Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
[PBF] "Equestria na skraju wojny"
#61
Godzina 19
Z drobnym opóźnieniem, w końcu jesteście w Ponyville.
Podróż była bardzo cicha, niczym nie zmącona oprócz jakiegoś niedoszłego samobójcy, który pomylił tory i przyciął sobie nogi...
Pociąg musiał się zatrzymać. Natychmiastowo wbiegła Korra i Accu. Jedna służąc swoją opaską uciskową, druga zabezpieczając rany. Samobójca zapewne wolałby "nie pomagajcie mi a dobijcie!", jednak poziom bólu powodował, że musiał komunikować się samymi samogłoskami. Najczęściej "A".
W końcu przybyła karetka, która przejęła subiekta.


W końcu wyprostowałem nogi. Co prawda głowa bolała mnie jak nigdy, ale nie było aż tak źle.
Wyszedłem na peron, gdy nagle zauważyłem dosyć niecodzienny w Ponyville widok

Do pociągu wsiadał właśnie jakiś wojskowy. Wyglądał na wysokiego rangą.
To był oficer Helping Hoof, jeden z szefów Equestriańskich Wojskowych Służb Informacji.
Co on tu robi? Gdzie on zmierza? Do Kryształowego Imperium? Przecież to miejsce nie podlega rządom Equestrii...
I dlaczego rusza tam późnym wieczorem?
Coś tu się kroi...

To nie jest jednak wasza sprawa. Waszą sprawą jest teraz znaleźć jakiś nocleg, inaczej trzeba będzie spać pod chmurką


Skutki: -1 bandaż (opaska została zwrócona zaraz po polowej amputacji i założeniu profesjonalnego wspomagania)
Chcesz tłumaczyć? Rób to z głową.
~ Starszy Łucznik Rekrut Kinro
Odpowiedz
#62
Korra podniosła swoje rzeczy i skierowała się ku wyjściu z pociagu. Drzemka dobrze jej zrobiła i wyglądała o wiele bardziej trzeźwo. A może to przez wypadek z tamtym kucykiem samobójcą? Stała na peronie, czekając aż wszyscy jej towarzysze zgromadzą się przy niej.
- umm, Accurate? Mam prośbę. Przechowała byś moje rzeczy? Chcę się spotkać ze starą przyjaciółką, korzystając z tego ze już tu jesteśmy.
- hej wszyscy, spotkamy się tutaj z samego rana? Wstąpimy wtedy na targ, kupimy trochę żywności i wyruszymy w dalszą podróż. Teraz już i tak wszystko jest pozamykane, więc odpocznijmy tę noc, dobrze? O ile dobrze pamiętam, w tamtym domku można wynająć pokoje. Mieszka tam starszy Pan, i chętnie dorobi sobie do emerytury. - tu wskazała na jeden z domów w okolicy. Gdy już wszystkie sprawy zostały umówione, przytuliła się na pożegnanie z Accurate i Timeline, a do Gravity pomachala kopytkiem, i odeszła w stronę domu jej znajomej.
Odpowiedz
#63
Och... Timeline... Jęknęłam w duchu. Jego domycie nie było wcale łatwe, ani przyjemne. Ale przynajmniej zaczął się normalniej zachowywać. Wiedziałam, że zimna woda pomoże. Korra tymczasem sprzątała to, co on napaskudził. Ale uśmiechnęłam się szerzej widząc, jak sam bierze mopa i sprząta. Może jednak równy z niego kuc i to nie były źrebaki w tej szkole? Będę musiała naprawdę o to zapytać, ale jeszcze nie teraz. Wagon był przewietrzony, Korra, albo kto inny pomyślał o otwarciu okien.

Korra tymczasem poszła się umyć za namowa naszego niebieskiego pochłaniacza procentów. Ja zaś powiedziałam cicho, nie byłam pewna, czy do siebie czy do Korry, której tu już nie było - Magia? po takim upojeniu? Nie jestem jednorożcem, ale chyba lepiej pracować kopytami - po tych słowach udałam się na swoje miejsce. Widząc niedługo potem, jak Korra słodko układa się do drzemki. Pewnie płytko spała, gdyż mój czuły, nietokucowy słuch, dobrze wyłapywał jej oddech... Skupiłam się na chwile nastawiając na nią uszy. Tak, spała raczej płytko, choć jej serduszko zwolniło... Uśmiechnęłam się. Nie wiedziałam czemu, jeszcze nie wiedziałam. Ale chyba zakochałam się w tej klaczy.

Nie mieliśmy jednak całkowicie spokojnej podróży. Jakiś kretyn chciał zabić się na torach, ale widocznie coś pomylił. Zamiast głowy, ucięło mu nogi. Takie rzeczy zdarzały się bardzo rzadko. Pozbyłam się mojej opaski uciskowej, ale być może było warto? Było warto, jeśli ten kucyk nie spróbuje znowu, a jeśli spróbuje? To już nie będzie nasza sprawa. Nie wiem nawet, czy usłyszał moją naganę i mały wykład o jego głupocie. Bo ciągle wrzeszczał, co oczywiście było w pełni zrozumiałe.

Podczas podroży, nie byłam jakaś rozmowna. Zatopiłam się we własnych myślach. Myślałam o mamie i tym niedoszłym samobójcy. Co go do tego skłoniło? Chyba nigdy się nie dowiem...

Zdziwiło mnie nieco, gdy do pociągu na stacji wsiadł Helping Hoof. wojskowy szef informacji? Wywiad? Tutaj? Okeeeej! Nie moja sprawa. Zasalutowałam mu tylko i odpowiedziałam Korze, która prosiła mnie o przechowanie jej bagażu.

- Ze starą przyjaciółką? Spotkamy... Rano. Okej - to mnie lekko ubodło. Miałam nadzieję, zaciągnąć korrę do łózka, albo siana i zabawić. Podobała mi się ta klacz. Choć nie byłam jeszcze do końca pewna swoich uczuć - Jasne, nie ma sprawy. Spotkaj się z przyjaciółka. ja muszę oddać książkę, którą dała mi moja matula - zaśmiałam się.

- Ok... Powiedziałam do reszty - Chyba plan Korry jest dobry. Mam nadzieję, że biblioteka Pani Spark le, nie będzie jeszcze zamknięta... Ciao! - powiedziałam. Kierując się do biblioteki. W wielkim drzewie, jak kiedyś słyszałam od matki. Sama nigdy nie byłam , akurat w tej bibliotece. Ale ciekawie byłoby coś takiego zobaczyć. Zapytałam jakiegoś przygodnego kucyka o drogę, i skierowałam we wskazanym kierunku.
Odpowiedz
#64
Accu:
Wędrowałaś w stronę biblioteki.
Tak, biblioteka w drzewie ponownie została otworzona, dzięki staraniom księżniczki Celestii.
No właśnie... Księżniczka Celestia, z tego co się dowiedziałaś, miała dzisiaj przyjechać do Ponyville! Ciekawe, czy już wróciła do Canterlot. Ciekawe także, co tutaj robiła, może chciała spotkać się ze swoją byłą uczennicą? Zapewne nie dowiesz się.

W końcu dotarłaś do biblioteki. Drzewo było o wiele... czystsze niż kiedyś. Miało mniej kurzu, brudu i mchu na sobie, a liście miało o wiele jaśniejsze. Co cię zdziwiło najbardziej, to to, że wszystkie żaluzje w oknach były zaciągnięte mimo wczesnej godziny i nikt nie odpowiadał na twoje pukania.
Cóż tam się dzieje? Jesteś pewna, że Twilight zamiast w pałacu, wolałaby mieszkać w bibliotece.
Czemu więc światło się pali, ale żaluzje pozostają zaciągnięte?
Czyżby Celestia odbywała "prywatną lekcję" swojej uczennicy?
Nie, to było złe, czemu nawet o tym pomyślałaś :I ...
Chcesz tłumaczyć? Rób to z głową.
~ Starszy Łucznik Rekrut Kinro
Odpowiedz
#65
He? - nikt nie uwierzyłby, jak bardzo się zdziwiłam, gdy odbiłam się od drzwi domu Twilight. Ale po chwili, faktycznie. Ksiezniczka Celestia miała odwiedzić swoja uczennice - Tylko, co ja teraz zrobię z ta książką? Nie mogę cie tu przecież zostawić, no nie? - spojrzałam na grube i stare tomiszcze - Twilight jak o niej słyszałam, zrobiłaby mi wykład. A mama... - nawet nie chciałam wiedzieć. Jaka byłaby zawiedziona. Jeśli bibliotekarka pomyślałaby, że to Ona to tak zostawiła. ONA, nauczycielka, i zrobiła JEJ wykład.

Obeszłam drzewo do okola, podlatując po zastanowieniu na balkon, i pukając w okno. Może usłyszy pukanie z pietra?
Odpowiedz
#66

Księżniczka Twilight Sparkle w końcu otworzyła okno, wypuszczając klacz do środka. Zapadło głuche milczenie, choćby wspomagane magią, zaś po chwili z biblioteki wyleciała Accurate, zmierzająca do umówionego domu starca.

Uważny obserwator zauważyłby także duży, szybki przedmiot, wylatujący niedługo później z okna biblioteki...

Jutro zaczyna się nowy dzień, jutro także zostaną wyegzekwowane porcje żywieniowe
Chcesz tłumaczyć? Rób to z głową.
~ Starszy Łucznik Rekrut Kinro
Odpowiedz
#67
Timeline radośnie wkroczył do domu starca wraz z Gravity.
– Dobry wieczór! Jest tu kto?
Powoli do drzwi podszedł jakiś stary kucyk. Zupełnie, jak mówiła Korra.
– Czego tu chcecie, dzieciaki?!
Timeline znosił dużo rzeczy, ale nie jednego.
Lekceważenia.
– Proszę pana, jesteśmy na poważnej misji, prosto z Komisji Poborowej Equestrii i chcemy u pana przenocować! Czy mógłby nam pan użyczyczyć pokoi? Trzy osoby, dwie klacze, jeden ogier. Dałoby radę pomieścić się w jednym? Krucho u nas z pieniędzmi.

Po dłuższych negocjacjach wypożyczyliśmy nocleg za, o jakże brakuje nam Korry, dwadzieścia monet.

To była spokojna noc. W końcu mogłem się wyspać...
Chcesz tłumaczyć? Rób to z głową.
~ Starszy Łucznik Rekrut Kinro
Odpowiedz
#68
To była dopiero ciekawa misja kurierska... Pomyślałam w trakcie lotu ku wspomniane noclegowi i Pana Staruszka. Korra przyjaciółką samej Twilight Sparkle? Osobiste spotkanie z księżniczką? Niby wiedziałam ze przylatuje, no ale TO BYŁ ZASZCZYT! Niemal wykrzyczał mi jakiś głos w umyśle.

Byłam ciekawa, jak zareaguje na to reszta.

Kiedy przybyłam, wszyscy, oprócz Korry oczywiście, akurat już byli. Jednak byłam tak zmęczona, że po przywitaniu od razu położyłam się... A, nie... Powiesiłam na krokwi pod sufitem. Może to było dziwactwo dla innych kucyków, ale mi to nie przeszkadzało. Poleciałam wiec pod sufit w kącie pokoju i usiadłam na belce pod nim. Po czym, gdy już dobrze owinęłam wokół niej ogon... Tak dla asekuracji, odchyliłam w tył. Zawisając, miałam belkę która trzymałam w zgięciu tylnych kopyt. Owijając się skrzydłami, oczywiście wisząc głowa w dół. Wolałam to od łózka, w którym spałam w pokojach gwardii w pałacu. na wyprawie nie trzeba było wygód. A przyjemne uczucie napływania krwi do głowy, wystarczało.

Noc na szczęście była spokojna, więc mogłam się wyspać.
Odpowiedz
#69
Nastał poranek dnia drugiego.

Powoli się obudziłem. Nagle dostałem zawału na widok kucyka wiszącego w kącie
– OMÓJ... – ściszyłem głos. To była Accu. Wszyscy jeszcze spali...
Jak ona słodko... Ale strasznie... Spała.
Spojrzałem na Gravity, heh, ta żołnierka może być bólem w zadzie albo wielką przyjaciółką. Mam jednak nadzieję, że tym drugim się okaże.
Zaczęło mi burczeć w brzuchu, a nie chciałem zaczynać jeść jako pierwszy, w końcu kultura osobista zobowiązuje.
Pościeliłem łóżko i wyszedłem na zewnątrz, pobiegać trochę, nim wstanie pozostała dwójka.
W końcu była dopiero piąta rano, a o szóstej mamy zbiórkę.
Chcesz tłumaczyć? Rób to z głową.
~ Starszy Łucznik Rekrut Kinro
Odpowiedz
#70
Przez zasłonę mojego snu przebił się... Cichy, okrzyk? Nie byłam tego pewna. Ale to był kolejny bodziec, oprócz ustawionego w gwardii zegara biologicznego, który nakazywał wstawać. Ziewnęłam wiec głośno i... Rozłożywszy skrzydła, opadłam na wszystkie cztery kopytka jednocześnie. Robiąc coś w rodzaju salta spod sufitu. Na szczęście nie bolało, tak jak za kilkoma pierwszymi razami, gdy uczyłam się schodzić po drzemce nad ziemią. jeszcze jako mały szkrab, a mama musiała pocałować guza na głowie... Uśmiechnęłam się do tych wczesnych lat, rozglądając w około.

- Piata rano, co tu zrobić przed zbiórką? - powiedziałam na głos, ale starając się nie obudzić naszej dowódczymi.

Odwiedzić Korrę? Nie, to odpadało i byłoby nietaktem, spotkać mieliśmy się na targu z nią. Postanowiłam polatać. Przywdziałam najpierw zbroje nocnej gwardzistki, założyłam buty ze szponami, teraz schowanymi oczywiście. Po czym wykłusowałam z domku, przywitawszy się z naszym gospodarzem i pytając o dobry teren do wyczynowego latania. Po czym po prostu wzbiłam w powietrze. Chcąc poszukać jakiegoś miejsca, gdzie latanie byłoby wyzwaniem. Skierowałam się do sadu rodziny Apple. Latanie między drzewami było możliwe, ale wymagało dużo precyzji. Postanowiłam spróbować.

Po krótkim jak się okazało oblatywaniu... Czemu czas tak szybko leci przy dobrej zabawie? Nadeszła pora zbiórki, więc chcąc nie chcąc, byłam zmuszona wrócić do miasteczka i udać się na targ.
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości