Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wastelands Vol. 1
#51
Rose raz po raz zerkała na sytuacje za sobą, skrupulatnie licząc stan osobowy gości, i gdy miała już zostać tylko ona i barman, to komuś się zebrało na dobre maniery. Kiedy usłyszała słowo "panienka", na moment zamarła. "No on sobie chyba kpi... Na serio teraz mu się gentleman włączył. Trudno, nie pora na to, trzeba spierdalać." Posłała jeszcze dwa strzały z dubeltówki i bez słowa wskoczyła do dziury.



Barman zamykał kolejkę, wskoczył zamykając za sobą właz studzienki w idealnym czasie, gdyż do baru wleciał mały pęczek granatów najróżniejszego rodzaju. Kanał okazał się być prosta betonowa rurą złożona z segmentów. Beton pod wpływem czasu i działania nie do końca czystej wody stał się gładki i śliski. Ów śliska rura po dwumetrowym spadku zamieniała się w wielką zjeżdżalnię. Pochyły kanał ściekowy dosyć szybko doprowadził każdego kolejnego skoczka do większego kolektora. Bez większych uszczerbków każdy wylądował mniej więcej bezpiecznie w starym kanale, lecz bezpieczni nie oznaczało czysto, gdyż wszyscy umoczyli zady w zatęchłym szambie rozcieńczonym przez lat gromadzenia deszczówki. Jednak trójka ostatnich uciekinierów miała niewielkie turbulencje przy lądowaniu. Z powodu dużo mniejszego odstępu czasu pomiędzy sobą, powpadali na siebie. Rose po wylądowaniu nie zdążyła się odsunąć, a na jej plecy wpadł drugi gryf posyłając ja całkowicie pod wodę. Barman natomiast kilkoma zwinnymi ruchami przeskoczył nad gryfami i wylądował bezpiecznie.

Kolektor był sporą betonowa konstrukcja do której uchodziło kilka podobnych rur ściekowych, lecz tamte były zakratowane i w większości pozatykane przez najróżniejsze śmieci, które zbierały się tam przez lata.  Dwa potężne dźwigary podtrzymywały popękany strop uwalniając tym samym wklęsłe ściany od zbyt dużego ciężaru. Zbiornik w kształcie koła miał tylko jedno wyjście prowadzący wzdłuż szerokiego odpływu ze starym chodnikiem technicznym, który schodził jeszcze głębiej pod ziemię.

Kuc w pancerzu środowiskowym już stał gdzieś dalej badając promieniowanie tła kanału przenośnym licznikiem Geigera. Barman natomiast rozejrzał się tylko pobieżnie po wszystkich i poczekał aż się zbiorą. - "Nu, gotowi?" - Zapytał hipotetycznie - "Chodźcie za mną i się nie oddalajcie." - Powiedział tajemniczo, głosem który nienawidzi sprzeciwu i ruszył w stronę przejścia.



Rose gdy tylko zobaczyła w czym ma zaraz wylądować, przeczuwała co się stanie. Kiedy tylko jej zadek wylądował w wodzie nabrała powietrza i wstrzymała oddech. Uderzenie nie było przyjemne, a jeszcze mniej przyjemna była świadomość tego w czym pływa. Nie panikowała, nie miotała się, bo wiedziała że to tylko pogorszyło by sprawę, ale gdy tylko znalazła oparcie dla łap przekręciła się by władować swojego pasażera do tego samego ścieku. "Nie robił tego specjalnie, skąd mógł wiedzieć, ale dostanie za "panienkę" Pomyślała gryfka wynurzając się ze stęchłej wody i łapiąc łyk śmierdzącego, ale nadal powietrza. Po czym podała łapę drugiemu gryfowi - "No dziobek, może najpierw róże i dorodnego szczurka ,a potem zabawy w wodzie co?" - Uśmiechnęła się szyderczo pomagając pobratymcy wstać.  Potem odeszła parę kroków na bok  i otrzepała się niczym pies starając się nikogo nie ochlapać. Następnie słuchając się barmana ruszyła za nim.
Odpowiedz
#52
W ostatnim momęcie zjeżdżania Black odbił się i przeskoczył nad ściekami.
Była teraz chwila spokoju. Po tym jak przetarł chustą pyszczek, rozejrzał się po zgromadzonych. Brakujący po chwili do nich dołączyli. Niektórzy nie mieli tyle szczęścia i wylądowali w wodzie. Zrobiło mu się ich nawet żal. No ale cóż, raz wpadasz ty, raz kto inny. Tym razem na szczęście nie był to on.

Po tym jak usłyszał barmana, obrócił się w jego stronę i ruszył jako trzeci, wcześniej jednak przesuwając strzelbę i pistolet tak, by łatwiej mógł ich dobyć.

Na samą myśl o marszu w tych tunelach wzdrygnął się. Cały czas przypominały mu się przeżycia z pierwszych dni jakie pamięta, tu, na pustkowiach. Pomysł przeszukania opuszczonego szpitala w poszukiwaniu leków i zapasów nie wydawał się w cale jakiś odpychający. Gdzie niegdzie znajdywał parę trupów, dawno już zmarłych kucyków. Powinno mu dać do myślenia kiedy zaczął znajdywać świeże zwłoki. Miernik szaleństwa poszedł wysoko w górę kiedy zaczął widywać zjawy i urywki zdarzeń z przed wojny, lub w momęcie uderzenia bomb. Ledwo wtedy wyszedł cało. Teraz dziwnie się po prostu czuł pod ziemią.

No ale cóż, innego wyjścia z tej sytuacji nie ma. Może chociaż z kimś porozmawia dla odciągnięcia uwagi. Ale w miejscach takich jak te, lepiej mieć oczy do okoła głowy i być uważnym. Więc morda w dupę, dupa w kanał..... o ironio.
[Obrazek: fallout__equestria_gpe_logo_wallpaper_by...5ektc9.jpg]
Odpowiedz
#53
Zanurkowałem w odmęty kanalizacji ślizgając się po ścianie coraz głębiej zatrzymując się po chwili w zanieczyszczonej wodzie na dnie ścieku. Woda była głęboka ale nie miałem problemów z utrzymaniem głowy na powierzchni. Moje oczy szybko przyzwyczaiły się do mroku tunelu kanalizacyjnego i zacząłem rozglądać się na o koła w poszukiwaniu jakiejś kładki lub kawałka suchej powierzchni. Moje juki leżały obok zanurzone wyciągnąłem i założyłem na mokry mundur. Usłyszałem następną zjeżdżającą osobę więc uchyliłem się starając się spowolnić jej upadek w wodę moją lewitacją co nie było takie łatwe patrząc w jakim tempie się pojawiali.

Zostawiliśmy płonący lokal za sobą kiedy donośny wybuch granatu dotarł do naszych uszu. - Niedobrze- powiedziałem na głos zastanawiając się czy fekalia tu składowane przez tak długi czas nie wytworzyły dość metanu by nas usmażyć. Na wszelki wypadek odsunąłem się od wejścia by nie zostać poparzonym przez spadające szczątki które mogły spaść jeżeli nikt nie zamknął włazu studzienki.

Wszyscy byliśmy na dole więc włączyłem latarkę w pipbucku i pociągnąłem nosem zatęchłe, mokre powietrze, niewietrzonego, brudnego ścieku które przypomniało mi jak wykradałem się na niższe poziomy stajni. Łza się w oku zakręciła od wspomnień i tęsknoty za ojcem, a może to był zwyczajny smród ? Nie mogłem tego rozróżnić jednak dla mnie to wszystko było świeże i bardzo bolała mnie ta zdrada.

Pipbuck pokazywał że stąpamy w napromieniowanej wodzie ale nie wiem jak mocno promieniowanie przebiło się dalej, zażywam środek na podniesienie odporności przeciw radiacji. Mała kapsułka wylądowała w moim przełyku kiedy oglądałem kopytem mój nos. "Boli!!!!!!"- głowa mi pękała ale musieliśmy ruszać.

Staruszek szedł jako pierwszy-"Nasz przewodnik po kanałach"- przyszło mi do głowy analizując co się właściwie stało oraz kim jest ten staruszek który chwile wcześniej był taki miły i uprzejmy by chwilę później zmienić się w wyrachowanego zimnego mordercę. Starałem jakoś zająć głowę by nie myśleć o bólu mojego pyszczka.
Był przygotowany na taką ewentualność co mi zaimponowało z jaką łatwością pociągnął za spust. "Nigdy nikogo nie zabiłem"-pomyślałem wracając do czasów patroli i akcji prewencyjnych w stajni. Nigdy nie mieliśmy problemów bo jako jedyni mieliśmy broń, nie miałem powodu celować do drugiego kucyka a tym bardziej pociągnąć za spust.

Przybliżyłem się do gryficy gdy już szliśmy- Dziękuje za pomoc tam na górze.- myśląc nad pociągnięciem dalszej rozmowy zastanawiałem się jak dobrze zna naszego przewodnika- Co myślisz o Barmanie? - powiedziałem jakby szeptem.
Odpowiedz
#54
Umbra widząc gdzie prowadzi ich kanał, naprawdę żałował, że maska jest w plecaku. „A Mirage pewnie tym bardziej” – pomyślał. Gdy gryfica wpadła pod wodę (jak wolał to sobie przedstawiać), szybko zaczął pracować nad tym by jej pomóc, wtedy poczuł jak owa przekręca się i nie zdążając wstrzymać oddechu, zanurzył się w WODZIE (jak utrzymywał). Gdy woda ściekowa dostała mu się do dziobu, szybko zmienił nastawianie, nie potrafiąc już sobie wmawiać, że to po prostu woda. Po wynurzeniu zaczął pluć i kaszleć, a zarazem był z siebie dumny, że opanował odruch i nie starał się panicznie łapać powietrza. Widząc pomocną łapę gryficy, przyjął ją wstając, po czym podziękował. 

– Dzięki – mówiąc to, uśmiechnął się całkowicie szczerze, nie miał jej za złe, nawet widząc jej szyderczy uśmiech.

Teraz poczuł zapach tunelu z pełną siłą i skrzywił się, gdy spojrzał na Miragea. Wiedział, że ten nie stara się teraz oddychać zbyt często. Podszedł teraz do brata:
– Jak wrócimy, nic nie mówimy reszcie… no nie?

– A no nie – odpowiedział całkiem naturalnie Mirage, po czym kontynuował zwyczajowym tonem – coś zaiskrzyło?

– Jak zaiskrzyło, przecież tu… – urwał, zaczynając rozumieć – nie.

– Przysiągłbym, że…

– Mówię, że nie! – Umbra podniósł lekko głos, szepcząc do ucha brata – nie ma takiej opcji.

Tym razem Mirage całkiem jawnie się uśmiechnął:

– A nie uważasz, że już najwyższa pora?

Umbra zignorował brata, a zarazem był w podziwie. „To już drugi raz, gdy się uśmiecha” – spoglądał na brata, zastanawiając się, czy uda mu się przełamać. Starszy brat czuł, że od incydentu aż po dziś dzień Mirage zmienił się, choć nieznacznie. Nagle ze wszystkich dźwięków wyłapał głos barmana.

– Mirage słyszałeś? Ten ton… nie podoba mi się, oj nie podoba – szeptał przy uchu brata. – Granaty dymne w pogotowiu, broń na podorędziu, rozumiesz?

– Jak zawsze – odpowiedział poważnie młodszy.

Umbra badał sytuację sięgając za pazuchę i gdy już znalazł to, czego szukał, wyciągnął paczkę miętowej gumy do żucia. Pakując kilka drażetek na raz do dziobu, zaczął przeżuwać i pluć miętową świeżością, wymieszaną ze śliną oraz resztkami ścieków. Resztę dał Miragowi, a ten skrzywił się i wziął kilka sztuk. „No tak, przecież on za nimi nie przepada…” – pomyślał starszy, odbierając paczkę i chowając ją do kieszeni.

– Dobra ruchy brat i tak jak mówiłem, oczy szeroko otwarte i przy najbliższej okazji spadamy stąd.  

– Aye – odpowiedział Mirage.

Bracia ruszyli za resztą grupy trzymając się na końcu, wciąż pilnie rozglądali się w gotowości i wspominali, dawne życie. Życie w którym takie kanały były dla nich codziennością i w pewnym stopniu są dalej.  
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz
#55
    Bane lecąc za kucem ziemnym w pancerzu środowiskowym czuł narastający, jednak nie aż tak dokuczliwy dlań smród fekaliów. Można powiedziec że natura poskąpiła mu na zmyśle powonienia, wyostrzając w zamian wzrok ogiera. Jednorożcowi bylo to jak najbardziej na kopyto. Ten fetor był zapewne nie do zniesienia.
    
    Pod koniec podróży najgorzej śmierdzącymi rurami Equestrii, Bane odbił się z niewielkim poślizgiem i wylądował boleśnie na zadzie poza "morzem" nieczystości, wciąż lewitując swój karabin. Ogier wstał, otrzepał się, zarazem błyskawicznie skomentowawszy powstałą dolegliwość - "to tylko stłuczenie" i odszedł od wielkiej kałuży rozglądając się po cuchnącym pomieszczeniu. 

    Po chwili przejechał kopytem bo głowie, usiłując uśmierzyć dokuczliwe pieczenie, zapewnie spowodowane ugryzieniami jakichś okolicznych meszek. "Cholerne robale. Nadają się tylko do uzupełnienia deficytu białka, albo na przynęte". Nagle wyrwał się z przemyśleń nie czując nakrycia głowy które zostało w barze. Bialy kuc opadł znowu na zad a jego uszy opadły. Oczy również lekko posmutniały z powodu utraty niewątpliwie ważnego dla ogiera przedmiotu.

    Na dzwięk kopyt barmana stukających o podłoże przy lądowaniu, oraz nieco głośniejszej kolizji trzech gryfów, Bane ponownie wyrwał się z letargu. Życie przeszłością nigdy nie było przecież w jego stylu. Więc po co rozpaczać po utracie martwego przedmiotu.
    Ogier wstał, przeładowal karabin, przetarł szkiełka celownika i ruszył za barmanem z bardzo ciekawą przeszłością.
Odpowiedz
#56
Rose nie przeszkadzał smród ścieków, czuła gorsze odory od których normalny kucyk bądź gryf dostawali by torsji: Niewolnicy paleni żywcem na stosach z opon. Rozkładające się ciała, których nadęte brzuchy wręcz eksplodowały chlapiąc gnijącymi i upłynnionymi wnętrznościami. Cuchnący zgnilizną i śmiercią oddech Hellhounda. W porównaniu z tym wszystkim zapach rozwodnionych, dwustuletnich ścieków, nie był niczym nadzwyczajnym. Skrzydlata oddychała najzupełniej swobodnie zatęchłym ściekowym powietrzem, obserwując jednocześnie pozostałych, a zwłaszcza dwa gryfy, którym najwidoczniej owy zapaszek nie odpowiadał.

Gryfka szła powoli za byłym barmanem przeładowując swoje wyposażenie. Wyjęła pusty magazynek z pistoletu maszynowego i podłączyła kolejny od razu repetując zamek by wprowadzić nabój .45 do komory. "Lock and load" Pomyślała słysząc radosne szczęknięcie zamka, a zaraz po nim smutne kliknięcie przełączanego bezpiecznika. Potem wyciągnęła z olstro obciętą strzelbę i wymieniła dwie puste łuski nowymi, tym razem z monolitycznymi pociskami zamiast śrutu. Przymierzyła przez przyrządy celownicze, po czym schowała ją z powrotem.

W międzyczasie podszedł do niej kucyk ze stajni, dziękując jej za pomoc i zadając pytanie o barmana. - "Nie ma sprawy mały." - Odpowiedziała na jego podziękowanie lekko się uśmiechając. - "Co do barmana natomiast..." - Tutaj już spoważniała przyglądając się siwobrodemu kucykowi na czele. - "W sumie nie dużo. Wygląda na to że ma za sobą kawał parszywej historii. Siedziałam u niego parę dni, lubił gadać, żartować, ale gdy szło o przeszłość rozmowa się kończyła i teraz wiem dlaczego. Wszyscy popełniamy błędy o których chcemy zapomnieć albo od nich uciec i zacząć z nową czystą kartą." - Rose odpowiedziała dosyć obszernie, mając na uwadze że Bolt jest dosyć świeży na pustkowiach i odpowiedz w stylu "nic" mogłaby nie wystarczyć.

Gryfka jeszcze przez moment popatrzyła na kucyka i na jego pyszczek. - "No tak była bym zapomniała. Twój nos. Nie czułam żeby ci kości chodziły, więc może nie jest złamany, w najgorszym przypadku jest pęknięta. Chrząstkę natomiast masz na pewno strzaskaną, gdybyś był ziemniakiem mogłabym myśleć inaczej. Trochę cie poboli, ale to nic poważnego." - Przekazała swoją krótka diagnozę kucykowi idąc dalej.



Starszy jednorożec brną coraz głębiej w sieć kanalizacji podmiejskiej, prowadząc grupę przez labirynt kanałów, uwarznie nasłuchując tego co dzieje się dookoła. Wiekszość starych kanałów nie miała oświetlenia przez co, co rusz otwierały się czarne gardziele korytarzy ściekowych. Owa nieprzenikniona ciemność dawała wrarzenie że ktoś cały czas obserwuje grupę, chociaż PipBucki nie pokazywały żadnych wskaźników. W końcu do barmana podszedł kuc w pancerzu środowiskowym. - "Udało się nam uciec mafii, ale nie wydajesz się być ani trochę spokojniejszy, a wręcz przeciwnie. Tutaj na dole mafia nie jest najgorszą rzeczą którą możemy spotkać, prawda? Czy może tu..."

Barman przerwał mu, zdzielając go telekinezą w hełm, nie było to mocne uderzenie, ale w powietrzu rozniosło się szczeknięcie płyt szyjnych pancerza. - "Tak chodzi o Ghule, i to jedne z parszywszych jakie spotkałem, więc łaskawie stul pysk. Najgorsze ścierwo z przedwojennych więzień: mordercy, gwałciciele, psychopaci i złodzieje. Wszyscy pochowali się w kanałach i metrze pod miastem. Mają tu własne, a my mieliśmy, układ nikogo z góry u nich, nikogo z dołu u nas. Ale jeśli nas złapią, ja gadam, a wy paszcze w kubeł, rozumiecie?" - Głos barmana był szorstki ostry i zimny niczym lód. Od razu było wiadomo że nie żartuje.

Kucyk po jakimś czasie prowadzenia wszystkich po labiryncie korytarzy ściekowych, doszedł do odnogi zakończonej parą drwi serwisowych. - "Zostańcie tutaj i na mnie czekajcie." - Powiedział i wszedł przez drwi prowadzące w lewo. Po chwili nieobecności siwobrodego kucyka odezwał się właściciel pancerza. - "Wybaczcie mi niefortunne okoliczności i to o co zaraz zapytam." - Powiedział do wszystkich, zdejmując swój hełm. - "Chciałem o to zapytać w barze ale nie miałem ku temu okazji. Szukam najemników i mam zlecenie, a wy wydawaliście się mieć nieco za dużo wolnego czasu.Zlecenie to eskorta VIP'a i paczki. Łatwe kapsle, nic trudnego. Oferuje dwieście pięćdziesiąt kapsli na głowę." - Powiedział wyraźnie podkreślając ostatnie słowa. - "Sto kapsli z góry, na początek, reszta, po skończeniu zadania. Co wy na to?"
Odpowiedz
#57
Black idąc przez kanały i nie mając zbytnio do kogo zagadać pogrążył się w rozmyślaniach. Zanim zdążył się za myśleć na dobre, usłyszał rozmowę Gryficy i Jednorożca, ale nie zwrócił zbytnio na to uwagi. W końcu nie jego interes. Zastanawiał się teraz co będzie dalej. Pewnie złapią z Bane'm jakąś kolejną robotę i znowu ruszą w drogę. Przetrwać kolejny dzień. A co dalej? Żyć tak do końca życia? Pewnie tak. Ale na spokojną starość nie liczył. Najprawdopodobniej wykrwawi się siedząc w jakiejś norze, albo zdechnie od napromieniowania.
Może by się tak ustatkować? "Jaka by mnie zechciała?" Pomyślał i zaśmiał się w duchu.

Idąc tak z nudów zaczął cicho podśpiewywać pod nosem:
"Kogóż to z nas tonący nie wiózł wrak?
Któż z nas zaprzeczyć może że ułomny?
Kogóż nie łudził oślepiony ptak?"
I nucił by dalej, gdyby nie to że barman wspomniał o Ghulach. Drugi raz powtarzać nie musiał. Pegaz po chwili znalazł się na suficie i szedł dalej, machając co jakiś czas skrzydłami. Jedyne co mu teraz brakowało to żeby mu się coś w twarz wgryzło.

Zatrzymał się razem z innymi po czym barman zniknął za drzwiami. Po chwili kuc w pancerzu zaczął mówić.
250 kapsli....100 na wejściu... nie tak źle. Ale wiedział jedno, nic na Pustkowiach nie przychodzi bez trudu. Jeśli istnieje najmniejsza szansa że coś się spieprzy, to pewnie tak będzie. No nic, i tak nie ma nic co do roboty.

"Wchodzę w to." Powiedział zeskakując na ziemię i przeczesując pióra na skrzydle. Trzeba będzie udać się do sklepu na małe zakupy, uzupełnić amunicję i resztę drobiazgów. Może zmienić broń na coś na dalszy dystans? Może uda się kupić granat albo dwa, zależy jak bardzo skąpi będą sprzedawcy. "Ale było by miło jakbyś dorzucił jeszcze 50, najlepiej na wejściu. W końcu trzeba się trochę zaopatrzyć." dodał po chwili robiąc jak najbardziej przekonywującą minę, jaką tylko mógł. Zawsze potargować się można, nigdy nie zaszkodzi.
[Obrazek: fallout__equestria_gpe_logo_wallpaper_by...5ektc9.jpg]
Odpowiedz
#58
Lekki ból nosa poczułem kiedy dotykała nie szponem po nosie. "Miłe uczucie"-pomyślałem kiedy opowiedziała mi co wie o barmanie. -Niewiele tego. -odrzekłem oglądając się za siebie na kuca który coś nucił.

Klient w skafandrze jak z książek o podróżach w kosmosie podszedł do barmana i ten rzucił mu spojrzeniem i zdzielił lekko w tył głowy- Ghule- powiedziałem cicho jakby do siebie starając przypomnieć sobie czym były jednak nic nie przychodziło mi do głowy. Wszyscy umilkli więc to musiało być coś z czym trzeba się liczyć na powierzchni i to jest groźne. Wyobraziłem sobie galaretowatego stwora przypominającego rozlany kisiel i który żywi się odpadami i żyje w ścieku. Moje wyobrażanie sobie dość szybko skończyło się kiedy dotarliśmy do drzwi serwisowych.

Kuc w skafandrze ściągnął swój przeszklony hełm i odezwał się kiedy barman zniknął za drzwiami wydając komendę byśmy zaczekali.
"Chciałem o to zapytać w barze ale nie miałem ku temu okazji. Szukam najemników i mam zlecenie, a wy wydawaliście się mieć nieco za dużo wolnego czasu.Zlecenie to eskorta VIP'a i paczki. Łatwe kapsle, nic trudnego. Oferuje dwieście pięćdziesiąt kapsli na głowę." - Powiedział wyraźnie podkreślając ostatnie słowa. - "Sto kapsli z góry, na początek, reszta, po skończeniu zadania. Co wy na to?"

- Co jest w paczce jeżeli mogę zapytać?- rzuciłem pytaniem kiedy Black bez namysłu przystał na propozycje i zaczął się targować.
-250 kapsli za robotę kuriera. Wybacz ale nic więcej nam nie powiedziałeś a ja nie znam okolicy.- bardzo mnie zaciekawił i zacząłem mu się baczniej przyglądać. -Czy byłbyś w stanie ustawić znacznik w pipbucku by pokazał twój cel? Niestety bez tego nie ruszę.- źle jest czegoś nie wiedzieć ale gorzej nie zapytać. Oglądałem oblicze każdego i chyba wszyscy zebrani byli zainteresowani ofertą kuca w pancerzu. "Dziwne"-pomyślałem ile osób chce nająć na podobno prostą robotę, może ma nadzieję że ktoś odmówi.

-Ostatnie pytanie. Co to ghul?-z zaciekawieniem spojrzałem na każdego po czym dodałem - U mnie w stajni czegoś takiego nie mieliśmy.
Odpowiedz
#59
    Bane szedł dalej przed siebie, byleby wyleźć z tego nieprzyjemnie wyglądającego kanału. Oczy szybko przyzwyczaiły mu się do ciemności i wszystko teraz sprawiało wrażenie pogrążonego w ciemno-zielonym odcieniu. Dotychczasowy ochraniarz karawan zerknął na młodego, niedoświadczonego kuca ze stajni. "Młody jak na razie nieźle sobie radzi. Żyje, to najważniejsze. Kurwa, poradził sobie tam lepiej niż ja. Gdyby nie staruszek, już od dawna bym wąchał kwiatki od zada strony" - ogier przeniósł wzrok na twarz jednorożca ze stajni i skoncentrował się na nosie. "Zapomniałem, cholera" - zaklął cicho, po czym podszedł bliżej ogiera i przewertował wzrokiem jego nos, tym razem z bliższej odległosci, nie przeszkadzając im w konwersacji, której jednocześnie się przysłuchiwał. "Wygląda dobrze...nie będe już niczego kombinować. Gryfica zrobiła wsyzstko co trzeba było, i widać że wie co mówi. Co najwyżej uraz go troche poboli. Dobrze, nie bede musiał marnować medykamentów". Po chwili odwrócił głowę do Rose i skwitował swoje oględziny mówiąc - Ładna robota. Fachowo to opatrzyłaś i nie pogorszyłaś stanu kości, a niewielu jest tak delikatnych. To bardzo wrażliwy obszar" - pokiwał w uznaniu głową i skończywszy przyglądać się kucykowi ze stajni, zbadał medycznym wzrokiem resztę kompanów. Gryfica wydawała się dotknięta lekkim oparzeniem ale chyba nie było to nic poważnego. Tak czy inaczej bez czystej wody niewiele zrobią. Black...mało nie zrobił z siebie sera szwajcarskiego. Jak zawsze. Ale to tylko kilka zadrapań, bywało gorzej. Dwa gryfy trzymające się razem też chyba były w stabilnym stanie, podobnie jak kuc ziemny wpancerzu i "Shredder". Sam biały ogier...poza bolącym tyłkiem i ogólnym uczuciu poobijania każdej możliwej kości, było dobrze.

    Podczas marszu kuc próbował wreszcie uporządkować wszystkie informacje o swoich kompanach. W jego głowie roiło się od myśli a on wreszcie miał chwilę żęby je uporządkować. Jednorożeć stworzył w swoim umyśle kartotekę w której pojawił się rząd z półkami. Z jednego z tych rzędów nagle wysunęła się szufladka oznakowana dużą literą "B". 
    - Wysoki, krępej budowy jednorożec, maść ciemnobrązowa, kolor włosów - srebrny z elementami czerwieni, czerwone oczy. Ciężko opancerzony, świerzy przybysz z krypty, brak informacji o jej numerze i położeniu, stanie i liczbie mieszkańców. Brak informacji o przyczynie opuszczenia przez niego bezpiecznego schronu i o aktualnym celu. Potencjalna możliwość że w stajni wciąż znajduje się wartościowa aparatura medyczna, elektronika oraz inne. Biegłości nieznane. Prawdopodobne: obsługa broni palnej, noż na szyji może świadczyć także o doświadczeniu w korzystani z tego rodzaju broni białej. Stan psychiczny: stabilny, ogier jest stosunkowo świerzy na powierzchni, niedoświadczony, niedoedukowany.  - Bane przeczytał akta pozostawione w szufladzie, po czym ją zamknął i podszedł do kolejnej, zaznaczoną "2G". - Ale tu bajzel - pomyślał. -Ale co innego mam do roboty niż tu trochę uprzątnąć. - W momencie gdy pociągał za kolejną szufladkę, pokój zniknął a Bane otworzył szerzej oczy. Kuc ziemny w pancerzu wybudził go ze swoistej nirvany. Jednorożec ściągnął brwi. Lubił pogłębić się w swojej analitycznej wyobraźni. Jednocześnie mógł mentalnie wypocząć i uporządkować myśli. Jednak tym razem kucowi chodziło o coś bardziej wartościowego niż idee. O kapsle. 

     Black zdążył się już zgodzić na kurierską robotę, gdy Bane rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie. "Ten znowu pędzi. Nawet nie pomyśli, po prostu bierze, ważne że płaci z góry. Jeśli płaci z góry to musi mieć jakiś powód. Najmuje dodatkowo nas wszystkich, co też nie jest jego widzimisię. 250 kapsli na głowę to ładna sumka. Droga może nie być taka niebezpieczna, skoro najmuje przypadkowych gryfów i kuce. Może to być dobry interes".

    Na pytanie Bolta o ghule, Bane uniósł brwi i powiedzial: "Pamiętasz stajenne lekcje biologii? Ghul to nastawiony na zabójcze promieniowanie kucyk, który miał o tyle dużego pecha że się nie usmarzył na miejscu, tylko zmienił w szkielet ze zwisającymi zeń strzępami skóry i mięsni. Takie ghule zazwyczaj tracą swoją poczytalność i stają się zwierzętami, które bardzo upodobały sobie mięso swoich żywszych pobratymców. Jednak...z tego co wiem istnieją ghule, które poza wyglądem nie różnią się niczym od nas, normalnych kucyków. Ale oni rzadko mają szansę znaleźć miejsce gdzie witają im podobnych inaczej niż gorącym śrutem 
. Dają natomiast radę dogadać się zazwyczaj z dzikszą częscią swojego "społeczeństwa" i żyją razem w kanałach, opustoszałych napromieniowanych ruinach i tak dalej. Ciekawostką jest też to że nie które ghule posiadają zdolnośći samoleczące. Wchłaniają przez skórę promieniowanie, które odbudowywuje w szybkim tempie ich komórki. Ghule są naprawde, bardzo interesującymi stworzeniami" - biały ogier poprawił swój wyimaginowany beret i przebiegł wzrokiem po suficie. Zapowiadało się że trochę tu poczekają. Jeśli faktycznie to miejsce jest siedliskiem tych strzępów mięsa....cholera...nigdy nie był religijny, ale gotów był odmówić zdrowaśkę gdy pomyślał o na wpół martwych już kucykach. Czuł niepokój ale i fascynację nimi. Jakimś cudem przeżyły megaczary, a potem były w stanie prosperować, nawet utrzymać poczytalność. To...niezwykłe.

    Biały ogier wyjął magazynek, naładował go do końca i odstawił na bok. Lewitacja powoli go już zaczynała męczyć.
    - Untiehorse...gdzie mielibyśmy przetransportować kucyka i paczkę. I czy mamy z góry wytyczoną trasę? Bo nie mam zamiaru pełnic roli opiekuna przy wycieczce krajoznawczej - podjął.
 
Odpowiedz
#60
Bracia poruszali się za resztą pechowych barowiczów w dwu osobowej kolumnie, na razie trzymając się stosunkowo blisko reszty. Mirage otwierał kolumnę prowadząc, a starszy brat zamykał ją osłaniając tyły. Gryf w kitlu zastanawiał się ile mogło zostać w magazynku. „Ciężko jest kontrolować ilość wystrzelonej amunicji podczas działań. Szczególnie, gdy karabinek pluje około piętnastu pestek na sekundę” – pomyślał Umbra. 

Słysząc słowa barmana, Umbra zacisną mocniej dziób, a Mirage silniej chwycił rewolwer i sprawdził, czy młotek oraz łom są na swoim miejscu. Bliźniaki zmagały się już z ghulami od dawna i nigdy nie podchodzili do tej sprawy pobłażliwie.

– Brat słyszałeś? Rozmawiać – powtórzył Mirage – to nie zdziczałe ghule, ile takich spotkaliśmy?

– Niewiele, a kilka takich prawie zamordowaliśmy – przyznał nie chętnie starszy.

– Pamiętasz Salamandrę? – zapytał niespodziewanie młodszy, spoglądając na brata.

Umbra przywołał obraz klaczy, znów przyglądając się jej fantazyjnemu wzorowi umaszczenia. Następnie przywołał ostatni z dnia, w którym widział ją po raz ostatni, a przynajmniej to, co z niej zostało. Szczątki, w których jedyne, co dawało pewność w rozpoznaniu ich… to czarny róg z żółtą plamką.

– Tak, pamiętam – odezwał się po chwili starszy – zresztą kilka dni później zaginął także Crocodile, a jego ciała odszukać już nie zdołaliśmy.

– Równiacha z niego był, zawsze razem się z innymi tłukliśmy, nie było ni dnia… ni godziny, by nie był chętny na lanie tamtych ze wschodniej części. Salamandra była zadziorna i miała naprawdę ładny uśmiech – powiedział bez wyrazu.

– Bardzo kontrastowy, ale co racja to racja… 

Umbra chwycił się łapą za lewe przed ramię, na którym była naszywka, zasłonięta obecnie przez kitel, po czym przyznał ze sutkiem:

– Brakuje mi ich… – przez chwilę wahał się – wszystkich, a tobie?

Pytanie starszego spotkało się z ciszą, którą przerwał kuc w pancerzu środowiskowym. Łapiąc każde słowo i starannie je ważąc, bracia spojrzeli po sobie.

– Mało – powiedzieli równocześnie bracia.

– Ale i tak nie mamy nic do roboty – kontynuował już sam Umbra, zwracając się do kuca proponującego robotę – ujmę to tak panie Untie, jeśli uda nam się stad wydostać, ponowi pan propozycję… z bratem nie pakujemy się z kabały w której jesteśmy w kolejną, bo to nigdy nie wróży nic dobrego. Pustkowia tego nie lubią – powiedział rzeczowo gryf.   

Umbra zastanawiał się przez chwilę, a następnie podszedł do brata:

– Osłaniaj mnie, muszę ogarnąć oporządzenie.

– Yyyhym – odpowiedział mruknięciem młodszy, rozglądając się.

Gryf zdjął z siebie plecak, a potem kitel, ów był dla niego zbyt ważny, by teraz nosić go w kanale. Składając go, strzelił karkiem, po czym schował białe okrycie do worka. Przeciągnął się, poprawiając ułożenie oporządzenia. „Szczęście, że mundur wciąż jest na ciemnej stronie” – pomyślał, poprawiając kaptur. Teraz sięgnął do pistoletu na pasku w okolicach krzyża i wyciągnął go razem z kaburą, po czym umieścił ją na udzie, a pistolet wyciągnął kontrolując stan amunicji. Gdy pistolet był już z powrotem na swoim miejscu z odciągniętym kurkiem, zajął się uzupełnianiem amunicji w magazynkach broni głównej. Najpierw wypiął magazynek, po czym rozładował karabinek, wyrzucając nabój z komory i łapiąc go nim spadnie na ziemię. Następnie doładował magazynek wolnym nabojem. Teraz sięgnął do torby i wyją z niej dwie paczki amunicji, by zająć się uzupełnianiem stanu pestek. Licząc dokładnie ile mu owych ubyło, sprawdzał to ilością amunicji, która zmieści się w niepełnym magazynku.
Po podliczeniu i załadowaniu amunicji, założy plecak i będzie czekał na rozwój sytuacji.

„Zobaczmy, minus pewne 75 naboi FMJ i…”      
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości