Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wastelands Vol. 1
#61
Untiehoese spokojnie wysłuchiwał odpowiedzi zaczynając lekko czyścić swój pancerz. Obserwował z uwagą odpowiadające mu kucyki i gryfy jednocześnie wycierając starą szmatka płyty pancerza, odsłaniając z pod grubej warstwy namoczonego kurzu pomarańczowy metal i czarne łączenia. Przyjął do wiadomości wszystkie wątpliwości i żądania, choć na pytanie Bolta o ghule, nieco się zdziwił. Szybko poukładał sobie to jak chciał odpowiedzieć, lecz gdy tylko otworzył pyszczek wrócił barman.

Starszy kucyk miał teraz na sobie brązowe ponczo z jutowego materiału skrywające pod spodem wzmocniony pancerz zwiadowczy. W polu telekinetycznym trzymał stary wojskowy hełm. Lecz nie tylko jego ubiór się zmienił, jego grzywa była teraz ścięta krótko na wzór wojskowy, a siwa wcześniej rozczochrana i postrzępiona broda była równa i przycięta. Założył hełm i popatrzył na wszystkich ostrym przenikliwym wzrokiem. Wyciągną ze swoich obszernych juków strzelbę z dźwignią i przeładował ją.

- "Zamknijcie się. Rajdacie jak przekupy na targu, skończycie się ugadywać na powierzchni. Będziemy mieli okienko dzięki któremu się wydostaniemy, ale musimy wejść do metra." - Powiedział ruszając w stronę kolejnych drzwi i otwierając je. Untie zamknął otwarty pyszczek i posłusznie ruszył za byłym barmanem. Założył swój zabudowany hełm, zatrzaski zaskoczyły na swoje miejsce z charakterystycznym kliknięciem na osłonie szyi uszczelniając pancerz. Barman po otwarciu drzwi rzucił do wszystkich pozostałych barowiczów. - Za mną. - Wydał rozkaz i ruszył po schodach do góry.

Za stalowymi drzwiami serwisowymi znajdowały się betonowe schody prowadzące do góry. Szły one stopniowo, zakręcając co chwila o dziewięćdziesiąt stopni, by wreszcie wyjść na długi korytarz. Na ścianach gdzieniegdzie mrygały stare lampy, ale główne oświetlenie zapewniały pomarańczowe lampy awaryjne. Z sufitu zwisały pęki kabli czasem sypiących delikatnymi błękitnymi iskierkami. Stare przerdzewiały rury ciekły oraz syczały gdy uciekała przez nie para z wciąż działającej instalacji.

Drzwi korytarza serwisowego wychodziły na spory trzy liniowy tunel metra, z jednej strony zamknięty przewróconym w poprzek pociągiem. z drugiej strony zaś wchodzący w czarną otchłań. Kiedy bramna wyszedł na stary trakt metra, zatrzymał się i poczekał na wszystkich, a zaraz obok niego stanął Untie w swoim pancerzu.




- "Niewiele tego." - Te słowa Rose usłyszała po przekazaniu swoich myśli na temat starego barmana. "Ech ci nowi... Zawsze chcą dostać obszerny wykład na temat wszystkiego czego doświadczają na pustkowiach. I tak powiedziałam dużo, no, przynajmniej jak dla mnie." Pomyślała tylko lekko kiwając głową. Niedługo potem usłyszała gratulacje od jednorożca z którym chowała się wcześniej za stołem w barze. Popatrzyła na niego tylko lekko unosząc brew. "Opatrzyłam? Ja mu tylko wytarłam krew z pyska i sprawdziłam czy kość nie był złamana... Ale jeśli chcesz to nazywać fachowym opatrywaniem, to twoja sprawa."

Potem gryfka usłyszała metaliczny brzęk, gdy kucyk w pancerzu dostał w łeb. Wtedy bardziej zwróciła uwagę na to o czym rozmawiali. kiedy tylko usłyszała słowo ghule przez jej umysł przebiegła jedna krótka myśl. "No fajnie." Kiedy się zatrzymali i czekali na barmana odezwał się kuc w pancerzu, który jak potem usłyszała nazywał się Untiehorse. Zaproponował on wszystkim prace, oferując dwieście pięćdziesiąt kapsli na głowę. "Cena jest średnia... ale jeśli to ma być naprawdę niegroźna i prosta misja, to cena wydaje się być w miarę. Tylko po co mu aż tylu ochroniarzy?" Gryfka miała wątpliwości co do tego wszystkiego, wiec się nie odzywała. Jedynie obserwowała jak reagują pozostali. "Ani on nie ma wyczucia czasu, ani oni nie maja pojęcia w jakiej jesteśmy sytuacji. A myślałam że mam do czynienia z doświadczonymi pustkowiczami..."  Jej przemyślenia przerwało wtargniecie Barmana który nieco się zmienił. Wyglądał teraz dużo poważniej niż w starych ciucha. Jednorożec kazał się im wszystkim zamknąć i iść za nim.

Rose się podporządkowała, to był jego teren i jego zasady gry, wiec ruszyła za nim jako trzecia. "Przynajmniej jedna osoba zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji. Na powierzchni już pewnie dostaliśmy wyrok śmierci, a tutaj mamy uważać na ghule." Gryfka rozmyślała tak idąc za barmanem przez stary korytarz serwisowy by wyjść do tunelu metra. Rozejrzała się po wielkim tunelu. "Zamknięta przestrzeń z dużym prawdopodobieństwem napotkania Ghuli..." Mając ta myśl w głowie stanęła koło jednorożca. - "Dobra Siwy, jaki jest plan?" - Zapytała.
Odpowiedz
#62
- Więc ghule to kucyki zombi które zmieniły się pod wpływem promieniowania. Ciekawie się zapowiada...- umilkłem kiedy kolejne osoby przystawały na propozycję do momentu aż Shreder pojawił się w drzwiach zupełnie odmieniony, przystrzyżony w innych ciuchach wydał polecenie wszystkim zebranym i ruszyliśmy w kolumnie podążając za za barmanem, drugimi drzwiami przede mną podążała gryfka, w zadumie starałem się sprawdzić stan zapasów oraz wyciągnąłem mój rewolwer.

"Coś mi nie pasuje w tej robocie, prawie wszyscy bez namysłu przystali na warunki więc albo to łatwa forsa albo jakaś pułapka, ciekawe gdzie tkwi haczyk." - oglądam mapę pipbucka w poszukiwaniu jakiś śladów życia, zapalam lampę by oświetlić drogę w mroku innym.

Szreder zaprowadził nas do wysokiego tunelu z jednej strony leżał bokiem wagon pociągu, zniszczony przez czas z odpryskującą farbą jednak nadal przypominający te które widziałem w książkach mojego ojca.
Słabe oświetlenie pomarańczowych lamp awaryjnych kontrastowało z bladym światłem pipbucka kiedy wszyscy wychodziliśmy na tory traktu.

Rose zatrzymała się i odezwała do barmana który czekał aż wszyscy wyjdziemy -Dobra Siwy, jaki jest plan? - Ustałem z tyłu i przejechałem obitym kopytem po ścianie tunelu przyglądając się mu. Ostatni pojawili się w drzwiach gryfi bliźniacy. Patrzałem na ich budowę i przyglądałem się pazurom, dziobom, skrzydłom z pięknymi choć brudnymi piórami "ech" westchnąłem sobie. Wyciągnąłem z juków batonik energetyczny i rozpakowałem wyrzucając papierek na ziemię. "Nie pamiętam kiedy jadłem ostatni posiłek ale wydaje mi się że na drogę się nada, nie wiadomo ile będziemy jeszcze tu siedzieli a zanosi się że będzie ciemno."

Czekając na dalsze polecenia usiadłem na zadzie pod ścianą tunelu pałaszując w spokoju batonika. "Chłodno ale lepiej tu niż w kanale" pomyślałem.
Odpowiedz
#63
Umbra spojrzał na brata, gdy wszyscy ruszyli dalej. Przez chwilę milczał, czekając by reszta się oddaliła, po czym powiększył mapę, znajdującą się wciąż na wizji: 

– Szlag! – szepnął zdenerwowany.

– Co jest brat?

– Nie ma… ukatrupię za to Gadżeta, normalnie nogi z dupy powyrywam – Umbra wciągnął teraz głośniej powietrze.

– Nie mamy mapy podziemi, prawda?

– Nie, nie mamy… jesteśmy skazani na tą paczkę, szczęście dla ciebie Mirage.

Powiedział zrezygnowany starszy, następnie kontynuując:

– Jak sądzisz? Może ruszymy sami, w końcu lata w Manehattanie to nie w kij dmuchał, co? – zapytał badając reakcję brata.  

– Możemy, ale… to nie są podziemia Manehattanu – odpowiedział spokojnie Mirage, czując atmosferę i charakter kanałów – coś jest nie tak. Nie zaryzykowałbym szlajania się tu na własny szpon.

Umbra uśmiechnął się. „Jak za dawnych czasów” – pomyślał, czując prawdopodobnie to samo, co brat. Nie był niczego pewien i to bolało go najbardziej. „Nie złamią mnie żadne kanały, nie po tym, co przeszedłem – poprawił się – co przeszliśmy, ale nie mogę ryzykować jego życia” – spojrzał na brata.

– Dobra Mir ruszamy jak z zielonymi, co miało nas usłyszeć, już zapewne usłyszało, w drogę.

Bracia ruszyli za resztą, a po minięciu stalowych drzwi serwisowych, Mirage szybko ocenił je i spojrzał po zawiasach.

Jeśli drzwi były w takim stanie, że można byłoby je zamknąć, młodszy z gryfów potraktuje zawiasy drzwi środkiem, który raz jeszcze przywróci je, do jako tako stanu świetności i zamknie je za sobą możliwie cicho, po czym zarygluje, lub czymś zablokuje o ile to możliwe.

Gdy bracia pokonali schody, stanęli jak wryci, a raczej to Mirage stanął, a Umbra prawie na niego wszedł. I wiedząc już, co zobaczył brat, zbladł wyrażając swój niepokój:

– Nie słyszałem, by te podziemia były w takim stanie i nie podoba mi się to… oj nie podoba.

– Po tylu latach wszystko tu funkcjonuje? Perpetuum Mobile, czy ki diabeł?

– Albo ktoś ciągle przy tym dłubie, albo mamy większe problemy niż sądziliśmy.

Bracia ruszyli dalej jeszcze bardziej skupieni niż przed chwilą. Gdy stanęli już obok reszty w tunelu metra, uderzyła w nich nostalgia, którą szybko przezwyciężyli. Czuli się jakby wszystko, co do tej pory przeżyli pod ziemią, zaczynało się odnowa, a oni powtarzaliby to od początku.

Umbra uchwycił spojrzenie jednorożca ze stajni i po chwili usłyszał westchnięcie, wtedy zapytał:

– Coś się stało? – powiedział z lekkim uśmiechem, po czym oderwał wzrok od kuca i zbadał miejsce, w którym obecnie się znajdowali.   

W momencie, kiedy starszy brat rzucił pytanie, Mirage zdążył już obadać i drzwi, przy których się znajdowali oraz natychmiast powtórzył schemat jak z poprzednimi. Gdy skończył, stanął w pobliżu brata.

– Przy okazji, chciałbym przeprosić za tego „bez wyrazu” – wskazał na brata, którego oblicze nie przejawiało właściwie nic, a oczy pozostawały zimne i w pewnym stopniu puste – ciężko zawiera nowe znajomości – przyznał lekko rozbawiony Umbra.

Gryf niezmiennie odnosił się szeptem, po przekroczeniu ostatnich drzwi, teraz kontynuował:

– Nazywam się Umbra, a to jest Mirage – wskazał lekkim kiwnięciem głowy na młodszego brata – mam nadzieję, że cię nie odstraszył, a przynajmniej nie zniechęcił… – uśmiechnął się.   
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz
#64
Podszedł do mnie akurat gdy wcinałem batonika jeden z gryfów kiedy drugi coś grzebał czy sprawdzał przy drzwiach i się przedstawił- Nie musisz przepraszać nic się nie stało ale jesteście pierwszymi gryfami jakie poznałem a do tego jednymi z pierwszych istot na powierzchni.- Powiedziałem po czym włożyłem całego batonika do pyska.

Obejrzałem go od czubka na głowie aż po szpony i lekko przechyliłem głowę - Jestem Bolt, Bumer dla znajomych. - powiedziałem podnosząc się z ziemi i wyciągając kopyto na przywitanie.

- Nic się nie stało tylko dla mnie to nowa sytuacja i staram się przypomnieć sobie co z książek o was czytałem - spojrzałem na młodszego który skończył chyba oglądać drzwi - Przepraszam Mirage jeżeli byłem nie miły ale trudno mi się przekonać na razie do was i uwierzyć w to wszystko. Kucyki zombi i mafia to trochę dużo. - obejrzałem się co robi Shreder i wracam wzrokiem do Umbry.
Odpowiedz
#65
– Czyli jednak mieliśmy rację, to trudna sytuacja, co? Nie mam pojęcia ile cię już mogło spotkać, ale to miejsce – wskazał gestem na otaczający go świat – jest… – zastanawiał się przez chwilę szukając odpowiednich słów – skomplikowane i brutalne. Tak, chyba to odpowiednie słowa. 

Kuc zmierzył go wzrokiem, po czym przedstawił się i podał kopyto. Umbra bez zastanawiania przyjął gest i sam wyciągnął łapę na przywitanie. Uścisnął kopyto Bolta, po czym kontynuował rozmowę:

– Mir nie chowa urazy, a zarazem ciężko sprawić, by się obraził. Nie zmienia to faktu, że przyjmuje przeprosiny – na potwierdzenie Mirage kiwnął głową.

Starszy zastanawiał się przez chwilę:

– I na dodatek jesteś sam – zgadywał gryf i zastanawiał się, co byłoby gdyby Miragea nie było z nim.

Gryf szybko porzucił tę myśl i zaczął nową.

„Nowi szybko się uczą, ławo nabywają obycia z tym światem. Osoba, która żyła na powierzchni i już swoje przeszła ma własne nawyki, których czasami ciężko się pozbyć. A on jest tutaj nowy, to pierwszy plus. Trzeba będzie zobaczyć jak się zachowuje, jak radzi sobie w różnych sytuacjach i czy będzie kooperatywny.”  

Urwał myśl wiedząc, co chce powiedzieć:

– Jak długo jesteś na powierzchni?

Nagle zdał sobie sprawę z tego, co powiedział kuc:

– Zaraz, zaraz… książek? Masz na myśli equestriańskie książki, które opisują gryfy… – urwał na chwilę przywołując wizję equestriańsko książkowego gryfa i zaśmiał się – nie opieraj się na stereotypach z książek sprzed incydentu…

– …a przynajmniej nie całkowicie – dokończył myśl brata młodszy, po czym kontynuował – tym bardziej, że nas wychowywała przez długi czas farmerska rodzina z okolic Manehattanu. Dla ścisłości… to nie były gryfy – urwał wracając do badania sytuacji w tunelu.

– O to, to… ten szczegół na pewno wpłynął na ogólny stereotyp – powiedział zastanawiając się, ile państwo Equestrii mogło rzucić w ów książki propagandy – poza tym, lepiej kogoś poznać niż zakładać sobie, jaki lub kim mógłby być.    
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz
#66
Stary wrócił, wiec nie pozostało nic innego, jak ruszać dalej.
Black włączył radio w Pip-Bucku, a po chwili muzyka zaczęła grać w jego lewym uchu, gdzie wszczepiony był odbiornik. Zastanawiające było to, że pomimo dzielących ich metrów od powierzchni, sygnał był tylko trochę zniekształcony i co jakiś czas się zrywał.

Pogrążony w we własnych myślach i dźwięku muzyki, przeszedł przez drzwi i następnie wszedł na górę po schodach. Melodia kolejnej piosenki towarzyszyły mu kiedy znalazł się na jednym z końców długiego korytarza.
".... I don't want to set the world on fire..." nucił cicho Dust, mijając sporadycznie występujące kałuże.

Kiedy wyszli na stary trakt metra, Pegaz rozejrzał się i minął Barmana i kuca w pancerzu, skręcił w bok i udał się w stronę ciemności. Będąc jakieś pięć metrów od pozostałych, usiadł i wziął w kopyta strzelbę, zaciskając szpony na rękojeści broni. Złamał strzelbę w pół i upewnić się jeszcze raz czy jest naładowana. Wyłączywszy muzykę, zaczął nasłuchiwać i wpatrywać się w ciemność znajdującą się przed nim. Było mu jednak ciężko, z uwagi na gadających towarzyszy. Zdecydowanie bardziej preferował podróżowanie we dwóch z Bane'm, ten przynajmniej wiedział kiedy się zamknąć.
Pegaz zamknął oczy, próbując odciąć się od otaczających go odgłosów. Po chwili zniknęła rozmowa Gryfów i Bolta, zaraz po tym umilkło kampanie wody i dźwięk strzelających iskier....był sam.....

Nagle pewien dźwięk przykuć jego uwagę. Otworzył oczy, które zdążyły się przyzwyczaić do mroku i przez chwilę wydawało mu się że coś porusza się w ciemności, ale po chwili nieufnie pokręcił głową, w myślach kwestionując to co zobaczył. Równie dobrze może to być tylko jego zmęczony mózg. W sumie od roboty dla Barmana nie miał okazji się przespać, a dobrze wiadomo co brak snu robi z umysłem.

Niespodziewane podejście bliżej Bane'a wybiło Pegaza z zamyślenia. Wyjął manierkę, po czym wziął łyk wody i przepłukał pyszczek. Miał skomentować złośliwie brak beretu na głowie kumpla, ale odpuścił, widząc przygnębienie na jego twarzy. Ciekawe co chce?
[Obrazek: fallout__equestria_gpe_logo_wallpaper_by...5ektc9.jpg]
Odpowiedz
#67
    Bane uniósł brwi, gdy barman pojawił się ponownie. Stary ogier miał na sobie nowe, adekwatniejsze do sytuacji opancerzenie, a jego włosy i broda były po żołniersku przycięte. "To nam się dziadek odstawił. My stoimy, trzęsiemy dupami czy nas zaraz tu nie dorwą wygłodniałe ghule albo przydupasy Percy'ego, a ten staruch idzie bo musi sobie pierdolnąć przedziałek". Ogier westchnął i strzelił karkiem. "Niech nas już prowadzi do tego cholernego wyjścia. Przydałoby się wziąć szybko tą robotę od Untiehorse'a i spierdolić stąd w cholerę. Albo po prostu spierdolić. Jeśli zamierzają dopaść tego "Schredera" to nie mam zamiaru razem z nim zostać zrzuconym do rzeki w betonowych butach.". Jednorożec obejrzał się na kuca, którego jeszcze niedawno chronił podczas transportu ładunku, który przed chwilą rozwalił głowę gangstera o uroczym imieniu Percy jak młody kucyk świnkę skarbonkę, w poszukiwaniu pieniążków na łakocie albo nową zabawkę. "Staruszek wpakował nas w kłopoty, bo nagle mu się odmieniło, że może jednak nie warto zabijać i torturować dla kapsli. To ci się kurwa zebrało na rozterki moralne". Biały jednorożec ruszył w dalszą drogę ponaglony, jak reszta grupy, przez barmana. Odczuwał mieszane uczucia co do starszego jednorożca. Mówią że kucyki się nie zmieniają. Nie wiedział ile w tym prawdy. Jednak staruszek, mimo iż mówił że się zmienił, odłączył od rodziny, nadal rozprowadzał wokół siebie złowrogą aurę. Mimo wrogości w głosie zdawał się być opanowany. Ale teraz najważniejsze było to że staruch zna drogę na powierzchnię, a to był argument nie do zbicia żeby iść za nim i przemilczeć jego warknięcia.

    Gdy dotarli do starego ale co zadziwiające, wciąż działającego, sądząc po mrygających światłach tunelu metra, Bane rozejrzał się badawczo wokół. Nie znosił podziemi, korytarzy, jaskiń, tunelów i innych tego typu zamkniętych przestrzeni, gdzie miał mało miejsca do ewentualnej obrony przed agresorami. Jego serce lekko przyśpieszyło a jednorożcowi przebiegło tylko w myślach: "czemu dopiero teraz zauważyłem ze jesteśmy kilkadziesiąt metrów pod ziemią"? Ogier nie miał skłonności do nagłego panikowania pod powierzchnią, ale zawsze ciężej mu się tam oddychało niż na górze, pomijając czysto techniczny problem z zaburzonym zmysłem orientacji w terenie. Jednorożec przełknął ślinę, nawilżając suche gardło i potrząsnął łbem. Barman zatrzymał się, wraz z kucem ziemnym i gryficą. Dwóch gryfów rozmawiało sobie z młodym jednorożcem ze stajni, natomiast jego przyjaciel postanowił zrobić sobie małą przerwę w ciemnym miejscu. "Najwyraźniej ma gdzieś czy coś go w tą ciemność wciągnie czy nie. Cały Dust. Tylko dlaczego ja musze zawsze ratować nasze dupska. Tak jak w tej cholernej jaskini Hellhound'ów..." - biały kuc otrząsnął się z nieprzyjemnego dreszczu który przebiegł po jego ciele i podszedł do Black'a.
    - Radze ci się nie rozsiadać bo dziadek nie wygląda jakby miał zamiar organizować tu postój tylko dla ciebie... - Ogier zauważywszy złośliwe spojrzenie kompana, podążył razem z nim 
  i po chwili ściągnął brwi. - Jedno słowo i następnym razem jak znowu wpierdolisz do siedziska bloatsprite'ów, to sam będziesz sobie na żywca wyciągał ich żądła z tyłka. Lepiej daj łyka wody, zaczyna mnie mdlić.
Bane pociągnął solidny łyk z manierki kompana i otarł kopytem usta. Przemyłby chętnie twarz żeby się orzeźwić, ale wiedział że woda swoje kosztuje, a na pustkowiach coraz o nią trudniej.
    - Nie chce tu siedzieć ani jednej pieprzonej sekundy dłużej niż potrzeba. Myślę że może jednak wypadałoby odwiedzić jakiegoś kupca, zimno mi się robi w głowę. przy okazji kupisz sobie jakiś normalny bum-patyk, który nie zacina się dwanaście razy na minutę - Bane oparł się plecami o ścianę i przymknął oczy czekając na kolejny rozkaz od siwowłosego. Po co on pił tyle tych szczyn. Barman mógł być najlepszym hitmanem na świecie, ale wódę polewał słabą.
Odpowiedz
#68
" Nie musiałbym się tam wpieprzać gdybyś nie upuści swojego karabinu." Fuknął Black "Jeszcze raz przyczepisz się do mojej strzelby, a karabin naprawiać będziesz sobie sam. Ile razy mam ci powtarzać ze z koro kolba jest z drewna, nie znaczy to że możesz używać go jak maczugi?" W sumie racje miał, mimo to że strzelba dobrze się spisywał, to jednak tylko dwa naboje w magazynu były mało praktyczne. Może się upoluje jakąś okazję lub coś znajdzie? Dust spojrzał w stronę reszty. " Wali mnie ten piernik i ta zgraja. Dlaczego jak przylazła ta ciota Percy, nie spieprzyliśmy z tamtąd jak najszybciej?" Pegaz zawiesił głowę w dół a jego uszy opadły w tył. "Zawsze musimy się w coś wpierdolić"

Równie cichym tonem co wcześniej powiedział "Dobra, chodźmy zobaczyć, co wymyślił Papa Smerf. Oczy szeroko otwarte, coś tam siedzi w tunelu i nas obserwuje."
Wstał, otrzepał się i ruszył w stronę reszty.
[Obrazek: fallout__equestria_gpe_logo_wallpaper_by...5ektc9.jpg]
Odpowiedz
#69
Spojrzałem po nich i ich strojach i raczej na farmerów nie wyglądali prędzej jak ktoś kto zna się na mechanice ale czapeczka fajna - Tu nie chodzi o całą sytuację a o realia tego że nie wiem jak się zachować. Na górze straciłem głowę i prawie życie a najlepsze w tym jest że nie jestem sam... Nie byłem sam...- chwila ciszy Grin- Było nas czterech jak opuszczałem stajnie a w poszukiwaniu przestępcy. - Spojrzałem prosto w oczy raz u jednego raz u drugiego.

- Nie mam pojęcia ile już tu siedzę kilka godzin może dzień i tak z książek. Mój tata miał dobrze zaopatrzoną bibliotekę i uważał wiedzę za największy skarb.- trochę sceptycznie podszedłem do odpowiedzi Umbry i raczej ostre szpony mnie nie przekonują do tego - Możliwe że lekko przesadzam.

- Ja tu przypadkiem a was co sprowadza w te urocze okolice? Dziadek wspominał że to największa "metropolia" w okolicy a Manehattan kojarzę ze zdjęć z przewodnika turystycznego, piękne wieżowce. - "Ciekawe gdzie po wojnie są te farmy podobno Manehattan dostał megaczarem" nie wierzyłem za bardzo w to co Umbra mówił o swoim pochodzeniu ale może jestem przewrażliwiony tym wszystkim. Starają się być mili więc chyba warto się tym samym odwzajemnić choć wyglądają dziwnie moim zdaniem. Ni to ptak ni to kot zawsze mnie ciekawość popychała by sprawdzać ale dziób i ostre szpony sprawiają niemiłe wrażenie choć dotyk Rose był przyjemny i delikatny, i chyba dobrze im z oczu patrzy. Spróbuje się przełamać ale to nie jest takie proste patrząc że uważałem barmana za miłego staruszka a okazał się egzekutorem.

Popatrzałem w kierunku dwójki kucy stojących w mroku przy wejściu do tunelu, wyglądają na nerwowych całą sytuacją bardziej niż ja, "Chyba nie dociera do mnie powaga sytuacji" pomyślałem.
- Myślicie że układ z Untiehose jest dobry? Coś mi się tu nie podoba ale może to moja podejrzliwość zawodowa.- wyłączyłem lampę pipbucka by nacieszyć się mrokiem tunelu tak miło przypominającym mi ciasne korytarze stajni.

- Dziadek po incydencie też nie wydaje się teraz zbyt godny zaufania. Było by łatwiej wziąć i zakuć tego "Percyego" a nie go zabijać. Wiecie może coś o tej całej mafii? - może jak będę wiedział z kim przyszło mi się mierzyć będę wiedział co dalej robić. Stanowczo nie pasuje mi uciekanie nawet w tak przyjemnym miejscu jakim są tunele.
Odpowiedz
#70
Mirage wciąż starał się mieć wszystko na oku, raz po raz spoglądając na okolicę, to na resztę grupy i wreszcie wracając do rozmówcy, po czym powtarzał schemat. Umbrę w tym czasie uderzyła pierwsza odpowiedź Bolta:

– Czterech i zostałeś sam – gryf stwierdził z nieudawanym smutkiem – przestępca nie żyje, czy umknął? W ogóle przestępca… w stajni? Czyli jednak te niby normalne społeczeństwo, żyjące podziemiom w schronach, nie jest tak idealne, jak chciałem je sobie wyobrażać… – powiedział z jeszcze większym smutkiem, kładąc po sobie uszy z pędzelkami.

Starszy z gryfów kontynuował rozmowę wciąż zniżonym głosem:

– Rozumiem, a co do twojego ojca, jak najbardziej popieram jego myśl, musi to być bardzo światła osoba. Wiedza to największy skarb, jaki można posiąść i szczerzę w to wierzę.

– Obecnie? – zapytał retorycznie lekko rozbawiony gryf, podnosząc uszy, na pytanie odnośnie tego, co sprowadza tu braci.

Urwał na moment przyglądając się przez chwilę dwójce kucy, najwyraźniej znajomych, po czym kontynuował lekko podniośle:

– Widzisz wczoraj, gdy przybyliśmy do New Saddle by zobaczyć Space Needle. Okazało się, że ów budynek, będący kiedyś dziełem sztuki i nowoczesnej architektury… – dokończył marnie – rozpadł się. Mirage jest z tego powodu mocno zawiedziony, to w końcu za jego zachcianką teraz podążamy. Gdy uda nam się z stąd wydostać, rozważymy dwie opcje… albo ruszymy za kolejnym miejscem wartym zobaczenia, albo ruszymy wraz z tym, który wygląda jakby się urwał z innego świata i dopiero, co uratował świat – spojrzał na kuca w pancerzu środowiskowym, nie wiedząc, co o nim tak naprawdę sądzić.

Gryf układał informacje o nowo poznanej osobie i jeśli ów mówi prawdę, to będzie naprawdę doskonałym kandydatem. Umbra myślał teraz o jednorożcu całkiem pozytywnie zważając na to, że wszystko wskazuje na silne powiazanie owego z prawem. Gryf zaczął odpowiadać na pytanie odnośnie umowy z Untiem:

– Powiem, że wynagrodzenie jest…

– …niskie – powiedział Umbra wraz z wtórującym z tyłu Mirageem, który wciąż był zajęty obserwacją.

– Widzisz – kontynuował już sam starszy – to dobre zadanie, by wrócić do formy, jeśli wiesz, o co mi chodzi. Ruszasz po przerwie, na niby proste zadanie, ale zawsze wraca ci obycie z Pustkowiami. Co do podejrzliwości… to dobry nawyk tutaj, ale w końcu trzeba komuś zaufać, bo inaczej można zwariować. I też jest coś, co nie pasuje mi w tym gościu, ale tak samo jak bardzo nie szanowałbym barmana, choć muszę przyznać, że trochę z niego gbur, to ciągle nie czuję się zbyt dobrze w jego towarzystwie. Co do roboty sądzę, że jak wszystko wypali, to z bratem weźmiemy ją i dopóki coś się nam nie spodoba, będziemy wykonywać zlecenie. Nie lubimy, gdy nagle z reguły przyjazne grupy zaczynają do nas strzelać z powodu, który wtedy staje się nagle oczywisty. Tak jak nie lubimy zarabiać na nieszczęściu kogoś stosunkowo w porządku…

– …co innego jeśli chodzi o bandziorów, gangi i mafie, tak wtedy nie mamy nic przeciwko – powiedział Mirage.

– Tak, to prawda… nieszczęścia tych grup to szczęście dla reszty Pustkowi – potwierdził Umbra.

– Co do skucia tego gnojka… wiem co tobą kieruje, ale tutaj nie ma władzy wyższej, a wszelkie prawa właściwie sczezły. No poza kilkoma miejscami gdzie, jako tako są egzekwowane, choć często bardziej surowe. Sądzę, że jako iż „dziadek” jak go nazywasz – gryf skierował swoje zielone oczy osłonięte goglami w kierunku barmana – miał pełne prawo do osądzenia go natychmiast i bez procesu. Skoro znał go, musiał wiedzieć gdzie to wszystko zmierza i zapewne chciał uniknąć związanych z tym konsekwencji. Poza tym… co zrobiłbyś jak już byś go skuł? – zapytał z silną ciekawością gryf, traktując to jak jedno z pytań kontrolnych.

Gryf urwał rozkładając skrzydło, tak by było równo w poprzek tunelu i starał się uchwycić ruch powietrza na pomocą silnie czułego narządu lotu, by zorientować się, w którym kierunku podążać, by wydostać się z metra. W tym czasie odpowiedział na ostatnią kwestie:

– O tej szczególnej, którą spotkaliśmy? Tylko pogłoski, właściwie nic ciekawego… my też jesteśmy tu tylko przejazdem i mieliśmy nadzieję nie wplątać się w żądną kabałę.

– Tak, licz na cud braciszku… – powiedział bezbarwnie młodszy, na co starszy nie zareagował.
 
– Raczej nie chodzi ci o definicję słowa, racja? Czy się mylę? – zapytał niepewnie starszy gryf.                 
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości