Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 1
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii
Blue podążała powoli za Rustym wokół obozu rozglądając się za jakimikolwiek zagrożeniami. W każdym bądź razie robiła to za pomocą jednego oka gdyż cały widok w drugim zasłaniał jej okno z kolekcją jej muzyki. Muzyka w radiu zdążyła się już znudzić co nie było dziwne gdyż Pon-3 miał w repertuarze chyba tylko kilka utworów i dość często one się powtarzały, ktoś naprawdę powinien mu dostarczyć trochę nowych nagrań. Kolekcja utworów którą posiadała Blue była dość pokaźna jak na pustkowia, kilka lat spędzonych na “odwiedzaniu” stajni i przegrzebywaniu tam komputerów umożliwiło jej zdobycie utworów których nikt inny na pustkowiach nie słyszał. Czasem się nawet zastanawiała czy nie opłacało by się nie opchnąć tej kolekcji naczelnemu ghulowi pustkowi gdy następnym razem będzie w Tenpony Tower. Najbardziej była zadowolona ze swojej kolekcji utworów w wykonaniu Octavi przez którą właśnie się przewijała w poszukiwaniu jednego z jej ulubionych utworów.

Idąc przed siebie dostrzegła kątem oka które obserwowało otoczenie że jej towarzysz się zatrzymał i dawał jej znać żeby zrobiła to samo i była cicho. Zamknęła ona wszystkie otwarte okna i podążyła wzrokiem w miejsce które on jej wskazywał. Na początku Blue nic ciekawego tam nie widziała lecz po chwili z pod wozu wychyliła się mała słodziutka myszka. Obserwowała ona jak biedne stworzonko szuka pożywienia pod wozem, nie znajdując nic zaczęła się ona kierować z powrotem na pustkowia. Zastanawiała się ona czy nie poczęstować biedactwa czymś do jedzenia. Już miała podejść do gryzonia gdy przed jej celem w ziemie wbiło się ostrze by po chwili drugie wbiło się dokładnie w bezbronne stworzenie. Wbrew pozorom śmierć nie nadeszła dla biedactwa szybko, leżało ono chwilę przybite do ziemi wykrwawiając się powoli.

Blue usiadła w pewnej odległości od krwawej sceny i obserwowała ja Rusty podchodzi do swojej zdobyczy i zaczyna ją oprawiać. Witamy na pustkowiach, w miejscu gdzie najbardziej dostaje się najmniejszym i bezbronnym. pomyślała Blue wpatrując jak jej towarzysz sprawnie oczyszczał z wnętrzności swoja zdobycz. Mogła się ona sprzeczać z nim, zapytać go czemu to zrobił, ale dobrze wiedziała dlaczego on to zrobił. Na pustkowiach czasem żeby przeżyć lub ocalić kogoś, ktoś musiał zginąć. Wiedziała ona o tym bardzo dobrze gdyż sama wiele razy żeby kogoś uratować, musiała kogoś zabić. Więc siedziała w ciszy i przyglądała się jak Rust pracuje. W końcu gdy skończył, odwrócił się do niej i się odezwał.

- Przyzwyczajenie. - powiedział. - Potrafię je nawet nieźle przyrządzić.

- Podziękuje, ale nie przepadam za mięsem, nie zależnie jak dobrze przyprawione. - opowiedziała wstając i wznawiając patrol.

Kontynuowali marsz wokół obozu przez jakiś czas gdy w pewnym momencie Rust podszedł do jednego wozu i zaczął się przysłuchiwać co się dzieje w środku. Chwile Blue to zajęło ale w końcu ustaliła przy którym wozie stoją i co, a raczej kto był w środku. Podeszła ona powoli sam do ściany wozu i wytężyła słuch wyłapując urywki czyjejś rozmowy.

- Masz pojęcie co tam jest grane? - usłyszała pytanie od Rustiego.

- Nie mam najmniejszego pojęcia. W tym wozie był trzymany jeden z kucy który nas wcześniej zaatakował po tym jak Sharpi go połatał. Najwyraźniej musiał się obudzić i ktoś go przesłuchuje.
[Obrazek: signature.php]
Gdy dotarła na dół momentalnie przestała nucić. Schwytała pochodnię i słabym światłem oświetliła otoczenie. Zdawało jej się że znalazła się gdzieś w starej, opuszczonej kopalni na środku zadupia. Na to wskazywały tory chociaż mogły być równie dobrze czymś w rodzaju niedokończonego tunelu.

Po oględzinach torów przeszła wzdłuż korytarza rozkładając w jego połowie drewno, drzwi zostawiła sobie na potem.
Zastanowiła się nad produkcją drugiego lontu ale stwierdziła że nie trzeba i zaczęła skraplać stertkę drewienek wódką, robiła to z dobrym wyliczeniem i wprawą barmanki, gdy drewno było nasączone procentami przytknęła doń pochodnię.

Gdy "Home Fire" płonął rozglądnęła się po tunelu szukając czegoś mniej lub bardziej wartościowego, wróciła na powierzchnie i zabrała cały swój ekwipunek, zeszła na dół, starannie go ukryła na wypadek gości i ruszyła do szturmu na drzwi uzbrojona.
[Obrazek: cgnimLq.png]
Xander nie musiał długo czekać na odpowiedź Blue. - Nie mam najmniejszego pojęcia. W tym wozie był trzymany jeden z kucy który nas wcześniej zaatakował po tym jak Sharpi go połatał. Najwyraźniej musiał się obudzić i ktoś go przesłuchuje. - Kiwną tylko głową i z powrotem przykleił się do materiału stanowiącego ścianę wozu. Starał się być jak najciszej, by móc dobrze usłyszeć dalszy ciąg przesłuchania. Pierwszy raz słyszę że by jakiś bandyta po takim ataku został pojmany i opatrzony a nie dobity na miejscu. Choć z drugiej strony to może mieć jakiś sens... Ale ja raczej go nie widzę. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Po krótkich rozmyślaniach przekierował całą swą uwagę na przesłuchanie.

Ogier w ciszy wysłuchiwał pytań Star i odpowiedzi więźnia, gdy w końcu padła od niego prośba o pomoc. Kurwa, zachowuje się jakby był ofiarą a nie napastnikiem. Szlag, jak na razie wiem za mało. Chyba poczekam na dalszy rozwój sytuacji. - Świadek jest wasz panie Sharp – Na te słowa uszy młodzika lekko zadrżały. Potem najwyżej będę mógł się go dopytać co i jak i co o tym myśli. Ale na razie będę siedzieć cicho i słuchać.
Blue wzięła przykład ze swojego towarzysza i również przykleiła się do ściany wozu wsłuchując się w to, co dzieje się w środku. Wsłuchując się w pytania zadawane przez Star i historie ich jeńca. Nie bardzo mogła uwierzyć w jego opowiadanie. Swój limit zaufania do nowych wykorzystała kilka minut wcześniej na Xanderze i przez kilka miesięcy pewnie się nie odnowi. Po jakimś czasie przesłuchanie dobiegło końca, a więzień został przekazany w kopyta Sharpa. Nawet ta opcja jej pasowała. Odsuwając się od ściany wozu Blue odwróciła się do Rustiego.

- Wiesz co Rusty, idę zdobyć trochę informacji, jak się dowiem czegoś ciekawego, to ci potem opowiem. - po . czym nie czekając na odpowiedź ruszyła do wejścia do wozu. Już miała się na niego wdrapywać, gdy zwróciła uwage na pewien szczegół, było na tym wozie już dość tłoczno.

Ja pierdole, jaka impreza, tylko muzyki brakuje pomyślała Blue zatrzymując się i obserwując co się dzieje w wozie będąc jednocześnie na widoku dla wszystkich co znajdowali się w środku.
[Obrazek: signature.php]
Iron, nie zauważając niczego cennego w korytarzu, ruszyła do szturmu na drzwi. Były to typowe drzwi używane w podobnych miejscach, obok był guzik, który powinien odpowiadać za włączanie ich. Oczywiście guzik nie działał, bo na Pustkowiach nigdy nic nie mogło być łatwe. Drzwi były wyposażone w dźwignię umożliwiającą ręczne ich otwarcie. Po otwarciu ich, aczkolwiek z pewnymi trudnościami, klacz ujrzała... drugi korytarz. W tym jednak działała jedna lampa, umieszczona w sklepieniu i mrugająca niepewnie.

Po obu stronach korytarza były drzwi, a na końcu leżała kupa złomu, oparta o kolejne drzwi, jakby blokująca je od otwarcia się.
Drzwi do jednego z pomieszczeń otwarły się automatyczne, ujawniając promień czerwonego, mrugającego światła. Z tamtego też pomieszczenia Iron usłyszała wyraźny odgłos metalu uderzającego o metal... brzmiący jak kroki.



Sharp słuchał uważnie dialogu. Nie wiedział co o tym sądzić. Owszem, istniały zaklęcia potrafiące sprawdzić prawdomówność kucyka, ale, mimo czytania raz czy dwa o nich w książkach, nigdy nie był w stanie żadnego rzucić. Nie żeby nie próbował, po prostu nie potrafił. Jak wielu innych zaklęć. Magia każdego jednorożca miała swoje ograniczenia, niezależnie jak bardzo by próbował. Owszem, niektórzy mówili, że to kwestia treningu, jednakowoż powszechnie uważało się, że można nauczyć się tylko zaklęć z określonej dziedziny, powiązanej z talentem danego kuca.

Medyk usilnie próbował patrzeć sceptycznie na całą sytuację, ale ciężko było uwierzyć, że ktoś może umieć TAK przekonująco kłamać. Zwłaszcza, że jego rany były prawdziwe, a Sharp mógł powiedzieć na pewno, że był zmęczony. Naprawdę wątpił, żeby ktokolwiek mógł wymyślić taki plan w takiej sytuacji i tak przekonująco go przedstawić. To pozostawiało opcję jedną: bandyta, a raczej więzień bandytów, mówił prawdę.

Mimo "nieco" zagmatwanej wypowiedzi jeńca, a także wyraźnie bijącej od niego rozpaczy, medykowi udało się jakoś dojść do jakiegoś obrazu sytuacji. Do osady wlecieli bandyci, pozamykali, pogwałcili... i tu się zaczyna dziwna część, bo nie wymordowali wszystkich. Hm, pomyślał niezwykle wręcz rzeczowo jednorożec. Może ktoś im faktycznie przewodzi... zdarzają się takie grupy tu i tam, pomyślał, a po jego grzbiecie przeszły ciarki, gdy przypomniał sobie relacje z niektórych miejsc zaatakowanych przez takie "zorganizowane" grupy.

Wtedy klacz, która wzięła na siebie obowiązek przesłuchania go, najwyraźniej nie wyrobiła psychicznie.
- Świadek jest wasz, panie Sharp. – nie, żeby był za ukrywaniem imion z zasady, zwłaszcza, że poza osadami nie miało to praktycznie żadnego znaczenia, ale to, że skorzystała z jego imienia ot tak, nie myśląc o tym, znaczyło dwie rzeczy: albo kompletnie się nie zna na przesłuchaniach, co też było widać po jej braku odcięcia się od przesłuchiwanego... nie, żeby Sharp był też w tym jakoś dobry. Albo to, albo specjalnie to zrobiła, w co wątpił.

Skinął spokojnie głową, chowając rewolwer do kabury, jednakowoż jej nie zapinając. Szczerze wątpił w to, żeby kucyk teraz się na niego rzucił, ale wolał też nie ryzykować: nie wyglądało na to, aby ta mobilna artyleria, którą nosiła przy sobie pewna klacz obecna na wozie, była celna bądź mogła szybko zacząć strzelać. W przeciwieństwie do jego zaufanej broni krótkiej.

- Sprawdź, gdzie są nasze dokumenty - rzucił do klaczy i ruszył głową, wskazując nią wyjście z wozu. I tak miała złazić, a tak przynajmniej da jej jakąś wymówkę. Nie podobała mu się ta sytuacja, ale jakoś nie miał zamiaru zostawić tego kuca na pustyni i odjechać. Może to była kwestia wspomnienia o niewolnictwie, za którym Sharp... cokolwiek nie przepadał.

Zanim jednak zdążył zrobić cokolwiek poza rzuceniem okiem na jeńca, który wyglądał na zdezorientowanego i wciąż płakał cicho, do wozu zajrzała kolejna osoba. Zaraz wszyscy tu się zlecą, westchnął w głowie zanim zobaczył, kto to właściwie jest.

Blue ze swojej pozycji mogła wyraźnie widzieć sytuację w środku, jak i Sharpa, który patrzył dokładnie na nią. Ciężko było odczytać jego emocje, ale i tak było widać lekką ulgę, że pojawił się ktoś, kogo zna.

Sam Sharp zaś próbował ułożyć w głowie jakiekolwiek zdanie, które brzmiałoby składnie i wywarłoby odpowiedni wpływ na jeńca. Nie udało mu się to. Cóż, kurwa, stwierdził po prostu i zarzucił dalsze próby.
- O, jakże miło, że do nasz dołączasz. Może zechcesz to usłyszeć - rzucił do przyjaciółki, może minimalnie przesadzając z dramatyzmem w pierwszym zdaniu.

Nie mógł w tej chwili widzieć jeńca, a powód ku temu był prosty: patrzył się na Blue. Ten zaś na chwilę przestał chować głowę w kopytach i próbował dojrzeć, kto jest przy wejściu do wozu. Przy pozycji w jakiej leżał, nie należało to do najłatwiejszych zadań i kucyk stosunkowo szybko wrócił do poprzedniej pozycji. Jedynie Rain mogła to dokładnie widzieć, a Blue zarejestrowała jedynie, że się poruszył.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Blue stała wpatrując się w wnętrze wozu, w którym w końcu coś się zaczęło dziać. Słuchała jak Sharp posyłał Starwave w poszukiwaniu dokumentów karawany, które pewnie znajdowały się gdzieś w pierwszym wozie lub, jeżeli Star ma pecha, przy martwym szefie karawany gdzieś na wielkiej kupie trupów. W każdym razie czeka ją trochę zabawy z znalezieniem ich i Blue nie śpiesznie było jej w tym pomóc. Postanowiła, za to przyjrzeć się ich gościowi.

Ze swojej pozycji nie wiele mogła zobaczyć, ale wystarczyło to, żeby się przekonać, iż jest on na skraju załamania psychicznego i, jeżeli mu ktoś nie pomoże to z każdą chwilą będzie gorzej. Zaczęła się zastanawiać, czy Star specjalnie nie doprowadziła go do tego stanu, żeby sobie ułatwić przesłuchanie. Najpierw złam kuca, doprowadź go na skraj załamania równowagi psychicznej a powie ci wszystko. Skierowała ona po chwili wzrok na klacz, która go przed chwilą przysłuchiwała i po jej minie wszystko się stało jasne. NOPE. Ona nie miała najmniejszego pojęcia jak powinno się przesłuchiwać kogokolwiek i chyba była bardziej zagubiona niż ten biedak leżący w wozie.

- O, jakże miło, że do nasz dołączasz. Może zechcesz to usłyszeć.

Blue spojrzała się na swojego przyjaciela, po czym powoli zaczęła się wdrapywać na wóz. Od razu po nosie uderzył ją smród tam panujący. Na Celestię, Lunę i Cadence do kompletu, otwórzcie tu kuce jakieś okna, bo ten wóz równie dobrze może służyć za komorę gazową pomyślała przechodząc obok Star i zmierzając w kierunku Sharpiego.

- To zależy od tego czy ta historia jest dobra i nie zasnę w trakcie słuchania tego. - powiedziała podchodząc do niego, a następnie zerkając znowu na ich gościa.

Zdecydowanie nie był on w najlepszym stanie, a poprzedni kuc, z którym on rozmawiał, raczej nie poprawił tego stanu. Dawało to Blue sporo możliwości, mogła go dalej łamać lub, pobawić się w złego i dobrego gliniarza, przy czym Star była złym gliniarzem w każdym znaczeniu tego słowa.

- Pozwolisz, że ja spróbuje z, nim porozmawiać? - zapytała się przyjaciela, po czym nawet nie czekając na odpowiedź ruszyła przed siebie.

Podchodząc do niego powoli, usiadła ona na podłodze niedaleko tak, żeby dobrze on ją widział. Uśmiechając się przyjacielsko do niego popatrzyła się na niego chwile, po czym zaczęła do niego mówić starając się trzymać swój głos w przyjacielskim spokojnym tonie.

- Witaj, jestem Blue Gear. Mam nadzieje, że nie masz nic przeciwko temu żebym posiedziała chwile z tobą i raczej nie mam się co ciebie pytać jak minął ci dzień.
[Obrazek: signature.php]
Klacz była bardzo niepocieszona tym że guzik na ścianie nie działa, pomału zaczęła kombinować, prawie po omacku znalazła wajchę i spróbowała co da jej przełączenie. Drzwi ustąpiły za pomocą "Mistycznej Wielkiej Magicznej Wajchy", trochę ja to zdziwiło ale mimo sytuacji ona to ona: "No to git" pomyślała i popatrzyła na tunelik, sprawiał przyjemne wrażenie z działającym światłem "Gdzieś musi być zasilanie..." stwierdziła i popatrzyła na drzwi.

Wybrała te na prawo a w łebku zaświtała jej wizja: Iron, wróciła ku radości... udręce innych z jakimiś rzeczami. Takowy utopijny obrazek zniknął gdy dostrzegła ruch: drzwi się otwarły i usłyszała kroki

- Kurwa no nie... No kurwa no nie... - wyszeptała do siebie, dobyła karabin i odbezpieczyła, popatrzyła też na ognisko. Co zrobi ten ktoś gdy je zobaczy? Podniesie alarm? Przyjdzie je sprawdzić?

Uświadomiła sobie że nadal ma pochodnię, odłożyła ją tak żeby była w zasięgu i stanęła w możliwie najbardziej zacieniowanym miejscu obok drzwi gotowa nokautować przeciwnika.
[Obrazek: cgnimLq.png]
Gdy Sharp zaprosił Blue do wozu z jeńcem, Xander odsuną się od owego i poprawił swój kaptur. Odszedł parę kroków i zmierzył wóz chłodnym spojrzeniem. Dobra. Skoro jest tam Sharp i teraz jeszcze Blue... W razie czegoś będę miał relacje z pierwszego kopyta od nich oboje, ale na razie wole by nikt mnie nie przyłapał na podsłuchiwaniu. Ale tak jak podejrzewałem, nie mają większego pojęcie co wiozą i dokąd, czyli ich szef naprawdę nie żyje. Chyba mam mały pomysł. Spróbuje znaleźć te papiery i sobie je poprzeglądam. Z tych urywków wnioskuje że to jakaś większa sprawa i warto by wiedzieć o co poszło, a jak to kiedyś czytałem; Pilnuj swoich wrogów, a przyjaciół nawet podwójnie... czy jakoś tak. Tylko gdzie mogą być te dokumenty? Wiem, najpierw sprawdzę ciała.

Xander porozglądał się chwilę by określić w którym kierunku musi się udać. Z drogi był całkiem dobrze widoczne, wyjdę na nią z powrotem i prosto do nich. Młodzik początkowo powoli oddalił się od obozu by chwilę później przyśpieszyć kroku. Gdy zbliżał się do ciał poczuł zapach krwi. Brr. Czasem uwielbiam ten metaliczny miedziany zapach, a czasem nienawidzę. Ale na poważnie. Szef karawany powinien się jakoś wyróżniać. Nie wiem, może jakiś lepszy pancerz, albo bogatszy ubiór. Ktoś kto prowadza spore karawany musi mieć niemało kapsli. Może przy okazji coś zarobie. Pozostaje jeszcze jedna sprawa. Star też będzie ich szukać, więc będę musiał mieć oczy dookoła głowy, poza tym nie wiadomo czy zapach nie przyciągnie jakiegoś badziewia z pustyni. Młodzik rozpoczą swoje poszukiwania utrzymując wszystkie swoje zmysły niczym w stanie zagrożenia życia.
Starweave siedziała tak jeszcze przez chwilę, zerkając to jakiś czas na przesłuchiwanego. Sharp przyjął do siebie „poradę” klaczy, odnośnie lewitowania broni. Następnie zrobił i powiedział coś co jej się ewidentnie nie spodobało. ”Chce się mnie pozbyć, już jestem tu niepotrzebna” pomyślała. Jednak nim zdążyła podjąć jakąkolwiek akcje, w wozie pojawiła się głowa Blue.

- O, jakże miło, że do nasz dołączasz. Może zechcesz to usłyszeć – powiedział medyk, tak jakby niespecjalnie chciał się widzieć właśnie teraz z tą klaczą. Ku dużemu zaskoczeniu białowłosej, Blue tak jakby gdyby nigdy nic, władowała się na wóz i tak po prostu przejęła pałeczkę Starweave. Jeszcze dziwniejszą rzeczą, był sposób w jaki Blue zaczęła swoje własne przesłuchanie. ”Nie zaproponowałaś mu herbatki? Jesteś potworem!” Jakaś cześć Star chciała by, aby jej usta wypowiedziały te ironiczne myśli, stety bądź niestety tak się nie stało. ”Cwaniara, jak bym od samego początku wiedziała na czym stoję, także użyła bym właśnie tej strategii.” Myślała klacz, wyrabiając sobie tym samym nowe zdanie o swoich towarzyszach.

Po chwili wróciła ona z powrotem na ziemię i zdała sobie sprawę, że to jednak dobrze będzie go teraz wesprzeć. Właściwie to ona go miała wesprzeć, obiecała to jasnobrązowemu ogierowi. Mimo tego pozwoliła emocjom wykoleić swój tok myślenia. A teraz jest już za późno. Blue jej to ukradła, pozostawiając ją bez możliwość pozostania w jasnym świetle. To spowodowało, że klacz stała się jeszcze bardziej przygnębiona. Wychodziło na to, że to ona jest tą złą, to było dla niej nieznośnie niesprawiedliwe. Rogata klacz naprawdę chciała pozostać przy nieszczęśniku do samego końca. Jeszcze bardziej jednak chciała opuścić to miejsce i zrobić sobie przerwę od tego wszystkiego. Widok płaczącego kucyka stawał się coraz bardziej nieznośny, podobnie jak jego smród. W dodatku wydawało się, że jej towarzysze raczej nie są skorzy do robienia mu krzywdy. To przeważyło o podjęciu przez nią decyzji. Posłała ona medykowi bolesny uśmiech, po czym bez słowa udała się w stronę wyjścia.

Starweave stanęła tuż obok barykady obozu, zamykając oczy i biorąc głęboki oddech. ”Pustkowia są złe, bardzo złe” pomyślała, a raczej utwierdziła się w przekonaniu. Wcale nie miała zamiaru szukać jakiś papierów. Odebrała to po prostu jako pretekst do opuszczenia wozu, za który była sharpowi dogodnie wdzięczna. Postawiła uszy z powrotem do góry i rozejrzała się po obozie. Przy ognisku była tylko i wyłącznie White, grająca sobie na swojej mini gitarze, oraz kula. Jej uszy stanęły jeszcze bardziej na baczność, jak jej mózg spłodził całkiem niezły pomysł. A przynajmniej wydawał jej się niezły.

Star ruszyła do najbliższego pustego wozu, po czym władowała się do środka. We wnętrzu zastała skrzynie, w takim stanie jak je poukładała. Jednak nie wchodziła ona w jego głąb. Zamiast tego klapnęła tuż przy samym wejściu i dobyła przedmiot ze swoich juków. Spojrzała ona na swój teoretycznie nowy scyzoryk, kilka chwil zajęło jej zapoznanie się z jego asortymentem narzędzi. Na początku wybrał ostrze ząbkowane, ale po sekundzie namysłu zmieniła je na zwykłe gładkie. Wyciągnęła kopytko przed siebie, napinając tym samym materiał okrywający wóź. Następnie poczęła wycinać z niego w miarę równy kwadrat.

Starweave galopem zbliżyła się do ogniska, lewitując swój fragment materiału. Spojrzała ona na White, rzucając jej niezgrabny uśmiech. Następnie lewitowała ona materiał rozciągając go i kładąc tuż obok kryształowej kuli. Następnie obeszła ją z drugiej strony i kopytkiem poturlała wspomnienie tak, by znalazło się centralnie na środku kwadratu. W tym monecie poczęła zastanawiać się, co sobie o tym wszystkim myśli druga klacz. Star była po prawdzie gotowa zaufać hipotezie, że ów kule mogą widzieć tylko wyczulone jednorożce, co było by jedynym wytłumaczeniem dlaczego została ona tak skrajnie zignorowana, przez resztę karawany. ”Z pewnością reakcja White pokaże.” Klacz skupiła swoją magię na rogach kwadratu, po czym poderwała je do góry. Materiał ładnie obiją całą kulistą powierzchnie, a spora jego nadmierna część, umożliwiła skręcenie ze sobą kantów. Starweave wylewitowała ze swojego juków linę, po czym zaczęła obwijać i wiązać nią rękaw. Kiedy skończyła, kula została uwieziona w prowizorycznym worku, który umożliwił klaczy jej swobodne przemieszczenie. Jednoróżka spojrzała na White, uśmiechając się już nieco cieplej i bardziej triumfalnie.
Sharp skinął głową, zadowolony, że to nie od niego będzie zależało dalsze przesłuchanie, a Blue podeszła do wciąż leżącego kucyka.
- Witaj, jestem Blue Gear. Mam nadzieje, że nie masz nic przeciwko temu żebym posiedziała chwile z tobą i raczej nie mam się co ciebie pytać jak minął ci dzień - odezwał się niebieski kucyk.
Jeniec podniósł powoli łeb i skinął głową, widać niezdolny w tej chwili do mówienia czegokolwiek. Próbował przestać płakać, ale przychodziło mu to z trudem. Mimo tego, jakieś sukcesy w tym polu osiągał.



Iron schowała się koło drzwi do uprzednio otwartego korytarza. Ze swojego miejsca miała dobry widok na cały wspomniany korytarz, ale sama mogła być zauważona, nawet jeśli na pierwszy rzut oka. Powolny, metaliczny klęk zbliżał się do niej. W końcu wyszedł z drzwi. W korytarzu rozległ się trzask charakterystyczny dla uszkodzonych głośników, a dobiegający od obiektu przemieszczającego się, który okazał się standardowy, lekko uzbrojonym, czteronogim robotem ochronnym.

Odwrócił się w stronę Iron, a jego broń energetyczna zaczęła świecić, ładując się do strzału. Powinna to robić o wiele szybciej, tak samo jak robot nie powinien być miejscami podrdzewiały i powinien mieć sprawny głośnik - zazwyczaj były one niezwykle odporne na wpływ czasu: póki ktoś celowo ich nie niszczył, setki lat w stanie hibernacji nie robiły na nich wrażenia. Ten tutaj był inny, ale jego broń, wycelowana prosto w klacz na końcu korytarza, była sprawna, nawet jeśli nieco powolna.



Xander ruszył w kierunku kup ciał nieopodal obozowiska. Obecne były dwa stosy oraz przypadek specjalny. Stosy składały się kolejno z bandytów, po lewej, oraz z karawaniarzy, po prawej od ogiera.
Przypadkiem specjalnym były zabite brahminy, leżące między dwoma stosami i śmierdzące chyba jeszcze bardziej niż wszystkie kucyki.
Karawaniarze nosili wszyscy identyczne zbroje. Prócz jednego, noszącego metalowy pancerz. Kucyk, jak na złość, był na samym szczycie stosu, niemożliwy do dosięgnięcia przez kogokolwiek prócz jednorożca w sposób nie wymagający wspinania się po trupach.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 10 gości