Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
"Dwa światy [+18]"
#51
- Shield! Wstawaj kucełu! - krzyczał człowiek. - Wstawaj kurde nie mam całej sesji na twoje spanie!
- Że co? A to ty, znaczy ja, znaczy ehhhh.... - powiedział zakłopotany kuc. - Czego chcesz?
- Wiesz trochę niegrzecznie się zachowujesz nawet w stosunku do samego siebie... - powiedział człowiek. - Welp, przyszedłem się jeszcze raz zapytać... Chcesz żebym przyszedł do twojego świata?
- Co będę miał w zamian? - zapytał jednorożec. - Co będę miał z tego że wpuszczę cię do mojego świata, przecież jak przejdziesz tutaj zamienisz się w kucyka...
- Też czytałeś? Heh, welp dwóch Shieldów u ciebie lub u mnie, eh to by było co najmniej śmieszne... - powiedział podśmiewając się pod nosem.
- Czterech...
- Czterech?
- welp, tak licząc z Rusty Rose, która jest podmieńcem, a liczę dwie Rusty Rose bo wasza by mogła też tu przejść. - powiedział jednorożec.
- To by było dosyć ciekawe, ale wiesz albo przerzucamy całą bandę na całe dwa dni wasze do was albo przerzucamy tylko mnie...
- To też wyczytaliśmy? - powiedział jednorożec. - Heh, mamy więcej ze sobą wspólnego niż chyba ktoś inny...

Kucykowy Shield westchnął i powiedział...
- Widzę że chyba kończy ci się czas.... - wziął głęboki oddech. - Gdzie muszę szukać planów na portal?
- Jeszcze dziś zgłoś się do Star-a..... będzie wiedział...... portal to wielka budowla....... potrzebuje wiele jednostek magicznych....... i energetycznych...... *Fssssssss*
Shield zamknął oczy i otworzył znowu na mostku...
-----------------------------------------------------------------------------------
Sield się obudził i od razu dostał wiadomość że łodzie podwodne z torpedami z głowicami nuklearnymi są gotowe.
- Wysłać dwie łodzie na początek, to powinno wystarczyć, reszta łodzi ma czekać w pogotowiu. - powiedział Shield do mikrofonu. - Do jednej załadujcie 6 zwykłych torped, do drugiej nuklearne, WYKONAĆ!
- Wykonywanie.

Nagle cały hangar zalał się wodą zamykając za sobą wszystkie drzwi, po chwili wypłynęły z niego dwie lodzie podwodne.

-----------------------------------------------------------------------------------
Na pancerniku....

- ehhh, mieliśmy ich na widelcu ale nie skorzystaliśmy. - powiedział nawigator. - Co sobie myślał ten ST, że się będzie wpierdzielał w naszą prace?
- Uważaj na słowa, Shadow jest wiele silniejszy od nas.... Jednym uderzeniem by mógł zabić nas obojga.... - powiedział kapitan. - Tak w ogóle, co cię zaprowadziło żeby służyć jako żołnierz dla instytutu?
- Je wiem? Brak chyba wyboru? - powiedział. - Mogłem albo dla nich pracować, albo pożegnać się z życiem, pożegnać się z rodziną, mogłem zarobić coś dla rodziny albo spłonąć razem z całą wioską.
- Wiesz ja się urodziłem w wojskowym szpitalu, instytutu. - powiedział. - Jedyne co zobaczyłem to przez dwa lata matkę, później zostałem zabrany przez jakiś ludzi i uczony wojskowych rzeczy, teraz jestem tutejszym kapitanem.... I chyba masz dwie czerwone kropki na radarze?
- O kurwa łodzie podwodne! Do broni, kapitanie musimy się stąd zmywać! - powiedział.
- Maszynownia odpalić silniki, cała w przód!
- Torpedy trzymać się! - powiedział jeden z kucy na pokładzie. - 12 torped płynie z zawiłą prędkością na nas, pierwsza fala torpedy przebijające, kolejna to nuklearne, wszystkie z systemem samonaprowadzającym.
- Potwierdzam, cała w przód i skręt na sterburtę! - powiedział nawigator.
- Już się robi. - powiedział Kapitan.
- Nie unikniemy przebicia! Może i się ruszyliśmy ale one zwalniają i się nakierowują na cel zaznaczony na ich danych w komputerze pokładowym. - krzyczał przez komunikator. - Kurwa mać, wyślijcie flarę, mamy przejebane!

Inny kucyk wyszedł spod pokładu i próbował wysłać flarę alarmową, nie udało mu się bo właśnie przywaliły pierwsze torpedy, pistolet sygnałowy wypadł mu i poleciał do wody...

Nagły wybuch torpeda trafiła w śrubę, statek zakończył się poruszać gdy nagle kolejne torpedy trafiły.
- Kurwa, walą w nas nuklearnymi torpedami, toniemy wszyscy za burtę! - krzyknął kapitan w komunikator. - Zostaje na pokładzie jako ostatni wychodzę z mostka!
- Zostaję z tobą kapitanie!
- Biegnij ratuj się! Masz jeszcze dla kogo żyć, moja rodzina już nie żyje nie mam nic do stracenia!
- Opuszczamy razem pokład, albo razem albo w ogóle! - krzyknął nawigator.
Wszystkie kucyki opuściły już pokład, nagle ostatnia torpeda trafiła w miejsce łączeń wieży mostka z dolnym kadłubem. Mostek runął z wielkim zgrzytem na pokład wywalając obydwu kucy z siebie, kapitan się poturlał najdalej, a nawigator zatrzymał się na końcu łapiąc za kopyto kapitana i wciągając z powrotem na pokład, ratując go przed śmiercią poprzez przecięcie w pół....
- Było blisko. - powiedział nawigator.
- Heh, mogło być lepiej ale i tak jest dobrze, dobrze że w ogóle żyjemy... - odpowiedział Kapitan. - Wiesz co to chyba dobry moment żeby już stąd spadać, robi się tu troszkę gorąco....
- To prawda, heh...
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#52
Unik za unikiem. Stale się uchylałem, ani razu atakowałem. Nie mogłem... Nie chciałem. Nie chciałem atakować, nie chciałem jej zranić. Coś mi nie pozwalało.
Nie raz stawałem przeciwko kucowi, który był mi bliski. Nie raz zabijałem takich bez problemów, wyrzutów sumienia, bez strachu. Ale teraz nie mogłem.
Za to Arrow... biła łukiem jak opętana, wykrzykując co chwila: "Walcz!", "Czemu nie atakujesz!?", czy "Jesteś na tyle słaby, że nie masz siły mnie uderzyć!?".
Nie odpowiadałem. Po prostu robiłem uniki, czasem tylko wspomagając się mieczem, kiedy wyprowadzała co bardziej fikuśne finty. W końcu dałem się wytrącić z równowagi i przygwoździć do ściany. Łuk Arrow miał w swoim drzewcu wiele ostrzy, jedno teraz, środkowe, przytknięte było do mojej szyi. Jednym z końców drzewca przygwoździła mi prawe kopyto, rozcinając je przy okazji, tak, że nie byłem już w stanie nim walczyć. Stała, dysząc ciężko. Z jej oczu płynęły łzy. Przycisnęła łuk mocniej.
-Czemu!?
Milczałem.
-Czemu mnie zostawiłeś!?
Odwróciłem wzrok.
-CZEMU!?!?!?
Zamknąłem oczy. Poczułem, jak łza spływa mi po policzku. No tak, zostawiłem ją. Wtedy, kiedy jaskinia się na nią zawaliła, zostawiłem ją. Na pastwę Shadowa. Ale nic nie mogłem zrobić. Chciałem, nie byłem w stanie. Byłem ledwo żywy, a ona kazała mi uciekać. Nie miałem jak jej uratować...
Mimo wszystko, czułem się winny.
-Nie umiesz powiedzieć, tak?
Otworzyłem oczy. Coś było nie tak... Kuce mogą się różnie zachowywać pod wpływem emocji, ale coś było mocno nie tak. Jej głos, ton głosu... Otworzyłem oczy i, nie odwracając głowy, spojrzałem na nią. Już nie płakała, patrzyła na mnie swoją czysto wampirzą naturą. Uśmiechała się i mówiła, jakby była opętana. Przełknąłem ślinę...
-Od początku mnie okłamywałeś, tak... Cały czas się mną bawiłeś. A kiedy wymagano od ciebie nieco poświęcenia dla mnie, uciekłeś. Co nie!? Hahahah... A to może nawet i dobrze. Teraz widzę, gdzie popełniłam błąd. I naprawię go. A ty? Twoje części posłużą nam dobrze, ale ty już nie będziesz potrzebny. - Chwyciła mnie i rzuciła na ziemię. - Żegnaj, - zaczęła kręcić swoim łukiem nad głową, a ten zmienił się w włócznię, długą, ostrą, z paroma ornamentami przypominającymi serca. Wycelowała grot w moją stronę. - Azure Skylight. (https://www.youtube.com/watch?v=Qg1qZq5yjps)
Przymierzyła się do ataku. 'Tak... To zdecydowanie nie była Arrow Heart. Nie ta, którą znałem. Tak więc...' Otworzyłem oczy, patrząc na nią gniewnie. Moja grzywa zaczęła z wolna falować, oczy zaszły bielą, sierść pojaśniała. 'Pora to zakończyć!'
Kiedy Arrow uderzyła, wystawiłem zdrowe kopyto i uwolniłem moc, powodując jej wybuch. To odrzuciło klacz na parę metrów. Ja w tym czasie nie próżnowałem, podniosłem się szybko, przywołałem swój miecz i zaatakowałem. W chwili, kiedy Arrow odzyskała równowagę, padł mój pierwszy coś. Klacz była zwinna, udało jej się obić kilka ciosów, ale szybka flinta z lewego kopyta w końcu wytrąciła ją z równowagi. Wiedziała jak walczę, ale z mieczem w prawej nodze. Nie w lewej. I to dało mi przewagę. Całkowicie pochłonęła mnie walka. Wiedziałem, że ta klacz to już nie ta Arrow heart, której nie chciałem zabijać. Więc nie czułem teraz oporu.
Przyszykowałem się do zadania kończącego ciosu.
https://youtu.be/h83Dda3jly4 - Dobry serial, dobrego człowieka, z fandomową elitą w rolach głównych. Polecam Happy
Odpowiedz
#53
-Pineapple! Co się tam dzieje, do cholery?!
- No… e… prądu nie ma…
- No, chyba widzę, że prądu nie ma! Czy wy możecie przez 5 minut czegoś nie roz****dolić?! Czy ja muszę wszystko robić sam?! Ku*wa, łącz z e-tech i melduj!
-E…. chwila, mam stamtąd połączenie… przekierować czy…?
- Przełącz na wspólne.
Po chwili w komunikatorze Scalpelsama dało się słyszeć cichy głos:
- Pine-em-p-pineapple?...

****

Scalpelsam zostawił Lise pod pieczą Star Ridera, po czym udał się do głównego rdzenia. Wziął ze sobą paru naukowców i kilku zbrojnych. Nie wiedział, co się stało, ale wolał być gotowy.
Kuc, który ich wezwał, leżał naprzeciwko drzwi, przytulony do ściany. Na widok naukowców podniósł się gwałtownie.
- Oni tam są martwi! – wrzasnął, nadal w szoku. – O-oni…
- Nie drzyj mordy, wiemy. – warknął Scalpelsam, otwierając drzwi. Uderzył go duszący odór krwi… ale w ciemności nie widział zbyt wiele. Jeden z przybocznych rozświetlił pomieszczenie rogiem.
Jakaś klacz w kitlu pisnęła przeraźliwie. Ktoś zwymiotował. Większość osłupiała. A Scalpelsam po prostu nie wierzył w to, co widział.
Gdy opanował pierwsze zdziwienie, dostrzegł coś pomiędzy trupami. Odchrząknął, dając innym znak, że czas się ogarnąć.
- Wezwijcie kogoś, kto to posprząta. Nie pozwólcie, aby materiał genetyczny się zmarnował. – rzekł do zbrojnych, po czym odwrócił się do dwójki naukowców-jednorożców: - A wy za mną.
Wszedł do pomieszczenia, uważając, by nie nastąpić na fragmenty ciał. O ile kałuże krwi nie robiły na nim większego wrażenia, o tyle sposób, w jaki ktoś… rozczłonkował? Zmasakrował te ciała, może to lepsze określenie…. Interesujące. Nie widział śladów miecza, magii, ani pazurów. Ktoś-lub coś – ich zmiażdżyło.
W końcu je dostrzegł. Na brzuchu jednej z ofiar leżał kamień. Zwykły kamień, nie większy od kopyta. Podszedł blisko. Chwycił go kopytem, po czym podniósł na wysokość oczu…. Hm… nadzwyczajnie lekki… A po strukturze spodziewałby się, że to granit czy In-
W tym momencie rozległ się huk otwieranych na oścież drzwi. Do pomieszczenia wpadł Medicament. Scalpelsam nie widział jego twarzy zbyt wyraźnie, ale nigdy nie pomyliłby jego sylwetki z czymś innym, niż bojlerem:
- Sampel! Dowódca! Do Auli! Pilne! – wysapał.
- Ku*wa, wiem, że nie ma prądu, pracuję nad-
- Jaki prąd? Aha, nie! – były asystent machnął kopytem, - Szef działa na awaryjnym. Chodzi o Obiekt!
Jednorożec wyprostował się gwałtownie, jak kopnięty prądem. Zgniótł przez przypadek jakąś gałkę oczną, ale nawet tego nie zauważył.
- 55?
Medicament przytaknął.

***

Gdy Scalpelsam wparował do Auli, niemal wyważając drzwi, w środku zastał parunastu najważniejszych w tym SUB-ie badaczy zgromadzonych przed ekranem. Krzyczeli do obrazu, jeden z nich wcinał popcorn z mikrofali, jakby oczekiwał kina akcji. W pierwszym rzędzie siedział- no jasne- Dowódca, dumnie wpatrzony w ekran.
Ale dla srebrnego jednorożca nie było tu nikogo. Była tylko transmisja, chyba z jakiegoś drona zwiadowczego.
I Obiekt 55.
Urósł trochę, i chyba przytył. Miał naderwane ucho. Scalpelsam przez chwilę porównywał obraz kuca na ekranie z tym, co pamiętał z SUB4. Wiedział, że minęło dużo czasu… a Obiekt pewnie sporo przeżył. Wiele mogło się zmienić, rozwinąć. Ciekawe, czy rozwinął też swoje umiejętności, pomyślał.
Na odpowiedź długo nie czekał.
Całe starcie z wojskiem i Shadow Thunderem jednorożec stał tak, jak wpadł, niemalże nieruchomy. Chwilami kiwał głową w zamyśleniu, analizując ruchy Obiektu i jego towarzyszy… niecodziennych towarzyszy, trzeba przyznać. Z niecodziennymi technikami i tokiem rozumowania.
Widząc, jak biały Obiekt osuwa się na kolana przed 15, nie wrzasnął z radości jak reszta pomieszczenia. Nie zaczął nawet klaskać z uznaniem, jak Dowódca i parę starszych osób. Z jego pyszczka wydobyło się tylko ciche prychnięcie.
„Idiota.”
- Tak jest, klacze i ogiery! – uciszyło wszystkich podniesione kopyto Dowódcy.-Jak widzieliście, zagrożenie zostało wykryte i zneutralizowane już na zachodnim wybrzeżu, dlatego stan wyjątkowy uważam za Odwołany! Scalpelsam! – wypatrzył go z pierwszego rzędu. Uśmiechnął się. A właściwie wykrzywił, naciągając wargi. – Do gabinetu.

***

„Ile to minęło, odkąd zostałem głową Crystalized? Godzina, półtora? Tak, maksymalnie półtora. Bo nikt się nie spodziewał, że Obiekt będzie…. Nieostrożny?, tsa, dobrze, że nie wysłał przed sobą anielskich trębaczy i małych źrebiątek sypiących pie*dolone kwiatuszki! A teraz co? Teraz przyspieszony rozwój Obiektu 76 jest niepotrzebny. Także… dzięki, ku*wa. Dzięki, 55. Zawsze byłeś idiotą.”
Scalpelsam powlókł się do gabinetu. W całym SUB-ie (poza „Dwójką”) było ciągle ciemno, więc tym razem pomieszczenie nie zrobiło na nim większego wrażenia. Może poza wrażeniem bycia obserwowanym… ale tak nie było tylko tutaj. Zdążył się przyzwyczaić.
- Dawno się nie widzieliśmy, co? – zażartował Dowódca, na co Scalpelsam skrzywił się nieznacznie.
- Za pozwoleniem… możemy przejść do rzeczy? – westchnął cicho. Szef usadowił się za biurkiem, zapalając świeczkę. Położył kopyta na blacie.
- Chodzi o Obiekt 76, prawda? – spytał po chwili milczenia.
Dowódca mruknął z aprobatą, jednak nie powiedział nic więcej. Jakby bawił się jego sfrustrowaniem. Albo chciał go jeszcze bardziej dobić. Albo jedno i drugie.
Jednorożec westchnął z rezygnacją.
- Wracam do skałek, prawda?
- Nie. Co więcej, - dodał, nacieszywszy się miną naukowca, - cokolwiek planowałeś, wzmocnij to pięciokrotnie. Obiekt 76 ma być gotowy do końca tygodnia, zanim przywiozą tu Obiekt 15.
- Zaraz, co?! Tutaj!?
- Masz prawo wykorzystać wszystkie dostępne środki, - Dowódca jakby go nie dosłyszał, - ale Obiekt Ma być gotowy. I w pełni sprawny. Jasne?
- Eeee… nie, to najbardziej popier- y, znaczy, z całym szacunkiem…
- A to bardzo proste.
Dowódca popatrzył na Scalpelsama, jakby go właśnie ograł w karty. Jednorożec po raz któryś dzisiaj starał się odzyskać panowanie nad opadającą szczęką.
- Obiekt 76 ma w założeniu kontrolować wadliwe Obiekty. Wszystkie wadliwe Obiekty. A niedługo będzie ich tu mały zlot… Wiesz, o czym mówię.
Scalpelsam podniósł głowę. Nagle wszystko stało się jasne.
- Obiekt 47?
- I 15. – dodał kuc ziemny. - Już ty wiesz, dlaczego.

***

Parę dni później Liselotte nie była już w stanie iść. I to nawet mimo tego, że zachowała wszystkie cztery nogi.
Po dwóch „podejściach” wyszło na jaw, że to te dziwne skały uaktywniały się i robiły masakrę, ilekroć kryształowej klaczy groziło niebezpieczeństwo. Nie zatrzymywały ich ani ściany, ani zaklęcia, ani nawet najnowocześniejsza technika. Wystrzelone w pustą przestrzeń, wracały szybciej, niż leciały. Dlatego, aby w jakikolwiek sposób funkcjonować, zamknięto je w pancernym sejfie pozbawionym grawitacji wewnątrz. Dwudziestocentymetrowe ściany gięły się jednak, gdy nad klaczą trwały testy… dlatego wybierano te, które trwały w miarę krótko. Nie pozwalało to na wiele, jednak Scalpelsam był kreatywny.
Ciało Liselotte pokryła biała siatka pęknięć. Miejsca, z których wyciągano fragmenty różnych tkanek i narządów, owinięto lnianymi bandażami. Niektóre były już nasączone krwią, ale przecież nie było potrzeby ich zmieniać. Lise miała wytrwać tylko do końca testów.
Dlatego też Star Rider i jego nowy pomocnik, BlueBelly, musieli ją nieść do celi.
- D-dziękuję uprzejmie… za pomoc… T-to… - rzekła klacz cichym głosem, widząc, że zaraz wyląduje w swojej celi.
Sposób, w jaki wrzucili ją do celi, na pewno nie był uprzejmy. Liselotte wiedziała, że nie jest w stanie się podnieść, i że do rana będzie leżeć jak porzucona, szmaciana lalka. Gdy wszystko zacznie się od nowa.
- Dobranoc Panom życzę. –wyszeptała. Zatrzaśnięto za nią drzwi.
Po jakimś czasie usłyszała stukot kopyt. Jakiś kuc przemknął obok strażników w towarzystwie dziwnych, rytmicznych pisków, które brzmiały trochę jak melodia. Po chwili usłyszała drugi, jednak bez pisków. Takie rzeczy się dotąd nie zdarzały.
Normalnie nie zwróciłaby na to uwagi. Jednak teraz z trudem podniosła głowę.
Coś zaczęło się zmieniać.

***

- Stop.
Nagle zarówno Azure, jak i Arrow zesztywnieli. Wszystkie ich mięśnie napięły się samoistnie, także ledwo byli w stanie ustać. Ich broń opadła na ziemię z łoskotem.
Zza pleców klaczy wyszedł kuc. Dziwny, dobrze zbudowany kuc ziemny w kolorze mięty i o oliwkowej grzywie. Jego lewe oko było puste, lekko wypchnięte z oczodołu przez wrośnięte w niego, czarno – szmaragdowe kamienie. Prawe, o srebrnej tęczówce, patrzyło spokojnie na zesztywniałą parę kucyków. Tak samo, jak trójka oczu na jego boku.
Podszedł do nich, uśmiechając się lekko. Jakby zwracał się do małych dzieci.
- 47, twoje porachunki nie są ważne. – rzekł, wyjątkowo łagodnie. - Od teraz o nich nie myśl. Idź do Auli.
Klacz wolno skinęła głową, po czym bez słowa minęła białego ogiera. Jakby nagle zapomniała, że parę sekund temu chcieli się pozabijać.
- 55. – kuc zwrócił się w kierunku Sky’a. Wyciągnął ku niemu kopyto. – Twój PipBuck.
Azure, sam się sobie dziwiąc, poczuł, że może mu ufać. I że jemu jego PipBuck był bardziej potrzebny, niż jemu. Bez słowa rozpiął rzemienie na nadgarstku i podał urządzenie nieznajomemu.
- Dziękuję. – miętowy kuc uśmiechnął się przyjaźnie, wyłączając muzykę. –A teraz tu zaczekaj na Obiekt 15. Udaj się z nim do celi. I żadnych walk po drodze.
Tak. To było logiczne. Przecież Azure musiał gdzieś spać… a jakby miał znaleźć drogę w tym labiryncie korytarzy sam? Przecież Shadow i tak chciał, żeby tam wrócił. Co za problem poczekać, aż do niego dobiegnie?
- Dobrze.
- Świetnie. Tylko bądź grzeczny. – rzekł kuc, odwracając się w korytarzu. Pomachał mu na pożegnanie, znikając za zakrętem. Skylight odmachał, opierając się o ścianę. Czekając na Shadow Thundera.
A za zakrętem, gdzie biały nie mógł go już usłyszeć, na miętowego kuca czekały już dwa ogiery. Dowódca i Scalpelsam, którzy całą scenę obserwowali z ukrycia. Pierwszy ledwo powstrzymywał histeryczny śmiech, drugi wyglądał raczej na dumnego z siebie, ale i lekko zażenowanego.
- Dobra robota, 76. – rzekł Dowódca. – Scalpelsam, spisałeś się… przysięgam, niech się tylko dowiedzą ci na górze!
- Dziękuję. – odparł jednorożec, patrząc na Obiekt. W tydzień… dokonał tego w tydzień… Jeszcze było parę rzeczy do poprawy, ale na tym etapie Obiekt spisywał się lepiej, niż myślał. Po raz pierwszy od dawna Scalpelsam czuł, że jego egzystencja może ma jakiś sens.
- Gratulacje, Katharsis.
Odpowiedz
#54
Jeszcze tego samego dnia gdy Shield już wyszedł z mostka.

- Star! Star poczekaj, mam pytanie. - powiedział do jednorożca, który wychodził właśnie z pokoju.
- Chodzi o portal? Dawaj do biura które wydzieliła mi ADR, zaraz ci dam wszystkie plany, wydrukuje ci je z pamięci. - powiedział a nagle wokół niego pokazały się ręce z magii.
Prawe oko stara świeciło się kolorem zielonym, a lewe fioletowym z obu leciały magiczne dymki mające jakieś 5 centymetrów, dymki odpowiadały kolorom oczu.
- Star? Ta magia, masz coś na wytłumaczenia tych "Rąk"? - zapytał. - Wiesz trochę to creepy z twojej strony że takie coś pokazujesz.
- To? Aaa to jest coś co ukrywam przed wszystkimi, gdyby u nas się dowiedzieli że mam tak rozwiniętą magię by mnie nie wypuścili. - odpowiedział. - Czułem się tam jak w więzieniu, musiałem się wyrwać, a ta misja? To był tylko do tego pretekst żeby stamtąd uciec...
- Aha, welp to chyba to twoje biuro? - powiedział Shield gdy już doszli.
- Tak to moje biuro i tak jest tak wielkie jak zaledwie cztery pokoje na tym statku.... - powiedział. - Heh już się podpinam i drukuję, twoja myśl czy dasz to wybudować Prime i dronom czy sam pójdziesz to budować a ja z Prime i dronami tylko ci pomagamy.

Gdy Star wydrukował plany (których było sporo [około 5 blueprintów 1M/1M]), sama brama była wielka a co najważniejsze miała być zbudowana pod wodą.
- Wow, chyba sobie jaja robisz. - powiedział do jednorożca który się od razu skrzywił na te słowa. - Wiesz portal to jedno, cała baza pod wodą to dokładniej drugie, skąd taki pomysł Star?
Star się rozciągnął i poruszył jedną z "Rąk" w stronę Shield'a, wziął z półki ołówek i zaczął coś kreślić na pustym Blueprincie, po kilku chwilach nakreślił mapę od góry całej bazy.
- Tu mamy portal, jest to struktura z najszlachetniejszych metali i niemetali, a też z Aluminim i Stali, rdzeń portalu jest z czerwonego diamentu. - powiedział pokazując na planie budowlę. - Naokoło jest osiem magicznych przekaźników z najszlachetniejszych kryształów, szafiru, rubinu, szmaragdu i tanzanitu.
- No dobra a co ma ta baza do tego?
- Już do tego przechodzę. - odpowiedział Star. - Tu mamy główne korytarze, tu farmy, przecież musimy coś jeść, tu są pokoje mieszkalne, dosyć nie wygodnie się śpi na tych tutaj łóżkach, tu mamy pokoje medyczne, tu pokoje warsztatowe, tu mamy reaktory, a tu pompę i oczyszczanie wody z głębin ziemi, w tych miejscach są osłony, urządzenia maskujące i takie pierdoły do ochrony bazy.
- Dosyć wiele tego. - stwierdził Shield. - A to pomieszczenie?

Shield pokazał na pomieszczenie które było dosyć dziwne i nie pasowało do niczego, jedyne co Shield zrozumiał to kable biegnące z dziwnego pomieszczenia do portalu.
- Kable zasilające? Czy to jest jakiś wielki generator?
- Tak, to jest generator, znalazłem ten plan jeszcze zanim Raptor sprzeciwił się przeciwko nam, gdy oni byli u nas na robocie ja wtedy grzebałem u nich w papierkach i tak znalazłem to. - pokazał plan. - Termal Orb MK. VI Tier 4 Termal Generator.
- Chyba cie pogrzało, chcesz użyć nie znanej nam technologi Pegazów?! - krzyknął Shield na Stara.
- Nie pogrzało mnie, przestudiowałem cały plan jakieś 100 razy, generator jest tak zbudowany żeby produkować na spokojnie 10.000GW energii więc portal zasilamy na spokojnie i zostaje jeszcze na zasilenie zaawansowanych systemów bazy, według planu generator jest zasilany tylko i wyłącznie magmą spod płyt tektonicznych.
- Zaawansowana energia termalna, teraz rozumiem użyjemy generatora którego enklawa nie mogła użyć u siebie na Thunderheadzie? - zapytał Shield po chwili uspokajając głos.
- Tak, a teraz jakbyś mógł pójść do NV i zapytać się jak tam idzie mu składanie robota do kupy, bo mam dosyć robienia wszystkiego samemu, a tym bardziej składać tych pierdolonych narzędzi w jedną całość... - powiedział. - Jak byś był taki dobry i od razu wcisnął Prime-owi w jeden z portów USB tego Pendrive-a, jest na nim cały Blueprint.
- Okej, zapytam się, a jutro zaczniemy budować ten generator termalny i portal..... Szkoda że Azure nie zobaczy pierwszego przejścia ludzi do naszej rzeczywistości. - Shield-owi zrobiło się smutno gdy przypomniał sobie scenę gdzie Azure umierał na oczach Vert i wszystkich tam zebranych, miał wyrzuty sumienia że mógł jednak coś wtedy zrobić... ale nie zrobił.
- Wiem stary że że ubolewasz nad tym co widziałeś ale to nie twoja wina, może gdyby ten kuc się nie pojawił tam to było by dobrze, ale nie ma co się martwić było minęło. - Powiedział Star. - Sam ubolewam nad tym że nie pomogłem Starlight, że mogłem wtedy zejść po linie i ją zabrać stamtąd, ale tego nie zrobiłem i teraz ona jest w instytucie...

Gdy emocje opadły Star pożegnał na chwilę Shielda, a sam Shield udał się do warsztatu.

-----------------------------------------------------------------------
Kilkanaście minut błądzenia po labiryncie korytarzy Frostwolfa...

- NV, jak tam praca nad składaniem robota? - zapytał Shield sztuczną inteligencję. - Wszystko z nim w porządku?
- W jak najlepszym, dowiedziałem się trochę rzeczy sprzed 200 lat o nim, na przykład tego że był to robot wsparcia wojska Equestriańskiego, jego zadanie myło nosić broń i amunicję, plus wydzielać medykamenty i jedzenie żołnierzom, później został przemianowany na robota dowodzącego i miał dowodzić niewielką armią szturmotronów, a niecały rok później przemianowali go na dowódcę megarobotów typu B. - powiedział bez chwili zatrzymania się.
- Typu B? Znaczy tych 43 piętrowych kolosów stąpających po ziemi jakby nic im nie zagrażało? - powiedział. - Znaczy ten z którego uciekliśmy?
- Nie, był dowódcą Thunderdron, wielkie Thunderheady które nie miał być operowane od środka i na zewnątrz przez żadnego kucyka. - powiedział NV. - Niestety ostatnia Thunderdrona rozbiła się tuż za Crystal Empire i leży tam zasypana śniegiem przez 200 lat...
- Aha, inaczej chujowym pilotem był tego statku... Dobra uda ci się go uruchomić do jutra? - powiedział Shield podając Pendrive-a NV i mówiąc. - To jest coś co ci daję ale nie ty masz to odtworzyć tylko on.
- Dobra zajmę się nim, na jutro powinien byc gotowy i mieć zainstalowane to coś w pamięci. - powiedział pokazując na Pendrive-a jednym z swoich mechanicznych ramion. - O nic się nie bój szefie na jutro się postaram go uruchomić... - powiedział do odchodzącego jednorożca.
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#55
Wszedłem do celi nie myśląc nad niczym. Dopiero, kiedy zatrzasnęły się za mną drzwi, myśli uderzyły w moją głowę z siłą megaspellu. Odwróciłem się gwałtownie, ale zdążyłem zobaczyć tylko znikający ogon Shadow'a. Usiadłem na zadzie zdumiony. Jak... Jakim cudem dałem się tak zmanipulować?!
Przekląłem pod nosem. Teraz już wiele rozumiałem, ale... Obiekt 2? Nie... działał na innych założeniach, poza tym, nie wydaje mi się, byśmy byli pod Canterlotem, nie czuję magii tego miejsca. Więc... Crystalized? Hm...
Położyłem się na ziemi, złożyłem głowę na kopytach i zasnąłem...
https://youtu.be/h83Dda3jly4 - Dobry serial, dobrego człowieka, z fandomową elitą w rolach głównych. Polecam Happy
Odpowiedz
#56
Na drugi dzień Shield, Star, Prime, banda dronów i nanobotów zaczęli budować generator termalny i portal.
- Tak w ogóle Star, dlaczego ten portal jest taki wielki? - zapytał się Shield.
- A czytałeś plany? Przez niego ma przepłynąć drugi Frostwolf... - odpowiedział Prime. - Poczytaj plany zanim coś zaczniesz budować dobrze?
- Okej brak pytań w sprawie budowy. - powiedział Shield dalej spawając płyty pancerza teleportu. - Nie myślicie że to trochę płynięcie pod prąd z budową najpierw teleportu?
- Nie... Generator zacznie produkować od razu energię najpierw kilka GW a na koniec całe 10TW. - odpowiedział Star. - Najpierw chcemy z Prime zrobić odbiór energii a portal ma dwie wielkie baterie.
- Aha, dobra wy spawajmy portal wstawmy ten czerwony diament i co dalej? - zapytał Shield.
- Kolejne to platforma przed portalem, później przekaźniki magiczne, kable zasilające i termalny generator. - powiedział.

Kilka godzin milczenia, kurwowania, spawania, odstrzelonych głów robota zakończyli spawanie portalu, platformy i przekaźników magicznych, kabli zasilających, później część robotów poszła z Shieldem i Flashem, który się dołączył godzinę po tym jak wy spawali portal i popłynęli budować reaktory bazy i samą bazę podwodną.
- Ciężka praca co nie Flash?
- A no, ciężko się operuje pod wodą całym tym wyposażeniem.... - odpowiedział. - Ale i tak łatwiej niż obsługiwanie takimi samymi narzędziami w powietrzu heh, nie mogę sie doczekać odpalenia portalu.
- Ja też, chciałbym zobaczyć drugiego Shielda, ciekawe czy będziemy się wiele różnić... - powiedział Shield.
- A ja drugiego Flasha. - odpowiedział mu Flash.
- Właśnie tu jest jedna rzecz pogrzebana, oni ponoć mają pojebaną linie czasową i ich Azure nie został zabity. - powiedział Shield. - Ale nie wiem co się dokładniej stało z nim.
- Miejmy nadzieję że nie przejdzie przez portal bo jak Vert usłyszy go przez komunikator to będzie płakać i się w niego wtuli, bo będzie myślała że to jej Azzie.... - powiedział Flash.
- Haha, bardzo śmieszne. - powiedział Shield lekko się krzywiąc pod hełmem. - Nie śmiej się z niej, ona ma dzieciaka w drodze a jej Azzie nie żyje, współczuje jej...
- Dobra już dobra, spawaj tamta płytę, a ja tą zakończę. - powiedział Flash.

Kilkanaście godzin później cała baza była gotowa do odpompowania wody ze środka jej modułów, portal był w połowie naładowany, a Shield ze Starem i Flashem pili sobie piwko na kawałku nie zatopionego metalu z pancernika. Prime z reszta dronów uzupełniał oleje paliwo i energie elektryczną po długotrwałej budowie.
- Za nową bazę panowie! - krzyknął Star, przybijając kielich z piwem (nie rozlewając).
- Za nową bazę!! - odkrzyknęli Flash i Shield.
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#57
( https://www.youtube.com/watch?v=GoCOg8ZzUfg )
Wywijałem mieczem likwidując kolejne fale nadciągających na mnie hologramów. Ten dziwny kuc przekonał mnie jakoś do tego, bym wyszedł z celi i spokojnie udał się na pole treningowe, by naukowcy mogli sprawdzić moje zdolności. Domyślam się, że będą chcieli sprawdzić nie tylko moje umiejętności walki. Niezbyt mi się to podobało, ale ten kuc... był tak dziwny... Jakoś nie mogłem mu się oprzeć. Nie podobało mi się to.
Rozciąłem ostatni hologram i zastygłem w bezruchu. Po chwili zeszły do mnie dwa kuce, ten dziwny Obiekt i jednorożec, niejaki Scalpelsam, który kiwał teraz głową z uznaniem.
-76, zaprowadź 55 do hangaru, tam się nim zajmą, ja mam co innego do zrobienia.
Obiekt skinął głową i spojrzał na mnie. Rzucił krótkie 'Choć.', a ja poszedłem za nim. W hangarze czekało na nas parę kuców, wyglądali na zabieganych. Kiedy tylko weszliśmy, jeden z nich podszedł, skinął na tego dziwnego kuca i poszedł.
-Idź za nim i rób, co ci każe.
Zrobiłem to. W efekcie dałem się jakiegoś dziwnego pancerza. Zbroja zamknęła się. ( https://www.youtube.com/watch?v=ytQ5CYE1VZw )
Wtedy poczułem, jakby coś starało się rozerwać mi mózg. Krzyczałem, przeraźliwie, ale nikt tego nie słyszał. Nikt, poza mną. Trwało to około minuty, potem opadłem z sił, omal nie mdlejąc. Wtedy wszystko ustało. Patrzyłem przed siebie pustym wzrokiem. Spojrzałem, na kuca, który mnie to przyprowadził. Uśmiechał się szyderczo, a mi jakoś ten uśmiech się udzielił. Wyszedłem z hangaru i przejrzałem się w wielkim lustrze. Pancerz wyglądał bardzo futurystycznie, kolorystyką odpowiadał moim naturalnym odcieniom. Na głowie, zamiast oczu, wizjerów, czy czego takiego, miał pasmo, wyglądające jak błękitna neonówka.
Po chwili podszedł do niego Dowódca, czego Azzie dowiedział się ze skanera zamontowanego w jego wizjerze.
-55, mam dla ciebie pierwsze zadanie. 15 i 47 czekają już na posterunku. Przesyłam ci współrzędne, masz do nich dołączyć w operacji.
Skinąłem głową i pogalopowałem na podane mi koordynaty, bez zastanowienia.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

( https://www.youtube.com/watch?v=HaIwk9XzOXc )
Vert leżała wtulona w poduszkę, płakała. Nie chciała wierzyć, że Skyli, jej Skylight, zginął. Była wściekła na Shielda, siebie... na wszystkich. Za to, że nikt z nich nic nie zrobił. Ale najbardziej na Shielda, że tak po prostu uciekł, zostawiając tak jego ogiera. A teraz, kiedy wyjrzała przez okno, widziała jego i jego kumpli pijących sobie spokojnie. Nienawidziła ich za to. Wtuliła się mocniej w poduszkę i jeszcze bardziej zapłakała. Przypominała sobie wszystkie te chwile, które spędzili razem. Każdą sekundę, każdy uśmiech i pocałunek, jakimi się obdarzali. I to wszystko, skończyło się... Skończyło się, tak nagle...
Przez chwilę rozmyślała nad tym, czy nie ukrócić sobie męk. Ale pomyślała o źrebaku i o tym, że Skylight może jednak jeszcze żyje. Przecież zawsze wspominał, że Instytut będzie starał się dostać go żywym. Ale straciła na to nadzieję. Jakby żył, wróciłby już do niej. A minął już ponad tydzień. Ale, choć nie wierzyła w powrót swojego kochanka, musiała dalej żyć. Dla źrebaka. I dla Azziego, bo wiedziała, że nie poparłby jej zachowania. Chciała wychować młodego jak najlepiej, i trzymać go z dala od tego jebanego Instytutu, by przypadkiem i jego jej nie zabrali.

W drzwiach stał Hunter, patrząc z żalem na klacz. Sam przeżył śmierć Azziego bardzo ciężko, ale jeszcze ciężej było mu na duży, kiedy starał się wyobrazić, co czuła Vert.
Ten moment, kiedy patrzył skamieniały na padającego Azure. Miał ten moment cały czas przed oczyma. Chciał polecieć, wyrwać go stamtąd. Nawet stawić czoła demonowi. Był gotów nawet oddać swoje życie, by uratować Białego. Ale stał w miejscu, nie ruszając się. Wyjrzał przez okno. Szare chmury. Takie, jak zawsze. Ale tym razem wydawało się, że tworzą jakąś smutniejszą atmosferę, niż normalnie. Jakby nawet one rozpaczały nad śmiercią tego kuca.
Przez myśli przelatywały mu momenty ich kłótni, starć. Teraz uśmiechnął się smutno na ich wspomnienie. Chciałby jeszcze raz, choćby ten ostatni, pogryźć się ze Skylight'em, a potem uścisnąć jak brata. Doskonale pamiętał, jak nienawidził tego kuca. I jak powoli się do niego przekonywał. Teraz uznawał go za bohatera, który nie ma sobie równych. Kuca, który był nadzieją na odbudowanie Equestrii. A teraz? Jakby to wszystko zniknęło.

( https://www.youtube.com/watch?v=iYAaN9EMpE0 )
Hunter podniósł oczy i jeszcze raz spojrzał na klacz.
"Znajdę te ścierwa i zabiję. Wszystkie. Pomszczę Skylight'a. Dla niej. Choćby i mnie to kosztować miało życiem. Ale to potem... Teraz będę ją chronił, by jej coś złego się nie stało. Jej i ich dziecku. A kiedy będę pewny, że dadzą sobie radę, zajebię skurwysynów. Jak psy. Bez litości, tak jak oni nie okazali jej Azure."
https://youtu.be/h83Dda3jly4 - Dobry serial, dobrego człowieka, z fandomową elitą w rolach głównych. Polecam Happy
Odpowiedz
#58
- Koniec picia panowie, mamy jeszcze jedną rzecz dzisiaj do zrobienia. - krzyknął Shield na Stara i Flasha.
- Ejj, przestań łączenie tych wszystkich elementów był wystarczająco męczące. - krzyknął Flash.
- Mi to tam brutto dawaj robotę. - odpowiedział Star, jeden z dwóch jeszcze zdeterminowanych do robienia czegoś. - No to co nam jeszcze zostało?
- Tak więc, Flash idziesz sadzić roślinki na farmach a ja z Starem odpalamy Portal. - odpowiedział Shield.

Flash gdy się dowiedział że będzie sadzić roślinki najpierw się skrzywił a później uśmiechnął i popłynął do śluzy. Tuż po nim zanurzyli się Star i Shield podpływając do największej struktury "Portalu".
- Star załącz przekaźniki magiczne. Ja zajmę się łączeniem z druga stroną. - powiedział Shield.
- Okej, załączanie przekaźników za 3 2 1 przekaźniki włączone. - powiedział Star a z przekaźników wyleciały po dwa promienie, jeden w górę i jeden do portalu.

Ich pozycja była widzialna z kilkuset kilometrów, trudno by było ich nie zauważyć na chwilę włączenia Portalu.

- Jak tam połączenie? - zapytał Star.
- Pięknie ładnie zajebiście, nawet mogę mówić do siebie. - odpowiedział Shield.

------------------------------------------------------------------------------------------------------

- Kochanie wróciłem! - powiedział głos strasznie podobny do Shielda, nie to był głos Shielda.
- Witam Shield. - powiedział Shield. - Co tam u ciebie stary?
- A nic się nie dzieje "bracie", coś robimy czy tylko tak tu pływamy? - powiedział Shield2.
- Zapraszam do bazy, welp z powodu iż książka nie kłamał jesteście kucami i klaczami zamiast jak wy to tam nazywanie? - zapytał Shoeld1.
- Emm, Mężczyznami i Kobietami, kurde trudno się chodzi na czterech nogach. - powiedział Shield który własnie przed chwilą wyszedł z portalu. - Jak wy w ogóle się normalnie poruszanie w taki sposób....
- Normalnie od urodzenia na czterech nogach nie to co wy ludzie na dwóch...

Nagle dało się usłyszeć cichy pisk na komunikatorze i głos, na każdym komunikatorze taki sam, głos kuca który zginął w jednej rzeczywistości, a żył w drugiej.
- Witam.... - powiedział Sky.


- Kurwa. - przeklną Shield pod nosem. - Shield, to jest bardzo zły pomysł żeby on się odzywał na głównym radiu.
- Dlaczego?
- Bo nasz Azure został zabity aka pojmany przez Instytut a Vert jest teraz w żałobie bo myśli że nasz Azzie umarł. - odpowiedział karcąc swojego klona. - Odłącz go z komunikowania się na wszystkich załogantów.
- Juz się robi, Star! odłącz Azure z lini. - powiedział Shield2, po chwili słysząc tylko dźwięk przerwanego połączenia z Azzim. - Zgaduję że wasza misja to odzyskać Starlight i Azziego o ile jeszcze żyje?
- Welp, można powiedzieć że tak.... Ale do tego potrzebuję swojego pancerza który jest na orbicie.... - odpowiedział SHield1. - Zapewne spytasz co on tam robi, welp po ucieczce z księżyca zostawiłem plan dla fabrykatora kosmicznego żeby zbudował zbroję i buduje ale dosyć długo.
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#59
Czasami jedyną zaletą jest brak zalet. Takich osób nie podejrzewa się o bardzo ambitne plany, przynajmniej nie ambitniejsze niż zjedzenie trzech kilo pączków w piętnaście minut.
Tak więc to Medicament zrobił coś, o co nikt by go nie podejrzewał. Włamał się do biura Scalpelsama. Oczywiście, gdyby nie rozkaz z góry, nigdy by tego nie zrobił. Nie, żeby lubił jednorożca, szanował go czy miał jakiekolwiek skrupuły. Po prostu by na to nie wpadł. Ani nie miałby klucza.
Dowódca wspominał coś o szufladzie biurka, teczce i dokumentach ze środka. Podejrzewał, że Scalp mógł mieć tam jakieś przydatne projekty, których nie zdążył przedstawić… albo-z jakiegoś, niezrozumiałego dla Medicamenta powodu – nie chciał. Nie było tajemnicą, że srebrny jednorożec miał nieraz genialne pomysły, które pisał do szuflady. Z drugiej strony przez ostatni miesiąc wolał gnić wśród granitów i wapieni, niż przedstawić je dowództwu… Tłusty ogier westchnął. Ile on by dał za ten jego tęgi łeb… z tym, że on by wiedział, co z nim zrobić.
Otworzył szufladę. Pod nowiuteńkim folderem „Projekt Crystalized” i paroma grubymi tomami „Genetyki Zaawansowanej” leżała tekturowa teczka, z widocznymi plamami po kawie i soku malinowym z napisem: „Coś na później”. Wyciągnął ją i przeszukał zawartość…
Hm…
Szef wspominał, by wybrać tylko to, co będzie miało związek z 55 albo 15. Jednak nad prawie każdym projektem wielkimi literami widniał napis: „55- Plan numer któryś tam”. Chyba musiałby zgarnąć całą teczkę… To było dziwne, tym bardziej, że on sam o jakiś tam uciekinierach usłyszał od niedawna… za to codziennie.
Nagle spośród kartek wypadł plik zdjęć. Podniósł je, żeby włożyć z powrotem do folderu, jednak coś przykuło jego uwagę. Przejrzał je, jedno po drugim.
Każde przedstawiało tego samego kuca. Obiekt, właściwie. W różnych stadiach rozwoju, w trakcie różnych eksperymentów. Było ich z dwieście… Wszystkie w niezbyt idealnym stanie. Wszystkie pomazane. Na wszystkich był wielki napis „NIGDY WIĘCEJ”.
Włożył je z powrotem do środka. Ten facet musiał iść się leczyć.
W końcu, pośród szkiców i planów, Medicament znalazł coś ciekawego…

***

Scalpelsam udał się w kierunku laboratorium, przygotować się na wszczepianie nowych genów 76. Na jego kopycie leżał PipBuck Obiektu 55 z nadal włączoną listą piosenek. Ale nie one go interesowały.
A więc 55 go nie pamiętał. Albo to był efekt uboczny hipnozy, albo po prostu nie miało to dla niego znaczenia. Albo jedno , drugie i trzecie.
Gotował się w środku. Ten niewdzięczny idiota… ta cholerna, biała glizda… Ten… t-ten…
Do tej pory trzymał nerwy na wodzy. Ale im dalej od pola treningowego… im dalej od kogokolwiek, kto mógłby zadać mu pytanie… im dalej od niego... Od tego… TEGO…
- JAK ŚMIESZ?!- wrzasnął w pusty korytarz, rzucając PipBuckiem o ścianę. Usłyszał brzęk tłuczonego szkła. Jak podejrzewał, szybka poszła, ale urządzenie działało. Za to o mało nie wybiło okna. Jednorożec przez chwilę oddychał głośno… w końcu westchnął, spuszczając głowę. „Uspokój się. Obiecałeś coś sobie, prawda? Obiecałeś. I teraz masz okazję. Masz okazję wszystko naprawić. Niech cię to nie obchodzi… pamiętaj, niech cię to nie obchodzi…”
Podnosząc PipBuck z podłogi, jego wzrok spoczął na obrazie za oknem. Nagle dostrzegł kuca, biegnącego w stronę bramy.
Kuca w zbroi, którą sam…
-… Co?
…Którą sam zaprojektował… Ale…
Zaczął cwałować w stronę wyjścia, zapominając o PipBucku. Jego róg lekko zalśnił. Po drodze rozganiał naukowców, zbrojnych, wszystkich, na których wpadł. Wrzeszczeli na niego. Nie dbał o to.
Wypadł na mróz. Padał lekki śnieg. Dostrzegł biało-niebieską zbroję znikającą w drzwiach. Bez zastanowienia rzucił się za nią. Parę razy o mało nie stracił równowagi na oblodzonym gruncie, ale nie zwolnił.
- STÓJ, IDIOTO!!
Dopadł do bramy w momencie, w którym się zamknęła.
Przez chwilę z niedowierzaniem patrzył za nim, oddychając ciężko. Jeśli to było to, co myślał… Jeśli wzrok go nie mylił… I jeśli to był on…
Po chwili zdecydował. Wrócił się w stronę budynków, tym razem spokojniejszym krokiem.

***

- Co to znaczy „Przejęto”?!
Scalpelsam po raz pierwszy w życiu wydarł się na Dowódcę. Stojący obok niego Medicament patrzył na jednorożca jak na wariata, który rzuca się w paszczę głodnej chimery. Sam Dowódca wpatrywał się w niego z niby znudzoną miną.
- jestem pie*doloną głową Crystalized, to ja decyduję, co ten projekt znaczy! Takie rzeczy, pod moim nosem, bez mojej wiedzy, BEZ MOJEJ ZGODY!? Sam dał pan mi uprawnienia, do cholery!
- Oh, i o co ten krzyk? – Dowódca wzruszył ramionami. – To działanie rozwijające Projekt. Przecież nie możesz robić wszystkiego sam…
- Niech mnie pan nie wku*wia. Ten Projekt powstał dawno temu, nie miałem zamiaru go używać, to zbyt niebezpieczne! Zwłaszcza dla Obiektu!
Chwilę zajęło, zanim dotarło do niego, co właśnie powiedział. Chwilę, którą Dowódca wykorzystał, żeby wstać, podejść do niego i trzepnąć go z całej siły w policzek. Tak mocno, że Scalpelsam upadł.
- Od kiedy cię to obchodzi? – warknął pomarańczowy ogier, stając nad nim. – Co cię obchodzi jego psychika?! Tak długo, jak walczy, jest dobrze. A jeśli przestanie myśleć, to tym lepiej dla nas!
Jednorożec spróbował się podnieść, masując piekący policzek. Niemal natychmiast Dowódca docisnął go do ziemi.
-Nie chcesz naprawić swojego błędu? A może… heh…
Uśmiechnął się, pochylając się nad nim. Jego oczy lśniły jak oczy dzikiego zwierzęcia.
-…A może wcale nie uważasz tego za błąd?
Jednorożec zaniemówił. Po chwili rozważania odpowiedzi… właściwie, co tu było do rozważania… popatrzył na Dowódcę pustym wzrokiem.
- Nie.
- No widzisz! – Dowódca zarechotał sucho, schodząc z naukowca. Ten mozolnie stanął na nogi. – a więc… nie stawaj Instytutowi na drodze. Pamiętaj, - dodał nieco ciszej, - że jedno moje słowo i lądujesz z powrotem tam, skąd tu trafiłeś.
Jednorożec skinął głową. Pamiętał. Nawet zbyt dobrze. I nie chciał tam wracać…
- By the way, masz dzisiaj dzień wolnego. – dodał Dowódca, niby od niechcenia, sadowiąc się za biurkiem. – Obiekt 76 wyruszył na misję testową, razem z resztą. Zobaczymy, jak się sprawuje…
- Na misję? Ale on wymaga jeszcze…
Przerwał, widząc znaczące spojrzenie Dowódcy.
-… Ale nie mam tu nic do gadania. – zakończył, odwracając wzrok.
Pomarańczowy ogier skinął głową z zadowoleniem.
- No. I tak ma pozostać. Całość będzie można oglądać z drona zwiadowczego za jakąś godzinę, na Auli, jak zwykle. Damy ci znać.
- Dziękuję. – rzekł jednorożec, biorąc to za sygnał do odejścia. – I… przepraszam pana. To się nie powtórzy.
Mówił to nie tylko do Dowódcy. Mówił to też do siebie.
W końcu coś sobie obiecał.
Odpowiedz
#60
Stałem obok Shadowa na wzgórzu, ukryci przed wzrokiem i scanerami załogi FrostWolfa, jak i samej maszyny. Grzywa i ogon Thundera powiewały na wietrze. Moje? Nawet go nie czuły. Ale jakoś mnie to nie obchodziło.
-Zastanawiam się, po co nam w ogóle przydzielili tego ślepca.
-Chcą sprawdzić jego zdolności bojowe. - Odpowiedziałem beznamiętnie.
-Przecież wiedzą, że nie da rady.
-A naszym zadaniem jest upewnić się, że da.
-Rozpocznij scan.
Stałem przez minutę w bezruchu. Poruszały mi się tylko gałki oczne pod hełmem. Wizjer miał wbudowanych kilka scanerów umożliwiających pozyskanie bardzo dokładnych danych na niemal każdy temat. Kiedy zakończyłem, prychnąłem z pogardą.
-Co jest?
-Jest ich około dwa razy więcej. Jakby się sklonowali. Każdy po razie. Ale... widzę też kogoś innego.
-Czyli będzie rozróba?
-Dokładnie.
Shadow Thunder uśmiechnął się szeroko. Czekał na to. Długo.
-Uderzamy za godzinę. Przygotujcie się.
Skinąłem głową i zszedłem ze wzgórza powiedzieć Arrow i Katharsis dokładny plan akcji.
-76. - Kuc spojrzał na mnie. - Mam nadzieję, że nie będziemy musieli ci ratować zada.
-Nie będziecie, zaufaj mi.
Jakoś nie chciało mi się w to wierzyć, ale nie odpowiedziałem. Położyłem się na ziemi. Od razu wtuliła się we mnie Arrow Heart mrucząc uradowana, że w końcu ma mnie dla siebie. Ja tylko patrzyłem w horyzont pustym wzrokiem, spod wizjera.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
( https://www.youtube.com/watch?v=p7KZzuwJPGM )
~55 minut później~

-Wszyscy pamiętają plan? - Każdy po kolei przytaknął. Spojrzałem na ich 'bazę'. - Wykonać!
Arrow poderwała się do lotu niczym błyskawica, trójka ogierów zbiegła po zboczu. Wszyscy wskoczyliśmy do wody w tym samym czasie, tylko kucoperka znacznie bliżej bazy. Szybko znalazła wejście do niej i przekradła się do generatora. Szybko umieściła w nim ładunek detonujący i wycofała się z powrotem do wejścia. Otworzyła je dokładnie wtedy, kiedy ogiery do nich dopłynęły, a ładunek się zdetonował. Przez całą okolicę przeszła poteżna fala elektromagnetyczna, która uniemożliwiła funkcjonowanie niemal całej elektroniki w dużym promieniu. Z moich szybkich wyliczeń wynikło, że fala była na tyle potężna, że mogła nawet narobić nieco szkód w SUB2. Było niezwykle ciemno. O ile Arrow Heart widziała wszystko normalnie, jako nietoperek, a ja miałem pancerz, który miał wbudowaną magiczną noktowizję, tak Shadow musiał rzucić zaklęcie na siebie i Katharsis, by i oni mogli cokolwiek zobaczyć.
-Jedziemy z tym.
Rozdzieliliśmy się, każdy w swoją stronę. Shadow pobiegł na FrostWolfa, miał osobisty nakaz od samego Dowódcy, by to zrobić, a Arrow poszła go ubezpieczać. Zadaniem Kathatris było zniszczenie portalu. A moim, ratowanie jego zadu. Biegliśmy teraz razem korytarzem.
-Wiesz co? Jakoś łatwiej byłoby mi cię sobie wyobrazić, jako klacz, gdybym nie wiedział nigdy twojego szpetnego pysku. - 76 obejrzał się na mnie.
-Jeszcze raz będziesz marudził, a załatwię tobie zmianę płci. I to na widoku całych pustkowi.
-Nie denerwuj się tak. Przecież tylko żartowałem. - Pokręciłem głową poirytowany, na co Katharsis tylko prychnął lekceważąco. Po niedługiej chwili byliśmy przy portalu. - Dobra, pokazuj, na co cię tam stać, mięśniaku.
Widać było, że ogier ma szczerą ochotę mi przywalić, ale wiedział, że nie ma ze mną najmniejszych szans, więc udał tylko, że nie dosłyszał końcówki i zajął się swoim zadaniem. Odetchnąłem ciężko i przygotowałem się do walki. Nie wiedziałem, czy nastąpi, ale wolałem nie obudzić się z ręką w nocniku... czy też nożem w gardzieli.
https://youtu.be/h83Dda3jly4 - Dobry serial, dobrego człowieka, z fandomową elitą w rolach głównych. Polecam Happy
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości