Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wastelands Vol. 1
- Dzięki - Odwrócił się do grających i poszedł do grupy rozmyślając czy ci cali steal rengerzy mają technologię by otworzyć wrota jego stajni.

- Safe Harbor jest na południu. Cokolwiek to znaczy ale chyba warto tam iść - powiedział do gryfich braci. - Myślicie że można tu coś zjeść? - zapytał idąc już ze wszystkimi.
Odpowiedz
Kiedy Shield się wydarł cała czwórka siedząca przy stole podniosła wzrok na grupę. Dwujka kocyków z insygniami Stell Rangerów popatrzyła na siebie z kwaśnymi minami, po czym ogier położył karty na stole i wstał. Gdy się podniósł w powietrzu rozniósł się dźwięk przeładowania siodła bojowego i ciężkiego karabinu w nim zamocowanego. Amber popatrzył na grupę chłodnym znudzonym spojrzeniem i spokojnie podszedł bliżej. Gdy wyszedł zza osłony z worków z piaskiem dało się zobaczyć jego CKM nasadzony na jego prawym boku i prowadnice nabojową przerzuconą przez grzbiet do metalowej skrzyni z amunicją po drugiej stronie siodła. Sznur nabojów błysną niczym perły o rudym zabarwieniu pokazując że jest gotowy na możliwe kłopoty.

Ranger podszedł do Shilda i chwycił go kopytem za koniec pyska. Nie był to mocny uścisk, initiate tylko przytrzymał sobie jego nos by lepiej przyjrzeć się jego oku. Ogier przechylił głowę jednorożca to w jedną to w drugą stronę, a potem podniósł jego kopyto z PipBuckiem, by się mu przyjżeć. Całe to zajście nie trwało nawet dziesięciu sekund po których Ogier się odsuną i ciężko westchną. - Jak ja tego kurwa nienawidzę... Młody wo jest wyjątkowe... Twój wszczep to ustrojstwo na nodze. Wiele kontyngentów puszek by cie zabiło na miejscu za coś takiego. Więc na raz następny proszę cię stul pysk, okay? - Amber powiedział do młodszego ogiera i poklepał go po policzku. - Teraz powinienem cie zabrać do naszej twierdzy skatować na przesłuchani by dostać informacje a potem jakiś inny kontyngent puszek, najpewniej z tamtej okolicy, zrobiłby krwawą łaźnie w twojej stajni... - Żołnierz mówił to ze stoickim spokojem.

- Powinienem... Ale tego nie zrobię, kto wie... może bym to zrobił gdyby naszą twierdzę jakkolwiek obchodziła ta pieprzona pogoń za technologią... Tak więc... Młody trzymaj dziób na kłódkę o tych sprawach.- Powiedział lekko się uśmiechając po czym powoli wrócił do stolika. - Tak poza tym to zmiatajcie stąd. - Amber rzucił na odchodne do grupy, wracając do gry.
Odpowiedz
*Dotknij mnie tym jebanym kopytem jeszcze raz, a obiecuję że wyrwę ci je z korzeniami i wsadzę innemu w dupę* - powiedział Shield w myślach, odtrącając kopyto Steel Rangera. - *Puszki*

Lekko podenerwowany wypowiedzią "Puszki", odszedł w jakimś kierunku.[MG!]
- Kurwa, trzy ładunki EMP i dwa granaty plazmowe dobrze zamocowane i taka puszka znika - mówił cichym głosem, pod nosem Jednorożec. - Muszę przetestować tarczę, trzeba być gotowym na wszystko, te klaczki, porażka.
- Pytanie, macie jakąś miejscówkę do testu wiecie, broni, zbroi, tarcz energetycznych i magicznych? - zapytał jakiegoś innego, bardziej oddalonego kuca od tamtych. - Trochę oddalone albo zabezpieczone przed większym wybuchem?
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
Grupa strażników wróciła spokojnie do gry w karty, a gdy Shield zadał swoje pytanie jedna z klacz we wzmocnionym kombinezonie roboczym chrząkała ze śmiechu. - Żartujesz sobie prawda? To są pustkowia, to jest jeden wielki pierdolony poligon... - Rzuciła nawet nie odwracając wzroku od swojego kopyta.

Untie Horse, który obserwował całe zajście przy bramie po cichu i z boku, tylko pokręcił głową, widząc że przeradza się to w niepotrzebny postój. Ruszył do przodu zostawiając resztę grupy za sobą po czym się odwrócił. - W porządku. Zmarnowaliśmy już zbyt dużo czasu. Mamy jeszcze parę spraw do załatwienia. Ustawcie się w szyku i ruszamy. - Tak jak wcześniej owy kucyk wydawał się być wyjęty nie z tego świata, tak teraz pasował do niego idealnie. Jego głos z przyjaznego i pobłażliwego zmienił się w chłodny oficerski ton. Zatrzymał się na środku ulicy wychodzącej na most i zaczekał aż grupa się zbierze. - Kolumna dwójkowa. Ja z Umbrą prowadzimy. Bolt i Shield wy w środku. Mirage i Rose wy obstawicie tył... Zanim ktokolwiek zaprzeczy, to nie była prośba. - Powiedział krótko i ruszył dalej.

Grupa poruszała się przez jedną wielką dzielnicę przemysłowo, portową jaką była Harbour Island. Stare ciężarówki i zdewastowane budynki zasiewały okolice, jednak nie wszystko wydawało się być w porządku. Dookoła było cicho. Najemnicy prowadzeni przez kuca w pancerzu środowiskowym przemieszczała się pośród post-apokaliptycznego krajobrazu, który wydawał się być pusty. Nie było słychać okazyjnych ghuli ani nawet radrakanów, które mogłyby się chować w rumowiskach. Panowała martwa cisza, która buczała głuchym echem niebezpieczeństwa w uszach najmitów.

Jednocześnie EFS'y w które wyposażone były kuce z grupy świeciły pustkami. Przez długi czas nie pokazywały się na nich żadne znaczniki.

Po jakimś czasie najemnicy zobaczyli w oddali mur zbudowany z kolorowych kontenerów, do którego wiodła prosta szeroka droga i linia kolejowa tuż obok. - Dwie grupy. trzymać się ścian. - Untie rozkazał rozdzielając kolumnę na dwie. Grupa powoli poruszała się naprzód idąc przy ścianach przeciwległych budynków znajdujących się obok ulicy.

Kiedy Najemnicy zbliżali się go wielkiej stalowej ściany na EFS'ach zaczęły pojawiać się pojedyncze znaczniki. Lecz nie było widać kogo lub co oznaczały.

W odległości około pięciuset metrów od muru rozległo się trzeszczenie starych głośników. - Wkraczacie na teren wojskowy. Odejdźcie albo poniesiecie konsekwencje. - Wiadomość ta powyprażała się w kółko lecz nic po za tym. Po chwili upewniania się że sytuacja nie jest niebezpieczna Doktor dał znak by ruszać dalej. Po kolejnych stu metrach zapętlona wiadomość się urwała i zastąpiła ją syrena oznaczająca nalot. W kontenerach na szczycie muru otworzyły się klapy, przez które dało się widzieć lufy wielkokalibrowych armat. Drzwi w magazynach które stały obok drogi i przy których poruszali się członkowie grupy, otworzyły się pokazując barykady ze złomu. Głośny huk metalu zlał się z dźwiękiem ładowanej broni gdy niemal ze wszystkich stron w najmitów wycelował mały oddział Steel Rangerów wraz z sześcioma pancerzami wspomaganymi.

Gdy huk umilkła dało się słyszeć szum wciąż ładujących się przetwornic magicznych, a potem jedną krótką komendę. - Gotów! - Jednak żaden z żołnierzy nie wystrzelił wszyscy czekali z bronią wycelowaną w członków grupy. Ich sygnatury wyświetlane na EFS nadal były neutralne. Po paru sekundach syrena ucichła, głośniki zaskrzeczały i odezwał się ktoś przez interkom. - Cywile! Wkroczyliście na teren należący do Steel Rangers! Odłóżcie broń i powiedzcie czego tu chcecie, inaczej zostaniecie zlikwidowani.
Odpowiedz
- Po Equestriańskie Wojsko... - Shield zakręcił swoją bronią, zabezpieczył ją i schował pod juki odłączając tylko dwa kabelki. - Mam nadzieję że nic złego z tego nie wyniknie...

Shield się zastanawiał nad słowami jego Dowódcy, *Shield, nie jesteś jeszcze gotowy na Pustkowia, oni przy pierwszej lepszej okazji by cię zabili...* Nie myślał nad tym co się dzieję dookoła, trapiło go to co zrobił w Magazynie, to że zabił swojego Ojca, chwilkę później się obudził z swoich myśli i wrócił do rzeczywistości...

- Heh, długo jeszcze? - zapytał pod nosem Shield. - I'm Bone-tired right now...

Shield zażartował sobie pod nosem, ale stał w miejscu i tylko słuchał co mają "Puszki" do powiedzenia, miał dosyć tej paplaniny *I oni się uważają za żołnierzy*...
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
Bracia obserwowali sytuację z zimnymi obliczami, nie mieli zamiaru wtrącać się, gdy Steel Rangers byli w samym centrum owej. Młody ma nie wypażony pysk i jeśli dalej będzie się pakował w takie sytuacje będą musieli w jakiś sposób przemówić mu do rozsądku, lub reszcie grupy. Zgodnie myśleli, że Bolt przy nim to już weteran Pustkowii.

"Co to jakiś eksperyment Stable-Tec? Banda kucy i sztuczna inteligencja produkująca debili?! To teraz już jest przegięcie..." – pomyślał Um, przeskakując na temat ich pracodawcy. – "Szefuncio zmienił nastawienie, świetnie w końcu pojawił się dowudca, samowolkę to sobie możemy robić we dwóję, ale w grupie, to się robi niebezpieczne."

Bliźniaki ruszyły według wskazówek i ruszyli czujnie w dalszą drogę.

Bracia byli spięci, z każdym krokiem, który zbliżał ich do twierdzy znienawidzonej przez nich frakcji sprawiał, że strach coraz bardziej ich wypełniał, Mir oczywiście nawet o tym nie wiedział, bo stłamszone w nim emocje nie wypływały na gładkie lustro jego świadomości. Gdy nadszedł finał, a obaj stanęli wraz z grupą przed wrotami twierdzy, SR'zy wysypali się niczym szerszenie chroniące kolonii.

Um uniósł jedną z łap, a drugą od piął swój karabinek, który szybko spotkał się z ziemią. Mir już dawno stał z uniesionymi łapami obok swojego ukochanego karabinu. Braci pocieszały jedynie słowa kuca z posterunku na moście, które wskazywały na to, że ów regiment jest inny, co dawało choć złudną nadzieję.

– Spokojnie, nie mamy złych intencji, mamy wiadomość dla skryby Lime! – starał się jak najwyraźniej i głośno wypowiedzieć zdanie.
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz
Bolt odbezpieczył swoje smg które trzymał w kieszeni płaszcza i czekał na rozwój sytuacji. To było dla niego nowe że żołnierze którzy mają chronić cywilów bardziej dbają o technologię niż o życie którego na pustkowiach nie jest i tak dużo.
"Ciekawe kto będzie korzystać z tej technologi jeśli wszyscy wymrą" pytał siebie.

Po w miarę pokojowym rozejściu się kiedy usłyszał głos Untiego stanął na baczność jak gdyby był nadal na służbie i później posłusznie wykonał rozkaz. To był dla niego znajome. Słuchanie starszych i przełożonych w sprawach gdzie on nie miał mocy.
Na widok broni starał się przypomnieć ich specyfikację które poznał z książek a było ich pełno choć część wyglądała na modyfikowaną. "Wystrzały z tych armat pewnie są piękne" przeszło mu przez myśl o wiele wcześniej niż to że armaty są wycelowane w niego.
- O kurcze... - wymsknęło mu się kiedy odpowiedni bodziec dotarł do mózgu odruchowo odbezpieczył broń.
Odpowiedz
Rose cicho obserwowała cały ten cyrk który się wyprawiał przed nią. "Mamy farta, że ten gość ma w dupie wytyczne przełożonych, inaczej mogło by być nie ciekawie." Pomyślała słuchając słów Rangera. Potem zobaczyła jak ich pracodawca odchodzi od reszty grupy i zaczyna wydawać rozkazy. "No proszę, proszę... Nie ma to jak stara dobra gra pozorów. Z początku wydawał się być takim trochę lalusiem o dobrych manierach... Ale po tym co było w tunelu i teraz to... Doktor zna się na pustkowiach i jeszcze lepiej na ich mieszkańcach. Heh... Ciekawe co jeszcze może ukrywać w rękawie?" Gryfka rozmyślała wykonując polecenia i idąc za pracodawcą osłaniając daną jej pozycję. Po tym jak grupa odeszła na jakąś odległość od mostu zaczęła iść na tylnych łapach, chwytając w łapy swój karabinek. Całą podróż traktowała jak strefę wzmożonego kontaktu co jakiś czas podnosząc karabinek do oka i rozglądając się po swojej strefie. "Nie podoba mi się ta cisa..."

Kiedy w końcu znaleźli się na wprost wielkiej stalowej konstrukcji po plecach skrzydlatej przebiegł dreszcz. "Déjà vu..." Pomyślała przypominając sobie kilka podobnych sytuacji ze swojej przeszłości. Gdy pułapka w którą weszli wreszcie się zatrzasnęła ona tylko lekko się uśmiechnęła i założyła łapy za głowę. "No to kicha... Mogła bym spróbować stąd odlecieć ale najpewniej zaraz by mnie rozstrzelali... i pozostałych pewnie też... Teraz pozostaje tylko czekać."



Steel Rangers czekali uważnie obserwując co robią członkowie grupy. Gdy od jednego z braci padł ich uogólniony cel, Dwa kucyki w pancerzach wspomaganych ruszyły w jego stronę. Jedna z puszek stanęła na wprost niego, jednym kopytem następując jego broń tak by nie mógł jej w żaden sposób użyć, a drugi obserwował resztę grupy. Oba chodzące czołgi były uzbrojone w lasery Gatlinga będące w stanie zmienić całą grupę w popiół w ciągu kilku sekund. - Baza. Czy starsza skryba Lime kogoś oczekuje? - Kucyk na wprost Umbry zadał pytanie przez radio i czekając na odpowiedź zwrócił się go gryfa. - Czego od niej chcecie?
Odpowiedz
– Mamy sprawę wyłącznie do niej bezpośrednio i dalej będziemy rozmawiać z nią, będzie wiedziała o co chodzi, gdy tylko zaczniemy rozmowę. Mamy również przesyłkę dla waszego kwatermistrza jest to coś, co uwiarygodni nas w waszych oczach, a według naszego zleceniodawcy da nam możliwość rozmowy z nią, a terax jeśli pozwolicie, jedną łapą bardzo powoli wyciągnę worek z plecaka, trzymając drugą wysoko w górze, albo pozwolę go wam samym wyciągnąć z mojego plecaka – powiedział, wiedząc że w owym worku marynarskim nie znajduje się nic dla nich ciekawego poza wymienioną rzeczą, resztę nieśmiertelników i holotaśmę miał wewnątrz płaskiego plecaka przylegającego ściśle do pleów na jego kamizelce.

Gryfowi zdawało się, że słyszy chrupot dobiegający spod stalowego kopyta, gdzie znajdował się jego Sprey'er, miał nadzoeję, że to tylko jego wyobraźnia. Z drugiej strony zachowanie młodego, ppwoli zaczynało doprowadzać to do czystej pasjii.
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz
Kuc w pancerzu wysłuchał to co do powiedzenia miał starszy z braci. - Rozumiem. Nie wyrażam zgody na żadne ruchy z waszej strony cywilu. - Głos z pancerza wypowiedział te słowa dosyć oschle, typowym żołnierskim tonem, a dodatkowo jego zniekształcenie przez stalową skorupę nie pozwalało rozpoznać czy był to głos męski czy żeński. Po chwili Ranger odwrócił się do jednego z magazynów i wydał polecenie. - Spark. Przeszukaj go. - Po chwili z magazynu wybiegła dosyć drobna klacz jednorożca z karabinem laserowym w polu magicznym i stanęła obok gryfa. Założyła swój laser na zaczepy i stając na tylnych kopytach oparła się o bok starszego z braci. Po chwili skupiła się, a dookoła gryfa zabłyszczało kilka różowych iskierek. Całe to zmieszanie skończyło się równie szybko jak się zaczęło, klacz stanęła równo na ziemi obok gryfa i kiwnęła na swojego dowódce.

- Broń, amunicja, jedzenie... Dosyć standardowy wzór wyposażenia na pustkowiach, lecz oporządzenie niemal wojskowego stopnia. Dodatkowo posiadają nieśmiertelniki innych Steel Rangerów. - Klaczka wyrecytowała i ponownie kiwnęła głową na swojego dowódce. - "Masz całkiem miłe w dotyku futro... Było by szkoda gdybyśmy musieli cie zastrzelić... Ale w tedy mogła bym zrobić z twojego futerka milutki kocyk." - Umbra usłyszał głos lecz nie miał pojęć skąd mógł on dobiegać. Dobiegał on jednak wprost z jego własnej głowy i słyszał go tylko on. Jeśli gryf spojrzał na stojącą obok niego klacz ta lekko się uśmiechnęła i puściła do niego oko.

- A więc łapiduchy... Ech. - Kuc w pancerzu westchnął. Po chwili głośniki na ulicy zaskrzeczały i ktoś dalej odezwał się przez interkom. - Starsza skryba Lime na nikogo nie czeka. Żadnych karawan, handlarzy, ani nikogo. Sama osobiście to potwierdzała. - Kuc w pancerzu popatrzył na Umbrę i lekko pokręcił głową. - Nigdy was tu nie widziałem i Lime też nikogo się nie spodziewa. Macie ze sobą nieśmiertelniki Strażników... Zapytam wprost... Skąd ją znacie, skąd macie wisiory i kto was przysłał? Licze na szczerą odpowiedź inaczej Ty i twoja mała grupka najemników, możecie tego pożałować.
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: MarkJaw, 1 gości