Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Karta postaci : 3 Green in to Win
#1
Imię: Green

Płeć: Ogier

Wiek: 23 lata

Rasa: Pegaz

Cutie Mark: Dwa skrzyżowane miecze z skrzydłami w tle ( Z prawej zamiast znaczka widnieje znamię które przypomina toporny symbol Enklawy )

Wygląd: Green jest pegazem o jasnozielonej sierści i ciemnozielonej Grzywie która zawsze jest potargana i zmierzwiona. Zwykle jednak zieleń ta jest zasłonięta przez maskowanie płaszcza lub brud którym Green się kamufluje. Oczy Greena są brązowe i zwykle przepełnione nieufnością lub determinacją. Jego Ogon podobnie jak grzywa jest koloru ciemnej zieleni, o przeciętnej długości.

Rodzina: Ojciec jest gdzieś w chmurach dokładna lokalizacja nie jest Greenowi znana. Poza tym jego najbliżsi przyjaciele mieszkają w "Old source".

Specjalność: Skradanie się, Nauki ścisłe (Hakowanie terminali, robotów lub innych elektronicznych maszyn), Walka bronią białą. / Jeśli dasz mu trochę czasu może zrobić zasłonę z mgły .

Ekwipunek:
1) Ma na sobie szaro brązowy płaszcz który pozwala mu lepiej ukrywać się na pustkowiu.
2) Pod nim nosi chroniący go pół pancerz. Nie daje od wielkiej ochrony lecz i nie hałasuje tak jak metalowe ciężkie pancerze.
3) Dwie maczety wojskowe - walczy nimi trzymając je w skrzydłach i zadając wiele bardzo szybkich ciosów.
4) PipBuck który dodatkowo wyposażony jest w kable i przewody ułatwiające hakowanie się do terminali i robotów.
5) Juki ( Też pokryte wzorem maskującym ).
6) Zapas jedzenia i wody który wystarczy mu na dwa dni ( lub cztery postne dni ).
7) Nie ma kapsli ( Niestety handel nie jest jego mocną stroną ).
6) Trochę różnych śmieci : Karty, Wisky, ostrzałka, gazetki, noże, jakieś części itp.
7) Pegazia Strzelba - jest to model specjalnie dla pegazów przystosowany tak by można było z niego strzelać z kopyt w czasie lotu. (jeśli chodzi o ilość amunicji to można naraz załadować dwa naboje.)
8) Trochę amunicji gaurge 20 do strzelby. ( tak z 24 )

Historia postaci:
Fragment pierwszy : ( wstęp )
Green pochodzi z Enklawy. Urodził się w rodzinie bogatego i wpływowego właściciela firm elektrotechnicznych. Ojciec Greena zapewniał pegazom mieszkającym w chmurach stały dostęp do techniki codziennego użytku ( typu chmurowych lodówek i tosterów ). Zaś wojsku i siłom pogodowym dostarczał broń i nowe maszyny.

Dlatego w społeczeństwie pegazów podzielonym na pięć grup społecznych był bardzo wpływowy. Wszyscy go szanowali gdyż należał do grupy przedsiębiorców którzy dbali o stały rozwój i modernizację wspaniałej utopi pegazów. Zapewniali oni nie tylko maszynerię ale broń i medykamenty. Poza tym były jeszcze cztery grupy :

Wojsko : Dbające o spokój zarówno wewnątrz mieszkańców jak i zapewniając ochronę przed wszystkimi niechcianymi gośćmi z zewnątrz takimi jak gryfy, mutanty chimer lub kazdorów oraz od czasu do czasu oszalałymi smokami. Oczywiście poza tym pilnowali samych mieszkańców i nie mam namyśli że ich chronili. Wojsko było po to by nikt nie sprzeciwiał się ideologii Enklawy.

Politycy : Którzy sprzeczali się wciąż między sobą o to co należy czynić. Rozłam wśród nich był ogromny lecz co do jednego się zgadzali. Jeśli Enklawa ma zostać potężna i silna wciąż musi być zamknięta aby żadne ścierwo czy plugastwo nie mogło ich skazić. Poza tym raz na 5 lat wybierano silnego przywódcę sił wojskowych który pełnił rolę głównego zarządcy. Do zakresu obowiązków takiego pegaza należało utrzymanie pospólstwa w porządku i niezmienność ich miasta.

Sekcja Pogodowa : Były to pegazy które pracowały w budownictwie z chmur. Ale również dbały o utrzymywanie się sklepienia chmur które najlepiej chroniło ich miasto przed skupionym atakiem jakiejkolwiek nacji. Pegazy pogodowe były również odpowiedzialne za pozyskiwanie wody i jedzenia z chmur uprawnych. Jeśli chcecie wiedzieć co jadły pegazy to muszę powiedzieć, że one same tego za bardzo nie wiedziały . I choć warzywa uprawiane na chmurach wyglądały identycznie jak te rosnące w ziemi były często podobnego smaku więc groszek i marchew smakowały podobnie. Wszystko smakowało jak trawa a przynajmniej to było najłagodniejsze określenie ich jedzenia. Na szczęście poprzez ugotowanie lub odpowiednie przyrządzenie można było cieszyć się dobrym posiłkiem.

Ostatnia grupa to rzemieślnicy i pracownicy: Ot pospolite zawody takie jak bibliotekarze, krawcy, nauczyciele (Często z przeszkoleniem wojskowym ), kucharze ( Dość niewdzięczny zawód bo jak się zrobiło niedobre danie można było liczyć na gniew gawiedzi lub brak klientów ... Oczywiście wśród kucharzy były dwie czy trzy klacze które szczyciły się wspaniałym talentem. Niestety były one zwykle oddelegowane do pracy w kuchni wojskowych lub na dworach polityków. ). W skład tej kasty wchodzili również zwykli służący, najemni pracownicy, sprzątaczki i kelnerzy.

Tak było na niebie, rządzonym żelaznym kopytem i wojskową sprawiedliwością. Jednak każdy mądrzejszy spytałby się czy pegazy żyły na CAŁYM ogromnym niebie ? hmmm nie do końca... Pegazami rządziła Enklawa mająca główną bazę/ twierdzę/obóz szkoleniowy - jak zwał tak zwał. W super tajnym mieście które według plotek zbudowane było ponad chmurami. A dostęp do nich miały tyko najważniejsze osoby żyjące na normalnych chmurach. Takimi osobami byli tylko wybierani przez Polityków przywódcy lub najznamienitsi naukowcy.

Ale na chmurach nie wszędzie były osady lub miasta pegazów. Przez wojskową politykę Można było mieszkać tylko w kilku miejscach na niebie a i liczba rodziny była odgórnie podyktowana. Za złamanie praw mieszkalnych lub rodzinnych groziły już tylko dwa wyroki : Śmierć lub wygnanie z nieba i napiętnowanie znakiem daszystów.

Fragment drugi : ( dzieciństwo )
Od chwili gdy Green nauczył się mówić jego Ojciec zaczął uczyć pegaza jak działają terminale i różne urządzenia, był przy tym niezwykle surowy i wymagający. Choć Green o tym nie wiedział to Ojciec zachowywał się wobec niego tak dlatego że Green ( w jego mniemaniu ) przyczynił się do śmierci klaczy którą on kochał. Dlatego często krzyczał na syna gdy ten zbyt wolno lub źle wykonywał jego polecenia i instrukcje.

W czasie gdy Ojca nie było w ich posiadłości za jego naukę i wychowanie odpowiadała stara klacz. Była guwernantką od wielu już lat i miała bardzo duże wymagania co do swych podopiecznych. Chciała by Green był przykładem oddanego i posłusznego pegaza takiego który bez słowa i wahania był gotów wykonywać każdy rozkaz.

Przez co często Green poza nauką musiał również wykonywać przeróżne prace zarezerwowane zwykle dla służby, taki jak : Wynoszenie ciężkich skrzyń ze złomem, czyszczenie pokoi, polerowanie starych gablot lub po prostu latał przenosząc ciężkie pakunki które wręczała mu guwernantka. W czasie gdy on pracował nieraz wygłaszała mu długie przemowy odnośnie tego, że każda praca dla Enklawy jest zaszczytem i honorem, a już tak poważna praca jak zajmowanie się technologią Enklawy była czyś z czego nie można zrezygnować ani spaprać.

Green nigdy nie zaznał dobroci i miłości, choć nie był uwięziony w domu cały czas, czasem opuszczał dom wraz z guwernantkom lub ojcem gdy musiał odgrywać rolę "panicza". Jedyne co Greena ratowało przed poddaniem się doktrynie starszych były jego wieczorne eskapady. Nieraz po północy wymykał się z pokoju by przeszukiwać stary dwór ( który najwyraźniej stał w chmurach jeszcze za czasów niezniszczonej Equestrii , dopiero później wybudowano miasto wokół niego).

Przeszukując posiadłość Green musiał uważać na strażników którzy pilnowali domu. Dzięki czemu nauczył się cichego i zwinnego poruszania. W mrocznych kątach i ukrytych pomieszczeniach młody pegaz znalazł wiele dziwnych książek i terminali które opisywały stare dzieje. Tam poznał pierwszy raz legendę o elementach harmonii, i tym co reprezentowały. W Greenie od tej chwili zrodziło się marzenie by stać się pegazem podobnym do Rainbow Dasch lub Flutershy . Miał wtedy zaledwie 14 lat lecz okrutne traktowanie ze strony Ojca i guwernantki sprawiły, że był bardzo poważny i rozwinięty jak na swój wiek, więc potraktował tę sprawę poważnie.

Wraz z następnym rokiem, Green stał się bardziej buntowniczy i nieposłuszny. Chciał wymknąć się spod rozkazów ojca i sam wybrać drogę życia. Czuł, że nie znajdzie swojego znaczka wśród złomu i elektroniki, chciał pomagać i dbać o innych. Przez co pewnego razu wymknął się z rezydencji szukając przygód i pegazów którym mógłby pomóc. Niestety kucyki z miasta, należały do najniższej grupy społecznej przez co nie chciały mieć do czynienia z "wyższymi" od nich. Działo się tak z powodu dyktatorskich rządów i wiecznego stanu wojennego.

Przez to w czasie swego pobytu w miasteczku Green, spotkał się jedynie z wrogimi spojrzeniami lub wyzwiskami. Nikt nie chciał z nim rozmawiać ani nawet zamieniać z nim choćby spojrzenia. W pewnej chwili Green usłyszał za sobą wrzaski i krzyki. Odwróciwszy się ujrzał grupę strażników przepychających się uliczką i szukających małego zielonego pegaza. Wściekły tłum mało to obchodziło lecz, na wzmiankę o nagrodzie wiele twarzy odwróciło się w kierunku gdzie ostatnio widzieli małego pegaza. Jednak Greena dawno już na głównej ulicy nie było. Tak dotarł do uliczek położonych bliżej sektora wojskowego gdzie żyły rodziny wojskowych i generałów.

Green po nie fortunnych spotkaniach z mieszkańcami szwendał się jeszcze jakiś czas gdy usłyszał płacz i śmiechy. Nieopodal niego rozgrywała się scena do której przywykł w domu. W bocznej uliczce kilkoro źrebaków otaczało i naśmiewało się z płaczącej klaczki . Wyglądało na to, że dokuczają jej z powodu tego kim była, ogiery uważały się za lepsze bo ich rodziny zawsze służyły w wojsku zaś klaczka była jedynie córką jakiejś krawczyni.

W Greenie zawrzało, nie chciał by ktoś musiał przechodzić przez to co on! Poczuł , że musi jej pomóc, jego spojrzenie spoczęło na kilku rurkach które leżały nieopodal. Chwycił dwie swymi skrzydłami i ruszył na dryblasów krzycząc.
W mig zwrócił ich uwagę odciągając od klaczki. Green zaś zauważył, że żaden z dryblasów nie był tak wytrzymały ani silny jak on ba nawet zwinnością mu nie dorównywali ! Może i pochodzili z rodzin wojskowych lecz nie męczyli ich tak jak jego . Po kolej pozbywał się kolejnych zbirów czy to celnym uderzeniem, czy wpakowaniem ich w ścianę lub inną przeszkodę. Gdy w końcu przestał uciekać czuł, że jego skrzydła i kopytka pulsują bólem od długiego biegu i walki. Dopiero wtedy dostrzegł, że dostał swój uroczy znaczek !
Dwa skrzyżowane miecze z skrzydłami w tle ! Śmiejąc się i podskakując wrócił do domu gdzie nie czekało go nic miłego ...

Fragment trzeci : ( dorosłość )
W domu Ojciec pierwszy raz uderzył Greena. Ten nic nie rozumiejąc spojrzał na ojca trzęsąc się i płacząc. Przed nim już nie było jego Ojca, za to był wściekły i szalejący Potwór! Ojciec Greena wściekł się tak na syna z powodu znaczka, chciał by młodzieniec zdobył jakiś znaczek związany z jego pracą! A tak przez niedorzeczne zarządzenie musiał oddać syna do szkoły wojskowej, żeby ten rozwijał swój talent ! A to oznaczało, dla niego brak potomka i niepewny los dla jego firmy.

Ojciec Greena czuł, że ten mały urwis już drugi raz chce go pozbawić najważniejszych dlań rzeczy najpierw żony teraz firmy! Tej nocy Green został dotkliwie pobity. Mimo, że przez całe życie był źle traktowany i nie okazywano mu miłości nigdy nie stracił wiary, że świat jest tak na prawdę dobry. Jednak po swej wycieczce i pobiciu przez ojca , stał się bardziej nieufny i oziębły co wraz z jego wydoroślałą postawą ukazywało na pierwszy rzut oka niepokojącego i dziwnego osobnika.

Wyjeżdżając z domu miał w sobie resztki nadziei , że odnajdzie nowe życie w szkole i nawiąże w końcu jakieś znajomości. Jakże się mylił, w szkole wojskowej nie było od dawna lojalności i braterstwa, każdy szedł po trupach a sprzeczki i bójki były na porządku dziennym, nie tego spodziewał się pegaz.

Jego nauka obejmowała podstawowe zapoznanie się z bronią i prawem. Jednak ze względu na jego znaczek poddano go również przeszkoleniu w władaniu bronią białą. Pegazy były zdumione tym w jaki sposób Green trzymał broń. Nauczyciele postanowili od razu pokazać jak się powinno walczyć jednak Green był uparty twierdził, że tak zdobył swój znaczek i tak będzie walczyć! Instruktorzy nie chcieli na to pozwolić i wystawili na przeciw Greena trzecioklasistów by pokazali mu czego się nauczyli i jak się walczy.

Normalny strażnik unosił się trochę i trzymał broń w zębach zyskując szybkość i możliwość ataku z powietrza, zaś Green walcząc nie mógł latać. Mimo to podjął się walki którą przegrał, lecz nie stracił ani krzty zapału ! Na lekcjach uczył się jak nauczyciele kazali lecz sam trenował swój styl po nocach.

Jeśli chodzi o inną broń to Green nigdy nie osiągną szczególnej perfekcji czy to w posługiwaniu się bronią palną czy energetyczną był przeciętny. A strzelał albo z siodła albo trzymając broń w kopytach oddając strzał za pomocą większego kopytnego spustu.

Green uczył się przez 4 lata trenując walkę i strzelanie z broni, ale pielęgnując również swoje stare umiejętności. Na przykład skradania które wykorzystywał w nocy do szperania tu i tam ( Ciekawość nieraz zapędziła go w spore kłopoty, lecz Green nie mógł się oprzeć możliwości sprawdzenia pomieszczeń lub szukania sekretów ).

Poza tym przydały mu się jego doświadczenia z sprzętem elektronicznym gdyż na czwartym roku przeszedł specjalny program szkoleniowy ( ze względu na swe pochodzenie i lepsze obeznanie z technologią ). Green dostąpił zaszczytu szkolenia w posługiwaniu się pancerzami wspomaganymi enklawy, oraz dostęp do Pip-Bucków , czegoś co znacznie ułatwiało mu pracę z terminalami i robotami.

A trzeba wam wiedzieć, że na taki zaszczyt mogli liczyć tylko wyjątkowe przypadki (jakim był Green, lub inni synowie naukowców którzy jakimś cudem znaleźli się w szkole wojskowej. ) lub najlepsi uczniowie. Więc miał tylko dwóch rywali na testach by otrzymać Pip-Bucka. Jak łatwo można się domyślić po ciężkich miesiącach udało mu się ukończyć ostatni rok i zdobyć Pip-Bucka.

Niestety w szkole nie zmieniła się jego reputacja ani charakter, był nieufny i skryty i choć pomagał słabszym lub dręczonym wielu bało się go tym bardziej patrząc jak walczył. ukazywał wtedy swą złość , nad którą w innych momentach panował. Wtedy nawet mu na tym zbytnio nie zależało , ważny był dla niego wtedy trening i szkolenia.

Fragment czwarty : ( Pierwsze przygody )
Gdy Green ukończył szkołę dostał wiadomość od swego ojca, ten nakazywał mu wracać do domu gdyż ma bardzo pilną sprawę do niego. Green który na cztery lata uwolnił się od ojca mimo wszystko pamiętał swe dzieciństwo ( nie dane mu było nigdy o nim zapomnieć ... miała to być wieczna pamiątka i ból ). Postanowił, że nie chce nigdy wracać do domu i odszedł szukając zatrudnienia w miasteczku.

Niestety kilka dni później Green zrozumiał, że nie ma co liczyć na spokój ze strony ojca. Do wynajętego przez niego mieszkania przybyła grupa pegazich strażników, którzy kazali mu się spakować i iść z nimi. Green poczuł się zdradzony i dotknięty, czy każdy obróci się przeciwko niemu jeśli mu się zapłaci ? Chcąc nie chcąc ruszył w drogę ku swej przeszłości, ku czemuś od czego pragnął się odciąć ... przechodząc przez starą bramę posiadłości czuł, jakby ktoś nałożył na niego niewidzialne więzy i łańcuchy.

W środku czekał na niego Ojciec. Widać było po nim, że nie będzie to miła rozmowa. Ojciec Greena stał prosto patrząc z pogardą na syna, milcząc jakby czekając na słowa usprawiedliwienia z jego strony. Jednak Green dzielnie zniósł spojrzenie nie mrugając. W końcu Starszy ogier westchnął i zaczął swą przemowę ( widocznie wcześniej przygotowaną i wyuczoną ). Mówił o tym, że Green ma obowiązki wobec jego i rodziny. Przypomniał nawet jak zawiódł pokładane w nim nadzieje gdy dostał tak okropny znaczek. Tok monologu powędrował na tory jak Green jest teraz bezużyteczny, lecz ... Ojciec spojrzał znów na syna.
- Teraz masz szansę wszystko zmienić znalazłem ci bardzo odpowiednią partię. - Greena zamurowało, spodziewał się wszystkiego : Kary, przymusu pracy w firmie, wydziedziczenia, szantażu, zamknięcia ale nie ... ślubu ...
- NIE ! - Green przerwał ojcu - Nie chcę się żenić ani więcej z tobą rozmawiać ! Chcę żebyś mi dał spokój ! - Krzyczał dalej patrząc na Ojca który wydawał się trząść z gniewu. To co się stało chwilę później nie zdziwiło Greena, kilku strażników obezwładniło go przyciskając do podłogi.
- pomimo twojego ... grubiańskiego zachowania daję ci ostatnią szansę, masz możliwość pomóc firmie ! Przez ten związek stracimy ostatniego konkurenta i będziemy mogli samodzielnie decydować o losach naszej nacji ! - Ojciec Greena był ewidentnie wściekły przez to zdradził się z swymi zamiarami. Chciał władzy, i nie wahał się zrobić wszystkiego by ją zdobyć. Green jednak nie miał najmniejszego zamiaru pomagać mu.
- Nie pomogę ci... odparł cicho.
- W takim razie musisz znikną, za dużo się dowiedziałeś. Pozbądźcie się go ! - Starszy ogier machnął kopytem , lecz po chwili jego twarz rozjaśnił szyderczy uśmiech.
-Czekajcie ... - odwrócił się w stronę kominka i wyją zeń pogrzebacz. Minutę później dało się słyszeć rozdzierający duszę krzyk.
- Teraz możecie go zabrać. - mruknął ogier wychodząc z pokoju.

Strażnicy jednak nie byli bydlakami lub zabójczymi fanatykami ojca. Służyli mu bo dobrze płacił, lecz nie chcieli zabijać innych kucyków. Postanowili więc wyrzucić go na ziemię myśląc, że Green jest nieprzytomny po zadanej mu torturze wypalania znaczka. Green jednak obudził się gdy zbiry ciągnęły go na skraj miasta. Szybko uruchomił S.A.T.S i pozbył się jednego z napastników uderzając go tylnym kopytem w twarz.
Drugi okazał się trudniejszym przeciwnikiem. Walczyli jak równi, Green wyposażony w lepsze doświadczenia lecz ranny. Strażnik zaś miał swoją pałkę lecz raczej nie umiał nią walczyć tak mistrzowsko jak Green. W pewnym momencie Green zaczął się cofać przed zbirem kulejąc. Przeciwnik wykrzyknął z triumfem chcąc powalić Greena mocnym uderzeniem pałki , przeliczył się i to bardzo Green udawał kontuzję by strażnik zadał taki właśnie cios. Cios ewidentnie morderczy lecz łatwy do uniknięcia, w następnej chwili dwaj strażnicy leżeli nieprzytomni.

Green zabrał im pałki i podręczne apteczki po czym ruszył w stronę swego mieszkania w mieście. Nie zamierzał zostawać dłużej wśród pegazów, miał dość tego wszystkiego, jednak gdy zabrał cały swój dobytek i broń ( Dwie maczety wojskowe i pegazią strzelbę ), zawahał się . Nie chciał by jego ojciec przejął władzę, postanowił wpierw pokrzyżować mu plany potem zaś odejść stąd.

Gdy zapadł zmrok i było grubo po północy wyruszył z powrotem do rezydencji ojca. Przekradł się obok strażników i unieszkodliwił systemy alarmowe dążąc do gabinetu. W nim jak się spodziewał nie znalazł żadnych obciążających dowodów na ojca lecz nie zmartwił się tym, gdyż wciąż było jedno miejsce gdzie je mógł znaleźć. W sypialni Ojciec trzymał osobisty terminal jednak wyprawa tam musiała skończyć się wykryciem. Jak niby miał się włamać do terminala ojca i przy okazji go nie zbudzić? Odpowiedź przyszła jakby sama do głowy ... musiał albo zabić ojca gdy ten spał ( co odpychało Greena gdyż mimo, że uważał ogiera za potwora to nie chciał go zabijać. )

Druga opcja była niebezpieczniejsza lecz Green postanowił nią podążyć. Skierował swe kroki w kierunku warsztatu/pracowni który stał obok domu. W środku znalazł wiele części terminali i złomu. w końcu odnalazł generator prądu który chciał użyć jako wabika - wysadzając go. Kilka minut później Green wybiegł z warsztatu włączywszy wszystkie maszyny i urządzenia oraz wyłączając zabezpieczenia i bezpieczniki. Skutkiem tego była widowiskowa eksplozja, która jak miał nadzieję Green odwróci uwagę wszystkich. Nie pomylił się w sypialni nie było nikogo, zaś na podwórzu panował nieopisany chaos i pożoga, którą pegazy próbowały zwalczyć.
- Ci na dole muszą mieć ciekawe przedstawienie ... o ile ktoś to ogląda . - uśmiechnął się pod nosem zgrywając obciążające jego ojca pliki i nagrania. Wydostanie się nie było trudne Green po prostu zaczął udawać jednego z pracowników uciekającego przed ogniem, w tym celu założył na siebie szlafrok i kapcie z któregoś pokoju.

Nazajutrz, konkurencyjna firma rozpoczęła proces wobec firmy ojca. Za takie plany i machinacje normalnemu kucykowi groziło by zesłanie lub dożywotnia odsiadka w więzieniu. Jednak był on wpływowym naukowcem dlatego udało mu się częściowo obronić i zmniejszyć wyrok do dziesięcioletniej kary więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Green był wściekły, że jemu Ojcu uda się wywinąć od kary dzięki swym wpływom i najpewniej szczodrym łapówką. Przez to w kilka dni po zakończeniu pierwszego procesu ( który nie trwał znowu aż tak długo bo ledwie kilka dni co jak co ale w wojskowej społeczności zasady były dość proste kto jest potrzebny lub bogaty i wpływowy jest nie winny). Rozpoczął się drugi w którym Green otwarcie oskarżył Swego Ojca o znęcaniem się nad nim i wypaleniem mu czarnego znaku na boku.

Jednak na to Ojciec Greena był w pełni przygotowany i odparł wszystkie argumenty syna. Dzięki zapewnieniom i całkowitym poparciu ze strony pewnej zawodowej guwernantki która była bardzo szanowana ( bo była wzorową obywatelką Enklawy i pomagała nieść "patriotyczne" wychowanie wśród młodzieży.). ech... Ojciec Greena wykorzystał nawet rozprawę przeciwko Greenowi oskarżając go o zabójstwo dwóch swoich strażników którzy mieli "odprowadzić go do szpitala". Przyznał się tym samym do zrobienia palącego znaku - jako wypadku ( szczodra dotacja dla wojska ). Niestety Green nie umiał się z tego wybronić zwłaszcza po tym jak znaleziono w jego domu pałki strażników. W tym wypadku miał tylko dwie opcje wygnanie lub śmierć. Z czego jedno było gorsze od drugiego. Wybrał wygnanie, lecz nie na zasadach sądu.

Dzień przed ogłoszeniem, już i tak z góry wiadomego wyroku. Green spakował się i udał się pod bramę główną prowadzącą na pustkowia. Wiedział, że nie może już zostać na niebie i już nigdy tu nie wróci lecz szczerze mówiąc to nie miał żadnych miłych wspomnień związanych z tym miejscem a zwłaszcza nie mógł nazwać go domem. Wymknięcie się przez bramę kosztowało Greena całe jego pieniądze ( uzyskane za dostarczenie dowodów obciążających jego Ojca ) oraz wiele innych cennych przedmiotów które posiadał. W tym munduru, elektronicznych części zamiennych oraz swego całego zapasu medykamentów i innych trunków. Gdy zaś zażądano od niego Pip-Bucka był ledwie jedną bramę od świata zewnętrznego nie wytrzymał i wściekł się. Strażników było w prawdzie siedmiu lecz tylko dwóch pilnowało bramy podczas gdy reszta przeczesywała uważnie niebo będąc na zewnątrz. Zabił dwóch a reszcie zdołał się wymknąć. Po długim locie dotarł na powierzchnię która nie zrobiła na nim dobrego wrażenia.
-O dobra Luno w co ja się wpakowałem ... - westchnął rozglądając się po zniszczonej i brudnej ziemi.

Fragment piąty : ( Pustkowia )
Green na pustkowiach nie spotkał się przez długi okres czasu z niczym miłym. Zwierzęta były nie mniej dzikie niż bandyci. Jeszcze gorsi byli łowcy niewolników z którymi miał wątpliwą przyjemność się spotkać. Ci "dobrzy" mieszkańcy pustkowi reagowali na niego w różny sposób. Albo byli uprzedzeni i traktowali go niczym śmiecia, mieli oni żal do pegazów, że te nic nie robią. Druga reakcja była znacznie gorsza, mieszkańcy po prostu nie wierzyli mu, że jest dobry i uważali go za szpiega lub spiskowca. Przez co albo wypędzali go precz albo próbowali zabić. Niestety najlepsze co dostał od pustkowi to krzywe spojrzenia i wrogość.

Szybko umarła w nim cała nadzieja i uratowała go jedynie praca i wisky. Dzięki temu, że był pegazem mógł bezpiecznie przenosić paczki i listy przez co zawsze łatwo mógł znaleźć prace jako kurier ( zwłaszcza, że pracował za grosze -dosłownie! Niestety chociaż wśród pegazów mógł doskonalić umiejętności niespotykane na powierzchni to poprzez swoje wychowanie nie umiał się w ogóle handlować. W niebie po prostu dzięki należeniu do wojska zawsze miał pieniądze na swoje utrzymanie. )
Tak więc Green cierpiał biedę i był ogólnie źle traktowany. Aż pewnego razu spił się do nieprzytomności. Obudził się w czyimś mieszkaniu, nie wiedział co się z nim dzieje ani kto mu pomógł lecz zakorzeniona w nim nieufność i dotychczasowe doświadczenia nauczyły go by nikomu nie ufać i najpewniej ten kto mu pomógł chce go teraz wykorzystać. Jednak Green bardzo się pomylił, pomógł mu srebrny jednorożec o błękitnej lekko potarganej grzywie i takich samych oczach. Zwał się Silvester , jego uroczym znaczkiem były dwa kapsle z strzelbą. Długo musiał przekonywać nieufnego i podejrzliwego pegaza lecz w końcu uspokoił Greena i nakłonił do rozmowy.
Okazało się, że Silvester postanowił mu pomóc ponieważ jednorożec nie cierpiał gdy jego "Mała" - mówił tu o wisky którą jak się okazało sprowadzał hurtowo do osady, kogoś sprowadziła na totalne dno.(Widać było, że czuł się winny, lub nie chciał o tym rozmawiać bo szybko zamknął temat) Chciał przy tym wypytać Greena o jego przeszłość lecz ogier odpowiadał wymijająco i lakonicznie.

Silvester jak się okazało nie miał podobnych problemów, szybko rozgadał się o swoim życiu. Jak się okazało jednorożec był kupcem który handlował kilkoma dość specyficznymi produktami. Alkoholem ( Teoretycznie wszystkim, praktycznie głównie jego "Małą" ), różnego rodzaju bronią i ubraniami. Po dość długiej rozmowie pożegnali się i rozeszli. Green wprawdzie chciał zostać z Silvestrem lecz niestety nie wyszedł z taką propozycją. Szczerze to był po prostu za długo sam i nie wiedział jak miałby to zrobić. Czy na pewno może ufać miłemu jednorożcowi i czy to wszystko to nie była jedna wielka pułapka. Przez co czekał, obserwował karawanę z daleka myśląc gorączkowo i ważąc wszystkie za i przeciw. W końcu postanowił ruszyć w pewnym oddaleniu za karawaną osłaniając ja z daleka i ogólnie wciąż obserwować.

Przez pierwsze kilka dni szło gładko, karawana przemieszczała się powoli i bez niespodzianek. Jednak pod koniec czwartego dnia wędrówki Green który sam badał teren wkoło i szukał miejsca na nocleg znalazł coś niepokojącego. Zbliżającą się powoli grupę bandziorów. Było ich tylko trochę więcej niż karawaniarzy lecz mieli po swej stronie efekt zaskoczenia zwłaszcza, że kucyki jadły w tej chwili kolację wystawiwszy straże lecz te były zmęczone i zirytowane, że nie mogą ogrzać się i wypocząć po dniu marszu. Pegaz nie miał, żadnych złudzeń karawana by tego nie przeżyła !
Bez ociągania ruszył na zgraję tracąc wątpliwości i szybko obmyślając plan. Musiał zwrócić uwagę karawany na zagrożenie przez co ciche pozbycie się oponentów odpadało. Wzleciał więc w niebo trzymając swą strzelbę i oddając kilka strzałów. Zranił tylko dwoje wrogów lecz osiągną to co chciał. Strażnicy spostrzegli zagrożenie i szybko zwołali resztę grupy razem ostrzeliwując bandytów. Green przez tę chwilę gdy wrogowie się na nim skupili miał nie małe kłopoty. Rozpaczliwie szalał po niebie próbując nie zostać zabity ale nie oddalając się zbytnio, by dać czas kucykom na zaatakowanie rozproszonej grupy.

Walka trwała dość krótko a Green oberwał dwa razy ale niezbyt poważnie, kucyki były szczerze zdumione na widok ich wybawiciela oraz tego , że wciąż był w stanie chodzić. Silvester który stał na czele grupy z strzelbą karawaniarską, miał iście komiczny wyraz twarzy. Green którym wcześniej targały wątpliwości teraz się ich wyzbył i spytał otwarcie czy mógłby dołączyć do karawany.
Silvester jak i część kompani wyraziła zgodę i radość, lecz niektórzy spośród najemników mieli nietęgie lub wrogie miny. Później oczywiście Green musiał się wytłumaczyć Silvestrowi czemu ich śledził i dlaczego od razu nie poprosił o dołączenie. Green postanowił dać pustkowiom jeszcze jedną szansę i opowiedział swoją historię ( w dużym skrócie ) Silvestrowi. Jednorożec mimo, że mało znany przez pegaza stał się również jego pierwszym przyjacielem. Nazajutrz Silvester postanowił przedstawić pegaza reszcie karawany " zwłaszcza swoim najbliższym kompanom".

Swordgunowi - Szaremu kucykowi ziemnemu z czarną grzywą i brązowymi lekko przekrwionymi oczami, który był ochroniarzem i mechanikiem karawany. Jego znaczkiem była śrubka z pistoletem i nożem. Był on wysoki i uzbrojony w metalowy pancerz i siodło bojowe z karabinem wojskowym. Poza tym miał on duży miecz ze zderzaka zawieszony przy jukach. Był on dość narwany i od razu zaczął gratulować i wspominać bitwę. Widać był nie do końca normalny skoro podobało mu się życie na pustkowiu. Ale po zapoznaniu się z nim można było stwierdzić, że to swój chłop. Był on zwykle dość powolny i ociężały zdając się zwykle na ocenę innych. Lecz gdy dochodziło do walki nie można było nie zobaczyć zachodzącej w nim zmiany od razu pobudzał się i z niewiarygodną siłą i szybkością był w stanie pozbyć się zagrożenia.

Tetri - Pięknej błękitnej klaczy jednorożca z jasną grzywą i pewnym przeszywającym spojrzeniem Ciemno niebieskich oczu. Miała znaczek przedstawiający śpiewającego ptaka. Była ona szczupła i wysoka ( a poza tym poruszała się zwinnie i z wielką gracją ). Uzbrojona była w mały pistolet laserowy spoczywający w kaburze. Miała ona też niezwykle cięty język i jak Green się dowiedział była współwłaścicielką karawany. ( Silvester mruknął, że zarządza tylko ubraniami. ) Zaś klacz jakby usłyszała i posłała groźne spojrzenie srebrnemu ogierowi. - Jak również prowadzę dziennik i rachunki tejże karawany nie zapominaj o tym. Z krótkiej rozmowy wydawała się być miła lecz jeśli ktoś jej nadepnął na odcisk potrafiła być diabelsko wredna. Poza tym Tetria od czasu do czasu zapewniała karawanie atrakcję włączając z swego starego odtwarzacza MP3 ( wykupionego od jakiegoś starszego jegomościa za bardzo przystępną cenę ...) muzykę i śpiewając przedwojenne utwory.

Apri - Pomarańczowej klaczy kucyka ziemnego która siedziała przy ognisku reperując swój karabin snajperski. Jak można się łatwo domyślić zapewniała karawanie wsparcie na daleki dystans i urozmaicała dietę jakimś mięsem od czasu do czasu. Sierść jej była pomarańczowa a grzywa i oczy brązowe. Miała na sobie prosty skórzany pancerz i czarny kapelusz kowbojski. Jej znaczkiem był celownik snajperski. Wydawało się Greenowi, że Apri trzyma w głębi siebie ciężar którego nie umiała się pozbyć. Jednakże w czasie rozmowy stawała się przyjazna i miła. Zwłaszcza gdy mogła zacząć opowiadać o swoich przygodach. Wydawała się wtedy naprawdę żywa i pełna energii. Poza tym często kłóciła się z Dishem który zajmował się gotowaniem. Często uważała, że dania należy doprawić czy to jakimś prochem czy alkoholem ( oczywiście w nie za dużej ilości).

Dishowi - Białemu jednorożcowi z czarną brodą i przedwojennym kapeluszem na głowie. Jego znaczkiem był talerz z mięsem. Dość cichy był z niego kucyk lecz gdy Green spróbował zupy którą ten przygotował, szybko poznał najważniejszy powód irytacji strażników patrolujących wcześniej granice obozu. Dish był wspaniałym kucharzem i też odważnym kucykiem gdyż Green przypomniał sobie że widział Disha w pierwszym szeregu walk wraz z Swordgunem. Używał wtedy pistoletu maszynowego lecz teraz nie miał go przy sobie. Na pewno można o nim było powiedzieć jedno krasomówcą nie był. Ale zawsze można było na nim polegać w czasie rozbijania obozu, gdyż pełnił wtedy rolę zarządcy. Jak wspomniałem wcześniej często kłócił się z Apri o jedzenie. Dish był absolutnym przeciwnikiem narkotyków i mocniejszych alkoholi przez co nigdy nie towarzyszył nam w wypadach do baru lub innych tego typu lokali.

Overpills - Granatowej klaczy kuca ziemnego o jasnych żółtych oczach i białej grzywie, której znaczkiem była paczka pigułek z strzykawką. Była cicha ale miła i życzliwa, niestety też i zbyt inteligentna. Greena opatrzyła w kilka minut lecz i tak długo sprawdzała czy nic mu nie dolega i co bardziej krępującego jak zbudowane są jego skrzydła. W pierwszej chwili od razu chciała dokładnie się im przyjrzeć, lecz gdy zaczęła Green momentalnie odskoczył z sterczącymi skrzydłami. (Jeśli chodzi o jego skrzydła to nie można powiedzieć, że są jakieś delikatne lub kruche. Wręcz przeciwnie były silne i dobrze zbudowane lecz tak jak skrzydła każdego pegaza stanowiły dość osobistą część ciała.) Jednak nie dało się jej tego wytłumaczyć. Więc Green powiedział by nie macała mu skrzydeł. No ale trzeba też powiedzieć, że Green może i by pozwolił macać jego skrzydła innym klaczą ale ta robiąc to miała jakiś ... szalony wzrok który sprawiał, że Green miał dreszcze. Lepiej uważać na tą panią doktor ... Jednak nic nie sugerowało by była jakąś psychopatką, póki nie zaszedł pewnego dnia do wozu medycznego który ... Lekko mówiąc, jasno ukazywał hobby klaczy. która w słojach i metalowych skrzyniach trzymała części kucyków i pojemniki z krwią.

Fragment szósty : ( Obecnie )
Tak też Green poznał kompanów z którymi się zaprzyjaźnił i mógł nań liczyć. Lecz po niedługim czasie najemnicy zaczęli marudzić i szukać zaczepki z Greenem. Mimo pomocy i zaufania jakim obdarzy go Silvester i jego przyjaciele, reszta karawany szybko zaczęła naskakiwać na Greena. Przez co pegaz był w rozdarciu, chciał uciec od toksycznego towarzystwa, ale nie chciał zostawiać przyjaciół.

Na szczęście w końcu dotarli do siedziby karawany a problem sam się rozwiązał. Silvester wraz z Tetrią powiedzieli Greenowi , że zwykle ich karawany nie są tak duże i ograniczają się do czterech wozów. Przez co można było stworzyć zgraną ekipę z ich siedmiu i jeszcze kilku zaufanych kucyków.

Tak życie Greena toczyło się jakiś czas. Co prawda otworzył się na inne kucyki i wrócił weń duch lecz wobec obcych był dość oziębły i nieufny. Jednak należy zwrócić uwagę, że był mniej przygnębiony i przybity przez co rzadziej musiał sięgać po kieliszek no chyba, że szli z Silvestrem i Swordgunem do baru.

Wszystko skończyło się gdy karawana została zawieszona i rozwiązana. Stało się tak przez większe firmy karawaniarskie , które zabierały pracę jednostką. Jednak ekipa wciąż trzyma się razem jako łowcy nagród lub najemni stróże. Razem zajęli i wyremontowali niszczejący domek na obrzeżach jednego z miasteczek "old source", który stał się ich "Bazą" lub domem ...

Green często współpracował przy zadaniach z resztą drużyny lecz od czasu do czasu wybywał za różnymi pracami samotnie...

Charakter: Ufff ...Green jest nieufny i ostrożny wobec obcych, nie lubi zaczynać rozmów lecz jeśli ktoś zacznie rozmawia bez większych problemów. Gdy kogoś polubi lub ktoś zyska sobie jego szacunek wtedy może liczyć na Greena - jest lojalny wobec takich osób. Od czasu do czasu lubi łyknąć sobie wisky lecz nie jest nałogowcem. Dzięki szkoleniu i własnym przeżyciom, umie nieźle kombinować i obmyślać plany. Nie lubi rozmawiać o swej przeszłości "no chyba , że o swych kompanach". Od czasu do czasu może do nich nawiązywać mówiąc komentarze typu -"Przydała by się tu Apri" lub "Ech szkoda, że nie ma z nami Disha".
Tłumaczę rozdział 17 Project Horizon ( a przynajmniej próbuję ) Jestem zielony ( dosłownie i w przenośni ) i chętnie doceniam krytykę tłumaczonego przeze mnie tekstu Smile Zapraszam do lektury ...
Odpowiedz
#2
mmm ... nie wiem czy jest lepiej , ale poprawiłem błędy które mi wytknąłeś ... na pewno nie wszystkie lecz dużą część, i mam nadzieję, że jeszcze raz poprawię i będzie ok Smile
P.s jestem gotowy na każdą możliwą krytykę od każdego proszę powiedzcie mi co jest jeszcze nie tak. Albo jeśli popełniłem jakiś błąd związany z kanonem bo mogło się tak stać, że zapomniałem o jakimś szczególe.

P.p.s miłej lektury choć, dużą część fabuły już pewnie znacie.
Tłumaczę rozdział 17 Project Horizon ( a przynajmniej próbuję ) Jestem zielony ( dosłownie i w przenośni ) i chętnie doceniam krytykę tłumaczonego przeze mnie tekstu Smile Zapraszam do lektury ...
Odpowiedz
#3
Tak se śledzę Twoje poczynania próby stworzenia Pegaza i liczę na powodzenie bo sam tego pragnę a chcę mieć wzór na niego, jeśli chodzi o mnie wygląda to dobrze, historii nie znam bo wolę se pozostawić niespodziankę podczas sesji, propo strzelb to jest sporna kwestia u Pegazów bo ciężko jej używać kopytami, alternatywą zawsze jest siodło bojowe
[Obrazek: 58YiiHL.jpg]
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości