Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
[PBF] "Equestria na skraju wojny"
#31
W końcu znalazłem umówioną knajpę. Od razu po wejściu, zostałem przywitany przez zapach papierosów i wędzonego mięsa. Nie takie rzeczy wąchało się jako nauczyciel w szkole gimnazjalnej...
Przechadzałem się po tej piwnicy, wystrojonej na wzór jakiegoś fikuśnego saloonu, aż znalazłem Gravity i siedzącą przy niej Accu.
– Cześć, co tam?
Przysiadłem się do nich i próbowałem jakoś zacząć interesującą rozmowę.
– Przytulnie tu jak na piwnicę...
Chcesz tłumaczyć? Rób to z głową.
~ Starszy Łucznik Rekrut Kinro
Odpowiedz
#32
Jasne... - odpowiedziałam z uśmiechem... Ja chyba pójdę, już... - odparłam, kiwając głowa naszej Poborowej. Po czym wyszłam. Wzbijając się w górę i zaczęłam śledzić Korrę i Timelinea. Nie było to może łatwe, gdyż kucoperzowi trudno wtopić się w tłum, zwyczajnych kucyków. Ale chichotałam widząc, jak biegają od jednego lombardu do drugiego. No, niezły plan, Korra.

Zostawiłam ich w pobliżu apteki. Do umówionego spotkania miałam jeszcze chwilkę, więc postanowiłam polecieć do pracy mojej matki. Ech, znów w murach domu dla źrebaków. W którym mogły zyskać wiedze, cóż... Spędziłam w takich murach, wiele pięknych lat... Tfu! Pięknych inaczej, no, gdyby nie ta dwójka przyjaciółek? Nie, nie myśl o tym.

Skierowałam się pomiędzy chodzącymi po korytarzu źrebiętami, ku gabinetowi nauczycielskiemu. Taszcząc ze sobą moje juki. Znów dzwoniąc moimi metalowymi butami po podłodze.

Hej, hej!! - krzyknęłam do grupki trzech kucyków, które przydybały w kącie jakąś małą kucoperkę i wytykały kopytkami.

- Beksalala!! Beksalalla!! - wyzwiska od beksy, jednak szybko ucichły, gdy wzięłam jednego z gagatków za kark i podniosłam do góry, jak kocię.

- Coś ci w niej nie pasuje? A może ja też mogę się trochę poznęcać? - wystawiłam kły w szerokim uśmiechu, gdy mały się skulił - A może pójdziemy wszyscy razem do wychowawcy, a tam grzecznie opowiecie, co robiliście? Hm? - spytałam, słodkim głosem - Oj, źrebiątka były niegrzeczne... - skinieniami głowa na spłakaną dziewczynkę, która schowała się za mną.

- No chyba, że mam do was przylecieć w nocy, gdy będziecie spały... - podchodziłam powoli z ogierkiem w uścisku. A te brzdące same skuliły się w kącie, tam, gdzie jeszcze chwile temu męczyli swoją ofiarę - Och nie, wypije tylko troszeczkę... - oblizałam się po długich kłach. Niemal stykając się z ich przerażonymi pyszczkami, swoim. Nie, tylko żartowałam. Kucooperze nie żywiły się krwią kucyków, może kiedyś? Tego dokładnie nie wiedziałam. Ale wiedziałam za to, że niemal siusiali po kopytkach, gdy patrzyłam w ich oczy.

- A teraz, grzecznie pójdziecie za mną... - syknęłam i rozejrzałam się na około. Korytarz był pusty, tak jakoś dziwnie. Dostrzegłam tylko głowę źrebaka, nieśmiało wyglądająca zza jakiegoś winkla - No, na co czekacie? - spytałam małych cwaniaczków. Stawiając przy nich, teggo którego dotąd miałam w kopytach - Do wychowawcy... Jazda. Raz, dwa. Raz, dwa! - komenderowałam. Prowadząc sznureczek łobuzów, z opuszczonymi głowami. Wioząc małą kucoperkę na grzbiecie, do gabinetu mojej matki.

- ja, dziękuje, proszę pani... - pisnęła mi do ucha klaczka - Oni mi tak codziennie... - jęknęła.

Westchnęłam ciężko... Naprawdę, jeśli jeszcze raz to zrobią, a wrócę i się o tym dowiem. Osobiście dopilnuje, by dostali kare kucoperzy... Oj, pamiętam ten jeden raz... Wisiałam wtedy za ogonek, jakieś pół metra nad ziemią, bym nie podpierała się przednimi kopytkami. po dwóch godzinach myślałam, że mi głowę rozerwie, a kopytka odpadną. Bezwład kopytek, ciągniętych w dół i nienaturalna ich pozycja. Stawy bolały długo potem. Ale było to tymczasowe... Nie robiło krzywdy, tak samo jak pas...

Jakiś czas później, wylądowałam zdyszana obok budynku. W którego piwnicach była znajoma mi knajpa. O której powiedziałam reszcie. W jukach miałam książkę traktująca o magii transmutacji. Np. Jabłka w karoce. Nie mieściło mi się to w głowie, ale skoro się dało to zrobić, to nie moja brocha... Matka potrzebowała tego do jakiejś teorii w szkole. A ja obiecałam, że ja oddam. Gdybym miała róg, zamieniłabym te trojkę gagatków w... Ślimaki. O tak, niektóre małe kucyki, uwielbiały je deptać. Dzieci bywają okrutne...

Uśmiechnęłam się, wchodząc w półmrok baru i wciągnęłam głośno powietrze - Domek, jak miło - zarechotałam. Podchodząc do baru.

- Witaj Accu... - zwrócił się do mnie znajomy barman, kucoperz, jak ja - Niech zgadnę, podać cydr na kreskę, a potem mi oddasz? - spytał. nalewając alkohol. Znał mnie, zawsze spłacałam długi. Byłam praworządną osobą.

- Tak... Grey Night - odparłam - Załapałam się na dobrą fuchę, trochę niebezpieczne, ale chyba się opłaci. I nie tylko pieniądze się liczą... Słuchaj. Nie widziałeś tutaj takiej dwójki? - opisałam pokrótce wygląd Korry i Timelinea... A Grey wskazał stolik kopytkiem. Przybiłam jeszcze kopytko z barmanem, wzięłam napój i skierowałam się do stołu, przy którym siedziała reszta - Teraz już wszyscy, Korra. I ja dziękuje, już mam swoje... - odparłam
Odpowiedz
#33
- Więc? - Korra skosztowała swojego drinka, a na jej pyszczku pojawił się wyraz rozkoszy - Co o tym wszystkim sądzicie, o podmieńcach i tej wielkiej wojnie? - Tu klacz spoważniała, lekko odsuwając wystrojoną szklankę poza zasięg swoich ust.
Odpowiedz
#34
- Cóż... - powiedziałam, przysiadając się i rozglądając po kompanach - Ale najpierw... Wybaczcie, że od razu nie podeszłam - Widziałam, że siedzicie... Ale do baru pochodzę zawsze, gdy tu wejdę... mam tu przyjaciela. A i rożnych rzeczy się można dowiedzieć. O to, czy was widział, tez pytałam z przyzwyczajenia... - uśmiechnęłam się - A co sądzę o wojnie? - upiłam łyk cydru z kielicha - Sądzę, że podmieńce jeszcze dostały za małego łupnia w chitynę, o to... To podła rasa... Trzeba się ich pozbyć z naszej krainy - odparłam.
Odpowiedz
#35
– Nie jestem jakimś sympatykiem wojny... Wolałbym, żeby panował pokój. Jak chcą uczuć, to przecież mogą to robić nie na chama, no nie? No ale cóż, taka moja rola, że jak widzę podmieńca, to muszę sprawić, by ten przestał widzieć cokolwiek... – powiedziałem, bawiąc się szklanką.
Chcesz tłumaczyć? Rób to z głową.
~ Starszy Łucznik Rekrut Kinro
Odpowiedz
#36
Korra słuchając wypowiedzi członków drużyny, sięgnęła po napitek, pijąc go całkiem nie małymi łykami. Gdy już skończyli, jej szklanka była już pusta. - Więc nasza gwardzistka chce się ich pozbyć z Equestrii na zawsze, a pan nauczyciel chciałby się z nimi asymilować. Cóż, dosyć sprzeczne opinie, nie sądzicie? I tak samo wygląda to wśród moich znajomych. Albo życzą śmierci wszystkim podmieńcom, albo chcą z nimi żyć. - Korra na chwile odeszła, podchodząc do baru i wracając z nową porcją alkoholu, tym razem nieco innym rodzajem drinka. - Powiem wam - rozpoczęła biorąc porządnego łyka - że chyba to idzie w tą pierwszą stronę, znaczy, ku wybiciu całej tej zakłamanej rasy. Same podmieńce nas zaatakowały, a teraz my oddajemy im, o wiele bardziej krwawiej niż one z początku. Trzy królowe zabite, nie licząc tej pierwszej. Raczej nie sprawi to że będą chciały się z nami układać - Posępność słów klaczki była wyczuwalna w powietrzu. Ona sama raz po raz sięgała do swojej szklanki. - Obawiam się że wojna odżyje, i tym razem, będzie jeszcze gorzej. Podmieńca prawie nie da się rozpoznać, gdy on tego nie chce. Sama widziałam zaledwie jednego w swoim życiu, a i to przez przypadek. Pamiętacie co mówiła Pani Blaub? Rozpoznać ich się da tylko po akcencie. Tamtego, co go kiedyś widziałam, po akcencie rozpoznać się nie dało. Był idealny, typowy mieszkaniec Nevergarden. Obawiam się, że gdy wojna rozpocznie się na nowo, okaże się że wielu spośród naszych żołnierzy, polityków czy zwykłych rolników, niekoniecznie jest po naszej stronie. Te podmieńce nawet nie krwawią na zielono, jak niby mamy z nimi walczyć? - Gdy szklanka klaczy była pusta, ta chciała wstać i zamówić kolejny, jednak widocznie zawróciło się jej w głowie. Położyła więc pyszczek na stole i kontynuowała - Wybaczcie, mam słabą głowę i gdy wypiję, bierze mnie na pesymizm. - przepraszająco tłumaczyła się Korra. - Ale jak tu się nie martwić, skoro czeka nas walka z kimś kogo nawet nie możemy rozpoznać? Tak wiele straciliśmy przez tę wojnę, ja sama straciłam niemal wszystko, a zdaje się że to dopiero początek. Acuurate, ty znaasz księżniczkę Lunę, tak? Co ona, o tym wszystkim sądzi?
Odpowiedz
#37
Słuchałam moich towarzyszy, a w zasadzie przemawiającej Korry. Timeline, układać się z podmieńcami? Chyba żartował, ale moja mama tez była nauczycielem. Każdemu uczniowi dawała szanse...

- Cóż, moja mama, każdemu dawała szanse. Ale dawać szanse -podmieńcom? ONE NAS... Za Atakowały! Mogły to załatwić pokojowo, a jednak nie. Choć słyszałam że w jakieś wiosze... Chyba Maretine - zamyśliłam się - gdzieś miedzy Hofingtonem, a New Saddle... Taka miescinka rybacka. Była królowa, Kanashi Uta. Próbowała współżyć z kucykami, ale zabił ją jej własny sługa... Tak opowiadał jeden handlarz, w tej knajpie. Choć raczej, po kilku tęgich kuflach... Opowiadał bajki... - piłam powoli swoją szklankę. By się nie upić za wcześnie, ale widziałam jak robiła to Korra.

- Jeśli jednak to prawda, to widać, że nie jest w ich naturze pokojowa koegzystencja. Mogą zdarzać się co najwyżej jednostki... - tym razem opróżniłam już szklankę - A moja Pani? Chrysalis omal nie zmieniła, podobno, Celestii w jednego ze swoich... Umieściła ja w jakimś glutowatym kokonie... Ja sama tego nie widziałam, ale tak mówiono. Co więc ma uważać? Przegnanie podmieńców, uważa za słuszny wybór. Ale mówi o przegnaniu, jasne. My przegnamy, ONE wrócą. Uważam się za towarzyską, ale niestety, z nimi się nie da. One się nie asymilują, to ONE nas, asymilują. Jak już... - spuściłam uszy.
Odpowiedz
#38
Słuchałem rozmowy w milczeniu. Wojna była ostatecznością, a nie, jak powiadał Broken Sword, przedłużeniem pokoju.
Nie chciałem pić alkoholu... Wolałem popatrzeć sobie na tę arcyciekawą szklankę.
– Z tego, co wiem, podmieńcom nie zależy na martwych kucykach. A kucykom nie zależy na martwych podmieńcach...
Chcesz tłumaczyć? Rób to z głową.
~ Starszy Łucznik Rekrut Kinro
Odpowiedz
#39
- Podmieńcom może nie zależy na martwych kucykach, w końcu to one się nami żywią, ale za to my chcemy ich pozabijać. - Korra wylewitowała kilka bitów, i skierowała je do barmana - Jeszcze raz to samo poproszę - Po czym odlewitowała swoje zamówienie na stolik, znów ciesząc się smakiem alkoholu - Wyobraź sobie Timeline jak to jest, żyć w niepewności, bojąc się każdego dnia że twoi bliscy zostaną zastąpieni przez podmieńca. Sama księżniczka Cadence, została podmieniona, a jej ukochany tego nie zauważył! Ten strach sprawia że kucyki nie chcą aby istniały podmieńce, dlatego chcą aby umarły, wszystkie. Są jeszcze ci którzy ucierpieli na skutek ataku i wojny. Ci to w zasadzie nigdy nie wybaczą podmieńcom. Same księżniczki przecież wydały wyrok na podmieńce, wypowiadając im wojnę, teraz to się nie zatrzyma, dopóki, dopóty wszystkie nie będą martwe. Nikt nie będzie słuchał ich prób zawarcia pokoju, zobaczycie. Prędzej takiego podmieńca zatłuką halabardami, aniżeli wysłuchają - Nowa szklanka była już do połowy pusta - Nienawidzę tych plugawych podmieńców, za to co mi zrobiły, ale jednak... trochę mi ich żal.
Odpowiedz
#40
Timeline ponownie zagłębił się w myślach.
Potrafił strzelać, ale czy strzeliłby do kogoś, kogo nie uważał za godnego wroga?
Przecież to jest niemożliwe, by kucyki toczyły wojny...
Z pewnością musiał być jakiś sposób na pokojowe rozwiązanie konfliktu.
Poczułem się bardzo smutny, niemal przygnębiony myślą, że przyszłe pokolenia mogą dalej toczyć jakieś wojny...
Nie, kiedyś będą mądrzejsi. Przecież nie wysadzą siebie nawzajem czy coś...
Może powinienem odpuścić sobie przygody? Nie... Nie mógłbym zawieść drużyny. Jeśli trzeba będzie, zrobię co trzeba!
Zamówiłem butelkę wódki.
– Na sucho nie mogę tego przeboleć, wybaczcie.
Chcesz tłumaczyć? Rób to z głową.
~ Starszy Łucznik Rekrut Kinro
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości