Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
"Dwa światy [+18]"
#61
- System zrestartowany! - powiedział Talos na obu Frostwolfach.
- Księżniczko, potrzebujemy paru dodatkowych minut na przygotowanie się do skoku. - zapytała Rusty Rose. - To jest nasze życzenie za to że wydostaliśmy cie z księżyca.
- Oh, przecież nie mogę wam nie odmówić, działajcie jak tylko szybko się da. - powiedział słodkim głosem Time Clouds. - Dałam wam 10 minut, cały czas na zewnątrz statku prócz drugiego statku jest zamrożony.
- Powinno wystarczyć. - powiedziała wybiegając na mostek do Shielda który już skanował sytuację. - Shield mamy tylko 10 minut na wyniesienie się stąd...
- welp, to dobrze silniki się już ładują. - odpowiedział, klacz już miała wychodzić gdy ją zatrzymał. - Welp, muszę to powiedzieć, nasz Azure żyje i nas zaatakował.
- Co!? Chcesz powiedzieć że on tu jest? - powiedziała klacz nie wierząc w jego słowa.
- Tak, ale chyba nie jest sobą, chcą zniszczyć portal. - powiedział. - Muszę coś zrobić, muszę wysłać łodzie poza statek i tu je zostawić. Gdy czas ruszy od wypuszczą z siebie wszystkie torpedy i zdetonują bazę, a my uciekniemy znowu.
- Nie możemy znowu go zostawić, musimy mu pomóc. - powiedziała Rusty.
- Pomóc nas zabić? - powiedział Shield. - Chcesz żeby nas zabił?

- Snilniki naładowane. - nagle wypowiedział Talos. - Skok za trzy, dwa, jeden, trzymać się bo wam może to wyrwać nogi z dup...
Nic się nie stało...
- What? - nagle powiedzieli wszyscy na mostku.

*Cichy dźwięk wypuszczania łodzi podwodnych z hangaru z pojemniczkami tęczy na bokach.*
- Talos i gdzie ten twój skok?
- Nie wiem, coś poszło nie tak...
*Nagły dźwięk dzwonka i oba Frostwolfy skoczyły w teleporcie*

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czas ruszył oba Frostwolfy zniknęły z pola widzenia, zostały tylko zabójcze łodzie podwodne ładujące z torped w bazę o dziwo jeszcze żadna jej nie wysadziła.... (łodzi wysłanych było 20). Jedna z nich władowała się w panel sterowania portalem uszkadzając go do granic używalności, welp dało się tylko go użyć do tego żeby go przestawić na inna częstotliwość niż wyłączyć lub zniszczyć...
Nagle wszystkie torpedy podległy autodestrukcji, masywne chmury z tęczy pokrywały pustkę oceaniczną, z generatora termalnego płynęła magma, wszystkie lodzie wybuchły prócz jednej. Ta łódź nie mogła się zmieścić na Frostwolfie, ona była wielka jak Frostwolf, wypłynęła z mroków oceanicznych.
Tajny projekt, lecz co dziwne, łódź nie została oznakowana symbolem Dywizjonu Namezis, ona jest ochrzczona logiem enklawy...
- Może wam pomóc panowie? - zapytał się kapitan Atomowej Łodzi Podwodnej. - Przybyłem tu na odsiecz tym dwóm biednym pancernikom ale widzę że się spóźniłem, załatwiliście zagrożenie jeszcze przede mną....
- Instytut.... Wy i wasze projekty.... Nie dacie nawet postrzelać nam Enklawie - powiedział kapitan łodzi podwodnej. - Ja się z wami nie kłócę, róbcie co chcecie ale do spraw militarnych się nie pakujcie....

Kapitan wyłączył się z radia łączącego z Shadowem i odpłynął...
Zostawiając Shadowa i resztę z piosenką. (https://www.youtube.com/watch?v=uBOvPhw-wgA&t=24s)
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#62
Gdy Frostwolfy się zatrzymały Shield zapytał się Talosa...
- Zobaczmy ile władowałeś w silniki skokowe... - powiedział i nagle się zdziwił. - 2.500GW? Skąd ci się udało tyle wykrzesać energii?
- Załączyłem dodatkowe reaktory i dodatkowy generator żeby silniki mogły zabrać nas jak najdalej. - powiedział Talos.
- Zobaczmy gdzie nas wywaliło... - Shield popatrzyła za okno i zbladł. - Rusty we are back.
- Co się stało? O kur.... - popatrzyła przez okno i zobaczyła kosmos. - No to mamy przejebane, welp przynajmniej jesteśmy w większej grupie więc wszelkie naprawy możemy zrobić szybciej i nie używajmy już nanobotów co najwyżej drony sterowane przez nas...
- To prawda, zero nanobotów. - powiedział Shield. - To nawet dobrze że nas tu wywaliło, zabiorę swoją zbroję.

Gdy Shield już wypowiedział swoje zamknął tylny hangar i go uszczelnił. Heh jak dobrze że ten statek był robiony na potrzeby latania międzyplanetarnie.

----------------------------------------------------------------------------------------
Rusty poszła do stołówki byli tam mniej więcej wszyscy załoganci dyskutowali na jakiś temat, gdy usłyszeli że ktoś wszedł wszyscy wycelowali swoja broń w drzwi, gdy zobaczyli że to tylko Rusty odłożyli broń i Star zapytał.
- Co się dziej Rusty? Gdzie jesteśmy i dlaczego był zanik prądu? - zapytał Star.
- Pierwsze proszę nie panikować, drugie zanik był przez wybuch generatorów w podwodnej bazie, trzecie jesteśmy w kosmosie Star. - powiedziała.
- Pfffffffffffffff. - Flash i Star wypuścili z siebie powietrze razem z herbatą na podłogę. - W kosmosie?!
- Tak, w kosmosie i znowu Star panikujesz.... - powiedziała Rusty.

Nagły dźwięk dzwoneczka i szum na głośniku, i słowa.
- Załoga z tej strony Shield, proszę Huntera, Stara, Flasha i Vert o przyjście na mostek. - powiedział Shield trochę smutnym głosem, wiedział że musi to powiedzieć ale nie wiedział jak.

To była ciężka sytuacja dla niego i dla załogi, to już nie chodziło o to że byli w kosmosie, chodziło o coś ważniejszego. Chodziło o Azure Skylight'a......
Shield czekał tylko na ich przybycie.
Odpowiedz
#63
Shadow tylko wyciągnął kopyto powstrzymując mnie od przywalenia kapitanowi. Nie z powodu słów. Z powodu piosenki. Tandetna i nie w klimat. W Sombrowskim klimacie.
Wróciliśmy do bazy, szybki kłusem. Strażnicy wypatrzyli nas już z pewnej odległości i otworzyli nam bramę, która zamknęła się tuż za nami. Rozdzieliliśmy się, Shadow poszedł zameldować się Dowódcy, ja zdjąć pancerz, a Arrow i Katharsis w swoje strony. Wyskoczyłem ze zbroi i otrzepałem się cały. Musiałem rozruszać nieco obolałe mięśnie. Pancerz był nieco za mały. Nie było to odczuwalne przy wchodzeniu do niego, ale przy dłuższym użytkowaniu zaczynało być naprawdę niewygodnie. Poszedłem się przejść.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

-Scalpelsam!
Jednorożec obejrzał się i zatrzymał. Poczekał na Shadow Thunder'a, aż do niego dołączy i razem poszli dalej.
-O co chodzi?
-O Katharsis. - Shadow wyciągnął, przy pomocy telekinezy, plik kartek z juków. - Masz nowe wytyczne co do zastosowania w walce przeciw Nemesis. Polecenie z góry. Masz trzy dni.
Jednorożec wyraźnie zaczął się gotować, jak tylko usłyszał imię swojego Obiektu. Jak tylko 15 skończył, jednorożec błyskawicznie odwrócił się z chęcią za***ania kuca, ale Shadow uniknął ciosu, jakby nigdy nic, a jednorożec potknął się o własny ogon i runął na ziemię. Thunder prychnął i rzucił mu teczkę pod nos.
-Tym razem uznam, że nic się nie stało, ale jeszcze jedna taka próba i skończysz w piachu. - Po tych słowach odszedł.
Scalpelsam przeczytał szybko teczkę, aż doszedł do ostatniej strony. "55 chciałby zobaczyć 76 jako klacz. Ja w sumie też. Może powinieneś to przemyśleć? I wykonać?"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

-No, Azure, trzy dni wolnego i lecimy w kosmos.
-Aż tak się postarali?
-A jak. Nemesis to naprawdę banda idiotów.
Siedzieliśmy w barze, Shadow popijał whiskey z lodem, a ja samą wodę. Zapadła cisza. Na scenie stało kilka kuców z instrumentami. 'Czemu nie?'
Zacząłem śpiewać, po chwili dołączył się i Shadow, a kuce na scenie pochwyciły nutę i zaczęły do niej przygrywać.
https://www.youtube.com/watch?v=eOyvn4gBU7E
https://youtu.be/h83Dda3jly4 - Dobry serial, dobrego człowieka, z fandomową elitą w rolach głównych. Polecam Happy
Odpowiedz
#64
Gdy Vert z Hunterem weszli czekały tam trzy kucyki zamiast samego Shielda, na mostku były dwa kucyki ziemskie i jednorożec.
Thunderbolt, Green Star i Phantom Shield.
- Musiałem, musiałem go wezwać Vert. - powiedział Shield do klaczy która płakała, nie wiedział czy to płacz szczęścia czy płacz żałobny, wiedział że zaczęła płakać gdy zobaczyła swojego brata. - Thunder, wiesz jaka jest sytuacja, zabierz Huntera i Vert, wytłumacz im tylko wiesz jak najspokojniej się da.

Gdy poszli Shield zwrócił się do Flasha i Stara, to było trochę trudniejsze.
- Star, Flash muszę niestety spadać w zastępstwie za kogoś, za szpiega u naszych wrogów, Enklawy. - powiedział. - Nie będzie mnie przez jakiś czas.
- A co jeśli cie wykryją? - zapytał Star.
- Nie wykryją, nasz szpieg wygląda prawie w 100% tak jak ja, jedyna chyba zmiana jest taka że jest klaczą. - Shield się zarumienił.
- HAHAHAHAHAHHAHA, chcesz mi powiedzieć że przebierzesz się za klacz? - Star i Flash zaśmiali sie na ten pomysł.
- Tak chce to zrobić bo nie mamy wyboru, ona jest strażnikiem na Thunderze. - powiedział. - Dzięki temu możemy sie dowiedzieć trochę więcej o nich niż tylko zgadywać, a jak macie jakiś problem to zapraszam w pustkę kosmiczną.
- Dobra to jaki jest plan? - zapytał Flash.
- Przez jakiś czas oddaję Statek pod waszą opiekę, sam muszę się tam teleportować i niestety to załatwić. - powiedział. - Nie będzie mnie trzy tygodnie.
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#65
„A czy ja ci wyglądam na magiczną księżniczkę spełniającą życzenia? Chcecie mieć dziewczyny, to sobie wyrwijcie, tutaj to nie takie trudne”, pomyślał Scalpelsam, zamykając teczkę. „Jakbym nie miał nic lepszego do roboty…”
Odwrócił się w kierunku, w którym poszedł 15. Zmarszczył brwi.
- A ty mi nie będziesz groził, nędzne ścierwo. – warknął pod nosem. – Gdybym miał pozwolenie, w miesiąc poskładałbym pięć takich suk jak ty… więc lepiej nie zadzieraj.
Złapał teczkę w zęby i ruszył do gabinetu zdenerwowanym krokiem. Cały plan na najbliższe 3 dni szlag trafił. Hodowane od dwóch dni genotypy – do zamrażarki albo na śmietnik. I pewnie Liseslios… (czy tam coś tam…) znowu do krojenia, czyli kolejny koncert tych cholernych kamieni i modlenie się do Luny, by baza się tym razem też nie zawaliła. Cudownie.
Usiadł przy biurku. Kątem oka zauważył, że ktoś znowu grzebał w jego szufladzie, i chyba nawet wiedział kto… ostatecznie, nikt poza jednym kucem nie był takim debilem, żeby zostawić na miejscu zbrodni niedojedzonego donuta. Był wściekły, ale postanowił to zignorować, nie miał do tego już nerwów. Ten SUB dymał go ze wszystkich stron, ale co mógł na to poradzić? Nic… już nic. Jego jedynym wyjściem była teraz praca. Wytężona praca, dzięki której im pokaże… pokaże tym wyżej, na co go naprawdę stać. Aż sobie o nim przypomną.

****

Nagle muzykę w kantynie przerwał nieziemski huk, jakby ktoś chciał zniszczyć ścianę. Potem drugi, trzeci… cała głośna kanonada uderzeń. Ściany zaczęły się trząść. Z sufitu spadła lampa, tłukąc się na czyimś stole. Kuce w panice zaczęły dobijać się do wyjścia.
Azure, po tym, jak otrząsnął się z pierwszego zdziwienia, wyczarował miecz i zbroję, chcąc sprawdzić, co powodowało to zamieszanie. Jednak zatrzymało go kopyto Shadow:
- Zostaw to. To… normalne.
-… Że jak?
- To normalne. – Powtórzył czarny Obiekt, kładąc większy nacisk na swoje słowa. – Minie. Po prostu…
-… po prostu pozwól, że to sam ocenię, dobra? – wyrwał się biały, po czym, nie słuchając już towarzysza, wybiegł z kantyny.
Trzęsła się każda ściana. Naukowcy biegali w chaosie, trzymając w jukach, zębach i magicznej aurze wszystko, co zdążyli zgarnąć z biurek i stanowisk. Skylight pognał przed siebie, w kierunku – jak mu się wydawało - ogniska trzęsienia ziemi. Minął paru zbrojnych ewakuujących kilkunastu przerażonych naukowców, chroniących głowy pod rozłożonymi teczkami. Światła migotały, co chwila z łączeń przewodów tryskały iskry. I to miało być normalne?
W końcu znalazł opancerzone drzwi, za którymi brzmiało apogeum hałasu. Jakby do środka dostało się stado dzikich, zmutowanych yak-yaków. Pochylił miecz, stając w pozycji bojowej. Przy pomocy magii nacisnął na klamkę.
Wtedy nagle drzwi otworzyły się na oścież, a w stronę ogiera poleciał jakby wystrzelony z machiny wojennej kamień, szybciej, niż mógłby zareagować, celując prosto między oczy Azure…
… Zawisł w powietrzu dosłownie centymetr od nich. Tak jakby… Skylight wiedział, że to absurdalne, ale tak jakby… kamień się w niego wpatrywał. A właściwie nie w niego, tylko w jego duszę.
„Nie jesteś jak oni”, usłyszał… we własnej głowie.
Po tych kilku sekundach kamień lekko, jakby przekornie, naparł na nos Azure, po czym z przeogromną siłą walnął w przeciwległą ścianę, robiąc dziurę o średnicy trzech metrów. Siedem innych kamieni zmasakrowało drzwi, po czym zaczęły odbijać się o wszystko dookoła, z równie wielką siłą. Celowały głównie w sufit, inne miejsca traktując jak odskocznię.
- A mówiłem, żebyś to zostawił?! – wrzasnął Shadow, pojawiając się za nim w wyczarowanym pancerzu. – Nie stój tak, łap je!
Azure złapał tarczę i już chciał spróbować wycelować w jedną ze skał, gdy wszystko gwałtownie ucichło. Kamienie przez chwilę wisiały w powietrzu, po czym spadły bezwładnie na ziemię, z cichym -w porównaniu do hałasu, który przed chwilą powodowały - łoskotem.
Spokojnie potoczyły się pod nogi kucyków, nieruchomiejąc.
Shadow z całej siły trzepnął Skylighta po łbie:
- Słuchaj, co się do ciebie mówi! To wszystko przez ciebie, a teraz będziemy musieli to sprzątać!
- Co tu się dzieje?
Na korytarz wbiegła truchtem Arrow Heart w towarzystwie Karharsis, oboje w pełnym wyposażeniu (przy czym w przypadku miętowego kuca był to tylko topór i tarcza). Oboje popatrzyli najpierw na kuce, później na leżące skały. Najmłodszy Obiekt parsknął. Arrow Heart podniosła oczy z wyrzutem. Jej broń rozpłynęła się w powietrzu.
- 55, zamknij je z powrotem w sejfie. 15, pomóż mu naprawić drzwi. Pójdę po mopa…
- A ja się przejść. – zachichotał Katharsis .
Jednooki już odwrócił się na pięcie, ale Shadow gwałtownie złapał go za ramię.
- Hej! Jak odpowiedzialność zbiorowa to zbiorowa, młody. Zapier-
-Nie mam zamiaru. – rzekł, uśmiechając się niewinnie. -Zresztą, skoro te skałki przestały latać, zaraz mnie wezwą do Laboratorium. O! – wskazał na swój komunikator, który zaczął migotać. – Już wzywają. Także ten, miłej pracy, kiciusie.
Słysząc ostatnie słowo, Shadow pomyślał, że zaraz eksploduje… coś powstrzymywało go przed walnięciem Katharsis w łeb maczetą, ale to coś nie pochodziło od niego.
Miętowy to wyczuł. Zatrzymał się wpół kroku.
- Wiecie co? Naprawicie ten hol… - uśmiechnął się, dosyć uroczo… zbyt uroczo… - i naprawicie go śpiewająco.

***

Parę chwil później Katharsis tarzał się ze śmiechu, patrząc, jak trójka kucy bojowych, wystukując rytm młotkami i wywijając ogonami, śpiewa i nuci razem najgłupszą melodię, jaką znał - https://www.youtube.com/watch?v=KLJ-jXJLPcU . Słowem rozkazał kucom śpiewać, aż nie skończą… i później o tym nie pamiętać.
Za to on wiedział, że tego widoku to nigdy nie zapomni.
Gdy już nacieszył się tą sceną, przypomniał sobie o komunikatorze. Podniósł się, machając Obiektom na pożegnanie. Gdy zniknęli mu z zasięgu wzroku, podniósł głowę wysoko. Dumny z siebie, przeparadował przez hol w stronę laboratorium. Like a boss. https://www.youtube.com/watch?v=QZXc39hT8t4

***

- … Cię przepraszam, CO zrobił?!
Pan Scalpelsam znowu gadał do zegarka. To była pierwsza rzecz, którą zauważyła Liselotte po wybudzeniu z narkozy. Drugą była wielka dziura w brzuchu. Już zszyta, ale nadal krwawiąca. Wielkie szczypce wycierały jej ranę i robiły zastrzyki. Czuła ból, ale nie przejmowała się tym. Słuchała.
- Co za idio… nie, pie*dolę to, serio, pie*dolę. Szef obiecał mi dzień wolnego, chodź tu, ty mnie zastąpisz. … Nie, ku*wa, plot Medicamenta! Pineapple, nie dobijaj mnie dzisiaj. … Tak, ty. Zostawię ci instrukcję, krok po kroku, po prostu się tego trzymaj. Ja muszę odpocząć.
Z tymi słowami Scalpelsam rozłączył się i podniósł głowę do góry, zamykając oczy. Tu nowe wytyczne, tu mu projekty kradną, tu 55 uwalnia kamienie… Nie spał od 8 dni, zabijając zmęczenie tęczą w strzykawkach i kawą w kubku, w przerwach między eksperymentami, badaniami i testami siadał nad papierami i wypruwał dla tego Projektu flaki, a nikt nawet nie pomyślał o tym, żeby mu powiedzieć „dziękuję”, tylko dokładał mu jeszcze roboty. Ile czasu można walczyć z tymi głupimi wiatrakami?! Miał tego dość. Musiał się zdrzemnąć… czy coś.
- Ugh… - warknął, rozciągając się.
-Em… P-panie Scalpelsam? – Liselotte lekko przechyliła głowę. - Czy coś się stało?
Jednorożec dopiero wtedy zauważył, że klacz się wybudziła. Ale nie miało to znaczenia. I tak dzisiaj nie miał już jej zamiaru kroić.
- Prawie nie masz przepony, to się stało.
- Niech pan wybaczy, ja nie mówiłam o tym… czy coś pana trapi?
Ogier milczał przez chwilę. Ta klacz… ona była po prostu popier****ona. Nie znał dla niej lepszego określenia.
- Nie, nic. Twoje skałki zrównają kiedyś to miejsce z ziemią, ale ja mam to gdzieś.. niech się wali. – rzekł, podchodząc do kontrolki, aby ją zdjąć.
- To moja wina? – rzekła… ze szczerym żalem w głosie. – Proszę, niech mi pan wybaczy. Nie mam na to wpływu.
Scalpelsam nie odpowiedział, pozornie skupiony na przyciskach. Jednak w głębi coś go tknęło. I to… po raz pierwszy od dawna coś takiego…
- Skąd ty je w ogóle masz? – spytał, przy pomocy dźwigni usuwając znad Liselotte metalowe ramiona.
- Niestety, nie pamiętam. – odpowiedziała. – W pewnym rozumieniu sprawy miałam je przy sobie cały czas. Nie wiedziałam, że potrafią… tego rodzaju sztuczki.
Ogier zaczął obracać metalowy panel, do którego była przytwierdzona kryształowa, z pozycji pionowej do poziomej. Widocznie miała amnezję… a szkoda.
- Rozumiem, ze teraz zajmie się mną pan Pineapple? – spytała klacz, widząc, że znowu leży.
- Nie. Rozczaruję cię, ale dzisiaj masz już wolne. – Scalpelsam kliknął ostatni przycisk, sprawiając, że otworzyły się metalowe obręcze, trzymające nogi kryształowej. Ta spróbowała się poruszyć, stęknęła cicho z bólu. - Pineapple zastąpi mnie przy 76. Może nic nie spie***li…
- Życzę mu tego w Pana imieniu.
- Co? – Scalpelsam odwrócił się do niej.
- Jeśli mogę to powiedzieć… nie wiem, co ma pan na myśli, mówiąc o 76, ani jaki ma to związek z tym, że jestem tu przetrzymywana i … no cóż, patroszona. – rzekła spokojnie. – Jednak widząc, ile wkłada pan wysiłku w to, co pan robi… nie chciałabym Panu tego zniszczyć.
- … Nawet, jeśli to, co robię, prowadzi do tego, że będziesz martwa? Ty w ogóle wiesz, co gadasz?
- Byłam martwa już wiele razy.- odparła Liselotte.- Co za różnica, czy poczuję się tak jeszcze jeden raz…
Spróbowała wstać. Scalpelsam podbiegł do niej, zatrzymując ją kopytem. Nigdy wcześniej tak nie zrobił.
- Nie męcz się, bo ci flaki wylecą na kafle, a nie będę tego zbierał. – powiedział, odwracając wzrok. – Wezwę Star Ridera, zaniesie cię… a ty leż.
- Dziękuję. To miłe z pana strony. – klacz uśmiechnęła się łagodnie.
Scalpelsam odpowiedział lekkim skrzywieniem, po czym użył komunikatora. Zadzwonił do Star Ridera. Przy okazji, w myślach spytał sam siebie: „Co ja odwalam?”…

***
Godzinę później, gdy nad Katharsis trwały testy, a Liselotte była znów w swojej celi, Srebrny jednorożec walnął się na swojej pryczy. Starał się nie myśleć o niczym, ale co chwila przed jego oczami przemykał a to Obiekt 76, a to 55, a to kryształowa… a to Dowódca… a to SUB 4… i jego rodzinka…
Z westchnieniem wziął do kopyta PipBuck białego Obiektu. Przewinął listę piosenek, szukając tej jednej, która mu się spodobała. Wreszcie ją znalazł. Włączył odtwarzanie na full, po czym – wbrew zasadom, ale co tam, tu nikt ich nikt nie przestrzegał, więc czemu on miał być fair? – wyciągnął spod poduszki paczkę papierosów. https://www.youtube.com/watch?v=32BOmle7Z6w
Zaciągnął się, tonąc w muzyce. Bezwiednie zaczął kiwać głową na boki w jej rytm. Przymknął oczy.
Choć przez chwilę nic nie musiał.
Odpowiedz
#66
- Green Star, masz już przygotowaną maszynę? - zapytał Shield.
- Yep, mam i uwierz mi czeka już dwa dni, jedyne co się zmieni z tobą to płeć. - odpowiedział naukowiec.\

Gdy już przeteleportowali się do ośrodka badawczego przeszli do pokoju z maszyną i zrobili co musieli.
- Zakończone. - powiedział Green Star. - Możesz coś powiedzieć?
- Tak? - powiedział Shield głosem klaczy.

*Oh my god, Oh my god, Oh my god!*
- Chodź za mną Shield, nie sorki stary ale musisz się do czegoś przyzwyczaić... - powiedział Green Star.
- Do czego? - odpowiedziała.
- Imienia Purple Waterfall, hihihi jesteś pierwszym eksperymentem ogiera, który to zrobił dla innego szpiega... - odpowiedział.
- Co masz na myśli?
- to że jesteś pierwszym kto to testuje.

Gdy już ogier odprowadził Shielda, znaczy Purple Waterfall do teleportu włączył go i powiedział.
- Zapomniałem ci powiedzieć. - próbował się przebić przez hałas włączonego teleportu. - Uważaj na korytarzach i pod prysznicem.
- Na co?
- No wiesz, na napady seksualne i takie tam rzeczy. - odpowiedział naukowiec.
- Are you fuckin kidding me? - powiedziała i nagle teleport go/ją zabrał na Thunderheada do pokoju klaczy (szpiega).

--------------------------------------------------------------------------------------------
Gdy Purple Waterfall została przeteleportowana do pokoju stanęła na przeciwko siebie a jej prawdziwy odpowiednik odpowiedział.
- "Khe" Ty musisz być tym kimś kto robi za mojego sobowtóra podczas gdy ja choruje. - powiedziała.
- Yup, Phantom, znaczy Purple Waterfall. - powiedziała klacz.
- Przy mnie możesz mówić swoje imię "khe khe" ale przy enklawie musisz się pilnować o możesz spalić cala akcję. - odpowiedziała klacz.
- Dzięki, to gdzie cały sprzęt?
- Tu ale nie musisz się spieszyć, od jutra zaczynasz. - powiedziała. - Nawet jakbyś chciała teraz wyjść, byś była podejrzewana nigdy nie wychodzę z pokoju nie umalowania, poza tym zobaczyli by twój znaczek to też da się załatwić, kochana.

Klacz mrugnęła i oblizała nosek.
*Oh my god kolejna... co to wszystkie klacze teraz się uczą tych ruchów od ADR?* - Shield powiedział w myślach, przynajmniej tu czuł się jak ogier bo na zewnątrz był klaczą, w pewnym sensie w środku też....
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#67
Kiedy grupa skończyła sprzątać, coś sobie uświadomiłem.
-Czekajcie... do my właśnie odpierdoliliśmy?
Zarówno Arrow, jak i Shadow, spojrzeli po sobie uświadamiając sobie, co się właśnie stało. Spojrzeli wolno na mnie, a ja pokręciłem głową.
-Zajebię skurwysyna.
-Wyślij mu moje pozdrowienia. - Odparł Shadow opierając się o ścianą, którą przed chwilą polerował i oglądał swoją broń. - Zrobiłbym to sam, ale mam ważniejsze rzeczy do roboty. Arrow też. Więc...
-Liczymy na ciebie. - Dokończyła klacz.
Skinąłem tylko głową. Problemem było to, że w otwartej walce znowu mógłby mnie jakimś cudem nakłonić do jakiejś durnej rzeczy... Więc zaskoczenie. Poszedłem w stronę, w którą ostatnio poszedł.
Do paru minutach zobaczyłem jednego z ciężkich żołnierzy, który niósł na grzbiecie klacz. Po chwili doszedł do niego ogier w podobnym pancerzu. Zamienili po cichu parę słów, po czym ogier z klaczą rozejrzał się, a kiedy nie dostrzegł kogokolwiek (wyglądałem zza rogu z odległego końca korytarza), zrzucił z siebie klacz i pognał za drugim ogierem.
Na chwilę zapomniałem o swojej 'misji' i podbiegłem do klaczy. Leżała nieruchomo na ziemi. Była cała w ranach, miała zszywany brzuch, cała dość mocno krwawiła (nie była dobrze opatrzona, a ogier z pewnością nie był dla niej delikatny). Trąciłem ją lekko nosem by zobaczyć, czy jeszcze żyje. Otworzyła z lekka oczy i spojrzała na mnie. Ale nie miała sił zrobić nic więcej. Już chciałem wyciągać z juk miksturę leczniczą, kiedy zawahałem się. Nie chciałem znowu 'nabroić'. Ale klacz byłoby i tak łatwo zabić, więc jeśli teraz ją uratuję, dowiem się co nieco, a później ewentualnie zabiję, jak będę musiał.
Zdecydowałem się podać jej miksturę. Ostrożnie, wspomagając się magią (w końcu miałem tylko dwa kopyta), odchyliłem jej głowę i przytrzymałem delikatnie. Musiałem użyć do tego obu kopyt, by nie naciskać zbyt mocno. Z pomocą telekinezy wlałem jej miksturę do pyszczka. Efekty pojawiły się niemal natychmiast. Rany zaczęły się powoli goić, a sama klacz jakby odzyskała nieco barwy koloru. Teraz przyszła pora na bandaże, i kiedy zająłem się pierwszym, coś mnie uderzyło... Czy... Czy to była Kryształowa?!
No, no... Ciekawie. To tłumaczy, czemu była ledwo żywa. W Crystalized się nie pieprzyli.
Ostrożnie wymieniłem wszystkie bandaże oraz opatrzyłem miejsca uprzednio pozostawione. Teraz ujrzałem, że były to zwykłe szmaty, nie, jak moje, magiczne bandaże wysokiej jakości. Jakby dano klaczy ze dwa dni odpoczynku i dobre posiłki, wróciłaby do pełni sił. Ale na to nie ma za bardzo co liczyć.
Klacz otworzyła oczy i spojrzała na mnie zdziwiona. Chciała coś powiedzieć, ale szybko ją powstrzymałem. Chciałem użyć Pip-Buck'a do odnalezienia się, ale wtedy sobie przypomniałem, że go przecież nie mam. Będę musiał go odzyskać. Podszedłem do najbliższego terminala, który był tylko kilka metrów stąd i przejrzałem mapę. Musiałem włamać się na wyższe poziomy bezpieczeństwa, by móc sczytywać więcej danych od samego położenia, ale w końcu udało mi się ustalić, gdzie są celę miała klacz. Zapamiętałem trasę i podszedłem do klaczy. Delikatnie, przy pomocy magii, położyłem ją sobie na grzbiecie.
-D-dziękuję... - Usłyszałem cicho koło mojego ucha. Ruszyłem najkrótszą drogą do jej celi.

Położyłem ją na pryczy, po czym wyciągnąłem z juk dwie racje wojskowe, który były nam przydzielone. Zawsze nosiłem trochę, na wszelki wypadek. Obok postawiłem też bukłak ze świeżą wodą, dość zimną, ale czego można się było spodziewać, jak jesteśmy po środku śnieżnej pustyni? W kiepsko ocieplanym budynku o powierzchni... bardzo dużej?
Już chciałem wychodzić, kiedy klacz spojrzała na mnie ponownie i, już pewniejszym głosem, powiedziała ponownie:
-Dziękuję panu, to bardzo miłe... z pana strony.
-Nie musisz dziękować, nie traktują cię tu tak, jak powinni. Jak się zwiesz?
-Liselotte. - Powiedziała słabo i trochę niepewnie. - A... A pan?
-Skylight. Azure Skylight. Lub Azzie, dla przyjaciół. Miło poznać.
Klacz znowu chciała coś powiedzieć, ale nie miała już siły.
-Odpoczywaj, potrzebujesz tego. Żegnaj.
Z tymi słowami wyszedłem. To teraz znaleźć i przywalić Katharsis. Ale też przydałby się Pip-Buck... Hm...
https://youtu.be/h83Dda3jly4 - Dobry serial, dobrego człowieka, z fandomową elitą w rolach głównych. Polecam Happy
Odpowiedz
#68
Swego czasu u Starlight w SUB 1.

Klacz spała dosyć niepewnie w swojej "Celi", przy niej siedział Afterburn Blast pilnował czy się coś z nią nie dzieje. Był to dobry kuc ale posłuszny Instytutowi, nie pamiętał żeby kiedyś się sprzeciwił, ale teraz czuł że w razie czego będzie musiał. Afterburn był mądry ale był ciągle obiektem został zatrudniony jako naukowiec kiedy się okazało że chciał pomagać, chociaż nie pamiętał nawet że tak powiedział. Afterburn bał się że może mieć problemy przez ten atak sprzed trzech dni że może zapomnieć znowu, nie chciał bał się, a co jeśli straci Starlight?
- Nie mogę na to pozwolić. - Afterburn zaczął się buntować, wiedział że jeśli ma się wybronić żeby nie zapomnieć, będzie musiał zrobić to siłą. - Nie mogę jej stracić, nie mogę zapomnieć, muszę walczyć...

Afterburn obmyślał plan na ucieczkę gdy sobie przypomniał że każdego piątku o godzinie 20:00 dokładnie za 30 minut jest wyciek chemikaliów w Sektorze 3, włączają się alarmy i otwierają cele wtedy robi się zazwyczaj na 20 minut chaos dzięki czemu większość straży idzie do sektora 0 żeby uspokajać obiekty wtedy ma szansę na mniej więcej ucieczkę przez Sektor -1. Było jedno ale, Sektor -1 jest sektorem Obiektu 15, Afterburn wiedział że był to podły obiekt z SUB 4 ale nie wiedział czy dalej jest na swoim miejscu czy nie, miał jedną szansę na ucieczkę.
- 15, kurde on może być trudny mam nadzieję że o tym przeniesionym obiekcie do innej placówki mówili, jeśli nie jestem martwy. - powiedział, gdy wstał zaczął się przygotowywać było jeszcze 15 minut do rozszczelnienia. - Mam tylko jedną szansę, jedną jedyną.

Afterburn teleportował się szybko do zbrojowni, później do swojego biura i pokoju zabrał potrzebne mu i jej rzeczy, zobaczył na biurku dwa Pip Bucki, nie wiedział skąd wiedział czym owe rzeczy są, założył jednego na lewe kopyto drugiego schował do juk, zobaczył też jakieś zdjęcie z podpisami Afterburn Blast, Rain Forest i Rainbow Strike.
Kuc nagle zobaczył przed oczami przebłyski z "swojego" dzieciństwa, "swoich" kolegów i rodzinę, nie wiedział dlaczego teraz to sobie przypomniał ale zapłakał i powiedział.
- Brakuje mi was, bardzo mi was brakuje. - powiedział patrząc ostatni raz na zdjęcie po chwili chowając w jukach. - Czas się zbierać, trzeba uciekać.

Afterburn Blast teleportował się z powrotem do celi Starlight, było za 2 minuty incydent, zbudził Starlight i powiedział żeby założyła na kopyto urządzenie, które ówcześnie wyciągnął. Gdy się alarmy włączyły a cele otworzyła wybiegł z Starlight w stronę Sektora -1, mieściły się tam laboratoria, pokoje medyczne i sterowanie "BLAST DOOR-ami", wbiegł do sektora nie widział za szybami nikogo, ani żywej duszy przy sterowaniu wielkimi pancernymi drzwiami była dwójka strażników.
- Psyt. - zrobił dźwięk zwabiający kuca w pancerzu.
- Hę?! - powiedział kuc w pancerzu. - Idę coś sprawdzić.
- A idź do piekła, będę miał mniej problemów gdy coś cię zgniecie.

Gdy kuc w pancerzu podszedł, jednorożec wziął go w magie i skręcił mu pod hełmem kark, później podszedł po cichu do drugiego i zrobił to samo. Jednorożec podszedł do sterowania drzwiami i włączył otwieranie, włączył się alarm, znał ten dźwięk taki sam wydawały drzwi w Stajni, nie wiedział skąd to wie.

- 00 do 33 odpowiedz na radiu, 00 do 33 odpowiedz na radiu. - nagle powiedział centrala do Pagera martwego kuca. - 00 do 33 czy mnie słyszysz? Daj sprawozdanie z sytuacji.
Nagle po paru brakach odpowiedzi włączył się główny alarm.
- Kurwa mać! Ile jeszcze te drzwi będą się otwierać?! - powiedział gdy drzwi zasyczały i się odczepiły od zamków i zaczęły powoli otwierać. - Wreszcie, kurwa wreszcie!
- Stój! Podnieś kopyta do góry, powoli obróć się w naszą stronę. - mówili strażnicy, a jednorożec powoli się obrócił stojąc na dwóch nogach.

Afterburn poczekał aż czwórka z nich się zbliży do niego, reszta stała przy głównych drzwiach do pomieszczenia sterowania pancernych drzwi. Afterburn nagle bez ruszania kopytami załączył spowolnienie czasu załatwił trzech jednym ciosem (znaczy trzema bo zakręcił się na jednym kopycie jak baletnica i uziemił trzech), czwartego złapał w magię i rzucił nim o przyciski zamykające drzwi do pomieszczenia, drzwi w tym samym czasie się zamknęły a drzwi do bunkra otworzyły.
- Holy shit!!!! - powiedział Afterburn gdy przed drzwiami stanął wielki Alpha Hellhound. - Co ty stary masz na głowie?
Otóż Hellhound miał urządzenie sterujące na głowie, wystarczył jeden cios w włącznik na głowie żeby przerośnięte zwierze zasnęło. - Pół biedy, poszedł spać szybciej niż myślałem że się uda.
- Starlight, chodź uciekajmy. - powiedział ogier zabierają juki. - To jedyna szansa na ucieczkę.
- Dlaczego nie poczekaliśmy na stara? Przecież by nam pomógł.... - zapytała.
- Star nie miał by szans się dostać, poza tym była zbyt wielka szansa żebym znowu zapomniał o tobie. - odpowiedział wybiegając z klaczą na powierzchnię, było ciemno, mokro, wietrznie, nie znośnie gdy od lat byłeś w suchym dosyć przyjemnym miejscu. - Musimy się zwijać jak najdalej stąd.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Kto ich pilnował? Jak się przebili przez naszą obronę? Gdzie jest kapitan oddziału Sektora 3?! - krzyczał Elitarny Naukowiec.
- Kapitan jest w drodze, przebili się podczas incydentu z wyciekiem. - powiedział jeden z pomocników.
- Mieliście to naprawić już pół roku temu! - krzyknął ukręcając łeb swojemu podwładnemu. - Posprzątać to, wybrać wszystką jego pamięć i załadować do nowego klona. Potrzebny natychmiast!
- Tak jest EN Sir! - powiedział jeden z naukowców i strażników, strażnik zabrał ciało do ekstraktora pamięci a naukowiec zabrał się za czyszczenie bałaganu.
- Muszę się skontaktować z SUB 0 i z Shadowem. - powiedział. - Muszą ich znaleźć, Obiekt 97 i 99 są zbyt potrzebne nam, SUB 3 już próbował położyć na nich swoje kopyta ale się doigrali gdy ich dowódca był przez to ciężko ranny.
- Połączyć mnie z SUB 0, trzeba to omówić! - krzyknął Elitarny Naukowiec.
- TAK JEST EN SIR! - rozbrzmieli wszyscy pomocnicy w kontrolce.
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#69
- Dla przyjaciół… - powtórzyła klacz, cicho, nieco bezwiednie. Po raz ostatni podniosła oczy na znikającego ogiera. – Miło poznać…
To było niemal nierzeczywiste. Ktoś jej pomógł. Po raz pierwszy od dawna czuła, że nabiera sił, zamiast je tracić… Pozytywne odczucie, jedno z niewielu, które sobie póki co przypomniała. Dla kogoś to, czy żyła, miało znaczenie. Dla kogoś nie była tylko ciężarem, źródłem wiedzy czy dziwactwem… czy kimś, kogo należy się wystrzegać. Choćby i przez chwilę. A więc to była ta zmiana, którą wyczuła?
„nie traktują cię tu tak, jak powinni.”… A mogli inaczej?
- Pan… nie jest jednym z nich? – spytała, nieco samą siebie. Nie wiedziała, czy ogier mógł ją jeszcze słyszeć.
Po chwili dotarło do niej, o czym właśnie myślała. Położyła głowę na posłaniu.
„Pamiętaj, panno Liselotte. To nie są prawdziwe kuce, nigdy nie były. Istnieją tylko w twojej głowie. Kiedyś znikną. Przygotuj się na to. Kiedyś znikną. Choćby i były dobre… jak ten młodzieniec, pan Azure Skylight… kiedyś znikną. Zawsze znikają.”
Otworzyła oczy, aby spojrzeć w stronę drzwi. Uśmiechnęła się niepewnie. Coś jej się stało w oko… zaczęło piec, rozpływać się, jak i obraz, aż w końcu jego część spłynęła po policzku. Jak kropelka wody. Nie wiedziała, czy to normalne dla kucyka, czy nie.
Choć była prawie pewna, że to coś znaczy.
***
- Świętej Lunie niech będą dzięki, myślałem, że ją zgubiłem!
Azure odwrócił się. W jego stronę przytruchtał ciężki żołnierz – ten sam, który wcześniej zrzucił sobie klacz z pleców. Teraz uśmiechał się szeroko do białego ogiera. – Dzięki, Obiekcie… 50, dobrze mówię? Nieważne…- poklepał go przyjacielsko po plecach. – Wiszę ci browara, tylko się przypomnij, okej?
Zbrojny zajrzał do celi przez okratowane okienko. Azure już miał odejść, gdy żołnierz dał mu znak, by zaczekał.
- Ey, - żołnierz Instytutu zmienił wyraz twarzy na bardziej poważny, - Czy ty…? Ey, słuchaj, chodź tu na moment. Muszę ci coś wyjaśnić.
Azure podszedł, zastanawiając się, co tym razem zrobił nie tak. Widząc jego lekki niepokój, zbrojny uśmiechnął się wyrozumiale.
- Słuchaj, ja cię rozumiem. To ładna klacz, i w ogóle, sexy. –wyjaśnił. – I jesteś tu nowy, nie mogłeś wiedzieć. Ale dla nas wszystkich będzie lepiej, jeśli zdechnie jak najszybciej.
Azure chciał coś powiedzieć, ale żołnierz Instytutu przerwał mu, podnosząc kopyto:
- To ona przywlokła tutaj te mordercze skały… nie bardzo wiem, jak to działa, musiałbyś zapytać Sampla, ale ile razy ktoś jej dotknie, tyle razy one się budzą i robią rozpie*dol. Widziałeś, co one potrafią. Wymordowała tak już ponad połowę kuców z elektrotechnicznego, paręnaście osób ze zbrojowni i parę przypadkowych kuców, nawet mojego współpracownika. Chciano się pozbyć tych skał, ale… no, nie da się. Nie wiem, jak, po prostu się nie da.
-Także niech ci jej nie będzie żal. – zakończył poważnym tonem. – To zwykły morderca. Im szybciej zdechnie, tym szybciej się to wszystko skończy. Miejmy nadzieję.
Azure spuścił głowę w zastanowieniu nad słowami kuca. Zanim jednak zdążył coś powiedzieć, zbrojny znowu mu przerwał. Na jego wargach ponownie zagościł zawadiacki uśmiech:
- Jeśli szukasz Katharsis, jest w trójce, na drugim piętrze. Mieli mu coś wszczepiać, ale chyba już kończą. Tylko… nie zabij go, ok? Zrobił dzień połowie SUB-u!
Mówiąc ostatnie zdanie, parsknął śmiechem. Zasłonił usta kopytem, patrząc na Skylighta… któremu w tym momencie przed oczami stanął mocno zdeformowany, ale wyraźny obraz kilkunastu kucy naśmiewających się z niego, Shadow i Arrow przy pracy. Naśmiewających się ze śpiewających Obiektów.
Pokiwał głową, starając się nie pokazać po sobie zawstydzenia, po czym odwrócił się na pięcie i potruchtał w stronę trójki.
Wiedział już, że nie zaje*ie Katharsis. Nie zaje*ie. Zapie*doli.
***
https://www.youtube.com/watch?v=d8ekz_CSBVg
Sampel kiwał głową w rytm, przypominając sobie chwyty gitarowe do tej piosenki. Nie chciało mu się wstawać po futerał – do tego musiałby otworzyć oczy, a to oznaczałoby dla niego powrót do rzeczywistości, czego chciał dzisiaj uniknąć.
Dlatego nawet chwilę po tym, jak w całym SUB-ie rozległ się głośny, przeraźliwy pisk, miał nadzieję, że nie będzie miał z nim nic wspólnego. Przez kilka pięknych sekund.
Jednak po chwili usłyszał niepasujące do muzyki piski komunikatora. Przez chwilę zastanawiał się, czy ich nie zignorować… ale ostatecznie przeklął głośno, zatrzymał muzykę i odebrał:
- Co jest?
- Eee… sz-szefie? – usłyszał głos Pineappla. – Czy… czy.. mógłby tu szef przyjść na chwilę? No bo… ten… coś nie pykło… chyba.
- Coś znowu spierniczył? Coś z Obiektem 76? – zaniepokoił się nagle.
- T-tak…
- Ty idio… Co? – słysząc, że Pineapple ociąga się z odpowiedzią, Scalpelsam poczuł, że go zaraz coś trafi. – Co, starcił drugie oko? Zabiliście go? Kryształy wyrosły mu w mózgu, no, gadaj wreszcie!
W tle dało się słyszeć jakiś rumor, po chwili zagłuszony przez dźwięk eksplozji…
- Gorzej… - jęknął Pineapple. – Znacznie, ZNACZNIE gorzej…
***
Obiekt 76 starano się uspokoić, ale bezskutecznie. Co chwila jakaś droga, ciężka maszyna rozpadała się na części pierwsze, niszczona szmaragdową aurą. Naukowcy i zbrojni, którzy podchodzili zbyt blisko, z automatu kończyli jako kukiełki 76 i zaczynali niszczyć wszystko, co popadło.
Katharsis była klaczą. Poza inną, aczkolwiek nadal masywną budową, bardziej kształtnym pyskiem i jasnozielonym pasmem w grzywie, zyskała kryształową skórę. I nie wyglądała na zadowoloną.
- DAWAĆ.MI.OBIEKT.55!! – Wrzasnęła, wyważając drzwi. – OBIEKT 55, DO MNIE!!
Wszyscy dookoła zasalutowali jej i już mieli ruszyć na poszukiwania, gdy sam zainteresowany wybiegł zza zakrętu. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem w całkowitym milczeniu. Na twarzy Katharsis widać było narastającą wściekłość… a Azziego – osłupienie… zmieniające się w rozbawienie.
W końcu klacz podeszła do niego szybkim, zdenerwowanym krokiem.
- T-To był twój pomysł, tak?! – wydarła się. – I co?! Myślisz, że to takie zabawne?!
- Myślę, że to jest okropnie zabawne. – przyznał z rozbrajającą szczerością. - Lepsze od tej twojej piosenki, kochana. Ale – uświadomił sobie, co dokładnie Katt do niego powiedziała… i położył po sobie uszy – Ja nie mam z tym nic-
- Jak ty… ugh, myślisz, że możesz sobie ze mną tak pogrywać, sku*wysynie?! Ja ci, ku*wa, pokażę, co jest zabawne! Stój i słuchaj! – rozkazała. Azure poczuł, jak jego mięśnie sztywnieją. Klacz odwróciła się do swoich zahipnotyzowanych. - DAWAĆ MI BLASTER!
Pineapple, który był najbliżej, podał klaczy leżącą nieopodal broń. Ta wyciągnęła ją w stronę unieruchomionego Obiektu. Azure przeklął w myślach. Wiedział, że to się dobrze nie skończy.
- Weź to. – syknęła z lekkim uśmiechem. Jakby przygotowywała się do niewinnego psikusa.
Obiekt wziął broń do kopyta.
- Nastaw pełną moc. – Katharsis uśmiechała się coraz szerzej.
Zatrzeszczało pokrętło.
- Przystaw sobie do głowy.
Końcówka lufy dotknęła skroni ogiera. Serce Azure przyspieszyło.
- Świetnie. – klacz zachichotała. - A teraz strze-
- KATHARSIS!
Naukowiec pojawił się za plecami białego Obiektu. Widząc, co się święci, podbiegł do Azure, wytrącając mu broń z kopyta. Nieco zziajany, popatrzył wpierw na 55… po czym przeniósł spojrzenie na klacz.
Zdezorientowaną. Znowu wściekłą.
- Co to miało być? – syknął.
- Nieważne. Zostaw mnie.
Scalpelsam podszedł do niej spokojnym krokiem. Jednak klacz, widząc, że hipnoza zawiodła, gwałtownie zbladła. Jej srebrne oko zalśniło na zielono.
- Zostaw mnie. – powtórzyła głośniej.
Jednorożec nawet nie zwolnił. Katharsis cofnęła się o krok.
- Zostaw mnie! – krzyknęła, spanikowana.
- Daruj sobie, 76. – rzekł Scalpelsam. – Nie masz jeszcze takiej mocy. Nie jestem ani Obiektem, ani idiotą.
Stanął nad nią, niemal kulącą się pod ścianą.
- A więc? – spytał. – Odpowiedz mi: co to miało być?
Klacz przez chwilę milczała. Po chwili z potężnej, wkurzonej, morderczej maszyny, zmieniła się w skrzywdzoną dziewczynkę. Wygięła usta w podkówkę, a jej zdrowe oko zaszkliło się smutno.
- No.. no bo… psze pana, on mi dokucza! – wycelowała kopyto w Skylighta. – Niech pan zobaczy! Zrobił ze mnie klacz! To jego pomysł! To on!
Scalpelsam odwrócił się w stronę 55. Popatrzył mu w oczy.
- To prawda?
- Nie! – Azure, zgodnie z prawdą, pokręcił głową. – Nie mam pojęcia, o co mu… znaczy jej chodzi!
- Nie kłamcz! – krzyknęła Katharis, wstając. – Ty to wymyśliłeś, i podsunąłeś Pineapple!
- Nie drzeć się. – Scalpelsam upomniał Obiekty, po czym odwrócił się w stronę Pineapple. Naukowiec – jak każdy wokół niego – odzyskał już wolną wolę, i poprawił swoje ogromne okulary.
- Pineapple, czy rozmawiałeś dzisiaj z 55? – spytał srebrny jednorożec.
- Co? N-nie sir…
- To w takim razie czemu Obiekt 76 jest klaczą?
Pineapple pochylił głowę w zamyśleniu, zerkając na Katharsis, jakby z nadzieją, że mu podpowie.
Nagle Scalpelsam uniósł brwi. Najprawdopodobniej…
- … nie usunąłeś z genów chromosomów XX. – Raczej stwierdził, niż zapytał.
Ogier w okularach… zamarł.
- Myślałem, że to krok opcjonalny…
- A czy tak napisałem? Do cholery jasnej jak Celestii plot, jedyny genodawca 76 jest klaczą!
Pineapple znieruchomiał. Oklapły mu uszy.
- A… no tak.
Scalpelsam odsunął się od Katharsis, której wściekłe spojrzenie było tym razem skierowane w stronę Pineapple.
- Także, jak masz się już mścić, - zwrócił się w jej stronę srebrny jednorożec, - to na właściwej osobie.
Katharsis uśmiechnęła się. Szeroko. Pineapple przybladł. Spojrzał na swojego przełożonego, jakby błagał o litość.
Jednak Sampel miał w tym momencie kamienne oblicze.
- Wybacz. – rzekł cicho. – Ale ignorancja to jedna z tych rzeczy, których nie toleruję.
Pineapple, słysząc to, rzucił się do ucieczki. Jednak krótka, niemal zdawkowa komenda miętowej klaczy wystarczyła, żeby naukowiec się zatrzymał.
Katharsis podała mu blaster. Kazała przystawić go sobie do głowy.
Scalpelsam kopytem zagrodził drogę Azure, w razie, gdyby ten chciał go uratować.
Rozległ się strzał.
Żółte ciało naukowca padło na ziemię. Nieruchome, w szybko rosnącej kałuży krwi. Okulary stłukły się z cichym brzdękiem, a jeden z odłamków szkła ugodził trupa w oko. Nie poruszył się.
- Niech któryś z was to posprząta! – krzyknął Scalpelsam na stojących, przyglądających się w milczeniu naukowców, po czym ponownie zwrócił się do 55: - A ty za mną.
- Ale przecież mówiłem, że jestem niewinny. – rzekł Azure. – To były tylko…
- Tak, tak, jasne. – zbył go naukowiec. – Chodź i nie marudź.
Scalpelsam podszedł do swojego najmłodszego Obiektu, z zainteresowaniem pochylonego nad zwłokami. Ta, widząc, że naukowiec chce z nią porozmawiać, przechyliła główkę jak mała, grzeczna dziewczynka. Jednak widząc Azure za jego plecami, skrzywiła się podejrzliwie.
- 76, - zaczął jednorożec, - Pora przetestować twoje nowe, wszczepione dzisiaj umiejętności. Przeprowadzisz sparing z Obiektem 55.
Miętowy i biały kucyk popatrzyły po sobie niepewnie. Po chwili jednak klacz uśmiechnęła się przyjaźnie… a Sky uznał, że to byłaby dobra okazja do zemsty za upokorzenie… i za to. Mimo wszystko. Ona go o mało nie zabiła.
- Oki. – zapiszczała Katharsis. – Ja bardzo chętnie.
Skylight tylko wolno skinął głową.
- Dobrze. – nagle Scalpelsam wymyślił coś, by zmotywować oba Obiekty… choć już widać było, że gdyby mogły, przygrzałyby sobie już w tym momencie. – Kuc, który zwycięży, dostanie twój PipBuck. – mówiąc to, posłał krótkie spojrzenie Azure, po czym zaczął zawracać w stronę swojego biura. – Widzimy się na Sali treningowej. Dokładnie za pół godziny.
***
https://www.youtube.com/watch?v=Nioflv9Xn5I
2 minuty przed planowanym starciem włączono wszystkie światła. W promieniach widać było drobinki kurzu, tańczące nad udeptaną, jasnobrązową ziemią. Oszklone balkony tonęły w mroku, kontrastującym z jasnością jupiterów nad głowami dwóch, stojących naprzeciw siebie Obiektów. Sala treningowa wyglądała w tym momencie jak wielka arena. Wrażenia dopełniał słyszalny już doping, złożony z paru pozbawionych zajęć naukowców, parunastu żołnierzy oraz – w pierwszym rzędzie – Arrow i Shadow Thundera, którzy nie mogli sobie odpuścić takiego widowiska. Oboje stali po stronie Azure, krzycząc do niego co bardziej motywujące teksty.
Katharsis stała spokojnie, opierając się o swój topór. Jej wzrok był niemal nieruchomo utkwiony w oddalonym od niej z 30 metrów kucu. Na wargach gościł jej nieodłączny uśmiech, który Azure u każdej innej klaczy, i to w innych okolicznościach, uznałby za miły i przyjazny... a może i dwuznaczny.
Scalpelsam i jego paru pomocników usiadło w małej kontrolce z widokiem na Salę. Położył przy mikrofonie PipBuck 55, po czym włączył nagłośnienie. Popukał parę razy w mikrofon.
- Czy Obiekty mnie słyszą? Kiwnijcie głową. Okej, - widząc, że 76 i 55 nie mogą się doczekać starcia i go słyszą, przystąpił do ustalania reguł:
- Katharsis, jedna zasada dla Ciebie. Nie możesz w czasie walki wypowiedzieć ani słowa.
Klacz aż się zapowietrzyła. Popatrzyła na oponenta, nagle przerażona.
- Co? KPISZ SOBIE ZE MNIE?! – wrzasnęła w stronę kontrolki.
- Bynajmniej, to na potrzebę testu. – odparł spokojnie naukowiec. – 55, dla ciebie trzy zasady. Broń możesz przywołać tylko raz. Zero skrzydeł. I zero zbroi.
Jednorożec na chwilę wyłączył mikrofon. Odetchnął głęboko. Nie był pewien, czy to, co robi, jest słuszne. Zawahał się. Ostatecznie, mógł to jeszcze odwołać. I wtedy na pewno by nie...
Ale – gdy już był gotów to zrobić – przypomniał sobie o swojej obietnicy...
Ściągnął brwi. Zdeterminowany, by jej dotrzymać.
- Zaczynajcie!
https://www.youtube.com/watch?v=QGcvTlCFiEc
Odpowiedz
#70
Lustrowałem klacz, nie wiedząc, czego się spodziewać. Potrafiła mną kontrolować, więc walka będzie raczej jednostronna. Chcą sprawdzić jej umiejętności walki, czy moje opierania się woli seksownych klacz? Bo jak to drugie, to już mogę sobie iść.
Wtedy przemówił Scalpelsam i wyjaśnił zasady. Odetchnąłem z ulgą. Czyli mam szansę... Nie, mam pewną wygraną. Ale i tak muszę się skupić. Trzeba pokazać jej, kto tu naprawdę rządzi.
-Zaczynajcie!
W tym momencie widziałem tylko arenę i moją rywalkę. Żadnego tłumu, dopingu...

Odbiłem się i stanąłem na tylnych kopytach. Przywołałem swój ulubiony półtorak i stanąłem w pozycji symbolizującej, że za chwilę wybiegnę z pchnięciem prosto w serce. Słaba taktyka, jedno dobre cięcie i masz po głowie. A klacz ustawiła się pod ten manewr uśmiechając się złowieszczo. Była pewna, że to wygra. Widać przysiedziała przy książkach, może nawet przy kukłach, ale na pewno nie prowadziła jeszcze poprawnego treningu. Westchnąłem.
No, to zabawmy się. ( https://www.youtube.com/watch?v=_Yhyp-_hX2s )
Wybiegłem. Katharsis przygotowała się do ciosu. Ale zamiast pchnąć, wykonałem wślizg. Topór świsnął mi nad nosem. Wstałem i wymierzyłem szybki obuch. Klacz znegowała atak, w ostatniej chwili. Widać było, że chce coś powiedzieć. Ale była uczciwa. To dobrze. Nie dlatego, że miałem gwarantowaną wygraną. Dlatego, że nie będzie oszukiwać.
Klacz uginała się na nogach patrząc z przerażeniem na klingę mojej broni albo na mnie. W końcu przekręciła topór wytrącając mnie z równowagi. Postanowiła wykończyć mnie ciosem z obrotu, więc, zamiast starać się odzyskać równowagę, 'poleciałem' swobodnie pod nią. Katharsis potknęła się o mnie i upadła na ziemię. Oboje poturlaliśmy się ładny kawałek, wstając w tym samym czasie. Staliśmy jakieś dziesięć metrów od siebie, obchodząc się powoli. W końcu, jak na komendę, oboje ruszyliśmy na siebie. Popisaliśmy się już paroma trikami, mniej lub bardziej udanymi; przyszedł czas na szybką wymianę ciosów. Biliśmy się tak przez kilka dobre minut, kiedy w końcu odbiliśmy się od siebie. Oboje zmachani, nisko na nogach. Stałem w standardowej pozycji, tylne nogi w wypadzie przednim, lewe kopyto na ziemi przed sobą, prawe wzdłuż prawej tylnej nogi. Klinga ostrza tuż nad powierzchnią ziemi. Klacz stała w bardziej zmysłowej pozie. Teraz byliśmy na pozycjach startowych... po przeciwnych stronach. Przez chwilę wrócił do mnie widok otoczenia i kuce skandujące piosenkę, którą śpiewałem z Shadowem ( https://www.youtube.com/watch?v=eOyvn4gBU7E ). Kiedy jednak się nie ruszyliśmy, wszystko ucichło. Po chwili więc dało się słyszeć kolejną piosenkę ( https://www.youtube.com/watch?v=PTF5xgT-pm8 ), zapewne znowu z mojego Pip-Buck'a. Tym razem wczułem się w rytm, i nie tylko ja. Kolejne bliskie starcie. Teraz ciosy były już wolniejsze, ale potężniejsze i bardziej precyzyjne. Mimo, że była to walka na serio, jechałem wedle schematu treningowego. Pokazówka, szybkie ciosy, uniki... Tańczyliśmy na wpół w rytm muzyki, na w pół naszych serc.
W końcu poczułem dziwny ból w głowie. Początkowo nikły, tak, że go ignorowałem. Teraz dawał o sobie znać dość boleśnie. W końcu odskoczyłem, kiedy ból jakby eksplodował mi w głowie. Jak tylko się oddaliłem, ustąpił. Ale wybił mnie z równowagi na tyle, że przestałem się skupiać na zaklęciach i mój miecz po prostu rozpłynął się w powietrzu.
-Kurwa... - Szepnąłem pod nosem kiedy ujrzałem, jak Katharsis biegnie na mnie, rozpromieniona od ucha, do ucha. Szybko zlustrowałem jej postawię. Nie mogłem przyzwać ponownie broni, zgodnie z zasadą. Szlag by się, Srebrnorożku cholerny. Miałem tylko jedną opcję.
Kiedy 76 była na tyle blisko, żeby się zamachnąć, skoczyłem na nią. Przewróciliśmy się oboje. Jak tylko dotknęliśmy ziemi, wykonałem przewrót uciekając od niej. To teraz szkoła kopytników, tia? Klacz wstała, wściekła. Czekałem na nią z dwuznacznym uśmieszkiem, który jeszcze bardziej ją wkurzył. Zaczęła wykonywać serie szybkich ciosów, których zwinnie unikałem. W końcu, kiedy zacząłem się nudzić, uderzyłem ją kilka razy zmuszając do cofnięcia. Z obitej szczęki spływała krew. Jej grzywa zaczęła powoli się unosić. Patrzyłem na nią robiąc tylko jedną rzecz... nerwowo przełykając ślinę. 'To mam przejebane.'
Niecałe trzy sekundy potem klacz dzierżyła potężną, kryształową kuszę, dwustu-pięćdziesięcio funtowy naciąg, jak mi się wydawało. I celowała prosto w moją głową.
Szczęk mechanizmu (co było dziwne w przypadku broni skonstruowanej całkowicie z magicznej energii). Na moje szczęście, klacz zaczęła słabnąć, więc pocisk zszedł trafiając mnie w pierś. Potęga kuszy sprawiła, że bełt przeszedł na wylot, co pozwoliło mi nadal ustać na nogach. Klacz podnosiła się ciężko z ziemi. Nie miała jeszcze dość siły, by parać się taką magią. Ale dzielnie wstała i wyczarowała swój topór. Otępiale ruszyła do ataku. Postanowiłem ukrócić męki nam obu, więc po prostu wyminąłem cios zadany tak, jakby 76 była pijana i ogłuszyłem ją jednym kopniakiem w tył głowy... po czym sam runąłem na ziemię. Klacz leżała nieprzytomna, ja klęczałem, pochylając się nisko nad ziemią. Ból był nie do wytrzymania... Szlag...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tymczasem na linii łączności między SUB1 a SUB0...

-Szefie, mamy problem.
-Co znowu?
-Chodzi o 97 i 99...
-Co z nimi?
-Nawiały.
-TO CO TU TAK JESZCZE STOISZ!? ŁAP JE!!!
-T-tak jest!
-Możesz użyć wszystkich sił. Ściągnij tu nawet 15 i 47. 55 i 76 też nie zaszkodzą.
-55? A czy on...
-RUSZAJ SIĘ!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jakiś czas później...

-Ehem... Rozumiem... Tak... Tak... Dobra, będziemy tam jak najszybciej. - Szczęk słuchawki przy zerwanym połączeniu i Shadow mógł odetchnąć i szepnąć pod nosem - Jebani naukowcy.
Mimo wszystko, Shadow pokłusował do medycznego, gdzie leżały oba kuce. Od walki nie minęło dużo czasu, a oba kuce były mocno poranione. Katharsis wyglądała niemal jak mumia, cała była w drobnych, ale głębokich i bolesnych ranach. Azure ostał się tylko z dziurą w klacie, leczonej przy pomocy magii. Inaczej pewnie by nie przeżył.
Obok niego siedziała Arrow, trzymając swoje kopyto na nieprzytomnym jeszcze białym kucu. Shadow spojrzał na nich i uśmiechnął się lekko. 'Byłaby z nich niezła para, gdyby Biały nie miał już dziewczyny. I gdyby Instytut nie miał innych planów.' Podszedł do jednego z lekarzy, który przyglądał się zmumifikowanej Katharsis.
-Ile czasu będą tak leżeć?
-76 będzie gotowa do opuszczenia skrzydła medycznego już jutro. 55... cóż... poleży tu z tydzień pewnie. Może więcej.
-Nie mamy tyle czasu. Za dwa dni ma być w stanie walczyć. - Lekarz chciał zaprotestować. - Mamy rozkazy z góry. Wykonywać robotę, albo będę zmuszony was pozabijać i zająć się tym samemu.
Kuc w kitlu tylko przełknął desperacko ślinę i pobiegł gdzieś.
'Wybacz 55, ale nie mamy wyboru.'
Shadow wiedział, że to może źle wpłynąć na kuca. Miał nadzieję, że wszystko jakoś pójdzie.
https://youtu.be/h83Dda3jly4 - Dobry serial, dobrego człowieka, z fandomową elitą w rolach głównych. Polecam Happy
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości