Ocena wątku:
  • 4 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii 2.0
- Szybko - szepneła. - Robicie tak jak ostatnio... - przeciągnęła ciało kucyka tak, by leżało obok niej i położyła się tak, jakby ziemny zakończył swój żywot w trakcie seksu z nią. Nawet ubranie zrzuciła przy wejściu majac nadzieję że ktokolwiek wejdzie to przynajmniej się w to zaszamota. - Zabił mnie i popełnił samobójstwo. - wydała szybko dyspozycję dwójce niewolników a sama zamknęła oczy i leżąc z otwartym pyszczkiem z zastygniętą w grymasie bólu mimiką starała się oddychać jak najspokojniej i jak najwolniej, by nie zdradzać ruchem swojej klatki piersiowej, że oddycha, i czekała. Na szczeście ułożyła się tak, że w każdej chwili mogła być w pełni mobilna, pomimo leżącej na jej brzuchu przedniej kończyny martwego. Jego głowę ułożyła tak, by nie od razu było widać, że nie ma oka.
Odpowiedz
- Bardzo ładne imię, miło mi ciebie poznać. - powiedziała Blue uśmiechając się do klaczki by po chwili powrócić wzrokiem przed siebie by przypadkiem na coś nie wleźć – Rozmawiałam z Sharp Crossem, moim przyjacielem i za razem kucem który teraz dowodzi karawaną której na spotkanie aktualnie zmierzamy. Będziemy mogły tam w spokoju odpocząć i zastanowić się dalej.

Blue miała wiele pytań do klaczki, prawdopodobnie mogła ona być bardzo cennym źródłem informacji na temat tego co się działo w miasteczku z którego dopiero co ona ją wyrwała. Ale patrząc na stan jej trójnogiego kompana i na to w jakim miejscu była ona przetrzymywana, może lepiej było jej teraz o takie rzeczy nie wypytywać. Może lepszym wyjściem było skierowanie rozmowy na jakieś przyjemniejsze tory.

- Light, masz jakieś zainteresowania? Specjalny talent? - zapytała się Blue mając nadzieje że rozmowa na jakieś interesujące tamtą tematy sprawi że chodź trochę się uspokoi i chodź trochę się przed nią otworzy.
[Obrazek: signature.php]
Odpowiedz
Starweave ruszyła za ogierem, ale nie pozwoliła wyprowadzić się aż za sam wóz. Zamiast tego lewitowała jedną z przednich nóg ogiera, „ciągnąc ją nieznacznie” aby ten się zatrzymał. – Tutaj wystarczy. – Powiedziała surowym tonem, zatrzymując się pomiędzy dwoma skrzynkami. Jej chłodne spojrzenie, oraz lekko oklapnięte uszy, jasno informowały ogiera, że coś się poważnie spierdoliło.

- Wyruszasz na spotkanie z nowym przyjacielem? Więc cena za karawanę razem z nami jest już uzgodniona. Przybyli już z pośrednikiem razem z kapslami? – Zapytała klacz półszeptem, bardziej samą siebie niż ogiera. – Nie... Dopiero przyjdzie obejrzeć towar, czy faktycznie wszystko się zgadza. – Mówiła szorstko przez cały czas wpatrując się w oczy ogiera. Wiedziała, że był od niej starszy, bardziej doświadczony. Miał większy autorytet i przyjaciółkę na której mógł swobodnie polegać. Wiedziała też, że to co właśnie powiedziała było niedorzeczne. I ona, mała Star, miała mu się postawić i grozić. Klacz nie była w stanie dłużej utrzymać wymiany spojrzeń, w konsekwencji czego spuściła w końcu głowę razem z uszami.

Takie zachowanie było rezultatem kupieckiego wychowania. W towarzystwie kucyków, które starają się dymać wszystkich przy każdej okazji, do tego w sposób nie mający nic wspólnego z seksem, takie rozważania były jak najbardziej na miejscu. Ale czy całe pustkowia takie same? czy naprawdę powinna atakować Sharpa w ten sposób? Zapytała się w myślach, tracąc jeszcze więcej pewności siebie. Nie mogła jednak na tym poprzestać i wpatrywać się w ziemię pod sobą, aż ogier w końcu coś powie. W końcu to były pustkowia, a ona tak jak każdy inny, miała prawo do walki o swoje życie. I klacz walczyła o nie, na swój własny sposób. Próbując wyprzedzić fakty i wydarzenia.

Świadomość tego, oraz obecność innych kucyków, które na pewno na nich teraz patrzyły, dodała jej otuchy. Przez pierwszą chwilę myślała, że im nie zależało. Ale potem przypomniała sobie, że nie wszyscy potrafią się bronić przed wrogiem, którego jeszcze nie widać. A ona miała swoje obawy. I rację gdzieś tam na pewno też. Zdeterminowana na powrót podniosła swój pyszczek, spoglądając w oczy ogiera.

- Sharp co ty wyprawiasz? – Zapytała tak jak przedtem, półszeptem, lecz tym razem już tonem mniej agresywnym, a bardziej „oskarżycielskim” z nutką żalu. – Tamtego ranka zginęło nas tak wielu. Została nas garstka, która ledwo uszła z życiem. – Kontynuowała z przejęciem i bogatą gestykulacją, machając nieznacznie kopytkiem. – Każda informacja o naszym położeniu będzie niezwykle cenna. Oni wyruszyli tyle ryzykując nie tylko dla ciebie. A ty odchodzisz od ogniska, kiedy Blue przysyła ci wiadomość. Nawet nie wiedziałam, że jeszcze jej nie ma. – Tupnęła kopytkiem. - Jedziemy na tym samym wózku i mamy prawo wiedzieć. Wszystko! – Skończyła, w końcu podnosząc swój głos w przypływie emocji i zdenerwowania.

Odpowiedz
White słodko drzemała sobie w jednym z wozów i można rzec, że... przygotowywała się na najgorsze. Po tak nagłym wypiciu sporej dawki alkoholi i drobnym... namieszaniu, to miała się czego bać. Również zbliżający się kac morderca, nie polepszał... i tak już złe sytuacji klaczy. Doprowadziła się do stanu... wręcz opłakanego. Stanu, który pewnie zostanie jej w pamięci na długi czas.

Do środka wozu wleciała puszka, której zawartość okazała się mordercza... dla aktualnej sytuacji. Były to prawdopodobnie śruby, które zaczęły latać i obijać się wewnątrz puszki, co zapewne skutkowało niemiłym dla uszu hałasem. Nie była to miła pobudka dla klaczy, która trochę wypiła... i do tego pierwszy raz w swoim marnym życiu. White nie chciała dać za wygraną, chodź głowa jej pulsowała z bólu. Taki sposób budzenia nie jest fajny... zdecydowanie nie jest. Skuliła się z bólu oraz próbowała zachować zimną krew. Najwyraźniej to poskutkowało, bo przez jakiś czas nie była już "atakowana" przez latające puszki, przez co mogła wrócić do snu... który długo nie trwał.

Po jakimś odstępie czasu, którego klacz nie mogła do końca stwierdzić; została "zaatakowana" przez Iron, która zaczęła coś gadać o podnoszeniu dupska i groźbach wylądowania na zewnątrz. Nie było to dla klaczy jakoś zbyt poruszające, więc postarała się po prostu zignorować. Jednakowoż tym, co przypieczętowało pobudkę White, było odsłonięcie płachty, która nie przepuszczała światła do środka wozu. White nie było to na kopyto, gdyż podziałało to na nią niemalże natychmiast. Początkowo jednak próbowała zignorować promienie światła, które na nią padały, lecz poległa. Chwyciła kopytkami głowę i spróbowała opuścić wóz w... mniej konwencjonalny sposób, którym było turlanie się.
[Obrazek: QJUCOAG.jpg]
Odpowiedz
- Co ty... - żona Picky'ego tylko się cofnęła. Sam ogier siedział i patrzył się na działania klaczy, osłupiały. Nie było mowy o żadnym samobójstwie, gdy cała April była skąpana we krwi. Zwłaszcza, że Torch nie był w posiadaniu broni, która mogłaby dać takie efekty przy użyciu.

- Torch? Do cholery jasnej, nie zmuszaj mnie do wejścia tam, ty cholerny idioto! Ruchaj se do woli, ale nie zabijaj nam towaru! - klacz weszła po schodach, szybko zauważając wyważone drzwi. Wtedy się zatrzymała.

- Co do kurwy... niewolnicy, do szeregu bo zapierdolę! Który to? - krzyknęła na dwójkę. April z powodu leżenia z zamkniętymi oczami nie mogła rzecz jasna nic zobaczyć. Dwójka scavengerów wydawała się zbyt zszokowana lub przestraszona, aby cokolwiek powiedzieć.



Light spojrzała się na Blue, nieco spokojniej. Ciężko jej było nie bać się trochę klaczy po tym co widziała w trakcie ucieczki... ale słyszała też, że klacz nie zabiła strażników z zimną krwią. Na pyszczku trójnogiej widać było skonfliktowane emocje gdy patrzyła się na niebieskiego jednorożca.

- Ja... zazwyczaj pomagam tacie przy sortowaniu tego, co przyniosą zbieracze - powiedziała, po chwili kładąc uszy po sobie i patrząc przez chwilę w dal - to znaczy pomagałam... Jestem dobra w zauważaniu szczegółów, rozróżnianiu rzeczy - klacz mówiła cicho, brak było w jej głosie charakterystycznego zapału cechującego kucyki opowiadające o swym specjalnym talencie.



Sharp patrzył spokojnie na Star, gdy ta mówiła i oskarżała go o niewyobrażalne dla niego oszustwa. Na tyle spokojnie, na ile potrafił, wysłuchując takich wyssanych z kopyta wymysłów, których to klacz wydawała się być niemalże pewna. Ogier nigdy by nawet nie pomyślał o możliwości zaistnienia ułamka sytuacji, które narodziły się w umyśle klaczy jednorożca.
Była najwyraźniej mocno na niego wkurzona... nie mógł nic z tym zrobić. Nie czuł gniewu, bardziej coś pomiędzy zmartwieniem, smutkiem a... nie potrafił tego określić. Jeżeli wciąż będą tak wyglądały ich relacje, to ta karawana nigdzie nie dotrze. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to co przekazała mu Blue.

Spojrzał głęboko w oczy klaczy. Nie chciał nic ukrywać, nie chciał kłamać. Nie był handlarzem, nie chciał nigdy być dowódcą. Mimo tego, że dzień dopiero się zaczął, ogier już zaczynał odczuwać zmęczenie swoją rolą. Zwłaszcza po tej karuzeli grania na jego emocjach jaką zafundowała mu, choć nieświadomie, Blue.

Starweave niedługo opuściła wzrok i położyła uszy po sobie. Ogierowi aż było jej szkoda w tej chwili. A potem zaczęła zadawać właściwe pytania. Te, na które powinien odpowiedzieć od razu, ale nie mógł. Nie był pewien też po pierwszych słowach wiadomości, jaki będzie ciąg dalszy. Wiedział, że nie byłby w stanie spokojnie wysłuchać wiadomości, gdyby okazała się ona ostatnimi słowami Blue. A nie mógł pozwolić, żeby reszta go zobaczyła w stanie w którym by się wtedy znalazł.

- Star... - zaczął cicho. Jego głos można było określić wieloma słowami, ale na pewno nie był pozytywny. Był zmęczony, był zdeterminowany, może nawet smutny, ale w żadnym wypadku nie mógł być szczęśliwy - Nie wiedziałem, co Blue powie. Mogło się okazać, że idziemy na śmierć. Mogła tylko przekazywać swoje ostatnie słowa - ogier zatrzymał się tu na chwilę, gdyż słowa nie chciały przecisnąć się mu przez gardło. Dopiero po paru sekundach opanował się na tyle, żeby móc dalej mówić. Starweave musiała tę przerwę zauważyć, pozostawała kwestia jej interpretacji... Sharp nie był dobrym dowódcą, zupełnie się do tego nie nadawał. Wiedział o tym, ale kontynuował.
- Wiadomości są dobre. Wracają, nie sami, ale potrzebują pomocy. Masz rację, powinienem być z wami szczery, ale musiałem wysłuchać tego sam. Gdyby przekazywali złe wieści, jak myślisz, co by się tu stało? Część by uciekła, część by zaczęła się kłócić, część może by została. Na pewno nie skończyłoby się to dobrze. - medyk próbował przekazać swój punkt widzenia stojącej przed nim klaczy.



White wyturlała się z wozu, co spowodowało kolejną eksplozję bólu w jej plecach. Zewnętrzny świat przywitał ją potężnym bólem głowy, pragnieniem i widokiem wszechobecnych chmur nad głową.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Odpowiedz
April udawała dalej. Miała nadzieję, że klacz podejdzie bliżej by sprawdzić czy na pewno nie żyje. Wtedy użyłaby swojej telekinezy i wraziłaby jej głęboko w gardło znaleźną zapalniczkę a potem spróbowała ją udusić biczem. Nasłuchiwała uważnie jej kroków, jej słów, by móc okreslić jak jest od niej daleko... Czy Dalej czy bliżej, by wiedzieć czego się spodziewać po otwarciu oczu.
Odpowiedz
Chwilową ciszę przerwały nagłe odgłosy z kopyta Sharpa, które okazały się być nabytym widać niedawno przez niego Pipbuckiem. Dla obeznanych w sytuacji stanowiło to wielką nadzieję, toteż uszy Rainfall podniosły się, gdy dotarł do nich zmodulowany głos przyjaciółki medyka. Jednak szybko zapał klaczy zgasł, gdy zobaczyła ona, że odchodzi on na ubocze. Czoło ciemnoniebieskiej zmarszczyło się, a uśmiech, który jeszcze chwilę temu wyskoczył na jej pyszczku, zmienił się w wyraz swego rodzaju rozczarowania.

Co takiego Sharp mógłby przed nimi ukrywać?

Najwidoczniej nie była z tymi myślami sama. Starweave nie wahała się okazywać swojego niezadowolenia wobec skrytości ogiera i gdy ten tylko wrócił, poprosiła go na rozmowę na osobności. I widocznie było zdenerwowana.

Postanowiwszy zostawić sprawę tej dwójce, Rain odwróciła głowę do mechaniczki, która w międzyczasie zaproponowała młodej najemniczce partyjkę w jedną z dwóch bardzo popularnych gier karcianych. I choć popularność tych gier ułatwiła przypomnienie sobie, na czym ogólnie one polegały, tak znajomość zasad wciąż pozostawała w sferze czarnej magii.

Rain nie lubiła karcianek. Choć wiedziała, że nieraz szczęście się w jej życiu uśmiechnęło, tak zwyczajnie nie pasowała jej idea przegrywania wszystkich pieniędzy przez to, że los nie sprzyjał jej aktualnej talii. Te gierki wymagał inteligencji, sprytu i szybkiego reagowania, a Rain wiedziała doskonale - i wcale się z tym nie kryła - że brakło jej co najmniej jednej, a najpewniej dwóch z tych cech. Poza faktem, że kuc z minigunem nie potrafił grać w żadną z wymienionych gier, to dochodziła też kwestia stawki - Rainfall była biedna jak mysz kościelna, przynajmniej na tę chwilę. Poker odpadał całkowicie.

I choć perspektywa grania specjalnymi kartami Iron brzmiała kusząco, tak tym razem ciemnoniebieska była zmuszona odmówić. - Z chęcią, ale nie tym razem. Nie dość że nie potrafię, to jeszcze nie mam czym, - powiedziała ze śmiechem. A potem usłyszała nagłe "Wszystko!" od strony dwójki rozmawiających na uboczu kucyków. Zerknęła w tamtą stronę; Star przez moment wyglądała, jakby zaraz miała się rozpłakać, tupnąć nogą i strzelić focha na cały świat. Na szczęście potem sytuacja się załagodziła. Rainfall westchnęła i obróciła głowę z powrotem do Iron. - Choć, trzeba ogarnąć śniadanie. Ja mogę poroznosić te konserwy, a ty przygotuj resztę. - stwierdziła rzeczowo, uznając że dyskusje na ten temat są praktycznie bezsensowne. Oba zadania były banalnie proste i trudne do spieprzenia, toteż bez słowa więcej - ale dając Iron czas na dodanie ewentualnego komentarza - wstała, wzięła dwie konserwy, które stały luźno (Przy okazji uważając by nie była to pasta sianowa) i odwróciła się z zamiarem udania się do dwóch najmitów przy braminach.
Pięć warunków dobrego tłumaczenia:
Pierwszy: Znajomość języka i umiejętne jej wykorzystanie
Drugi: Możliwość poświęcenia się tłumaczeniu w czasie wolnym
Trzeci: Niewyobrażalny zapas chęci oraz samozaparcia
Czwarty: Znajomość uniwersum
Piąty: Odczuwanie przyjemności z tego, co się robi.

Każdy z tych warunków można porównać do części w mechanizmie zegarka: Brak jednej z nich powoduje zatrzymanie się całości.


Opad: Konioziemia - Projekt Horyzonty!
Odpowiedz
- Taki wzrok do szczegółów to bardzo przydatna umiejętność. Ilość rzeczy jakie umykają innym a na których można się dorobić jest czasem przerażająca. A wystarczyło by się uważniej rozglądali wokół siebie. - powiedziała Blue komentując umiejętność klaczki

- Ale nadal, kiepskie z tego hobby. Każdy potrzebuje jakiegoś zajęcia by nie oszaleć w czasie wolnym. Ja dla przykładu lubię spędzać każdą wolną chwile z dobrą książką i jakoś nie mogę sobie wyobrazić sobie ciebie wyszukującej szczegółów w różnych rzeczach gdy masz chwilę wolną.
[Obrazek: signature.php]
Odpowiedz
Mogło być tak pięknie i ładnie jednak Rainfall wylegitymowała się tym że nie umie grać w karty i w ogóle fuj i nie ma za co grać. Lewe ucho Iron drgnęło kierując się do dołu jednak po chwili znów było w górze. - Szkoda. Czasem naprawdę zaczynam tęsknić za swoim kasynem... - schowała karty do juków i rzuciła okiem najpierw dokładnie tam gdzie Rainfall a potem na White która prawdopodobnie nie wie do końca co oznacza "chodzić", "wstawać", "słuchać rozkazów" i "ogarnąć się". A może to tylko promieniowanie wypaliło jej jakąś część mózgu?
W każdym razie Iron musiała przyznać że White zachowuje się zdeczka pojebanie to też nadal patrząc na White rzuciła - Zaczekaj. Nie dostarczaj jej jedzenia tylko wodę. Jak Sarenka wróci to poproszę go żeby zrobił jej lewatywę czy coś. - jednocześnie wskazała White i dodała - Nawet ja gdy dam ostro w palnik tak się nie zachowuję. A ty tymczasem leć już.

Iron znów zabrała się do otwierania konserw przy okazji sprawdzając czy któraś nie zawiera upragnionego przez Star smaku. (Well, jak takową znajdzie to ją przechowa) I przygotowała resztę, tutaj jej obowiązki się prawdopodobnie zakończyły więc dorzuciła do ogniska, wyciągnęła harmonijkę i zaczęła grać (Bob Dylan - Stuck Inside Mobile)
Jakoś nie widziało jej się iść teraz od ogniska i cokolwiek robić, w okolicy nadal nie było żadnego Mega czaru do rozmontowania i rozbrojenia a także niczego co można by przebadać pod kątem technicznym. Tymczasem grając zaczęła dumać nad ogólnie dostępnymi tematami.
[Obrazek: cgnimLq.png]
Odpowiedz
Odgłosy strzałów oddalały się, co nie było Maksimowi na kopyto, jego plan właśnie poważnie wziął w łeb. „Dobra przeszukiwanie wioski w biały dzień, to proszenie się o kłopoty, czas spadać stąd póki jeszcze mogę” – pomyślał, odwracając się w stronę góry. „Daję dwie paczki Bomb Cukrowych, że to snajper, tak hałasował” – w tym wypadku myśl została ubarwiona kwaśną miną. Ogier zapamiętał mniej więcej kierunek, w którym oddalały się strzały. Wiedział, że to najwyższy czas, by zacząć szukać pomocy. Był pewien, czy może pragnął być pewien, że po jednej stronie podczas wymiany ognia, znajdowała się jego wybawicielka i jeśli miał szukać pomocy, to mógł się jej spodziewać tylko od niej i jej możliwych sprzymierzeńców.

Żelaznooki, póki co porzucił swój ryzykowny plan ocalenia więźniów i ruszyłby obejść górę dookoła. Z zamiarem wejścia na nią od drugiej strony wioski i rozeznać się w okolicy. Miał również nadzieję, na zobaczenie oddalającego się od wioski obiektu, którym teoretycznie mogła być „Konspirantka”. Nie chciał też ułatwiać snajperowi roboty i nie miał zamiaru, wdrapywać się na szczyt góry tak, by się jemu pokazać. Więc będzie starał się pozostać w takim położeniu by nie widzieć dachów budynków wioski, przynajmniej na początku.
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości