Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wastelands Vol. 1
#31
Czarny kucyk nie reagował specjalnie na to co działo się, nikt nie chciał reagować pochopnie na jego poczynania i to go cieszyło, do pewnego momentu. Bolt chwycił swój nóż i przeciągnął po kopycie gangstera. Ostrze świsnęło rozcinając mu garnitur oraz skórę, ogier jednak tylko się skrzywił z bólu. Drugie okute w stal kopyto spadło niczym kafar na najczulsze miejsce na głowie jednorożca, jego róg.  Potężny ból przebił się do głowy jednorożca, wybijając mu z głowy dalsze wierzganie. Potem na nosie ogiera wylądowały dwa kolejne ciosy. Gangster nachylił się nad jednorożcem - "Mówiłem że nie warto." - Po czym pchnął nim po podłodze w stronę stolika przy wyjściu. Bolt z rozbitym nosem i bólem głowy podtoczył się pod stół. Czarny jednorożec przy kontuarze zastukał dwa razy w blat, na co jego ochrona niczym na zawołanie podnieśli płaszcze , odsłaniając nieliche uzbrojenie. Jeden z nich uzbrojony w karabin maszynowy zasilany taśmą IF - 242g "Buzzer" wycelował w jednorożca, którym przed chwilą cisną oraz gryfkę siedzącą niedaleko.

Drugi z ochroniarzy odsłonił dwie matowe lufy pistoletów maszynowych kalibru .45, potocznie nazywanych "Ponygun", lustrując pozostałych gości Baru.




Rose uśmiechnęła się lekko na odpowiedź starego jednorożca, odkręciła postawioną przed nią butelkę i pociągnęła łyk, słabej jakości Whisky. Stawiając butelkę przed sobą dalej oglądała jak  kucyki i gryfy mieszają powietrze. "Gryfy zajmują się sobą... Pegaz gada z nowym i z siwym, jego kompan gada z ziemniakiem... Tylko ja tu sama siedzę, i w sumie dobrze mi z tym." Pomyślała dalej obserwując sielankę w barze. Lecz wszystko trafił szlag gdy do baru z kopyta wpadła trójka gangsterów. "Oho. Szykują się kłopoty." Pomyślała  i niemal jak na życzenie owe przyszły. Jednorożec zrzucił kucyka z ochrony na ziemie, a jeden z jego siepaczy przyszpilił go do podłogi. Tamten próbował się wyrwać ale nie wyszedł na tym najlepiej. "Biedny głupek. Powinien był leżeć spokojnie... Kto wie może tamten by go nawet puścił. Mam nadzieje że nie odwinie nic głupiego, znowu." Wyłapała przy okazji spojrzenie pegaza który szukał pomocy w razie potrzeby. Rose kiwnęła porozumiewawczo że jest razem z nim, potem posłała to samo spojrzenie braciom w kącie. Powoli wstając ze swojego krzesła i ruszyła w stronę obitego jednorożca

Szła powoli cały czas trzymając kontakt wzrokowy z jednym z ochroniarzy. "Oby go spust nie świerzbił..." Pomyślała podchodząc do Bolta. Podała mu łapę, chcąc pomóc wstać. Jednocześnie nachyliła się nad nim szepcząc mu do ucha. - "Uspokój się. Jeśli zależy ci na twoim życiu i przy okazji reszty gości, to się uspokój. Poczekaj chwile to nie będziesz sam. A teraz chodź, opatrzę ci nos." - Powiedział nakłaniając jednorożca by poszedł razem z nią do stolika.




- "Dosyć!" - Powiedział donośnym głosem stary barman na zaczynającą się rozróbę. - "Czego chcesz Percy?"

Czarny jednorożec uśmiechną się złośliwie. Potem wyciągną sobie z pod lady szklankę i nalał do niej whisky zabraną z szafki. Pociągnął łyk i cmokną imitując dźwięk otwieranej butelki. - "A ty dalej sprzedajesz te szczyny..."  - Powiedział odkładając szklankę na blat i znowu patrząc na barmana. - "Prawie nic się nie zmieniłeś, wiesz? Jej, od kiedy byłem źrebakiem, ty zawsze wyglądałeś tak samo... Tylko ta broda..."

- "Czego chcesz Percy?!" - Powiedział przez zaciśnięte zęby brązowy jednorożec.

- "Och, ja?" - Zaśmiał się pociągając kolejny łyk ze szklanki.  - "Chciałem tylko zobaczyć się z dawnym przyjacielem mojego drogiego papy. Chciałem sprawdzić jak ci idzie interes... Szczerze mówiąc masz tu niegrzecznych gości. - Powiedział kiwając na Jednorożca z ochrony. - Chciałem pogadać o dawnych czasach... Shredder." - Specjalnie podkreślając imię którego użył.

- "Nie warz mi się powtarzać przy mnie tego imienia! Nie ma dawnych czasów! Nie chce mieć nic wspólnego z tobą, ani z twoim ojcem!" - Krzykną Siwy jednorożec. - "Wynoś się z mojego baru Percy." - Powiedział już nico ciszej, lecz nadal było czuć gorycz wściekłości w jego głosie.

- "Nie mam zamiaru!" - Odkrzyknął młodszy ogier wyciągając jednocześnie pistolet i celując w staruszka. - "Nigdzie się stąd nie ruszę Shredder. Byłeś najlepszym czyścicielem mojego ojca i jego przyjacielem. Co się stało?!"

- "Kucyki się zmieniają Percy..." - Barman odpowiadał spokojnym kamiennym już głosem, ale młodszy jednorożec mu przerwał.

- "Pierdolisz!" - krzyknął - "Nie można zmienić mordercy w kucyka." - potem odwrócił się i zeskoczył na podłogę cały cas celując w starszego ogiera. - "Dobrze słyszycie. Shredder był niedościgniony w torturach, i jednym z lepszych zabójców, którzy pracowali dla rodziny Omerta. I teraz co Starcze? ..."
Odpowiedz
#32
Black dostrzegł poparcie ze strony gryficy, słuchał co ma do powiedzenia intruz. Mu to wcale nie przeszkadzało kim był kiedyś barman. Coś nagle się w nim ruszyło, jak gdyby wybuchł pożar w jego duszy. Dust poczekał aż tamten skończy mówić.

"Pierdolisz?" Zaczął pegaz, odwrócił się do gangstera i splunął na ziemię. " I mówi nam to ktoś kto ma na imię Percy? Błagam was.... zaraz umrę....ze śmiechu!" parsknął Dust nie mogąc powstrzymać śmiechu. " I kurwa co?! Wpadasz sobie tutaj tak po prostu i myślisz sobie, że co?" Mówił pegaz wstając i podchodząc bliżej, wbijając szpony w podłogę. " Mamy go teraz za to znienawidzić? Podziękować ci za te bezcenne informacje? Co się tak patrzysz jak bym ci rodzinę kretoszczurem zatłukł a w dzieciństwie smoczek ukradł?" Black patrzył mu nadal w oczy wwiercając się w jego duszę.....gdyby wzrok mógł zabijać....

"Rusz się tylko...zamachnij się na mnie, to poderżnę ci gardło jak świni!" Pomyślał Dust czekając na reakcję tamtego...
[Obrazek: fallout__equestria_gpe_logo_wallpaper_by...5ektc9.jpg]
Odpowiedz
#33
Umbra sączył powoli gorzkawy wciąż napój, czując jak poranek odchodzi w zapomnienie. Po chwili odłożył kubek i zajął się zbieraniem gratów, następnie podsunął bratu resztę czekolady z lekkim uśmiechem. Mirage przyjął ją, a jego humor znów się lekko poprawił. Na stole zostały już tylko dwa kubki i puste opakowanie po czekoladzie, a młodszy zwinął swój magazyn i schował do worka. Wtedy usłyszeli, że ktoś wchodzi do środka.
 


Mirage obserwował kontem oka postać w marynarce, pijąc dość szybko słodką i pobudzającą ciecz. Gdy po chwil przeczuwając kłopoty, zauważył jak jednorożec w płaszczu upada na ziemię, a jeden z dryblasów elegancika przyciska go do ziemi - mało co go wtedy szlag nie trafił. Umbra wiedział, że gdyby pozostawił brata w poprzednim nastroju, skończyłoby się to jak zwykle, a chciał tego za wszelką cenę uniknąć. Teraz starszy obserwował młodszego, który w tej chwili zaczynał już prawie kipieć ze złości. „Dużo mu nie brakuje…” – pomyślał, spoglądając zatroskanym wzrokiem na brata – „jeśli coś mu się stanie… to będzie tylko i wyłącznie moja wina” – starszy gryf badał sytuację w barze.

Umbra widząc jak przyparty do ziemi stara się wyrwać pomagając sobie nożem. Wstrzymał oddech, gdy ów został poturbowany i rzucony w kierunku wyjścia. Od razu skupił się na bracie, chwytając go za ramię, a zrazem powstrzymując przed wstaniem, przyciągnął go do siebie:

– Uspokój się i nie daj się ponieść… wdech i wydech…

Gdy Umbra oddalił na chwilę swój dziób od ucha brata, zauważył gryfkę, która teraz spoglądała prosto na nich, wiedział co było zawarte w spojrzeniu i zaklął. Bez względu na wszystko oddał konspiracyjnie spojrzenie, po czym potwierdzając decyzję, puścił do niej oko i uśmiechnął się lekko.

Teraz skupił się na słowach młodego gangstera i spochmurniał.

– Brat, co by się nie działo i tak nie możemy go zabić – starszy szeptał do ucha brata – jest naszą kartą przetargową… – po krótkim zastanowieniu dodał – nas wszystkich i błagam cię, jeśli już go dopadniesz, to nie zabijaj go – popatrzył teraz błagalnie na Miragea.

Spojrzał raz jeszcze na to, jak rysuje się cała sytuacja i słysząc wybuch pegaza, ledwo powstrzymał się od śmiechu:

– Ten to ma jaja… – szepnął z uśmiechem umbra – bądź gotów zaraz się pewnie zacznie, wiesz najbardziej mnie martwi to, co czeka prawdopodobnie na nas na zewnątrz, bo nie sądzę by synuś jakiegoś tam bosa mafii, szlajał się sam z dwoma dryblasami – kończąc rozpiął kawałek kitla i poprawił kołnierz, tak jakby było mu za gorąco, sprawdzając dostęp do karabinka na zawieszeniu.    
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz
#34
     Bane zagwizdał niedyskretnie pod nosem. Staruszek coraz bardziej mu imponował. Ten kuc miał za sobą nielichą przeszłość. Mistrz tortur, siepacz... i najwyraźniej był najlepszy w tej ich zawszonej mafii. Ale najwyraźniej coś go ruszyło i odstąpił od zawodu. Tylko że z tego co słyszał biały ogier, do "rodziny" się wchodzi, ale bardzo rzadko wychodzi z własnego wyboru i cało, a zazwyczaj w plastikowym worku.

    Wyrwawszy się z przemyśleń rzucił okiem na przybysza ze stajni. "Głupi dzieciak" - pomyślał. Po chwili przeniósł swój wzrok na uraz twarzy ogiera. "Na bank złamał nos, trzeba będzie zatamować krwotok i nastawić kość. Mam nadzieję że ta gryfka wie co robi...". Oderwał wzrok od poszkodowanego i przebiegł szybko wzrokiem po pozostałych gościach w barze. "Wygląda na to że w razie czego, możemy liczyć chociażby na małą pomoc. Dobrze, te kupy mięcha nawet się nie przejęły nożem młodego ale lalusiowaty będzie krzyczał jak panienka...''. Zupełnie nie przejął się uzbrojeniem "przydupasów" Percy'ego. Zlekceważył je, tak jak zazwyczaj gdy się nakręca.

    Biały ogier odwrócił głowę w kierunku swojego kompana. Wiele lat wspólnych podróży i walk nauczyły ich zgrania i współpracy. Ponadto stanowili idealne dopełnienie siebie. Bane za pomocą własnoręcznie zmodyfikowanego karabinu samopowtarzalnego potrafił zdjąć dalekie cele, tym samym mogąc konkurować ze standardowymi karabinami snajperskimi, a w razie gdy wróg był zbyt blisko zawsze miał w pogotowiu nóż wojskowy. Natomiast Black Dust operował z powodzeniem na średnich i krótkich dystansach, siejąc ołów za pomocą strzelby karawaniarskiej o dużej sile ognia, lub wiązki energii z pistoletu plazmowego.
    Obydwaj czuli że wystarczy teraz jeden znak, jedno spojrzenie by zaczęli znowu działać razem. Plan działania powoli zaczął układać się w mózgu Bane'a w postaci szybko przewijających się obrazów, dopuszczających wszystkie możliwości rozegrania sytuacji.

    Jednorożec zaczął stukać nerwowo kopytem o podłogę. Miał dosyć wszechobecnej woni niepokoju i frustracji, wynikającej z długiego siedzenia na zadzie na tym zadupiu. Sytuacja coraz bardziej go nakręcała chociaż jakaś część jego nadal się kontrolowała. Twarz, z wyjątkiem oczu które przybrały lekko bardziej jaskrawy, agresywny odcień, nie przejawiała żadnych emocji. Chusta która zasłaniała wcześniej jego pyszczek opadła, a ogier zaczął ciężej oddychać. Wiedział że w każdym momencie ktoś może nie wytrzymać i pociągnąc za spust. Wiedział że w pogotowiu stał oparty o kontuar karabin, a ostry jak brzytwa nóż wojskowy zaczynał się przegrzewać w skórzanym pokrowcu. "Zamierzasz się na nich rzucić od tak? Oszalałeś. Czy masz chociażby jakiś sensowny powód? Przyszli do barmana, on sobie narobił kłopotów. Nie dotyczy cię ta afera, to jego problem" - zdawał się mówić ten spokojniejszy kucyk w jego głowie. Bane pokręcił głową.
    "Jebać was panienki. Nawet mój kumpel robi sobie z was jaja".
Odpowiedz
#35
Jak pomyślałem tak zrobiłem i chwyciwszy za nóż zębami starałem się go wbić naruszając tylko skórę oponenta który uderzył mnie niczym młotem w mój róg. Zamknąłem oczy z bólu kiedy dwa kolejne uderzenie spały na mój nos. Podniosłem kopyta zasłaniając twarz kiedy potężny kopniak posłał mnie w kierunku stolika pod ścianą.
Nie wiem czy to za sprawą rogu czy uderzenia w głowę wszystko zawirowało.

Ktoś powiedział do mnie kiedy starałem się wszystko sobie ułożyć w głowie co się przed chwilą stało- "Uspokój się. Jeśli zależy ci na twoim życiu i przy okazji reszty gości, to się uspokój. Poczekaj chwile to nie będziesz sam. A teraz chodź, opatrzę ci nos." - Powiedziała gryfica nakłaniając się nade mną bym poszedł razem z nią do stolika. - Dobrze- przez zęby powiedziałem cicho zamykając co chwila oczy.

Chwyciłem jej szpony moim kopytem i starałem się podnieść. Nie wiem jak silne było uderzenie ale chyba czułem krew w ustach. "Zupełnie inaczej niż w stajni"- pomyślałem łapiąc ciężko oddech po kopniaku.

Słyszę jak staruszek coś mówi i teraz śmiech Dusta. Sprawdzam czy mój nóż nadal wisi mi na szyi lewitacją mojego rogu który również oberwał. Czuje gniew kiedy słyszę odgłos czarnego jednorożca myślę sobie"Po łbie dostałem ale rzucać nadal umiem" szukając nadal mojego noża i korzystając z pomocy Rose w dotarciu do stolika.
Odpowiedz
#36
Czarny jednorożec popatrzył z wściekłością na pegaza, gdy ten do niego podszedł, lecz nie drgnął, machnął tylko lewym uchem powstrzymując swojego ochroniarza z dwom pistoletami maszynowymi, który gotów był pociągnąć za spust. Po chwili jego twarz przybrała diametralnie odmienny wyraz. Na jego pyszczku zawitał złowieszczy uśmiech. Potem zaczął się śmiać. - "Ha. Nareszcie ktoś w tej cholernej dziurze pokazał że ma jaja, a nie kisiel. Jaka szkoda że to nie byłeś ty Shredder. Powiedz jakie to uczucie kiedy twoi klienci muszą ratować twój cholerny zadek?" - Powiedział spoglądając na staruszka. Percy jednak nie zauważył że róg jednorożca świeci delikatną poświatą, dzięki małej dywersji, jaką zapewnił mu pegaz swoim wyskokiem.

- "Brick! Concrete! Do drzwi!" - Dwaj ochroniarze popatrzyli ze zdziwieniem na swojego szefa, a potem na siebie, ale wykonali polecenie stając przy wejściu.  - "Widzisz Shredder." - Powiedział powoli odwracając się do siwego jednorożca i powoli podchodząc do kontuaru, olewając ciepłym moczem groźby pegaza.  - "Mój ojczulek cały czas cie wspomina, jaki to świetny byłeś, utalentowany... po prostu najlepszy. Kiedyś, nie powiem byłeś moim idolem. Chciałem być taki jak ty. Ale ty mas zdradziłeś, odszedłeś. Dlaczego?"

- "Miałem, już dość... Dosyć tego mordowania. Dosyć zadawania cierpienia. Dosyć trupów." - Powiedział z wyrzutem w głosie siwy barman.

- "Oh proszę cię...  To miasto stoi na setkach jeśli nie tysiącach trupów..." - Barman przerwał Percy'emu.

- Ty nigdy nie widziałeś jak z budynku w którym podłożyłeś ogień wyskakują płonące źrebaki... I jak potem roztrzaskują się o betonowy chodnik." - Po tych słowach z oczu starszego kucyka popłynęły łzy i nastała chwila ciszy.

- "Jesteś słaby." - Powiedział z pogardą czarny jednorożec. - "Jesteś tak samo słaby jak mój ojciec. Powinien był kazać cię zabić gdy tylko do niego przyszedłeś, ale tego nie zrobił. A teraz prowadzisz sobie ten bar. Nie płacisz haraczu. Jesteś niczym splunięcie w twarz naszej rodziny, a mój ociec boi się to zetrzeć." - Percy nalał sobie kolejną szklankę whisky i duszkiem ją wypił. - "On nadal cię wspomina i porównuje mnie do ciebie. Wiesz jak to jest kiedy twój własny ojciec porównuje cie do zdrajcy i twierdzi że jesteś gorszy. 

- "Percy ja..." - Czarny jednorożec przerwał mu rozbijając szklankę o blat.

- "Cisza!" - Wrzasnął - "Pokarze mu że jestem lepszy. Pokarze. Zrobię to do czego nie miał jaj mój ojciec. Zabije cię. W imię zasad rodziny..."

Blam - rozległ się huk wystrzału. W kontuarze wyrwana była dymiąca dziura, a głowa Percy'ego zamieniła się w krwawe rozbryzgi które rozleciały się po całym lokalu. Najbardziej oberwali barman wraz Black Dustem gdyż stali najbliżej. Potem z pod lady wyłonił się chałupniczo przerobiony rewolwer wiązkowy, trzymany przez barmana, który wycelował teraz w dwójkę ochroniarzy przy drzwiach - "Jeśli chcesz kogoś zabić to tyle nie gadaj Percy." - Powiedział stary kucyk patrząc w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą była głowa czarnego jednorożca, po czym upuścił rewolwer na ladę.

Dwójka ochroniarzy Stała w szoku patrząc jak ciało ich szefa przewraca się na podłogę, oni przeczuwając że mogą być następni, czym prędzej czmychnęli przez drzwi.




Rose podniosła poturbowanego jednorożca i zaprowadziła go do stolika. Potem odwiązała z nadgarstka czerwoną chustkę i nasączyła ja whisky z butelki. - "Uwaga może zapiec." - Powiedział do ogiera zaczynając przecierać mu zakrwawiony nos. Kiedy była zadowolona z efektów swojej pracy zabrała się za sprawdzanie nosa jednorożca ze stajni, nachylając się nad jego pyszczkiem, kładąc na nim obie łapy. - Dasz rade chwycić broń? W razie czego przewróć stół i mnie osłaniaj. - Powiedziała szepcząc do Bolta.  Potem zaczęła delikatnie jeździć palcami po grzbiecie pyska i nosie ogiera. - "Sprawdzę czy nic ci nie połamali wiec może boleć."

Mając cały czas jedno oko na sytuacje podczas swojego badania, słuchała co do powiedzenia miał synalek mafiosa."No, no. Siwy masz całkiem ładna historię za sobą." Potem zauważyła że Percy odsyła dryblasów pod drzwi. "Co on kombinuje? Wcale mi się to nie podoba." Po chwili usłyszała wystrzał, a jej łapy szybko chwyciły i dobyły dubeltówkę na jaj piersi. Wycelował w miejsce z którego padł strzał, obserwując jak czarny jednorożec, a raczej już tylko jego ciało pada na ziemie. Przez chwilę obserwowała tą scenę, by zaraz się zreflektować i wycelować w uciekających ochroniarzy, lecz nie zdążyła pociągnąć za spust. - "Wiesz co mały?" - Odezwała się do ogiera ze stajni. - "Twoim nosem zajmiemy się później."
Odpowiedz
#37
Strzał był dość niespodziewany, bracia ledwo powstrzymali się od wyciągnięcia broni, ale obserwując całą sytuację, pozostali w gotowości obserwując dryblasów. Mirage widząc jak głowa Percy’ego rozpryskuje się, znów odrobinkę się rozchmurzył. Gdy dwójka gangsterów wyszła, Umbra wstał rozpinając jeszcze kawałek poły swojego fartucha, po czym odkleił pistolet spod stołu i wsunął do kabury. Starszy brat wodził wzrokiem po barze, Mirage w tym czasie zebrał kubki i wytrząs ich zawartość na deski, a następnie schował do swojego worka. Gdy skończyli się pakować zarzucili swoje worki na plecy i usadowili je wygodnie między skrzydłami, regulując paski. 

Teraz Mirage odkleił granat spod stołu i podszedł do kontuaru od strony rogu, przy którym siedział wraz z bratem i oparł się o niego, spoglądając w stronę drzwi. Umbra w tym czasie podszedł do barmana:

– To nie koniec prawda? – gryf raczej stwierdził niż zapytał, następnie oderwał wzrok od barmana, po czym spojrzał w stronę drzwi – Ma pan jakiś plan? – powiedział z szacunkiem, a następnie dodał – albo tylne wyjście? Szlag pewnie już tam są… – odpowiedział sobie starszy z barci, potwierdzając swoje domysły, odnośnie tego w jak fatalnej sytuacji się znajdują.  
 
Mirage ważył granat dymny w szponie gotów wyciągnąć zawleczkę i cisnąć nim w kierunku wylotu drzwi na zewnątrz, a Umbra stał tak, by w każdej chwili wskoczyć za kontuar baru i zrobi to, gdy tylko usłyszy jakikolwiek dźwięk zapowiadający rozróbę.   
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz
#38
Po dotarciu do stolika nie odzywałem się, patrzałem tylko jak Rose wyciera mi twarz z krwi. "Dotyk gryfich szponów na moim nosi był nawet przyjemny".-pomyślałem sobie obserwując jej ruchy.

Tych dwóch karków podeszło pod drzwi a jednorożec zaczął wygłaszać jakąś tyrandę kiedy usłyszałem huk broni.
Rose przestała robić to co robiła i chwyciła za strzelbę wodząc wzrokiem na trupa i na karków. Powiedziała coś ale nie zwróciłem uwagi. Spojrzałem na tych przy drzwiach próbując wylewitować moje smg, byłem pewny że zaraz zaczną strzelać.
Nie wiem czy mój róg działa nadal ale dotarło do mnie co się stało obserwując staruszka za barem, Pegaza i gryfa.

"Ciekawe czy to normalne tu" przechodziło i to ciągle przez myśl jak mało wiem o świecie na zewnątrz.
Próbuję wstać i podejść do kontuaru porozmawiać z Barmanem by wyjaśnił całą sytuację. - To mam rozumieć że to była ta mafia, wygadana strasznie. - popatrzałem na trupa przy kontuarze.

Nie żywiłem nic do jednorożca ale sprawiał że byłem zły, jego truchło nie ruszyło mnie. "Skoro tak traktował obcych to dobrze się stało że nie żyje, ale jak można było podnieść kopyto na stróża prawa?" pytałem siebie patrząc w stronę barmana.
- Jak myślicie, czekają na zewnątrz? - spojrzałem się za Rose.
Odpowiedz
#39
    Głośny odgłos wystrzału ucichł gdy kula rozczepiła głowę Percy'ego, przy okazji brudząc cały bar. Bane otarł czoło z kropli krwi członka rodziny Omerta. "Obrzydliwe" - zdążył pomyśleć. "Jednak trzeba przyznać że dziadek ma wyczucie...".

     Szybko odwrócił głowę w stronę wspólników tego strzępu mięsa jakim teraz był Percy, szykując się do ewentualnego skoku na adwersarzy. Jednak ci cofnęli się w strachu do wyjścia, powodując całkiem szeroki uśmiech u ogiera. Bane wyszczerzył zęby. Znów poczuł się jak łowca, przed którym ucieka zwierzyna. Umięśniona i uzbrojona po zęby zwierzyna. Poczuł jak emocje zaczynają znowu w nim buzować, narasta podniecenie akcją, niezdrowa ekscytacja, wynikająca z jego wewnętrznej dzikości. Wezbrała się w nim w końcu czysta agresja, której nigdy nie umiał rozładować inaczej jak katastrofalną w skutkach przemocą. Przemocą której nigdy potem nie żałował, o której potem nie rozmyślał. 
    "Jak można rozmyślać o tym, co nakazuje instynkt. Jeśli masz przetrwać musisz go słuchać... prawda?
    Wszystko poza dwoma mięśniakami uciekającymi z baru i jego towarzyszem przybrało szarawy odcień. Wszystkie logiczne argumenty za i przeciw rzuceniu się na dwóch zabijaków zamazał czerwoną farbą. Dał swoim pierwotnym instynktom działać.
    "Żeby mi to był kurwa ostatni raz!"

    Bane szybko chwycił za pomocą magii swój karabin, po czym on i uzbrojony od początku Dust rzucili sobie szybkie spojrzenie. Wystarczyło to by obydwaj rzucili się galopem do drzwi tawerny, które pod wpływem zderzenia z ciałami ogierów niemal się rozpadły. Wybiegając na zewnątrz zostawili sytuację w barze pozostałym kucom i gryfom i ruszyli pędem na dwóch bandytów, usiłując ich dopaść. Bane szarżował na klienta z dwoma Ponygunami, podczas gdy Black Dust miał zająć się kupą mięcha dzierżącą karabin maszynowy. Biały jednorożec zawsze mógł spróbować wstępnie postrzelić kuców w garniturach a potem pozostało jedynie do nich podejść i dokończyć dzieła. Jednak jego trzęsące się z przypływu adrenaliny kopyta nie zdawały się całkowicie chętne na współpracę z celownikiem optycznym.  Black natomiast...był cholernym pegazem. Szybkim i zwrotnym. O dużym zasięgu widzenia. Mimo że dysponowali dużą siłą ognia, ochroniarze martwego gangstera nie mogli tak po prostu uciec. Partnerzy wiedzieli dobrze że świadkowie byli w tej sytuacji niewygodni, a tym bardziej ci, pracujący dla synalka cholernej mafii.
Odpowiedz
#40
Black nie był zbytnio zadowolony. Nie dość że nie mógł się "pobawić" to jeszcze teraz miał w grzywie szczątki mózgu i drobne fragmenty czaszki. W dodatku dzwoniło mu w uszach. Pegaz machnął głową strząsając z siebie cały ten syf.

Kiedy usłyszał wybiegających na zewnątrz ochroniarzy, rzucił szybkie spojrzenie na Bane'a. Jak za starych dobrych czasów, wystarczyło tylko jedno spojrzenie by zerwać się do akcji.

Dust jednym machnięciem kopyta odpiął juki i zerwał się do drzwi, widząc galopującego jednorożca.

W tym momencie pojawiła się tylko jedna myśl. "Zabawę czas zacząć"

Nie posiadając zbędnego balastu, pegaz puścił się wysoko w powietrze, skąd mógł poszukać swoich ofiar i uniknąć pocisków. Nie wiedział kto może jeszcze czaić się na zewnątrz. Czas jakby zwolnił pozostawiając go bez zbędnych przemyśleń. Spojrzał na EFS by zlokalizować szybciej cel. Miał nadzieję że odzyska swój sprzęt, ale gdyby go zabrał, spowalniał by go. Teraz tylko on, jego kumpel, pistolet plazmowy i stalowe kopyto zagłady.
[Obrazek: fallout__equestria_gpe_logo_wallpaper_by...5ektc9.jpg]
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości