Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wastelands Vol. 1
Spark prowadziła część grupy przez stary plac załadunkowy, co jakiś czas mijając innych Steel Rangerów. Ci zazwyczaj tylko przelotnie rzucali spojżenia na idących najemników, po czym wracali do swoich poprzednich czynności. Po jakimś czasie grupka znalazła się przed wejściem do posterunku straży przybrzeża. Koło wzmocnionej bramy stało dwóch strażników ubranych pancerze wspomagane. - Stać. - Odezwał się jeden z nich. - Imię, stopień, dowódca i cel. -
- Crimson Spark. Initiate. Cinnamon Cider. Przekacanie danych odnalezionych przez cywili. - Klacz jednorożca stanęła na baczność i wyrecytowała nazbyt zasadniczo swoją odpowiedź.
- Dobra, dobra... Więc niańczysz cywili co? Mam ich przeszukać, skuć, itp... - Kuc w pancerzu poprzechylał głowę w tę i z powrotem.
- Niema potrzeby. Dobrze wiesz że bym wiedziała gdyby chcieli coś wywinąć. - Klacz uśmiechnęła się i stuknęła w swój hełm.
- Tia... Dobra Spark. Ruszaj dalej. - Kuc wydał pozwolenie po czym otworzył masywną bramę.

Po chwili grupka znalazła się na placu przekształconym w coś pokroju warsztatu. Na wieszakach i podnośnikach stały od pancerzy wspomaganych, przez silniki po pełne pojazdy lub łodzie patrolowe. Pomiędzy stołami i częściami, które wyglądały na pierwszy rzut oka jak totalny chaos, krzątały się kucyki ubrane w stare podarte i upaprane smarem kombinezony. Nikt nie zdawał się zwracać uwagi na przechodzących nieznajomych, a w powietrzy cały czas było słychać mechaniczną wrzawę.
- Podaj mi klucz... Wyczyść tą turbinę... Sprawdź tą śrubę... Uważaj z wywoływaczem... - Wszystkiemu akompaniowały dźwięki metalu, pracującej maszynerii, a nawet małych wybuchów.
- Metalowe pszczółki. Dłubią sobie w złomie. Tu tu rutu tu tu. Tylko kable mają w głowie... - Spark zaczęła nucić sobie pod nosem widząc całą tą krzątaninę. - Dobra zejdziemy teraz do piwnicy i zaraz powinniśmy być u Skryby Lime. - Jednorożec powiedział mijając budynek, który górował nad placem i obeszła go od tyłu. Za rogiem znajdowała się klatka schodowa schodząca pod poziom betonu i pod budynek.

Po zejściu na dół grupa znalazła się w burym korytarzu w którym każde drzwi wyglądały identycznie. Po paru minutach klacz stanęła przed drzwiami które kończyły korytarz. - No dobra to jest wasz przystanek. - Powiedział po czym pchnęła drzwi. W środku było mnóstwo terminali i komputerów, na ścianach były rozwieszone plany różnych maszyn oraz tablice z wyliczeniami. Na środku stał półokrągły stół z tonami dokumentów dookoła a pomiędzy nimi spał pojedynczy kucyk którego ruda grzywa zasłaniała resztę jego głowy i przyklejonej go blatu twarzy.



W tym samym czasie kwatermistrz wyszedł ze swojego magazynu tylko by zastać zaledwie kilka osób z grupy. Gryf rozejrzał się dookoła po czym przyłożył sobie szpony do oczy i zaczął przecierać w niedowierzaniu i rezygnacji. - Czyli Spark zostawiła mi was pod opiekę... Pięknie. - Reven powiedział bezbarwnie i położył na stole gruby segregator. Po chwili jednak westchnął i popatrzył na grupkę najmitów. - Jest was tylko tylu? - Potem popatrzył na swój segregator. - Ech... dobra. Pójdziecie ze mną. - Powiedział po czym schował segregator z papierami do biurka i wszedł z powrotem do swojego magazynu.

Gdy reszta weszła do wnętrza kontenera okazało się że był on od środka wycięty tak że została z niego tylko rama. Podobnie było też z pozostałymi w tej kupie kontenerami. Wszystko to po modernizacji stanowiło sporej wielkości magazyn wypełniony stalowymi szafkami i stojakami na pancerze wspomagane. Gryf stał przy terminalu przykręconym do stalowego słupa, po paru sekundach odwrócił się do członków grupy. - Oto moje królestwo więc się zachowujcie... Teraz, czego wam potrzeba?
Odpowiedz
- Raider zajmuje się rabunkami, napadami takie tam wiesz robienie zazwyczaj z siebie idioty i kradnięcie innym wszystkiego, heh. - zaśmiał się jednorożec. - To jest nawet w naszych książkach, po tym jak chcieli nas obrabować to działka ich rozstrzelały, hehehehehe.
Shield się śmiał przez jakiś czas a gdy zobaczył wychodzącego gryfa pomyślał.
*Pan sklep przyszedł czas coś zakupić, hehehe* Shield się zaśmiał w myślach, ukazując tylko dosyć dziwny uśmiech.

---------------------------------------------------------------------------------------
Nagły ból głowy, oczy znowu zalały się jakby krwią...
*Na lunę znowu?!* Shield padł na ziemię, nie czuł się dobrze. *Co się zemną dzieje? Krew? Nie... To nie może być to!*
Shield złapał się za głowę, bolała go bardzo, nie mógł wytrzymać, czuł jakby coś chciał żeby eksplodowała. Tak samo nagle jak ból nastał tak samo znikł.
*Ja nie rozumiem, co się dzieje?* Shield powoli się podniósł, czół że się wszyscy na niego gapią i nie wiedzą co się z nim dzieje.
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
Um podążał wraz z resztą grupy za Spark. coraz bardziej sądząc, że to Mir powinien tutaj być, a nie on, sądząc że chciałby na pewno zobaczyć te cuda techniki i pracujących przy nich mu podobnych. Uśmiechnął się na widok nucącej Crimsone, starając się ją choć jeszcze odrobinkę bardziej ją rozgryźć, co sprawiło, że zmieniła stronę w odwiecznym konflikcie i teraz stoi po stronie SR, ale nic nie przychodziło mu do głowy.

Gdy już zeszli na niższy poziom, Um zawahał się, po czym po krótkim zastanowieniu podszedł do skryby z pozwoleniem Spark i obudził ją delikatnie, miętosząc woreczek z nieśmiertelnikami w łapie.

– Przepraszam Panią, ale chyba mamy coś dla Pani, co może Panią zainteresować – gryf uśmiechnął się przyjaźnie, gdy tylko go zauważyła i skupiła na nim wzrok.


Mirage ściągnął z siebie kamizelkę i odetchnął:

– Dzięki Bummer, poza tym powiedz mi co za projektant nie przewidział rozporka w kombinezonie, o Celestio – skrzywił się, gdy jego receptory węchu zostały wręcz znokałtowane.

Przez chwilę oglądał pancerz, wytężając swoją siłę woli, by nie rzucić tego w cholerę i stąd wybyć.

– To nie z pamięcią mam problemy, to bardziej skomplikowany problem, ujmijmy to tak, że nie zawsze jestem do końca sobą – powiedział, jakby nie zamierzał kontynuować tego tematu.

Na słowa Shielda, uśmiechnął się krzywo:

– Powiedziałbym, że to bardzo łagodny opis, co przedstawił ci twój kolega za innych stalowych wrót. Raider to pieszczotliwa nazwa, dla psychopatów, którzy na nasze nieszczęście zaczęli łączyć się w bandy i większe klany. Można ich spotkać wszędzie, gdzie w okolicy mogą czerpać różnorakie korzyści. Przeważnie żerując na innych. Zabiorą ci wszystko co jest dla ciebie cenne... rodzinę, przyjaciół i innych bliskich, wszystko co posiadacz, często również życie. Od czasu do czasu dla zabawy okaleczą cię i będą patrzeć jak wijesz się z bólu, zamieniając to w jakąś tylko im znaną grę. Zgwałcą... No i lubią też niewolić, by potem sprzedać niczemu winną osobę łowcą niewolników. I wszystko to, nie wyklucza siebie na wzajem... Pomyśleć, że to tylko zarys! Co byś sobie nie wyobraził, może przyjść i im do głowy, pokrętne i często do szpiku złe dusze.

Gdy pojawił się Raven, gryf urwał i spoglądał z wyczekiwaniem na pobratymca po czym ruszył za nim i gdy ten przestawił sytuację, odpowiedział:

– Jasna sprawa, postaram się też upilnować tę dwójkę kochanych urwisów – powiedział, po czym wymienił listę potrzebnych im rzeczy, nie wdając się na razie w kwestie ilości i ceny.

Gryf patrzył na królestwo Ravena rozmigdalonym wzrokiem:

– Ładnie się tu urządziłeś, bardzo ładnie... powiedz mi czy nie macie tu jakiejś pompy z wodą, czy byle jakiego zlewu, cokolwiek, by jednak choć trochę się opłukać... – spojrzał na Bolta i jego pancerz sądząc, że jeśli się nie uda wrzuci go do najbliższego zbiornika z wodą, jak bardzo napromieniowana by nie była.

I wtedy zauważył pewną skrzynię, leżącą sobie tak jakby chciała zburzyć cały cudowny ład tego wspaniałego miejsca. Wzrok Mira nie mylił go, a symble wytrawione na skrzyni znał doskonale:

– Przepraszam mogę!? – zapytał wskazując na skrzynię, po czym nie czekając na odpowiedź ruszył w jej stronę.
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz
Raven stanął przy swoim terminalu i zaczął wstukiwać odpowiednie nazwy. - Dziesiątki są. Oscar Foxtrot są. Sigi mam. Duże dziewiątki mam, .45 i .44 są. Siedem R są. Pięć siedem i .338 stanowią problem... Piątek mam może 30 sztuk, a .338 niema w oficjalnym składzie naszej bazy. - Gryf wcisnął kolejny guzik i zna niektórymi szafkami zapaliły się czerwone diody. - Ale... - Raven dodał po krótkiej chwili zastanowienia i wyciągną z kieszeni mały notesik. - Potrzebujesz LP czy NP? - Zadał pytanie do Mirage'a stukając pazurem w kartkę i odchodząc do podświetlonych szafek wyciągając z nich stalowe skrzynki na amunicję lub też płócienne woreczki.

Ranger nie zastanawiał się długo nad odpowiedzią na pytanie o miejsce z wodą. - Jak pójdziesz głębiej w magazyn to zobaczysz białe drzwi. Mój prywatny kibelek. Jest tam zlew co by sobie łapy umyć ze smaru albo co. A jak bardzo chcesz się umyć to na zewnątrz jest hydrant stoją co kilkadziesiąt metrów. Przedwojenne przepisy BHP na wypadek pożaru. Tylko zażyj sobie parę Rad-X'ów bo w tamtej instalacji idzie woda prosto z zatoki.

Gryf szybko uwinął się z szafkami i przeniósł skrzynki do małego stolika który miał przy terminalu. Kiedy ponownie usłyszał pytanie swojego pobratymcy popatrzył na skrzynkę. - Stos do inwentaryzacji... Jakoś nigdy nie chce mi się zabrać za sprzątanie tego złomu. Jasne możesz sobie szperać. O ile dobrze pamiętam z raportu nasza grupa wpadła wtedy na jakąś bandę scavenger'ów widać było że byli ogarnięci, Jakaś większa grupa albo co... Tak czy siak doszło do strzelaniny i im przetrzepali trochę zadki. Paru rannych i tyle... przynajmniej tak było w raporcie. - Gryf opowiedział opierając się o stolik i przyglądając co robił Mir.



Klaczka gdy usłyszała pierwsze słowa Umbry tylko lekko zamruczała parę niezrozumiałych słów, jednak gdy gryf zaczął brzęczeć metalowymi nieśmiertelnikami jej uszy parę razy drgnęły i powoli podniosła głowę do góry. Jej zlepione szarą taśmą klejącą okulary zwisały przekrzywione z jej nosa. Owa jednoróżka miała jasno kasztanową sierść z białą pręgą która zaczynała się na nosie i szła wyżej na głowę by schować się pod ognistą grzywą. Klaczka popatrzyła zaspanymi oczyma na stojącego przed nią gryfa po czym przeciągle ziewnęła. - Raven? Czego chcesz ty przerośnięty kuraku? - Pomimo tego że jej głos był zaspany i ciążki było w nim coś co sprawiało że ta obelga brzmiała bardziej jak komplement. Po tych słowach ponownie zamknęła oczy i położyła swoją głowę z powrotem na swoich kopytach tym razem z pyszczkiem zwruconym w kierunku gryfa.
Odpowiedz
Bolt bez dalszych slow wzial wskazowki gryfa do serca - a masz troche radx na zbyciu? Zabrali mi wszystko co mialem a naprawde przydalaby mi sie kapiel- zapytal spokojnym glosem podchodzac blizej do stolu na ktory zostala ustawiona sterta zlomu. - moge z tym pomoc, wielokrotnie mialem stycznosc z luskami ktore zbieralismy na strzelnicy. Bez problemu rozpoznam co tu masz o ile nie jest to powojenny arsenal. Czy moge zapytac o twoj brak skrzydel? One nie powinny odrosnać czy nie można ich zastąpić protezą?
Odpowiedz
- WTF. - powiedział Shield nie zważając na to jakim kopytem robi sobie facehoofa, przywalił sobie pipbuckiem. - Fuckin hell....
- Miałeś kiedyś styczność z gołębiem lub jakimś innym ptakiem który z jakiegoś dziwnego powodu nie zmutował? - zapytał. - Jeśli tak to możesz się domyśleć że nie odrastają...
Pomyślał chwilę i mówił dalej.
- Stary bez komentarza i chociaż nasi byli wojskowymi to wiedzieli o tym lepiej niż ty widocznie..... - powiedział Shield. - Skąd on się wyrwał z Amnezji?
- Oh my Luna, chyba przesadziłem.... - powiedział stając tylko na jednym kopycie łapiąc się za wszystko. - Welp dajcie mi szybko amunicję i ja spadam....
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
338. Lapua Magnum – powiedział, po czym z ciekawością spoglądał na gryfa, gdy już zrozumiał, co ten ma zamiar zrobić, dodał – jeśli zamierzasz wykonać je sam, to liczę na twoje umiejętności bracie – powiedział odnosząc się do rasy – bo mój brat strasznie nie lubi, gdy kule zaczynają latać mu w nie przewidziany sposób, a wiem, że będzie mi o to suszył głowę tygodniami...

Przez chwilę oglądał skrzynkę, znał oznaczenia doskonale, wraz z bratem korzystali ze sprzętu, który znaleźli w identycznych kilka lat temu. Przyglądając się jej, zauważył pewien niepokojący szczegół, na drugiej stronie znajdowała się czerwona pieczątka, którą też doskonale znał. Gryf zdał sobie sprawę, że to pieczątka Madcap'a i Sharp Wing'a. Nic nie dało w tej chwili spoglądającym informacji, że nastrój gryfa się zmienił. Przez chwilę dusił emocje, gdy nagle uspokoił się, gdy zauważył, że nie ma pieczątki odbioru. Mógł tylko przypuszczać, co się stało i zdawał sobie sprawę z tego, że jego towarzysze nie powinni w ogóle zaczynać przechwytu jeśli w okolicy byli SR, czy inna grupa, która mogłaby się do nich dobrać, albo zaczynać w wypadku, kiedy szanse na zażegnanie niebezpieczeństwa były duże... w drugim wypadkau, ta skrzynia nie miała prawa się tutaj znaleźć, tak czy siak, nie miał co się nad tym teraz zastanawiać.

Mirage otworzył skrzynię i ukazał się mu, prawdziwy cud gryfiej techniki:

– Zenit CMRR, to jest niewiarygodne! – gryf obracał karabinek w łapach, pieszcząc go niczym szczeniaczka – ach Sobaczka... jeszcze cały wysmarowany smarem.

Gryf wyregulował kolbę i złożył się do strzału, spoglądając przez trytowe przyrządy celownicze. Był krótki i poręczny oraz wręcz grzeszył szybkostrzelnością, a przy krótkich seriach jego skupienie było całkiem niezłe jak na tak krótką broń, przy średnich odległościach i to nie wspominając o statystykach balistycznych pocisku.

– Biorę! Kolejny do kolekcji, nie spodziewałem się tego... – urwał – nie, nie mogę, popadam w niekontrolowany nałóg!

I wtedy wpadł na inny pomysł:

– Wezmę, ale trzeba szybko zrobić drobny szacher macher – powiedział wyciągając ze skrzynki pas nośny i zestaw ładownic, magazynki oraz tłumik wraz z prostym przeziernikiem, układając je tuż obok skrzyni – mam plan i pomożesz mi go wykonać Raven, trza to szybko podrzucić do rzeczy mojego brata i skitrać gdzieś jego plastikowy pedalski karabinek... to znaczy... – urwał odwracając się powoli – sprzedasz go w ogóle? W skrzyni jest jeszcze siedem, jeden chyba nie będzie problemem, prawda?! – przytulił karabin do piersi, jakby był dzieckiem, które ktoś próbuje mu odebrać. – Poza tym, trzeba to będzie przestrzelić zanim dobili byśmy targu...

Gryf słysząc pytanie Bolta posmutniał, a nowy wspaniały karabinek zwisł bezwładnie na zawieszeniu, które gryf już zdążył na siebie założyć. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie skarcić Bolta, za tak nietaktowne zachowanie, ale zrozumiał, że ten kuc może tego rzeczywiście nie wiedzieć. Strata skrzydeł dla gryfa, to ogromny cios dla psychiki, wiedział że przechodzić przez coś takiego jest po prostu strasznym doświadczeniem. Widział w życiu już coś takiego, u jego bliskiej przyjaciółki, czy właściwie rodziny. Tylko w tym wypadku, ów gryfica, przekłuła swój talent, który został jej brutalnie odebrany na inny, może nie tak piękny, ale w totalnie kozacki.

– Nie odrastają – powiedział grobowym tonem – to stra... – i wtedy wciął mu się Shield.

Gryf słuchał jego wypowiedzi, a jego oblicze zasnuwały powoli ołowiane chmury:

– Pewnie, że przegiąłeś i co to właściwie było, mów normalnie... poza tym, kto ci dał prawo do krytykowania go? On jest głupi?! A kto wisiał na stalowej lince, więziony przez trzy małe klaczki?! Od tamtego czasu zastanawiam się, co ty tu w ogóle robisz, nie znam cię... nie wiem, co tobą kieruje i czy nie staniesz się nagle zagrożeniem dla naszej grupy – mówiąc to miał bardziej na myśli swojego brata i w pewnym stopniu Bolta, który miał im wkrótce towarzyszyć w dalszej podroży, jak i Rose ze swoim unikatowym podejściem do życia, którą zaczynał lubić, co ciężko przychodziło mu na myśl – co jakiś czas zachowujesz się dziwnie, nie wiem czy jesteś świrem, czy po prostu ćpunem, tak czy owak w każdej chwili może ci coś odbić. Masz w sobie cybernetykę i wszystko było w porządku, gdybyś ciągle o tym nie paplał, masz za długi język, który ktoś ci w końcu utnie, gdy dowie się gdzie znajdują się te wszystkie skarby, o których mówisz, a gdy już to zrobi pójdzie tam i zabije ci twoich bliskich, o ile jakiś tam zostawiłeś... Ci Steel Rangerzy mają to gdzieś w pewnym stopniu, dali ci nawet upomnienie, a ty dalej swoje! Jeśli nie zrozumiesz, kilku prostych spraw w końcu sprowadzisz na nas nieszczęście, rozumiesz?! I to na osoby, które całkiem możliwe uratowały ci życie, bo kto wie kto przyszedłby, gdybyśmy my nie przyszli... przeszło ci to przez ten puszkowaty łeb? I co to znaczy dajcie mi szybko amunicję i ja spadam? Myślisz, że to koncert życzeń? Od kiedy to jesteś członkiem naszej grupy? Przygarnęliśmy cię, ale to nic nie znaczy, póki co jesteś kulą u nogi i raz jeszcze... nie przypominam sobie byś walczył z nami o życie w podziemiach, dzięki którym jesteśmy tutaj i to nie przesłuchiwani i torturowani, tylko jak na wycieczce szkolnej z opiekunkami, a nie katami. Spadasz, to żegnam – jego słowa były coraz to bardziej wyprane z uczuć, aż w końcu na oblicze wróciło, to co już dobrze znali, lód.

Gryf urwał przecierając twarz:

– ... ale. Zastanów się nad tym i nabierz ogłady młody, bo jeśli chcesz z nami zostać jeszcze przez jakiś czas, to następnym razem pożałujesz, że to my cię znaleźliśmy – w słowach gryfa, nie było już ani złości, ani groźby, były chłodne i przypominały dźwięk jaki wydaje kawał hartowanej stali, gdy się w niego uderza, twardy i martwy.

Gdy już sądził, że z nim skończył odwrócił się do Bolta:

– Wybierz coś, albo zapytaj o zdanie Ravena, on będzie wiedział, co wybrać dla ciebie, potem sam zobaczę, co wybrałeś i wtedy zobaczymy. Choć jakiś karabin wsparcia, pasowałby do ciebie jak ulał, przydałby nam się taki gość w zespole, bo jak wspomniałem, nie ma kto pokryć przedpola ołowiem. Pomyśl o tym.

Gryf przyglądał się broni, a w jego oczach gdzieś głęboko tliły się emocje i prawdziwa nie pohamowana radość, której nikt nie mógł teraz dostrzec.

Po jakimś czasie, gdy sytuacja znów się uspokoiła, gryf zapatrzył się na jeden z pancerzy i nagle podszedł do Ravena, wtedy zadał mu pytanie w całkowitej konspiracji:

– Posłuchaj mnie teraz uważnie, potrzebuję jeszcze czegoś, czegoś o czym nikt nie może się teraz dowiedzieć, a w szczególności mój brat. Potrzebuję Dash'u od trzech do pięciu jednostek i hydry jeśli takową w ogóle posiadacie, damy radę coś wykombinować? Czy nie ma szans? – zapytał, a w jego głosie zabrzmiało coś, jakby była to sprawa wagi życia lub śmierci, kwatermistrz nie mógł wyczuć groźby w jego słowach, lecz mógł poczuć ból i poświęcenie, w sprawie wyższej jakiej chciał podjąć się Mir, bez wiedzy swego brata.



"Ta wasza staruszka, często tak śpi w robocie" – rzucił do Crimson, będąc pewnym, że skryba musi być starą mądrą i doświadczoną osobą, sam nigdy nie widział skryby bractwa, ale zawsze tak sobie ich wyobrażał, jako mędrców zgłębiających tajemnice maszyn z przeszłości i bardzo się zdziwił, gdy los rzucił mu kolejną klacz pod nogi.

"O Celestio, nie tego się spodziewałem" – rzucił spoglądając, to na rudzielca, to na Spark – "powiedz, że nie będzie miała nic przeciwko trójkątowi, albo czekaj wracamy po Mira jakoś go przebłagam, w stylu że taka okazja, to tylko przy obecnym ułożeniu ciał niebieskich się zdarza i nie powtórzy się już nigdy!" – rzucił ni to żartobliwie, ni to na poważnie, uśmiechając się głupkowato w stronę opiekunki przez chwilkę.

– Ależ Ma'am, myli mnie Pani z kimś innym, myli mnie Pani z Ravenem, nazywam się Umbra i przychodzę tutaj w imieniu Paladyna Tazera, kazał przekazać Pani pewne hasło, które miałoby, to potwierdzić... – urwał nie mogąc powstrzymać myśli, że wygląda całkiem słodko w tych okularach z pyszczkiem na kopytach z przodu i było mu głupio wiedząc, że Spark o tym wie, z drugiej strony, był pewien, że związek z taką osobą nie wytrzymałby długo, ze względu na sprawy damsko-męskie – "Przepraszam, ale przyznaj, że to byłoby trudne! Szczególnie, że działa to w jedną stronę...".

Gryf złamał się i rzucił w końcu do skryby:

– Shoeshiner cipa z ciebie... – czekając z ciekawością na jej reakcję.
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz
Shield słuchał słów gryfa ale się lekko tylko przejął, nie był jego dowódcą ale przyjął jego słowa do świadomości.
Shield siedział, znaczy już prawie leżał z nudów na podłodze "magazynu", a że nudy to niezbyt dobry pomysł w jego przypadku więc zaczął grzebać w pipbucku, to zmiana koloru interfejsu, to szukał w swojej Playliście jakiejś muzyki, to włączył radio, nawet grzebał coś przy swojej modyfikacji niewidzialności, nagle się włączyła.
- Kurde, to jest problem, to jest naprawdę problem. - powiedział. - Ja tu cięgle jestem, welp nie widać mnie ale ciągle tu jestem chłopaki.
*Jak to wyłączyć, fuck nie widzę tej opcji gdzie ten szajs ma tą opcję*
- Ma ktoś pomysł jak to wyłączyć? - zapytał jednorożec. - Tak poza, sorki stary za tą obrazę ale powinieneś się przyzwyczaić, bo nie takie obrazy będziesz słyszał jeszcze na pustkowiach, Luno kochana ile ja zostałem wkurwiony przez samego dowódcę, ile to ja chciałem razy go zajebać za to, najgorsi byli ci z ciężko zbrojnego....
- Kilka set godzin na pustkowiach z strzelania do bandytów.... - powiedział i od razu się zamknął. - Nic więcej nie powiem, pomóżcie bo to gówno żre więcej ładunków niż pierwsze przestrzelenie karabinku laserowego na średnich obrotach.
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
Gryf z bractwa uśmiechnął się słysząc słowa swojego pobratymcy. - Ranisz mnie... - Powiedział żartobliwie łapiąc się za klatkę piersiową. - Ręczę swoim dobrym imieniem za jakość tych pocisków. Chociaż bardzo możliwe że moje imię nic ci nie mówi... Wasza przyjaciółka za to powinna wiedzieć.- Wypalił ostatnie zdanie po czym przerwał na chwilę. - Wracając jednak do tematu. Mogę odsprzedać dziesięć pocisków. Cena jest 4 kapsle sztuka.

Raven obserwował Mira gdy ten nurkował w stercie nieskatalogowanego sprzętu by w końcu znaleźć przedwojenny artefakt zbrojeniowy. Na widok owej broni tylko zagwizdał z nutką podziwu. Gdy wysłuchał oferty swojego uskrzydlonego klienta uśmiechnął się nieznacznie. - Nie ma ich w żadnych raportach, to tak jakby nie istniały. Nikt nie będzie miał nic przeciwko temu byśmy ubili targu o to cacuszko a jeśli chcesz zamienić go za coś innego, to ktoś może zaraz przynieść nam worki z waszym osprzętem. - Gryf powiedział wyciągając zza pleców krótkofalówkę.

Raven popatrzył na Bolta i już chciał coś powiedzieć gdy mu przerwano. Podrapał się tylko po skroni a gdy Mir zaczął "upominać" Shield'a zwrucił się do jednorożca z ochrony. - Dzięki że chcesz pomóc ale nie potrzebuję. Wszystkie naboje są posortowane i policzone, każdy rodzaj w oddzielnej skrzynce. A co do moich skrzydeł. Jedno mi odstrzelili moi kompani ze Szponów. Potem zostałem z jednym, ale było tak zgruchotane że nie chciało się zrosnąć. Cały czas bolało, i traciłem przez nie równowagę, więc pewnego dnia wsadziłem je między szczeble hydraulicznego podnośnika... W szpitalu usunęli resztki kości i byłem jak nowy. - Gryf opowiedział otwarcie o tym co mu się stało po czym wrócił wzrokiem do Mirage'a.

- Wracając do naszego małego handelku... Ile potrzebujecie jakiej amunicji? - Zapytał stukając w metalowe skrzynki które stały na jego stoliku. - Pokaż mi jeszcze ten karabin co wygrzebałeś. Upewnię się czy na pewno jest sprawny, natomiast sam wyregulujesz sobie celownik. Co do wspomagaczy... Dash, Rage, Buck to standardowe wyposażenie wojskowe, ale trafia się też że mamy i inne środki. - Raven odwrócił się do terminalu i poklikał na klawiaturze, jednocześnie drapiąc się po podbródku. - Mogę odstąpić parę sztuk.



Spark stała z tyłu niedaleko Rose obserwując poczynania umbry i jedynie się czerwieniła starając się nie wybuchnąć śmiechem na głos.

Skryba kiedy usłyszała że się pomyliła podniosła głowę i nieco panicznie poprawiła swoje okulary by się lepiej przyjrzeć swojemu rozmówcy. - Och najmocniej przepraszam nie spodziewałam się mieć gości. - Powiedziała rumieniąc się ze wstydu. Gdy Lime usłyszała imię Tazer szybko spoważniała. - Dobrze więc, mów. - Gdy usłyszała frazę wbiła w gryfa spojrzenie. Było ono chłodne i przenikliwe. - Tak... Tylko on się do mnie tak zwracał... Nie mam pojęcia skąd znacie mojego brata i mało mnie to teraz obchodzi. Chce tylko wiedzieć z czym was przysłał. - Klacz cały czas starała się zachować prosty wyraz twarzy ale w miar mówienia jej oczy coraz bardziej się szkliły a głos łamał.
Odpowiedz
- Nie Shield poza bliźniakami i Rose nie miałem styczności z nikim takim a wiedza na ten temat w książkach nie była obszerna i głównie były to obrazki. - odpowiedziałem mu drapiąc się po głowie - i mógłbyś być milszy. Jesteś na powierzchni od niedawna a zachowujesz sie jakbyś wszystko wiedział najlepiej. Do tego nazwa Riderzy brzmi jakby należała do przedwojennej drużyny sportowej koszbala.

- Przykro mi z powodu skrzydeł Raven. - powiedziałem do gryfa - Czy masz coś z powszechnym dostępem do amunicji i części dzięki czemu mogę prowadzić ogień zaporowy? Sam bym wybrał jakiś karabin z lunetą do którego pewnie nie miałbym jak zdobyć nabojów. Może coś ciężkiego? - Przystałem chwile w zamyśleniu oglądając sprzęt gryfa- Czy masz miotacz ognia? - wywaliłem pytanie do gryfa z uśmiechem na pyszczku - i jakieś siodło bojowe bo móc po jednej stronie zamontować jeszcze karabin wsparcia?

Po chwili Shield zniknął jednak było go słychać cały czas - Osobisty kamuflaż? Czytałem o prowadzonych badaniach nad nim zanim zakończyła się wojna ale nie widziałem żadnego. Zebrzańska technologia zaprzęgnięta do działania dla kucykowego rządu luny. - Podszedłem bliżej miejsca gdzie dobywały sie głosy - z badan lekarskich wynikało że długotrwałe przebywanie pod wpływem miało wpływać na psychikę. Paranoja, schizofremia, histeria, depresja i jeszcze parę. Impuls Elektro magnetyczny załatwia sprawę jednak mam lepszy pomysł. Ravenie masz jakąś łatwo zmywalną farbę? Chciałbym go pomalować dopóki to urządzenie nie wyłączy się z zużycia baterii, możemy też iść i cię ubłocić. Twoja decyzja jednak ta maszynka trochę minut podziała.

Odwróciłem się do gryfa kiedy ten wspomniał o dashu i bucku- To są bojowe narkotyki? Mir na co ci one? - podszedłem bliżej stołu szukając czegoś dla siebie. Czegoś dużego i ciężkiego mogącego wywalić dużą ilość łatwej do zrobienia czy znalezienia amunicji.
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości