Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 1
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii
Opowiadanie Star nie było nic nadzwyczajnym na pustkowiach. Wiele kucy uważało że nie są niczym niezwykłym i ich przeżycia nie są interesujące i nie warte opowiadania. W kilku przypadkach może i by było to prawdą, ale znając rzeczywistość pustkowi, historia tych kucy nie należała do najprzyjemniejszych i po prostu nie chcieli oni rozdrapywać starych ran. Był to sposób na ucieczkę od złych wspomnień.

Opowiedzieć o sobie.

Blue nie była wyjątkiem. Na całych pustkowiach był może jeden kucyk który znał jej historię i to nie całą. Nie należała ona do najprzyjemniejszych opowiadań, za dużo cierpienia, nie przyjemnych wspomnień oraz niepotrzebnej śmierci. W tym momencie jej historia była raczej czymś od czego chciała uciec a nie wracać.

Ale z drugiej strony, White już się podzieliła sporą częścią swojej historii i raczej niegrzecznym by było nic jej nie powiedzieć. W każdym razie, nie trzeba jej mówić wszystkiego.

Blue siedziała chwile w ciszy zastanawiając się nad tym co powiedzieć gdy Star powiedziała że musi iść i coś zrobić. Obserwowała ona chwile jak tamta powoli zmierza w kierunku Rainfall.

-A więc chcesz żebym opowiedziała ci swoją historie, - zaczęła Blue obracając głowę w kierunku White - ale muszę cię ostrzec, nie jest ona bardziej ekscytująca niż opowiadanie Star.

- Jak już pewnie zauważyłaś, ja też wyszłam na pustkowia ze stajni. - powiedziała podnosząc swoje kopytu i pokazując swojego PipBucka - Po jej opuszczeniu trafiłam do jednego z większych miast gdzie przez ponad 5 lat jakie tam spędziłam, pracowałam prawie w każdym dostępnym tam zawodzie, od prac fizycznych aż po robotę papierkową. Pomogło mi to bardzo w poznaniu zasad jakie panują na pustkowiach. Ale życie w wielkim mieście nie było dla mnie, za tłoczno i za duża konkurencja, więc ciężko było rozkręcić własny interes o którym wtedy marzyłam już od dłuższego czasu. Postanowiłam więc zabrać oszczędności i uciec do jednego z mniejszych, dopiero powstających miasteczek. Kupiłam niewielki domek w New Appelosie i otworzyłam tam warsztat. Nawet nie masz pojęcia jak dużo rzeczy mają do naprawy kuce w tak niewielkiej miejscowości. Prowadziłam ten warsztat przez ponad 3 lata i niestety, znudziło mi się to. Szukając odmiany w życiu zaczęłam podróżować z karawanami z jednego końca pustkowi na drugi. Podróżowałam prawie 2 lata, zwiedziłam przez ten czas prawie każde większe miasto na pustkowiach i poznałam kilkoro naprawdę ciekawych kucy włączając w to Sharpiego który tu gdzieś się kręci. Potem wróciłam na rok do domu z powrotem otwierając warsztat i prowadząc go przez kolejny rok. Ale że w New Appelosie nigdy nic się nie dzieje, znów postanowiłam wyruszyć z karawanami i tak jeżdżę z nimi do dnia dzisiejszego.

W czasie jak Blue opowiadała skróconą i ocenzurowaną wersje swojego życia woda w czajniku się zaczęła gotować. Nie przerywając monologu wyciągnęła ona z torby po raz kolejny kubki i termos. Napełniając kubki herbatą podała jeden White po czym resztę wlała do termosu zapełniając go herbatą na później.

- I tak mniej więcej wygląda moje życie na pustkowiach. - powiedziała kończąc opowiadanie - Myślę że jak skończę z tą karawaną wrócę na jakiś czas do domu i trochę odpocznę od tych wszystkich przygód. Po za tym nie wiem czy już nie najwyższy czas gdzieś się osiedlić na stałe.
[Obrazek: signature.php]
Starweave nie była zachwycona reakcją Rainfall. Jednoróżka liczyła, że ta od razu będzie do jej dyspozycji, zamiast tego czekała ją rozmowa i rozwiązanie problemów klaczy. Skrupulatnie wysłuchała wszystkiego co Rainfall miała do powiedzenia. Najwyraźniej ciemnoniebieską najbardziej bolały dwie rzeczy, brak uzbrojenia oraz bieżących informacji. Star już chciała coś powiedzieć, ale Rain uprzedziła ją jeszcze raz dziękując za szampon.

- Oczywiście, zapomnijmy o tej całej przykrej sprawie, i naprawdę, nie ma za co. – Powiedziała stanowczo Starweave, wykonując przy tym kilka drobnych, aczkolwiek energetycznych kiwnięć w lewo i w prawo.

- Co do wspomnianej przez ciebie trójki… - zrobiła krótką pauzę. – Zamaskowany i medyk znajdują się na zewnątrz obozowiska. Jednoróg wziął go na rozmowę w cztery oczy. Skoro do tej pory nie padły żadne strzały, to najpewniej oznacza to iż w tej chwili płyną tam informacje. Iron natomiast czuwa w pobliżu aby wymiana tych informacji, była dla naszego medyka jak najbardziej bezpieczna.

- Jeżeli chodzi o obecny stan naszej ekipy, to masz w zupełności rację. Absolutnie nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Wydawało mi się, że wszyscy będą dbać i wyłącznie o własne zadzisko, a gdy tylko bitewny kurz opadnie, rzucą się do plądrowania pozbawionej właściciela karawany. Faktycznie skoro stan względnego spokoju i chęci współpracy utrzymuje się tak długo, dobrze było by to wykorzystać jak najszybciej. – Po krótkim namyśle klacz zaczęła mówić dalej.

- Właściwie to musze przyznać iż jestem mocno zdziwiona tym, że jeszcze do tej pory nie znalazł się zastępca szefa. – Star mówiła luźno i spokojnie, to był ten typ charakteru z którym spotkała się już w swojej Stajni. W niebieskociemnej klaczy widziała kogoś, komu będzie mogła dosyć mocno zaufać. Dobrze wiedziała, że na pustkowiach takie kucyki są warte całych ton kapsli. Star mogła by się założyć, że gdyby Rainfall się postarała, bez problemu znalazła by się w dobrze opłacanej, prywatnej świcie jakiejś ważnej osobistości.

Star odwróciła się spoglądając na „potworka” przy ognisku. – Ale dość już o tym, zobaczmy czy uda się coś zrobić z twoim stalowym przyjacielem. – Zamknęła oczy skupiając się na zaklęciu telekinezy. Jej róg jak i powierzchnia miniguna zaświeciła właściwym dla Starweave kolorem magii. Jednak potworek tylko się zatrząsnął, a sama Starweave szeroko otworzyła swoje oczy. – O rzesz kurde, jakie to ciężkie. – Jednoróżka skupiła się mocniej i po paru sekundach wraz z drobnym jękiem pochodzącym od wysiłku, potworek grzecznie zaczął wędrować w stronę klaczy. Po krótkiej chwili cały sprzęt leżał tuż przed klaczą.

- White Staple bardzo ładnie śpiewa. Ta mała może mieć kluczowe znaczenie w podniesieniu psychiki tamtych najemników. O ile jej własna za szybko nie upadnie – dodała po chwili wzdychając. Star bacznie przyglądała się wszystkim mocowaniom oraz klamrą, które były odpowiedzialne za przytwierdzenie całości do boku kucyka.

- Dobra, pomogę ci go założyć. Chyba dam radę orientacyjnie ogarnąć mocowania. Jak by co instruuj mnie. – powiedziała utrzymując skupienie, gotowa do lewitacji.

<Star będzie słuchać i wypełniać komendy Rainfall. Rainfall ma prawo pokierować poczynaniami Star w następnym poście i tylko w zakresie zakładania miniguna, oraz jego mocowaniu.>
Sharp skinął głową na propozycję imienia podaną przez zebrę. Tak, to powinno się nadać, stwierdził w myślach. Imię pasowało do kucyka, zwłaszcza do scavengera. Teraz tylko trzeba było wrócić do karawany, zorganizować jakoś wszystkich... i co? Medyk westchnął w głowie. Nie wiedział kompletnie, co powinni dalej zrobić. Chciałby podążać starą zasadą niemalże każdej karawany, w której był. "Ładunek ma dotrzeć do celu."
Trzeba będzie zatem ruszyć te pozostałości obsady. Brahminy wszak żyły, przynajmniej w trzech wozach, a czwarty mogą i pociągnąć same kucyki. Była to całkiem popularna praktyka zarówno u samotnych handlarzy, jak i u karawan, które nie mogły sobie pozwolić na utrzymanie brahminów.

Kucyki ziemne dobrze się sprawdzały jako siła pociągowa. Może i ktoś by stwierdził, że to rasistowskie stwierdzenie, ale ich naturalne siła i wytrzymałość pozwalały na wytrzymywanie o wiele dłuższego czasu przy robieniu za napęd przy o sporo cięższych pojazdach, niż tych które mógłby od biedy pociągnąć Sharp czy Blue. Medyka zawsze ciekawiło, czy zebry podzielały tę właśnie wytrzymałość, ale uznał, że lepiej teraz nie pytać.

- Tylko go nie zapomnij, było by szkoda, bo to jest jednak kawałek całkiem ładnej broni - usłyszał słowa zebry. Skinął głową w uprzejmym podziękowaniu. Mało prawdopodobne było, by zapomniał o swojej broni, aczkolwiek podczas rozmowy z Xanderem kompletnie mu to wyleciało z głowy. Jednorożec złapał rewolwer w pole telekinezy, po czym podniósł go do swoich oczu i obejrzał pobieżnie. Rewolwery były wytrzymałe, co było w opinii Sharpa ich główną zaletą względem pistoletów półautomatycznych. Ale, mimo wszystko, przed schowaniem do kabury broni, dokonał tej jakże pobieżnej inspekcji, notując w głowie też, by dokonać dokładniejszego przeglądu każdej sztuki swojego uzbrojenia gdy wróci na wóz. Od początku podróży nie robił tego, a bywał na tym punkcie nieco nadgorliwy. Nie chciałby wylądować z awarią broni pod ostrzałem.

Wszedł do obozu, ruchem głowy wskazując Xanderowi... Rusty'emu, do cholery, poprawił się w myślach. Musiał zacząć myśleć o nim jako o Rustym, żeby mu się nie wymknęło prawdziwe imię zebry przy innych.

Zobaczył Blue mówiącą o czymś do klaczy ze stajni. Przez głowę jednorożca przebiegło ważne pytanie: co ona wie? Podążały za nim inne pytania, różnego rodzaju. Po krótkiej chwili, która dla niego wydawała się o wiele dłuższa, medyk po prostu ruszył przed siebie i, korzystając z krótkiej przerwy w rozmowie, a nie mógł dosłyszeć o czym konkretnie klacze rozmawiały, przywitał się. Choć może to za dużo powiedziane w jego przypadku. Skinął głową w geście powitania i położył się obok rozmawiających kucyków. Zauważył termos z herbatą i kubki trzymane przez Blue i drugiego kucyka.
- O, herbata. Jest jeszcze trochę? - zapytał się przyjaciółki.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Wsłuchiwała się w słowa Star z mieszanymi uczuciami. Gdy owa klacz zaczynała, to myślała, iż usłyszy ciekawą historię z życia. Dostała jednak tylko... kilka słów oraz próbę wykręcenia się. White nie była głupia, i wiedziała, że kucyki, które celowo ukrywają swoją historię, bądź zniechęcają do jej wysłuchania coś ukrywają. Nie zdążyła jednak dalej drążyć tematu, i dociekać, gdyż Star ponownie zabrała głos.

- Poza tym, przypomniało mi się coś ważnego i obawiam się, że będę Panie musiała na chwile przeprosić – Po tych słowach klacz wstała, a następnie gdzieś się udała. Jednak po kilku krokach odwróciła się ponownie do White. – Ale potem mi jeszcze zaśpiewasz, nie ma lekko na pustkowiach - powiedziała, i uśmiechnęła się. White zdobyła się jedynie na niewielki, wymuszony uśmiech.

Następnie głos zabrała Blue, która po jakimś czasie, od odejścia Starwave postanowiła opowiedzieć swoją zminiaturyzowaną historię. Białogrzywa klacz wywnioskowała dwie rzeczy. Pierwsza była taka, iż Blue nie chciała opowiadać o sobie w towarzystwie Star, bądź też sporo myślała nad tym, czy jednak to powiedzieć. To jednak było mało ważne.

Historia ta była... inna. Dużo bardziej inna, niż ta, którą opowiedziała ona sama. Ta miała w sobie słyszalnie więcej smutku. Cały szmat czasu spędzony na pustkowiach, po wyjściu z innej Stajni. Praca, handel, praca itp, itd. White nie mogła sobie wyobrazić siebie, na miejscu Blue, która widocznie miała już sporo nabytego doświadczenia w tym całym życiu na pustkowiu. Kilka spędzonych lat z pewnością uczy więcej, niż zaledwie tydzień, który polegał na ciągłym ukrywaniu się. Były też i dobre strony tej Historii. Klacz dowiedziała się trochę więcej o miejscach, które w przyszłości będzie warto odwiedzić... oczywiście, jeśli uda jej się tam dostać w jednym kawałku. Wizja, o powrocie, a przynajmniej próbie powrotu, do życia, które chodź trochę będzie przypominało jej to ze stajni była kusząca, aczkolwiek na ten czas niemożliwa. White była zielona, we... wszystkim. Czuła się, jakby wszystkiego, dosłownie wszystkiego musiała się uczyć od początku.

- O, herbata. Jest jeszcze trochę? - usłyszała White, która momentalnie podniosła głowę. Głos ten wyrwał ją z kolejnego... zamyślenia. Ów ogier nie mówił do niej, więc nie wiedziała, czy odezwanie się, w aktualnym momencie jest dobre. Nie lubiła się przerywać, aczkolwiek też nie trawiła, jak ktoś przerywał jej. White postanowiła w milczeniu przypomnieć sobie słowa piosenki, którą kiedyś napisał jej ojciec.
[Obrazek: QJUCOAG.jpg]
Rain słuchała uważnie jej słów. Nie żeby miała to w zwyczaju, po prostu nie miała nic do powiedzenia. Zaskoczył ją jednak fakt, że Star zechciała jej pomóc w założeniu broni. Nie było to wprawdzie takie trudne, ale... oferta zwyczajnie ją zaskoczyła.

- Dobra, pomogę ci go założyć. Chyba dam radę orientacyjnie ogarnąć mocowania. Jak by co instruuj mnie - rzuciła Star.

- Jasna sprawa. Dzięki. - odparła, po czym zaczęła stopniowo wyjaśniać, jak dokładnie mocuje się siodło, z której strony zawiesić broń, jak bardzo ścisnąć rzemienie i resztę drobnostek, które nieodpowiednio zrobione powodują znaczny dyskomfort noszącego siodło. Nie było to skomplikowane.

- Najpierw trzeba założyć samo siodło na grzbiet... potem zawiąż dość mocno, tak, żeby nie spadało ani się nie osuwało na boki. Miniguna zawiesić na prawym boku... tutaj uważaj, żeby wszystko weszło tam, gdzie trzeba. Teraz go przytwierdź za pomocą tych takich pokręteł po prawej stronie siodła, żeby nie spadł przy pierwszej lepszej okazji... - tak mniej więcej wyglądało zakładanie siodła bojowego. Całość nie powinna zająć więcej niż trzy minuty, zakładając, że postać zakładająca jest wprawnym w lewitacji jednorożcem bądź silnym kucem ziemnym. W tym wypadku widać było, że ma się do czynienia z pierwszym przypadkiem - Starweave całkiem nieźle widać radziła sobie z magią.

- Okej, została stabilizacja, żeby mi nie ciążyło tylko z jednej strony. Na przodzie siodła masz pokrętło, na środku jest zero, a po bokach wzrastające wartości. Strzałka powinna wskazywać na środek. Za pomocą pokrętła przesuwaj wskaźnik w lewą stronę, dopóki ci nie powiem, że starczy - stwierdziła. Rainfall nie miała pojęcia, jak dokładnie działa ten mechanizm. Zapewne szczypta magii i sporo technologii. Klacz zastanawiała się, czy naprawdę istniały gdzieś nowsze modele tego typu urządzeń.
Pięć warunków dobrego tłumaczenia:
Pierwszy: Znajomość języka i umiejętne jej wykorzystanie
Drugi: Możliwość poświęcenia się tłumaczeniu w czasie wolnym
Trzeci: Niewyobrażalny zapas chęci oraz samozaparcia
Czwarty: Znajomość uniwersum
Piąty: Odczuwanie przyjemności z tego, co się robi.

Każdy z tych warunków można porównać do części w mechanizmie zegarka: Brak jednej z nich powoduje zatrzymanie się całości.


Opad: Konioziemia - Projekt Horyzonty!
Starweave bacznie słuchała każdego słowa Rainfall, na dodatek powtarzając je sobie w myślach. Całość wydawała się jej nawet prosta. Odłożyła chwilowo żelastwo na bok, odłączając od niego siodło bojowe. Logicznym było, że podłączenie pierwszej, potem drugiej części będzie znacznie łatwiejsze, niż obu naraz. Zgodnie z zaleceniami ciemnoniebieskiej, osadziła siodło na jej grzbiecie, dokładnie je przytwierdzając za pomocą wszystkich klamr i rzemieni. Upewniła się, że całość leży równo, dobrze się trzyma, a jednocześnie nigdzie nie uciskając klaczy.

Następnie jednoróżka sięgnęła po sam minigun. W porównaniu z siodłem był cholernie ciężki, ale Starweave faktycznie mimo słabego uzdolnienia magicznego, była dość silna w telekinezie. Jej magia była wystarczająco potężna aby utrzymać całość nieruchomo tuż przy klaczy. Jednak Starweave brakowało koncentracji. Lewitowanie takiego klocka, z jednocześnie równym przyłożeniem go do siodła i do tego dokładnym manipulowaniem przy zaczepach i łączeniach, a do tego pilnowanie czy wszystko idzie jak powinno, to było dla Starweave stanowczo za dużo.

Klacz miała spore problemy z jednoczesnym trafianiem we wszystkie punkty. Kiedy udało jej się złapać zaczep z jednej strony, ten po drugiej akurat wyskakiwał. Star narastające zmęczenie magiczne, do tego zaczęła się denerwować co jeszcze bardziej pogarszało sprawę. To było jak zakładanie drzwi, bez możliwości patrzenia na kołki. Do tego dochodziła jeszcze mechanika łącząca przyrządy siodła do obsługi miniguna, której łączenia musiały idealnie trafić na swoje miejsca. ”Masakra” – pomyślała klacz.

W końcu potworek jakoś częściowo wlazł na swoje miejsce. Star natychmiast zwróciła uwagę na wspomniane przez Rain pokrętło od systemu stabilizacji. Szybko je przykręciła, aby odciążyć swój róg. Tle, że przekręciła je w złą stronę, przenosząc ciężar na tę samą stronę na której aktualnie zaczepiony był minigun. Sprawiło to, że kiedy wyzwoliła ciężar z pod zaklęcia telekinezy, Rain najnormalniej w świecie zaczęła jej lecieć na bok. Najszybciej jak mogła powrotnie przywołała swoja magię i do tego jeszcze wbiegła pod zbliżający się ku ziemi sprzęt. Teraz naprawdę przekonała się jaki był ciężki. Po chwili jej telekineza na powrót osiągnęła pełną moc. Z tego wszystkiego działko wyskoczyło z kilku zaczepów. Jednoróżka plugawie zaklęła pod nosem.

- Poczekaj, tak nam się nie uda. – powiedziała, po czym przeszła na drugą stronę kucyka ziemnego. Ustawiła pokrętło tak jak powinno być, a następnie wspięła się na klacz pozostając tylnymi kopytami na ziemi. Z góry miała ona pełny widok na wszystkie zaczepy, ale pojawił się inny problem. Problem z koncentracją, wynikający z bycia Starweave. Poczuła ona Rainfall na swojej klatce piersiowej. Klacz była ciepła, a w dodatku cholernie ładnie pachniała jej własnym szamponem. Poza tym, jak na kucyka ziemnego przystało była też bardzo dobrze umięśniona, co było dla Star bardzo pociągające. W umyśle klaczy pojawiły się nawet obrazy.

Jednoróżka nie mogła uwierzyć, że własny umysł płataj jej takie figle i to w takiej chwili. Ona traciła siły i skupienie, a lewitowany przez nią potworek zaczął się nieznacznie trząść. Starweave wybuchła śmiechem na to wszystko, zaczęła się ona chichotać do samej siebie. ”O bogini… co ty ze mną zrobisz?” – pokręciła głową, aż w końcu udało jej się trochę uspokoić. Głównie pomogła jej w tym myśl, że Rainfall może się coś nie podobać, lub stracić cierpliwość. Starweave wytężyła umysł, ale to głównie przewaga płynąca z możliwości widzenia wszystkich pierdlowników sprawiła, że w końcu się udało.

- Ooo, w końcu. – Odskoczyła od klaczy, wciąż nie mogąc się pozbyć niechcianych myśli. ”Gdyby można było spokojnie skończyć to co wcześniej zaczęłam, nie było by teraz takiej jazdy.” Jednoróżka udała się na drugą stronę, a żeby uniknąć patrzenia ciemnoniebieskiej w oczy, okrążyła ja od strony ogona. Zwróciła uwagę, że jak na kucyka ziemnego, Rain udało się całkiem nieźle zadbać o siebie. Zwróciła też uwagę na to… po tym na co zwróciła także uwagę i po tym wszystkim wcześniej, miała tylko głęboką nadzieję, że się nie rumieni.
W każdym razie od góry wszystko wyglądało ok. Star skontrolowała dokładnie wszystko z lewej i prawej strony. Po czym zablokowała łączenia i dokręciła to co było do dokręcenia. Ostatecznie upewniła się, że wskazania stabilizatora są poprawne, po czym przykucnęła z boku łapiąc oddech i przyglądając się potworkowi.

-A teraz jeśli można, Chciała bym cię o coś prosić. – Starweave z jakiegoś powodu to zdanie wydało się strasznie dziwne.
Początkowo nie szło źle. Star bardzo dobrze poradziła sobie z siodłem, wszystko poszło jak z płatka. Nawet bez większej korekty Star zdołała zawiesić siodło na grzbiecie. Ciemnoniebieska klacz uśmiechnęła się, bo wiedziała, że to ledwie rozgrzewka przed prawdziwą robotą. Bo teraz trzeba było założyć samego Miniguna.

Z tym było już nieco więcej problemów. Pole telekinetyczne Starweave wprawdzie było dobre, ale mimo wszystko tego typu broń swoje waży, a precyzyjne jej położenie jest cholernie ciężkie. Ciemnogranatowy kucyk zdołał się o tym przekonać samemu, próbując ustawić wszystko w należytym porządku. Mocowała się z tym już jakiś czas i choć Rain czuła, że już prawie się udało, to w ostatniej chwili coś szło nie tak i trzeba było zaczynać od nowa. Heh. Chyba trochę przesadziłam z tymi trzema minutami...Oo, kurwa! Stało się to tak szybko, że Rainfall nawet nie zdołała spróbować przenieść ciężar na lewo. Zresztą nawet jakby spróbowała, zapewne skończyłoby się to fiaskiem - Star prawdopodobnie przez pomyłkę przekręciła pokrętło w złą stronę i teraz ciemnoniebieska czuła się, jakby na jej prawym boku wisiały trzy miniguny zamiast jednego. Stęknęła z wysiłku, walcząc z siłą ciążenia. Przegrywała tę walkę, lecz w porę przyszła sama Star ze swoją magią i siłą mięśni. Po chwili kawał żelaza znów leżał na ziemi. Star zaklęła pod nosem, ale u Rain z niewiadomego powodu wywołało to lekki chichot.

Ciężar siodła wciąż był ustawiony na prawo, choć nie było już tak ciężko. Rain już miała coś powiedzieć, ale uprzedziła ją Star ze stwierdzeniem, że w ten sposób zwyczajnie im nie wyjdzie, po czym... wspięła jej się na tył. Ciężkozbrojny (Ciekawe, czy mam prawo tak się nazywać...) kucyk zaskoczony w jednej chwili chciał się spytać, co ona, do cholery, wyprawia. Chwilę potem jednak uzmysłowiła sobie, że w ten sposób zwyczajnie sobie pomaga. Nie zmieniło to faktu, że to, jak teraz musiały wyglądać obie z nich podpadało pod kategorię "niepoprawnie". Tak zresztą czuła się Rainfall, mając na swoim tyle kucyka. Czuła jej oddech na swoim grzbiecie oraz dotyk jej sierści, co z jednej strony było całkiem ciekawym, a z drugiej - nowym i dziwnym przeżyciem. Mózg chciał posunąć się za daleko, ale w porę klacz zdołała się ogarnąć... w końcu nie była ukierunkowana w stronę swojej płci. Ciemnogranatowa majstrowała chwilę przy potworku, gdy nagle zaśmiała się bez konkretnego powodu. No, chyba że nastrój, jaki wywołała przez ich aktualny stan udzielił się również jej. Minigun znowu stracił stabilność.

Niebieski kuc z natury był cierpliwy w kontaktach międzykuczych, toteż teraz wykazywał się wyrozumiałością, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że zakładanie siodła bojowego proste nie było. Star natomiast chyba postanowiła wziąć się w garść i niedługo potem udało jej się założyć wszystko jak trzeba, komentując to zwykłym "Ooo, w końcu". Jednorożec zszedł z niej, jakby nieco speszony, okrążył, potem dokręcił, co trzeba... I na tym się skończyło. Rain poruszała chwilę grzbietem, wyważyła - wszystko w jak najlepszym porządku. Chciała podziękować jej towarzyszce, lecz zdołała ona ją uprzedzić krótkim stwierdzeniem. "A teraz jeśli można, Chciała bym cię o coś prosić".

- No dobra. Co takiego chcesz mi powiedzieć? - spytała z nutką ciekawości Rainfall.
Pięć warunków dobrego tłumaczenia:
Pierwszy: Znajomość języka i umiejętne jej wykorzystanie
Drugi: Możliwość poświęcenia się tłumaczeniu w czasie wolnym
Trzeci: Niewyobrażalny zapas chęci oraz samozaparcia
Czwarty: Znajomość uniwersum
Piąty: Odczuwanie przyjemności z tego, co się robi.

Każdy z tych warunków można porównać do części w mechanizmie zegarka: Brak jednej z nich powoduje zatrzymanie się całości.


Opad: Konioziemia - Projekt Horyzonty!
Blue przyglądała się White gdy ta analizowała jej historię. Było widać po jej minie że jej opowieść dała jej do myślenia. Klacz przygląda się jej przez chwile zastanawiając się nad jej przyszłością na pustkowiach i cały czas dochodziła do tego samego wyniku, nie miała ona najmniejszych szans. Przynajmniej nie bez pomocy kogoś kto wiedział jak przeżyć na pustkowiach i będzie miał silę i wytrwałość zająć się kimś niedoświadczonym. Blue nie na pewno NIE miała na to ochoty, ale mogła jej rzucić kilka wskazówek.

- Słuchaj White, taka mała porada. Jeżeli chcesz przeżyć na pustkowiach, dowiedz się w czym jesteś najlepsza a potem znajdź idiotów którym możesz opchnąć tą usługę za zdecydowanie za duże ilości kapsli. Ja stosuję tą taktykę od kilku lat i jak na razie dobrze na tym wychodzę.

Nie była to może najlepsza porada, ale zawsze lepsza taka niż żadna. Już Blue miała kontynuować gdy zaskoczył ją ktoś kto nie postrzeżenie się do nich dosiadł.

- O, herbata. Jest jeszcze trochę? - Padło pytanie od przyjaciela który usadowił się wygodnie zaraz obok.

- Dla ciebie Sharpi, zawsze. Niestety nie mam już wolnych kubków więc musisz sobie skołować swój albo walić prosto z gwinta. - Uśmiechając się do niego Blue podała mu termos, poczym popatrzyła się na niego chwilę i obróciła głowę z powrotem na Whte by po chwili znów wrócić ze wzrokiem na Sharpa.

- A właśnie wy się chyba nie znacie. Sharpi, poznaj White Staple. - odwracając znowu głowę w kierunku drugiego kuca kontynuowała - White, poznaj Sharp Crossa, mojego dobrego przyjaciela i kuca wraz z którym zwiedziłam nie mały kawałek pustkowi.
[Obrazek: signature.php]
- No dobra. Co takiego chcesz mi powiedzieć? - spytała Rainfall nie kryjąc swojego zainteresowania.

- Właściwie… - zaczęła klacz, zerkając na kucyki zgromadzone przy ognisku. Była tam też kula wspomnień. Star w tym monecie dostała olśnienia. Przypomniała sobie ona grupkę źrebiąt kopiących kłębek pogniecionego papieru, oblepionego taśmami. Była to tylko prymitywna rozrywka, która jednak uświadomiła jej, iż ów kule można by potraktować w ten sam sposób, i tym samym wyturlać w dowolne miejsce.

Starweave która wcześniej głowiła się nad jej ruszeniem, teraz miała ochotę walnąć mega facehoofa. Zamiast tego położyła ona swoje uszy, na chwile zamykając przy tym oczy w kwaśnej minie. Irytował ja też fakt iż żaden z pozostałych jednorożców nie zainteresował się wspomnieniem. Nawet medyk olał wszystko, zasiadając sobie przy herbatce. Jednoróżka zdała sobie także sprawę, że nie mają żadnej straży. Jest tylko Blue ze swoim pipbuckiem, który w razie czego „krzyknie” na ostatnią chwilę. Zasięg widzenia E.F.S nie mógł się równać z kucznym wzrokiem, o czym jednoróżka doskonale wiedziała, jako niedoszła mieszkanka Stajni. Natomiast sama Starweave na pewno nie będzie skanowała całego obszaru co pięć minut. Wszyscy odpoczywali po ciężkiej bitwie i mieli wszystko w zadzie. Może po prostu tak musiało być. Tak czy siak, był to wyśmienity czas aby w końcu poruszyć pewną istotną sprawę.

- Właściwie to nie wiem czy powinnam, a raczej powinnyśmy - zaczęła ponownie jednoróżka, spoglądając na Rainfall. Spojrzenie to jednak było przepełnione powagą. Powoli podniosła uszy mówiąc dalej.

- Pamiętasz tego ogiera, który jakimś cudem przeżył twój ostrzał? Chciała bym dać mu więcej czasu, jednak zdaje sobie sprawę iż jest to jeden z naszych ówczesnych agresorów. A to oznacza, że dobrze by było aby ktoś zrobił pierwszy ruch, bo jeżeli to on go zrobi… No właśnie, i dlatego – Star podeszła bliżej klaczy – spróbuje go wybudzić i chciała bym, i… w radzie czego… po prostu, będziesz wiedziała co zrobić. – Uszy ciemnogranatowej na powrót opadły.

- Więc, mogę na ciebie liczyć?

<Starweave automatycznie podąży za Rainfall jeżeli ta zgodzi się jej pomóc>
Xander obserwował spokojnie to co działo się w prowizorycznym obozie, stojąc w wejściu. Widział jak Sharp zasiadł przy ognisku, obok dwóch klaczy. Jego uwadze nie uszła także scena, w której dwie klacze męczyły się z założeniem działka wielolufowego. Do umysłu napłynęło mu kilka głupawych myśli, wywołując pod maską lekki uśmieszek. Szybko jednak pozbył się niechcianych myśli i uśmiechu. Zajął swój umysł samym minigunem. Ciekawe dlaczego "mini"? Ta masa żelastwa raczej mała nie jest. I tak to pewnie jakaś gra słów zakrawająca na żart. Z taką siłą ognia mógłbym stawić czoła nawet armii Steel Ranger'ów. Przecież do tego się nie da podejść dopóki właściciel nie będzie musiał zmienić pojemnika z amunicją. Jestem ciekaw jak wygląda w akcji.

Do młodzika dotarło że nikt nie zwraca na niego uwagi, bądź też go nie zauważyli. Spojrzał na skrzynie stojące obok niego, będące częścią barykady. Ciekawe jakie sprzęty przewożą? Ta niebieska twierdziła że nie przewożą żadnego żarcia, A gdy pytałem Sharpa o amunicje Ppanc. to wyszedł z całą skrzynką. Karawana tej wielkości mogła by chyba uzbroić całą armie. Na razie nie mam zamiaru przy niczym grzebać, ale pewnie się trafi się jeszcze jakaś okazja by pchnąć wytrychy do roboty. Fajnie było by trafić jakąś broń dystansową; sztucer myśliwski albo karabin wyborowy. Tak na dobrą miarę to strzelba i pistolet to słabe połączenie. Zebra jeszcze chwile rozmyślała o wadach i zaletach uzbrojenia jakie aktualnie posiadała.

Ogier skończył i ponownie się rozejrzał po obozie. Nie wystawili żadnej warty, może do czegoś się przydam. Gdybym sobie od tak łaził po obozie to mogli by się przywalić; co ja tu jeszcze robię. Ta, dzięki temu może będę chwile sam na sam ze swoimi myślami. Xander cofną się o krok i odwrócił. Jego spojrzenie skanowało teraz odległy horyzont w poszukiwaniu potencjalnego zagrożenia. Chyba o czymś zapomniałem. A tak. Przeciągną po piersi kopytem by odnaleźć słuchawkę i następnie włożyć ją do ucha. Po naciśnięciu magicznego guzika "Play" w jego głowie na powrót rozbrzmiały mocne brzmienia. ... I waana get psycho... Ogier powtórzył w myślach wręcz automatycznie słysząc pierwsze akordy utworu.

Po chwili obserwowania przedpola, poszedł do następnego wejścia. Cały czas trzymał się zewnętrznej ściany obozu by w razie czego mieć kogoś w zasięgu głosu, ale też nie budząc niczyich podejrzeń. Tak też zaczął się jego patrol.

< Xander będzie przez dłuższą chwile tak łaził, zatrzymywał się przed wejściami i obserwował.>




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 4 gości