Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii
#61
Carrot Slice zmarszczył nieco brwi widząc zbliżającą się białowłosą klacz. Zrobił krok w bok, chcąc skręcić w przerwę miedzy wozami i przejść na drugą stronę kolumny, jednak zanim zdążył to zrobić, granatowy jednorożec odezwał się:

- Cześć, znajdzie się tu dla mnie trochę cienia?

Pomarańczowy ogier uniósł niemal niedostrzegalnie brew, zaskoczony owym dość niedorzecznym, biorąc pod uwagę panującą dookoła ciemność, pytaniem, po czym przybrał neutralny wyraz twarzy, uznając, że równie dobrze może spróbować dowiedzieć się kilku rzeczy. Oglądając się za siebie, zapytał obojętnie:

- Które z was wysadziło w powietrze tamtego najemnika?
[Obrazek: 2_1346772844.png]

» (U) (Z) 10:00 - Kingofhills@ -- PW do Poulsen: >Co się stało >Bez spoilerów #JustPoulsenThings
#62
Ogier zrobił taką minę, że przez chwile wydawało jej się że zaraz ucieknie. ”Czyżby nie zrozumiał mojego małego żartu?” Kiedy odwrócił głowę, była już niemal pewna, że w jakiś sposób spieszyła sprawę i z towarzystwa nic nie będzie. Zaraz po tym geście kuc przemówił, co rozwiało jej początkowe obawy i niemal natychmiast zwaliło na nią całą masę następnych.
- Co? Wysadzili któregoś z nas? - Starweave próbowała się opanować. ”Cholera.. wiedziałam że wszystko szło zbyt pięknie.” Po chwili ponownie przemówiła, nieco spokojniejszym tonem.

-Jak do tego doszło? Znałeś tego kucyka? Czy naprawdę ci najemnicy są aż tak niezrównoważeni psychicznie, że z braku wrażeń muszą mordować się nawzajem?

Jednoróżka szybko zdała sobie sprawę, że przecież ona sama teoretycznie była najemnikiem. Nie tracąc czasu, pośpiesznie podsumowała swoją wcześniejsza wypowiedz.

- Wiedziałam, że tak będzie, to jest najgorsza banda z jaką przyszło mi pracować.
#63
- Ech, nieważne. Chcesz czegoś?

Pytanie to miało być prawdopodobnie punktem zapalnym, nie miała ochoty gadać o swojej prywatnej kłótni, interesowało ja raczej co mają do powiedzenia wszyscy inni z wyjątkiem jej. Nie chciała być pierwsza w kolejce bo jak się zawsze przekonywała nie wychodziło jej to na dobre.

Kolejne fatum - blizna dawała o sobie znać, jak gdyby chciała pokazać się światu. Po raz kolejny Iron poprawiła kurtkę a potem ją zapięła by mieć święty spokój. Po raz kolejny zagłębiła się myślami w swoje juki i zapasy, najciekawszy był chyba Eter, po nim amunicja, opatrunki, klamoty, narzędzia, i jakiś tam zapas alkoholu którego wydoić nie wolno bo dobrze się może palić więc prawdopodobnie się przyda.

Hmm... ciekawe czy mamy tu jakiegoś medyka, mam dwie butelki Eteru więc mogę go odsprzedać - Mamy tu jakiegoś medyka?
[Obrazek: cgnimLq.png]
#64
Pomarańczowy kuc spojrzał z powrotem na białowłosą klacz, wysłuchując kanonady pytań z tym samym obojętnym wyrazem twarzy. Kiedy skończyła, odezwał się, nie podnosząc za bardzo głosu:

- Nie podniecaj się tak. Raczej nie był to ktoś z "was", tylko z tych, którzy są z szefem karawany. Tych w skórzanych pancerzach. Nie widziałem dokładnie, ale ktoś chyba przywiązał do jednego z nich granat. Minąłem go, jak stał na trakcie, jakby nie mógł się poruszyć i krzyczał coś do kogoś z przodu. Potem słychać było wybuch. - Slice wykrzywił usta - Ktokolwiek to zrobił, właśnie obwieścił naszą obecność wszystkim bandytom i mutantom w promieniu tysiąca kroków, może więcej.

Ogier splunął i posłał w kierunku idących z przodu kuców bardzo wymowne spojrzenie.
[Obrazek: 2_1346772844.png]

» (U) (Z) 10:00 - Kingofhills@ -- PW do Poulsen: >Co się stało >Bez spoilerów #JustPoulsenThings
#65
Mrok już po jakimś czasie ogarnął wszystko. Zachód słońca, który był jeszcze przed chwilą, ustąpił. Na jego miejsce weszła ciemność, która ogarnęła całe pustkowia. Wszędzie była ciemność, która ograniczała waszą widoczność do minimum. Jedyne oświetlenie, które sprawiało, iż było jeszcze cokolwiek widać, to prowizoryczne lampki, które wisiały po bokach, każdego z wozów owej karawany. Dzień ten był nużący, lecz wiedzieliście jedno... takich dni będzie więcej. Z tego co było wam wiadome, to nie byliście nawet w połowie drogi, do miejsca, do którego zmierzaliście.
#66
Nie, tak pytam z ciekawości... - odparła ciemnoniebieska klacz.
I tak oto skończyła się możliwość odpowiedzenia jej na to jakże nieskomplikowane pytanie. Na szczęście niedługo potem nadeszło kolejne.

"Mamy tu jakiegoś medyka?" Spytała czereśniowa klacz. Rain Zastanowiła się chwilę, czy ktokolwiek dzielił się z nią tą informacją, jakoby był medykiem, ale nie przypominała sobie niczego. - Nie mam bladego pojęcia, spytaj tą dwójkę, co idzie nami - stwierdziła, zauważając, że jest już całkiem ciemno. O ile do tej pory dało się cokolwiek zauważyć bez światła, tak teraz pogrążone w mroku pustkowia były praktycznie niewidoczne - z wyjątkiem okolic wozów.

- Wieje nudą - zaczęła po dłuższej przerwie. - Narzekam na to cały dzień. Aż się dziwię, że do tej pory nie wkurzyłam tym wszystkich wokół - zaśmiała się lekko.
Pięć warunków dobrego tłumaczenia:
Pierwszy: Znajomość języka i umiejętne jej wykorzystanie
Drugi: Możliwość poświęcenia się tłumaczeniu w czasie wolnym
Trzeci: Niewyobrażalny zapas chęci oraz samozaparcia
Czwarty: Znajomość uniwersum
Piąty: Odczuwanie przyjemności z tego, co się robi.

Każdy z tych warunków można porównać do części w mechanizmie zegarka: Brak jednej z nich powoduje zatrzymanie się całości.


Opad: Konioziemia - Projekt Horyzonty!
#67
Starweave kroczyła przez dłuższy czas w milczeniu, trawiąc ostatnie wypowiedziane przez ogiera zdanie. Bezdennym mrok pozwalał jej widzieć tylko jego kontury. W normalnych okolicznościach aktywowała by zaklęcie światła, jednak tym razem wolała pozostać w ciemnościach.

Nie wiedziała nic na temat swojego towarzysza, poza tym, że wydawał się nie zbyt skory do rozmowy. Mimo wszystko postanowiła spróbować i przyjęła najbardziej przyjacielska postawę, na jaką tylko było ją stać.

- Wybacz, ale chyba przyszło nam się spotkać w nienajlepszych okolicznościach. Może zaczniemy od początku? Jestem Starweave i nie jestem taka jak cała reszta tych niegodziwców. Pochodzę z Nowej Appleloosy, przez większość swojego życia trudziłam się… uczciwym handlem. – Na jej twarzy pojawił się niezręczny grymas, na myśl jak bardzo poleciała w kulki. Na szczęście nie było żadnej możliwości go dostrzec. Po chwili kontynuowała.

– Niestety, w tych ciężkich czasach żaden kucyk nie może liczyć na to, iż zdoła osiedlić się gdzieś na stałe i zestarzeć w spokoju, otoczony przez przyjaciół. Interes z powodu konkurencji, już od dłuższego czasu przestał mi się kręcić. Tak wiec mając nadzieje na nowe profity wylądowałam tutaj.

Po swoim monologu, klacz zrobiła dłuższą pauzę, pozwalając ogierowi w spokoju przemyśleć jej słowa.

- A co z tobą? Czy jest jeszcze jakiś inny powód, oprócz kapsli, poza którym tu jesteś?
#68
- Nuda nie jest zła. W małym natężeniu, ale powiem ci że to może być epicka noc. Nigdy nic nie wiadomo a wasza skromna akcja minerska na pewno została i dostrzeżona i usłyszana... kto był taki mądry?, z resztą nieważne. Chcesz kupić Eter?, mam na sprzedaż butelkę Eteru, daje niezłego kopa ale używać tylko w spokojnych miejscach bo albo przesadzisz i uśniesz albo nie będziesz się trzymać na nogach.

To by był dobry interes, Eter trudno dostać więc go mogę sobie nieźle wycenić. No ale pojawiło się pytanie - co można zrobić z resztą dragów i alkoholu? - alkohol odkaża, dragi "znieczulają", czyli wszystkie typowe efekty potrzebne w medycynie polowej.

Mimo iż nie miała większego pojęcia o medycynie to wiedziała jak i gdzie można to sprzedać - potrzebny jest sanitariusz lub jakikolwiek "Doktor Kostucha" albo... ćpun.

Jednak z handlem życiem innych powinna skończyć, Ale z drugiej strony wielki finał nie jest niczym złym. Po namyśle jednak dodała:
- Chyba że znasz jakiegoś doktorka. O albo mam dla ciebie zlecenie - znajdź mi kogoś komu mogę to sprzedać.
[Obrazek: cgnimLq.png]
#69
Blue spojrzała się na Sharpiego z lekkim uśmiechem na twarzy.

- Ty zawsze masz dobrą historie która mi poprawi humor. Dość naciągana ale nie takie rzeczy działy sie na pustkowiach. Ale w tej twojej historii wspominasz o jednej z najdziwniejszych rzeczy jakie spotkałam w czasie wędrówek po pustkowiach.

- Ghoule. W czasie podróży po pustkowiach nie trudno je spotkać. Zwykle na odludziu i samotne, wygnane z miast ze względu na wygląd i tego typu głupoty, gdyby tylko ludzie poświęcili trochę czasu na poznanie ich. Przecież to są kuce z 200 letnim doświadczeniem w zawodzie, co z teko że nieprzyjemnie pachną, nigdzie nie znajdziesz lepiej wykwalifikowanych pracowników. Pamiętam że raz spotkałam w Fillydelphi ghoula który pracował w szpitalu. Podobno przed wojną pracował jako osobisty lekarz Wonderboltów. 200 lat doświadczenia jako lekarz, on się na ciebie patrzył i od razu potrafił powiedzieć co ci dolega, a gdy było trzeba to dokonywał niemal cudów ratując życie innym.

- Gdyby tylko dać im szanse to pustkowia by były o wiele lepszym miejscem.
#70
Jednorożec uśmiechnął się lekko, próbując zanalizować w głowie sytuację. Kiedy karawaniarze się zorientują, że kogoś im brakuje? Byle nie szybko. Nic ich jeszcze nie zaatakowało, mimo wybuchu i ciemności, tak więc najwyraźniej tym też mógł się na razie nie przejmować. Stwierdził, że lepiej będzie cieszyć się spokojną rozmową z osobą, którą po prostu lubił.

Ghule? Dziwne? Czy ona naprawdę odwiedziła dolinę Hoofingtonu, czy tylko z opowieści słyszała? - pomyślał, samemu słysząc o tamtej niesławnej dolinie tylko z opowieści. Nie miał zamiaru tego zmieniać w przewidywalnej przyszłości po tym, co usłyszał. Spojrzał na drugiego jednorożca.

- Na pewno są doświadczeni, nie mogę temu zaprzeczyć. 200 lat doświadczenia jest czymś, co nam ciężko jest w ogóle pojąć... ale mimo wszystko ghule to bomby z opóźnionym zapłonem - westchną ciężko, kontynuując swoją wypowiedź - przynajmniej większość. W końcu zaczynają atakować kogo popadnie. Nie mówię, że nie chciałbym widzieć wyjątków czy leku na to, ale tego nie ma. Są za to ghule, którym, jednemu po drugim, odbija i atakują innych. Niestety, wstręt do nich się skądś wziął. I nie mówię tu tylko o zapachu, który da się przecież tolerować - dokończył.

Zgadzał się z Blue w tej sprawie, jednakowoż nie można było od razu uderzać idealizmem, gdy nie ma się pełnego obrazu sytuacji. Fakty stanowiły jasno: ghule nie są bezpiecznymi kompanami, nawet jeżeli mają setki lat doświadczenia, co jest z kolei nie do przecenienia. Była to skomplikowana kwestia i nie był do końca pewien, czy czuł się na siłach ją rozstrzygać w tej chwili.

Usłyszał któregoś z kucyków idących na przedzie mówiącego coś o medyku. Spojrzał w tamtą stronę, zainteresowany o co może chodzić. Nie wyglądało na to, by ktoś potrzebował pomocy medycznej, a nie słyszał co dokładnie mówili, tak więc logicznym wyjściem było, najzwyczajniejsze w świecie, olanie tematu.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości