Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
"Dwa światy [+18]"
#71
- Słyszeliście dowództwo, wysłać za nimi jak najwięcej żołnierzy, zostawcie tych co są na wartach i wyślijcie ciężko zbrojnych! - powiedział Elitarny Naukowiec do Dowódcy sektora trzeciego i poinformował resztę dowódców o tym żeby wspomogli ich w poszukiwaniach. - Mogą być kurwa wszędzie! Kto ich kurwa pilnował!
- M-MY ich pilnowaliśmy. - powiedziała grupka strażników.
-WIĘC WY KURWA IDZIECIE NA CZELE NIE OBCHODZI MNIE JAK ALE WY MACIE ICH ZNALEŹĆ I PRZYPROWADZIĆ DO MNIE!!! - wykrzyczał na nich.
- Tak jest!!!
Naukowiec wysłał 4 oddziały z czego jeden z strażników którzy mieli się zajmować ich pilnowaniem. Był wkurwiony jak nie wiadomo co ale trzymał się jeszcze powagi.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W tym samym czasie w kosmosie.
- Star! Gdzie jest mój chłopak? Gdzie jest kurwa Shield! - krzyczała Bat Saphire na Jednorożca podnosząc go kopytami za gardło przy ścianie. - Gdzie jest mój Shield.
- Nie mnie się pytaj tylko Green Stara *khe khe*. - odpowiedział jej Star. - Puść mnie a ci powiem o co chodzi.
- Co do cholery ma z tym wspólnego Green Star?! I nie puszczę cię póki się nie dowiem gdzie on jest! - krzyczała.
- Green potrzebował Shielda do misji.... *Khe* Shield jest na thunderheadzie. - powiedział ostatkiem sił a gdy klacz go puściła zaczął ciężko oddychać. - Wreszcie tlen!
- Dziękuję za odpowiedz Smile Ciesz się twoim przepięknym tlenem. - powiedział się uśmiechając słodko. - Powiedziałeś że jest na Thunderheadzie?
- T-tak.
- Idę po Green Stara. - powiedziała wchodząc do teleportera i wychodząc w Stajni.

- O Bat Saphire, cóż za niespodzianka właśnie wysłałem Shielda na Thunderheada. - powiedziała Green Star stojąc przy maszynie do zmieniania płci. - Hehe, widzę że jesteś bardzo wkurzona...
- I taka jestem! Co zrobiłeś z moim chlopakiem i dlaczego jest na Thunderheadzie?! - krzykneła.
- Pierwsze nie krzycz na mnie w mojej domenie naukowej, dwa zamieniłem go w klacz i jest w zastępstwie za naszego szpiega. - powiedział chichocząc. - Sam sie zgłosił więc dałem mu to co chciał.
- Sam się zgłosił? I ty mu na to pozwoliłeś?
- Może mu pozwoliłem może sam tego chciałem. - powiedział.
- No dobra niech ci będzie, kiedy on będzie z powrotem? - zapytała. - I powiedz, piękna jest?
- Bardzo, hehe na pewno seksowna.
- Dla ciebie każda klacz jest seksowna.... - powiedziała nietoperka. - Ale ty pamiętaj że to dalej mój chłopak.
- Dziewczyna* To jest twoja dziewczyna teraz. - poprawił.
- Niech ci będzie....

Gdy zaczynała odchodzić Green Star powiedział pod nosem śliniąc się.
- Przeruchał bym nią gdybym mógł..... - powiedział przez ślinę.
- Słyszałam pervie.... - krzyknęła do niego. - Spróbuj a pożałujesz!
- ...

Nietoperka poszła do swojego pokoju w Stajni...

----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na Frostwolfie gdy star poszedł spać.
- Starlight, proszę bądź tu proszę.
- Jestem Braciszku, uciekłam z jednym z kucyków z Instytutu, szukają nas proszę pomóż mi. - poprosiła.
- Gdzie jesteś? - zapytał. - Gdzie mogę cię szukać z twoim towarzyszem?
- Okolice Ponyvile, proszę pomóż.... - klacz się rozłączyła z umysłem Stara a on obmyślał jak ją uratować.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------
W zboczonym umyśle Green Stara.


Powiem tak, jego umysł jest tak zboczony, że aż mi się oczy palą....
Nie wracajmy do jego wyobraźni nigdy więcej....
Proszę was, nigdy więcej, NIGDY!
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#72
Scalpelsam powinien teraz sporządzić raport, dać go komuś, podać poprawki do teczki, zlecić wykonanie i wracać do pokoju. I mieć to wszystko gdzieś.
Całą walkę 55 z 76 obserwował ze stoickim spokojem, spisując każdy ruch miętowej klaczy, każdą jej reakcję i użyty czar. Biały go bardzo nie interesował – w tym momencie był wart tyle, co kukła treningowa. Czasem zatrzymał na nim wzrok, tylko po to, aby zaraz go odwrócić i skupić się na reakcji Katharsis.
Do czasu, gdy nie zniknął jego miecz.
Później wszystko potoczyło się szybko. Za szybko.
Dlatego, zamiast ślęczenia nad papierkami, wrócił tylko po swój kitel, leki i strzykawkę z tęczą. I paczkę papierosów… bo nie był pewien, czy bez nich dzisiaj wyrobi.
Ledwo wszedł z powrotem do trójki, w drzwiach zderzył się z młodym lekarzem – niską zebrą w błękitnawe paski, któremu przez zderzenie spadły okulary.
- Kurde! Uważaj, jak łazisz, ty… ! Ou… - nałożywszy szkła oprawione czerwonym drutem, niski ogier od razu zmienił minę i ton głosu. – Sor- znaczy Przepraszam pana, nie zau- znaczy, ale i tak pana szukałem!
Scalpelsam westchnął cicho.
- Macie problem?
- … Tak…
- Coś przyszło „z góry”?
- …Tak…
- Jestem potrzebny?
- … Tak… Ale skąd-
- Jak zwykle… - Scalpelsam zwiesił głowę, i już obojętnie wyminął zdębiałego kuca. –Coś się spie***liło? My zrobimy to lepiej! Ot, witamy w SUB2!
***
Katharsis, już wybudzona z narkozy, popatrzyła w stronę łóżka Azure. Widząc wielką ranę w jego piersi, uśmiechnęła się na tyle, na ile pozwalały jej bandaże i ból całego ciała. Wyglądał uroczo, gdy był nieprzytomny… nie aż tak, jak gdy był wściekły. But still. Jak malutki kiciuś, którym był w jej oczach. Dość mocno drapiący kiciuś, co odczuwała teraz na całym ciele.
Dopiero po chwili zauważyła, że w pomieszczeniu są również inne Obiekty. 15, w zamyśleniu patrzący na nieprzytomnego kuca… i Arrow, która trzymała na białym swoje kopyto, z zaniepokojoną miną wpatrującą się w jego oblicze.
- O, jak słodko… - pisnęła. Na dźwięk jej głosu oba kuce podniosły głowy w jej kierunku. Wzrok Arrow, sekundę temu pełen ciepła i troski, nabrał wampirzego charakteru.
- Odwal się. – syknęła w jej stronę.
Katt – nieco oburzona- podniosła się na posłaniu.
- No ej, to nie fair! Ja też tak chcę… - rzekła, posyłając im spojrzenie smutnego szczeniaczka. Jednak nie wzruszyła ich, ani trochę. Właściwie, ściągnęła na siebie pełne pogardy spojrzenie czarnego kuca.
- Tsa, bo nas zmu-…- Shadow chciał coś powiedzieć… ale nieco za późno zorientował się, że tylko podsunął miętowej klaczy pomysł. Ta uśmiechnęła się do niego radośnie, jakby mu za niego dziękując.
- Chodź tu. – rozkazała, kładąc się wygodniej na łóżku szpitalnym. – Uśmiechaj się ładnie. I głaskaj.
- Katt, bo przysięgam, że poleżysz tu jeszcze tydzień! – niemal krzyknęła Arrow Heart, widząc, że 15, pod wpływem hipnozy, zaczyna gładzić włosy miętowej klaczy, która przymknęła oczy z zadowoleniem. A przynajmniej spróbowała, bowiem wypchniętej nieco do przodu gałki ocznej powieki nie przykrywały do końca. I zaczęła niemal mruczeć.
- No co? – spytała cicho Katharsis, przechylając głowę według rytmu czerwonych kopyt Shadowa. – Co za problem? Przecież masz już swojego chłopaka, tak? A jeśli ci to tak przeszkadza, to się zdecyduj, kogo wolisz. Czarnego czy białego. Nie bądź samolubna…
Popatrzyła na 47 spod przymkniętej powieki. Kucoperka chciała coś powiedzieć… ale słowa zatrzymały się w jej gardle, tracąc impet i rozpływając się w krtani, zanim jeszcze nabrały konkretnego kształtu.
Nie mogła tego przyznać. Nie chciała. Ale Katharsis miała rację.
Mocnej ścisnęła kopyto Azure. Ostatecznie, czarnemu nie działa się krzywda… a wiedziała, że nie robi tego z własnej woli. I nie zamierzała mu tego potem wypominać. Ani nawet o tym wspominać.
Miętowej mina kucoperki wystarczyła za odpowiedź. Znów zamknęła oko, z zadowoleniem przygryzając wargę. Póki co przy pomocy tego argumentu mogła się bawić z Shadowem, kiedy chciała.
A z Azure, gdy Arrow nie będzie patrzeć.
Przysunęła głowę bliżej piersi czarnego kuca, żeby mógł ją pogłaskać również po szyi. Bycie klaczą nie było w sumie takie złe. Niemal chciała podziękować 55.
Niemal. Bo nadal była na niego trochę wściekła.
***
Szklane drzwi otworzyły się automatycznie. Do środka wszedł lekarz, dwie pielęgniarki i Scalpelsam, poprawiający nałożony pospiesznie kitel medyka. W zębach trzymał pokaźny folder nowych wytycznych. Bez większego zainteresowania popatrzył na Obiekty zgromadzone w pomieszczeniu, po czym skinął na czerwoną siostrę-jednorożca o pomarańczowych włosach:
- Sharp Circle, są wszyscy. Weź strzykawki. 15, 47 – odsłońcie szyje, trzeba wam zrobić zastrzyk.
- A… na co to? – spytała Arrow, zdejmując kaptur i przesuwając włosy z barku. Pielęgniarki podeszły do niej i Shadowa, który zdjął z siebie bandanę. W tym czasie lekarz – niska zebra w niebieskie paski – podszedł do łóżka Katharsis, popatrzył na nią i zaczął coś notować. Sama miętowa klacz słuchała Scalpelsama z zaciekawieniem.
- Dodatkowa dawka genów, żeby wyeliminować pewne zagrożenie ze strony Obiektów 99 i 97. – wyjaśnił półgębkiem. – W razie wybuchu ich magii będziecie w stanie wytworzyć wokół siebie pole elektromagnetyczne krótkiego zasięgu, które odbije pchnięcie.
- Ej, ale ja też chcę! – pisnęła Katharsis, z zazdrością patrząc na igły wbijane w ciała stojących kucyków.
- Trzeba ci najpierw zamknąć wszystkie rany. Chyba że chcesz mieć słabszą. – wyjaśnił srebrny jednorożec.
- Teraz macie przez dwie godziny odpoczywać. Może was niesamowicie boleć łeb, ale to normalne. – rzekł, gdy zdrowe Obiekty przyjęły swoje dawki. – A teraz… wypad stąd, trzeba poskładać tą dwójkę.
Shadow i Arrow podnieśli się w kierunku drzwi, jednak nie wyszli. Czarny kuc dyskretnie kazał nietoperce poczekać chwilę. Stanął naprzeciwko Scalpelsama, patrząc mu w oczy.
Srebrny jednorożec miał twarz z kamienia. Tak jak i Shadow.
- Przepraszam… co pan powiedział? – warknął 15. – A może tak ciut grzeczniej, co?
Przez chwilę panowała pełna napięcia cisza. Dwa kuce mierzyły się spojrzeniami. Pielęgniarki popatrzyły po sobie, niepewne, jak zareagować. Lekarz, który w międzyczasie zdążył przejść do Azure, odwrócił głowę w kierunku szefa i Obiektu. Czerwone oczy miotały iskry. Zielone były chłodne jak lód.
- Proszę stąd wyjść.
W końcu opuścili pomieszczenie. Kuce z personelu medycznego dyskretnie odetchnęły z ulgą… dostatecznie dużo słyszały o Obiekcie 55, żeby cieszyć się z całych ścian i braku trupów. Scalpelsam tylko popatrzył na znikający w drzwiach ogon Shadow. „Pie*dolony…”
Odchrząknął znacząco, po czym skinął głową na zebrę.
- I jak?
- Obiekt 76 jest już przytomna.
- Powierdzam! – przerwała Katharsis, machając do Scalpelsama, jakby nie stał pięć metrów od niej i nie widział jej dłużej, niż godzinę.
- Ma paręnaście ran, w tym dwadzieścia dwie głębokie. – kontynuował medyk. - Podaliśmy jej już lek przeciw tężcowy i miksturę leczniczą, ale miejscami nie obejdzie się bez szwów.
- Obiektów się nie zszywa, idioto. – warknął Scalpelsam, podchodząc do łóżka Katharsis. – Sugar Rush, podaj mi jednostkę V-3, 400 mililitrów. A ty przydaj się do czegoś i pomóż zdjąć ten Nightmare Nightowy kostium…
Druga pielęgniarka – biała jednorożka z lekką nadwagą, bezustannie żująca gumę – wyjęła z szuflady fiolkę z lekiem, po czym magią podała ją srebrnemu. Ten złapał ją w prawe kopyto, lewą zajmując się bandażami Katharsis. Włożył ją sobie do ust, po czym wyciągnął korek zębami. Sharp Circle dołączyła do rozplątujących.
- Dobra, gdzieś ty dostała? – spytał ni to miętowy Obiekt, ni to samego siebie. Klacz spokojnie pokazała mu najbardziej bolesne rany, które Scalpelsam po kolei zalał lekiem. Pielęgniarki każdą z nich przemywały sterylnym wacikiem kosmetycznym. Lekarz tymczasem znów wrócił do białego ogiera, aby ocenić jego stan nieco dokładniej.
- Panie Scalpel? – spytała niewinnie Katharsis, gdy wszystkie jej razy zaczęły się zasklepiać z cichym sykiem. – A czy będę jeszcze kiedyś ogierem?
- Obawiam się, że nie w najbliższym czasie. – odparł srebrny, kopytem robiąc poprawki w raporcie. – Może załatwię ci terapię hormonalną, ale to będzie trwać z półtora roku. Geny, które są powiązane z twoją „kobiecością” czy zwij to, jak chcesz, są zbyt mocno wkodowane w twój organizm żeby je, ot tak, usunąć. Mogłabyś nawet stracić umiejętność sterowania Obiektami.
- Aha… - Katharsis zwiesiła głowę w zastanowieniu, wydymając wargi. Po chwili jednak wrócił jej zwykły, przesadnie przyjazny uśmiech: - Oki-doki!
Gdy wszystkie rany zniknęły z kryształowej powierzchni ciała Katt, Scalpelsam dał znak czerwonej pielęgniarce, aby i jej podała geny. Z tym, że na miętową klacz czekały –zamiast jednego- aż trzy zastrzyki. A i to nie był koniec.
- Zawieźcie ją później do pokoju, niech się zdrzemnie ze trzy godziny. – rzekł do pielęgniarek, gdy wszystkie strzykawki były już puste. – Potem przyda jej się trochę treningu, powiedzcie Starbuckowi, żeby udostępnił jej jakąś salę na dole.
Klacze posłusznie pokiwały głowami, po czym zaczęły ciągnąć łóżko klaczy. Katharsis na pożegnanie pomachała ogierom z entuzjazmem źrebaka idącego po raz pierwszy do szkoły. Zebra odpowiedziała niepewnym machnięciem, a Scalpelsam zdawkowym kiwnięciem głową.
Przyszła pora na niego. Nie wiedział, czemu poczuł lekki skok ciśnienia.
- A co z tym?
- Obiekt 55 otrzymał parę powierzchownych ran, już się goją. Najgorzej wygląda dziura w klacie, ale bełt ominął najważniejsze narządy. Złamał za to dwa żebra, nadkruszył mostek i przeszedł na wylot. Podany został lek przeciw tężcowy, narkoza i mikstura lecznicza.
- A głowa?
- Co?
- A sprawdziliście głowę?
- Co? Nie, właściw- znaczy, nie widziałem takiej potrzeby…
Scalpelsam milczał przez chwilę.
- Aha…
Dokładnie obejrzał ranę Azure. Mógłby spokojnie wsadzić tam swój róg, i by nawet pasował.
Mikstury powstrzymały krwawienie, ale widać było, że dużo to nie pomogło. Azure co i rusz jęczał cicho.
- To trzeba będzie operować. – zadecydował. – Zajmę się tym osobiście.
Podwładny skinął głową.
- Dobrze. Mam zameldować Dowództwu, potrzeba czegoś? – spytał niepewnie.
Scalpelsam w milczeniu popatrzył na oblicze Azure. Gdyby samiec zebry go nie znał, pomyślałby, że się waha… ale to było niemożliwe.
- Jak ty się właściwie nazywasz? – spytał w końcu srebrny jednorożec.
- J-ja? B-Bumpkin, sir…
- Dobra, słuchaj, Bumpkin. Chcesz się przydać?
Zebra niepewnie pokiwał głową, poprawiając zsuwające się z nosa okulary.
- To przynieś mi sprzęt do operowania, - rzekł Scalpelsam, podchodząc do łóżka Azure i wyciągając je na środek pomieszczenia, - Dwie jednostki krwi Obiektów i skrzynkę z narzędziami do elektroniki, tylko sterylną. Mam jedną w pokoju, w szafce za gitarą. Rozumiesz?
-Eee… mniej więcej. – potwierdził medyk, wycofując się.
- A, i jeszcze jedno! – szef złapał go, zanim zdążył uchylić drzwi. – Ani słowa Dowództwu. Oficjalnie wszystko zleciłem Tobie, a ja mam dzień wolny, dałem ci tylko instrukcje. Gdyby ktoś pytał o narzędzia, to nagły przypadek z 76. Jasne?
- Eeee… ale cze-
- Bo inaczej skończysz jak Pineapple. – warknął srebrny, mierząc podwładnego lodowym spojrzeniem. Tak chłodnym, aż ten nie powstrzymał się od przełknięcia śliny. – I nie wracajmy do tej rozmowy.
Gdy medyk wybiegł z Sali, Scalpelsam dyskretnie rozejrzał się po korytarzu. Z obu stron nie ujrzał żywego ducha. Panowała absolutna cisza. Wiedział, że kamera w tym segmencie była popsuta od tygodnia, a wątpił, żeby Dowódca zlecił jej naprawę resztce kuców z elektrotechnicznego, które miały do wykonania dziesiątki ważniejszych zadań.
Zasłonił szklane ściany wielkimi, ciężkimi kotarami. Zastanawiając się, w co właśnie zamierzał się wpakować.
***
Gdy Azure się obudził, w całym SUB-ie panował już półmrok. Wiedział tylko, że znajduje się w skrzydle szpitalnym, i wiedział, dlaczego. Ale ból, który – jak pamiętał - odczuwał, zniknął. Kopytami ostrożnie sprawdził stan swojej klatki piersiowej.
Była cała. Może to przez kiepskie oświetlenie, ale nigdy nie powiedziałby, że była rozpruta przez bełt kuszy. Ani tym bardziej, w którym miejscu. Wyprostował się na łóżku. Z początku ostrożnie wykonywał każdy ruch, ale po chwili zrozumiał, że nie było takiej potrzeby. Czuł się dobrze. Przynajmniej na razie.
Wstał, rozciągając zesztywniałe kończyny. Wtedy jego wzrok przyciągnęła kartka, przypięta do łóżka, w którym przed chwilą leżał. Wziął ja do kopyta i przeczytał:
„Do 55. Przez jakiś czas unikać używania silnej magii ( ok. godzina). Nie myć głowy ani nie wystawać jej na działanie wody przez najbliższe 24 godziny z powodu działań ubocznych użytych leków. Grozi paraliżem. Zalecane ćwiczenia siłowe, żeby rozruszać nowe tkanki. ~ Bumpkin, dr.med.”
Azure ze zrozumieniem pokiwał głową… aczkolwiek nie był pewien, o jakie leki mogło chodzić. Nigdy nie spotkał się z czymś takim… ale nie był też medykiem, żeby się o to wykłócać.
Wyszedł z Sali. Z początku nie był pewien, co mógłby robić w środku nocy sam. Ale po chwili pomysł podsunął mu słuch.
Z dołu usłyszał jakąś muzykę. Znaną… ale nie pamiętał, skąd. Z ciekawości, postanowił to sprawdzić.
https://www.youtube.com/watch?v=4FNUP8pXa9g
Gdy truchtał schodami w dół, dostrzegł sylwetkę Shadowa idącego w tym samym kierunku, i to z bardzo podobną miną. Dostrzegłszy swojego brata genetycznego, stanął w korytarzu, czekając, aż się z nim zrówna, po czym ruszyli razem.
- Miałem obchód. – wyjaśnił cicho czarny kuc, uprzedzając pytanie. – Jak się czujesz?
- Dobrze… w sumie nic mi już nie jest.
Shadow przystanął wpół kroku, odwracając się w stronę Skylighta. Przyjrzał mu się uważnie, jakby czegoś szukał. W końcu prychnął, kręcąc głową z niedowierzaniem i wznawiając marsz:
- No, proszę, jak raz do czegoś się przydał…
Muzyka była słyszalna – jak się okazało- zza uchylonych drzwi salki do rehabilitacji. Ale kto chory ćwiczy o trzeciej w nocy?, pomyślały oba ogiery. Z ciekawością zajrzeli do środka.
To była Katharsis. Ćwiczyła, obracając się na zawieszonym trzy metry nad ziemią trapezie jak zawodowa gimnastyczka, i to w rytm muzyki. Zeskoczyła, robiąc dwa zgrabne salta w przód, wylądowała tuż przy koźle, przeskoczyła go, robiąc tym razem salto w tył. Gdy tylko wylądowała, wróciła na poprzednią pozycję, jakby cofając taśmę z nagrania. Z satysfakcją wypuściła z siebie powietrze, po czym rozciągnęła się, napinając ciało jak strunę.
Wtedy zauważyła, że ktoś jej się przygląda.
Widząc dwa wpatrzone w nią ogiery, uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Hej, lubicie tańczyć? – spytała, pogłaszając muzykę na PipBucku, zapiętym na jej kopycie.
Odpowiedz
#73
-Chwila... Czy to nie mój?
-Może. - Powiedziała klacz zalotnie, jednocześnie uśmiechając się, jakby była Succubbem, który właśnie złapał swoją ofiarę. Nie uszło to naszej uwadze. Spojrzałem na nią spod przymkniętych oczu.
-Chcesz, to się sam w to baw. Ja idę. - Szepnął do mnie Shadow, po czym odwrócił się i wyszedł, dokładnie zamykając drzwi. Tak więc... Zostaliśmy sami. Nie czułem się przy niej zbyt pewnie. Wiedziałem, że wystarczy jedno jej słowo, a zmienię się w jej marionetkę. Niezbyt zachęcająca perspektywa zawodowa.
-Oddasz mi go? Zgodnie z zasadami naszego sparingu, wraca on teraz do mnie.
-Nie wiem... - Próbowała być słodka. Średnio jej to wychodziło... Ale sposób, jak wywijała mi ogonem przed twarzą wyglądał całkiem... imponująco.
-Nie wiesz?
-Tak, nie wiem. - Odparła udając, jakby nic jej to nie obchodziło, przy okazji wykonując kolejną subtelną pozę. Ja z kolei wywróciłem oczami.
-Proszę?
Katharsis zeskoczyła na ziemię, stają jednocześnie tak blisko mnie, że nasze nosy niemal się stykały. Poczułem jej delikatny oddech. Patrzyliśmy tak przez siebie na chwili. Wydawało mi się, że w jej oku dostrzegłem pewien błysk, który można było zinterpretować w pewien sposób dwuznacznie.
-To najpierw mnie złap!
Jeszcze zanim skończyła mówić, wykonała kilka susów w tył. Westchnąłem ciężko. W sumie... nie mam nic innego do roboty. A mam zalecenie się trochę poruszać, więc... Nic do stracenia.
Powoli ruszyłem w jej stronę. Czekała. Kiedy podszedłem wystarczająco blisko, wykonałem szybki skok w przód starając się ją złapać. Okazała się być szybsza, niż myślałem... Lub ja nie tak szybki, jak powinienem.
-Co tak wolno? Rusz się trochę, kiciuś!
Wkurzyła mnie. Skoczyłem w jej stronę, a ta znowu odskoczyła, piszcząc radośnie. Po niedługiej chwili rozpoczęła się porządna gonitwa. Nie minęło kilkanaście minut, a padliśmy koło siebie na środku pokoju, oboje zdyszani i roześmiani. Przypadkiem spojrzeliśmy na siebie i zdawałoby się, że czas przestał na chwilę płynąć. Klacz zmrużyła na oczy, jakby coś sobie wyobrażała. Z wolna przesunąłem się do niej. Objąłem ją i wolno przesunąłem kopytem po jej boku i udzie, drugim obejmując ją w talii. Ta wyciągnęła się mrucząc z zadowoleniem. Pochyliłem się nad nią lekko, a oba zarzuciła mi kopyta na kark i przyciągnęła do mnie. Szybko oparłem się, byśmy się nie zderzyli. Teraz między naszymi nosami było nie więcej, niż ze dwa milimetry. Byłem zapatrzony w jej oczy. Byliśmy tak, zastygli w takiej pozycji, przez paręnaście sekund, wpatrując się sobie w oczy. W końcu klacz podniosła lekko głowę i pocałowała mnie. Kiedy tylko skończyła, odepchnęła mnie w bok tak, że to teraz ona znajdowała się na mnie. Podniosła się i odpięła Pip-Buck'a, po czym odrzuciła go na bok. Potoczył się na ziemi puszczając piosenkę, którą w Katharsis w między czasie wybrała... https://www.youtube.com/watch?v=gp-7kxZSmlU
Zaraz potem znowu opadła na mnie i ponownie pocałowała. Znowu zmieniliśmy pozycję. Spojrzała na mnie wyczekująco. Objąłem ją w talii i zacząłem całować, najpierw w usta, potem schodziłem coraz niżej, jednocześnie masując ją po brzuchu i biodrach. Klacz mruczała z przyjemności i wiła się ze śmiechem, kiedy, od czasu do czasu, ją łaskotałem. Niekiedy dało się słyszeć jej ciężki oddech. Kiedy z pocałunkami doszedłem już całkiem nisko, klacz przyciągnęła moją głowę do swojej i znowu pocałowała mnie namiętnie. W tym samym czasie odpięła mój płaszcz, w który akurat byłem ubrany, i rzuciła go pod drzwi.
Nagle nastała całkowita ciemność w pomieszczeniu.
-Co się stało?
-Zapewne znowu padły generatory... a to lepiej dla nas. - Powiedziała klaczka i ugryzła mnie w ucho. Od razu odpowiedziałem jej namiętnym pocałunkiem. Klacz objęła mnie. Nawet w takich ciemnościach byłem w stanie dojrzeć błysk w jej oczach. Gra wstępna zaczynała ją już powoli nudzić, chciała już zobaczyć gwóźdź programu... Czy może raczej, poczuć go. W tym samym czasie muzyka w Pip-Buck'u zmieniała się nieco ( https://www.youtube.com/watch?v=L8HxKTty1WU )
-Niezbyt klimatyczna... - Mruknęła niezadowolona Katharsis.
-Tia... Ale nadal spoko. - Odparłem, po czym ponownie ją pocałowałem.
W końcu klacz szepnęła mi, żeby zakończyć tą zabawę i przejść do sedna. Zrobiłem to z wielką przyjemnością.

Klacz nie starała się nawet ukrywać niczego, jęków, ani tym podobnych. Cały czas miałem tylko nadzieję, że nikt nie będzie akurat przechodzić tym korytarzem, bo byłem niemal pewny, że jest nas tam słychać... czy też może bardziej Katharsis. A, jak to już ogiery mają, kiedy słyszy taki jakieś podejrzane dźwięki wydawane przez przedstawicielki płci przeciwnej, z reguły z miła chęcią starają się odnaleźć źródło odgłosów i przynajmniej się przypatrzeć trochę... Lepiej dla nich, by nie sprawdzali. Albo w ogóle tego nie słyszeli.Bo jeśli tylko jakiś się pojawi, odstrzelę mu łeb na miejscu. Nie będą nam gnoje przeszkadzać.
Klacz, jako, że nie dane jej było zaznać takich przyjemności przedtem, doszła dość szybko, bo już po paru minutach. Ja już przywykłem do takich zabaw... choć nie mogłem sobie przypomnieć, bym kiedykolwiek je praktykował.
Dałem klaczy chwilę na złapanie oddechu, po czym zmieniliśmy pozycję tak, że to teraz ona była na górze. Jej ciało pięknie rysowało się na tle nieprzeniknionych ciemności, nadając jej niezwykle urokliwego (czy też po prostu seksownego) wyglądu.
W sumie cała 'akcja' trwała dobre pół godziny... może nawet dłużej. W takich chwilach czas nie gra zbytniej roli. Po prostu chce się, by płynął jak najwolniej, albo w ogóle się zatrzymał. Teraz leżeliśmy na ziemi... czy też może ja leżałem, bo Katharsis położyła się na mojej piersi, wtuliła we mnie i smacznie spała. Ja, w między czasie, zgarnąłem Pip-Buck'a i założyłem go na kopyto, po czym zacząłem sprawdzać stan danych, czy nie usunęli jakichś... lub nie dodali...
https://youtu.be/h83Dda3jly4 - Dobry serial, dobrego człowieka, z fandomową elitą w rolach głównych. Polecam Happy
Odpowiedz
#74
- Ja nie wytrzymam. - powiedział Shield ludzkiego FW. - Idę na anteny, szukać Instytutu.
- Miałem zobaczyć ich Azure, co się z nim dzieje?
- To ty nie wiesz? Instytut go zabrał. - powiedział "ludzki" Shield. - Jak chcesz możesz szukać tych skurwieli ze mną albo robić co chcesz....
- Mam swoje do roboty, idę do hangaru... - powiedział "ludzki" Azure.

Gdy star się dowiedział że może już pomóc Starlight od razu wyciągnął z szafy swój karabinek i pobiegł do Flasha. Gdy dobiegł do mostka otworzył drzwi i powiedział.
- Flash, Sprawa, Starlight, Teraz, Ponyville! - krzyknął.
- C-co?!
- Rusz tą kupę złomu i leć do ponyville, TERAZ!
- już, już, masz szczęście jesteśmy w bliskiej odległości do Canterlotu i okolic, ładuje skok za trzy dwie jedną, Trzymaj się czego możesz star! - powiedział Flash. - Thunder teleportuj Vert do Stajni już! To jest akcja na bardzo głośno a ona nie może ucierpieć.
- Tak jest! - krzyknął Thunderbolt włączając teleporter i łapiąc za kopyta Huntera i Vert.
- Berknite, wyczaruj parę setek Ghuli, musimy odciąć goniących od szukanych.
- Już się robi.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------
U szukanych....
- Co to jest za bydle?
- To star, wiedziałam że po nas przyleci, padnij! - klacz padła na ziemię z ogierem, gdy nagle nad nimi przeleciała rozgrzana plazma. - Było blisko, wstawaj biegnij czekają na nas...


- Satrlight moja kochana siostrzyczko, jak ja się bardzo martwiłem o ciebie, myślałem że umarłaś spadając do dziury. - powiedział star przytulając siostrę z całych sił przez dłuższą chwilę. - A ty to...?
- Afterburn Blast, jej najbliższy kolega w Instytucie, opiekun i jeden z naukowców. - powiedział. - Jedyny przy którym mogła się dobrze czuć w Instytucie.
- Star, wiem że możesz mu nie wierzyć ale mówi prawdę, poza tym zna parę rzeczy na temat Instytutu które mogą zawsze pomóc. - powiedziała.
- Dobra wchodźcie, nie mamy wiele czasu Berknite nie zdoła odnawiać Ghuli przez długi czas. - powiedział Satr pokazując na klacz stojącą koło nich. - Flash, zabierz nas stąd, ADR strzelaj do nich bez rozkazu!
- Już się robi.
- Tak jest Generale!
- Przygotować się! Skok! - powiedział Flash.

Hangar się zamknął i byli już w kosmosie, jedyne co obchodziło Stara to to że jego siostra jest cała i bezpieczna, trzymał ją w objęciach i nie chciał puścić, chciał się nacieszyć chwilą.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Znalazłem ich! - krzyknął Shield na radiu. - Mam moje cybernetyczne oko na ten pierdolony instytut!
- I chcesz uratować go? Tak bardzo chcesz uratować kuca z ich drużyny? - powiedział Star z FW 2. - Wchodzę w to, moja siostra nie żyje bo wpadła w radioaktywną dziurę w ziemi, zapewne bo jakiś chemikaliach.
- Oł, nigdy mi nie mówiłeś o tym .... - powiedział Shield. - Moja siostra też nie żyje, próbowałem ją ochronić ale był szybszy, zabił ją zanim zdążyłem zareagować...
- Uciekliśmy z tamtej rzeczywistości tylko po to żeby im pomóc a jedyne co możemy się spodziewać tutaj to to że ty i Bat będziecie mieć dzieciaka i Azure z Vert.... - powiedział Star. - Ja nie mam nic do stracenia, Flash też, bog, rusty oni mają mało do stracenia, jedyny jesteś ty i Azure z Bat Saphire, Berknite, Ignite, Thuntderem Groudenem, Vert, tylko wy macie coś do stracenia, ja mogę iść na całość....
- Stary, nie żeby co ale jak już masz iść na całość a później masz zginąć to idę z tobą, nie opuszczać towarzysz to najważniejsza dewiza. - powiedział Shield. - Albo nigdy, albo razem!
- Shield, to jest rozkaz idę sam, zabierz resztę na FW 1, dobrze?
- Tak jest generale!

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Shield wyszedł z pokoju i wezwał wszystkich do pokoju teleportu.
- Ferajna do teleportu, polowa na FW 1 Bat, Vert i Ignite z Hunterem na ich krypte... - powiedział Shield zostając po chwili samemu w pokoju. - Nie zostawię cię star!

Shield pobiegł do pokoju kontroli silników i zaczął ładować skok, zablokował teleport powrotny ale dostał wiadomość że jeszcze jeden członek załogi powrócił na statek.
- Flash? Co ty tu robisz?
- To samo pytanie, co ty tu robisz? - odpowiedział pytaniem.
- Nie mam nic do stracenia, oni i tak muszą zapłacić za swoje co zrobili! - krzyknął.
- Jestem z tobą jesteśmy ze starem, nie zostawiamy go do końca! - odkrzyknął.
- Załaduj głowice, włącz skok prosto w Koordynaty! - powiedział falsh sam ładując głowicę do dział. - Załóż najcięższy pancerz, możemy mieć niezłą jazdę w ich bazie.

Nagle przebili się przez barierę dźwięku kokpitem, po chwili skok poszedł wprost nad bazę, nagle statek się zatrzymał brzuchem na ziemi wbijając się w nią z niewielkim hukiem, lekko trzęsąc budynkiem w środku.
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#75
- Zaraz…
Azure przejrzał wszystkie pliki na PipBucku, i poza paroma tytułami piosenek nie znalazł ŻADNEGO, który by choćby kojarzył. Pamięć urządzenia była prawie pusta, a największą jej część zajmował folder pełen obrazków z kotkami… W kalendarzu zapisane były daty zaplanowanych modyfikacji genetycznych Katharsis... Ale na kalendarzu nie zatrzymał się ze względu na dane.
Zaczynał się od tego miesiąca. Jakby dopiero wtedy powstał…
- To nie mój PipBuck. – stwierdził zdziwiony ogier. Dość głośno, aby wtulona w niego klacz sennie podniosła głowę. Ich spojrzenia spotkały się ponownie… ale tym razem inne, beznamiętne. Przynajmniej ten Azure.
- Co mówiłeś, kiciuś? – spytała miętowa klacz, powstrzymując ziewnięcie.
- To nie mój PipBuck! – powtórzył głośniej, podnosząc urządzenie.
Klacz przeciągnęła się jak kot, nie schodząc z Azure. Po chwili uśmiechnęła się do niego… szeroko. I dziwnie.
- Nigdy nie powiedziałam, że to twój. – zachichotała w kopyto. – Dostałam go od Dowódcy, jako nagrodę pocieszenia.
Skylight milczał przez chwilę.
Katharsis, widząc jego minę, wybuchła niekontrolowanym śmiechem. A do Azure nagle wiele dotarło. Za wiele…
Wściekły, odepchnął Katharsis od siebie. Ta potoczyła się kawałek, uspokajając się nieco.
- Ty… zaplanowałaś to, tak?!
- Nah, sam tu wlazłeś, kiciuś! – uśmiechnęła się Katt, układając się wygodnie na ziemi. – Ty i Shadow. On sobie poszedł, ty też mogłeś. A o hipnozie mi nie wspominaj, - wyciągnęła w jego stronę kopyto, zanim ogier zdążył otworzyć usta, - bo przecież nic nie mówiłam. Zresztą, przewidywalny byłbyś nudny.
Wstała, przeciągając się. Podeszła do Azure, który usiadł na ziemi. Popatrzyła na niego z góry. Z twarzą znów wyjątkowo bliską jego własnej.
-Wszystko zrobiłeś z własnej woli. – rzekła wolno, kładąc akcent na każde słowo. Zaśmiała się cicho… i słodko. – Ale nie mów, że nie było fajnie…
Spróbowała pocałować Azure. Ale on tylko wstał, odtrącając ją lekko.
- Wiesz co, - rzekł, starając się brzmieć przekonująco, - muszę już iść… Także… ten… zobaczymy się rano.
Skierował się w stronę ledwie widocznych w ciemnościach drzwi. Nim jednak zdążył nacisnąć klamkę, usłyszał, jak Katharsis pociąga nosem.
- ... a więc to tak? - syknęła cicho.
Odwrócił się w jej stronę. Klacz... nie spodziewałby się tego, miała łzy w oczach. Przynajmniej w tym pierwszym, to uszkodzone zaczerwieniło się okropnie. Wszystkie z reguły ledwo widoczne żyłki stały się czerwone. Po prawym policzku Katt spłynęła łza, po lewym - kropla krwi... Widać było, że sprawia to jej również fizyczny ból, ale nie mogła się powstrzymać…
-A więc Tobie chodziło tylko o PipBuck? A-a ja... to... ja… ja się nie liczę?! TY-!!!- Wrzasnęła, po czym wyminęła go galopem. - TY JESTEŚ... JESTEŚ... UGH, JESTEŚ U DOWÓDCY!! DOWÓDCY, ARROW, SHADOWA, WSZYSTKICH!!
"Welp... I'm fucked..."
-Nie, hej!, chwila... Czekaj...! – dopadł Katharsis, wybiegając za nią z pomieszczenia na korytarz. - Daj mi to może wyjaśnić!
- A co tu wyjaśniać, WYKORZYSTAŁEŚ mnie! –Katt odwróciła się w jego stronę, lekko opryskując go krwią z oka. – Przysięgam, wszyscy się dowiedzą, będziesz skończony, martwy, rozumiesz?! Dowódca cię zabije!
- Ee… ale że za-
- Za gwałt. – Katharsis uśmiechnęła się złośliwie. – Lubi mnie. I powiedz, że mi nie uwierzy.
Skylight lekko opuścił głowę.
- Mam świadka. Shadow-
- Shadow będzie zeznawał tak, jak ja chcę. – klacz uśmiechnęła się łagodnie. Jakby właśnie nie uzmysłowiła mu, że w sporze o prawdę i fałsz nie ma z nią szans. I jakby go nie szantażowała.
Bo tak to trzeba było nazwać. A Azure zrozumiał, że nie ma innego wyjścia, jak się ugiąć. Przeklął cicho pod nosem, widząc tryumfalny uśmiech klaczy.
- Co mam robić? – spytał, podnosząc wzrok.
Miętowa klacz zachichotała. Uroczo. Aż nie pasując do całej sytuacji.
Spokojnie podeszła do ogiera, po czym jednym z przednich kopyt złapała jego szyję. Przyciągnęła do siebie jego głowę… i pocałowała. Azure nie oddał pocałunku, czuł tylko język Katt w swoich ustach. Jak wijącą się glizdę, którą musiał przełknąć.
W końcu odsunęła się od niego, łapiąc oddech. Spojrzała Sky’emu głęboko w oczy.
- Po prostu bądź grzeczny. – wyszeptała. – Tak długo, jak nie zrobisz nic przeciw mnie, nie masz się czego bać. Ani mnie, ani Dowódcy.
- No cóż, to ja wracam ćwiczyć, a ty rób co chcesz. – dodała głośniej, odwracając w stronę salki do ćwiczeń. – Dobranoc! Aha, przy okazji – przypomniała sobie, zanim Azzie zdążył zniknąć jej z oczu, - nie wygrałeś. Był remis. Bo ja padłam pierwsza, fakt, ale w prawdziwym starciu to ty byś zginął.
Mówiąc to, zachichotała słodko, i zamknęła za sobą drzwi. Kilka minut temu wrócił prąd, więc znowu mogła skupić się na akrobatyce.
Ponownie założyła sobie PipBuck na kopyto, po czym włączyła piosenkę i zaczęła się rozciągać.
https://www.youtube.com/watch?v=DocprDR7rRU
„No…” pomyślała, uśmiechając się do siebie, robiąc serię szpagatów w pionie. „To teraz fajnie by było sprawdzić, jak umie się bawić nasz czarny koteczek…”
***
Scalpelsam rzucił śrubokręt na stół, wzdychając głośno. Tęcza już jakiś czas temu przestała działać, i zaczął odczuwać efekty niespania przez ponad tydzień. A jednak udało mu się skończyć… rzutem na taśmę, czy też resztką kawy na dnie jednego z dziesiątki papierowych kubków z okolicy biurka.
Przed nim leżał PipBuck A –znaczy Obiektu 55. Wyglądał dokładnie tak samo, jak parę godzin temu, zanim się za niego wziął. Jedyna różnica kryła się wewnątrz, niezauważalna. Postarał się, żeby nawet kuce z elektrotechnicznego w razie czego nie wykryły, że coś jest z nim nie tak… co prawda, jako że to była banda idiotów, lepiej, żeby nawet go nie dotykali. Ale nie wiadomo, czy nie będzie musiał użyć tej modyfikacji w towarzystwie bardziej ogarniętych techników.
Wygiął się w fotelu, kładąc głowę na oparciu. Popatrzył w sufit. Czemu to robił? Sam nie mógł tego do końca wyjaśnić. Przecież CHCIAŁ, żeby 55 cierpiał. Dlatego stworzył zbroję, Katharsis, wszystkie te bazgroły w szufladzie… Ba, gdyby mógł wywrzeszczeć mu w twarz wszystko, co przez niego przeszedł, zaje*ał by go gołymi kopytami.
A zamiast tego właśnie powtarzał swój błąd. W pełni świadom tego, co robi. Dlaczego?
Chciał, żeby 55 umarł. Ale nie chciał dopuścić do jego śmierci.
Głowa opadła mu na bok. Nie miał już siły otwierać oczu…. Ani ochoty.
- Jestem idiotą… - mruknął tylko, zapadając w pierwszy od dawna sen.
https://www.youtube.com/watch?v=cIlghWDd7RU
Znowu był zahukanym asystentem, świeżo po ostatnim doktoracie. W okularach z rogowymi, czerwonymi oprawkami, i długimi jak na ogiera włosami zebranymi w koński ogon. Przyglądał się w przerażeniu młodemu, białemu ogierkowi zza pleców starszych stopniem naukowców, którzy razili go seriami ładunków elektrycznych.
Znowu był w SUB4.
***
Rano, jak zwykle, wszyscy mieszkańcy SUB-a zebrali się na stołówce. Obiekty otrzymały swoje standardowe racje żywnościowe, po czym usiadły przy swoim stole. Arrow niemal natychmiast zajęła miejsce obok Azure, po czym oparła głowę na jego ramieniu. Katharsis usiadła naprzeciwko Nietoperki, pozornie nie zwracając na nią większej uwagi. Ani na nią, ani na Sky’a.
Przynajmniej tyle, że była słowna.
Gdy do trójki Obiektów dosiadł się Shadow, po chwili w całej Sali rozległ się niesamowity huk. Ściany zaczęły się trząść, a światła zamigotały spazmatycznie, zanim całkiem wysiadły z głośnym trzaskiem iskier. Parę rannych ptaszków dosłownie wyfrunęło z Sali, żałując, że nie postanowili dzisiaj dłużej zostać w łóżku. 55, 47, 15 i 76 szybko złapali swoje talerze w magiczną aurę, aby nie narobić bałaganu, po czym truchtem opuścili pomieszczenie.
Na szczęście na zewnątrz nie padał śnieg. A przy wejściu do hangaru było parę starych opon, na których można się było w miarę wygodnie rozsiąść. Jednak drgania były lekko odczuwalne nawet tutaj.
- Ja chyba zwariuję… - mruknął Shadow z niezadowoleniem, sadowiąc się na kole. Ile jeszcze można to znosić, do cholery?
Katharsis, która zdążyła już nabrać pełne policzki jedzenia, kiwnęła głową na znak, że ona wie. Uśmiechając się, przez chwilę wyglądała jak miętowy, zmutowany chomik. Przełknęła szybko i rzekła:
- Nie denerwuj się… Jeszcze ze trzy-cztery dni. Nie więcej.
- A ty skąd to wiesz? – Arrow, dziwiąc się samej sobie, zainteresowały słowa miętowej klaczy.
- Bo będę miała wtedy przeszczep. – uśmiechnęła się, nabierając kolejną łyżkę jedzenia. – Dowódca mówił, że będą mi wstawiać kryształowe serce… podobno Scalpelsamowi wyszło, że można z nim dożyć ponad dziesiątki tysiąca lat lekkim machnięciem kopyta. A przy Odporności takich, o, nas, można nawet pomyśleć o kilkudziesięciu. Wy wiecie, jaka to musi być wydolność?
- Ja bym tak Scalpowi nie wierzył. – skrzywił się Shadow. – Widziałem tego twojego genodawcę, Katt… na siłacza nie wygląda. Ba, wygląda mniej żywo od niejednego ghula. Aż żal nie dobić.
- Jak będziesz miał ponad 1300 lat, to się będziesz mógł wymądrzać. – wtrąciła Arrow, po czym odwróciła się do 76: - Ale co to ma do rzeczy?
- No jak to? Serce wytną jej, a przekażą mi. – rzekła spokojnie Katharsis. – I wtedy ta sucz będzie martwa. A jak tak, skały powinny się uspokoić. Bo nie będzie się już męczyć.
Gdy to powiedziała, nagle w całym SUB-ie nastała cisza. Jeszcze przez chwilę przyjemnie dzwoniła im w uszach.
Wszystkim, poza Azure, któremu do głowy naraz napłynęły dziesiątki pytań. Ale nie był pewien, czy miał komu je zadać. Ani czy powinien.
Obiekty ustaliły, że na razie nie chce im się wracać do środka, i że trochę świeżego powietrza dobrze im zrobi. Tym bardziej, że od Hangaru czuć było ciepło, które nie roztopiło jeszcze śniegu, ale też chroniło ich przed dygotaniem. Czyli – jak na ten SUB – panowała temperatura pokojowa.
Po kilku minutach w stronę Obiektów podszedł wysoki, srebrny jednorożec. Na jego widok cała czwórka wstała. A właściwie Katt podskoczyła radośnie, a Shadow zwlókł się niechętnie.
- Witam. – rzekł Scalpelsam, patrząc na każdego kuca po kolei. – 76, skończyłaś już?
Ta potwierdziła mocnym kiwnięciem głową. I szerokim uśmiechem.
- Dobrze, to chodź. – skinął na nią, odwracając się najpierw w stronę budynku… a potem w stronę Azure. – Aha, i przy okazji… 55, podejdź na sekundę.
Biały ogier wstał, niepewnie ściągając brwi. Nie miał ochoty na kolejny sparing… ani na ochrzan, tym razem naprawdę nie domyślał się, za-
- Trzymaj.
Ku osłupieniu wszystkich, naukowiec wyciągnął w stronę Azziego jego PipBuck. En niepewnie chwycił go magią, po czym szybko, ale dokładnie obejrzał go ze wszystkich stron. Tym razem nie ulegało wątpliwości, że to ten.
Nie wiedział, z czego cieszyć się bardziej: z odzyskanego urządzenia… czy z miny Katharsis, która patrzyła to na maszynkę, to na Scalpa z otwartymi ustami.
- Ale… ale… - wyjąkała, starając się opanować rosnącą wściekłość – Ale… ale był remis…
- Nie do końca. – Scalpelsam przechylił się nieznacznie w jej stronę, ale wzrok miał utkwiony w 55. – Sparing miał na celu sprawdzić twoje nowe umiejętności. A ty wykorzystałaś tylko jedną czy dwie z nich, i to tylko po razie. Słowem… nie postarałaś się. 55 uzyskał większą ilość punktów za technikę, a przypominam, nie mógł używać 3 czarów. A poza tym masz już własny. – dodał, widząc, że klacz chce coś powiedzieć. – Regulamin zabrania posiadania dwóch i więcej. Tak więc chodź i przestań się gapić na 55, jakby tego PipBucka zżerał.
Mówiąc to, zaczął zawracać do laboratorium. Katharsis popatrzyła na białego niemal z nienawiścią, ale ten wzruszył tylko ramionami.
„No co? Przecież to nie był mój pomysł.”
Miętowa warknęła na ostatek, po czym potruchtała za naukowcem. Po chwili oboje zniknęli w budynku.
Odpowiedz
#76
(ile to już minęło? prawie miech? Tiaaaa oficjalnie potwierdzam iż sesja chyba umarła ale daję ją w stan zawieszenia....)
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości