Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
[PBF] "Equestria na skraju wojny"
#21
Już chciałam odpowiedzieć o sobie... Kiedy dostaliśmy ochrzan. Az stojąc na baczność, spuściłam uszy... Dobrze tylko, że dostaliśmy te monety. Będę mogła dokupić prowiantu na drogę. Miałam trochę w jukach, no i moja manierkę. Ale nie wierzyłam, by woda wytrzymała dłużej niż na jeden dzień. Zanim "wyparuje" i ujrzę jej dno, znaczy manierki.

- Korra, Timeline powiem wam... Że ten ochrzan, był już początkiem strasznego... Ale zaledwie początkiem... Przypomniała mi się akademia wojskowa i nasz kapral... Ten to był dopiero skur... - ugryzłam się natychmiast w język - Niemilec, tak... Cholerny niemilec - odetchnęłam głęboko, gdy wszystko się skończyło - I, nie znam tanich aptek... Ale znam dobra knajpę, w której można dostać jedzenie no i mięso... Oj, wybaczcie... - zasłoniłam pysk kopytem.
Odpowiedz
#22
- Tia, tia Blob znam zasady, zobaczymy ile z tego co podobno wiecie okażę się prawdą. - wstałam z siedzenia i wzięłam 20 złotych monet. Zbliżając się do drzwi wyjściowych.
- Drużyna? Niech będzie macie pół godziny kupcie wyłącznie sprzęt, zaopatrzymy się w Ponyvile obecne ceny w Canterlocie to ździerstwo a tam przynajmniej będzie świeże. Będę na was czekać przed budynkiem. - Wychodzę otwierając szeroko drzwi by wpuścić do środka trochę słońca - 30 minut więc ruszać się - mówię na odchodnego za siebie.

Trzeba będzie kupić prowiant na 2-3 dni i ze 2-3 butelki wody do tego jakaś maczetę choć niekoniecznie, będziemy mijali Ponyvile i zapewne sady apple gdzie będzie można tanio zakupić świeży prowiant. Potrzeba mi z tego miejsca, żyłkę i haczyk oraz sznur który kupie w Ponyvile, podążam więc do najbliższego sklepu wędkarskiego, maczeta przydałaby się jeżeli zdecydujemy się na bagna ale jeżeli będzie ciężko to wypalę nam drogę. Do Ponyvile dostaniemy się pociągiem i to trochę uszczupli budżet ale zaoszczędzimy drogi a jako militarni dostaniemy ulgę na przejazd.
Najgorzej będzie jeżeli zdecydujemy się na góry, skaliste zbocza i trudna droga bardzo kręta jednak będziemy mogli uzupełnić sprzęt w gryfich miastach i rozwiązać nasz drugi problem.
Sam wybrałabym najkrótszą drogę na tereny podmieńców zatrzymując się niedaleko wodnych akwenów, by upolować coś, Everfree jest zdradliwe jednak nie ma tam niczego czego bym już nie widziała gdzie indziej a mięso manticory pomimo trucizny jest zjadliwe jeśli wie się jak je przyrządzić.

W Canterlocie jest kilka sklepów z wysokiej jakości sprzętem specjalnego przeznaczenia jednak to wszystko są drogie rzeczy patrząc że wszytko musi być sprowadzane, najbliższy taki jest kilka przecznic dalej i właśnie w jego stronę się udaję.
Odpowiedz
#23
Korra uśmiechnęła się do Timeline – Z radością skorzystam z twojego towarzystwa, sama jakoś nie potrafię jeszcze odnaleźć się w tym mieście, jest takie wielkie.
Gdy Gravity Heat rzuciła swoje rozkazy, Korra stanowczo spojrzała w jej oczy i powiedziała równie stanowczym głosem – Nie. - Chwilę potem troszkę się zmieszała – Znaczy... ja nie uważam żeby to był dobry pomysł pani Gravity Heat, tak? Czeka nas całkiem długa wyprawa, i nie powinniśmy wyruszać tak prędko. Ze względu na to co nas może czekać... podmieńce... uważam że powinniśmy lepiej się poznać i zaprzyjaźnić, zanim rozpoczniemy podróż. - Tu skierowała swoje słowa do wszystkich, z uśmiechem na pyszczku – Co wy na to? Spędzimy przyjemny dzień na integracji, poznamy się ze sobą nawzajem, a z samego rana wsiądziemy w pociąg do Ponyville i rozpoczniemy naszą przygodę? Wiedza o nas nawzajem pozwoli nam się nawzajem lepiej chronić oraz ufać sobie nawzajem, a to bardzo ważne przy takich wyprawach.
Więc? Co powiecie na odwiedzenie tej przytulnej knajpy o której mówiła Accurate? Umm.. ja bym dołączyła troszkę później, bo wraz z Timeline chciała bym kupić parę rzeczy w aptece... mogą się nam przydać.
Odpowiedz
#24
Głos jednorożca odezwał się zatrzymując mnie więc odwróciłam głowę- Mi jest wszystko jedno jeżeli reszta chce się integrować to proszę bardzo, ja idę się przygotować i idę do baru o którym wspomniała gwardzistka, więc wiecie gdzie mnie znaleźć.
Odpowiedz
#25
Biurokratka schowała się za okienko, by móc tam w spokoju przewracać oczami na rozmawiającą grupę
– Mam nadzieję, że wyrobicie się z misją do mojego pogrzebu...


– Er... wiecie co? Może dajmy sobie czas do południa na zakupy i w ogóle, a potem spotykamy się pod zamkiem, co? Potem będziemy mieli czas na... integrację i w ogóle...
Spojrzałem po grupie, zatrzymując się dłużej przy najmłodszej klaczy.
– Musimy także rozplanować, ile zostawiamy sobie na żywność, ile na inne rzeczy. Tu jedynie możemy kupić leki, no ale ze 100 monet potrzebujemy, zostaje wtedy kolejne 100 na żywność...
Chcesz tłumaczyć? Rób to z głową.
~ Starszy Łucznik Rekrut Kinro
Odpowiedz
#26
- Do zobaczenia Pani Gravity - Korra pożegnała ją machając kopytkiem.
- Panie nauczycielu - rzuciła żartobliwie Korra - Gravity już poszła, a powiedziała że będzie czekać na nas w tej urokliwej knajpce o której opowiadała nasza Accurate, więc może lepiej tam się spotkać? Dwunasta jest jak najbardziej w porządku.
- Mamy, nie licząc tego co Gravity zabrała ze sobą... 150 monet... Ugh, sądzę że powinniśmy jednak kupić jakieś lekarstwa, więc jeśli nie macie nic przeciwko temu, chciała bym wydać na nie w granicach pięćdziesięciu monet. Jeśli któreś z was potrzebuje czegoś konkretnego, to powiedzcie, postaram się to kupić. Na bilety do Ponyville wydamy... trzy pełne i jeden ulgowy... 35 monet? Mniej więcej. Jedzenie, o ile kupimy je nie w Canterlocie, powinno nas kosztować pięć monet na osobę... ja mogę jeść połówki, więc około siedemnastu monet dziennie. Chyba że będziemy jeść nieco mniej smaczne rzeczy, to wtedy zmieścimy się w ośmiu monetach dziennie za nas wszystkich. Powinno nam wystarczyć pieniędzy na jakieś pięć dni? Nie jest dobrze... droga zajmie nam znacznie więcej. - Klaczka zmartwiła się silnie. - Potrzebujemy więcej monet... - Korra przegryzła wargę, usilnie szukając rozwiązania problemu - Spróbuję coś... Mam pomysł, ale będę potrzebowała całych naszych pieniędzy, postaram się je pomnożyć. Zgadzacie się?
Uśmiechając się przyjacielsko, Korra zwróciła się do Timeline - Nie przeszkadza Ci że po drodze do apteki, wstąpili byśmy do kilku innych miejsc?
Odpowiedz
#27
Timeline słuchał z uwagą słów klaczy. "Jak to, pomnożyć? Zamierza je wydać na hazard? Przecież to może zaważyć o losie misji!"
– Uhm... Mogę tego żałować, ale no dobra, zaufam ci, masz moje 50 monet. Na co konkretnie zamierzasz je wydać?
Chcesz tłumaczyć? Rób to z głową.
~ Starszy Łucznik Rekrut Kinro
Odpowiedz
#28
- Spróbuję je wydać, a na co? Cóż, to zależy od tego co uda mi się znaleźć. - zamyślony wyraz twarzy towarzyszył Korrze od jakiegoś czasu - Nie bój się - powiedziała przyjacielsko - w najgorszym razie zarobię mało. Od czasu gdy ukończyłam trzynaście lat, ani razu nie miałam straty.
Odpowiedz
#29
Przysłuchiwałam się rozmowie w milczeniu. Także, gdy Gravity już sobie poszła. Rozmyślając o prośbie mojej mamy, którą złożyła mi wczoraj. Miała jakąś książkę, pożyczoną od Twilight z tamtejszej biblioteki. A jeśli mieliśmy jechać przez Ponyvile, to chyba mogłabym... Moje myślenie, przerwały w końcu odgłosy rozmowy. Która chyba umilkła na chwilę.

- No, to mamy bardzo rozmownego dowódcę. Zupełnie jak w koszarach... - wypaliłam na głos do pozostałej dwójki - A co do tej knajpki, to jest urocza i dosyć tania. A co do pieniędzy, Korra.... - zamyśliłam się - Czuje, że kuszę los. Tak samo jak Timeline, ale niech ci będzie - podałam jej pięćdziesiąt moich monet.

- I, zgadzam się z Korrą. Jeśli mamy iść na podmieńce, powinniśmy się lepiej poznać. To nie jest już żadną tajemnicą, że Twilight rozpoznała królową... Poprzez jej jeden, zdawałoby się mały i nieistotny błąd - powiedziałam - Opowiadali sobie o tym gwardziści pałacowi... Ot, podobna prosta wyliczanka przy powitaniu, której fałszywa Cadenza, nie znała - wzruszyłam ramionami - A także zgadzam się z dowódcą - kontynuowałam - Kupowanie żarcia w Canterlocie na dłuższą metę, to głupota. Lepiej to zrobić na wsi...

A skoro już idziemy przez Ponyville, to chyba skocze do matki... Pożyczyła jedna książkę o magii z tamtejszej biblioteki... I miała ją pojutrze oddać. Więc, jeśli wyruszylibyśmy jutro... Chociaż chyba wyjedziemy jeszcze dzisiaj, tak sądzę... To oddałabym ta książkę za nią...
Odpowiedz
#30
Dowódcę? Nie sądzę Accurate. Pani Blaub nie wyznaczyła żadnego z nas na tę pozycję, więc wyruszamy jako równi. Co najwyżej ona sama siebie postrzega jako przywódcę, a to mi się nie podoba – powiedziała zmartwiona klacz – Nie chcę aby nasza drużyna opierała się na czymś takim, przepraszam, zwyczajnie nie akceptuje tego. Acuurate, widzmy się o dwunastej, w tej knajpce, dobrze? Ja wraz z Timelinem spróbuję zdobyć trochę pieniędzy a potem kupie parę drobiazgów. Więc, do zobaczenia? - Korra żegnając się, przytuliła kucoperza.

- Do widzenia Pani Blaub. - głos Korry był na tyle głośny, aby biurokratka była w stanie go usłyszeć. Gdy już klacz pożegnała się ze wszystkimi, niemo zaprosiła Timelina do rozpoczęcia podróży.

Biegając po całym mieście, wstępując do każdego napotkanego lombardu i antykwariatu, Timeline i Korra zgromadzili całkiem sporą ilość gotówki. Udało im się bowiem, zamienić stop pięćdziesiąt monet na dwieście dwadzieścia trzy monety. Nie był to zbyt rozmowny okres, Korra z zamyślonym wyrazem pyszczka liczyła i planowała, cały czas szukając sposobu na większy zarobek. Jak na godzinkę, nie był to zły wynik, i oboje byli zadowoleni.

W końcu, staneli przed małą apteką, gdzieś na obrzeżach miasta.
- Poczekał byś chwilkę? Szybko to załatwię, a jakoś łatwiej mi negocjować samemu. - Korra widocznie czuła się niezręcznie prosząc o coś takiego.
- Jasne... – wymamrotał Timeline, opierając się o ścianę.
Po uzyskaniu zgody towarzysza, Korra weszła dziarskim krokiem do budynku, uśmiechając się do widniejącego przy ladzie pracownika. Nie było to duże miejsce, ot parę szaf z wyłożonymi nań towarami. Większość sprzętu znajdowała się poukładana w szufladach, posegregowana w nikomu nieznany sposób. Był tutaj tylko jeden pracownik, nie było to centrum więc i więcej kucyków nie było potrzebne. - Witam! - Korra przywitała się kucykiem stojącym za okienkiem.
– Dzień dobry! W czym mogę pomóc? – zapytała radośnie młoda klacz za ladą
Korra przyjrzała się tabliczce, przypiętej do białego kitla aptekarki, starając się przeczytać znajdujące się na nim imię.
- Droga Pani Sili Mane, wraz z towarzyszami zgłosiłam się na misję wojskową, będziemy przeprowadzać zwiad na północ od Canterlotu, blisko imperium gryfów. Potrzebowała bym trochę wyposażenia, które pomogło by mi utrzymać moich przy życiu na wypadek... wypadku?
Klacz przechyliła głowę – Mamy wiele rodzajów bandaży, coś na krzepliwość, hm... Wodę utlenioną i spirytus...
– Och, jeszcze maści
– I witaminy...
– A także plastry!
- Znaczy... ja przygotowałam małą listę potrzebnych rzeczy, ale przydała by mi się pomoc w jej uzupełnieniu - Przyjacielsko wtrąciła Korra.
– Och... Trzeba było tak od razu... Co tam masz?
- Więc, potrzebne mi będą... morfina, kilka fiolek, z cztery były by w porządku - Korra zrobiła pauzę, oczekując na to aż Silly przyniesie owe specyfiki.
– Morfina... Uch... Morfina... To pod "M"... Mor... – mówiąc, grzebała w szufladzie z napisem "A-E"
– Niestety! Nie mamy morfiny. Sprzedana
- A może sprawdziła by Pani w szufladzie z literą... M? Może przez przypadek ktoś ją tam położył, proszę sprawdzić. Bardzo bym była wdzięczna.
Klacz spogląda na szufladę oznaczoną "M-O", otwiera po cichu szufladę i sprawdza, po czym powoli wyciąga cztery małe fiolki oznaczone nazwą "Morfina"
– Heheh... Coś jeszcze? - I położyła je delikatnie na ladę.
- Penicylina, również cztery fiolki.
– Peni... Ooo... Rozumiem – Klacz zachichotała i puściła oczko, gdy nagle zza zaplecza przybyła starsza klacz – Silly! Miałaś wołać! Nawet nie próbuj, dopiero co nauczyłaś się korzystać z kasy! – Młodsza klacz uskoczyła na bok, gdy starsza przemówiła – Co takiego potrzeba, kochanieńka?
- Oh, witam Panią - z przyjacielskim uśmiechem wypaliła Korra - Potrzebuję zaopatrzenia na misję zwiadowczą za Słonymi Bagnami, Silly to Pani...? - zapytała z nutką ciekawości.
– Ach, Silly to moja uczennica, niezbyt rozgarnięta (Hej!), ale dopiero się uczy. Hm, aż za Słone Bagna? To gdzie wy idziecie? Zapewne potrzebujecie czegoś na zakażenia
- Na Stepy Hoofingtońskie, tuż przy granicy z ziemiami podmieńców. Jak już mówiłam Silly, mam małą listę potrzebnych rzeczy ale chętnie przyjmę każdą propozycję, bo nie jestem pewna co może nam się tam przydać.
– Hm, no dobrze, to co już mamy? Widzę morfinę, aż niewiarygodne, że Silly ją znalazła. Gratuluję – tu poklepała klacz po głowie. – No, to mamy przeciwbólowe, jeszcze mogę polecić Painstoper na migrenę, ale to raczej mało ważne do wyprawy
- To zdolna klaczka, na pewno będzie dobrą aptekarką - Z uśmiechem skomplementowała Korra - Potrzebowała bym jeszcze cztery fiolki penicyliny
– Penicylina powiadasz... – młodsza klacz znowu zachichotała – Raczej jej nie mamy, ale mogę polecić zamiennik, też zabija bakterie, w dodatku tańszy – Tu starsza klacz wyciąga paczkę tabletek podpisanych alfabetem nierozpoznanym przez ciebie
- A i ten Painstoper... może się przydać, mamy sporo klaczy w drużynie, a wie pani, jakie mamy skłonności do migreny...
Klacz skinęła głową i jednym ruchem wzięła z półki jakąś paczkę i dała na ladę. Paczka oczywiście została podpisana "Painstoper"
- Proszę jeszcze o flakonik jodyny i etanolu.
– Jodyna raz... – otwiera szufladę podpisaną A-E i wyciąga flaszeczkę alkoholu etylowego – A, nie, to jest etanol, no i jodyna... – otwiera kolejną szufladę i wyciąga butelkę jodyny – Mamy tylko w takich opakowaniach, trochę nieporęczne, ale za to cena nie jest jakaś niebotyczna
- nie ma problemu, ugh, jakieś dwie łubki, do usztywnienia złamania i bandaże elastyczne.
– Hm... łubki, Silly, gdzie dawałaś łubki? – Klacz wyciąga się, by dostać bandaże. – Ile tych bandaży?
- trzy opakowania? Nie wiem, chyba wystarczą.
Młodsza klacz poczęła gorączkowo szukać desek, które gdzieś schowała
Starsza klacz wręcza ci trzy rolki bandaży elastycznych, natomiast młodsza wraca z dwiema deskami, które wręcza ci, przy okazji uderzając nimi o kant okienka
- strzykawka wielorazowa wraz igłą, skalpel oraz nić chirurgiczna z igłą do zszywania ran.
– Silly idź po... Nie! Sama po to pójdę, ty poszukaj nici, gdzieś będą tu pod ladą, mamy tam nierozpuszczalne – Starsza klacz pobiegła za zaplecze, szukając strzykawek i igieł, natomiast młodsza po prostu wyjęła sterylnie zapakowaną nić chirurgiczną i położyła na ladzie
Po dłuższej chwili starsza klacz dalej nie wraca, więc młodsza opiera głowę o kopytka na ladzie i pyta – Coś jeszcze może?
- Te plasterki o których mówiłaś... było by wspaniale jakbyś znalazła jakieś opakowanko. Kinro
– Och! – Klacz poczęła szukać opakowania, które szybko znalazła i położyła na ladzie opakowanie o nazwie "Plastry elastyczne" – Proszę!
W tej samej chwili również przychodzi starsza klacz, która podaje strzykawkę ze szkła i paczki igieł chirurgicznych oraz do strzykawek. Obrzuca tym samym młodszą podejrzliwym spojrzeniem. – Proszę bardzo, czegoś jeszcze potrzeba?
- jejciu dużo tego już... - Korra zmartwionym wzrokiem spojrzała na kupkę przedmiotów na ladzie - Fentanyl, albo inny silny środek uspokajający, no i coś wspomagającego leczenie ran, maść, na przykład Cicatridina.
– Silly, gdzie dawałaś to pudło z czerwonym tym tym – pokazuje kopytem niezidentyfikowany kształt. Młodsza natychmiastowo wskazała kopytem obok drzwi do zaplecza. Starsza podeszła do pudła obok drzwi i zaczęła w nim szperać. – Fentanyl... chyba jest, ale Cicatridyny... nie, nie ma... Ale mamy na to zamiennik, chyba, Silly, sprawdź pod Z czy mamy Zetatyl. Młodsza sprawdza w szufladzie i wyciąga tubkę podpisaną "Zetatyl", natomiast starsza podchodzi z paczką małych flakoników Fentanylu.
- A do tego krople miętowe, paczka prezerwatyw, tabletki nasenne oraz coś przeciw biegunce - Korra wymieniła tę listę pośpiesznie, jakby chciała by jej część nie była zauważalna, jednocześnie skupiła spojrzenie na podłodze.
Nastąpiła krótka cisza, po czym młodsza klacz ponownie zachichotała i położyła na ladzie długo trzymaną w kopytach paczkę prezerwatyw. Starsza klacz spojrzała surowo na Silly Mane, po czym odwróciła się, by poszukać jakiś tani lek przeciwbiegunkowy. – Silly, krople miętowe – powiedziała, półmrucząc. – Tabletki nasenne są, ale mogą powodować lekkie zawroty głowy, więc nie przedawkowywujcie, a z przeciwbiegunkowych mamy... och, tylko jedno. Trzeba będzie sprowadzić...
Starsza klacz Korrze, albowiem lada już pełna, paczkę środków nasennych i przeciwbólowych, natomiast młodsza przynosi krople miętowe
- i jeśli to nie problem... jakąś porządną torbę na to wszystko – poprosiła Korra.
Klacz wyciąga sporą torbę i zaczyna pakować rzeczy, jednocześnie wymawiając ich cenę. – Morfina, trzy, penicylina, trzy, Painstoper, dwa, jodyna, jeden, etanol, jeden, łubki, sześć, bandaże, sześć, strzykawka, dwa, igły, dwa i dwa, plastry, jeden, Fentanyl, dwa, Zetatyl, jeden, pr... środki antykoncepcyjne, jeden, krople miętowe, jeden, tabletki nasenne, jeden, przeciwbiegunkowe, jeden. Ile mamy, Silly?
– Trzydzieści sześć!
– Jesteś pewna? – Klacz spojrzała na paragon. – Masz szczęście.
- A jakaś maluutka zniżka? - nieśmiało zaproponowała Korra - Czeka nas daleka droga...
– Jak to, zniżka? Jesteśmy najtańszą apteką w Canterlot, czego byś jeszcze chciała? – Po krótkiej argumentacji swoich poglądów, na którą składało się przedstawienie planowaj drogi wyprawy i aktualny stan portfela, poglądy młodszej zostały zmienione. – No ale one będą musiały sporo przejść i będzie im tak źle, a jak im się nie uda, bo zabraknie im pieniędzy?
Starsza klacz spojrzała matczynym wzrokiem na Korre. – No dobra, upuść jej te 12 monet za bandaże i łubki. To razem da nam?
– Uuuhm, 36... minus... 12... eee... Gdzie tu jest minus?
Starsza klacz pokryła twarz kopytem
– Dwadzieścia cztery monety
Korra wyciągnęła z juków mieszek, i układając w stosik, położyła dwadzieścia cztery monety na ladzie.
– Do widzenia i powodzenia w podróży. – Młodsza klacz pomachała kopytkiem, mrugnęła do Ciebie i dodała do pożegnań – Powodzenia!
Srebrzysta aurą objęła torbę, gdy Korra z wdzięcznością odparła - Dziękuję - Niosąc za sobą torbę, skierowała się do wyjścia - Do widzenia!.
Po wyjściu z apteki, Korra niosła za sobą torbę wypełnioną różnymi rzeczami. Podeszła do Timelina, i z poczuciem winy powiedziała - Przepraszam że tak długo, ale chyba mam wszystko co nam będzie potrzebne.
– Cóż, no dobra. Co tam masz? I równie ważne, ile zapłaciłaś?
- Więc... wydałam jakieś dwadzieścia cztery monety? - zakłopotany ton klaczy stał się mocno wyczuwalny - przepraszam, nie dałam rady kupić taniej.
– Dwadzieścia cztery? Przecież masz pół apteki w tej torbie... Co dokładnie kupiłaś? – Timeline próbował zajrzeć do środka, ale większość nazw nie brzmiała znajomo.
Korra lewitowała kolejne produkty przed pyszczek Timelina, tłumacząc mu jednocześnie ich przeznaczenie. W między czasie, za jego plecami, jedno z opakowań przelewitowało do jego juk.
– No nieźle. I generalnie wyszliśmy na plus. - Skomentował Timeline.
- Tak, poszło całkiem nieźle. Więc teraz idziemy do tej knajpki?
– No jasne! Gdzie to miało być?
Korra zamyśliła się przez chwilkę, szukając w myślach odpowiedzi na to pytanie - Z tego co pamiętam, jedyna knajpa w której serwują mięso, jest to stosunkowo niedaleko, o ile się nie pogubimy powinniśmy zdążyć na umówioną godzinę.
– No to szukamy... – powiedział ogier, po czym począł rozglądać się za barami w okolicy.
Po jakimś czasie, mniej więcej w połowie drogi Korra wyraźnie zwróciła uwagę na kogoś w tłumie. Lekko zakłopotanym głosem powiedziała - uch, wybacz Timeline, ale widzę dawnego znajomego, spotkamy się na miejscu?
– Er... No jasne, jak sam znajdę to miejsce, trzymaj się.
- To zajmie mi tylko chwilkę, widzimy się na miejscu - rzuciła Korra z uśmiechem, i odeszła w stronę tłumu.

Jakiś czas później, Korra wkroczyła do podziemia pewnej kamienicy. Cały rozbudowany system piwnic, był połączony w jeden bar. Było to przytulne miejsce o swoistym klimacie, wywołanym ogólnym półmrokiem. Drewniane stoliki ozdobione były bowiem jedynie niewielką ilością świec. Nie było to zatłoczone miejsce, każdy z gości mógł znaleźć dla siebie wygodne miejsce. Korra rozglądała się za jakimś większym stolikiem, przy którym siedział by ktoś znajomy, najpewniej Timeline z drużyną. Gdy kogoś zauważyła, przysiadła się do niego, kładąc obok siebie wszystkie swoje bagaże. Było tego dużo, nawet za dużo. - H-hej, wybaczcie że tak długo, zagadałam się o starych czasach z przyjacielem. Jesteśmy już wszyscy? - po usłyszeniu odpowiedzi klacz wstała – wybaczcie na chwilkę, zamówię coś. Ktoś coś chce? - gdy padła odpowiedź, Korra podeszła do szynkwasu, a chwilę później wróciła z zamówieniem. Dla siebie zamówiła jakiegoś cudacznego drinka, wielokolorowego, przyozdobionego owocami, parasolem oraz zakręconą rurką.



Odpiska napisana we współpracy MG, w trakcie jej pisania nie ucierpiało żadne żywe zwierze.
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości