Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wastelands Vol. 1
#71
Barman usłyszał pytanie Rose, ale nie odpowiedział od razu. Patrzył jak reszta grupy zaczęła ze sobą rozmawiać, w innych przypadkach, w barze, byłby to dla niego nawet miły widok, ale teraz... Czuł wokół siebie negatywną aurę płynącą od pozostałych, ale palił go także potworny ból wewnątrz. W końcu zaczął się trząść, a jego kamienna twarz przeskakiwał raz po raz w grymasy bólu, strachu i żalu. Kiedy nie mógł się już więcej opierać temu co się dzieje przysiadł głucho na betonie i zamkną przeszklone oczy uwalniając kilka łez.

 - "To nie tak... Wszystko nie tak. To się nie miało wydarzyć..." - Mówił sam do siebie lecz słyszalnie. - "Nie chciałem tego... ale Percy nie dał mi wyboru... Nie dał wyboru. Nawet gdyby mnie zabił, to zrównał by bar z ziemią, z nimi w środku... Nie wiedzą jaki on był." - Po chwili Untiehorse podszedł bliżej barmana i nachylił się nad nim. - "Ja jestem wdzięczny za to co zrobiłeś i teraz robisz. Nie wiem jakie były inne wyjścia z tamtej sytuacji, ale dopóki to się sprawdza, to reszta mnie nie obchodzi. Ale teraz jesteś nam potrzebny tylko ty możesz nas wyprowadzić, w innym razie pewnie wszyscy tu zginiemy... Więc jaki plan panie dowódco?"

Siwy jednorożec popatrzył chwilę na kucyka w pancerzu potem na gryfkę obok, potrząsną łbem by odzyskać trochę spokojniejszy wyraz twarzy i pozbyć się łez z policzków. - "Untie... Rose... potrzebna mi wasza pomoc. Untie, my pójdziemy razem na przodzie i będziemy prowadzić. Ty Rose... tobie zostawię pozostałych, ogarnij ich trochę, ja chyba za bardzo wlazę wszystkim do dupy." - Powiedział i kwaśno się uśmiechną. - "Będziemy szli powoli i w miare cicho, nie strzelamy dopóki ne zajdzie taka konieczność, rozumiecie? Inaczej zwalimy sobie na głowę całe Rottencity." - Po chwili Starszy kucyk przy pomocy pobratymcy w pancerzu wstał i ruszył wraz z nim w głąb tunelu. Untie włączył latarkę wbudowaną w hełm by oświetlić im obu drogę przez ciemność.




Rose nie otrzymała wyczekiwanej odpowiedzi od Siwego, jedyne co dostała to rozklejający się starszy kucyk. Była tym trochę zaskoczona, ale niedawała tego po sobie poznać. "Może kiedyś był zimnokrwistym mordercą ale chyba naprawdę się zmienił... Nie wiem kto wymyślił tą fraze że kucyki się nie zmieniają, ale na pewno nie spotkał kogoś takiego jak Siwy." Gryfka nigdy nie była dobra w pocieszaniu innych więc tylko stanęła bliżej i objęła staruszka ogonem na znak że go wspiera.

Jakiś czas potem kucyk odezwał się do niej i do opancerzonego, prosząc o pomoc.  Rose przytaknęła biorąc na siebie odpowiedzialność zorganizowania tej grupy. Poczekała aż Siwy i Untie zaczną się oddalać i przeleciała po pozostałych wzrokiem.  - "Dobra chłopcy musimy ruszyć nasze kolorowe zadki i stad spierniczać." - Starała się mówić spokojnym i łagodnym, lecz stanowczym głosem. Gryfka nie znała się zbyt dobrze na dowodzeniu, wolała wykonywać rozkazy, ale co nie co jeszcze pamiętała, z czasów gdy pracowała dla najemników. - "Siwy i Untie  prowadza  więc oni robią za szpice. My pójdziemy formując literę I. Dwóch zaczyna, szereg w środku i dwóch zamyka.  Na przód pójdą krótkodystansowcy."- Popatrzyła po wyposażeniu grupy i wybrała pierwsza parę. - "Na początku pójdę ja i pegaz, z naszymi strzelbami."

Popatrzyła po reszcie. - "W środek pójdą jednorożce.  Nowy bo ma za mało doświadczenia... I ty biały..." - Powiedział wskazując na Bane'a - "bo twój karabin nam się tu na niewiele zda." - I została już tylko dwójka gryfów z nieprzydzielonymi zadaniami.  Popatrzyła przez chwilę na bliźniaków starając się ustalić którego to podtopiła chwilę temu. - "Dobra dziobek, ty weźmiesz swojego klona i zamkniecie kolumnę."- Powiedziała do braci stojących koło jednorożca ze stajni. - "Pasuje wam taki układ?"  - Spytała się wszystkich. Po tych słowach stanęła koło pegaza i klepnęła go ogonem w plecy. Po chwili jeszcze się obróciła - "Wchodzimy w strefę wysokiego ryzyka napotkania nieprzyjaciele, więc broń gotowa do strzału. Otwieramy ogień tylko w ostateczności, gdy ghule zaczną dobierać nam się do zadków. Nie chcemy zwracać na siebie niepotrzebnej uwagi. Jeśli wszyscy są gotowi to ruszamy."
Odpowiedz
#72
- Duża stajnia to trudno każdego upilnować. Dość często mieliśmy kradzieże czy włamania jednak ten cwaniak włamał się do pomieszczenia nadzorcy. Myślałem że go mam ale jednak czmychnął. - spojrzałem nie dowierzając trochę w to o mówi " Turysta? Rly?"

- Chyba zanosi się na kłopoty - wskazałem na dziadka który usiadł na betonie i zaczął ronić łzy po czym po chwili odezwał się do Rose i Untilhose. Nie słyszałem dokładnie o czym mówili jednak łzy w jego oczach trochę mnie zmieszały, chwilę później Shreder wraz z kucem w pancerzu ruszyli do ciemnego tunelu a Rose zwróciła się do nas ustawiając nas w szyku i wydając polecenia.

- Raczej nie dadzą nam odsapnąć, Czym jest to Rottedcity? - spytałem na od chodnego zbierając swoje manatki z ziemi.

- A więc ruszamy w drogę dziubek - uśmiechnąłem się i zarechotałem jak koń po czym ruszyłem na swoje miejsce w szyku. Sprawdzam moje SMG i i rewolwer oraz chowam do kieszeni płaszcza granaty wyciągnięte z juków. Sprawdzam sztylet na piersi czy nie został uszkodzony w potyczce oraz przekładam dwa noże bojowe z juków do wewnętrznych kieszeni płaszcza po czym sprawdzam znaczniki na pipbucku w poszukiwaniu czegokolwiek poza naszą grupą. "Dziadek i Unti poszli przodem a na mapie nic obecnie".
Odpowiedz
#73
"Da fuq?" Pomyślał Dust, widząc rozklejającego się staruszka i spojrzał ze zdziwieniem na Bane'a.
"Tylko tego nam brakowało" szepnął, przywracając oczami.

Kiedy Barman wstał i zamienił parę słów z Gryfką i Pancernym, minął ich i poszedł w stronę tunelu. Po chwili odezwała się pierzasta, przedstawiając im sytuację. Kiedy przyszło do niego, krótko skomentował, lekkim, żartobliwym tonem "Aye, aye Ma'am"

Gryfka klepnęła go ogonem w plecy, więc ruszył do przodu, upewniając się, że jakby co, pistolet będzie mógł szybko wyjąć. Spojrzał na EFS "Jak na razie czysto." Powiedział sam do siebie, zagłębiając się w ciemność, rozświetlaną przez latarkę swojego Pip-Buck'a.
[Obrazek: fallout__equestria_gpe_logo_wallpaper_by...5ektc9.jpg]
Odpowiedz
#74
    Bane przystanął blisko pozostałych gdy psychika barmana nie wytrzymała wewnętrznego napięcia i spowodowała u niego chwilowy rozłam. Biały ogier przymknął znowu oczy a mdłości na chwilę uwolniły go z ciasnego objęcia. Rozklejenie się starego jednorożca skonsternowało snajpera. To nie był widok na który często natrafiał podczas wędrówek po pustkowiach. Ten ogier był mordercą, brutalnym egzekutorem. Ale może jednak Bane bardziej lub mniej minął się z prawdą. Może mimo swoich czynów ten ogier się zmienił. Nikt z nas nie jest święty, każdy kradnie, morduje i kłamie. Ale czynnikiem odróżniającym nas od zwierząt, które robią to samo by przeżyć, jest sumienie. Jeśli popełnimy jakąś ciężką zbrodnię będziemy żałować. Przez minutę, godzinę, dzień, wreszcie latami. Ale ostatecznie zawsze coś w końcu nas ruszy i w momencie gdy będziemy się wykrwawiać na łożu śmierci, przypomnimy sobie twarz kuca któremu kiedyś poderżnęliśmy gardło.

    A zaraz potem twarz kogoś bliskiego, wyjmującego nam zakrwawiony nóż z kopyta.

    Jednorożec potrząsnął łbem.  Zamrugał kilkukrotnie by nawilżyć zmęczone oczy i znowu chwycił swój karabin. Czuł pot spływający po karku, przypominający mu że nie jest tu na przyjemnej wycieczce i lepiej jakby się stąd już zabierał. Przez chwilę jednorożcowi wydawało się jakby ściany metra się wolno przybliżały, niczym w pułapce, jednak po przetarciu oczu i  głębokim odetchnięciu omam znikł. "Współpracując wydostaniemy się stąd najszybciej, więc koniec odchodzenia na bok, czas ruszyć zad. Nie wiem ile tu jeszcze wytrzymam".

    Po wygłoszeniu planu przez gryficę, "biały", jak nazwała Bane'a dziobata, skinął głową i zajął swoje miejsce w szyku. To że średnio mógł się popisać w ciasnych korytarzach ze swoim karabinem było niestety prawdą. Zawsze jednak pozostawało strzelanie z przyłożenia, lub chwycenie za nóż. Jednak w tej sytuacji, nieco trzęsący się ogier mógł średnio poradzić sobie na bliskim dystansie, więc jak najbardziej był zadowolony z przydzielonego mu miejsca. Po prostu poruszając się w środku grupy będzie robił to co potrafi najlepiej. Obserwować i wypatrywać możliwego zagrożenia. I starać się nie wyrzygać.
Odpowiedz
#75
Część postu GM’a

Rozłożone skrzydła gryfa wyłapywały delikatny ruch powietrza od pociągu, płynącego leniwie W ciemność. Lecz ku zaskoczeniu lotnika cyrkulacja nie była jednolita. Ruch powietrza ustał i przez parę sekund panowała kompletna cisza. Dopiero po chwili powietrze popłynęło w przeciwnym kierunku płynąc w stronę pociągu.
 
Lecz powietrze, któro wracało z ciemności było inne i tylko Mirage mógł wyczuć tą subtelną nutę. Niosło one zapach śmierci i rozkładających się ciał... cuchnęło ghulami.



Umbra uchwycił wyraz niedowierzania ze strony Bolta i po przeanalizowaniu tego, zrozumiał. Jak niemożliwe by to nie było, gryf do tej pory mówił wyłącznie prawdę, ale nie dziwiło go to, że ktoś może uważać inaczej. Starszy z barci nie otrzymując odpowiedzi na jedno ważne dla niego pytanie, zrobił szybko notkę mentalną, by upomnieć się o odpowiedź później. Teraz złożył skrzydło, zastanawiając się nad wynikiem. „Muszę sprawdzić gdzieś dalej, najlepiej w pojedynczym korytarzu bez rozwidleń” – spojrzał w stronę zamieszania, na które zwrócił jego uwagę kuc.

Widząc jak barman się rozkleił. Wiedział, że to może świadczyć wyłącznie dobrze o jego osobie i w tym wypadku, gryf miał nadzieję, że nie jest to tylko dobra gra aktorska. Po chwili gryfica zaczęła wydawać polecenia, bliźniacy czekali, aż przyjdzie ich kolej. Obaj domyślali się, gdzie będzie ich miejsce i cieszyło ich to. Nagle starszy usłyszał ksywkę, jaką nadał mu nowy dowódca, przez chwilę go zatkało, potem zaśmiał się odpowiadając: 

– Pasuje, pasuje… ale tak na przyszłość nazywam się Umbra…
 
Odwracając wzrok ku bracholowi. Coś w jego obliczu nie spodobało mu się, więc zapytał:

– Mir, co jest?

– Znajomy zapach brat… – powiedział dość nieobecnie młodszy. 

– Nie czas na słodycze… – urwał, gdy przerwał mu brat.

– Ghule, czuję je… albo rozkładające się zwłoki, jednak stawiam na to pierwsze.

– Niedobrze idziemy prosto w ich kierunku – powiedział Umbra, patrząc w stronę, w którą spogląda brat.

– Co robimy Um? – zapytał Mirage.

– Nie mam pojęcia, jeszcze wszystko według planu.
 
Bolt ruszył na swoją pozycję w szeregu, po czym odwrócił się i zwrócił się do gryfa tak samo jak gryfka. „Mam nadzieję, że to jednorazowy żarcik z jego strony” – pomyślał starszy z braci, podnosząc się. Po czym wraz z bratem zajęli pozycję i korzystając z okazji Umbra zbliżył się na chwilę do nowo poznanego jednorożca:

– Słuchaj – powiedział czekając, aż przykuje jego uwagę – coś tu nie gra, niesie stamtąd zapachem ghuli, ale teraz to jedyna droga. Jakby coś poszło nie tak trzymaj się nas – powiedział to tak, by nikt inny nie słyszał tego, co mówi do Bolta.     
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz
#76
- Pewnie Umbra nie ma sprawy ale ja nic nie czuje. Lekko stęchłe powietrze i trąci ściekiem ale jakby co to najpierw spróbujemy pogadać z nimi ok? - "niezły węch" pomyślałem odwracając się do Umbry kiedy udzieliłem mu odpowiedzi. - Wolę nie mieć więcej krwi na kopycie. - nie wspominałem o tym gryfom ale źle się czuje od incydentu w barze, widok morderstwa nawet przestępcy był czymś nowym. "Gdybym był gotowy mógłbym go unieruchomić i skuć, nie byłoby miło ale by żył" - pomyślałem przypominając sobie krwawe zwłoki Perciego po których zebrało mi się na mdłości. Pochowałem swoich towarzyszy i pracowałem trochę w kuchni jednak widok i świadomość że nie mogłem nic zrobić oraz że Kat nas prowadzi sprawiała że nie mogłem się skoncentrować na na poleceniu od Rose.

Ruszyłem za Banem nasłuchując odgłosów dobiegających z tunelu jednak myślami ciągle wracałem do momentu jak głowa Perciego eksploduje "mogłem postarać się bardziej" - mamrotałem do siebie kiedy mdłości zaczęły podchodzić mi do gardła. Idąc dalej za jednorożcem myślałem by zająć czymś głowę "zobaczmy co my tu mamy" otworzyłem po kolei każdą zakładkę w pipbucku starając się uspokoić myśli "może wystarczy jak nie to zwariuje od tego morderstwa" sprawdzając sygnały na pipbucku.

Zauważyłem zakładkę mapy i aktualizowany na bieżąco jej status "trochę już przeszliśmy" powiedziałem jakby do siebie obserwując przebytą drogę. Spojrzałem na ekran wyświetlacza szukając, sprawdzając i zmieniając ustawienia tak samo jak gdy otrzymałem swój pipbuck po raz pierwszy. "Dawno tych funkcji nie sprawdzałem" pomyślałem sprawdzając stan organizmu i kończyn które pokazywały uszczerbek na głowie "dobrze że nie ma pęknięcia" przyłożyłem kopyto do nosa i lekko go dotykając sprawdzam czy nie jest przestawiony.
Odpowiedz
#77
Gdy tylko wszyscy zajęli swoje miejsca w formacji, kolumna ruszyła za dwoma przewodnikami. Powoli ciemność zaczęła ich całkowicie otaczać. Jedynym oświetleniem były sporadyczne lampy awaryjne świecące słabym pomarańczowym światłem oraz latarki w PipBuck'ach. Lecz tylko światło latarek dawało większy efekt, światła awaryjne pozwalały jedynie dojrzeć granice betonowego sklepienia ponad grupą. Problemy żołądkowe Bane'a zaczęły dawać mu się we znaki bardziej niż by tego chciał, powodując nieprzyjemny ścisk w gardle i brzuchu.

Po jakimś czasie z tunelu na środkowym torze wyłonił się wrak pociągu. Stare zardzewiałe wagony bezimiennej linii metra rdzewiały strasząc wybitymi oknami i czasem zwisającymi z nich szkieletami kucyków. Przewodnicy postanowili minąć skład od prawej strony, co okazało się dobrym wyborem. Po kilku dziesięciu metrach dało się słyszeć niewyraźnie charczenie po drugiej stronie wagonów, a na PipBuck'ach zaczęły się pojawiać czerwone sygnatury. Przewodnicy zwolnili kroku i poruszali się możliwie jak najciszej by nie zwrócić na siebie uwagi  zombie po drugiej stronie. Ghule nie wyczuły ani nie usłyszały grupy, więc na razie mieli oni spokój. Była to tylko nieduża grupka którą zaraz zostawili z tyłu, bez przyciągania ich uwagi. 

W pewnym momencie Shredder i Untiehors się zatrzymali, Untie podniósł kopyto dając znak by reszta też to zrobiła. Na EFS'ach pojawiła się pojedyncza neutralna sygnatura. Kucyk w pancerzu skierował swoją latarkę w stronę wskaźnika ukazując ghula pracującego przy skrzynce elektrycznej. Ghul ubrany w zniszczone przedwojenne ciuchy i kask ochronny, jego uszy dawno odpadły pozostawiając jedynie obdarte do kości dziury, policzki też przegniły pozostawiając gdzieniegdzie włókna mięśniowe i odsłaniając dziąsła i zęby. Stał tak z woltomierzem i co rusz przykładał elektrody do złączy. Kable od elektrod dawno się pozrywały lecz kucyk nadal powtarzał tą samo czynność.  Wreszcie odwrócił nieco głowę i kopytem nacisną guzik w walki-taki -  "Tu 624-Uniform, X-ray, Delta-25. Skrzynka 236- Omego, Foxtrot. Centrala, zamknij obwód numer 3, uruchom jedynkę, i przekieruj dwójkę do sieci zapasowej..." - Chrapliwy, charakterystyczny głos Ghula rozbrzmiał echem w tunelu gdy składał meldunek. Krótkofalówka jednak milczała.

Po chwili Ghul powtórzył czynności i ten sam meldunek. Kiedy znowu zapadła cisza odezwał się Starszy barman. - "To jedne z pierwszych ghuli jakie tutaj się znajdowały. Powstały w czasie incydentu. Promieniowanie zamieniło ich w zombi niemal natychmiast, pozostawiając ich uwięzionych w ostatniej czynności jaką wykonywały... Straszny koniec. Nawet nie wiedzą że już nie żyją. Nic nam nie zrobi. Nawet nie wie że tu jesteśmy." - Po tych słowach Untie odszedł od staruszka i zbliżył się do Ghula. - "Fascynujące." - powiedział i wyciągną jakieś urządzenie z juka, wycelował nim w ghula i po chwili ciszy kontynuował swój zachwyt. - "Kompletna degradacja funkcji poznawczych. Nawet móżdżek jest uszkodzony. Tylko pień pracuje sprawnie... Niezwykłe. Pracuje niczym robot  zaprogramowany do wykonywania jednej czynności na zawsze." - Mówił cicho lecz słyszalnie z nutą ekscytacji  i zawodu w głosie. - "Jaka szkoda że nie mam czasu..." - Skwitował ze smutkiem i wrócił do starszego barmana.

Przewodnicy ruszyli powoli naprzód zostawiając ghula w spokoju. 



Rose szła za Siwym i Untie'em  nasłuchując dźwięków otoczenia i obserwując tunel. Dzięki sokolemu wzrokowi jaki zapewnili jej przodkowie, widziała w ciemnych tunelach dużo lepiej niż kucyki. Co jakiś czas także odwracała się do tyłu sprawdzając jak się miewają pozostali członkowie niefartownego zespołu. Jej oczom nie umknęło że biały jednorożec idący za nią nie wyglądał jakby czuł się najlepiej. - "Marnie wyglądasz Biały..." - powiedział ściszonym głosem do Bane'a idącego za nią. - "Trochę pozieleniałeś... Jeżeli coś ci leży na żołądku to lepiej się tego pozbądź zawczasu. Jeżeli dojdzie do walki, a ciebie zemdli, to może się to źle skończyć..." - Gryfka powiedziała to z odrobina troski w głosie, nie za dużą, lecz jednak. Po chwili wyrwała ze skrzydła jedną dłuższą lotkę i za pomocą ogona podała ja kucykowi. - "Trzymaj... połaskocz się po gardle. Jak się opróżnisz powinno być lepiej." - Powiedział wracając do obserwacji otoczenia. Patrzyła tylko sporadycznie na rdzewiejącą maszynę i wystające z niej niekiedy szkielety.

Rose miała na uwadze zdrowie innych, bo wiedziała że może od tego zależeć również jej życie, ale wiedziała że nie może nikogo do niczego zmuszać. "Zrobi jak będzie uważał..." Skwitowała sobie w myślach białego kucyka za sobą i nie przejmowała się tym więcej. Niedługo potem miała już ważniejszy problem na głowie. Po drugiej stronie pociągu który ominęli przewodnicy słyszała wyraźne charczenie zdziczałych ghuli. Żadnych słów, tylko zwierzęce chrząkanie, jęki i warkot. Pokazała tylko do tyłu by wszyscy byli cicho i podobnie jak prowadząca dwójka zaczęła iść jak najciszej. Je zadanie było jednak znacznie ułatwione dzięki miękkim poduszeczkom na tylnych łapach i wyrachowanym szponom. Szła jednak co jakiś czas wstrzymując oddech i ściskając ogonem rękojeść strzelby. Gdy wreszcie dźwięki ghuli ponownie zniknęły w ciemności tunelu odetchnęła z ulgą.

Ale po chwili musiała się zatrzymać i uważać by nikt z tyłu na nią nie wlazł. Widziała że dwójka przewodników się zatrzymała więc ona zrobiła to samo, obserwując z uwagą co się dzieje. Kiedy Untie skierował swoją latarkę na ghula, zamarła, zaciskając łapę na chwycie karabinka, a strzelbę oplatając mocno ogonem. Powoli zaczęła wypuszczać powietrze z płuc gdy Siwy tłumaczył czym jest owo stworzenie. "No pięknie, kukiełka pustkowi..." Popatrzyła na Zombie powtarzającego cały czas te same czynności w kółko.  Rozejżała sie jeszcze dookoła na wszelki wypadek i ruszyła na paluszkach za dwójką przewodników, dając łapą sygnał reszcie by też ruszyli.
Odpowiedz
#78
Idąc z resztą grupy, Black co jakiś czas nerwowo spoglądał wokół siebie. Szaremu pegazowi wydawało się, że pomiędzy błyskami starych świateł awaryjnych, ciemność złowieszczo gęstniała w tunelu. Serce przyspieszyło, a delikatny wiatr zdawał się szeptać wprost do uszu. Cała ta sytuacja nie pasowała Dust'owi i chciał się jak najszybciej wydostać z tego przeklętego metra. Wszystko to pogorszył widok zniszczonego wagonu i ciał pasażerów. Black odwrócił się by spojrzeć na pozostałych i zauważył niewyraźnie wyglądającego Bane'a. "Przejdzie mu." Pomyślał, zbytnio się nie przejmując. Jego kumpel zawsze czuł się nie najlepiej będąc pod ziemią. Ten typ tak ma. Co by bidak miał za życie w Stajni?

Mijając kupę złomu, jaką był teraz pociąg, dało się słyszeć ryki zdziczałych ghuli, a na EFS pojawiły się czerwone znaczniki. Black stawiał ostrożnie protezę, by nie narobić hałasu i szedł dalej. Kiedy pozostawili wrogie znaczniki w tyle, pegaz odetchnąć z ulgą. Niedługo po tym, na EFS pojawił się kolejny znacznik, tym razem neutralny. Był nim zagubiony we własnym świecie ghul. Niczym pomnik minionych czasów, nadal wykonywał swoje czynności, aż do momentu kiedy jego ciało rozpadnie się do reszty. U ghuli jednak nie trwało to zbyt szybko. Wystarczyło że przejdzie obok jeden z tych świecących, a tamten otrzyma dawkę promieniowania i jego komórki trochę się odbudują. Myśl o uwolnieniu duszy kuca z tej pułapki, minęła tak szybko jak przyszła. Mógłby narobić za dużo hałasu i ściągnąć na drużynę niebezpieczeństwo. Szepnął tylko dość cicho by nikt nie usłyszał "Niechaj Boginie ulitują się nad twoją duszą"

Kuc w pancerzu zaczął coś pieprzyć na temat nieszczęśnika, na co Black nie zwrócił by zbytnio uwagi, gdyby nie dwa słowa "...Straszny koniec"

To, w połączeniu z ochrypłym głosem ghula, przywróciło wspomnienia, które chciał wymazać za wszelką cenę, niestety, bez skutku.
Były nim dwa oddzielne wydarzenia, będące jednocześnie tak podobne. Pierwsze, to wspomnienia z jednego z pomieszczeń Stajni, gdzie leżały zmasakrowane ciała zarówno kucyków niedawno jeszcze żyjących, jak i ghuli.
Drugie, to wspomnienie znacznie świeższe i lepiej pamiętane przez Dust'a. Wydarzenia mające miejsce na niedługo przed spotkaniem Bane'a. Wyraz pyszczka zebry, niewiele młodszej od niego, żywcem pożeranej przez ghule. Xentili, to było jej imię. Imię, które będzie pamiętał do końca życia. Był zaledwie parę metrów od niej, lecz przez dzielące tunel kraty, nie był w stanie jej pomóc. Nie powinien zgadzać się, by się rozdzielili, lecz ona uparła się na swoim. Życie, którego nie zdołał ocalić. Błąkał się przez parę dni, nim wydostał się na powierzchnię.

Dobrze pamiętał jak idąc wycieńczony, parę dni po obudzeniu się przy wraku pojazdu, zemdlał, a kiedy się obudził, był w obozie zebr. Tam właśnie poznał, niewiele młodszą zebrę, za sprawą której, jej rodzina go uratowała. Traktował ją jak siostrę, mimo to że wiedział, że ona pragnęła czegoś więcej.
Pozostali też umarli, gdy bandyci zaatakowali osadę, pod ich nieobecność. Tak miało widocznie być.

Pegaz potrząsnął łbem, chcąc pozbyć się obrazu zebry z pamięci, mówiącej resztką sił, "wybacz mi".
Jeśli uda się wszystkim wydostać stąd cało, to chyba zacznie wierzyć w cuda.

Resztę drogi szedł z wkurwioną miną na pyszczku, decydując się, by przełożyć pytanie które chciał zadać gryficy idącej obok, na później. Zamiast tego, skupił się na nasłuchiwaniu...
[Obrazek: fallout__equestria_gpe_logo_wallpaper_by...5ektc9.jpg]
Odpowiedz
#79
Szliśmy w mroku tunelu mając za oświetlenie latarki i lampy migające co wcale nie było za dobrym źródłem światła. Całe życie w stajni sprawiło że byłem przyzwyczajony do półmroku tuneli jednak było czuć że coś nie gra, nawet Bane zaczął dziwnie wyglądać aż zwróciło to uwagę Rose która dała mu piórko.

Zbliżaliśmy się do pociągu pełnego kości za którego dobiegały hałasy, kiedy Rose dała znak by siedzieć cicho i choć ciekawość zżerała mnie by sprawdzić co wydaje te dziwne dźwięki to wolałem tego nie robić teraz. "Jeszcze będzie okazja" pomyślałem idąc najciszej jak tylko potrafiłem. Skradanie się nie było moją domeną ale wydaje mi się że dobrze mi szło skoro nikt nie zwracał mi uwagi. Kości wystające z otworów nie były tak przerażające ale wolałem nie zaglądać do środka wagonu.

Światła latarek naszej szpicy oświetliły postać stającą przy ścianie. Barman dał znak który Rose przekazała nam, bardzo prosty gest oznaczający zatrzymanie i czekanie na kolejne polecenia. Untie podszedł do jegomościa i przyglądał mu się chwilę zanim z Shrederem ruszyli dalej. Gdy mijaliśmy kuca starałem się mu przyjrzeć z bliska jak tylko mogłem i obserwowałem ruchy czegoś co dawniej było kucykiem a pozostało jego straszną karykaturą. "Choć jest straszny to nie powód by się spróbować poznać" pomyślałem.

Po zbliżeniu i oświetleniu postaci dotarł do mnie jej zapach gnijącego, stęchłego mięsa który wywołał w moim żołądku rewolucje. Widok poruszających się zwłok z bliska, jej kości i mięśni, jej ruchy i ubiór, to to wszystko mnie ciekawiło i chciałbym sprawdzić w jaki sposób się porusza i co go napędza. Zwymiotowałem opierając się o ścianę obok ghula kiedy mój żołądek miał już dość tego widoku. Wytarłem pyszczek krańcem płaszcza który jeszcze śmierdział ściekiem ale i tak był to zapach przyjemniejszy niż zatrzymanego w czasie ghula.

Zaczął co chwila od początku wykonywać tą samą czynność, Woltomierz przykładał do złączy po czym odezwał się do swojego małego radia i po chwili znowu było można usłyszeć wiązankę z chrapliwym głosem "Tu 624-Uniform, X-ray, Delta-25. Skrzynka 236- Omego, Foxtrot. Centrala, zamknij obwód numer 3, uruchom jedynkę, i przekieruj dwójkę do sieci zapasowej..."

Jak się pozbierałem zwróciłem się do niego cicho - Witaj. - jakoś tak dziwnie to wszystko wyglądało więc powtórzyłem głośniej - Witaj Ghulu - nie czekając na jego reakcje wyciągnąłem z juków ołówek po czym pomachałem mu nim przed twarzą za pomocą lewitacji. "Brak reakcji" - pomyślałem widząc że znowu rozpoczął swoje czynności nie przejmując się tym że teraz kopytem zasłaniam mu skrzynkę i złącza.

Sprawdziłem pipbucka i jego znacznik był niebieski. "Jak robot?" chodziło mi po głowie kiedy dotknąłem ołówkiem kości na jego policzku lewitując SMG z tłumikiem przy boku gdyby był groźny. Szturchnąłem go ołówkiem kilka razy i zwróciłem się głośniej - Panie Ghulu porozmawia Pan ze mną?- zaczekałem chwile na jego reakcje mając w świadomości że nie wszystkie brzydkie, ghule zombi są niebezpieczne.

"Musi to komicznie wyglądać skoro nie ma uszu" spojrzałem na otwory w czaszce gdzie powinny widnieć jego uszy po czym rozświetliłem je latarką z pipbucka. Spojrzałem na gryfy idące za mną i Bena idącego przede mną - No co? -odezwałem się do nich po czym powróciłem wzrokiem do ghula z myślą by dać mu już spokój i skrócić jego egzystencję w stanie w jakim jest obecnie poza życiem i śmiercią.
Odpowiedz
#80
Zanim zdążył się oddalić, pegaz usłyszał głos kuca ze Stajni i odwrócił się w jego stronę. To co zobaczył, sprawiło, że udeżył się kopytem w czoło, zasłaniając twarz, poczym ruszył w jego stronę i wysuniętymi szponami złapał jednorożca za kołnierz, odciągając go od ghula. "Bolt, czy ty ocipiałeś?!" fuknął mu do ucha pegaz "czy ty masz pięć lat? Za cholerę nigdy nic takiego nie odwalaj! Jak minę znajdziesz, też ją będziesz szturchał aż wybuchnie? Myśl co robisz, to pożyjesz dłużej." ciągnął dalej Dust, cichym, lecz opieprzającym tonem "Kurwa, poza tym, trochę szacunku, to kiedyś był kucyk. A teraz, wracaj na miejsce!" skończył mówić, poczym wrócił na własne miejsce i szedł dalej. Trochę niepotrzebnie tak go skarcił, ale dzięki temu dłużej pożyje.... i nie narazi grupy na niebezpieczeństwo...
[Obrazek: fallout__equestria_gpe_logo_wallpaper_by...5ektc9.jpg]
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości