Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wastelands Vol. 1
#41
Bane wraz z Dustem ruszyli za dwoma gangsterami którzy wybiegli z baru. Pegaz biegnąc w kierunku zobaczył sześc, jeśli nie więcej, czerwonych znaczników. Lecz gdy tylko dotknęli drzwi jakaś siła pociągnęła ich w tył, a równocześnie z tym usłyszeli wyraźny odgłos przeładowywanych broni. Kolejne szarpnięcie z ogony położyło ich na ziemię, prawdopodobnie ratując im życia. Kanonada pocisków uderzyła w drzwiczki, zamieniając je w deszcz drewnianych trzasek. Kiedy ustała kanonada siecząca ściany baru oraz poniekąd kontuar w środku, podniósł się barman. - "Idioci! Życie wam nie miłe! Kryjcie się!" - Potem pod drzwiami wylądowały dwa Mołotowy, odcinając całkowicie wyjście. Potem z zewnątrz dało się słyszeć. - "Brick, po szefa! My przypilnujemy by nikt stąd nie uciekł."

Barman kryjąc się z powrotem pod kontuar. - "Tak, jest ich więcej. Tamtych dwóch to była ochrona Percy'ego, Ich zadaniem jest łażenia za nim, ale Percy miał własny mały gang wewnątrz Omerty i na pewno ich tu przytargał." - Odpowiedział na pytanie Bolta oraz Umbry którzy podeszli do lady. - Zostaje nam tylko jedno wyjście. Pod stołem na środku jest klapa otwórzcie ja. Ale ktoś musi zapewnić ogień zaporowy.



Rose padła na ziemię słysząc odgłos wystrzałów z zewnątrz i czekając na lekkie zelżenie sytuacji. Kiedy ogień ustał poderwała sie i chwyciła swoje rzeczy.  Słysząc co mówi barman szybkim susem rzuciła się pod stół na środku. Przewróciła go tworząc prowizoryczna osłonę i łapiąc za karabinek który wycelowała w drzwi. - Osłaniam! - Krzyknęła gryfka przykucając za stołem i opierając o niego lufę broni.
Odpowiedz
#42
    Pociągnięcie za ogon, wybawiające go z pewnego podziurawienia kulami latającymi wokół wystarczyło by Bane oprzytomniał. W jego uszach krążył ogłuszający dźwięk padających blisko kul, poczuł też smak krwi. Zapewne jakaś go drasnęła. W sumie to i tak była najniższa możliwa cena za to że dał się ponieść. Po opadnięciu na podłogę starał się przetrzymać ostrzał, a gdy ten ucichł, Jednorożec cofnął się szybko za stół, służący Rose za prowizoryczną osłonę. "Kurwa! ale to było głupie!" - wrzasnął ni to do barmana, ni to do Blacka, lecz jego krzyk ugrzęzł w kanonadzie wystrzałów. "To było oczywiste że mają tam jakieś wsparcie. Szlag by to" - zaklął, po czym chwycił karabin i celując w drzwi zaczął powoli cofać się w kierunku klapy w podłodze.

    "Stałeś się nieostrożny" - odezwało się coś w jego umyśle, zapewne on sam. "Ktoś właśnie musiał ci ratować zad. Jeszcze jakiś czas zarzekałeś się że sam potrafisz o siebie zadbać. Myśl kretynie, to nie zginiesz".

    Biały ogier oddychał ciężko próbując doprowadzić się do względnego spokoju. Zajął miejsce nieco z boku gryficy, przetarł szkiełko celownika na karabinie samopowtarzalnym i wycelował w stronę drzwi, czekając na pierwszego bandziora który nawinie mu się pod lufę.
    -Pomogę ci ile będę mógł - rzucił mimochodem do Rose, po czym przetarł czoło i krzyknął do staruszka i młodego stróża prawa z krypty za nimi - Otwórzcie to cholerstwo!
   
Odpowiedz
#43
Pegaz wyrżnął głową o podłogę aż go zamroczyło. Oprzytomniał dopiero kiedy pocisk drasnął mu policzek. Nie czuł bólu, tylko ciepłą krew spływają mu po pyszczku. Chciał się rzucić dalej przez drzwi ale powstrzymał go głos barmana. Zamiast tego przeturlał się w bok do najbliższego stolika. Co się z nim działo? - zadał sobie pytanie. Od jakiegoś czasu czuł pustkę w głębi siebie. Najgorsze było to..... że chyba przestało mu już zależeć. Zwisało mu to kiedy umrze i jak, ale chciał zabrać ze sobą jak najwięcej skurwysyństwa z tego świata.

Słysząc przekleństwo ze strony swojego kumpla, sam od razu odpowiedział "Głupie?! Głupie to było jak po pijaku wleźliśmy do jaskini gdzie mieszkały Hellhundy! To co teraz, to było po prostu bezmyślne!"

Black wskoczył za kolejny stół gdzie były jego rzeczy. Założył juki i złapał strzelbę. Słysząc słowa barmana, odsunął stół, będąc najbliżej. Jednym, silnym ruchem otworzył drewnianą i spróchniałą klapę, prawie wyrywając ją z zawiasów. "Gotowe!" Krzyknął do pozostałych, strzelając dwa razy z pistoletu w stronę drzwi. Gryfica i Bane będą sami potrzebowali osłony kiedy będą tu biegli, więc sam schował się jak najbliżej klapy, by móc wskoczyć do dziury w podłodze jak najszybciej.
[Obrazek: fallout__equestria_gpe_logo_wallpaper_by...5ektc9.jpg]
Odpowiedz
#44
Pierwsze strzały w kierunku salonu przygwoździły Dusta i Bane do ziemi kiedy byli już przy wejściu. Sam przeskoczyłem za bar i się schyliłem. Zacząłem macać swoje juki w poszukiwaniu granatów dymnych kiedy Bane wyszarpał drzwi klapy z podłogi. Podniosłem jeden granat do pyska i wyciągnąłem zębami zawleczkę posyłając silnym rzutem granat starając się by wylądował za drzwiami, po czym wyciągam moje dwa smg IF-44 "Angel Bunny" celując w drzwi i mając na nie oko zakładam moje juki z powrotem na mój grzbiet.

-Ciekawie tu u ciebie na prowincji Partnerze- rzuciłem do Barmana patrząc mu w oczy - Chodź pomogę ci zejść póki oni się przygotowują do ataku na nas.- Sprawdzam mój pipbuck w poszukiwaniu znaczników i ich jakichkolwiek ruchów i jeżeli widzę że się nie ruszają zmierzam ostrożnie w kierunku klapy.

"Sprzęt który mieli ci goście widziałem tylko w katalogach. Mam szczęście że dostałem tylko po głowie inaczej zrobiliby puree ze mnie. Mam nadzieje że po wszystkim uda mi się taki karabin zatrzymać" - myślę sobie oglądając pipbuck i czekając aż granat wytworzy dostateczną zaporę dymną.

- Panie starszy nic mi do twojego alkoholu ale może na szybko jakieś mołotowy sknocę dla nowoprzybyłych bo raczej nie docenią twojej gościnności.- Wyczekująco zapytałem barmana.
Odpowiedz
#45
– Mirage! – zawołał z przyzwyczajenia starszy z braci, będąc już od jakiegoś czasu za kontuarem.

– Żyję! – odpowiedział młodszy, z pozycji obok kontuaru, leżąc prawie przy samej ziemi.

Umbra podrywając się na klęczki, rozpiął maksymalnie swój kitel i odpiął od paska karabinek. Wychylając się jak najmniejszą częścią sylwetki, zaczął obserwować perymetr z karabinkiem opartym o ramię.

– Osłaniam, złazić!

Mirage w tym czasie rzucił swój już odbezpieczony granat dymny, starając się, by wypadł na zewnątrz. Po czym zmienił pozycję również wskakując za kontuar baru i przykucnął w pewnej odległości od brata.

Umbra mając chwilę spokoju, przeanalizował zachowanie pegaza i jednorożca, którzy o mało nie zginęli podczas serii. „Szlag myślałem, że to odwaga, ale teraz skłaniam się ku głupocie… choć jedno nie wyklucza drugiego…” – pomyślał, zastanawiając się teraz, ile przyjdzie im jeszcze pożyć w tej grupie. Myślał teraz o tym, by jak najszybciej odłączyć się od reszty, najlepiej gdy wszyscy będą względnie bezpieczni. Przy okazji w zależności od rozwoju sytuacji, trza byłoby zgarnąć barmana i tego kota. Znalazła by się dla nich robota, a Świeżak nauczyłby się choć względnego obycia z Pustkowiami. Nagle gryf skarcił się za myślenie o bzdetach, gdy stara się utrzymać brata przy życiu, no i… siebie samego.

Słysząc głos kota, zamarł:

– Ty lepiej już nic nie knoć! Mołotowy to poroniony pomysł, spalisz nas tu wszystkich! Poza tym… szlag! Frontu budynku się pali i podłoga przy drzwiach się pali… wystarczy, że rzucisz butelką, a ta rozpryśnie się przy ogniu i pożar gotowy! – urwał zadając sobie sprawę, z tego co pozwiedzał.

Teraz sam czuł się jak idiota. Mirage przysunął się do niego, po czym zdzielił go w głowę otwartą łapą: 

– I ty tu jesteś głosem rozsądku… – powiedział bez wyrazu Mirage, zajmując znów swoją pozycję i zamierając w gotowości.    
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz
#46
Dwa granaty dymne poleciały w stronę drzwi lecz jeden z nich zamiast wylecieć na zewnątrz zahaczył o płonąca framugę i wpadł w sam środek płomieni. Po chwili dało się słyszeć jedynie trzask a zaraz po nim dym i płomienie buchnęły na wszystkie strony. Rozrzedzony siwy dym zaczął wypełniać wnętrze baru mieszając się z czarnym chemicznym dymem z płonących Mołotowów.

Siwy jednorożec popatrzył na Bolta gdy ten wspomniał o kontrataku Mołotowami, słuchając co do powiedzenia przy okazji miał gryf siedzący obok niego. - Młody ty rzucać alkoholem w nich zaczniesz, a oni nam do środka szyszek nawrzucają... Nu,  granatów odłamkowych.  Wasz dym już i tak wystarczy. - Barman skończył kiedy zaczęła się kolejna salwa. pociski  o większej mocy zaczęły przebijać się przez betonowe ściany starego magazynu przerobionego na bar. Kule uderzały w stół za którym ukrywali się Rose i Bane oraz w kontuar i szafę za nim.

Kiedy tyko kanonada ucichła  do wnętrza pomieszczenia wleciał jeszcze jeden koktajl, którego zawartość rozchlapała po podłodze za drzwiami. Barman przeskoczył przez kontuar rzucając się w stronę otwartej drewnianej klapy. Pod drewnianą klapa była stalowa pokrywa kanalizacyjna. Barman podbiegając bliżej  chwycił magią za niewielki uchwyt i podniósł stalowe koło zaczepione na starym zawiasie.  Pokrywa głucho łupnęła o starą drewnianą podłogę odsłaniając czarną otchłań kanału. Powietrze powoli robiło się ciężkie i gryzące od chemicznego dymu pochodzącego od płomieni trawiących framugę drzwi i podłogę w pobliżu nich. - Do środka, szybko!  Walić w drzwi żeby nam czegoś gorszego od Mołotowa nie wrzucili.

Zarówno Bolt jak i Dust mogli wyraźnie zauważyć ruch czerwonych znaczników na zewnątrz. Wyglądało tak że zaczynają ustawiać się w jednej linii przez co ilość znaczników się zwiększyła do dziesięciu.

Po słowach barmana z kąta przy ladzie wyłonił się Untie już w pełnym pancerzu i z karabinem przy boku. Pod skoczył do klapy po czym oddał kilka serii przez drzwi, by następnie zanurkować w czarny odmęt studzienki. Barman tylko popatrzył na znikającą postać - Szybciej. Następny! - Powiedział brodaty jednorożec chwytając jednocześnie kolejny stolik i przesuwając go bliżej środka, by powiększyć osłonę stworzoną wcześniej przez gryfkę.




Rose przypadła do ziemi kiedy płomienie buchnęły z pod drzwi, poczuła swąd palonych piór i już chciała wstać i puścić soczystą serię ze swojego pistoletu maszynowego, gdy rozległa się kolejna salwa. Gdy hałas ucichł do wnętrza baru wpadł kolejny koktajl z alkoholu i chemicznych świństw. Poczuła tylko jak stalowa pokrywa uderza o podłogę za nią. "Dobra, zaczynamy ewakuację."  Pomyślała gdy barman kazał strzelać. Gryzący chemiczny dym piekł w gardło i sprawiał że ciekły jej łzy ale  nie miała zamiaru uciekać jako pierwsza. Szpon nacisną na spust i w stronę drzwi zaczęły lecieć krótkie serie pocisków. Wkrótce stanął przy nich kucyk w pancerzu środowiskowym, a jego karabin zaśpiewał kila szybkich nut dając im wsparcie. Kiedy tylko tamten się zniknął w studzience, klepnęła ogonem, jednorożca obok. - "Zmywaj się stąd. Mam większą silę ognia, osłaniam." - Po tych słowach posłała kilka kolejnych serii na oślep przez płonące drzwi.
Odpowiedz
#47
Patrze na swój pipbuck, chowam smg do płaszcza i lewituje z niego mój rewolwer, mierze odległość do drzwi kiedy wpada drugi koktail. Przeskakuje kontuar i ruszam galopem w siwy dym do studzienki mijając nadzieje że nie zarobie kulki. Rose leży obok i rozpoczyna serię kiedy właśnie chce się schować wewnątrz "Dziwna woń" pomyślałem łapiąc się za krawędź.

"Mam nadzieje że się zmieszczę w moim pancerzu do tej studzienki" myślałem, porównując się z innymi w lokalu.
- Wchodzę i zaczekam na dole co macie cennego rzućcie na dół postaram się to łapać - powiedziałem zrzucając moje juki w odmęty czeluści będącej pode mną.
Odpowiedz
#48
    Bane oddał trzy strzały w kierunku drzwi, domyślając się tylko, jaki dystans dzieli go i bandziorów. Coraz bardziej dający się w znaki dym pomieszany z gryząca wonią chemikaliów palił nieznośnie nos białego ogiera, nawet mimo chusty, która znowu zakrył sobie pyszczek. Starał się powstrzymać łzawienie oczu, lecz po chwili ledwo mógł wytrzymać z uniesionymi powiekami. Gdy poleciały kolejne wybuchowe koktajle poszedł w ślady gryficy obok i padł na ziemię, mimo że był najbliżej Rose, jego nos nie odróżnił  zapachu płonącego pierza od zwykłego dymu.

    Po usłyszeniu rady towarzyszki obok, by już się stamtąd zmywał, kiwnął głową i odkaszlnął, usuwając część dymu i kurzu z płuc, po czym zerknął na jej pistolet maszynowy.
    - Nie daj się tylko zabić - rzucił krótko do Rose, mimo iż uważał że gryfica raczej nie wygląda na taką która miała zamiar polec w byle barowej strzelaninie. Rzucił okiem na obecny rozkład kucyków i gryfów w barze, a następnie trzymając kurczowo karabin zanurkował jako trzeci w głębi tunelu. Upadając starał się zamortyzować upadek przewrotem, w razie gdyby czeluść była głęboka, a po opadnięciu niepewny czy inni go usłyszą krzyknął - "Nie odpierdalajcie tam rekonstrukcji bitwy pod Końnami tylko złaźcie na dół!".
Odpowiedz
#49
Dym gryzł w oczy i nozdrza niemiłosiernie. Black strzelił jeszcze parę raz, kierując się danymi z EFS. Jeden z wpadających do baru pocisków przebił stół i przeszył bok pegaza tak, że ten zatoczył się i upadł na podłogę.
'Pieprzona zaczarowana amunicja!' pomyślał Dust podciągając się o pobliskie krzesło i oglądając ranę. Nie było aż tak źle, więc nie będzie na razie marnował mikstur leczniczych. Na szybko obwiązał się bandażem i podał sobie zastrzyk środka przeciw bólowego, bo inne rany zaczynały już o sobie dawać znać. Prawe kopyto tez dostało gównianym pociskiem przebijającym, ale wbudowany amulet naprawiający robił swoje i powoli prostował odkształcony metal do właściwej formy. Dobrze że wtedy zgarnął go z pancerza martwego Steel Rengera. Jak teraz sobie o tym myśli, to przydało by się wprowadzić drobne ulepszenia. Promień przecinający czy wbudowana strzelba odpalana przy ruchu odpowiadającym uderzeniu była by w sam raz. Trzeba będzie o tym pomyśleć.

Z załzawionymi oczami ciężko było się dobrze rozejrzeć, wszystko było zamazane. Widząc kolejny kształt wskakujący do dziury w podłodze pomyślał 'Pora i na mnie'. Nie strzelił już więcej, bojąc się że mógłby postrzelić kogoś ze swoich. Złapał sprzęt i zeskoczył na dół machając parę razy na wpół otwartymi skrzydłami by miękko wylądować.
[Obrazek: fallout__equestria_gpe_logo_wallpaper_by...5ektc9.jpg]
Odpowiedz
#50
Widząc rozwój sytuacji bracia naciągnęli na oczy gogle i żałując, że maski zostały w plecakach, zaczęli strzelać w stronę gangsterów. Mirage strzelał raz, po raz ze swojej czterdziestki czwórki, a Umbra starał się siać krótkimi seriami, tak by karabinek nie zjadł wszystkich naboi w około pięć, sześć sekund. Gdy usłyszeli słowa barmana, natychmiast przystąpili do wykonywania poleceń. Mieli to już we krwi, zasady są zasadami, a te jasno mówią o przeżyciu. Wiedząc, co barman ma za uszami i zważając na sytuację, szybko przyjęli jego dowodzenie na ten czas, a z dowódcą się nie dyskutuje. 

– Mirage, złaź na dół!

– Brat, ale…

– Żadnych ale! Ruchy, przy samej ziemi! – mówiąc to, zaczął prowadzić bardziej intensywny ogień.

Widząc jak Mirage zwinnie przemyka w kierunku zejścia, badał sytuację. Gdy brat dotarł do kanału, zatrzymał się na chwilę oddając jeszcze kilka strzałów, po czym powiedział:

– Geronimo – i wskoczył do środka.

„Jasny gwint… serio? Chyba nawet nie próbował…” – pomyślał starszy przeładowując magazynek, a pusty wrzucając do torby zrzutowej. „Czasami potrafi wyrazić emocje, a czasami… cholera, można w ogóle wypowiedzieć te słowo bez barwy?

– Geronimo – spróbował i aż się wzdrygnął – szlag by to!

Gdy nowy magazynek był już na miejscu, poderwał się wołając:

– ALLONS-Y!!! – nagle zatrzymał się, znów przyjmując pozycję defensywną.  

Wychylając się za kontuaru, zauważył gryficę, która wciąż siała zaporowym. „Oho… to byś się z dobrej strony pokazał Umbra, cholero jedna…” – skarcił się, a następnie zawołał:

– Panienka przodem! Osłaniam! – na te słowo, potwierdził soczystą serią w kierunku drzwi.

Gryf prowadził zaporowy tak długo aż gryfica nie zniknęła w otworze, po czym osłaniając siebie i barmana zaporowym, skierował się do kanału, starając się trzymać blisko ziemi.

Gdy już dotrze do zejścia wskoczy do środka i podejdzie do brata. 
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości