Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii
#31
Spojrzenie Starweave przenikało do głębi duszy wzbudzając wszelakie demony przeszłości, Iron odwróciła wzrok.
- Miarą zwycięstwa jest krew. Opowiem ci jedną rzecz jaką pamiętam z New Pegas, zaczynałam tam jako nieuzbrojony handlarz, nie raz nie dwa dostałam w mordę ale wiedziałam że mogę być kimś innym niż jestem. Heh, wprost chciałam być kim innym, byłam lojalna, oddana. Cały swój czas wkładałam w pracę by mieć z czego żyć. JFK wiedział to, lubił tych którzy robili swoją robotę dobrze i na czas, szybko wspinałam się ciągnąc za sobą kolejne ofiary własnego debilizmu, nie zachęcałam nikogo do ćpania, każdy miał wybór.

Iron przypomniała sobie głos i kontur Kena, był dla niej pracodawcą i opiekunem przez tyle lat.
- Ken został zastrzelony bo miał władzę której ja chciałam... Kto Zabił Kena?!...
Został zabity przez mojego współpracownika, za mną toczyła się druga wojna. Ja w tej wojnie sporo straciłam, zostałam zdradzona przez kogoś kogo jak sądziłam dobrze znam. No ale... on zabrał mi życie więc ja zabrałam jego.

Iron sciszyła głos
- Sama jestem ofiarą przypadków... Z resztą co cie to może interesować.
[Obrazek: cgnimLq.png]
#32
Starweave milczała przez dłuższą chwile, wpatrując się w podłoże przed sobą. Nie spodziewała się takiego rodzaju odpowiedzi. Przez cały ten czas spędzony na powierzchni zdążyła wypracować siebie zdanie na temat wszystkich najemników. Postrzegała ich jako bezwzględnych skurwieli których jedynym celem było pozyskiwanie kapsli, pozostawiając za sobą trupy gdy tylko nadarzyła się na to okazja.

Lecz w końcu natrafiła na element który nie pasował do reszty układanki. Czy jej towarzyszka naprawdę wydawała się skruszona, a może tylko ją testuje? Ale Iron nie była zwykłym najemnikiem, była dilerem. Była kucykiem który nieszczęśliwie wpadł w przeklęty wir zepsucia. Oraz tym samym kucykiem któremu szczęśliwie udało się ten wir opuścić. Postanowiła nacisnąć dalej i spróbować złamać klacz. "Może uda mi się wyciągnąć z niej coś więcej" pomyślała.

- Przypadków? Więc uważasz to za przypadek że jesteś tu ze mną na tym zadupiu, zamiast zarządzać swoim narkotykowym imperium? Mówisz o wyborze, ale nie ma go tam. Tam jest zupełnie inny świat rządzący się swoimi prawami od których nie ma ucieczki. To tacy jak ty go stworzyli, nie oglądając się za siebie. Narkotyki także nie pozostawiają żadnego wyboru. Są jak butelka Sparkle-Coli, tyle tylko że nie da się jej porzucić gdy już będzie pusta, nie ta butelka misi być regularnie napełniana.

Starweave zmrużyła oczy wciąż patrząc na popielatego kucyka. - Powiedz mi Iron, na czym polega twoje zwycięstwo? Co osiągnęłaś? Co zyskałaś ile cudzej krwi za to zapłaciłaś? Czy wszystko to było tego warte?
#33
- Tak, to było warte wszystkich cholernych naboi... wiesz, skądś znam takie powiedzenie "Kucyk który staje się bestią wyzbywa się ciężaru bycia kucykiem", poniekąd to prawda. Jest w pewien sposób wolny, nie jest zależny od moralności i tego czy robi coś źle czy dobrze. Ja byłam bestią bo tak mi kazał los, owszem mogłam zostać dziwką gdzieś w jakimś mieście ale nie po to opuściłam swoją osadę i dom, teraz pomyśl dlaczego nazywano mnie Iron Maiden. Zabrałam sporo duszy i wiary za sobą, zniszczyłam setki istnień ale sama zostałam zniszczona...

Iron namyśliła się chwilę, czy faktycznie miała z tego jakieś korzyści?, raczej tak ale miała też straty.

- Powiem ci ze osiągnęłam stan zwany w pewnych kręgach Nirvaną, miałam to czego chce każdy pojebaniec na tym pustkowiu, kleiło się do mnie jakieś 10 klaczy i ogierów, to ja mogłam patrzyć jak ktoś do mnie podchodzi i błaga o działkę, i mogła bym tak żyć...

W głowie podsumowała jaka ma na ten temat opinię, jaką ma opinię o sobie. Po tej czynności wiedziała co chce przekazać, wstydziła się swojego dawnego żywota.

- Ale widzisz twierdzę że to co zrobiłam było niezbyt dobre, zabiłam wielu - to fakt, ale sama się wyrwałam, zrozumiałam co oznacza sława i bycie na szczycie... ech, ale jeśli miało to wyglądać tak to ja tego nie chciałam... Chciałam zaślepiona głupimi i paranoicznymi wizjami być panią życia i śmierci. Z tego biznesu nie odchodzi się ot tak, musiałam zniknąć, to był przewóz w jedną stronę.
[Obrazek: cgnimLq.png]
#34
Blue Gear przez dłuższy czas przysłuchiwała się rozmowie odbywającej się na zewnątrz i dopijała herbatę. Po opróżnieniu kubka i schowaniu go wraz z książką do torby, zarzuciła je one na swoje plecy i powoli podeszła do wyjścia z wozu.

Wyglądając z wozu zobaczyła dwa kuce które prowadziły między sobą dość głośną wymianę zdań.

- To się dobrze nie skończy - powiedziała do siebie i powoli wysiadła z wozu zaczynając poruszać się obok niego ale zachowując bezpieczną odległość od rozmawiającej dwójki.
#35
Klacz jednorożca rozważała w myślach słowa swojej towarzyszki. Zaczęła rozmyślać jak by to było gdyby ona sama miała kiedykolwiek takie wpływy. Starweave zastanawiała się jak mogła by wykorzystać swoja władzę. Przez jej głowę przeszła cała masa pomysłów. Dywagowała tak jakąś chwile prawie całkowicie zapominając o swojej rozmówczyni.

W końcu z powrotem zeszła na ziemie wpatrując się w popielatą klacz. Nie była do końca pewna co ma o niej teraz sądzić. Zrobiła mały grymas i zadała kolejne pytanie.

- I oto powstałaś na nowo, zatem kim teraz jesteś Iron Scale?
#36
Dobre pytanie... odpowiem ci psychodelicznie , po chwili układała krótką wypowiedź, gdy miała w głowie jej zarys odpowiedziała:

- Jestem sobie prawdą, fałszem i zagadką też. Nie jestem teraz niczym, nie mam nic, zaczynam na nowo. Wszystko co miałam straciłam 24 lata temu... A ty kim jesteś? - Iron szybko zilustrowała budowę rozmówczyni - nie wyglądasz mi na kogoś mocnego.

Po tej krótkiej wypowiedzi głowę Iron ogarnęły pewne myśli które odegnała w cholerę. Nie chciała cały czas gadać o sobie, niech teraz ona coś powie.
[Obrazek: cgnimLq.png]
#37
- Taa... zgodzę się, trochę nudno jest w tej karawanie. Z drugiej strony: to i może lepiej, nie uważasz? - zapytał się rozmówczyni, po czym dodał - Czyli najemnictwo? Profesja jak profesja. Sam się trochę tym swego czasu pałałem. Miłość akcji zaś... nie jestem zdolny do zrozumienia kucyków z potrzebą akcji. Sam wolę zająć się swoją robotą gdy akurat nikt do mnie nie strzela - dodał.

Może i sam kiedyś też lubił akcję. Kiedyś. Dawno zapomniał jak to jest. Sam walczył gdy było to konieczne. Aczkolwiek, wbrew temu co powiedział, rozumiał częściowo osoby kochające akcję. Czuł czasem częściową, osobliwą, radość z przypływu adrenaliny i być może nawet mógłby to polubić, ale... no właśnie, ale. Miał swoje powody, by nie rzucać się do walki jako pierwszy. Jednorożec doszedł do wniosku, że jego umysł to jednak zbyt skomplikowana kwestia i porzucił tym samym ten tok myślowy.

- Zaś co do zamiłowania do dużych rzeczy... widać to na odległość. Imponujący egzemplarz uzbrojenia. Jakim cudem w ogóle go obsługujesz bez pancerza wspomaganego? - zapytał, spoglądając na działko wielolufowe. Klacz najwyraźniej była silniejsza niż na to wyglądała.
- Ja, osobiście, wolę nieco bardziej precyzyjną broń, ale broń ciężka, zwłaszcza te pięćsetki... to IF-500, prawda? - zawahał się na chwilę, niepewny czy dobrze rozpoznaje broń. Nie było to zbyt ciężkie, biorąc pod uwagę niewielką różnorodność broni ciężkiej na Pustkowiach, ale z drugiej strony coś mu w tym egzemplarzu do zwykłej pięćsetki nie pasowało.
- Mają one swój urok, w każdym razie - dodał po chwili przerwy.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
#38
- Więc jesteś w punkcie wyjścia Iron - Jednoróżka roześmiała się.

Klacz zaczęła zastanawiać się nad swoją historią. Rzadko kiedy mówiła coś o sobie, a jeszcze rzadziej miała ku temu okazję. Ci z Appleloosy którzy znali ją najlepiej wiedzieli tylko że pochodziła z Stajni. Ona sama mimo nacisku nigdy nie podała jej numeru oraz lokalizacji. Wiedziała ile warte mogły by być te informacje w kapslach, jak i krwi mieszkańców schronu.

Starweave podawała się za wprawionego zabijakę, nie mogło być inaczej. Gdyby ją zdemaskowano nie dostała by żadnych pieniędzy. Została by wywalona z karawany, porzucona tu na samym środku piekielnej pustyni i to w najlepszym wypadku. Nie miała przygotowanej żadnej innej fałszywej historii o sobie. Przedstawienie tej prawdziwej nie wchodziło w grę. Nie chciała robić zawodu Iron, zwłaszcza że klacz tak bardzo się przed nią otworzyła. Mimo tego nie mogła powiedzieć jej prawdy o sobie, a przynajmniej nie mogła tego zrobić dosłownie.

- Pytasz kim ja jestem? Jestem sumą wszystkiego tego czym kiedykolwiek byłam, oraz tego czym teraz jestem. Byłam częścią tego co zostało zapoczątkowane jeszcze przed kataklizmem. Lecz wtedy pozostawałam poza zasięgiem tego z czym inni musieli się zmagać. Byłam samotniczka, pozostawiona bez wsparcia w czasie kiedy inni mieli go pod dostatkiem. Musiałam już na samym początku nauczyć radzić sobie i wyłącznie sama. Byłam uczennicą i to wielokrotnie, przyswoiłam wiedzę której prawdopodobnie nie będzie dane się już nauczyć nikomu w żadnym innym miejscu na Pustkowiu. Ale przede wszystkim jestem poszukiwaczką. Potrafię dostrzec konkrety tam gdzie inni nie widzą zupełnie nic. Odszukam i odkryje wszystkie sekrety jakie tylko mają do zaoferowania odwiedzane przeze mnie miejsca. Widzę i czuje rzeczy które pozostają poza zasięgiem zmysłów zwykłych kucyków.

- Jestem Starweave; szukam, badam i uczę się.

Jednoróżka zrobiła krótką pauzę - Jestem też wojowniczką, strzeż się kul mojej broni gdyż niekiedy mogą nie odróżnić wroga od przyjaciela. - Starweave obawiała się że powiedziała te ostatnią kwestię nie zbyt przekonująco.
#39
- Żebyś wiedział, że mają - zaśmiała się lekko. - Zgadłeś, to IF-500. Potężne i cholernie szybkie działko obrotowe. Ten model tutaj, z tego co wiem, nie ma żadnych dodatków - stwierdziła, po czym dodała, - a o ile ten handlarz mnie w bambuko nie zrobił, to strzela trochę szybciej i nieco dokładniej niż stara czterysetka, a w jednym... magazynku? Bębnie? Kij go wie, jak to nazywać... mieści o dwadzieścia naboi mniej. Niewielkie zmiany, ale w boju mają znaczenie. - oznajmiła. - Pytasz, jak ja to obsługuję? Ano normalnie. Nie mam z tym większych problemów, bo mnie Celestia obdarzyła niemałą siłą. Inaczej miałabym problem z udźwignięciem tego bez pancerze wspomaganego.

Odczekała chwilę.

- Zamiłowanie do akcji jest pewnie kwestią tego, jaki jesteś. Niektórzy wolą spokój i opanowanie, a niektórzy rozwałkę. Pewnie ci drudzy mają mniej szacunku do życia, albo bardziej pomieszane w głowach. I najwidoczniej ja należę do tej drugiej kategorii kuców - stwierdziła, dziwiąc się, dlaczego zaczęła tak filozofować. To zupełnie nie było w jej stylu.

Znowu chwilę poczekała przed kontynuowaniem swej wypowiedzi.

- Ależ ta dwójka głośno rozmawia - stwierdziła z niesmakiem. - Jakby nie można było dyskutować ciszej. Ciekawi mnie, o czym oni tak bez przerwy gadają... - powiedziała. W duchu miała nadzieję, że z nimi ogier zapoznał się już wcześniej i wie o nich nieco więcej.

Nie wiedziała, czemu miała taką nadzieję.
Pięć warunków dobrego tłumaczenia:
Pierwszy: Znajomość języka i umiejętne jej wykorzystanie
Drugi: Możliwość poświęcenia się tłumaczeniu w czasie wolnym
Trzeci: Niewyobrażalny zapas chęci oraz samozaparcia
Czwarty: Znajomość uniwersum
Piąty: Odczuwanie przyjemności z tego, co się robi.

Każdy z tych warunków można porównać do części w mechanizmie zegarka: Brak jednej z nich powoduje zatrzymanie się całości.


Opad: Konioziemia - Projekt Horyzonty!
#40
- A nie wiadomo, może skrzynia to się nazywa... - rzucił, nie zastanawiając się wiele nad kwestią nazewnictwa magazynków do działka wielolufowego - podziwiam siłę. Większość kucyków ledwo by zdołała unieść tego potwora, co dopiero z niego strzelać - dodał.
Kucyki ziemne zdecydowanie były silniejsze fizycznie od jednorożców. Sharp nie był pewien, czy byłby w stanie w ogóle ruszyć to telekinetycznie. Unieść fizycznie na pewno by nie mógł. Musiałby naprawdę długo trenować, żeby móc coś zbliżonego wagowo obsługiwać... Na całe szczęście jego profesja celowała bardziej w precyzję niż siłę.

Nieco filozoficzne rozważania na temat charakterów i zamiłowania do akcji skomentował krótko, bo potwierdzającym skinieniem głowy.
Spojrzał w kierunku pary gadających kucyków nieopodal.
- Faktycznie, głośni są... Można by do nich podejść, to byśmy się dowiedzieli, o czym tak zaciekle dyskutują. - ruszył powoli w kierunku drugiej pary, wskazując głową, żeby Rainfall poszła za nim. Niezbyt mieli tematy do rozmowy, a w większej grupie może uda się jakoś zabić nudę. Żeby chociaż było cokolwiek do roboty w karawanie, ale nie. Mieli iść przez najbliższe dni i nic nie robić.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości