Ocena wątku:
  • 4 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii 2.0
Klacz porwała butelkę od zebry i skinęła głową w podziękowaniu. Zanim ogier zdążył jakkolwiek zareagować, wypiła duszkiem prawie całą zawartość butelki, wylewając trochę na własny pysk i siadając w kącie. Pomieszczenie szybko wypełniło się charakterystycznym, ostrym zapachem alkoholu.

Po wspięciu się do środka, ogier mógł zauważyć, że w pomieszczeniu znajdowało się jeszcze kilka ekranów, podwieszonych pod sufitem, od środka, nad rozbitym lustrem. Z jakiegoś powodu to pomieszczenie, w przeciwieństwie do korytarza wejściowego, nie posiadało zasilania, dlatego też próby włączenia terminala okazały się próżne.

Dokumenty pokryte były drobnym drukiem, zapiskami i specyfikacjami wykorzystującymi kody, które zebrze nie były znane. Niektóre kartki wręcz rozpadały się w kopytach, co jeszcze utrudniało ich przeczytanie. Koniec końców, oprócz loga Ministerstwa Technologii, nie znalazł na nich nic przydatnego.

W przeciwieństwie jednak do przeszukania szafek, które nie były aż tak uporządkowane. Wydawało się, że ktoś po prostu powrzucał co miał do nich, żeby oczyścić biurko. W jednej z szuflad zebra znalazła małą glinianą figurkę kucyka, która wyglądała jakby była wykonana przez dziecko. W innej znajdował się standardowy pistolet kalibru 10mm, oraz magazynek do niego, wciąż wypełniony pociskami. Oprócz kurzu, broń wydawała się nietknięta.

Może mniej przydatnym, ale za to o wiele smaczniejszym znaleziskiem była ukryta pod plikiem czystego papieru w najniższej szufladzie butelka Sparkle Coli, wciąż oryginalnie zamknięta.

Zebra zabrała się za sejf, zamierzając wypróbować swoje siły w otwarciu zamka… tylko po to, aby odkryć, że sejf nie posiadał tradycyjnego zamka. Jedynym co wydawało się stanowić interfejs opancerzonego schowka był mały kabelek wiodący z niego do wyłączonego terminala.

***

Robot stał przed Blue i wyglądał, jakby miał zaraz zamrugać. Gdyby tylko roboty mogły mrugać, to pewnie by tak się stało.
- Tylko uprawniony dowódca ochrony może autoryzować dostęp personelu do stacji ochrony - powiedziała maszyna.

- Kurwa. - skwitował to Sharp, zanim zauważył Star podchodzącą do niego i Blue. Na jej słowa zareagowały praktycznie tylko uszy ogiera, praktycznie kładąc się po sobie. No i pięknie.
- Star - powiedział głosem ze sztucznymi oznakami spokoju. Lata radzenia sobie z panikującymi pacjentami zrobiły wiele dla jego umiejętności narzucania spokoju innym, a nie miał zamiaru doprowadzać do kolejnego ataku paniki tej klaczy. Głowa bolała go już wystarczająco, jeszcze tylko brakowało, żeby uszy zaczęły mu krwawić od tych krzyków. A teraz jak by to powiedzieć bez narażania mojej głowy…
- Może i my weszliśmy, ale raczej nikt z nas nie zamknął za sobą drzwi - dodał w końcu.

// macie, odpiska spowodowana bezsennością :v
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Odpowiedz
Oczywiście, jednak uprawnienia które dostali to jednak za mało. Blue zaczynała się powoli zastanawiać czy lepiej nie było pozbyć się tego robota i samemu przeszukać tą dziurę. Na pewno było by to szybsze, ale pewnie mieli by przeciwko sobie systemy bezpieczeństwa co na pewno by nie ułatwiło im życia. Z zamyślenia nie wyrwało jej nawet dołączenie do nich Star. Sytuacja była delikatna, nie było czasu na sprzeczanie się. Stała ona tak chwilę patrząc się na robota i się zastanawiając nad swoim następnym krokiem gdy wpadło jej coś do głowy.

- Dobrze, to proszę nas zaprowadzić do dowódcy ochrony. - powiedziała w końcu do robota. Raz się udało, może i tym razem ta puszka nie będzie wiedział co zrobić.
[Obrazek: signature.php]
Odpowiedz
Xander tylko zmarszczył nos widząc i czując jak starsza klacz opróżniła butelkę bimbru. Jednak nie zwracał na to więcej uwagi i wszedł do stróżówki. Przez ten cały czas jak przeszukiwał pomieszczenie to nie znalazł wiele przydatnych rzeczy. Gdy podniósł małą figurkę to pobierznie ją obejrzał i rzucił za siebie. "Kawałek śmiecia..." Pomyślał krótko i zaczął szukać dalej.

Gdy skończył grzebać w szafkach to się uśmiechnął na swoje niewielkie znaleziska. "Nieźle! W miarę sprawny pistolet i Sparkle Cola." Jednak kiedy zabrał się za sprawdzenie terminala, sejfu i dokumentów to jego nastrój się pogorszył. "Cholerny złom, cholerni stalowi i cholerny sejf. Dlaczego musi być obsługiwany przez terminal?" Zebra sapnął tylko w frustracji. "Cóż chyba nic więcej tutaj nie zrobię..."

Młodzik popatrzył na drzwi które prowadzą dalej w głąb bunkra. Spróbował je otworzyć. Jeśli mu się uda, to ostrożnie sprawdzi czy po drugiej stronie jest bezpiecznie i ewentualnie ruszy dalej.
Odpowiedz
Rainfall zaklęła w duchu, spoglądając na Star w czasie gdy ta odchodziła. Chciała jej coś odpowiedzieć, ale nie miało to za dużo sensu - dopóki wykonała to, o co Rain ją poprosiła, to nie było powodu by ciągnąć tę dyskusję. Na szczęście handlarka zdołała choć częściowo przejrzeć na oczy i faktycznie podeszła do Sharpa, coś do niego mówiąc. Przez wszechobecne, ogłuszające dźwięki alarmu rozszyfrowanie jej słów okazało się niemożliwe.

Sama ciemnoniebieska, stwierdziwszy że nie ma sensu siedzieć za tą skrzynią samotnie i czekać, postanowiła niedługo potem dołączyć do reszty grupy. Nadeszła w momencie, gdy Sharp wspomniał coś o zamkniętych drzwiach. Klacz ziemna prychnęła, co chwilę spoglądając na odległy kąt pomieszczenia.

- Pewnie ta stara coś zjebała... a mogła zwyczajnie wrócić i mieć cały ten schron w zadzie - skwitowała dość głośno, trochę sepleniąc przez trzymany w pysku rewolwer; tym razem nie zamierzała go odstawić nawet na chwilę. Słysząc jak Blue zamierza ich zaprowadzić gdzieś wgłąb kompleksu kucyk zmarszczył czoło. Przy obecnym stanie rzeczy niezbyt się ta opcja Rain podobała, ale z braku alternatyw mogli równie dobrze sprawdzić, czy ten alarm da się jakoś wyłączyć. Pozostając w sporej mierze cicho, Rainfall udała się na bok, z rewolwerem wcelowanym gdziekolwiek robot zamierzał ich właśnie zaprowadzić.
Pięć warunków dobrego tłumaczenia:
Pierwszy: Znajomość języka i umiejętne jej wykorzystanie
Drugi: Możliwość poświęcenia się tłumaczeniu w czasie wolnym
Trzeci: Niewyobrażalny zapas chęci oraz samozaparcia
Czwarty: Znajomość uniwersum
Piąty: Odczuwanie przyjemności z tego, co się robi.

Każdy z tych warunków można porównać do części w mechanizmie zegarka: Brak jednej z nich powoduje zatrzymanie się całości.


Opad: Konioziemia - Projekt Horyzonty!
Odpowiedz
- Jestem ciekawa czy te wycie słychać również na powierzchni. - Powiedziała na głos klacz. W końcu to nie był pełnoprawny, przedwojenny schron Stable-Tec. Tylko jakaś ukryta placówka stalowych.
"Tylko jakaś przedwojenna placówka Stalowych. Słodka Luno to miejsce doprowadza mnie do obłędu." Zaraz potem podeszła do niej też sama Rainfall.

- Jaka znowu stara? Ten kobyła co weszła tu na początku razem z nami!? Z resztą nie ważne! - Starweave nie wiedząc za bardzo co ma robić i jak może się teraz przydać, zaczęła na powrót rozglądać się po pomieszczeniu.
Nagle do głowy przyszedł jej pewien pomysł, który to już raz pomógł jej uratować skórę. Rozglądając się po ścianach i nasłuchując wycia. Starweave starała się zlokalizować piszczałkę przymocowaną na jednej ze ścian. 
Wątpiła w to by była tylko jedna w całej placówce. Ale i tak powinno to choć trochę zmniejszyć poziom hałasu w tym pomieszczeniu i pozwolić obmyślić jakiś plan. 

Podeszła do jednej ze ścian i gdy w końcu stwierdziła że znalazła to czego szukała, otoczyła to swoją telekinezą. Następnie zaczęła ciągnąc z całej swej mocy, próbując wyrwać urządzenie ze ściany.

Odpowiedz
Gdy Xander zabrał się do drzwi, od razu zauważył, że były zamknięte. Nie posiadały też żadnego zamka w widocznym miejscu. Mimo tego, można by powiedzieć, że szczęście mu sprzyjało - drzwi były drewniane i niezbyt grube, a lata bez opieki sprawiły, że pokryte były drobnymi uszkodzeniami i ubytkami. Wyglądało na to, że solidny kopniak mógłby je bez trudu zniszczyć. Z drugiej strony, ogier nie miał żadnego sposobu na zbadanie, co znajduje się za nimi.

***

- Dowódca ochrony znajduje się w stacji ochrony. Obecny personel nie posiada autoryzacji dostępu do stacji ochrony. - Odpowiedział bezdusznie robot. Sharp pokręcił tylko nosem i rozejrzał się po pomieszczeniu.

Szybko zobaczył Star i Rain poszukujące czegoś, chyba źródła tego jazgotu. Nie komentując zachowania dwóch klaczy, rzucił tylko do Blue.
- W stacji pewnie jest szkielet, a ta puszka nas tam nie wpuści. - skrzywił się.

Źródło alarmu nie było trudne do zlokalizowania. Małych rozmiarów, a zadziwiającej mocy głośnik był jednak przymocowany mocno do ściany i ani myślał ruszyć się pod magicznymi wysiłkami klaczy. Telekineza nie była wszak najlepszym narzędziem do zastosowań siłowych.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Odpowiedz
What the kurwa fuck. Blue patrzyła się na robota zastanawiając się czy mu ktoś kabelków w tej puszcze nie pozamieniał. Najpierw twierdzi że nikogo nie ma i daje im uprawnienia, a potem kogoś jednak znajduje. Ta rozmowa do niczego nie doprowadzi w końcu stwierdziła Blue. Trzeba kończyć te negocjacje, ale wcześniej ostatnie pytanie.

- Ok. Możesz mi powiedzieć ostatnią rzecz? - odezwała się klacz do robota - Kim jestem i jakie mam uprawnienia?

Przynajmniej będzie wiedziała co może zrobić bez narażania się na systemy bezpieczeństwa.
[Obrazek: signature.php]
Odpowiedz
Widząc że ich wypad wgłąb podziemi się przeciągał, ciemnoniebieska westchnęła z poirytowaniem. Stanie w tym miejscu i próby ogarnięcia sytuacji naprawdę źle działały na jej psychikę. Po krótkim czasie kucyk ziemny zaczął przechadzać się po pomieszczeniu, aż w końcu spojrzała prosto na wyjący głośnik.

Rainfall, podobnie jak i Star, zaczynała mieć dość zarówno tego kompleksu, jak i alarmu który drążył do jej mózgu przez oba kanały słuchowe. Spoglądając po kolei na wszystkich, klacz ostatecznie podeszła na odległość kilku metrów od niewiarygodnie głośnego ustrojstwa, wycelowała... i pociągnęła za spust, posyłając kulkę prosto w stronę urządzenia.

- Starczy, kurwa! - powiedziała głośno, z wyraźnym poirytowaniem w głosie. Przy odrobinie szczęścia jedynym efektem tego posunięcia będzie błoga cisza.
Pięć warunków dobrego tłumaczenia:
Pierwszy: Znajomość języka i umiejętne jej wykorzystanie
Drugi: Możliwość poświęcenia się tłumaczeniu w czasie wolnym
Trzeci: Niewyobrażalny zapas chęci oraz samozaparcia
Czwarty: Znajomość uniwersum
Piąty: Odczuwanie przyjemności z tego, co się robi.

Każdy z tych warunków można porównać do części w mechanizmie zegarka: Brak jednej z nich powoduje zatrzymanie się całości.


Opad: Konioziemia - Projekt Horyzonty!
Odpowiedz
Xander popatrzył na drzwi i zmarszczył nos. "Co za debile robią drzwi bez klamek ani niczego podobnego?" Pomyślał sobie stukając kopytem lekko w drewnianą powierzchnię. "Wygląda na to że to drzewo już dawno zdążyło strupieszeć." Odsunął się od przejścia na krok i się zastanowił. "Najpewniej mógłbym to rozbić dobrym kopniakiem, posłać całe drzwi w drebiezgi... ale skąd mam wiedzieć co jest z drugiej strony. Wolałbym nie poczuć pod ogonem zimnej stali lufy jakiejś wieżyczki strażniczej po drugiej stronie." Wzdrygną się an samą myśl o tym że jego zadek zmieniłby się w sito, a ustami wypluwałby własne wnętrzności. Sekundę później tylko sapną sfrustrowany. "Dobra jeżeli mam to rozwalić żeby przejść dalej to przynajmniej chce być gotowy na cokolwiek co by się po drugiej stronie nie znajdowało." Z tą myślą kopnął w uprząż od swojej strzelby i załadował nabój do komory. "Mała zamknięta przestrzeń... to będzie ssać..." Zacisnął zęby i pociągnął za spust.

W mgnieniu oka w małym pomieszczeniu rozbrzmiał ogłuszający huk. - Kurwa... - Zebra zaklęła przez zęby gdy jedyne co słyszała to było dzwonienie w uszach. - Jak ja tego kurwa nienawidzę... -Warknął potrząsając głową i stukając się w uszy. Gdy młodzik zdołał odzyskać swoje zmysły w wymiernym stopniu to spojrzał na ziejącą dziurę w drewnianych drzwiach, którą zostawiły śruty typu 00. Ostrożnie podszedł bliżej zaglądając przez otwór i sprawdzając czy jest bezpiecznie. Wewnątrz było ciemno ale oczy Xandera już zaczęły się przyzwyczajać i potrafił rozpoznać większe szczegóły. Za drzwiami niezobaczył jednak zbyt wiele. Dalej w ciemności była tylko stroma klatka schodowa prowadząca w górę i w dół, zatrzymująca się jedynie na nieco szerszym podeście koło drzwi które przestrzelił. "Wygląda że czeka mnie trochę wspinaczki..." Westchnął w myślach rozbijając resztki drewnianych drzwi kopytem. "Na dwoje zebra wróżyła. Obstawiałbym że na górze jest może jakieś wyjście ewakuacyjne lub coś takiego. A na dole... Cóż, może tam być w chuj rzeczy... Zacznijmy więc od dołu." Po tym rozmyślaniu zabrał się za powolne i ostrożne schodzenie po schodach.
Odpowiedz
"Przeklęte kucyki ziemne, wszystko muszą zrobić takie wytrzymałe. Nawet kabla nie widać, musiał zostać schowany do ściany. "Star wydała z siebie umęczony jęk, kiedy jej telekinetyczne zmagania nie przynosiły żadnego efektu. Mimo tego próbowała dalej, jeszcze bardziej wytężając swoje wysiłki. Próbowała się skupić, ale jej złość i otumaniający hałas, sprawiały, że światło bijące z rogu klaczy jednorożca co chwila przygasało, bardziej przypominając teraz prace zepsutej lampy.

Nagle rozległ się dudniący huk a piszczałkę rozwaliło w drobny mak. Róg klaczy momentalnie zgasł, a ta patrzyła się na ścianę z szeroko otwartymi oczami i opadłą szczęką na pysku. Powoli oderwała swój wzrok od miejsca, gdzie chwile temu znajdował się głośnik, obracając swoją głowę w kierunku Rainfall. Owa klacz stała tuż koło mniej z pistoletem w pysku. Starweave powoli zamknęła swój, ale nic nie powiedziała, wpatrując się w kucyka ziemnego.

Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości