Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wastelands Vol. 1
- Jeśli chodzi o oko, nic nie czułem może prócz momentu połączenia z nerwem wzrokowym neurosterownika, co do krypty i ile jestem? tak jestem z krypty, jakiej nie powiem, ile jestem na pustkowiach? miesiąc? ile znam ich? 3 max 5 dni? uratowali mnie z pułapki trzech młodych bandytek, płytka naciskowa i linka na latarni, stara dobra pułapka, a ja? ja uciekałem przed szponami tymi samymi co tu byli.... - powiedziałem. - Dziwne są te pustkowia, z każdym dniem jakby jaśniej się robi przez te chmury ale jakoś nie widać tam słońca..... Czy to możliwe by te wielkie maszyny pegazów tam ciągle latały i patrolowały niebo? W ogóle na co oni czekają? Aż wybijemy się wszyscy? Aż promieniowanie opadnie? Ehhh, mam pamiątkę której często nie pokazuję wśród innych... jest jedyną rzeczą która mi została po mamie.... Była pegazem, enklawistką... Dołączyła się do nas do krypty 3 lata zanim się urodziłem....
Pamiątka jaką mam jest czymś co jak mama powiedziała może otworzyć parę miejsc związanych z enklawą i ich działaniami, wystarczy że pokażę to do czytnika przy drzwiach do danego miejsca, może tam być wszystko, od papierów ciał ghuli po kosztowności kapsle i broń..... Lub żywe pegazy które zaczną do nas strzelać....
Pewnie zapytasz czy dam, nie, nie dam za żadne skarby, to moja jedyna pamiątka po niej, i powiem tyle spróbuj mi to zabrać to cię odstrzelę i każdego kto będzie próbował to zabrać lub cię uratować, mógłbym poświęcić życie połowy mojej jednostki dla tej jednej pamiątki....
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
Kiedy Rose zobaczyła cień gryfa rosnący za plecami Umbry tylko się skrzywiła. "Kurwa. Dlaczego zawsze muszę mieć rację... " Pomyślała szybko spinając się do walki. "Broń. IF? Odpada. Za gruba kamizelka. Um władował w niego cały magazynek i nic nie wskórał. DVS? Nie zdążę... Bagnet? Tak samo chyba że sobie urwę kitkę z ogona... nie. Miecz? Może... Jeśli chcę rozciąć sobie plecak i uciąć skrzydło... Obrzyn? Obrzyn!" Te myśli przeleciały przez jej umysł szybciej niż mgnienie oka a jej łapa już znalazła się na spiłowanej rękojeści obciętej strzelby. Um blokował jej line strzału więc wolną łapą uderzyła go w bok twarzy odpychając z drogi. Lufy jej broni wysunęły się nieznacznie za jego głowę gotowe do strzału. Gryfka widział dziury po kulach na piersi Szpona i przekrwione ze wściekłości białka jego oczu.

Pocziągnęał za oba spusty na raz. Ogłuszający huk i płomień który niemal polizał pierś gryfa posłały w jego stronę niemiły prezent. Garść grubego śrutu przeznaczonego dla dużej zwierzyny łownej skrzętnie upakowanego w dwóch tulejach 76 milimetrów, kalibru 12 gauge o powiększonym ładunku miotającym. Ołowiane kule wwierciły się w jego ciało jak w masło rozrywając je na strzępy. Ten widok wywołał na twarzy skrzydlatej krótki uśmiech. Krew gryfa ją obryzgała i parę kropel wpadło jej do dzioba. Gdy jego ciało bezwładnie opadło na asfalt podniosła tylko strzelbę do oczu i przełamując ją. - Hmm... Myślałam że miałam tu jedną brenekę... Nienawidzę gdy firmy mają różne oznaczenia kolorystyczne. - Po wiedziała pod nosem smakując jednocześnie krew Szpona. Poczuła nieprzyjemny chemiczny smak pewnego wspomagacza. - Miał na sobie Rage'a to to go poderwało na nogi. - Powiedziała już głośniej przeładowując strzelbę i chowając ją do kabury na piersi.

Na podziękowanie od mira tylko kiwnęła głową, ale gdy ktoś z drugiej grupy zaczął im prawić kazania odsunęła się nie zwracając na nich uwagi. Jednak po chwili jak gdyby znikąd, pojawił się koło niej mały czołg w formie kucyka. Vanad zaczął ją chwalić i podziwiać jej jak to określił zajebistość, zadawał przy tym mnóstwo pytań. Rose ledwie mogła nadążyć za słowami, które kucyk wypowiadał z prędkością z jaką karabin wypluwa pociski. Ale jego niemal naiwny i przyjazny ton głosu sprawiał że się lekko uśmiechnęła. - Dzięki terkawko, ale na przyszłość mów trochę wolniej bo chuj z tego zrozumiałam. - Zaśmiała się krótko i zamknęła kucykowi przyłbice. "Heh. Gość mi przypomina Tachanke z mojej dawnej grupy..." Uśmiechnęła się z bolesnym sentymentem na swoje wspomnienia.

Po chwili zauważyła że padające na nią spojrzenia. Było to dziwne ale zawsze gdy coś lub ktoś na nią patrzył to zapalała jej się taka mała lampka gdzieś w tyle jej głowy. Po chwili jednak część grupy która do nich dołączyła oraz bracia podeszli do niej. Poczuła się wręcz nieswojo mając koło siebie tylu nieznajomych i dwóch znajomych którym nie mogła ufać. "Nienawidzę takich sytuacji..." Jej serce odruchowo przyśpieszyło, ale moment później usłyszała propozycją od kogoś domniemanie zwącego się Magician.

Gdy skończył mówić pierzasta popatrzyła mu pewnie w oczy. - Może i jestem młoda ale przełknęłam swoją porcję gówna na pustkowiach. I dobrze wiem by nie brać robót w ciemno. Zdradź parę szczegółów i wtedy pogadamy czy ją przyjmę... i o cenie. - Powiedział stanowczo ukazując swoje najemnicze usposobienie i dając dosadnie do zrozumienia że nie jest ona osobą z którą można by sobie pogrywać.
Odpowiedz
- tak jestesmy -powiedzialem oszczednie zabezoieczajac rewolwer w plaszczu - pewnie za jakis czas rez go zmienie jesli zajdzie potrzeba ale narazie dobrze mi sluzy i jest wygodniejszy. Siedze na pustkowiach z miesiac ? Niewiem ile dni blakalem sie na pustkowiach a ile siedzielismy w metrze.
- opowiedz mi o swojej stajni raczej vandat. O ciekawych rzeczach porozmawiamy jak bedzie chwila ale wszystko na powierzchni jest niezwykle i nowe jak ta zebra ghul. Paskudztwo. Mirrage i umbra sa efektywni i oszczednie wspominali o swoich znajomych i swoim zyciu wiec nie, nie obgadywali cie a znamy sie krotko i tak jestem nowym rekrutem ale to jeszcze sprawa do obgadania. Wolalbym sie dowiedziec co zaszlo przed chwila. Co to jest Recon?

Niedlugo potem ruszylismy w droge po przezzukaniu cial i pogrzebie ruszylismy ciagnac wieznia za soba "wiec ciagna morderce na co? Tortury? Przesluchanie? Tak czy siak zginie ale po co go ciagnac lepiej bh bylo zrobic to na miejscu"

Podczas podrozy podeszlem do jednorozca ktory zaciekawil mnie swoja zdolnoscia stwarzania ogjia z powietrza "czyzby znal technike o ktoren wspominal doktor?" -witaj, magishyn tak? Czy moglbym zapytac cie o ten pokaz na pogrzebie? Od jakiegos czasu staram sie nauczyc podobnej sztuczki ale mi nie wychodzi.
Odpowiedz
– To zależy – gdy gryfica spojrzała na Recon'a uśmiechnął się – czy lubisz przebieranki...

– Miiirrr – powiedział, przeciągając Magician.

Mirage wypchnął kolegę bez słowa do tyłu, co miało być rozumiane, jako wyłącznie kochasia z rozmowy.

– No, co?! Przecież nie minąłem się z celem zadania, tak tylko żartowałem, no ej... – gryf zrezygnował i odszedł kawałek.

Nim gryf się oddalił starszy kuc, dodał:

– Myślałem, że te szczeniackie podchody już Ci z głowy wyleciały Recon, od czasów New Pegasus minęło już trochę czasu, a ty niczego się nie nauczyłeś i dalej próbujesz wpadać w kłopoty... – spojrzał ukradkiem na Rose – dziecko przecież ona by cię rozszarpała.

Gryf tyko machnął na odchodnym z rezygnacją, nie chciał się dalej narażać na przyganianie jednorożca. Wiedział, że z nim nie wygra, a kuc może tak godzinami.

– Olej tego pajaca – zwrócił się bezpośrednio do niej – ale pajac, nie pajac, wcale nie minął się z prawdą, ale pozwól, że zacznę od początku. Nie myśl sobie, że nie zacząłem tego tak naumyślnie. Chciałem zobaczyć, z kim mam do czynienia, a póki co wiem tyle, że porządna z ciebie firma, z zapewnień tej dwójki – wskazał na braci – lecz możliwe, że miniemy się odrobinkę z twoją specjalizacją jak mniemam. Zagramy w grę pozorów. Pozwól, że troszkę ją tobie przybliżę. Celem będzie Teddy, a twoja, Mira, Umbry i Recon'a w tym głowa, by ich nie przejrzał. Moją trójkę chłopaków znam, dla nich to nie pierwszyzna, ale tego się już pewnie domyślasz. Przebierasz się w łachy jednego z zabitych szponów, wiem… wiem nie higieniczne to, ale wymagane. Zarys sytuacji, on się budzi, a wy jesteście szponami, wsparciem... a to by w to uwierzył, zostawisz mnie i jej – wskazał na klacz, której mina mówiła, że niezbyt jej leży to, co za jakiś czas miało się stać.

Kuc milczał przez chwilę:

– Fizycznie czysta robota stoisz, siedzisz, czy co tam będziesz robiła, ale wszystko grając Szpona, nie musisz się nawet odzywać, a jak będzie trzeba ściemniaj, albo udawaj głuchoniemą nie interesuje mnie to... za to ze strony psychicznej, cóż nie będzie już tak kolorowo, ale nie sądzę byś była pod tym względem słaba, widziałem jak zabijasz, nie wahasz się, uśmiechasz jakby sprawiało ci to przyjemność, tak jak jemu czasami – wskazał na Mira. – To jak bierzesz te robotę? Nie więcej niż trzydzieści minut z życia, poświęcisz nam je dziecinko? Więcej niż na trzysta i tak nie masz, co liczyć... – powiedział sprawdzając jej reakcję.

Rose mogła zauważyć w tle Recon'a oglądającego karabin Boa'y w konstrukcji zebrykańskiej, karabin wyposażony był w prostokątny przeziernik, a pomimo tępego wyglądu właściciela był zadbany.

Vanad na reakcję Rose, zareagował jak zwykle po swojemu:

– Ha! Wiedziałem, że coś jest nie tak – kuc odkorkował pojemnik, po czym łyknął z niego dwie tabletki, popijając je sporą ilością wody – schodzę z obrotów, miło się gawędziło… – kuc uśmiechnął się w jej stronę wracając do kucy ze stajni.

Gryfica zauważyła, że rzeczywiście kuc mówił teraz wolniej, ale wciąż nie tak wolno, by brzmiało to naturalnie, choć dało się go teraz zrozumieć.

Kuc w ciężkim pancerzu, patrzył przez jakiś czas na Shielda, a na jego obliczu widać było wyraźnie procesy myślowe:

– Nie no Młody, co ty tak wyskakujesz jak skoczek spadochroniarz. Nikt ci tu niczego nie będzie odbierał, a na pewno nie siłą, poza tym, na co ty mi takie rzeczy gadasz! Ja nie chcę mieć żądnych problemów, im więcej wiem na takie tematy, tym bardziej czuję, że zaraz oberwę – kuc rozejrzał się jakby przeczuwał, że zaraz ktoś pojawi się znikąd i go zdzieli.

Vanadium uspokoił się trochę:

– Ja tam na twoim miejscu nie wywoływałbym patykowilka z lasu, trzymaj se takie informacje dla siebie. Innym się nie chwal i będzie spokój.
Vanad uśmiechnął się na pytanie o kryptę:

– Pochodzę z jednej takiej, co się w okolicach New Pegasus znajduje. Całkiem zwyczajna, a słyszałem, że ponoć w niektórych dzieją się naprawdę chore rzeczy, ja tam miałem szczęście, po dwudziestu latach… tak plus-minus, po prostu mnie z niej wywalili z kilkoma innymi. No i od razu wpadłem w ręce łowców niewolników… kupiła mnie taka jedna klacz w średnim wieku, ale szybko mnie sprzedała, cięgle mówiła, że zamiast gadać powinienem robić to, po co mnie rzeczywiście kupiła i przebierać jęzorem, ale w innym celu. No i wtedy trafiłem na tego gangstera, szybko mnie z tłumu wyłowił… jednego ze strażników rozłożyłem na łopatki, ma się te ruchy i atrybuty – kuc zaczął prężyć mięśnie – zaraz… miałem mówić o stajni… wieeeecie, co?! Jedyna różnica jest taka, że tam częściej straszyli, że mnie zastrzelą albo zatłuką, a tutaj na Pustkowiach proszę prostolinijne osoby, nie straszą, a strzelają… czasami nim się odezwę, ale to przeważnie rajderzy są… tak, więc normalka.

Kuc zareagował na wszystko, nie umknął mu nawet szczegół, jakby częścią jego osoby było komentowanie, każdego elementu rozmowy, aż nagle zawiesił się przy kwestii rekrutacji i sytuacji z przed chwili:

– A nad czym tu się zastanawiać?! Toż to szpony są, przerośnięte szkodniki… tfu, żadne porządne z nich goście nie są, to na pewno. W stajni to nawet paragrafów nie mieliśmy na takie okropieństwa, co te gagatki wyprawiają. Mir i Um oraz Medicine, zinflirtowali... zin… filtro…

– Zinfiltrowali – pomógł koledze gryf, który został wyrzucony z innej rozmowy dziejącej się obok – Recon, miło was poznać chłopaki – młody gryf podał łapę kolejno dwójce, po czym westchnął – nie chcą mnie tam, więc posiedzę z wami – usiadł usadawiając swój karabin snajperski na nogach – poza tym, ciekaw jestem osoby, która wpadła w oko bliźniakom – gryf spoglądał na Bolta z zaciekawieniem.

– O hej Recon – oderwał się od rozmowy gadatliwy – właśnie, Recon to nie coś, tylko ON! Znamy się od New Pegasus, zresztą razem z Magicianem i Rushem tysz. Recon był snajperem, jednym ze Strażników miasta, a Magician i Rush okradali kasyna…

Spojrzenie gryfa mówiło samo za siebie, więc kuc zaśmiał się sfatygowany i kontynuował dalej to, co przerwał:

– No to, to, co mówi Recon… no i! Spędzili z nimi dość czasu, by dobrze ich poznać, najczarniejsze z możliwych podejrzeń się potwierdziły, grupa najemników z tego regionu i kilka innych zresztą, zaczęły pracować, wbrew własnym kodeksom. Za dużo nagromadziło się w ich grupach zwykłych bandziorów i innych szaleńców, jak Teddy! Na przykład. Zlecenia brali wszelakie od tych, które były całkiem cacy, do tych, które polegały na zwykłym mordowaniu zacnych obywateli. Póki ktoś im płacił, nie było dla nich żadnych granic. Strasznie się namieszało w okolicy, a szpony tylko się wzbogacały, rosły w siłę, aż w końcu kontrolowały wszystko to, czego nie kontrolowały mafie i gangi. Zaczęło się żerowanie na prostaczkach, wymuszenia, gwałty, ciężkie pobicia, kradzieże… mógłbym tak w nieskończoność. Ale czara goryczy się przelała, gdy spalili klinikę w New Saddle, porywając personel i równocześnie tworząc monopol na wszelką specjalistyczną pomoc medyczną, nie wspomnę nawet, że odpłatnie i to drogo. Ów klinika współpracowała z nami… miałem tam koleżankę, lubiła ze mną rozmawiać, kiedy mnie łatała… a teraz… – Vanad zwolnił teraz rzeczywiście, a jego oblicze zszarzało – musieliśmy coś zrobić. Po tym, gdy otrzymaliśmy zielone światło, wszystko doprowadziło, do tego właśnie momentu. Wypędziliśmy ich z Fortu, a teraz zamierzamy dokończyć to, co zaczęliśmy. De oppresso liber, to nasza dewiza.

– De oppresso liber – wyrwało się Recon’owi, zaczerwienił się – Vanad, przez ciebie wychodzimy na jakiś fanatyków, ogranicz się trochę! „Wyzwolić uciśnionych” chwytliwe musicie przyznać, powiem szczerze, że wciąż nie do końca wierzę w ten cel, ale jest szlachetny i to mi wystarcza, by dalej w to brnąć, no tak właściwie to, też jest całkiem miło widzieć, że coś na Pustkowiach dla odmiany jest czymś dobrym, staramy się po prostu pomagać, czerpiąc z tego korzyści, jakimi jest chęć odwzajemnienia tego, co robimy dla innych. Załoga jest całkiem w porządku, dbamy o siebie… jedyny minus to Vanad, ale zdążyłem się już przyzwyczaić…

– Że, co?! Jak ty tak w ogóle możesz mówić… – Vanad rzeczywiście był poruszony.

– Spokojnie, żartuję – gryf pchnął kuca, śmiejąc się – nie bież tak wszystkiego dosadnie, to nie twoja krypta, gdzie wszędzie są tęcze i słoneczka.

– Może i nie, ale można grzeczniej, cały czas wydaje mi się, że Pustkowia, są skrajnym przeciwieństwem tego, gdzie żyłem przez ponad 20 lat, ale nie jest tak źle… – kuc też popchnął gryfa, a ten po prostu wylądował na ziemi.

Grupa ruszyła dalej, przez cały czas panował spokój, a czujne oczy pegaza, patrolującego okolice z szarego nieba, utwierdzały resztę w tym mniemaniu. Nie było, już mowy o zapadającej nocy, bo ciemność spowiła okolicę, a z gęsto pokrytego chmurami nieba, światło gwiazd i księżyca ledwo docierało na powierzchnię Pustkowi, przez co widoczność, była mocno ograniczona, dla części grupy.

Magician odwrócił się do kuca, nim ten zdążył coś powiedzieć:

– Ach Bolt, co cię do mnie sprowadza, wiele słyszałem na twój temat – kuc błysnął białymi zębami w ciemności, uśmiechając się.

Gdy tylko wysłuchał tego, co ma do powiedzenia kuc, zacukał się:

– Wiesz, chyba nie do końca rozumiem naturę twojego pytania, ale postaram się ci to wyjaśnić, jak tylko będę potrafił. Widzisz, po pierwsze… – spojrzał na Bummera z politowaniem – sztuczka, to jak zdejmiesz obrus ze stołu, a zastawa nie potłucze się na ziemi. To, o co mnie pytasz, nie było pogrzebem, było niszczeniem śladów albo jak wolisz dowodów czynu, jakiego się dopuściliśmy. Musisz zrozumieć, że magia opiera się w ogromnej części na naturze zaklęcia. Odpowiedź na pytanie, które rzeczywiście masz na myśli, a jak mniemam chciałbyś opanować magię ofensywną, magię ognia… W tym, nie będę w stanie ci pomóc, mój drogi, a przynajmniej nie tak jak byś chciał. Moja magia polega, jakby to ująć, na rzeczach bardziej szemranych i na pewno nie jest to magia ofensywna. Chciałem pozbyć się ciał, natura mojej magii mi w tym pomogła. Zaklęcie, jakie rzuciłem, wymagało z mojej strony nie wielkiej energii. Cały proces po rozpoczęciu, czerpał energię z ciał, polegając na kaloryczności cieplnej poszczególnych pierwiastków, z jakich składały się ciała i resztkach magii tlącej się jeszcze w zwłokach, a tlen sam zaczął się gromadzić, jakby płomienie stworzyły w okolicy podciśnienie. Efektem, było spopielenie, ale sam proces, wyglądał jakby ciała się żarzyły, a nie rzeczywiście paliły. W twoim przypadku, zaklęcie może czerpać energię z twoich pokładów energii magicznej, co zapewne na początku będzie cię wykańczało doszczętnie albo nawet i zabije. Musisz wiedzieć, że istnieją dwa, typy talentów magicznych. Racjonalny, czyli należący do osoby, która potrafi magię podeprzeć wiedzą, która tyczy się zasad świata, który nas otacza. Dla przykładu, mógłbyś doprowadzić do zapłonu, zwiększając stężenie i nagromadzenie tlenu dokoła celu. Sprężony tlen w kontakcie z tłuszczami, skutkuje bardzo gwałtowną reakcją, a nie sądzę, żeby na pustkowiach istniał jakiś niespocony albo czysty jak łza osobnik. W przypadku maszyn, robotów, czy innych wymysłów naszej pokręconej technologii, tlen wszedłby w reakcję ze smarem, w którym też znajdują się tłuszcze. Drugim zaś typem, jest typ nieracjonalny, do którego należą osoby spontaniczne, które chcą by coś się stało i to po prostu się dzieje, nic trudniejszego. Ogień jest najtrudniejszym do opanowania żywiołem i tylko raz słyszałem o podobnej do ciebie osobie. Widziałem też księgi, zwoje… zawierające informację na temat, który cię interesuje. Jeśli przyjmiesz propozycję braci, za jakiś czas postaram się ci dostarczyć jakieś informację, na pewno nie zapomnę.

Kuc wyczarował świetlika, który jasnym białym kolorem rozświetlił jego postać, oraz Bolta:

– Widzisz, ja należę do typu nie racjonalnego, mój talent opiera się na tym, czego pragnę – kuc bezbłędnie wylewitował z juków Bummera dziesięć kapsli i zaczął nimi obracać po okręgu przed twarzą kuca – zademonstruję ci jak to działa w moim wypadku. Musisz wiedzieć, że kiedyś byłem bardziej kimś w rodzaju buntownika, niż osoby ceniącej sobie jakiś ideały. Byłem złodziejem… Jak widzisz wyciągnąłem z twoich juków dziesięć kapsli, nic specjalnego, co nie? A teraz spójrz – seledynowy kolor otaczający róg kuca jak i wirujące kapsle, znikł doszczętnie, nie pozostało po nim nawet śladu, a kapsle dalej tańczyły jak im zagrał Magician – robi się ciekawiej, co? A teraz spójrz na to…

Wirujące w okręgu kapsle zniknęły, a to wszystko bez jakiegokolwiek śladu magii, to znów zaczęły się pojawiać na przemiennie, pojawiając się i znikając. Kuc nagle zauważył, że jego juki stały się lżejsze, ale nie poczułby cokolwiek zostało z nich wyciągnięte, skapnął się już po fakcie, że coś było nie tak. Starszy kuc uśmiechnął się, a przed Boltem pojawiły się wszystkie jego oszczędności, a przynajmniej wszystkie, jakie były w jukach. Magician odłożył je na miejsce, a w finalnym akcie oddał mu także rewolwer, który kuc ciągle trzymał na podorędziu, bezczelnie ładując do niego wcześniej wyjętą przez niego amunicję.

– Od dziecka miałem lepkie kopyta, lepką magię i lepkie myśli, zazdrościłem tym, co się im za mocno powodziło, nawet nie zauważali drobnych sum znikających im z kabz, jako że nie mieli najdrobniejszego szacunku do waluty i wszystko byłoby dobrze, gdybym nie porwał się na kasyna… ale to są stare dzieje, a co się stało w New Pegasus, zostaje w New Pegasus…

Kuc zastanawiał się przez chwilę:

– Wiem, że się jeszcze zastanawiasz, czy dobrą opcją byłoby przyłączenie się do nas. Nie będę ci prawił, żadnych morałów ani nie będę mówił, jacy to my święci nie jesteśmy i prawi. Bo wiem jak to wszystko wygląda z twojej perspektywy, ja będąc na twoim miejscu też się wahałem i gdy pierwszy raz zetknąłem się z obecnie moimi przedstawicielami, kiedy wyciągnęli mnie z niezłej zadymy w kasynie, zwiałem przed nimi, gdy tylko miałem okazję. Lecz gdy uratowali mnie po raz drugi, nadstawiając własne karki, coś mnie tknęło i teraz sam robię to samo, co oni kiedyś zrobili dla mnie. Ba nawet mam własną uczennicę, którą uczę teraz fachu, jakby to fatalnie nie brzmiało.

W tle odezwał się Recon:

– Hej, czy ktoś widział mojego pluszaka? Gdzie jest mój misiek, widział go ktoś? Cholera musiał mi wypaść, gdzieś po drodze, zaraz wracam – powiedział, gryf szykując się do sprawdzenia drogi którą już przebyli i zapewne nie tylko.

Gryf szybko się natknął na wiszącego w powietrzu miśka w kształcie małego smoka:

Tego szukasz? – zapytała rozbawiona klacz, która wcześniej łatała twarz Uma.

Gryf zabrał miśka bez słowa i schował za pazuchę, upewniając się, że nie wyleci, po czym zapiął kurtkę.

– Nigdy nie miałem nikogo więcej poza Rushem, razem się wychowaliśmy, potem dołączył do nas Vanad i zaraz po tym wszystko zdążyło się spieprzyć. Gdyby nie pomoc z zewnątrz, nie wiem jakby się to skończyło… przepraszam cię, ale muszę zająć się resztą.

Kuc odszedł kawałek od Bolta, po czym ryknął:

– Recon i Umbra na szpicę, szukać mi budynku jak się umówiliśmy, ale już!

Gryfy spojrzały po sobie, po czym zerwały się do lotu, sprawdzając uważnie co się dzieje na pozycjach wysuniętych od prowadzącego drużynę Mira, po lewej stronie szedł niespokojnie Rush, jakby chciał się wyrwać do przodu i nie zatrzymywać dopóki nie opadnie całkowicie z sił, co chwila pakował do ust suchara, to batona proteinowego. Z prawej strony szedł prosto, spokojnie i miarowo Vanad z pieczeniegiem w gotowości do stworzenia istnego piekła. W centrum szedł Horse, jakby zadowolony, że wreszcie grupa zmierza do punktu przeznaczenia z należytym tempem. Tuż zanim szedł starszy kuc wraz ze swoją uczennicą i Rose, z którą wciąż ustalał kwestie związane z robotą.
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz
Na samym końcu wręcz oddzielony szedł Shield, cichy trochę za cichy, co jakiś czas wypowiadający jakieś słowo, jakby był częścią chóru....
- Koyaanisqatsi. - powtarzał co chwilę jakby zahipnotyzowany, szedł tak ciągle do Pipbucka miał podłączoną słuchawkę która szła do jego lewego ucha, miał zapalony róg, ale nic nie wskazywało by coś trzymał, tak bez sensu, może nie wyraźnego sensu....
Szedł i szedł, mówiąc jedno słowo żadne inne tylko to, gdyby sie zbliżyć do niego nie reaguje na nic, zaczepki, próby wybudzenia nic.... Idzie przed siebie, a jednak omija przeszkody jakie mu stoją na drodze ale nie reaguje na osoby przy nim będące.....
Jego oko się nie świeci normalnie w tych ciemnościach by ktoś był ślepy, on widzi wszystko, słyszy wiele
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
Rose nie dawała tego po sobie poznać ale uśmiechała się nieco prześmiewczo słuchając jednorożca. "Przebieranka? Naprawdę? Oh, jak sobie przypomnę co myśmy wyprawiali w kompani Blakbird'a... Zdziwiłbyś się staruszku na nasze przedstawienia." Gdy Magician skończył mówić potarła się po podbródku. - Faktycznie. Nie jest to coś co robię zazwyczaj ale powinnam sobie dać radę. Mundur to mundur, krew to krew, nic czego bym wcześniej na sobie nie miał. Jedyne czego nie chcę to pchły... Mówisz trzysta za tą robotę... Cena wydaje się być nawet niezła ale dorzuć butelkę jakiejś dobrej Whisky i umowa stoi. - Powiedziała plując na łapę i wyciągając ją w stronę kucyka.
Odpowiedz
- czyli twoja magia jest raczej emocjonalna? Wyplywa z ciebie injest tym siljiejsza im bardziej ... zazdroscisz? -zastanowilem sie ja do teho sie odjiesc - czynjak jestes zly na kogos to twoja magia ma inne zgola efekty? Co do dolaczejia. -szlem dalej zastanawiajac sie - nie lubie tajemnic. Blizniaki pokazaly inna twarz przed chwila i ciezko bedzie im zaufac wiesz? Nikt jie lubi byc sam jednak. Przemysle to i byc koze sie jeszcze zobaczymy.

Powiedzialem kucowi kotry odszedl bh wydac polecenia.
Szlem dalej w ciszy rozmyslajac o tym wszystkim.
"A co jak ich nlizjiaki tez zdradza? Wydaja sie do teho zdolni" podrapalem sie kopytem po glowie na slowa magica o magii i staralem sie zrozumiec compowiddzial. Przed soba lewiyowalem strzepek materialu ktory staralem sie zapalic gromadzad wokol niego tlen. Stworzyl3m banke ktora kurczyla sie stezajac co bylo w niej zawarte jednak ta nie wybuchla. "Przeciez to nie fizyka kwantowa" pomyslalem sohie prohujac w drodze do skutku.
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości