Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wastelands Vol. 1
#81
Umbra przyglądał się sytuacji z mieszanymi uczuciami, po spojrzeniu na brata, dał radę rozszyfrować jedno i właśnie ta jedna rzecz cieszyła go teraz najbardziej. Zastanawiał się, co może oznaczać zachowanie Bolta, był pewien, że kuc może być doskonałym kandydatem do grupy, ale teraz pewność zbledła. „Nie mnie go będzie sprawdzać” – pomyślał mając nadzieję, że ów nie zostanie odesłany z kwitkiem. 

Korzystając z okazji Mirage zbliżył się w pozycji pionowej do oderwanej od rzeczywistości istoty, po czym wyciągniętym z pasa na narzędzia śrubokrętem, przebił skroń jednej z najstarszych istot na pustkowiach w momencie, gdy owa zakończyła swój ostatni w iluzji życia komunikat. Podtrzymując ciało opuścił je powoli na ziemię, następnie z niemiłym mlaśnięciem wyciągną zatopiony w czaszkę po sam chwyt śrubokręt. Po otarciu grota o resztki materiału na zwłokach, schował go na miejsce, wyciągnął swój rewolwer, który zalśnił odcieniami tęczy w świetle pipbucków. Mir nie uśmiechnął się tak jak zwykle, gdy widzi błysk swojego Spectrum, po prostu wrócił na miejsce bez słowa. W tym czasie Um obserwował tyły, ciesząc się z powodu zachowania brata i tego, że widzi świat w swoim ulubionym kolorze. 

Po chwili, starszy uściskał krótko młodszego, mówiąc:

– Dobrze jest mieć cię przy sobie, nie wiem, co bym bez ciebie zrobił.

– Pewnie ustatkował i założył wreszcie rodzinę… – Um uderzył go pięścią w bok, dość silnie by ten zamilkł.

– Dobrze zrobiłeś, tak trzymaj… jeszcze trochę i znów będziemy w drodze – powiedział z lekkim uśmiechem, zauważając u brata żywsze oblicze niż zwykle.

Uszata dwójka czekała, by grupa ruszyła naprzód, a sami wciąż obserwowali tyły i tylko raz po raz zmieniali się patrząc również na swoje własne plecy. Bracia nie ufali jeszcze grupie i nie sądziliby, że w ogóle zaufają, traktując wspólne działania, jako te, które trwają tylko do pewnego momentu.

Kiedy dwójka z środka ruszy, gryfy pójdą za resztą, utrzymując ciszę i nie niszcząc ustalonego szyku oraz będą dalej wykonywać swoje zadanie. W chwili, gdy młodszy z braci oddalił się, starszy nakręcił na gwint lufy pistoletu tłumik dźwięku, po czym schował go z powrotem do kabury.            
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz
#82
    Pot oblepił sierść białego ogiera, a uciążliwe mdłości i narastająca gula w gardle wdawały się w znaki. Jego brzuch natomiast prosperował w miarę naturalnie. To nie była kwestia problemów żołądkowych a raczej zdenerwowania które mogło przerodzić się w panikę związaną z chorobą na którą ogier cierpiał od czasów dzieciństwa. Chociaż kwestia pustego żołądku, nie licząc oczywiście alkoholu i resztek mięsa z wczorajszej nocy też miała pewien wpływ na samopoczucie jednorożca, jednak nie kluczowy.

    Gdy niedawno poznana gryfica zaoferowała mu pomoc jednorożec przyjął pióro, otworzył pysk i przez chwilę się wstrzymał, po czym zamknął usta i pokręcił głową. "To nie tak że najadłem się przeterminowanej fasoli i teraz mój żołądek chce to wyrzucić. To nic nie da, poza tym, rzygałbym samą żółcią" - powiedział. Jednak schował pióro towarzyszki do sakwy, z myślą: "a nuż się przyda". "Ale dziękuję...." - urwał, widząc że przewodniczka straciła nim zainteresowanie. "Biały" nie zauważył w głosie Rose odrobiny troskliwości, w obecnym stanie nie nie był w stanie przywiązać uwagi na ton z jakim rozmówca się wypowiadał. Każda próba głębszego skupienia się na czymkolwiek skutkowała rozproszeniu w postaci gorącego potu spływającego po czole, czy nieprzyjemnego uczucia w gardle. Dopełnieniem tego były dreszcze, które nagle postanowiły przyłączyć się do imprezy w organizmie Bane'a. "Niedobrze" - pomyślał. "Gorączka jaskiniowa. Robi mi się coraz cieplej, zaczynam się trząść..." - ogier przełknął ślinę. Teraz lewitowanie karabinu sprawiało mu lekkie problemy, więc oparł go sobie o bark, niczym wojskowy idący na paradzie.

    Paradoksalnie widok czy zapach rozkładających się ciał, gnijących szczątków i kości nie pogarszały stanu jednorożca. Ogier przywykł do widoku rozciętego mięsa, krwi i wnętrzności, poza tym sam często zajmował się ranami. Czasem swoimi, czasem za kapsle. Znał się na medycynie, umiał otworzyć, oczyścić i zaszyć ranę, jednak do dokładności chirurga było mu jeszcze daleko. Ale na pustkowiach rzadko jest potrzebny chirurg. Zazwyczaj po prostu jest już za późno.

     Po chwili zaczął iść dalej, ale przystanął słysząc jak młody jednorożec zaczepia istotę która niegdyś była normalnym kucykiem. "Co ten młody wyprawia....". Sekundę późnieji zobaczył jak Dust odciąga ciekawskiego Bolta od strzępu martwego mięsa, zagubionego w swojej pracy której nigdy nie zdążył ukończyć. Bane odetchnął głęboko i otarł pot z twarzy. Nie miał siły chociażby skarcić w myślach "stajennego" za niepotrzebne zachowanie. Chwilę potem jeden z gryfów w przypływie współczucia postanowił zakończyć żywot ghula. Biały jednorożec spojrzał na krótkofalówkę byłego konserwatora a potem na braci gryfów. "Módlcie się żeby nikt go nie słuchał" - powiedział i obrócił się, wracając do szyku. Miał dosyć wszystkiego, nie miał nawet siły żeby przeklinać. Faktycznie musiało z nim być źle.

Twój ostatni post poszedł do korekty... "kukiełką pustkowi" To była myśl Rose, nie wypowiedź. <GM>
Odpowiedz
#83
Dwójka prowadzących stanęła jak wryta słysząc głos Bolta zwracającego się do ghula stojącego przy skrzynce. Przedwojenny robotnik nie reagował na słowa wypowiadane przez jednorożca ze stajni, ani na gesty jakie wykonywał przed jego pyszczkiem. Dopiero kiedy jednorożec brutalnie wkroczył w jego zapętlony świat, wszystko się rozsypało. Po tym jak Bolt szturchnął go w głowę, Ghul zatrzymał się i stał niczym posag przez długa chwilę. Lecz w końcu się poruszył, upuścił trzymany przez siebie woltomierz i zaczął obracać głowę w stronę Bolta. Powolne szarpane ruchy zastanych przez wieki mięśni wyglądały tak, jak gdyby ghul był wyłącznie marionetką, wodzoną przez starego roztrzęsionego lalkarza. Jednak nie zdążył zrobić nic więcej  jak łypnąć zamglonymi oczyma na jednorożca i pegaza który go odciągną, gdy w jego głowę wbił się śrubokręt.

Uszkodzenie mózgu o którym wspominał Untiehorse było bardzo prawdziwe i Mirage przekonał się o tym na własnej skórze, oraz piórach. Po tym jak śrubokręt przebił puszkę czaszki, gazy gnilne które się w niej zbierały wypchnęły z cichym bluzgiem gnijący szlam, w który zamieniała się cześć mózg. Odór zgnilizny niemal natychmiast wdarł się do nozdrzy młodszego z gryfów doprowadzając go do mdłości, potem zaczął się rozchodzić zatruwając powietrze wokół pozostałych.

Gdy Black chwycił jednorożca ze stajni, jego zamykające się na kołnierzu szpony boleśnie zadrapały nowego mieszkańca pustkowi w kark, pozostawiając mu dwa płytkie rozcięcia.

Po paru sekundach siwy barman skrzywił się, czując zapach świeżo otwartej puszki pandory, zakrył więc pyszczek rąbkiem swojego ponczo i czekał wraz z Untie'm aż wszyscy wrócą na swoje miejsca w szyku.

Kilka minut później Wszystkie trzy tory w obszernym tunelu były puste. Skład metra który wcześniej mijali zakończył się nagle wielkim kawałem betonu zbrojonego rozpłaszczającego wagon z maszynownią. Co jakiś czas na EFS'ach pojawiały się znaczniki, najczęściej wrogie, lecz w okolicy nie było widać ani słychać przeciwników więc właściciele owych musieli znajdywać się niżej lub wyżej grupy. W pewnym momencie od tunelu głównego odchodził w prawo pojedynczy tunel z pociągiem stojącym w środku.

Nagle Barman wraz z kucem w pancerzu zatrzymali się wyłączając swoją latarkę. Barman obrócił się i szeptem wydał rozkaz - "Gaście światła, przed nami jest świecący. Musimy pójść bocznicą." - Powiedział wskazując na pociąg wystający z odbijającego w prawo tunelu. - "Tyko szybko, zanim nas zauważy." - Nakazał szeptem i wraz z Untiehorsem ruszyli w Kolejnego składu metra. Przed grupą pozostał teraz jedynie ciemny tunel z świecącą w środku postacią. Na nieszczęście dla grupy świecący ghul nie był sam i co jakiś czas na tle jego blasku przechodziły cienie innych zombie. Na PipBuck'ach tunel przed grupą świecił ruchomymi czerwonymi sygnaturami, a powietrze wypełniło się charkotliwym wyciem i pomrukiem.

Kiedy Untie i Shreder stali przy wagonie pociągu pomachali w stronę grupy by się pośpieszyli, po czym sami wskoczyli do środka przez wyrwane drzwi przedziałowe ostatniego wagonu.


Rose skamieniała słysząc słowa Bolta, a gdy się odwróciła to widok zjeżył jej włosy na grzbiecie. "Co ten idiota wyprawia na miłość Gawd!?" Pomyślała odpinając swój karabinek z zaczepu i wysuwając go przed siebie, by w razie potrzeby błyskawicznie złożyć się do strzału. Zacisnęła mocno szczeki i patrzyła z na tą scenę z lekkim niepokojem. Kiedy pegaz odciągnął jednorożca od ghula, gryfka chciała odetchnąć z ulgą, ale zauważyła że zombie przestał się ruszać. Kiedy zaczął przekręcać głowę poderwała się do góry stając na tylnych łapach i celując w truposza z pistoletu maszynowego. "Kurwa..." Tylko jednym słowem skwitowała w myślach to co widzi. Nie chciała strzelać bo wiedziała że huk wystrzału może przyciągnąć jeszcze więcej nieumarłych, czekała więc mając zamiar strzelić tylko w ostateczności.

Na jej szczęście do roboty wziął się jeden z gryfów który pilnowali tyłów i zakończył życie piekielnej marionetki. Gdy miała pewność że ghul już się nie poruszy stanęła z powrotem na czterech łapach, zawieszając karabinek przy boku. Lecz zamiast wyczekiwanego oddechu ulgi, zatkał ja smród zgnilizny dobywającej się z czaszki ghula. "To jest dopiero smród." Pomyślała przykładając sobie do nosa swoją czerwoną chustkę, która pachniała whisky i krwią. Poczekała jeszcze aż Balck i Bolt wrócą na swoje miejsca w szyku i ruszyła dalej za przewodnikami.

Po chwili względnego spokoju Rose znowu musiała się zatrzymać, tylko że tym razem powodem okazał się byś świecący ghul z kolegami. Gryfka odruchowo cofnęła się do tyłu prawie nadeptując na Bane, który szedł za nią. Po tym jak Barman wraz z Untiem ruszyli w stronę bocznego tunelu, gryfka została na swoim miejscu. - "Szybko wszyscy za przewodnikami, bez dyskusji." - Nakazała szeptem reszcie by się ruszyli. Sama natomiast podeszła do dwójki gryfów na końcu szyku i stanęła między nimi. - "Dobra chłocy , osłaniamy grupę. Perymetr dzielimy na trzy sektory i wycofujemy się do wagonu." - Powiedziała do braci i wstała łapiąc karabinek w jedną łapę i strzelbę w drugą. - Blisko siebie i powoli do tyłu. Jeśli nas wyczają ogień bez rozkazu.
Odpowiedz
#84
Obserwowałem ghula z smg przy boku kiedy coś się zmieniło. Upuścił woltomierz i zaczął powoli odwracać się w moim kierunku - Panie Ghulu mo...- nie dokończyłem zdania bo ktoś mnie odciągnął raniąc mnie na szyi. Zapiekły mnie zimne metalowe szpony Blacka który podszedł i odciągnął tak że usiadłem na zimnym betonie i coś powiedział ale byłem zapatrzony w ghula i dotarło do mnie tylko "Ocipiałeś?!" - skaleczenie zabolało mnie ale tak bardzo jak to co widziałem chwile potem. Do odwróconego w moją stronę ghula podszedł Mirrage i wbił mu śrubokręt w głowę kiedy Black kontynuował "...nic takiego nie odwalaj! Jak minę znajdziesz, też ją będziesz szturchał aż wybuchnie? Myśl co robisz, to pożyjesz dłużej.Kurwa, poza tym, trochę szacunku, to kiedyś był kucyk. A teraz, wracaj na miejsce!"

- Właśnie dlatego chciałem sprawdzić. - powiedziałem szeptem siedząc na ziemi w odzewie kiedy dobiegł do mnie smród z wnętrza czaszki ghula. "Skoro się udało go wybudzić to może udałoby się go wyleczyć lub porozmawiać, nie był groźny bo gdyby był to by mnie zaatakował, a miałem przygotowaną broń i chociaż ze względu na nią powinienem sprawdzić ale już za późno" martwe już od dawna zwłoki przestały się ruszać i bulgoczący płyn wypływał z otworu w czaszce. Miałem mdłości ale zwróciłem batonika chwile wcześniej i nie miałbym czym teraz wymiotować co nie zmienia faktu że ten widok nie poprawił mojego samopoczucia.

Zebrałem się po chwili bezruchu na ziemi i sprawdziłem kopytem pozostawione przez pazury szramy, nie były głębokie dzięki Celestii ale piekły więc jak będzie chwila to za implikuje sobie bandaże leczące ale teraz trzeba ruszać wiec wstałem z ziemi i podążyłem za Banem nic nie mówiąc do momentu aż doszliśmy do kolejnego pociągu.
Barman wydał szybko polecenia Rose je powtórzyła i ruszyliśmy dalej poruszając się w kierunku otwartych wrót wagonu najciszej jak to było możliwe.

"Miejsce zmarłych jest w grobie"-myślałem o pozostawionym ghulu i to jak go nie potraktowano. "Bez pochówku mógł wrócić i straszyć, nawiedzać i domagać się zadość uczynienia."- chodziło mi to po głowie kiedy przypomniałem sobie stare książki o duchach które mój tato zakazywał mi czytać kiedy byłem mały. Straszydła powracały zza grobu pod postaciami pary i nawiedzały tych przez których nie mogły doznać spokoju w zaświatach.
Odpowiedz
#85
"Pięknie..." - pomyślał pegaz, widząc obracającego głowę ghula. Tylko tego im brakowało. Sytuacji nie polepszył fakt, że ghul padł po chwili martwy na dobre. Ghul cały czas nadawał przez krótkofalówkę, był to swojego rodzaju idealny system wczesnego ostrzegania. Gdyby na przykład, wbili do metra raiderzy, zabijali by wszystkich na swojej drodze. Sygnał padł, znaczy się, wtargnęli wrogo nastawieni intruzi. Po prostu pięknie...

Co się stało, to się nie odstanie. Nie pozostaje nic innego, jak iść dalej i mieć nadzieję, że urządzenie do którego mówił trup, było zepsute. Na wszelki wypadek, przed odejściem od trupa, Black zabrał woltomierz i narzędzia, jeśli ghul miał jakieś. Nigdy nie wiadomo co może się przydać, jak nie do użytku, to na handel albo części. Kiedy zapakował rzeczy do juków, ruszył dalej, wracając na miejsce, obok gryficy.

Po paru, lub parunastu minutach, idący na przodzie zatrzymali się. Black stanął i złapał za chwyt pistoletu, czując że jest coś nie tak. Kiedy Barman wydał rozkaz, Dust zgasił latarkę PipBucka i upewnił się czy reszta z tyłu też to zrobiła.
Skradając się za pozostałymi Black pomyślał -" Mamy trzech rogatych w ekipie, a żaden nie użyje zaklęcia wyciszającego.....zaje....kurwa...biście...."
[Obrazek: fallout__equestria_gpe_logo_wallpaper_by...5ektc9.jpg]
Odpowiedz
#86
    Z każdym kolejnym krokiem Bane'a jego płuca domagały się większej dawki powietrza od tej, którą dostawały. Ciepły pot obciekał po jego czole, szyi i karku i zaczął wsiąkać w chustę ogiera. Jego stan chwilowo stanął w miejscu. To był już drugi etap choroby z trzech. Pogorszenie stanu jednorożca do trzeciego etapu skutkowałoby omdleniem na skutek niedostatecznej ilości tlenu docierającego do mózgu, a na dłuższą metę śmierć, spowodowaną przez uduszenie. I choć była to pozornie nieszkodliwa choroba, mająca swoje podłoże w psychice białego kuca, to niosła ona ze sobą jak najbardziej rzeczywiste, fizyczne zagrożenie. Obecnie to że był w stanie iść dalej, wynikało jedynie z jego usiłowania uspokojenia organizmu. Starał się brać głębokie oddechy, wmawiać sobie że jest bliżej powierzchni niż mu się wydaje. Próby oszukania własnego ciała i umysłu najwyraźniej dobrze mu wychodziły, skoro objawy jak na razie zatrzymały się w miejscu. Mimo wszystko jednorożec nadal czuł nieprzyjemne dreszcze na plecach i duszność w płucach. Zrobiło mu się stosunkowo gorąco a pot lepił włosy do czoła. Mdłości jak na razie ustały, serce zaczęło bić równym tempem, przymuszone lekko przez regularne oddechy. Powinien tak wytrzymać jeszcze jakiś czas.

    Gdy grupa znowu ruszyła a jednorożec ze stajni wrócił do szeregu, Bane przekręcił w jego kierunku głowę. "Jesteś tu stosunkowo świeży więc dam ci pewną radę. Na pustkowiach ciekawość zabija pierwsza" - szepnął, po czym odwrócił głowę i wrócił do obserwowania otoczenia oczami, które chyba jako jedyne w całym organizmie nie odmawiały posłuszeństwa w pracy. 

    Skradanie było jedną z trudniejszych umiejętności które ogier musiał posiąść w tym szarym świecie by przetrwać, a wrodzona niechęć do głośnego działania tylko go do tego popychała. Jego życie często zależało czy ktoś go zauważył, nieważne czy akurat skradał się do czyjegoś obozowiska by ukraść jedzenie, czy musiał zająć odpowiednią pozycję by móc zdjąć wroga z bezpiecznej odległości. Ostatecznie z czasem nauczył się stąpać powoli i rozważnie, wyłapywać powierzchnie na których odgłosy kroków byłyby najmniej słyszalne. Jednak wprawny włamywacz czy kieszonkowiec oceniłby jego umiejętności na " nieco powyżej przeciętne". Mimo to, jednorożcowi to wystarczało. Teraz, trzęsący się, biały ogier ze zdwojoną uwagą stawiał kroki.

    Gdy gryfica nakazała cichy marsz naprzód Bane posłusznie usłuchał. Teraz jego kompan i on byli na szpicy. Jednorożec dzięki temu że rozpraszające uczucie w gardle znikło, mógł wreszcie rozważyć swoją przydatność w walce. Przez chwilę zastanowił się czy byłby w stanie szybko odstrzelić świecącego ghula w razie kłopotów. W nieco szerszych miejscach jego karabin nadal mógł coś zdziałać. Choć jego największą wadą była szybkostrzelność, nadrabiała zasięgiem i obrażeniami.
Odpowiedz
#87
Gryfy poruszały się cicho, brnąc przed siebie wprawionym krokiem. Umbrze przeszkadzał odrobinę roznoszący się odór, którego źródłem był ghul i w pewnym stopniu jego brat. Ów był przyzwyczajony do takich zapachów, ale nie zmieniało to faktu, że organizm lubił się buntować, tak czy siak. Starszy z braci szybko zwalczył bunt organizmu, zważając na doświadczenia z tymi stworzeniami i właściwie nieustanne spotkania. Mirage nie miał z tym żadnych problemów, nawet zważając na jego bardzo czuły węch. 

Nagle zamieszanie zwróciło uwagę braci, Mir wciąż spoglądał na tyły, a Um spojrzał z fascynacją na świecący obiekt i stojące pośród niego zwykłe ghule. Tworzyło to niesamowity efekt w połączeniu z techno-magiczną zielenią. Skręcając w prawą odnogę tunelu, między nich wepchnęła się gryfica.
 
Gdy przekazała informację, bracia kiwnęli potwierdzająco, po czym unieśli się do pozycji pionowych. W tym momencie obaj trzymali już w szponach swoje wyciszone pistolety, przy czym Mirage wydobył swój zza pazuchy kombinezonu.

Teraz cofali się lustrując swoje części perymetru i co chwila spoglądali na zamianę za siebie. Nie podobała im się ta sytuacja, nie lubili, gdy ktoś stawał między nimi, a w szczególności ktoś, kogo nie znali. Bracia wciąż czekali na rozwój sytuacji i starali się nie myśleć, co by było gdyby. Pracowali teraz na rzecz własnego dobra i nie tylko, choć młodszemu w większości było wszystko jedno.

Pistolety obu były gotowe do strzału z naciągniętymi kurkami, co wykluczało możliwość zerwania strzału z powodu dwustopniowego spustu, będącego jedynym bezpiecznikiem ów broni.     
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz
#88
Przy martwym Ghulu Black znalazł kilka narzędzi które ów miał w jedynej, pozostałej w całości ładownicy roboczego pasa. Były to małe obcęgi oraz nożyce do ścinania izolacji z kabli. Woltomierz którym posługiwał się martwy kuc nie włączał się, więc nie można było ocenić jak może być on zniszczony, a kable którymi były podłączone elektrody były pozrywane. Walkie-talkie którego używał żywy trup również było wyłączone i nie chciało się włączyć. Prawdopodobnie akumulatory urządzenia nie wytrzymały dwustu lat ciągłej eksploracji.



Grupa powoli się skradała, starając się nie zwrócić uwagi grupy ghuli w dalszej części głównego tunelu, a zwłaszcza ich świecącego pobratymcy.  Gryfy idące z tyłu były teraz najbardziej odsłoniętą i widoczną częścią grupy lecz dzięki ich ciemnemu umaszczeniu i braku oświetlenia w tunelu pozostali niezauważeni przez bandę umarlaków. Jednak ukrycie grupy nie zależało wyłącznie od bycia niezauważonymi. Kucyki podeszły niewykryte do wystającego wagonu kolejki, we wnętrzu którego czekali już Barman i Untiehorse. Siwy jednorożec podszedł bliżej wyrwanych drwi i pomagał wejść reszcie do środka. - "Nu, dawaj, dawaj. Wskakujcie i do następnego wagonu." - Wyszeptał do kucyków. Gryfy natomiast szły parę kroków za resztą osłaniając ich.

Czas nie obchodził się ulgowo z wagonem metra. Drzwi dzielące wagony którymi wszyscy wchodzili były wyrwane i leżały nieopodal. Wewnątrz walały się najróżniejsze śmieci, od przyklejonych do podłogi starych, nieczytelnych gazet, po walizki i plastikowe odłamki siedzeń.  Wszędzie walało się też szkło z wybitych okien i gdzieniegdzie leżały kupki kości kucyków które tu zginęły w czasie wybuchu megazklęć. Po drugiej stronie wagonu były sprawne drzwi, które otworzył Untie, machający teraz na pozostałych by się pośpieszyli.

Kiedy ostatni kucyk wchodził do wagonu, w korytarzach metra rozległ się  przeraźliwy, charczący skowyt, który oznaczał najgorszy możliwy scenariusz, wykrycie. Jeden z ghuli wędrujących w mroku pomiędzy grupą a świecącym, wyczuł zapach drużyny i podniósł alarm. Zaraz za nim, niczym fala, odezwały się pozostałe wraz z napromieniowanym, który zaświecił wtedy dużo jaśniejszym światłem. Niewielka sfora ruszyła szarżą w stronę  pociągu i pozostałych na zewnątrz gryfów. Sześć ghuli biegło w stronę grupy z pełną prędkością i chociaż mieli do nich nieco ponad sto metrów, dawało to tylko kilka dodatkowych sekund na reakcję drużyny.




Wszystko szło praktycznie idealnie, kucyki gramoliły się na pociąg, ona i dwa sobowtóry pilnowali tyłów do pewnego momentu. Gdy brakowało im już tylko kilku kroków któryś z truposzy się zorientował, że w jego tunelu są intruzi i się wnerwił. Charczący wrzask ghula szybko rozdarł ciszę tunelu, a zaraz za nim zawtórowały mu kolejne trupy, niczym ogłuszające echo. - "No to kurwa pięknie." - Skwitowała Rose do braci widząc ruszającą w ich stronę grupę ghuli.  Przerzucając strzelbę do ogona, złapała obiema łapami za karabinek i zaczęła strzelać do nadbiegających nieumarłych. Wystrzeliła dwie krótkie dwu nabojowe serie w stronę świecącego ghula, po czym podskoczyła do wejścia do wagonu.

-  "Dziobek, zabieraj ten swój zadek. Szybko!" - Krzyknęła do braci nie przejmując się specjalnie że nie użyła imienia jednego z braci, nie było na to czasu. Osłaniała braci posyłając jeszcze kilka serii, dopóki ci nie wejdą do środka, po czym sama jak najszybciej wskoczyła do wagonu i ruszyła ku następnemu przedziałowi który miał sprawne drzwi.
Odpowiedz
#89
Kiedy Black dotarł do wagonu metra, przepuścił przodem oba jednorożce. Kiedy ostatni wszedł, Dust wskoczył do środka. Miał ruszać dalej, kiedy nagle dało się słyszeć ryk ghuli. " No rzesz kuźwa..." powiedział pod nosem. Wyciągając pistolet, zwrócił się do Barmana -"Biegnij do przodu!"- Przesunął się w bok, by pozostawić gryfom miejsce, sam złapał głęboki oddech i wycelował w najbliższego truposza. Kiedy pociągnął za spust, broń wydała charakterystyczny dźwięk i wypuściła z siebie zieloną kulę magicznej energii która lecąc w stronę ghula, rozświetliła tunel.

Pegaz przerwał na chwilę strzelanie i uchylił się w bok, przepuszczając dwójkę gryfów. Ghule były coraz bliżej, więc wskoczył w S.A.T.S., zaznaczając najbliższego i zatwierdził kilka kolejnych strzałów w głowę i tułów.

Po oddanych strzałach, puścił się pędem za resztą drużyny, krzycząc do gryficy z tyłu -"Szybko, Skipper!".

Wyskakując z wagonu, spojrzał na E.F.S. za wrogimi znacznikami z przodu. Kiedy gryfica wypadła za nim, spróbował by zatrzasnąć za nimi drzwi. Jeśli to by się nie udało, cofnął by się trochę do tyłu, czyli przybliżył by się do ekipy, mając na muszce strzelby drzwi od wagonu.
[Obrazek: fallout__equestria_gpe_logo_wallpaper_by...5ektc9.jpg]
Odpowiedz
#90
Zignorowałem i przemilczałem wypowiedź Bana o ciekawości wiedząc że gdyby nie ciekawość to do dziś mógłbym się nie doczekać mojego znaczka.

Poruszaliśmy się cicho jednak z daleka było słychać chrząkanie i było widać światło migoczące niedaleko. Podeszliśmy do wyrwanych drzwi wagonu i wspiąłem się za Banem po czym minąłem Blacka. "Pociąg pełen kości" przyszło mi do głowy kiedy zacząłem się rozglądać. Cała operacja przebiegała gładko do czasu aż z głębi tunelu dało się słyszeć głośny zwierzęcy skowyt który zmienił się w dudnienie kopyt.

Black wystrzelił kule energii z małego śmiesznego pistoletu i rozświetlił cele w oddali. Widząc minę dziadka to nie wróżyło nic dobrego więc wybiegłem do następnego wagonu i zacząłem szukać w inwentarzu kajdanek i woreczka amunicji .44 po czym jeżeli się da zakładam kajdanki na ramę jednych drzwi i zaciskam je na nich. Jeżeli drzwi są sprawne to zamykając drugie ucho na drugiej ramie będę w stanie zablokować je na jakiś czas po prostu je zamykając. Jeżeli nie da się założyć kajdanek od zewnątrz to zakładam je wewnątrz i oczyszczam najbliższe okno w celu przedostania się przez nie kiedy zamknę drzwi za wszystkimi oraz zrzucam juki i wyrzucam je przez drzwi, na zewnątrz wagonu bo łatwiej mi będzie przedostać się przez okno bez zbędnego ciężaru zważywszy ile miałem ze sobą.

Wyciągnąłem oba smg i rewolwer z kieszeni płaszcza i zacząłem wołać do dziadka "Ruchy Shreder osłaniam wyciągaj resztę." - ustawiam się obok wyjścia i celuje w wyrwane drzwi po drugiej stronie wagonu oczekując nowych towarzyszy. "Zemsta ghula" chodziło mi po głowie kiedy przeładowałem i odbezpieczyłem każdą broń.

Na odległość koncentruje się na precyzji i używam rewolweru bo jest bardziej celny i potężniejszy na dalekie dystanse niż moje "AngelBunny" staram się strzelać w głowę dopiero wtedy kiedy mam czysty strzał.
Jeżeli będzie możliwość to przeładowuje rewolwer zamiast używać amunicji z smg jednak jest to trudniejsze niż przeładowanie samych smg do których magazynki mam na pancerzu.
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości