś. - Powiedziała jedna z klacz ubranych w kombinezony robocze nie odrywając wzroku od kart.
Odpowiedz
- Luno kochana, wszyscy ale to wszyscy muszą to wypominać? - powiedział niezbyt zadowolony Shield. - Czy to takie naprawdę dziwne że ma się bionikę zamiast oka i sztuczną inteligencję w krypcie??!!
- Shit, shit, shit, shit - zaczął przeklinać gdy się skapnął że powiedział za wiele. - *Mam nadzieję że nikt tego nie usłyszał*.

Popatrzył na zgromadzonych, jego wzrok zalał się czerwienią, jakby krwią ale po chwili się zmieniło na normalny.
- C...co....co? - powiedział dziwnie reagując na "omam" który przed chwilą zobaczył.
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości