Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
"Dwa światy [+18]"
#21
-O, to dobrze. - Azure sprawdził obecne możliwość statku. - Nie będzie się trzeba pakować w cyklon, zawracam. Ale to nadal nie jest pełna moc, sprawdźcie, czy na pewno wszystko naprawiliście?
Azure wykręcił okręt dosłownie ocierając się o ścianę deszczu cyklonu. Leciał teraz w stronę lądu Wielkiej Equestrii, jednak nie dokładnie w kierunku, na który chciał nakierować go Shield. Lecąc pod takim kątem i tak wpadłby w cyklon, a teraz, skoro możliwości maszyny już na to pozwalały, wolał uniknąć konfrontacji z nim.
Kiedy odleciał już na względnie bezpieczną odległość, odchylił się w fotelu i założył przednie kopyta za głowę. Rozkoszował się chwilą spokoju. Spojrzał na radar i komputer pokładowy. Utrzymując tą prędkość powinni za kilka godzin być z powrotem na lądzie. Azure odetchnął ciężką i zaczął już kierować FrostWolf'a w stronę kordów Shielda. Był ciekaw, czemu chciał, by leciał dokładnie tam.
https://youtu.be/h83Dda3jly4 - Dobry serial, dobrego człowieka, z fandomową elitą w rolach głównych. Polecam Happy
Odpowiedz
#22
- Well Prime, gotów do napraw. - powiedział star wchodząc w pancerzu HAZ-MAT do pokoju reaktorów. - Co tam druhu się dzieje? O kurwa! Prime gdzie ci znowu odjebało głowę?
- Dostałem śrubką i nie mogę złapać swojej głowy, jest na tych rurach wyżej. - powiedział Prime.
- Kurde, a co odkręcałeś?
- Pokrywę zabezpieczającą, i od razu mówię, ani jednej iskry! - Prime ostrzegł Stara.
- A to z jakiego powodu?
- Pomieszczenie jest wypełnione wodorem, śróbka od rurki mi pierdolnęła w głowę, hehehe. - powiedział Prime. - Tak powoli tracimy Wodór...
- Dosyć szybko, trzeba ostrzec pilota że musimy lądować natychmiast! - powiedział włączając komunikator. - Azure, jest problem chcieliśmy poprawić kable które nie zostały podpięte i przez przypadek śrubka odpadła od rurki i odstrzeliło głowę Primowi, ale do rzeczy musimy lądować natychmiast bo tracimy wodór, a silniki jeszcze nie mają tyle mocy by nas utrzymać w powietrzu bez wodoru!
- Dobra mam swoją głowę ale on musi lądować nawet na wodzie! - powiedział Prime próbujący założyć swoją głowe na nowo. - Dobra trzeba to naprawić bo zaraz naprawdę runiemy do wody z hukiem i tyle będzie naszej podróży w strony czegokolwiek.
- Prime wiesz co robisz?
- Nie, wiesz? Gdybym nie wiedział co robię to bym odpalił spawarkę i wysadził nas w powietrze! - powiedział zirytowany robot.
- Dobra spokojnie, załatamy to na szybko podłączymy reaktor on i tak musi wylądować bo nam się nie uda tak w powietrzu. - odpowiedział Star
- łap śrubokręt taśmę i nożyk. - powiedział Prime podając narzędzia do łatanie rur....
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#23
Ten świat był biały. To było pierwsze, co przyszło Liselotte do głowy. Po wielkiej ciemności przyszła wielka jasność. Zresztą, czy istniały kiedyś inne kolory niż jasny i ciemny?
Nie pamiętała.
Jak zwykle na początku wizji, zaczęło się od jasności. Jasnego punktu w długim, ciemnym korytarzu. Kiedyś kojarzył się on jej z nadzieją... ale to było dawno, dawno temu. Zanim się pierwszy raz nabrała. Potem drugi, trzeci. Dwudziesty. Po dwudziestym przestała liczyć. Teraz kojarzył się jej z najokrutniejszym kłamstwem, jakie można było dać kryształowemu kucykowi. Złudzeniu, że Imperium powróci, że oni powrócą. Że mogąwydostać się na górę. Że zobaczą kiedyś powierzchnię, jeszcze raz ugryzą jabłko i poczują jego smak, będą
szli po trawie, porozmawiają z innymi kucami. Że będą żyć.
Za każdym razem okazywało się, że to kłamstwo.
Liselotte już dawno przestało to obchodzić. Sombra mógł zrobić z każdym umysłem, co chiciał - a chciał ich cierpienia. Nie miała już siły z tym walczyć. Przyjęła więc, że z tą wizją też nie będzie, i zwyczajnie podda się biegowi wydarzeń. A kiedy nastanie kres tej farsy, nie będzie płakać. Po prostu ponownie powędruje w ciemność. I zapomni o wszystkim.
Ten świat był biały. Pełen śniegu i wiatru. Klacz poczuła coś pod swoim przednim kopytem. Podniosła zmarznięty, wygięty kawałek metalu... tak, to był sztylet. Srebrny sztylet, który skądś kojarzyła... ale skąd, nie mogła sobie przypomnieć. Po chwili namysłu włożyła go do lnianej torby, w której trzymała kamienie. Nie była pewna, skąd ma zarówno torbę, jak jej zawartość. Chyba dostała ją wychodząc. Jakiś głos w jej głowie kazał jej je zatrzymać, a nie miała siły się z nim kłócić.
Wtem na horyzoncie zobaczyła światła, jakby gwiazdy leżące na ziemi. To chyba miejsce, którego szukam, pomyślała. Wiatr wiał dokładnie w tamtą stronę, więc i tak nie miała wyboru. Schyliła głowę, po czym zaczęła wędrować w tamtą stronę, wśród tumanów śniegu, zarówno spadających z nieba na ziemię, jak i podrywanych z zasp w stronę nieba. Śnieg sięgał jej prawie do pęcin, mimo to równomiernie torowała sobie drogę, zostawiając za sobą ślady podków.
Czuła chłód. Mimo wszystko, uśmiechnęła się słabo. Lubiła przypominać sobie, jak to jest czuć.
******

Gwiazdy na ziemi okazały się niskimi domkami, tylko trochę wystającymi spod ziemi. Światła spoczywały na wysokich, metalowych słupach, stojących tuż obok jasnych zabudowań. Liselotte nie była pewna, czy to zbyt czyste obozowisko, czy małe, pospiesznie budowane miasteczko, otoczone śnieżnym murem. Klacz obeszła cały kompleks dookoła, przyglądając się. W każdym z czterech budynków zauważyła tylko jedno, małe, ziejące pustką okienko - raz wydało jej się, że widzi w jednym z nich jakiś błysk, ale mogło to być też odbicie
świateł. Tuż obok zabudowań zauważyła rozległą dziurę w ziemi, w której ktoś pozostawił lekko przysypane już śniegiem rusztowania i znaczniki, jakby czegoś tu szukano.
W końcu znalazła też pospiesznie składaną, ale wyglądająca na solidną bramę z tabliczką. Skrzywiła się, widząc niezwykle prymitywny kształt liter. Widocznie w tym świecie nie było porządnych kaligrafów. "INSTYTUT NAUKOWY DS. BADAŃ GENETYCZNO-TECHNOLOGICZNYCH", głosił napis. Ciekawe, co to miało znaczyć.
Zapukała, po czym odsunęła się o parę kroków, czekając na odpowiedź. W międzyczasie poprawiła pasek od torby, w razie czego szukając innego punktu, w który mogłaby się udać.
Wtedy zobaczyła coś dziwnego: wielki, ciemny kształt na niebie, lekko przebijający się przez warstwę chmur... nie widziała za bardzo jego kształtu, widziała natomiast lecącą za nim smugę dymu. W tej chwili do głowy przychodziły jej tylko dwie rzeczy: windygo... albo...
Nie... tylko nie on...
Brama otworzyła się z głośnym jękiem. Liselotte odwróciła się. W wejściu do dziwnego kompleksu stały trzy... kucyki? Jeden, ten pośrodku, na pewno był kucykiem. Dwa obok wyglądały jak kucyki, ale nie musiały nimi być. Pokrywała je warstwa ciemnego metalu, jakby zbroja, ale dziwnie gruba i nawarstwiająca się. Brakowało im też pióropuszy i włóczni, przez co wyglądali jak ofiary poważnego pożaru w zbrojowni. Kucyk na środku zaś był jednorożcem w białej, długiej szacie o ciekawym kroju i w swetrze. Miał w sobie coś dziwnego, ale Liselotte nie umiała tego nazwać. Przez dłuższą chwilę przyglądał się jej podejrzliwie... po czym podszedł bliżej. Jakby nie dowierzał, że tu stoi.
-Em... witam Pana. - odezwała się kryształowa klacz, aby przerwać niezręczne milczenie. Jednorożec w zaskoczeniu uniósł brwi. - Proszę mi wybaczyć, ale szukam miejsca, w którym mogłabym się zatrzymać. Mam nadzieję, że nie niepokoję Państwa...
- Kryształowy kucyk?
Ogier przerwał jej, nie kryjąc zdziwienia. Liselotte popatrzyła na niego, nie rozumiejąc.
- Słucham?
- Jesteś kryształowym kucykiem?
Liselotte w myślach skarciła jednorożca za natychmiastowe przejście na "ty", ale uznała, że takie tu panują zasady. Nie miała na nie wpływu.
- Owszem. Jestem kryształowym kucykiem. Nazywam się Liselotte. Mogę poznać godność Państwa? - mówiąc to, dygnęła.
Jednorożec zdębiał na chwilę, jakby to on z kolei się zgubił. Jeden z czarnych rycerzy parsknął. Drugi odwrócił głowę w jego stronę.
- Em...khm, ja to Scalpelsam... - rzekł jednorożec, obchodząc Liselotte dookoła. - I ten... jak znalazłaś to miejsce? Skąd jesteś?
- Podążałam za światłami. Widziałam je z daleka. A skąd jestem... nie potrafię tego wyjaśnić, przykro mi.- odparła klacz. Coraz mniej jej się to wszystko podobało. Tym bardziej, że w panie Scalpelsamie nadal było coś dziwnego, coś czego nadal nie mogła nazwać...
- Aha... - ogier po raz ostatni zbadał klacz wzrokiem od kopyt do koniuszków uszu, po czym uśmiechnął się (jak na gust Liselotte, jakoś sztucznie). - W takim razie prosimy, prosimy do środka. Nie boi się, tam są też inne kuce, damy, co trzeba. Jest ciepło, jest żarcie, i pewnie reszta będzie chciała cię zapoznać...
- Em... dziękuję Panu. - Liselotte ukłoniła się z wdzięcznością, po czym podążyła za dziwnym ogierem. I tak nie miała innego wyjścia. Z ciekawością zerknęła na jego znaczek... jakaś mała, szklana buteleczka zakończona igłą, wypełniona dziwnym płynem... Dziwnym, jak coś w tym jednorożcu...
Wtedy zrozumiała.
- Oczy.
- Co? - Scalpelsam odwrócił się do niej.
- Pana oczy... one mają kolor!
Odpowiedz
#24
Azure starał się zachowywać spokój, ale widać było, że idzie mu to przynajmniej kiepsko. Mimo jednak zdenerwowania udało mu się w miarę spokojnie wylądować na wodzie. [tak, jestem zbyt leniwy i wkurzony, więc nie będę opisywał po kolei, które przyciski sobie wciskałem, co robiły, ile żem razy Huntera w łeb walnął, etc.]
Odetchnął ciężko.
-Dobra, wylądowaliśmy... Star? Ile zajmie wam naprawa tego wszystkiego?

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

[tu miałem napisać coś o Hunterze, ale nie mam pomysłu... kiedyś się dorobi xD - albo to zedytuję, jak na coś wpadnę, albo pójdzie nowy post, jak już ktoś zdąży odpisać... ale raczej to drugie]

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Scalpelsam, na krótko przez tym, jak Liselotte wypomniała mu jego oczy, wysłał jednego ze swoich przybocznych do dowództwa.
-Kto idzie i po co? - Zapytał strażnik.
-Przyboczny Star Raider, przysyła mnie Scalpelsam. Sprawa Obiektu 76.
-Dobra, właź.
Strażnik otworzył drzwi i wpuścił kuca do środka. Star Raider był przyzwyczajony do ciemności, ale te, które tu panowały, były niemal namacalne i czuł się tu dość nieswojo. Wyczuwał tu obecność kogoś lub czegoś dziwnego za każdym razem, jak tu wchodził, choć poza nim i głównodowodzącym nie było tu nikogo. Dlatego właśnie nienawidził, jak był wysyłany do dowództwa. Plecami do niego, za lodowym biurkiem, na obrotowym krześle wykonanym z jakiegoś czarnego kamienia, ciosanym zapewne z pomocą magii, inaczej byłoby raczej trudno wykonać taki mebel, siedział dowódca. Choć teraz Star Raider widział tylko jakąś czarną postać, wiedział, jak wygląda. Młody, całkiem przystojny, kuc ziemski (jedyny, z tego co słyszał, ziemski dowódca jakiegokolwiek z SUB'ów) o ciemnopomarańczowej sierści i krótkiej, czernowo-czarnej grzywie. Ale teraz widział tylko czarną postać i, kiedy kuc odwrócił do niego głowę, oko... Białe, jasne... z żywo-pomarańczową tęczówką. Wyglądał tak, jakby był z jakiegoś koszmaru lub horroru. Kiedy był na świetle i było można widzieć dokładnie całą jego postać, wyglądał trochę jak wariat, który uciekł z psychiatryka.
Ale nie był wariatem, całkowicie.
-Z czym przychodzisz, Star Raiderze?
-Obiekt 76... - Odparł przyboczny starając się zachowywać spokój i nie wyjawiać tego, jak bardzo jest przestraszony dowodzącego.
-O, to ciekawie. - Tu kuc odwrócił się do Star Raidera, który widział teraz dwoje takich oczu. - Dawno nie było o nim nic słychać.
-Z-znaleźliśmy kry... krysz... kr... k-k... kry... Ah, k***a. Kryształową klaczkę. - Dokończył szybko.
-O... To dobrze. Bardzo dobrze. Choć wolałbym, by był to ogier, ale trudno. Upewnijcie się, żeby czuła się jak najlepiej. Wtedy przystąpimy do badań nad nią.
-T-tak... - Odparł krótko Star Raider, po czym wybiegł z pokoju kierując się prosto do Scalpelsama.
https://youtu.be/h83Dda3jly4 - Dobry serial, dobrego człowieka, z fandomową elitą w rolach głównych. Polecam Happy
Odpowiedz
#25
- Tssssssssssssssszsszszzszzzzzz. - tyle usłyszał Azure z komunikatora stara.

------------------------------------------------------
Tym czasem w głowie Stara
------------------------------------------------------

- Ahh, gdzie ja jestem? - zapytał Star. - Czekaj, czy to jest, krypta w której znaleźliśmy Rusty?
Nikt mu nie odpowiedział.
- Co ja tu robię? Jestem Sam, a powinienem być z Gold i paroma żołnierzami.
Dalej cisza, nikt nie chciał lub nikogo nie było żeby mu odpowiedział.
- Co tu do cholery się dzieje? Dlaczego nie mogę się ruszyć? Dlaczego jestem tu? - pytał. - Co chcecie ode mnie? Co mam tu zobaczyć? Coś przegapiłem?
- 26 15 2 1 3 26, 16 18 26 5 7 1 16 12 5 19.... - powiedział mu głos kodem który znał.
- Kim jesteś? Czego chcesz? - Pytał, i nagle zobaczył coś czego się nie spodziewał. - Ugh, czym jesteś? Zostaw mnie! AAAAAAAAAAA

- 16 18 9 13 5
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#26
- Pie*dolony... - warknął pod nosem Scalpelsam, słysząc wieści od Star Ridera. Dowódca był takim typem kucyka, który narzeka, że wygrał milion kapsli, bo to nie dwa miliony. A przecież jakie było prawdopodobieństwo, że po miesiącach wykopalisk znajdą tu cokolwiek poza drobinkami DNA w skorupach garnków? Na pewno nikt nie spodziewał się nie dość, że kompletnego, to jeszcze żywego okazu. I co z tego, że klacz? Od kiedy miało znaczenie, czy przeżyje wszystkie testy, czy nie? No, może pomijając niektóre...
- Dobra, dzięki. Zaprowadźcie ją do czwórki, dajcie żreć, niech się wyśpi. Nie spuszczajcie jej z oka... i na razie cicho. - dodał, zniżając głos do szeptu.
A no właśnie... ta klacz była z jednej strony podobna do tego, czego się spodziewano. Ale według źródeł jej skóra powinna przyjemnie błyszczeć, gdy tymczasem wyglądała bardziej na matowe, zadymione szkło. Może to efekt zmęczenia, choroby czy czegoś? Albo po prostu księgi przesadzały... W każdym razie, w tym akurat Scalpelsam zgadzał się z dowódcą - trzeba jej na początku dać spokój. Przynajmniej, dopóki jej stan nie będzie pozwalał na testy. Ale nie miał zamiaru oddawać jej tym starym prykom, którzy przez ostatni miesiąc nie osiągnęli nic, poza spod plota Celestii wyciągniętych efektach na Obiekcie 76. Lise.. slele... selese... (ku*wa, czy ją chrzcili na trzeźwo?!), ta klacz była Jego Odkryciem. I tylko on miał prawo do chwalenia się nim, i wszystkim, co z jej "pomocą" osiągnie.
Wszedł do swojego biura - cicho, aby nie budzić podejrzeń żadnego z współpracowników - po czym zaczął wertować papiery z teczki "Project Crystalized". W końcu znalazł to, czego szukał. Zadowolony, chwycił długopis i zabrał się za poprawki. Z taką ilością DNA, jaką dostarczało jedno ciało kuca, można się już było nieźle pobawić...
Wtem rozejrzał się. Na wszelki wypadek zakrył notatki kopytem, jakby nie pozwalając komuś zajrzeć mu przez ramię. W tym powalonym SUB2 miał wrażenie, że nawet ściany go obserwują. Może dowódca założył wszędzie kamery. Kto wie.

****

Liselotte, po tym, jak Scalpelsam zostawił ją z dwoma rycerzami, odchodząc bez słowa, ostatecznie uznała go za niewychowanego. Ale może w tej iluzji tak to miały wyglądać wszystkie kucyki. Mimo wszystko, rzuciła za nim zdawkowe "dobranoc Panu".
Strażnicy, z których jeden miał najwidoczniej na imię Star Rider, zaprowadzili ją do jednego z budynków, z prymitywnie nakreśloną cyfrą "4". W środku znowu było jasno - z tym, że to była jasność uporządkowana, pilnowana przez małe okruszki gwiazd uwięzione w szklanych bańkach na suficie. Mimo to Liselotte poczuła się dziwnie znajomo, jakby zaraz miała z powrotem wejść w ciemność. Zamarła w miejscu na chwilę. Czyżby Sombra zobaczył, że jego niewolnica nie ma zamiaru uwierzyć w jego bajkę, i dać jej za to inną, gorszą karę? Albo ją obserwował zza miraży ścian? Może zaraz sam wkroczy tu, i... poczuła mocny ucisk w mózgoczaszce, jakby ktoś poraził ją prądem za złe zachowanie.
Otworzyła oczy, tylko po to, by zobaczyć, jak czarni rycerze patrzą na nią wyczekująco.
- Och... proszę wybaczyć... - rzekła pokornie. - To będzie tutaj normalne.
Po kilku minutach przemierzania korytarzy Liselotte tknęło coś innego: wszystkie drzwi, które mijali, wyglądały na ciężkie. I miały równie prymitywnie namazane numery. A także małe, okratowane okienka...
- Rozumiem, że będę Państwa więźniem? - zwróciła się do Star Ridera i jego kompana. Zadała to pytanie tonem, którego zwykłe kuce używały do wymieniania się uwagami na temat pogody w zeszłym roku albo pogaduch ze średnio lubianymi znajomymi. Jakby raczej stwierdzała fakt.
Ironiczna introspekcja, pomyślała. W wiecznym więzieniu widzę, że jestem w kucykowym więzieniu. To było nawet przydatne, dzięki temu nie zapominała, gdzie jest naprawdę. I tu przynajmniej zaczęła czuć ciepło. Trzecia rzecz, o której sobie przypominała. A może niedługo będzie tego więcej. Może. Bo póki co, spodziewała się wszystkiego.
- No cóż... - westchnęła, nie doczekawszy się odpowiedzi. - To miłe z Państwa strony.
Drzwi numer 127 otworzyły się przed nią z głośnym zgrzytem, widocznie dawno nieużywane. W środku znów było jasno - poza niewielkim łóżkiem, składanym stolikiem i dwoma bańkami na suficie nie było tu nic. Nawet okna. Liselotte weszła do środka tym samym tempem, którym przemierzała korytarze.
- Życzę Państwu Dobrej Nocy. - powiedziała tylko, zanim w zamkniętych za nią drzwiach rozległ się dźwięk przekręcanego klucza.
Całkowicie ignorując łóżko, Liselotte skuliła się w kącie, opierając głowę o torbę z kamieniami, skierowaną w kierunku drzwi. Nie żeby obchodziło ją, czy ktoś je otworzy, czy nie. Patrzyła na nie, pozornie w zamyśleniu, ale tak naprawdę nie myślała nic. Kamienie w torbie przytuliły się do niej, jakby chcąc chronić jej szyję, ale Liselotte nie zwróciła na to uwagi. Była przyzwyczajona do letargu, ale nie do snu. Po prostu czekała na to, co będzie dalej.
Odpowiedz
#27
Szum i dziwne krzyki, które odpowiedziały Azure wprawiły go w niepokój. Chwycił najbliżej leżący karabin i pognał.

-Hunter! Chwila... czy ty się wziąłeś za czytanie?!
-Tak.
-Eh, odkładaj te bzdety, coś nie tak u Stara i Prime'a.
-Cholera, lepszej pory nie mogli sobie wybrać?! - Marudził Hunter wyciągając swojego shotgun'a.
-Coś jest mocno nie tak... to nie może być seria przypadków. - Powiedział Azure, kiedy biegli. - Seria tylu nieszczęść w tak krótkim czasie? I to w tak trudnej dla nas sytuacji?
-Myślisz, że ktoś tutaj nas sabotuje? Mamy tu jakiegoś szpiega... Lub ktoś z naszych zdradził?
-Nie wiem... Równie dobrze roboty Shielda mogły niesamowicie sp***dolić robotę, za przeproszeniem. Co w sumie jest prawdopodobne. Skoro było to robione na księżycu, statek może nie być przystosowany do działania w atmosferze i mamy po prostu dziwne problemy techniczne z tego powodu. Albo.. - Tu przez cały grzbiet Azure przebiegł zimny dreszcz.
-Albo co?
-Statek ma też swoją własną inteligencję. Jak... - Azure odwrócił głowę zaciskając zęby.
-Masz na myśli, że mogła się zbuntować?
-Lub od początku była tak zaprogramowana. - Przemógł się w końcu biały kuc. - Jeśli tak było, osobiście zabiję Shielda... Lub nie, zafunduję mu coś gorszego od śmierci.
-Albo Shield tak to wszystko zaaranżował.
-Nie dołuj mnie bardziej, dobra?
Zapadła chwilowa cisza, którą przerwał Hunter, kiedy zobaczył, że Azure już się uspokoił.
-Naprawdę myślisz, że to może być prawdą? Cokolwiek z tego?
Biały kuc nie odpowiedział od razu, przebiegł jeszcze trochę, jakby w tym czasie analizował prawdopodobieństwa każdej z wymienionych sytuacji.
-Nie wiem... Już nie wiem... Ta banda powaleńców jest wyjęta spod wszelkich zasad logiki... jakichkolwiek zasad. - Poprawił się Sky po kilkusekundowym namyśle.
Hunter uśmiechnął się. - I to właśnie lubię w tej bandzie.
-A ja właśnie nie.
-Przecież ty też, już samą swoją egzystencją, łamiesz wszystkie możliwe zasady.
Teraz z kolei Skyli uśmiechnął się. - Tak, wiem. Dlatego pasuję idealnie do tej ferajny. I to mi się właśnie nie podoba.
-Wolałbyś być zwykłym kucem?
Azure roześmiał się. - Oczywiście, że nie! Moje życie nie jest proste, nie było i nie będzie. Ale przez to nie jest i nudne. Z resztą, jakbym był kimś normalnym... - Nie dokończył, ale Hunter z łatwością domyślił się, że Skylight ma teraz na myśli Vert. - Dobra, zbliżamy się. Przygotuj się.
-Ready!
-Jeśli to jest jakiś żart, to ich tam powystrzelam. Nie zważając na nic.
Z tymi słowami wyważył drzwi. Od razu odbezpieczył swoją broń i szybko przeskanował okolicę szukając względnego zagrożenia. Plecami do niego ustawił się Hunter pilnując jego pleców i patrząc, czy coś nie spada z góry...
-Czekaj... Schowaj broń. - Rzucił szybko Azure. - Za załóż maskę tlenową.
-Czemu? - Rzucił Hunter wykonując polecenia przyjaciela.
Skylight schował swój karabin i wyciągnął miecz, kiedy Hunter wziął topór, które cały czas mieli zawieszone na grzbietach. Biały kuc przybrał pozycję bojową, po czym dopiero odpowiedział krótko Spiritowi. - Wodór.
https://youtu.be/h83Dda3jly4 - Dobry serial, dobrego człowieka, z fandomową elitą w rolach głównych. Polecam Happy
Odpowiedz
#28
-----
Dalej w głowie Stara
-----

- Czego chcesz? Nie jesteś Prime, Prime to mój kolega! Ty nie możesz być Prime! - krzyczał Star w swojej głowie.
- Star.... może i nie jestem twoim przyjacielem, ale jestem kimś kto musi ci dać informację. - powiedział nieznajomy. - Jestem posłańcem, posłańcem z Stajni którą zabraliście pod swoje "PLANY".
- Nic tam nie robiliśmy! Tylko żyliśmy chroniliśmy przed pustkowiami! - powiedział Star. - Mów czego chcesz i puść mnie wolno!
- Ajj Star, Star, Star czy my oboje musimy być tacy trudni? - powiedziała postać.
- My?! Co masz na myśli?! Znamy się?!
- Naprawdę mnie nie pamiętasz bracie... - powiedziała postać.

Star otworzył usta i nie mógł nic powiedzieć, po chwili się odezwał. - Starlight....? Ale przecież widziałem jak umierasz....
- Widzisz nie umarłam ale też nie jestem wolna i nie mogę się z tobą spotkać.... Star, ja potrzebuje pomocy.... - powiedziała jego siostra. - Mam niewiele czasu zaraz po mnie przyjdą.
- Ale kto? Gdzie jesteś?
- Pegazy, idą. Jakiś instytut według strażników SUB 1. - powiedziała siostra Stara. - Idą po mnie, muszę iść, proszę wstań jak najszybciej i mnie uratuj, potrzebuje pomocy Star.

W tym momencie wizja się skończyła, a Star został w ciemnym "Pomieszczeniu" jego głowy, teraz czekał sam na pomoc...
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#29
Azure przemieszczał się powoli sprawdzając każdy kąt. W końcu dostrzegł leżącego na ziemi Stara, a obok niego Prieme'a. Był ciekaw, co się właściwie stało robotowi, bo losów Stara się domyślał. Podniósł kuca i podał go Hunterowi, który szybko ruszył w stronę wyjścia, z nieprzytomnym kucem na ziemi. Robota trzeba było tu zostawić, nie było w ogóle mowy o tym, by Azure dał radę go podnieść. Zamiast tego zajął się dokańczaniem tego, co zaczął Star. Naprawą. Kiedy tylko kuc się ocknie, o ile się ocknie, Skylight będzie żądał wyjaśnień. Mimowolnie spojrzał na robota. Nie miał dobrych przeczuć. Jakby za chwilę miało zdarzyć się coś, co miałoby znowu wszystko popsuć. Albo statek, albo misję... Albo nawet ich życia.

I wtedy przypomniał sobie Shadow Thundera. Nie miał pojęcia, czemu akurat teraz pomyślał akurat o nim, ale jakoś nie pomogło mu się to uspokoić. Wręcz przeciwnie.
'Jeśli on ma coś z tym wspólnego... To jesteśmy martwi. Bardzo martwi.'
https://youtu.be/h83Dda3jly4 - Dobry serial, dobrego człowieka, z fandomową elitą w rolach głównych. Polecam Happy
Odpowiedz
#30
-SCALPELSAM!
Srebrny jednorożec podskoczył, niemal rozrzucając wszystkie papiery po biurze. Po chwili jednak westchnął z irytacją: zawsze zapominał zablokować nadajnik. Przez to urządzenie ani nie informowało go o połączeniach, ani nie dawało możliwości ich odrzucenia. Każdy w bazie miał więc prawo wydrzeć się na niego nawet o - spojrzał na zegar - zaraz trzeciej w nocy.
- Co jest? - warknął do słuchawki.
- Ku*wa, dobijam się do Ciebie! Wszyscy do sektora 2 w trybie now!
- Co się stało? - zbladł gwałtownie. Jeśli odkryli kryształową...
- Nie wiem, coś z Obiektem chyba, rusz że się!
Jednorożec dyskretnie odetchnął z ulgą. Powiedzieliby, gdyby chodziło o... Liselele, niech to szlag trafi.
- Okey, zaraz będę.
Scalpelsam wrzucił teczkę do szuflady biurka, chwycił kitel i wyszedł, naciągając go pospiesznie na przednie kopyta. Usłyszał, że w całym budynku panowało poruszenie. Piętro niżej w korytarzu minęła go dwójka badaczy, pospiesznie chowających fiolki i długopisy do kieszeni. Przez drzwi wpadło paru strażników w pełnym wyposażeniu, z działkami laserowymi na grzbietach, którzy porozdzielali się na każdą odnogę budynku. Jedna z klaczy z elektrotechnicznego minęła go, niemalże cwałując. Co tu się dzieje do cholery?!, pomyślał.
Jeszcze dziwniejszy widok czekał na niego za drzwiami; tuż obok wejścia do dwójki, przez funkcję często zwanej Aulą albo Szubienicą, stali goście z dziennej zmiany. Paru z nich było w piżamach, paru popijało kupione w automatach kawy, a jedna z klaczy chyba nie zdawała sobie sprawy z maseczki do spania na głowie. Tak, Medicament mówił, że "wszyscy", ale zwykle chodziło o "wszystkich" z jego grupy. Niektórych z tych badaczy widział po raz pierwszy, odkąd go tu ściągnęli.
Coraz mniej mu się to podobało. A nie podobało się od początku.
W końcu jednorożec dostrzegł swojego asystenta. Nie było to trudne, bo Medicament był- delikatnie mówiąc - wyjątkowo grubokościsty.
- Co tu się wyrabia, na Discorda szorty? - spytał, podchodząc do niego.
- Nie wiem. W laboratorium boss obwieścił stan gotowości przez głośniki, kazał się zebrać, to przyszłem. Gdzie ty byłeś?
Scalpelsam odchrząknął. Fakt. Miał tylko pójść po kawę i wrócić do tych głupich, nudnych, bezwartościowych skałek, nad którymi dłubał od miesiąca.
- Nie mogłem znaleźć drobnych, to szukałem w pokoju. - wymyślił szybko.
- Przez pięć godzin?
- Zaszedłem jeszcze po notatki, bo coś mi się przypomniało... Nieważne.
Medicament miał chyba jeszcze zamiar o coś spytać, gdy w auli rozległ się pisk włączanego nagłośnienia. Wszyscy odwrócili się w kierunku podestu, na którym po chwili pojawił się Dowódca. Na początku popukał parę razy w mikrofon, upewniając się, czy działa. Jednocześnie przeszył wzrokiem wszystkich zebranych. Na sali zapanowała cisza.
Jednak mogło chodzić o kryształową. Jednorożec przełknął ślinę, ale starał się zachować spokój.
- Klacze i ogiery. - zaczął - Pewnie zastanawiacie się, czemu zebrałem was tutaj o tak... niezwykłej porze.
Zamilkł, jakby czekał na odpowiedź. Może to było tylko takie złudzenie, ale Scalpelsam przez chwilę poczuł, że kuc patrzy bezpośrednio na niego. Przeszedł go dreszcz. Jednak bał się odezwać... zresztą, jak ktokolwiek na sali. Tak, mógł nim pogardzać, ale w myślach.
Dowódca o tym wiedział. Dlatego zaśmiał się, zanim zaczął kontynuować:
- No cóż. Skoro nikt się nie domyśla...
Wyciągnął pilota do zawieszonego pod sufitem projektora. Po chwili na białej płachcie obok podium pojawił się obraz.
Po sali rozległo się parę zdziwionych westchnięć. Scalpelsam jednak odetchnął z ulgą. Nie chodziło o klacz.
Na ekranie pojawił się Statek, ale pod żadnym względem niepodobny do SkyTanka, Thunderheada ani Raptora. Wyglądał na wiele, wiele starszy, ale mimo to dziwnie nowoczesny. Jakby był przystosowany do latania poza atmosferą.
- A mówiłem, że kosmici istnieją?! - pisnął cicho Medicament, uśmiechając się szeroko. Scalpelsam wolno pokiwał głową, krzywiąc się z sarkazmem. Jego asystent jednak był idiotą.

*****

Liselotte czekała w milczeniu. Jedynym ruchem, jaki wykonała, było wypowiedzenie słów "Dziękuję, to uprzejme z Pana strony", gdy jeden z czarnych rycerzy przyniósł jej jedzenie. Chyba to były jabłka, ale jej to nie obchodziło. Nie była głodna, a nawet jeśli była... i tak nie chciała w to wierzyć. Za drzwiami panowało jakieś poruszenie; ktoś przystanął na chwilę przy jej drzwiach, zagadując pilnujących jej dżentelmenów. Usłyszała parę słów o zebraniu, stanie gotowości i lataniu, ale nie potrafiła ich złożyć w logiczną całość. Cienie kucy tańczyły za małym, okratowanym okienkiem. Głosy odbijały się od ścian, z echem zlewając się z ciszą.
Ta wizja naprawdę przypominała wizję, nawet nie starała się być realna. Rozmywała się przed jej oczami, pochłaniając wszystkie odcienie szarości i łącząc je w jedną, nielogiczną plamę. Po chwili jednak przypomniała sobie, że istniało coś zwane sennością. Może to było to?
- Uwierz, Liselotte.
Klacz nieznacznie zastrzygła uszami. Wydawało się, że głos dochodził z torby. Co więcej, chyba go kojarzyła. Nie pamiętała skąd, i nie chciała sobie przypominać.
- Tobie już nigdy nie uwierzę.
Mówiąc to, zamknęła oczy. Po chwili pochłonął ją sen. Chciała tylko, żeby to jeszcze nie był koniec. Chciała się obudzić. Choć to nie była jej wola.
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości