Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
[PBF] "Equestria na skraju wojny"
#1
Wojna już dawno się skończyła. Wygnaliśmy podmieńców ze Stepów Hoofingtońskich, aczkolwiek nasze wojska też muszą coś jeść. Droga zaopatrzenia była bardzo długa, zaś drogi nie były wolne od przeróżnych bandytów i potworów, w końcu musiały prowadzić przez las Everfree...
Tak. Musieliśmy zawrócić wojska, a przynajmniej ich część, zaś resztę osadziliśmy w wyzwolonych farmach, by w razie ataku ktoś mógł szybko zareagować.
W ten sposób zapewniliśmy trzem tysiącom żołnierzy wykształcenie rolnicze.

Aczkolwiek coś było nie tak...
Plony zaczęły umierać, zwierzęta uciekać. Coś złego się działo.
W dodatku Księstwo Gryfów Stepowych, które zaczęło graniczyć z Equestrią od strony Stepów Hoofingtońskich, nie podejmowało żadnych działań dyplomatycznych. Już drugi rok. Wszelkich emisariuszy nie wpuszczano nawet do zamku...

Pomimo wszystko, znajdujecie się w Canterlot, ukochanej stolicy Equestrii.
Wielki, szary budynek z napisem "Komisja Poborowa Equestrii" rozpościera się przed twoim polem widzenia.
Drzwi są otwarte na oścież, bowiem dzień jest upalny, a atmosfera dosyć gęsta...

Marzy ci się szklanka lemoniady, ale wiesz dokładnie, po co tu jesteś...
Chcesz tłumaczyć? Rób to z głową.
~ Starszy Łucznik Rekrut Kinro
Odpowiedz
#2
Tuż przy KPE, można było usłyszeć radosne rozmowy wielu kucyków. Ścisłe centrum miasta przepełnione było dziesiątkami kawiarni, restauracji i barów. Właśnie w jednej z takich kawiarenek, siedziała niebieskogrzywa klacz jednorożec, rozmawiając z kucykiem, który wyglądał na nauczyciela.

- Jeszcze tylko parę minut i otwierają... trochę się niepokoję – pod nosem wymamrotała klacz, po czym zaczerpnęła łyżeczką górkę z pucharka lodów, leżących na stole pomiędzy parą. Gdy tylko zjadła kawałek lodowej pyszności, całe napięcie z jej pyszczka zniknęło, zasępione uśmiechem. - Rajciu, jakie to pyszne.

- A nie mówiłem że to najlepsza lodziarnia w Canterlocie? - głos ogiera wyraźnie sugerował satysfakcję z udanego wyboru – Wciąż uważam, że taka młoda dama jak ty nie powinna zajmować się czymś takim. To nie jest miejsce dla klaczy, tylko dla prawdziwych ogierów.

Filoletowo oka klacz uśmiechnęła się przyjaźnie, słysząc po raz dziesiąty tego dnia komentarz Pana Naukowca – Oh, Jonatanie wiele jest prawdy w twoich słowach, nie da się tego ukryć. Masz znacznie większą wiedzę ode mnie, jesteś mędrszy ode mnie i w tej dziedzinie. Jednak nie zmienię zdania, podjęłam tę decyzję dawno temu, i nie mam zamiaru jej zmieniać, przepraszam Jon – przepraszający ton graczy połączony był z smutnym uśmiechem. Słysząc to pegaz siedzący naprzeciwko niej spuścił pyszczek i wpatrzył się w stół.
Po dłuższej chwili ciszy, wyszeptał łamiącym się głosem – Miałem nadzieję że... że jednak zostaniesz, tutaj, ze mną. Że... z czasem, zbliżymy się do siebie jeszcze bardziej, weźmiemy ślub... i będziemy mieli źrebaczki.

Gdy ogier skończył, zasmucona klacz wstała ze swojego miejsca i przytuliła ogiera, szepcąc do niego – Przepraszam, ja po prostu... Nie zasługuję na kogoś takiego jak ty. Proszę, spróbuj o tym... Traktuj to jako przyjemny okres życia, ale nie wracaj do tego, po prostu ja... Źle się zachowałam, nie powinnam była... Wiedziałam że niedługo i tak będę musiała wyjechać, zostawić cię, a mimo to... Przepraszam Jonatanie, przepraszam.

Po tych słowach, jednorożec puściła ogiera. Pocałowała go w policzek i odeszła, pozostawiając go samego z myślami. Po drodze zgarnęła juki i z posępnym wyrazem pyszczka, zaczęła odchodzić w stronę Komisji Poborowej Equestrii.
Odpowiedz
#3
Niebieski ogier wychynął zza budynku i podszedł do drzwi, przechylił je i zaczął czytać ogłoszenie na nich, by upewnić się, że trafił we właściwe miejsce...
Tak, to dokładnie to miejsce.
Wszedł do środka i zaczął szukać okienka z ogłoszenia.

"Pobór... pobór... o, misje niemilitarne." Cholera, zamknięte jeszcze.

Usiadł na kanapie najbliżej okienka i postawił swoje juki przed sobą

"Ech... Jak zwykle przed czasem..."

Po paru minutach założył nogę na nogę i wziął swoją księgę "Ballad i romansów" i zaczął czytać znany mu już dobrze wiersz...
Chcesz tłumaczyć? Rób to z głową.
~ Starszy Łucznik Rekrut Kinro
Odpowiedz
#4
- Mamo, zrozum... - powiedziałam cicho, najmilej jak mogłam. Stojąc w pokoju nauczycielskim szkoły podstawowej w Canterlocie, gdzie po przeprowadzce mama znalazła pracę - To bardzo ważne dla Equestri. Coś się dzieję i szukają ochotników na jakąś wyprawę, a ja czuję się w obowiązku. Jestem gwardzistką jak ojciec...

- No właśnie, Ojciec... - odparła matka - On jest bardziej doświadczony niż Ty. Nie rozumiem Czemu.... - zaczęła. Oj, wiedziałam że się o mnie martwi - Poza tym, ty jesteś gwardzistką Księżniczki. Stoisz przy jej bo...

- MAMO... - lekko podniosłam głos, ale za chwilę przeprosiła za mój wybuch, spuszczając uszy - Księżniczce służę od lat i też się zgodziła. Poza tym, lubię poznawać nowe rzeczy i kucyki. A wyprawa, to dobry sposób na przygodę. Przecież wiesz że umiem o siebie zadbać. Wszystko będzie dobrze - Powiedziałam podchodząc i przytulając drżącą klacz - Nic mi się nie stanie, nie bój się - szepnęłam. Ocierając się z nią nosem. Jak za źrebięcych lat. Po czym uśmiechnęłam.

- Życz nam szczęścia, Mamo... - miałam na myśli nasza przyszła drużynę. Nie wiedziałam z kim przyjdzie mi wyruszyć. No, ale raczej nie będę sama? Miałam taką cicha nadzieję.

Wychodząc z szkoły, zwracałam na siebie uwagę chyba połowy źrebaków. Nie często chyba widziały w szkole kucoperza w zbroi. Ale, miła odmiana było, że przynajmniej nie było złośliwych szeptów. Które słyszałam niemal codziennie za źrebięcia. Od Monorogich "kolegów z klasy". Pokręciłam głową, te czasy dawno minęły. A Crystal Aria i Soft sound, moje dwie najlepsze nie-kucoperzowe przyjaciółki pokazały mi, ze nie wszystkie kucyki śmieją się z nas i boją. Nie można nienawidzić wszystkich, bo jakaś grupa była dla mnie podła i to za młodu.

Kiedy zbliżyłam się już do punktu poboru, było tam już wiele kucyków. Cóż, centrum Canterlotu zawsze taki był. Zerknęłam na znane mi ogłoszenie na drzwiach, po czym weszłam do budynku.

- Witam... - zwróciłam się do ogiera siedzącego na kanapie, czytającego jakąś książkę. Zmrużyłam lewe oko i przypatrzyłam tomowi, który czytał - "Ballady i Romanse"? - powiedziałam na głos - Ciekawa książka... - szepnęłam, przysiadając się do niego. Lekko grzechocząc moja zbroją - Ty też jesteś ochotnikiem? - spytałam wprost, po chwili.
Odpowiedz
#5
Jakaś klacz zwraca się... do mnie... ugh... rzadko się to zdarza z inicjatywy klaczy... co powinienem powiedzieć? Ehm...
"Tak"
Powiedziałem.
Po krótkiej chwili ciszy dodałem:
"J-jestem ochotnikiem na misję, tę, no wiesz, heheh, zwiad i w ogóle. Zapewne będzie fajnie i liczę, że i płaca będzie niczego sobie... Ach! Timeline jestem! Cz-cześć!"
Nieco skrępowany, zamknąłem książkę i położyłem na nogach.
"Jesteś... kucoperzem?"
Chcesz tłumaczyć? Rób to z głową.
~ Starszy Łucznik Rekrut Kinro
Odpowiedz
#6
Korra wlokła się w stronę wrót, udzielających dwa zupełnie różne światy, służbę dla Equestrii oraz zwykłe, codzienne życie. Gdy pierwsze łzy zaczęły spływać po jej policzkach, zarzuciła na głowę szary kaptur, przysłaniając pochylony pyszczek. W srebrzystej aurze pluszowy kotek wychynął z toreb u jej boku. Wtuliła się w niego, stając przed wielkimi z jej perspektywy drzwiami. Przez dłużą chwilę wpatrywała się w nie, podczas gdy łzy spływały z jej ukrytych pod kapturem oczu. W końcu jednak, srebrzysta aura objęła również drzwi, otwierając je. Po wejściu do pomieszczenia, długogrzywa klacz, ze spuszczoną głową i kotkiem przy boku usiadła na jednej z wolnych kanap. Wtuliła się wtedy kopytkami do maskotki, jakoby byłby by ona jej jedyną otuchą.
Odpowiedz
#7
Ten ogier wyglądał na bardzo zestresowanego... Cóż, nie dziwiłam mu się. Sama byłam lekko zdenerwowana tym, co chciałam zrobić. lecz jako żołnierzowi, było mi łatwiej sobie z tym radzić. A On? Wyglądał mi na cywila.

- Bardzo miło mi cię poznać... Timeline... Ja jestem Accurate... - Uśmiechnęłam się - Accurate Memory. I, tak jestem kucoperzem. Coś nie tak? Nie, nie musisz się mnie bać - powiedziałam cicho. Chyba się zaczynało. NIE! Nie myśl o tym, to może być całkiem miły kucyk - Skoro mamy być partnerami... To powinniśmy się poznać - kontynuowałam. Gdy nagle moją uwagę przyciągnęła wchodząca klacz w kapturze. Która usiadła na innej sofie i tuliła jakiegoś pluszaka w kopytkach. Po srebrzystej aurze poznałam, ze była jednorożcem. I... Chyba płakała.

- Wybaczysz mi na chwile? Timeline? - spojrzałam na ogiera - Serce mi się kraje, gdy widzę coś takiego... - mówiąc to, skinęłam pyskiem na wyraźnie przybitą jednorozkę - Pójdę do niej na chwilę... - szepnęłam - Nie zostawia się kucyków w takim stanie. Samych sobie...

Podeszłam wolnym krokiem do kanapy, na której siedziała owa klacz. Usiadłam obok niej, chwile milcząc. Po czym delikatnie spróbowałam objąć kopytem, by jakoś ją pocieszyć. Ojciec był twardym ogierem, trudno było u niego znaleźć ciepło, którym odznaczała się matka. Która poświęciła się źrebiętom. Dlatego mimo, że poszłam za przykładem ojca to nie potrafiłam przejść zupełnie obojętnie obok czegoś takiego.

Nic nie mówiłam, chciałam by sama zaczęła rozmowę. Nie obejmowałam jej też zbyt mocno czy nachalnie, nie byłam pewna jak może zareagować.
Odpowiedz
#8
W pierwszym odruchu właścicielka pluszaka drgnęła zaskoczona, jednak po krótkiej chwili wahania, wtuliła się w nietoperkę. Wtedy właśnie, jej szloch zaczął być słyszalny dla Accurate.
Gdy jednorożec wypłakała się, wtulona w gwardzistkę, wszeptała zmęczonym od płaczu głosem

– Dziękuję. - Po czym delikatnie uwolniła się z uścisku, jednocześnie w srebrnej aurze zaczęła unosić się chustka, wyciągnięta najwidoczniej z juków. Wytarła w nią zapłakany pyszczek, po czym zdjęła kaptur. Na jej twarzy zawitał delikatny uśmiech, zakrywający smutek który mimo wszystko był widoczny. Spojrzawszy na gwardzistkę powtórzyła, nieco bardziej radosnym tonem – Dziękuje, naprawdę. Ja... to wszystko jest dla mnie trudne, przepraszam. - Po tych słowach uśmiech na twarzy zaczął gasnąć, jednak po krótkiej chwili powrócił jeszcze większy wraz z przyjaznym spojrzeniem rzuconym w stronę kucoperzycy. - Miło mi cię poznać, Accurate, tak? Ja nazywam się Korra – klaczka podniosła leżącego obok niej kotka, który upadł gdy gwardzistka pozwoliła wtulić się w siebie granatowogrzywej – A to, sir Puszekwald – machnęła łapką kotka w powitaniu, jednocześnie delikatnie przekrzywiając swój pyszczek, na którym malował się przyjacielski uśmiech.
Odpowiedz
#9
Świetlne promienie zaczęły razić mnie od odbijającego pękniętego lustra. Nie było jeszcze południa kiedy sięgnęłam po otwartą butelkę stojącą przy łóżku, miałam chęć zrobić wszystko by zabić smak będący w moim pyszczku i ogarniające mnie suchoty będące wynikiem wczorajszego urwanego filmu. Podniosłam lekko powieki opróżniając butelkę AppelJecka Danielsa z resztek alkoholu będącego na dnie po czym cisnęłam butelką w stłuczone lustro tak że teraz pękło jeszcze na środku. Butelka pękła w pół i roztrzaskała się o podłogę, jestem na kacu i do tego zła że w butelce było tak mało alkoholu który nie zdołał ugasić mojego pragnienia. wstałam z łóżka i ruszyłam do kuchni, nad lodówką szafka trzymała ostatnie dwie butelki złotobrązowego nekatru które wylewitowałam z niej wracając do łóżka.
" Tylko 2ie, będę musiała wieczorem uzupełnić zapasy" - pomyślałam potykając się o stertę brudnych ubrań na podłodze wędrując w kierunku łóżka. W pomieszczeniu było szaro, okna zamknięte zasłonięte żaluzjami i lekko odchyloną zasłoną nie dostarczały zbyt dużej ilości światła do pomieszczenia jednak od wschodu zawsze promienie padały na lustro oświetlając przeciwległą ścianę, przynajmniej robiło to do momentu w którym nie rzuciłam w nie pustą butelką po whiskey. Nieznośny zapach brudnego prania na podłodze roztaczał się po mieszkaniu, wśród stosu ubrań znajdowały się mundury wojskowe, czapki, kamizelki, opaski i wiele strojów które nosi się pod pancerze by te nie obcierały, wszystkie rzucone w nieładzie na górkę innych bardziej nieformalnych strojów bądź rozrzucone po podłodze.
Na stoliczku obok łóżka widniała kartka będąca pismem biurokratycznym degradującym w hierarchii militarnej do stopnia szeregowca, pod nią natomiast kolejna kartka a na niej reklama oddziału poborowego szukającego ochotników do ekspedycji. Otworzyłam butelkę trunku po czym w stosie swoich rzeczy zaczęłam grzebać swoim kopytkiem szukając małego plecaka w siodle bojowym do którego włożyłam drugą butelkę.
Siodło założyłam na swój grzbiet i wyszłam z pokoju do przedpokoju a następnie ruszyłam do drzwi frontowych.
"Ja im jeszcze kurwa pokaże!"- wrzasnęłam do całego świata uderzając z całych sił drzwi kopytem które z hukiem się otworzyły. Wyszłam z budynku w złości sącząc co kilka kroków swój trunek kierując się w stronę biura poborowych.
Minęłam sklep w którym kupuje jedzenie, zazwyczaj to były wypieki które czerstwiały u mnie na stole i które spożywałam następnego dnia lub kilka dni później rano jak sobie o nich przypomniałam, na przeciwko sklepu po drugiej stronie ulicy jest bar którego jestem stałą bywalczynią. Mają tam najlepsze frytki w całej Equestrii idealna przekąska do ich cydru robionego na miejscu z jabłek które sprowadzają. Zawsze przychodziłam tu z moją siostrą Black kiedy wracałam z misji i miała dzień wolny ale już tu z nią nie zaglądam.
Od 4 lat Black Rose leży na cmentarzu na obrzeżach miasta - "Za niedługo mija rocznica jej śmierci"- pomyślałam sobie biorąc spory łyk z przechylonej butelki. Mijam inne kuce patrząc na nich tak im zazdroszcząc jak mało wiedzą o wojnie i jej okropnościach, o niektóre obijam się przechodząc i starając złapać równowagę.
- Z drogi - szturcham parę klaczy plotkujących o czymś i tarasujących przejście, przechodzę pomiędzy nimi nie zwalniając kroku. Butelka whiskey lewituje nad moją głową będąc już w połowie pusta.
Mijam mieszkanie jednego ogiera o którego założyliśmy się z siostrą która go przeleci, ciacho jak mało kto a ten tyłeczek, oblizałam w zamyśleniu wargi na pamięć o tym co tamtego wieczoru robiliśmy, oczywiście zakład wygrałam ale Black nie miała czego żałować, pomimo fajnej budowy ciała nie grzeszył inteligencją ani niczym innym, szybko byśmy się nim znudziły gdybyśmy miały brać go za partnera na stałe.
Dochodzę do budynku w którym znajdują się biura komisji poborowej. Suchość w gardle przeszła jednak nadal odczuwam ból w skroni po wczorajszym piciu, ostatnie krople alkoholu wysączone z butelki lądują w moim pyszczku zaś pusta butelka ląduje na ścianie budynku tusz nad koszem na odpady roztrzaskując się w drobny mak.
Wchodzę po schodach i otwieram szeroko jednym ruchem drzwi pozostawiając za moimi plecami postronnych gapiów obserwujących mój tyłek który wlokę do wnętrza budynku.
Wielokrotnie byłam w tym budynku wiem co i gdzie się znajduje więc jak mijam jeszcze zamknięte biuro nowopoborowych mijam je udając się do pobliskiej toalety za potrzebą. W korytarzu mijam nietoperka w ich pancerzu gwardzistów, niecodzienny widok dla zwykłych kuców jednak wiem co te maszkary potrafią zdziałać na polu walki kiedy zapada mrok a te jakby nigdy nikt przenikały ciemności wtapiając się w cienie księżyca znikając w miejscu gdzie stały. Dobrzy z nich zabójcy, cisi pod osłoną nocy i posługujący się własnym rodzajem magii który pozostaje tajemnicą dla postronnych.
Otworzyłam drzwi łazienki i weszłam do środka, głośne beknięcie w akopaniamencie pierdu dobył się z mojej kabiny kiedy załatwiałam swoje sprawy.
Wyszłam z pomieszczenia i usiadłam na ławeczce naprzeciwko nietoperka i jakiegoś kuca, zaczęło mnie znowu nużyć więc zamknęłam oczy w oczekiwaniu na otwarciu biura.
Odpowiedz
#10
Czekaliście. To było najnudniejsze dziesięć minut waszego życia.
W końcu usłyszeliście odgłos kopyt. Stanowczy, zgrany, surowy odgłos stukania. To jedna z tych biurokratek, dźwiga ladę, przechodzi i lokuje się na swoim stanowisku. Po krótkiej szamotaninie, okienko zostaje otwarte, pojawia się w nim twarz klaczy, a obok pojawia się napis "Misja 4042"
– Proszę! Kto na misję do Stepów Hoofingtońskich, zapisy tutaj! – krzyczy jak typowa biurokratka.
Chcesz tłumaczyć? Rób to z głową.
~ Starszy Łucznik Rekrut Kinro
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości