Ocena wątku:
  • 4 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii 2.0
Blue stała pode ścianą obserwując na zmianę poruszającą się w stronę wolności klacz i alejkę w której się znajdowali. Jak na razie wszystko szło jak powinno i Blue miała nadzieję że tak pozostanie. Ale oczywiście życie musiało mieć inne plany.

Blue z przerażeniem obserwowała jak dwóch strażników wchodzi w alejkę od przeciwnej strony. Nie była ona przerażona strażnikami, z nimi by sobie pewnie poradziła, ona się bała co się będzie zaraz działo w tej alejce gdy dojdą oni do zastawionej tam pułapki. Nie czekając na dalszy rozwój sytuacji, obróciła się szybko i ruszyła galopem w kierunku jej nowego towarzysza. Niestety nie zdołała ona pokonać kilku metrów gdy do jej uszu dotarł odgłos wybuchu.

Łapiąc za pomocą telekinezy leżącą na ziemi klacz której najwyraźniej od wybuchu pomyliły się kopyta i podnosząc ją do góry, Blue szybko dociągnęła ją do końca budynku i wepchnęła za róg.

- Dobra, wygląda na to że skończył nam się czas na spokojne skradanie. - powiedziała Blue do klaczy cały czas poruszając się przy klaczy, pilnując żeby tamta się przypadkiem nie zatrzymała i prowadząc ją wokół wzgórza na którym zaczęła się jej przygoda w miasteczku które właśnie opuszczała - Obawiam się, że zaraz zwali nam się na łeb całe miasteczko. Spróbujemy się trzymać zbocza, jak dobrze pójdzie to zdążymy się za nim schować nim tamci wyjdą z pomiędzy budynków.
[Obrazek: signature.php]
Odpowiedz
Xander obserwował bez słowa jak klacz wyruszyła odwracać uwagę chodzącego strażnika. Stał cicho nasłuchując jak rozwinie się sytuacja. Przesyłka jaką pozostawił mu niebieski jednorożec nie należała do lekkich. Po jakiejś chili Blue ponownie się pokazała zza rogu oznajmiając że droga jest czysta. Młodzik miał już serdecznie dość tego miejsca jak i również tej misji, więc postanowił się podporządkować planowi klacz. Miał spierdalać i nie obracać się do tyłu. Poniekąd pasował mu ten plan. Gdy klacz znowu gdzieś zniknęła Xander ruszył ostrożnie za kolejny budynek i następnie wzdłuż podnóża góry by wydostać się poza granice miasteczka. Jeśli Zebrze uda się wyjść bezpiecznie z miasta przejdzie ona jeszcze kawałek w tym samym kierunku i zakręci w stronę obozu karawany.
Odpowiedz
Klacz cichcem syknęła i odsunęła szybko kopyto po czym po wnikliwym obejrzeniu go stwierdziła brak poważnych obrażeń, a jedynie ból.
No ale była zadowolona z siebie! ognicho płonęło i dawało ciepełko, może nie można było czegoś podgrzać albo upiec ale to się za jakąś chwilę zmieni. Chyba nie jest tak źle jak mogło by być. Popielata klacz rozglądnęła się dookoła i stwierdziła że nie stanie się nic złego jeśli przeglądnie swoje zapasy i inne cholerstwo.

Otwarła więc juki i pierwsze co z nich wyciągnęła to pusta i wyczyszczona łuska którą wsadziła sobie do pyska niczym papieros, potem wydobyła książki które zabrała z schronu i zaczęła je przeglądać. Jej wzrok na chwilę padł na antycznego robota wpakowanego w jej obszerne juki co z automatu przypomniało jej że będzie potrzebna krótka konsultacja z jakimś jajogłowym w sprawie tego sprzętu i jego potencjalnego uruchomienia tudzież rozebrania na części.
Jeszcze chwilę studiowała o czym traktują starodawne pisma po czym włożyła je do juków które zaraz zamknęła, teraz z kolei musiała sprawdzić trzy rzeczy, ale musiała odsunąć się od ognia co zrobiła siadając jakieś pół-metr od "głównego rdzenia obozu". Wydobyła zręcznie pistolet i sprawdziła czy wszystko jest w porządku. Potem przyszła kolej na karabin i nóż.

Wszystkie te czynności nie przeszkodziły jej w mieniu na uwadze dobra ogniska i tego czy płonie czy nie więc co jakąś chwilę zerkała na takowe po raz kolejny dla bezpieczeństwa sprawdzając broń. Chwilę potem wykonała coś w stylu porannych ćwiczeń i wróciła do ogniska, wygrzebała z kieszeni kurtki harmonijkę i zaczęła grać leniwą melodię.
[Obrazek: cgnimLq.png]
Odpowiedz
Łańcuch zatrzymał klacz jednorożca w odległości ponad dwóch metrów od Picky'ego. Kucyki które ich uwięziły zadbały o to, żeby nie mogli do siebie nawzajem podejść. Wraz ze strażnikiem wciąż przebywającym za drzwiami i zaglądającym w nieregularnych odstępach czasu do pokoju mocno ograniczało ich opcje.

Ogier podniósł ponownie łeb. Spojrzał na April, a potem na swoją żonę. Widać było, że wahał się.
- To się nie uda... - skomentował cicho, ale wyciągnął ukrytą w ogonie spinkę za pomocą pyszczka i spojrzał na zamek uniemożliwiający mu odpięcie się od łańcucha.
- Nawet jak otworzymy te, drzwi już nie. A kiedy znajdą nas odpiętych, to... - przerwał, zamykając oczy. Po chwili je otworzył i spojrzał na dwa pozostałe kuce w pokoju. Wyglądało na to, że szukał jakiegoś potwierdzenia jego słów, jakiegokolwiek sygnału, że którakolwiek się z nim zgadza. Wiedział od początku, że takiego nie znajdzie, ale i tak czekał. Pokręcił głową, po chwili rozpoczynając próby sięgnięcia pyszczkiem i kopytkami do zamka.



Starszy ogier skierował swoje kroki ku wyjściu. Był głodny, spragniony i osłabiony. Magia medyczna nie była idealna, nie mogła wyleczyć wszystkiego. A zwłaszcza nie gdy użyto jej tak mało. Nie istniała też żadna magia w butelce która umożliwiałaby wyeliminowanie zmęczenia z życia kucyka. Owszem, istniały narkotyki oferujące takie cuda, ale było to jedynie złudzenie. A nawet gdyby, to Maksim nie miał takich przy sobie.

Gdy tylko ogier wyszedł z budynku we wiosce, niczym salwa na powitanie, rozległ się kolejny wybuch. Na szczęście rozległ się on dokładnie po drugiej stronie osady. Co pozostawiało go z dokładnie takim samym zestawem opcji jak wcześniej.



Blue udało się uciec na róg wraz z niepełnosprawną klaczą. Wyglądało na to, że wybuch granatu odwrócił uwagę strażników na tyle, że nie widzieli uciekających klaczy. Problem leżał gdzie indziej: ten sam wybuch granatu zaalarmował też resztę strażników. Już teraz Blue mogła usłyszeć krzyki i odgłos galopującego kucyka. EFS informował, że zbliżała się do niej przynajmniej trójka strażników.

Nawet jeżeli nie wiedzieli gdzie dokładnie jest klacz, było to kwestią czasu jeżeli się nie ruszą. A z takim towarzyszem ucieczki mogło się to okazać utrudnione. Klacz była wychudzona i nie za duża, więc jej waga nie była dużą przeszkodą dla użycia telekinezy. Jednakże istniały inne problemy z tym rozwiązaniem.

Na szczęście klacz wydawała się być zdeterminowana. Skinęła głową potwierdzająco. W jej oczach widać było strach, ale nie pozwalała się mu sparaliżować.



Xanderowi udało się przejść ładny kawałek zanim od strony wioski rozległ się kolejny wybuch. Przeszedł pokaźną część równiny rozciągającej się na południe od wioski, jednakże od dających ukrycie wzgórz dzieliło go przynajmniej dziesięć minut marszu: waga spoczywająca na jego grzbiecie skutecznie uniemożliwiała jakiekolwiek próby przyspieszenia, pozostawiając młodego ogiera bez wielu opcji. Znajdował się jednakże daleko od wioski i wyglądało na to, że w najbliższym czasie nikt nie ma zamiaru się nim interesować.



Starszy z najemników spojrzał na podchodzącą Rain i skinął głową na powitanie. Młodszy nie zareagował w żaden sposób oprócz chwilowego położenia uszu po sobie.

Bardziej doświadczony kucyk odsunął się od brahmina by porozmawiać z klaczą.
- W jak najlepszym. Harry obtarł sobie nieco nogę śpiąc na kamieniu, ale nie powinno to przeszkadzać w ciągnięciu wozu - powiedział, wskazując przednim kopytem na nogę o której wspominał. Sam Harry odwrócił powoli łeb, spoglądając spokojnym jak niemalże zawsze u brahmina wzrokiem. Jego druga głowa nie zareagowała w absolutnie żaden sposób.



Iron wzięła się za czyszczenie i sprawdzanie swojego ekwipunku. Sharp zdecydował, żeby na razie jej nie przerywać. Z tą klaczą było coś nie w porządku i wolał jej nie podpadać gdy miała w kopytach broń, a ich życie nie zależało od tego czy współpracują.

Ogier pokręcił nosem, wciąż przenosząc skrzynkę po skrzynce na wóz. Skrzynie były różnej wielkości i wagi, zawierały też przeróżne cenne ładunki, a medykowi zupełnie nie chciało się tego z powrotem segregować. Nie miało to żadnego znaczenia, więc po prostu układał skrzynki jak mu pasowało. Pilnował przy tym aby na wozie pozostało wystarczająco wolnego miejsca żeby można było tam chwilę odpocząć, albo się ukryć.

Ze względu na typowo odmóżdżający charakter zajęcia, jego myśli co chwila wracały do pewnej niebieskiej klaczy, która miała tylko wykonać rekonesans i wrócić. Czyli powinna już dawno być tutaj! Spojrzał ponownie w kierunku północnym nad, malejącą już, barykadą ze skrzyń.

Martwił się o nią, ale nie mógł pozwolić, aby to w jakikolwiek sposób zakłóciło jego decyzje, autorytet, bądź też wątpliwe umiejętności dowodzenia.
Spojrzał na skrzynkę, którą właśnie miał podnieść. Widoczny był na niej napis "konserwy". Ogier zapytał się samego siebie "Czemu nie?", po czym otworzył drewniane pudło. Faktycznie, było tam całkiem sporo różnych konserw. Wyjął kilka najbardziej popularnych. Skłoniły go do takiego wyboru dwa fakty. Raz: najpopularniejsze konserwy oznaczały, że większej ilości kucyków będzie to smakować i nikomu nie powinny zaszkodzić. A dwa: były nieco mniej warte od tych bardziej 'egzotycznych', co oznaczało mniejszą stratę z powodu konieczności zjedzenia części zapasów.

Spojrzał na swój wybór. Mieszanka warzywna, konserwa jabłkowa, tam coś z siana... niedużo smaków, ale wystarczająco dużo jedzenia, żeby nie głodowali od rana. Przelewitował konserwy w pobliże Iron, żeby na chwilę odwróciła uwagę od swojej broni i posłuchała go.

- Postaraj się przygotować to w taki sposób, żeby było zjadliwe - powiedział do klaczy, po czym wrócił do przerzucania skrzyń. Owszem, zdecydowaną większość z tych konserw można było bez ryzyka jeść na surowo, ale o wiele lepiej smakowały podgrzane. Jak ktoś lubił eksperymentować bądź też po prostu się na tym znał, mógł zrobić z nich całkiem smaczne potrawy. Ogier nigdy takiego daru nie posiadał, ale nie miał też dużych wymagań. Wolałby też, żeby Iron za dużo nie kombinowała z żywnością, ale musiał jej w tej chwili zaufać w kwestii przygotowania dla reszty posiłku który by nie zawierał narkotyków, alkoholu ani żadnej innej 'ciekawej' substancji.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Odpowiedz
- Na pewno sobie poradzisz słodziutki. A jak otworzą drzwi, to wymyślę coś, by ich jakoś załatwić...

Uśmiechnęła sie do niego ciepło a potem potaknęła jego żonie i spojrzała na swój PipBuck by określić czy za drzwiami nie wracaja strażnicy. Ostrzeglaby ich gdyby się zbliżali.

- Hej, te zamki są zatrzaskowe czy musieli przekręcic klucz by sie zatrzasneły? Jak na kluczyk, to możemy udawać, że wciaż są zamknięte na naszych szyjach i ich zaskoczyć... Jednego z nich bym mogła udusić...
Odpowiedz
Cały czas poruszając się do przodu Blue zerkała co chwilę to na klacz idącą obok niej a to na osadę którą zostawiali za sobą. I to co widziała nie poprawiało jej humoru, duże ilości kresek na EFSie poruszające się w jej stronę. W tempie w jakim się aktualnie poruszali ich złapanie było tylko kwestią czasu. Zerkając po raz kolejny na klacz obok niej, Blue doszła do wniosku że nadszedł czas na zwiększenie ich prędkości odlania się od niebezpieczeństwa.

- Dobra, zaraz zrobię coś głupiego, więc się trzymaj i postaraj się nie krzyczeć za głośno. - powiedziała Blue do mniejszej klaczy po czym podniosła ją do góry za pomocą telekinezy uważając przy tym na łańcuch który cały czas zwisał jej z szyi a sama ruszyła sprintem wzdłuż zbocza. Miała ona tylko nadzieję, że starczy jej siły do momentu kiedy będą bezpieczne i nie padnie po drodze ze zmęczenia.
[Obrazek: signature.php]
Odpowiedz
Klacz z wielolufowym działem kiwnęła głową, słysząc wieści o stanie zdrowia jednego z braminów, po czym spojrzała na obracającą się w jej stronę głowę. Było coś dziwnego w tych stworzeniach... Niby inteligentne, a tak prostoliniowe. Jedne z niewielu rodzajów stworzeń na pustkowiach potrafiące mówić po kucykowemu.

Nie było tu nic do dodawania. Generalnie wieści były dobre, i to było najważniejsze. Rainfall skinęła głową, spoglądając na młodego i marszcząc czoło. "Hej, młody. Głowa do góry. Jeszcze żyjesz, prawda? Wszystko będzie w porządku." Słowa, które miały na celu dodać ogierowi otuchy, zabrzmiały dziwnie w ustach najemniczki z potworkiem u grzbietu. Następnie ta zwróciła się do starszego. "Co zamierzacie teraz zrobić?"
Pięć warunków dobrego tłumaczenia:
Pierwszy: Znajomość języka i umiejętne jej wykorzystanie
Drugi: Możliwość poświęcenia się tłumaczeniu w czasie wolnym
Trzeci: Niewyobrażalny zapas chęci oraz samozaparcia
Czwarty: Znajomość uniwersum
Piąty: Odczuwanie przyjemności z tego, co się robi.

Każdy z tych warunków można porównać do części w mechanizmie zegarka: Brak jednej z nich powoduje zatrzymanie się całości.


Opad: Konioziemia - Projekt Horyzonty!
Odpowiedz
Xander po dłuższej chwili marszu usłyszał kolejną eksplozje granatu elektromagnetycznego. Na chwile zatrzymał się i odwrócił głowę w stronę miasteczka z którego uciekał. - "Dywersja, psia twoja mać Blue... Ale jak chcesz się bawić to baw się dalej, beze mnie." - Młodzik odwrócił się z powrotem w stronę którą szedł wcześniej. Po kilku krokach odetchną głębiej z lekką ulgą. - "Przynajmniej odciąga uwago ode mnie... Do pagórków mam jeszcze kawałek, ale jakoś sobie poradzę. Wypadało by się jeszcze przygotować na wypadek gdyby to ścierwo na moich plecach się obudziło."

Zebra naciągnęła mechanizm siodła co sprawiło że załadował on nabój z magazynka do komory nabojowej wewnątrz strzelby. Uważał oczywiście by nie zrzucić przypadkiem jeńca z grzbietu. - "Dobra, jestem zabezpieczony... Teraz naprzód i z powrotem do obozowiska, i zostawić im ładunek." - Po krótkim stwierdzeni Xander ruszył w stronę wzgórz przed nim się znajdujących.
Odpowiedz
PipBuck April, a dokładniej zaklęcie EFS, sprytnie podłączające się do jej wizji za pomocą zaawansowanej technologii magicznej, odbierał sygnatury form życia. Nikt do tej pory nie mógł rozgryźć jakim cudem zaklęcie decydowało, które sygnatury były istotne, a które nie, ale działało i tylko to się liczyło. W tej chwili dla klaczy działało wręcz za dobrze, pokazując plątaninę sygnatur przyjacielskich i wrogich, odbieranych z różnych stron, odległości i wysokości. Nie było żadnej możliwości stwierdzić, które z czerwonych pasków się zbliżały, które oddalały, albo na jakim poziomie były. EFS niewiele jej mógł pomóc w tej sytuacji. Jednakowoż po bardziej konwencjonalnych metodach wykrywania przeciwnika, jak słuch, można było sądzić, że żaden se strażników nie miał na razie zamiaru wracać.

Picky wziął się do roboty. Musiał mocno wygiąć szyję, żeby dostać się do zamka. Po wyrazie jego pyszczka widać było, że taka gimnastyka w metalowej obroży była cokolwiek bolesna, ale mimo tego udało mu się jakoś dostać do zamka i zacząć działać cuda za pomocą pyszczka i kopyt.
Na pytanie April ogier odpowiedzieć nie mógł z powodów oczywistych. Towarzysząca mu klacz odwróciła się do jednorożca, spoglądając nie na nią samą, a na zamek obroży.

- Wygląda na to, że są zatrzaskowe... ale nie wiem. Masz jakiś plan? - żona Picky'ego zapytała z nadzieją w głosie.



Trójnoga klacz pisnęła z zaskoczenia, gdy została uniesiona w powietrze, ale nie zaprotestowała w żaden inny sposób. Oba kucyki rzuciły się do szaleńczej ucieczki. Blue szybko odkryła, że lewitowanie klaczy, choć na pewno łatwiejsze od niesienia jej na grzbiecie, też wymagało od niej dozy wysiłku i skupienia.

Użycie telekinezy niosło ze sobą też inne ryzyko. O czym niebieska klacz szybko się przekonała. Po przebiegnięciu około stu metrów Blue usłyszała krzyki.
- Tam są! Świecą się jak ghul w kraterze! - krzyknęła jakaś klacz. Światło rogu Blue musiało zwracać uwagę, nawet jeżeli zaczynało już świtać. Jednakże nie przestawała biec, zmniejszając swój dystans do celu, który miał jej i jej nowej przyjaciółce dać jakąś ochronę przed strażnikami.

Zanim klacz zdążyła zareagować, rozległ się pierwszy strzał. Za hukiem, który musiał pochodzić z karabinu snajperskiego, podążyło uderzenie pocisku w kamień, ledwie metr od biegnącej klaczy. Drugi pocisk trafił przed nią. Pozostało jej do osłony dawanej przez wzgórza jeszcze przynajmniej ze dwieście metrów.



Xander ledwie dotarł do pagórków i ich zbawiennej osłony dawanej przez nieliczne, martwe drzewa i trochę skał, gdy od strony wioski rozległy się charakterystyczne wystrzały karabinowe. Gdy ogier zebry odwrócił się, mógł bezproblemowo zobaczyć dramatyczną scenę ucieczki Blue... i jakiegoś trójnogiego kucyka.



Młodszy z najemników odwrócił łeb w stronę Rain, nie przerywając czynności czyszczenia grzbietu brahmina. Jego wzrok zdawał się być utkwiony w wielolufowym działku masywnej klaczy. Ogier nic nie powiedział, tylko wrócił do swoich obowiązków.

Jego starszy kompan tylko spojrzał na niego ze smutkiem, po czym z powrotem zwrócił wzrok ku ziemnej klaczy. Jeżeli miał mówić cokolwiek o swoim podopiecznym, to na pewno nie przy nim.
- Teraz? Zajmować się brahminami, póki nie dotrzemy do jakiegoś celu. Nie mamy innych opcji - powiedział, po czym rzucił okiem na młodszego 'najemnika' - jakoś nie wyobrażam sobie nas dwóch, samych na pustyni - spróbował zakończyć żartem. Głos, w którym słychać było wyraźne echo smutku, zwłaszcza przy słowie 'samych' spowodował, że w żadnym wypadku nie przypominało to żartu.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Odpowiedz
Xander wreszcie znalazł się przy pierwszym celu swojej ucieczki. Niewielkie wzgórza i to co na nich się znajdowało, dawały mu trochę osłony przed ewentualną niechcianą uwagą. Gdy znalazł się pomiędzy wyschniętymi pniakami i skałami do jego uszu dobiegły odgłosy strzałów z karabinu. Czując się nieco pewniej, młodzik odwrócił głowę w stronę miasteczka.

Obserwował przez moment jaką to Blue uskutecznia technikę ucieczki, wlokąc za sobą kalekiego kucyka. - "Świetnie, baw się teraz jeszcze w bohaterkę i obrończynie uciśnionych... ja pierdole. Wiesz co, kazałaś mi iść i nie patrzeć do tyłu... Po tym wszystkim, bardzo chętnie posłucham twojej rady. Radź sobie, tak jak ja zawsze musiałem. Mam tylko nadzieje że będziesz trzymała siebie i swoje kłopoty z dala ode mnie." - Xander skrzywił się lekko na to patrząc, po czym ruszył próbując przyśpieszyć kroku. Szedł dalej pomiędzy pagórkami próbują uniknąć spotkania zarówno z niebieskim jednorożcem jak i jego pościgiem.
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości