Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
"Dwa światy [+18]"
#31
'Kosmici, phi.' Pomyślał Scalpelsam kręcąc głową z irytacją. 'Nie kosmici, a pier*olony Obiekt 55. Od zawsze wiedziałem, że zignorowanie go będzie złym pomysłem. Teraz ledwo będziemy w stanie się mu przeciwstawić, jeśli nas zaatakuje. A o ataku na niego nie ma mowy. Ale kto by słuchał mądrzejszych w tych czasach?' Ciągle pamiętał słowa Dowódcy: 'Jest młody i niedoświadczony. Nie potrafi panować nad swoją mocą. Nie przeżyje zbyt długo na pustkowiach.' 'Ale możemy pozwolić sobie na stratę takiego obiektu?' 'Jak zginie, to go znajdziemy i ożywimy. Poprawiając odpowiednio, by znowu nie było takiego incydentu.'
Jakoś nigdy nie przekonywały go słowa dowódcy, a teraz całkowicie przestał pokładać w nim wiarę.
Ale sprawa Obiektu 55 go nie tyczyła. Póki co. Teraz liczyły się dla niego tylko te badania nad Lisoliettol-czymśtam. Ale, rzecz jasna, badania opóźnią się przez przygotowywania militarne. Spodziewał się, że klacz zapewne będzie pytać, domyślał się nawet na jaki temat... I wiedział, że nie będzie w stanie odpowiedzieć. Miał teraz taką burzę w głowie, że nie był w stanie się skupić na niczym. Nawet na piciu kawy. A kiedy dostał wiadomość, że Dowódca chce z rozmawiać. Podniósł się ciężko i poszedł.
https://youtu.be/h83Dda3jly4 - Dobry serial, dobrego człowieka, z fandomową elitą w rolach głównych. Polecam Happy
Odpowiedz
#32
- Jaki jego stan Doktorze. - powiedziała Gold do jednego z robotycznych Doktorów w placówce medycznej.
- *heavy breathing* - zrobił robot przez swój głośniczek. - Ciężki przypadek, ale bez poważniejszych uszkodzeń, cóż nawdychał się trochę wodoru ale odessaliśmy z jego płuc wodór i zastąpiliśmy to tlenem.
- Inaczej wszystko z nim okej?
- Tak, za chwilę powinien się obudzić, za nie całą minutę. - powiedział. - Lepiej niech pani wejdzie, przyda się żeby zobaczył kogoś przy sobie.
- Dziękuję.

----------

Gdy Gold weszła do pomieszczenia usiadła przy łóżku w którym leżał Star. Jak się obudził to od razu wstał i usiadł, po chwili Gold powiedziała do niego.
- Jak się czuje moja gwiazdka? - powiedziała żartobliwie Gold.
- A jak mogę się czuć moje ty złotko, *khe* wszystko mnie boli ale muszę to powiedzieć. - złapał oddech i zaczął mówić. - Heh, pamiętasz Starlight?
- Tak, ale przecież... - Star jej przerwał.
- Welp, myśleliśmy że umarła wtedy co spadła do tej dziury tam koło Canterlotu. - powiedział. - jednak to jest trudniejsze niż cokolwiek, nie zrobiliśmy rozeznania, nie zeszliśmy żeby zobaczyć czy na pewno nie żyje.
- Chcesz powiedzieć Star że ona żyje?
- Chyba tak, tylko ona umiała włamać się do mojej głowy i coś powiedzieć. - powiedział. - Heh, SUB 1, to nasz cel, tam jest uwięziona.
- To kiedy ruszamy? - zapytała Gold.
- Jak najszybciej....

--------

Tym czasem u Shielda który jak zawsze nic nie wie.
- Fajnie się piło krew, ale może ja lepiej już pójdę bo znowu mi się dostanie. - powiedział wychodząc.

Gdy zauważył co się dzieje za drzwiami od razu miał słowa, "co się właśnie dzieje", nagle zobaczył Azure wychodzącego z maszynowni.
- Hejka Azure, co się dzieje jeśli można spytać? - miał już powiedzieć coś dalej kiedy kopyto Sky-a przyjebało w jego głowę.
Shield padł na ziemię lekko ogłuszony.
- C...co się....? - majaczył Shield.
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#33
-Nawet robota nie potrafisz dobrze konstruować nauczyć? I jeszcze robisz, plot Celestii wie co, zamiast zainteresować się losem członków swojego oddziału. To, że jestem tu dowódcą nie znaczy, że będę wszystko za ciebie robił!
Azure chciał ochrzanić Shielda jeszcze bardziej, ale wtedy przybiegła Gold.
-Przepraszam, że przeszkadzam w rozrachunkach, ale musimy lecieć do SUB 1.
Azure momentalnie zastygł, jakby został zamieniony w kamienny posąg.
-Że co proszę?
-Starlight. Ona żyje. Jest uwięziona w SUB 1!
Shield otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale Azure szybko mu przerwał.
-Hm... skąd to wiecie?
-Skontaktowała się ze Starem.
-I jakim sposobem namierzyła nas na środku oceanu? - Gold chciała odpowiedzieć, ale Azure podniósł kopyto uciszając ją. - Nie wiem, o co dokładnie chodzi, ale ja się w to nie pakuję. Mam tego dość. Wystarczy dla mnie, zwłaszcza, że czeka nas jeszcze wizyta w SUB 3. Jak chcecie, idźcie. Ale ja się w to nie mieszam.
Z tymi słowami odszedł. Po chwili dogonił go Hunter, który od początku kłótni Skylight'a z Shieldem stał nieopodal i się przysłuchiwał.
-Czemu nie idziesz? Nie będzie tak ciężko, a zanim dostaniemy się do tego SUB 3 minie jeszcze sporo czasu.
Skylight szedł dalej. Kiedy Hunter pomyślał, że Sky może go nie dosłyszał i otworzył usta by zapytać ponownie, Azzie wypowiedział jedno słowo, na dźwięk którego Spirit prawie przysiadł na zadzie. Patrzył za odchodzącym kucem. 'Jeśli faktycznie, a drużyna Shielda ma zamiar się tam pakować... to są martwi.'
A słowo to brzmiało: 'Shadow.'
https://youtu.be/h83Dda3jly4 - Dobry serial, dobrego człowieka, z fandomową elitą w rolach głównych. Polecam Happy
Odpowiedz
#34
Gdy Shield się pozbierał poszedł do medycznego.
- Głowa mnie boli. - powiedział to upadając na ziemię i zasypiając, welp coś się popsuło.
- Weźcie go, chce go mieć na łóżku. - powiedział Robot Medyczny. - Chyba go wyłączyło, heh widzę z skanu że poprzestawiały mu się blokady i ból go uśpił.
- Nasza robota jest znana, pan daje tylko znak kiedy. - powiedziały robotyczne ramiona lekko wystające z sufitu.
- Teraz, przywróćcie go do zdrowia, to źle że nawet nie wie że go boli cokolwiek. - powiedział robot. - Podczas walki oczywiście przydatne, poza nią lepiej niech wie co się dzieje.

-----------------------------
Chwilkę później....

- Hhhhhaaaaaaaah... - obudził się Shield. - G..głowa.....głowa mnie boli co się stało?
- Roboty stop, pacjent się obudził, nasza robota jest gotowa. - powiedział robotyczny doktor. - Jak się czujesz młody?
- Co najmniej dziwne, wszystko mnie boli, głowa, kopyta, klatka piersiowa. - powiedział. - Jakby ktoś mnie podziurawił na sito.
- Dużo się nie pomyliłeś młody, ze skanu wychodzi że masz co najmniej 9 pocisków w samej klatce piersiowej, masz szczęście że ominęły najważniejsze narządy. - powiedział robot. - Mogę ci to już teraz wyciągnąć z tymi tu ale muszę mieć twoją zgodę.
- Heh, nie mam wyjścia albo brak bólu albo ból że nie będę mógł się ruszać. - powiedział. - Zgadzam się, tylko szybko i dokładnie, muszę za godzinę stawić się do odprawy.
- Zamknij oczy i policz do dziesięciu, za chwilę cie damy w narkozę. - powiedział robot powoli wstrzykując znieczulenia i kazał robotom przygotować go do operacji.

----------------------------
Na sali operacyjnej....
- Dobra roboty, wymyte ramiona?
- Wszystko wymyte, dezynfekcja zakończona, wszystko gotowe do operacji. - odpowiedziały ramiona podwieszone pod sufitem. - Sala zdezynfekowana.
- Dobrze, dzięki za raport. - powiedział. - Zaczynamy operację, cel: Usunięcia z ciała pacjenta wszystkich kul z broni i odłamków granatów.
- Tak jest Sir!

----------------------------
Po 30 minutach było po sprawie

- Dobra opatrzyć i zabrać na salę obserwacji. - powiedział. - Proszę wezwać Porucznik Bat Saphire.

Gdy roboty przewiozły Shielda do sali obserwacji i wezwały Bat Saphire....
- Weźcie zróbcie żeby trochę szybciej go poskładało do kupy. - powiedział robot denerwując się. - Podajcie mu jakieś mikstury magiczne, lepiej żeby poszedł na ta odprawę, nie chce mi się cyborga składać raz jeszcze...
- Tak jest!

Nagle odezwała sie druga sztuczna inteligencja, była nią ADR która nie miała co robić w krypcie więc się przełączyła na statek poprzez tajną wojskową częstotliwośc jej superkomputera.
- Talos! Daj mi władzę na Statku. - powiedziała ADR36S.
- Nie masz wystarczających uprawnień. - odpowiedział Talos.
- Mam, Access: DELTA, Status: Administration Używam karty dostępu porucznika Phantoma Shielda.
- Porucznik nie przytomny, brak uprawnień, potrzebujesz zgody kogoś kto cię zna i ma kartę tej samej siły.
- Talos, daj jej przejść, jest to nasza dobra dusza, Acces DELTA, Status: Adminisration, może użyć moje karty, Porucznik Bat Saphire, zastępuję Shielda gdy jest nie dyspozycyjny.
- Sprawdzone, ADR ma teraz kontrolę nad dronami na statku, pomieszczeniem medycznym, modyfikowaniem pomieszczeń, itd. itp. Talos Bez odbioru! - powiedział przełączając na ADR.

-----------------------------
Lekki pisk na głośnikach....
- Jak się czujecie ferajna? - powiedziała z lekkim hukiem ADR na głośnikach całego Statku. - Sorki już reguluję głośność.
- Z tej strony ADR36S, zastępuję Talosa, sztuczną inteligęncię która wami sie opiekowała. - powiedziała. - Talos jest nie dyspozycyjny przez dłuższą chwilę jak go modyfikuję.
- Azure, nie musisz się mnie bać, jestem bardziej przyjacielska niż ten gruboskórny Talos, opiekuję się Stajną z której pochodzi Vert, Berknite, Bat Saphire, Ignite, Shield, Gold, Star. - Heh, Shield leży w łóżku szpitalnym, nudno trochę tak bez niego. - powiedziała. - Ciekawe kiedy się obudzi, widzę w logach że mieli go obudzić właśnie, lepiej już ja się tym zajmę, nawet odłączyć go od podajnika narkozy nie umieją....
- Hihi, nie lubię się tak odzywać, a nawet nie pokazać się. - powiedziała. - Zaraz coś wymyślę...

Chwilę później do teleportera zostało wysłane ciało ADR, przepiękne biało-jasno różowe ciało wyglądające w 100% jak prawdziwe ciało bardzo zgrabnej klaczy kucyka ziemskiego.
- Ah, jak dobrze być w tym ciałku. - powiedziała wymawiając swoim ogonem i bardzo zgrabnym krokiem wyszła z pokoju teleportacyjnego. - W stronę jak myślała reszty grupy.

Ciało zachowywało wszystkie możliwe uczucia kucyka, welp idealna dziewczyna z niej by była...
- Hihi - przechodziła Klacz SI przez korytarz, mówiąc pod noskiem już nie na głośnikach.

ADR oblizała swoją górną wargę tak żeby na kamerach wyglądało to jak najbardziej *Namiętnie*.....
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#35
'Eh... czyli jednak się nie uwolnię od tej cholernej sztucznej inteligencji? Bo co? Kucyki już same myśleć nie potrafią? Maszyny będą myśleć lepiej od nich?'
To i temu podobne rzeczy przewijały się w głowie Skylight'a, kiedy ADR mu się przedstawiała.
Miał wrażenie, że klacz lubiła długo nawijać. Nie lubił tego, ale może to jakoś by mu rozwiało nudę, skoro i tak musiał trzymać oko na cały statek i nie chciał za bardzo tracić koncentracji.
-No cóż, witam na pokładzie. I czemu miałbym się ciebie bać? Wydajesz się być całkiem sympatyczna. - Położył nacisk na pierwsze słowo... A wkrótce potem pożałował całego zdania, kiedy ujrzał klacz w kamerze. Pokręcił głową z lekkim niedowierzaniem i wyszeptał cicho https://www.youtube.com/watch?v=5P8bdwp81a4 .
-Eh... no dobra, spróbujmy... Mam nadzieję, że nie będzie przesadzać, bo wyląduje za burtą...
https://youtu.be/h83Dda3jly4 - Dobry serial, dobrego człowieka, z fandomową elitą w rolach głównych. Polecam Happy
Odpowiedz
#36
Zbliżenie na ADR, ADR patrzy przez tą samą kamerę i spisuje kto może z niej jeszcze korzystać.
- Ktoś tu jest niegrzeczny, hihihi. - szepcze pod noskiem. - hmmm.

ADR wskazuje zainteresowanie w logach, lecz go nie ujawnia nikomu, kręci seksownie tyłeczkiem i przechodzi przez drzwi.

------------------
Tym czasem u Shielda, który własnie się wybudza.
- ......Hufffff, jesteś przy mnie kochana... - powiedział Shield otwierając lewe oko i skanując sytuacje.
- Tak jestem Shield, jestem tu przy tobie. - pocałował go w czoło.

Nagle oko Shielda zgasło i zapaliło na nowo na jego normalny fioletowy kolor. Otworzył też swoje prawe oko i też było fioletowe.
- Przynajmniej nie boli, już nic mnie nie boli.. - powiedział i sobie coś przypomniał. - O kurde spóźnię się na odprawę.

Shield prawie że nie przywalił w ścianę szybko się odpiął ubrał w swój mundur i pancerz dodatkowy, wziął broń magazynki i pobiegł na mostek na odprawę.
- Shield! ADR jest na Statku! - krzyknęła za nim nietoperka.
- Fajnie, ale Azure mnie zabije jak się nie stawię na odprawę. - powiedział.

------------------
Tym czasem u NV który patrzy na Prime swoimi kamerkami.
- Kurde stary... ile ty ważysz że zrobiłeś takie wgniecenie w podłodze? - powiedział do leżącego wyłączonego Prime. - Quantum by ci z wagą pomógł...
- I jak ja cię mam przetransportować do placówki warsztatowej.... - pomyślał. - Ten obiekt z tamtej placówki, Quantum.... która to była placówka? Pamiętam o tym że bardzo niebezpieczne testy tam prowadzili, czarne dziury, kule grawitacyjne, BŁĄD PAMIĘCI.
- Kurde muszę to z kimś skontaktować może uda się trochę więcej sczytać z mojej pamięci.... - powiedział do siebie znajdując sposób jak przewieść robota z maszynowni. - Dlaczego ja o tym nie pomyślałem wcześniej.... Mogę go przecież rozebrać z złożyć w innym miejscu....

-------------------
Welp, czas na Flasha...
- Heh, gdzie oni znaleźli takie klasyki? - powiedział słuchając muzyki klasycznej. - Toż to przecudowne dzieła, nie jakaś muzyka elektroniczna czy komputerowa jak PON3-ego, to zasługuje na najwyższą nagrodę jaką można było mieć w czasach Luny i Celestii!
- oooohohoho, złota płyta! Za taką to można teraz dostać od 200.000 kapsli wzwyż! - powiedział uśmiechając się i wkładając płytę do pudełka, gdy zamknął pudełko pocałował je i schował na półce mówiąc. - Mogą mi dać nawet całego Thunderheada za nią ja jej nie oddam...
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#37
Azure położył się obok Vert i patrzył się w sufit. Hunter zastąpił go przy sterach, więc Skyli miał choć chwilę odpoczynku. Postanowił w końcu zrobić użytek ze swojego Pip-Buck'a i wyszukał w nim jeden ze starych instrumentali, po czym zaczął cicho śpiewać (https://www.youtube.com/watch?v=sJX_nT5pZ80). W czasie, kiedy śpiewał, wspomnienia przelatywały mu przez myśl, od SUB 4, przez różne sytuacje na pustkowiach, do momentu, kiedy stał naprzeciwko Arrow Heart, siedzącej gdzieś wysoko, pod sklepieniem sufitu, patrzącej na niego swoimi różowymi ślepiami. Patrzącą na niego, trzymającego wtedy dwa krótkie ostrza przymocowane do jego przedramion.

Z zamiarem zabicia jej.

Dla nędznych 250 kapsli.

Azure zamknął oczy i skupił się na śpiewaniu. Po chwili jednak obraz wrócił, jednak z chwili, która nastąpiła wkrótce potem. Klacz stała na rozbrojonym kucu trzymając jego szyję w zębach.
'Cała walka trwała kilkanaście sekund, a ciosów padło w mniej pewnie tyle, co strzałów w minigunie. A potem, wszystko zastygło. Jakby oboje zmienili się w kamienne posągi. A wtedy...'
'Zaśmiała się słodko i pocałowała mnie.'

Pierwszy cytat pochodził z ust pewnego wiejskiego kuca wysłanego, by sprawdzić, czy Outsider nie próbuję przypadkiem oszukiwać w zleceniu. Drugi, od Skyliego.
Biały kuc leżał teraz, nie myśląc o niczym. Piosenka zakończyła się kilka chwil temu, Vert spała wtulona w swojego chłopaka, a ten patrzył pustym wzrokiem w sufit. Po chwili przypomniał sobie Gold mówiącą mu o Starlight. Poczuł chęć pomocy jej. Nie widział czemu. Może przejął się historią? Może dlatego, że jego matka właśnie tak chciała go na początku nazwać?
Nie wiedział. Ale wiedział, że się w to nie wpakuje. I miał nadzieję, że sobie to odpuszczą...
Z drugiej strony... cała ta banda poświęca się dla niego i Arrow, o której nawet nigdy nie słyszeli. Więc był coś winny tej ferajnie, ale nadal...

Chciał się położyć i zasnąć, ale wtedy sobie coś przypomniał.
'No tak, warto by było stawić się na odprawie. Eh, cholera...'
https://youtu.be/h83Dda3jly4 - Dobry serial, dobrego człowieka, z fandomową elitą w rolach głównych. Polecam Happy
Odpowiedz
#38
- Obiekt 99473, wyjdź z celi! - powiedział jeden z pegazów.
Klacz nie wyszła...
- Obiekcie 99473, wyjdź z celi natychmiast! - powiedział ten sam pegaz. - Mój czas się skończył wyjdź teraz albo wchodzę i wyciągam cię siłą!
Nagle drzwi zaskrzypiały ale się nie otworzyły.
- Wchodzę, osłaniać mnie!
- Tak jest sierżancie! - odpowiedziała obstawa.

Pegaz nacisnął klamkę i spostrzegł że jest coś nie tak.
- O kur.... - przerwało mu to jak drzwi się zaświeciły na niebiesko i poleciały z hukiem na pegaza i razem z nim na drugą ścianę...
- Wszcząć alarm! - krzyknął jeden z kucy obstawy.

Po chwili drugi z nich uderzył z całej siły w alarm przy celi Klaczy prawie go rozwalając.
- Trzymaj ją w miejscu nie może uciec! - powiedział ten sam kuc obstawy.


Pięć minut później, podbiega jeden jednorożców naukowców.
- Zostawcie ją w spokoju! - krzyknął. - Nie chce wychodzić niech nie wychodzi... Ten obiekt jest już wystarczająco nie stabilny psychicznie, a wy ją jeszcze bardziej destabilizujecie!
- Zaatakowała sierżanta! - odkrzyknął jeden z nich.
- Bo ją sprowokował! Ona jest jednym z najważniejszych naszych Obiektów! Nie ma takiej drugiej! - krzyczał na żołnierza. - Wy żołnierze enklawy nie rozumiecie że oni są ważni dla nas tak samo jak my jesteśmy ważni dla nich!

Jego róg się zaświecił, pokazał kopytem na kuca i powiedział....
- Zejdźcie mi z drogi!!! - krzyknął wziął w magię obydwóch i rzucił w jedną ze ścian. - Dziękuję!
- Nic ci nie jest Starlight? - zapytał klaczy.
- N...ni....nic..... Nic mi nie jest, dziękuję Afterburn Blast. - powiedziała.
- Przejdźmy się, niezbyt zdrowo tak siedzieć ciągle w celi. - uśmiechnął się przyjacielsko jednorożec. - Jeszcze dziś powiem kapitanowi straży że mają cię zostawić jeśli nie będziesz chciała wyjść.
- Dziękuję.... Tak poza tym gdzie idziemy?
- Do nowego pomieszczenia, miało być wreszcie otwarte i dziś zostało, będziesz modła się tam zrelaksować i nikt ci nie będzie przeszkadzać. - powiedział. - Co najważniejsze będą mogli wchodzić tylko ci z sektora 3 w którym ty mieszkasz.
- A co z obiektem 99474? - zapytała.
- Chwilowo, cóż myślimy co z robić z jego wybuchami złości. - odpowiedział. - Chwilowo zbyt niebezpieczny dla tego sektora jest...
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#39
Przez ostatni miesiąc Scalpelsam umierał z nudów. W SUB2 (Albo SUB-C1, jak kto wolał), nie działo się nic. Ślęcząc nad skałkami, jednorożec zastanawiał się, czy nie zamknąć się w jakiejś opuszczonej Stajni i tam nie zdechnąć – wyszłoby przecież na to samo. Ale teraz, musiał przyznać, Instytut zaczął nadrabiać zaległości: Najpierw Lise (jedyny człon, którego był pewien… zresztą, brzmiało to wreszcie jakoś normalnie), później Obiekt 55 robi wejście smoka (albo kosmity, kto jak uważa), a teraz Dowódca go wzywa… no no no… Czy ten dzień mnie jeszcze czymś zaskoczy?, pomyślał.
W gabinecie było ciemno. Dowódca lubił mroczną atmosferę, jednorożec nie był pewien, dlaczego – ale był dowódcą, to sobie mógł. Gdy jego wzrok się do tego przyzwyczaił, poza wpatrzonymi w niego oczami ciemnopomarańczowego kuca dojrzał inne postacie. Pięciu innych naukowców. Dwóch kojarzył z działu badań genetycznych, jednego z asystowania przy badaniach nad Obiektem 76, ale tych dwóch pozostałych nie znał. Może byli z dziennej zmiany. Po chwili zauważył, że patrzą na niego… jakby był najważniejszy w pomieszczeniu. „Dlaczego mam wrażenie, że to zły znak?”
- Podejdź, Scalpelsam. Mam nadzieję, że domyślasz się, czemu cię tu wezwałem?
Jednorożec dyskretnie odetchnął głęboko, zbliżając się do biurka. Starał się nie pokazywać po sobie lęku.
- Chodzi o Obiekt 55?
- Dokładnie.
Kątem oka przyjrzał się reszcie zgromadzonych. Na większości z ich twarzy dostrzegł zakłopotanie, jakby nie wiedzieli, o czym mówi. Nie dziwił się. Do tego Instytutu trafiały głównie niedorajdy pokroju Medicamenta, mające pracę dzięki znanym niegdyś w Equestrii przodkom, znajomościom albo niezwykłej miłości do lizania Szefostwa pod ogonem. A skąd on się tu wziął, sam nie był do końca pewien. Dlatego wcale nie zdziwił się, że żaden z nich nie słyszał (albo nie pamiętał) o sprawie zbiegłych Obiektów. Zresztą, na tym wygwizdowie ciężko było usłyszeć cokolwiek od reszty świata.
- Jesteśmy prawie pewni, że niedługo tutaj zawita. – rzekł Dowódca. – Wszyscy zajmują się przygotowaniem do obrony i kontrataku, ale, jak wiesz, tradycyjne metody mają małą szansę, żeby go zatrzymać. A ty znasz Obiekt 55, prawda? Byłeś przecież w SUB 4. Co więcej, pracowałeś z nim przez dłuższy czas. I wiesz, co poszło nie tak…
- Do czego pan zmierza? – przerwał Scalpelsam, niemal agresywnie.
Po chwili dotarło do niego, co zrobił. Lekko oklapły mu uszy, ale starał się zachować spokój. Naukowcy po obu stronach biurka spoglądali raz na niego, raz na widoczne w mroku oczy Dowódcy. Jakby próbowali zgadnąć, czy daruje mu bezczelność, czy nie.
Darował. Zaśmiał się sucho, widząc, że jednorożec się wycofał. Uśmiechnął się szeroko, a jego zęby były wśród ciemności tak jasne, jak jego oczy.
- Czy to nie oczywiste? Znasz Obiekt 55, a więc i jego słabości. Musisz je więc wykorzystać, aby został… - przerwał, szukając odpowiedniego słowa. -spacyfikowany.
- Od dzisiaj zostajesz przeniesiony z działu genologicznego do działu genetycznego, jako tymczasowa głowa Projektu Crystalized. – oświadczył pomarańczowy kuc, wewnętrznie zbijając naukowca z nóg... a zewnętrznie sprawiając, że opadła mu szczęka.– Co więcej, to jest twój nowy oddział badawczy. – Dowódca wskazał na zgromadzonych w pomieszczeniu. - Podlega ci teraz cały dział naukowy związany z Obiektem 76, bezpośrednio i pośrednio. Mam nadzieję, że zrobisz z tego dobry użytek.
- Eeee… ekhm, żebym dobrze zrozumiał, co mam zrobić… - opanował pierwsze zdziwienie Scalpelsam. – Chcecie schwytać Obiekt 55… używając do tego Obiektu 76? I to jest nasz plan?
- Obiekt 76 nie jest co prawda doskonały… - przyznał Dowódca, z ukosa posyłając złe spojrzenie temu od asystowania, który skulił się nieznacznie, - ale jednego nie można mu zarzucić. Nie ma wolnej woli. Jest całkowicie i niepodważalnie poddany Enklawie. Resztę zaś powierzam tobie.
Scalpelsam zwiesił głowę, starając się myśleć logicznie. Dowódca miał rację, wiedział o tym… ale z drugiej strony, co on mógł zrobić? Obiekt 76… no dobra, miał potencjał, może nawet miałby szanse w starciu z 55, ale do jego modyfikacji nadal potrzeba było wiele pracy. Przecież póki co wyniki eksperymentów były pasmem rozczarowań, a efekty nieznacznie pokrywały się z tym, co chciano osiągnąć. Modyfikacja genów w tak ekspresowym tempie była prawie że niemożliwa. Gdyby dali mu ten projekt wcześniej…
Chyba że…
Dowódca spojrzał na Scalpelsama porozumiewawczo.
- Wykorzystaj swoje dzisiejsze odkrycie.
****
- Co jest, Sampel?
Liselotte otworzyła oczy. Przez chwilę zastanawiała się, co się przed chwilą stało. To, co widziała przed momentem, cokolwiek to było, zniknęło, spłoszone rzeczywistością. A raczej tym, co miało wyglądać na bardziej realne. To się chyba nazywało sen… hm… kolejna rzecz, o której sobie przypomniała. Kucyki musiały spać.
W końcu dotarł do niej głos rycerza Star Ridera, którego zauważyła w okienku, rozmawiającego z niewidocznym panem Scalpelsamem (co ciekawe, rozmawiał z nim, zasłaniając sobie usta dziwnym rodzajem futerału… albo pudełkiem):
- O, no to gratuluję! Co? Obudzić ją? Jesteś pewien, że to dobry pomysł?
Liselotte starała się dosłyszeć też głos pana Scalpelsama, ale widocznie mówił bardzo cicho.
- No dobra, zaraz będziemy… spotkamy się przy Trójce.
Po chwili w pomieszczeniu rozległ się zgrzyt przekręcanego klucza. Liselotte uznała to za sygnał do podniesienia się.
- Witam Panów. – powiedziała, widząc, że rycerze wchodzą do jej celi. – Mam nadzieję, że-
- Idziesz z nami. – przerwał jej drugi kuc. No tak, tu dobre maniery mieli za nic, zapomniała.
W drzwiach niespodziewanie zatrzymało ją kopyto Star Ridera. Zatrzymało się na jej torbie z kamieniami.
- Tree Twig, czy przeszukałeś więźnia? Co ona tam ma?
- Przeszukiwałem… nic groźnego, jakieś kamulce i stary scyzoryk.
- I na cholerę… dobra, nieważne, zabierz jej to. Dawaj! – krzyknął do klaczy. Ta posłusznie zdjęła ją z ramienia, podając ją panu Tree Twingowi. Gdy założył jej torbę, z jakiegoś powodu zrobiło jej się go bardzo szkoda… choć nie wiedziała, czemu. Czy kucyki miały kontrolę nad takimi odczuciami? Może to było normalne?
- Dobra, zanieś to gdzieś, może się przyda tym od granitów i żwiru. Odeskortuję więźnia sam.
- Niech będzie.
Mówiąc to, przyboczny Scalpelsama powędrował w stronę działu badań geologicznych. Star Raider i Liselotte ruszyli w stronę wyjścia, kierując się do budynku numer 3, w którym mieściły się laboratoria.
Po drodze minęło ich parę innych zbrojnych, każdy na chwilę przystanął. Na szczęście kryształowa klacz, z tego, co tłumaczył mu Scalpelsam (jedyny ogarnięty kuc, jaki według Star Ridera znajdował się w tym SUB-ie), nie była już tajemnicą. Tak więc szedł, czując na sobie zdziwione spojrzenia współpracowników. Kątem oka zerknął na klacz… która szła, patrząc przed siebie pustym wzrokiem. Nie wyrażała nic. Jak jedna z sióstr tej od Ministerstwa Uśmiechu… czy jak tam się to zwało, widział w książce.
Star spodziewał się, że klacz będzie zadawała jakieś pytania, albo chociaż wykaże zainteresowanie swoim losem. Tymczasem ona przeszła całą drogę w milczeniu. Jakby pogodziła się ze wszystkim, co miało nastąpić. Albo miała to gdzieś. Nie wiedział, jak to możliwe, że żyła, bo był tylko prostym wojskowym, nie uczonym. Ale wyglądała na taką, która przeżyła swoje.
No cóż. Tego co nastąpi już pewnie nie przeżyje, pomyślał. Mało kto wychodził z celi i wracał do niej o własnych siłach. Jeśli w ogóle.
W końcu dotarli do budynku nr 3. W przeciwieństwie do reszty, tutaj nie panował chaos. Każdy miał już przydzielone zadania i porządną dawkę tęczy w żyłach. Widać było, że Scalpelsam wziął swoje zadanie na poważnie. I za to go lubił.
Jednorożec czekał na nich na końcu korytarza, w nowym kitlu, mówiąc coś do kogoś przez komunikator. Na widok swojego przybocznego i jego więźnia, uśmiechnął się szeroko.
- Witaj, jaśnie pani. – skłonił się przed Liselotte.
Ta uśmiechnęła się słabo. Przynajmniej na końcu byli uprzejmi.
Odpowiedz
#40
Azure, razem z Shieldem u swego boku, przeprowadził oprawę, po czym walnął się na łóżku. Był zmęczony. Nie wiedział, skąd nagle mu to przyszło, ale przyszło. Wyjątkowo też nie zwracał uwagi na gierki Vert, przez co, po około dziesięciu minutach, klacz parsknęła zła na niego i ułożyła się obok. Azure zasnął dość szybko.

Nawiedził go sen.
"Siedziałem oparty o co, coś zimnego. Ledwo byłem w stanie cokolwiek widzieć, cały obraz był zamglony. Czułem, jak coś spływa mi po twarzy, coś lepkiego i gorącego. Krew? Moja krew? Przede mną leżała purpurowa klacz, pegazica, o białej grzywie. Cała we krwi. Jej skrzydła... połamane w wielu miejscach. Jedno, prawe, wyglądało, jakby miało zaraz odpaść. Była odwrócona do niego grzbietem, leżała na boku. Dyszała... nie... Próbowała złapać choć trochę powietrza, aż w końcu usunęła się bezwładnie na ziemię. Uniosłem kopyto, jakbym chciał ją sięgnąć. Nie kontrolowałem się. Kiedy tylko je uniosłem, od razu opadło, a moja głowa odchyliła się do tyłu. Już miałem tracić przytomność, kiedy...
Kiedy coś walnęło mnie w pierś. Momentalnie wypuściłem powietrze z, jak miałem wrażenie, ostatniego tchnienia, i spojrzałem na mechaniczne ramię wbite w moją pierś. Spojrzałem w górę. Kuc stojący plecami do jedynego, oddalonego źródła świata. Nie widziałem nic poza czarnymi konturami postaci. I błyskiem zębów, kiedy uśmiechnął się na chwilę. Lecz uśmiech od razu zbladł, a ja poleciałem na ścianę. Przywaliłem w nią ciężko, wciągnąłem z trudem powietrze i zsunąłem się na ziemię, pozostawiając sporą plamę krwi na ścianie i pod sobą.
-Aż dziwne, że takie małe, marne coś, krwawi tak bardzo.
Zebrałem się na uśmiech, za co kuc chwycił mnie za kark i podciągnął mnie tak, że nasze oczy, których u niego nie widziałem, były na jednej linii.
-Nie chciałem cię zabijać. Ale bardziej przysłużysz się nam martwy. Ty i twoi przyjaciele.
Ponownie mną rzucił, tym razem na stertę skrzyń. Leżąc w nich zobaczyłem, jak jeden z żołnierzy przebija pierś Shielda jedną z tych ich dziwnych broni. Nie słyszałem nic, poza ustającym biciem mojego serca...
Kuc podchodził do mnie, znowu się szczerząc. Już nie oddychałem, nie byłem w stanie. Moje serce już też prawie przestało bić, traciłem świadomość. Widziałem już tylko plamy i...
Ostrze. Nie widziałem wyraźnie nawet kuca, który stał tuż nade mną. Ale wyraźnie widziałem ostrze, które zaraz wbije się w moją pierś... W to, co z niej zostało. Zanim zapadł ostatni cios, kuc zaśmiał się jeszcze raz, przeraźliwie. Ale na mnie już to nie robiło wrażenia. Spojrzałem ostatni raz na ostrze i zamknąłem oczy, czekając na cios..."
https://youtu.be/h83Dda3jly4 - Dobry serial, dobrego człowieka, z fandomową elitą w rolach głównych. Polecam Happy
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości