Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 1
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii
Iron posłuchała to co ma do powiedzenia rozmówczyni i skupiła się na ostatnim pytaniu:
- znalazłaś może jakieś cukierasy?

Uśmiechnęła się słodko i podrzuciła jednorożce pakunek: pierwszą lepszą paczkę z słodyczami - cukrowe bomby, i trochę wody.
- Baw się dobrze. - Odparła po czym zabrała jedną ze skrzynek i powykładała jej zawartość na podłogę. Zapakowała kolejną porcję żywności w układzie "No przecież się domknie", pozbierała ekwipunek po czym jakby nigdy nic wyszła z wozu tachając ze sobą pustą skrzynię. Przystanęła i zadała rozbrajające pytanie:
- Usatysfakcjonowana?, przegapiłam coś?
[Obrazek: cgnimLq.png]
Po usłyszeniu, że ich ćpunka pokładowa siedzi z rannym, miał już zamiar wyciągnąć broń i samemu się tam wybrać, jednakowoż Starweave go wyprzedziła. Może i to nawet lepiej - pomyślał. Wyglądało na to, że dwie klaczki się znają. Powinno się obyć bez wystrzałów.
– Ja proponowała bym zabrać to co najcenniejsze i ruszyć z kopyta. W ten sposób, nie będziemy zawracać na siebie takiej uwagi. Ale to tylko moja sugestia, a i odpoczynek jak najbardziej - powiedziała jeszcze jednoróżka, odwracając się do grupy w trakcie odchodzenia ku wozowi.

Medyk westchnął cicho. Nie można było po prostu zostawić takiej ilości zapasów. Starweave najwyraźniej nie widziała co się kryło w skrzyniach karawany. Musieli zabrać tego ile się dało. Teraz nie byli w stanie, musieli tu odpocząć chwilę.

Rainfall zaczęła mówić, tak więc przeniósł uwagę na nią.
Wreszcie ktoś mówi z sensem - stwierdził. Zdecydowanie trzeba było się ufortyfikować na jakiś czas, żeby móc podjąć decyzję po dokładnej analizie ich sytuacji. No i po takiej bitwie każdy z nich potrzebował odpoczynku.

Na komentarz o broni w wozach lekko się skrzywił. Wolałby naradzić się z Blue w sprawie szybkiego ujawnienia tych skarbów. Po krótkiej chwilce stwierdził, że i tak w ciągu najwyżej paru godzin, prawdopodobnie wcześniej, ktoś by na te wozy wszedł i odkrył co transportują.
- Trzeci wóz przewozi małą zbrojownię, ale nie ma tam żadnej ciężkiej broni. Z fortyfikacją naszej pozycji to dobry pomysł - powiedział do Rain, przypominając sobie same pistolety kalibrów 9mm i 10mm w skrzyniach.

Spojrzał na dwójkę najmitów leżących pod skrzyniami. Miał pewne podejrzenia co do ich sytuacji i wcale nie był zadowolony z takiego obrotu spraw. Zamknął oczy i pokręcił lekko głową. Po komentarzu o przywódcy ponownie ją uniósł i spojrzał na klacz z wielkim działem.
- Za szybko ich stamtąd nie ruszymy. Co do przywództwa... chcecie, to wybierajcie kogoś. Ale jak już upewnimy się, że możemy się obronić przed kolejnym atakiem - skomentował.

Sharp uśmiechnął się lekko na komentarz Blue o herbacie. Odpoczynek i jej gorąca napój na pewno im się przydadzą, aczkolwiek nie w tej sekundzie. Tak w ogóle, to jakim cudem ona posiada całą herbatę w Equestrii? - zapytał sam siebie, przypominając sobie, że nigdzie jej nie mógł nigdy kupić ani znaleźć. Może po prostu niedokładnie szukał.
- To chyba będzie musiało poczekać chwilkę - powiedział do przyjaciółki z uśmiechem.

I wtedy pojawiła się Starweave z Iron.
"Tylko odpoczywała". Ta, jasne. Stwierdził, pamiętając jak wyglądała jeszcze nie tak dawno. Najwyraźniej substancja, którą wzięła, cokolwiek by to nie było, nie działała długo.
Czy coś przegapiła? Czy ona sobie jaja robi?
- Nic specjalnego. Musimy jakoś się okopać tu, możecie to zrobić? - spojrzał na dwie klacze wzrokiem, który jednoznaczne sugerował, że mogą i muszą to zrobić.

Westchnął.
- Blue, rozpal to ognisko jak chcesz, ja pójdę sprawdzić stan naszego rannego - skrzywił się lekko na myśl o tym, co właśnie powie, ale doszedł do wniosku, że nie ma innej opcji - Rain, pilnuj naszych dwóch najemników żeby się nie zastrzelili. Nie, to nie żart - powiedział, wiedząc, że nie jest to cała prawda.

Udał się w kierunku wozu z rannym. Dopiero teraz się zorientował, że odruchowo zaczął wydawać wszystkim rozkazy.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Znudzona klacz ożywiła się, coś znów się działo.

- No mała, słyszałaś co powiedział. Idziemy.

Klacz lekko klepnęła granatową w zadek i skierowała się w stronę tyłów karawany. Idąc dalej mówiła:

- Potrzebuję kogoś do pomocy, te wozy trzeba odpowiednio ustawić. Potem poustawiamy skrzynie.

“Wygląda na kogoś kto będzie tolerować jej dziwactwa, chyba można jej ufać. Nie wygląda na stworzonko które wbije ci nóż w plecy... zaraz. Czy ona się o mnie martwiła?, co do chuja?!, zapewne udziela mi się paranoja...”
- klacz zagrzebała tą myśl, była skupiona na tworzeniu bezpiecznego obozu. W umyśle miała już prosty i łatwy do wykonania plan ośmiokątnego obozu. Musiał być średniej wielkości, kilka wyjść zapasowych i umocnienia - da się zrobić.

- Potrzebne nam worki na piasek, alkohol i dużooo cierpliwości. A tak, nie mamy pierwszego i ostatniego.
Przystanęła i odwróciła się do Star.

Spiorunowała ją wzrokiem i twardo, głosem nie znoszącym sprzeciwu rzekła:
- Wyładuj wszystkie wozy. Ja je muszę poustawiać.

Poprawiła okulary i podeszła do ostatniego wozu po czym nawróciła braminy tak by wyminąć sznur lewą stroną.
Gdy minęła sznurek wozów odjechała trochę dalej od pierwszego wozy i skręciła w prawo. przejechała jeszcze kawałek tak by została przerwa na oko 10 metrów.

Wtedy zatrzymała wóz i przeszła na pakę takowego, nie interesując się zawartością przestawiła kilkanaście skrzyń pod lewą burtę, od strony potencjalnego ataku.
[Obrazek: cgnimLq.png]
Ciemnogranatowa wykorzystując zamieszanie powstałe wokół popielatej kaczy, szybko schowała ukradkiem pudełko bombek cukrowych, oraz 3 butelki wody.

- Nic specjalnego. Musimy jakoś się okopać tu, możecie to zrobić? - ogier otrzymał od niej niepewne kiwnięcie głową. - Następnie bez większych emocji, wysłuchiwała tego co miał dalej do powiedzenia. Nie miała zbyt wiele czasu na przetrawienie jego słów, gdyż została wybita z rozmyślań przez klapsa w zad.

- Iron... - Chciała na nią warknąć, ale popielata odwróciła się do niej i zaczęła prawic dalej.

- Potrzebuję kogoś do pomocy, te wozy trzeba odpowiednio ustawić. Potem poustawiamy skrzynie - powiedziała czereśniowa. ”Oczywiście...” pomyślała, rzucając jej poirytowane spojrzenie. Starweave lekkim galopem dogoniła swoją towarzyszkę i zrównała się z nią. Następnie wysłuchała dalszej części jej monologu.

- …dużooo cierpliwości - usłyszała. Faktycznie to właśnie tego ostatniego najbardziej jej brakowało. Miała już dość Iron i jej wybryków. Chciała wybiec przed klacz i jej coś powiedzieć, ale powstrzymała się w ostatnim momencie. Po prostu nie miała już siły się
dalej denerwować.

- Wyładuj wszystkie wozy. Ja je muszę poustawiać.- Przez pierwsze kilka minut po prostu stała i obserwowała jak Iron zagania braminy do pracy. Wyglądało na to że popielata musiała już wcześniej pracować w karawanie i miała obejście z tymi zwierzętami, czego jednoróżka nie mogła powiedzieć o sobie. Spojrzała na dwie martwe sztuki przyczepione do pierwszego wozu. Spokojnie poczekała aż popielata skończy tańcować z wozami, po czym podeszła do niej zagadując.

- Chodzi pomożesz mi usunąć te tutaj, zanim zaczną jeszcze bardziej śmierdzieć.
- Chodź pomożesz mi usunąć te tutaj, zanim zaczną jeszcze bardziej śmierdzieć.

Zanim zabrała się do usuwania trupów, przewiązała chustę na ustach i dała pojedynczą Star.

Potem zaczęła wytrwale ciągnąć pojedyncze ciała zabitych kucyków, w lewą stronę za skały; po jakiejś chwili z niechęcią przyłączyła się Star. Tam układały je w makabryczny rządek równo poukładanych zwłok, z różnymi typami obrażeń.

Dla przyzwoitości Iron położyła ciała najmitów dalej od bandytów. Przechodziła wzdłuż trupów i przyglądała im się, o ile dla kogoś innego było by to zbyt makabryczne. Dla Iron było to zjawisko tak częste jak jej własna grzywa uparcie opadająca na oczy. Starweave do całego zabiegu używała i wyłącznie magii, zachowując przy tym dystans od trupów. Nie było to dla niej już takie proste.

Klacz zatrzymała się nad ciałami i powiedziała od niechcenia przez chustę: - Zastanówmy się co zrobiliśmy... czy ja ich naprawdę zabiłam?

Westchnęła i ciszej powiedziała:

- Czasem w takich momentach otwiera mi się serce... - po chwili klacz znów stężała - ...ale im się należało. Starweave podeszła do niej, popatrzyła głęboko w przysłonięte żółcią okularów oczy i położyła kopytko na jej ramieniu. Trwało to kilka sekund.

- Dobrze - powiedziała Star - teraz najtrudniejsze. - Zaczęła kierować się w stronę dwóch martwych braminów. - Iron chodź tu i pomóż mi z tym, zaciągniemy je w pobliże pozostałych zwłok, albo najlepiej jeszcze dalej. - po chwili zastanowienia dodała - Tak, wywalimy je na tyle daleko aby cokolwiek było nimi zainteresowane, mogło je sobie w spokoju zjeść. - Jednoróżka rozświetliła swój róg obejmując całe ciało zaklęciem telekinezy.

- Dobra, ale wolałabym najemników tak nie zostawiać... teoretycznie pierwsza krew

- Co ty pierdzielisz? - powiedziała Star przez zaciśnięte zęby. - Pchaj to do cholery!

- No dobra, potrzebna mi będzie potem kąpiel chodźby w radioaktywnej wodzie...

Iron zaczęła pchać wielgaśne cielsko w stronę masowego cmentarza. Nie sprawiało jej to kłopotu. Na jej standard ciało bramina było stosunkowo lekkie.

- Kąpiel? masz to jak na kopycie - wydyszała. - Dobra jeszcze trochę....

- Ech ok... - Iron wytężyła siły pchając cielsko z całą mocą. - Chyba se strzelę drinka...

Obie klacze zataszczyły ciało daleko na lewo od obozu. ”A teraz drugi śmierdziuch” pomyślała ciemnogranatowa. Dała znak swojej towarzyszce, aby za nią poszła. Minęło parę minut, a drugie ciało bramina skończyło tak samo jak pierwsze. Starweave otarła lewym kopytkiem spocone czoło, po czym spojrzała na popielatą.

- Teraz skrzynki... i naprawdę potrzebujesz kąpieli - Star zatrzymała się, niuchając własną sierść. - Uuu...ja z resztą też.

- Umyjemy się razem. Starweave spojrzała na nią z oburzeniem, ale zaraz po tym szybko się uśmiechnęła i potargała czereśniową grzywę kopytkiem.
[Obrazek: cgnimLq.png]
- Skrzynki… - powiedziała do siebie ciemnogranatowa.

Starweave zlikwidowała dotychczasowe barykady, dzięki czemu odzyskała 18 skrzyń. Ułożyła je w dwa rzędy, jeden na drugim po osiem skrzyń na dole i górze,

Prowizoryczna barykada utworzyła skrzynkową ścianę, pomiędzy północnym a wschodnim wozem. Ściana ta miała przerwę w samym środku, umożliwiającą przejście pojedynczemu kucykowi. W ten sposób zostały utworzone dwie barykady, składające się z ośmiu skrzyń. Czterech na dole i czterech na górze, położonych tuż na nich.

Pozostałe dwie niewykorzystane skrzynie, zostały ustawione po jednej mniej więcej na środku, pod każdą barykadą od wewnętrznej strony. Tak żeby strzelający kucyk mógł się na niej oprzeć, wychylając się z za zasłony.

Starweave wywaliła po osiemnaście skrzyń z pierwszego, trzeciego i czwartego wozu. Na czwartym wozie cześć z nich stanowiła ich stalowe odpowiedniki które jednoróżka częściowo zignorowała. Przesunęła je tak aby uformowały rządek pod zewnętrzna ścianą wozu, tej od strony pustkowi. To samo zrobiła z pozostałymi skrzyniami na innych wozach podczas ich odwiedzin.

Z każdą z kupek osiemnastu skrzyń, powtórzyła to samo co z tą pierwszą z „odzysku”, budując z nich prowizoryczne barykady.

Starweave stanęła na środku obozu, ocierając lewą nogą przepoconą sierść na czole. Wyjęła z juków czarną kredkę oraz notesik, po czym zaczęła notować.

„Skrzynki na północnym wschodzie pochodzą z wozu numer dwa.” Oderwała karteczkę, przyklejając ją do jednej ze skrzyń barykady na północnym wschodzie.

„Skrzynki na północnym zachodzie pochodzą z wozu numer cztery.” Kolejne karteczka powędrowała, przyklejając się do jednej z ów rzeczonych skrzyń danej barykady.

„Skrzynie na południowym zachodzie pochodzą z wozu numer jeden.” Kolejna oderwana karteczka powędrowała w telekinetycznym uścisku, przyklejając się na miejsce.

„Skrzynki na południowym wschodzie pochodzą z wozu numer trzy.” I kolejna…

Starweave nie była pewna, czy ktokolwiek z jej towarzyszy ma jakieś pojęcie, co w jakich skrzynkach się znajduję. Ale jeśli tak było, to całe to notowanie z pewnością okaże się bardzo pomocne. A jeśli nie to nic nie szkodzi, klacz po prostu lubiła się w dobrej organizacji.

[wyglądało to mniej więcej tak: http://i.imgur.com/oiMSAL7.png ]
Medyk udał się ku wozowi z rannym, by dokonać inspekcji.
Sprawdził stan ogiera, po czym położył się na wozie koło niego.
Czuł zmęczenie, znajome po spadku adrenaliny. Starał się nie zasnąć. Zaczął rozmyślać o tym, ile kucyków dzisiaj zabił. W przeciwieństwie do niektórych, uważał, że niektórych bandytów da się przywrócić do życia w społeczeństwie. Może i był to efekt podróży z Blue, ale nie zmieniało to w żaden sposób wagi tego przekonania.

Spotkał się z kilkoma ex-bandytami. Zdarzało się to rzadko, ale mimo wszystko zdarzało się. Ta myśl, jak łatwo się można było domyślić, szybko naprowadziła go na tory myślenia o tym, czy którykolwiek z kucyków, które dziś zabił, mógłby zostać przywrócony do zmysłów, gdyby odpowiednio się nim zająć. Nawet jeżeli jakiś był, istniała naprawdę niewielka szansa, żeby taka "rehabilitacja" się powiodła. Ale zawsze jakaś.

Potem przypomniał sobie tego nieszczęsnego najemnika-idiotę. Wyglądało zresztą na to, że oni wszyscy byli idiotami...
Przypomniał sobie o ciałach leżących na zewnątrz, co z kolei spowodowało, że wstał i wyjrzał z wozu, żeby sprawdzić, jak też radzą sobie Starweave i ćpu... Iron. Zganił się w myślach, żeby na przyszłość używać jej imienia. Jakby przypadkiem nazwał ją ćpunką w twarz, mogłoby być... nie za przyjemnie.

Widząc dwie klacze pracowicie próbujące uczynić cokolwiek z trupami, miał ochotę im pomóc. W tamtej chwili poczuł kolejny atak zmęczenia. Zamrugał oczami. Próbował sobie przypomnieć, czy coś wziął podczas strzelaniny. Wycofywanie się efektów niektórych rodzajów "wspomagania bojowego", jak to lubili nazywać najemnicy, miewało podobny efekt.

Spojrzał na rannego ogiera. Nie mógł zasnąć ot tak w jego obecności, nawet jeżeli przy spaniu w dzień fizycznie nie potrafił zasnąć na dłużej niż godzinę.
Pieprzyć to- pomyślał, wyciągając z juków małą strzykawkę zawierającą nie aż tak dużą dawkę środków nasennych. Nie były silne, ale każdy, nawet w pełni sił, powinien po nich spać co najmniej parę godzin. Dla pewności jeszcze raz przeskanował magią medyczną ogiera, tym razem na szybko. Gojenie przebiegało dobrze, nie powinny mu te leki zaszkodzić.

Wbił igłę w nogę kucyka i wprowadził środki. Odłożył strzykawkę na bok, po czym ruszył na koniec wozu i położył się. Jego oczy zamknęły się jakby z własnej woli.



Ustawianie obozu szło bezproblemowo. Przy przestawianiu barykady dwaj cisi najemnicy bez słowa przenieśli się na środek ustawianego koła wozów i skrzyń i położyli już pod jednym z finalnie ustawionych wozów. Młodszy był cały czas objęty przez jedną z przednich nóg starszego. Przez to ten drugi musiał iść na trzech nogach, co wyglądałoby cokolwiek komicznie, gdyby nie powaga która malowała się na jego twarzy.

Nikt nie kwapił się na razie do rozpalenia ogniska.



Sharp otworzył oczy po krótkim śnie. Mimo tego, że ledwie drzemał krótką chwilę, czuł się o wiele lepiej. Sprawdził, czy ma wszystkie swoje rzeczy przy sobie, po czym rzucił okiem na rannego. Leżał i oddychał miarowo, tak jak powinien. Za to z pojazdu zniknęło kilka skrzyń. Przynajmniej nikt go nie zbudził.

Medyk ziewnął głęboko i zeskoczył z wozu. Zobaczył klacze cały czas męczące się z ustawieniem obozu. Poczuł ukucie winy w sobie, aczkolwiek potem przypomniał sobie, że one mogły odpocząć, gdy on prowadził operację. To usprawiedliwiało drzemkę w umyśle jednorożca.
Zauważył, że wóz na którym drzemał został przesunięty.

Aczkolwiek teraz wypadałoby coś zrobić, aby im pomóc. Podszedł do Starweave. Mimo tego, że znał ją krócej, miał wrażenie, że jest bardziej godna zaufania od Iron. Postanowił, że póki nie będzie pewien, że druga klacz jest w pełni trzeźwa, woli rozmawiać ze Starweave.

- Potrzebujecie pomocy w czymś? - zapytał. Gdyby nie radziły sobie tak dobrze, to by po prostu zaczął pomagać, ale wyglądało na to, że nie miały żadnych problemów z ustawieniem karawany na pozycjach obronnych. Tak więc pytanie wyglądało na najlepszą opcję.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Starweave stała na środku swojego obozu rozglądając się dookoła. „not bad” pomyślała.

- Potrzebujecie pomocy w czymś? – usłyszała za swoich pleców. Odwróciła się widząc twarz jasnobrązowego ogiera.

- Tak – odparła po chwili zastanowienia – przydało by się nam ognisko na środku obozu, mniej więcej gdzieś tutaj. – Wskazała kopytem w miejsce prostopadle przecinających się lin, poprowadzonych od każdego z wozów w wyimaginowany sposób.

W międzyczasie znudzona na powrót Iron podeszła do gderającej dwójki. Była trzeźwa co ją bardzo cieszyło. Ale tylko wewnętrznie.

- Mógłbyś poszukać czegoś na opał, a i przydały by się jakieś kamienie, aby można było to palenisko jakoś wyizolować.- Powiedziała Starweave robiąc krótką przerwę i ponownie zbierając sierścią na swojej nodze, pot ze swego czoła.

Klacz zobaczyła popielatą - o Iron dobrze że jesteś, daj swoją wodę. - Wylewitowała z jej juków trzy butelki czystej wody, do których niebawem dołączyły kolejne trzy z jej własnych zapasów. Podlewitowała wszystkie sześć buteleczek w stronę jasnobrązowego ogiera.

Spojrzała na niego, posyłając mu ciepły uśmiech. - Właściwie to jest jeszcze coś... Czy mógłbyś dla nas podgrzać tę wodę? Słyszałam że medycy znają się na pirokinezie.
Skinął głową na słowa o ognisku. W nocy rozpalanie ogniska byłoby cokolwiek nielogiczne, gdyż, mimo oferowania miłego ciepła, zdradzało pozycję i oślepiało przebywających przy ognisku.
W dzień ognisko też zdradzało pozycję, jednakowoż przez dym, a nie łunę ognia, aczkolwiek drugi czynnik nie występował. A im wszystkim przyda się trochę gorącego jedzenia i picia. Kto wie, kiedy znowu będą w jakiejś osadzie.

Miał już odwrócić się w poszukiwaniu jakichkolwiek materiałów na ognisko, gdyż, tak jak kamieni w okolicy nie brakowało, drewno wyglądało na towar deficytowy. Owszem, stało w zasięgu wzroku kilka wyschniętych drzew, ale z nich ciężko się pozyskuje drewno. Najlepiej palą się deski ze starych, przedwojennych chatek. Niestety, na horyzoncie nie było widać ani jednej.

Zaczął się odwracać w kierunku najbliższego przejścia przez barykadę, gdy usłyszał kolejne słowa klaczy.
- Właściwie to jest jeszcze coś... Czy mógłbyś dla nas podgrzać tę wodę? Słyszałam że medycy znają się na pirokinezie. - Sharp spojrzał na Starweave. Fakt, znał trochę zaklęć ogrzewających, ale nie mógł bez znacznego wysiłku ogrzać do dużej temperatury wielkich ilości wody... Zobaczył sześć średniej wielkości butelek z wodą.

Nie powinno to stanowić wielkiego wyzwania... ale nie była to też prosta sztuczka, jak zapalenie płomyka na kopycie.
- Coś tam wiem... połóż je na ziemi, spróbujemy. - w zasadzie nie było to konieczne, ale łatwiej jest skupić się na przedmiocie nieruchomym, a przy lewitacji sześciu butelek, chcąc nie chcąc, u Starweave występowało lekkie ich falowanie w powietrzu. Gdy klacz położyła już wszystkie butelki na ziemi przed jednorożcem, ten skoncentrował się, a jego róg zaczął świecić. Pochylił głowę nad butelkami i zamknął oczy dla lepszej koncentracji.

Nie było żadnych błysków czy efektów, zaklęcie na to było zbyt metodyczne i proste. Poświata wokół rogu medyka oraz, mniej widoczna, wokół butelek wody, była jedynymi oznakami używania magii. Zdecydował się podgrzewać wszystkie butelki na raz.
Skoncentrował magię na samej wodzie, przenikając myślą, a także, co za tym szło, magią, plastikową barierę.
Czuł, dzięki zaklęciu, temperaturę wody. Gdy ta osiągnęła zadowalającą według Sharpa wartość, zaczął stopniowo obniżać moc zaklęcia.

W końcu podniósł głowę i otworzył oczy. Poczuł lekkie ukucie zmęczenia, które jednak po sekundzie zniknęło. Zaklęcie to było za proste, by wywołać trwałe zmęczenie. Nie podgrzał wody do temperatury wrzenia, ale można było uznać, że była bardzo ciepła, jeżeli nie gorąca. Gdyby była trzymana na wozie, w cieniu, albo byłby wczesny ranek i musiałby podgrzewać całkowicie zimną wodę, byłoby gorzej. Ta jednakże miała już całkiem sporą temperaturę początkową, tak więc udało mu się dość skutecznie tą właśnie temperaturę zwiększyć.

Odetchnął nieco ciężej niż zazwyczaj, po czym spojrzał na Starweave i uśmiechnął się lekko.
- Powinna być wystarczająco ciepła. Chyba, że robicie herbatę... właśnie, do czego tak w ogóle tej wody potrzebujecie? - zapytał, gdy uderzyła go nagła ciekawość. Miał swoje podejrzenia, ciężko się było nie domyślać, ale też miło bo było na pewno wiedzieć, po co komu kilka litrów ogrzanej wody na środku pustkowia.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
- Coś tam wiem... połóż je na ziemi, spróbujemy. – Róg jednorożca zaświecił, niedługo po tym jak klacz wykonała polecenie. Obserwowała jak jego magia powoli zasila inkantacje. Starweave podejrzewała iż jednoróg korzysta z uproszczonej wersji pyrokinezy, przeznaczonej głównie do szybkiego ogrzewania samej powierzchni danego ciała, a nie całej jego objętości. Mimo wszystko, wyglądało na to że bez trudu udało mu się rozszczepić zaklęcie na wszystkie sześć buteleczek i sprostać wyznaczonemu zadaniu.

Sama pyrokineza nie była niczym szczególnie trudnym w użytku . Ale jej nauka oraz przyswojenie, jak najbardziej. Medyk nie był uzdolniony magicznie, ale w swoim fachu na pewno znał się odrobine na magii. Starweave zastanawiała się, czy by nie spróbować później wymienić się z nim swoją wiedza. Przy dobrych wiatrach, może uda jej się w jakimś stopniu opanować pyrokinezę; a przy jeszcze lepszych, może i zdoła czegoś nauczyć samego ogiera.

W końcu Starweave zarejestrowała spadek emisji energii, bijącej z rogu jednorożca.

- Powinna być wystarczająco ciepła. Chyba, że robicie herbatę... właśnie, do czego tak w ogóle tej wody potrzebujecie? – Jednoróżka przystawiła nóżkę do jednej z buteleczek. – Tak, taka temperatura będzie idealna. Spojrzała z uśmiechem na pyszczku w oczy jasnobrązowego ogiera. – A co do twojego drugiego pytania… - Ciemnogranatowa wydobyła ze swoich juków litrową butelkę soku marchewkowego. Faktycznie była to butelka od soku marchewkowego, lecz jej zawartość się nie zgadzała.

Starweave odkręciła trzy plastikowe butelki, oraz samo szklane naczynie, wypełnione w trzech czwartych jakąś białą substancją. Następne poczynania Star, ujawniły jej gęstą konsystencje. Jednoróżka zakropliła nią wodę w wszystkich trzech buteleczkach, po czym wszystkie nakrętki wróciły na swoje miejsca. Następnie schowała „Skoczek marchewkowy” z powrotem do swoich juków i pochwyciła w polu telekinetycznym ów trzy buteleczki, energicznie potrząsając nimi w górę i w dół. Ogier mógł zaobserwować jak z początku powoli rozprzestrzeniająca się biała klucha, błyskawicznie wymieszała się z wodą.

- …Potrzebujemy jej do bycia klaczami. – Starweave zachichotała spoglądając kantem oka na Iron. Do lewitowanych trzech buteleczek niebawem dołączyły pozostałe.

- Bardzo ci dziękujemy, a teraz pozwól że zajmiemy się sobą i trochę odpoczniemy po tym wszystkim. – Spojrzała z powrotem na ogiera, posyłając mu ciepły uśmiech. – Chodź Iron.- Skinęła na popielatą, po czym odwróciła się i powędrowała przed siebie. Lewitujac przed sobą wszystkie sześć buteleczek, minęła barykadę wychodząc za północny wóz obozowiska.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 12 gości