Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wastelands Vol. 1
Umbra uśmiechnął się do Haywire’ra:

– Czy ja wiem, całkiem ładnie wygarnął i na poczekaniu, prawie mnie zachwycił, ale nie przejmuj się tym, jeszcze zobaczysz, co dzieje się na Pustkowiach Equestrii… Smok jest elokwentny i bardzo stroni od nas, podróżuje sam jak widać, a to już powinno dawać ci do zrozumienia, że nie jest to osoba, która sroce z pod ogona wypadła. To weteran albo w czepku wyklute indywiduum. Tak czy siak, nie chcemy mieć w nim wroga, a on w nas raczej też nie, choć będziemy zapewne na niego uważać – powiedział do kuca gryf , gdy tylko się oddalili.

W kuchni.

– Nienawidzę robactwa! – Um prawie podskoczył w miejscu, widząc przebiegającego radrakana – szczęście, że nie był to pajęczak… – gryf uspokoił się.

Gdy starszy zaczął wykład dla młodego jednorożca, Mirage rozpoczął akcję związaną z rozbrojeniem Shielda. Akcja definitywnie nie poszła po myśli braci. Gdy młodszy chwycił za broń, jednorożec jak zwykle poszedł na całość, dało się to przewidzieć i obaj spodziewali się tego, ale nie znali jeszcze możliwości młodzika, za to nie mogli pozwolić by sytuacja, w jakiej się znaleźli zaczęła przeobrażać się w strefę otwartego konfliktu, a na pewno nie po starciu ze Skinnerami. Potrzebowali odpoczynku, chwili na zajęcie się ranami oraz czasu na przygotowanie i spożycie porządnego posiłku, gdzie nie stanie się tak, gdy każdy będzie siedział pod bronią po kątach zajazdu, obserwując każdy ruch innych chwilowych mieszkańców tej przeklętej rudery.

Zachowanie jednoroga było nieprzemyślane, gdy tarcza uderzyła w Mirage, ten został delikatnie odepchnięty, co sprawiło, że kabel łączący broń z właścicielem napiął się nie znacznie. Potem gryf poczuł jak przez jego ciało przechodzi wyładowanie elektryczne, wtedy gryf stracił kontrolę, a jego mięśnie i układ nerwowy doznały prawdziwego szoku. Gryfem wstrząsnęło łapa, w której trzymał broń Phantoma, zacisnęła się na niej jeszcze bardziej, a spazm, który przeszedł przez jego kończynę sprawił, że broń została wyrwana właścicielowi razem z kablami. Mir zdążając wrócić do wyuczonej pozycji, z której mógł szybko oddalić się od wrogo nastawionego celu, utrzymując ciężar ciała z tyłu zanim doszło do porażenia. Upadł, gdy tylko nastąpiło, uderzając plecami w jedną z szafek kuchennych i usiadł w konwulsjach, wciąż przyciskając do siebie broń.

Um widząc, co się stało zawahał się, utwierdzając się w przekonaniu, że naprawdę nie lubi konfliktów z jednorożcami. Widząc, że jego brat uśmiecha się zaniepokoiło go to. Gryf wciąż siedząc, schował broń za plecy, gdzie czekał już w pełnej gotowości rozpięty plecak, gdy broń zniknęła w jego odmętach, słychać było jak ten na powrót się zapina.

– No młody takie rzeczy na pierwszym spotkaniu robisz, trzeba było mi najpierw postawić drinka – gryf wstał jak gdyby nigdy nic, choć wciąż czuł efekty porażenia – Nie wiem, czy cię pieprznąć, czy kontynuować grę wstępną… i…

– Koniec! – Umbra wszedł pomiędzy dwójkę – Albo jesteśmy jedną szczęśliwą rodziną z problemami, albo wypad na zewnątrz!

Gryf nie wyjmował broni, by nie doprowadzić do dalszej eskalacji konfliktu, tylko dla tego by utrzymać względny spokój i ze względu na brata, któremu ze wskazań na EFS nie dolegało nic ponad to, co było przedtem. Spojrzał na młodego kuca, nie opuszając jeszcze gardy:

– Zacznij myśleć i zastanów się po czyjej jesteś stronie, to nie pierwszy raz, kiedy stawiasz nas w złej sytuacji, nie wychodzi ci za bardzo to odwdzięczanie za ratunek, sprawiasz same problemy. Daj rozwiązywać sprawy starszym, a nikt nie będzie się ciebie czepiać. Broni nie dostaniesz dopóki nie zobaczę poprawy w twoim zachowaniu, a na pewno nie do momentu opuszczenia tego ośrodka, masz czas żeby odpocząć i pomyśleć. Zobaczymy, do jakich wniosków dojedziesz, może nie podoba ci się nasza paczka i chciałbyś pójść w swoją stronę sam.

Rana na brzuchu Mirage znów krwawiła, a prawie cały Biożel prawie całkowicie ją opuścił, przez spazm mięśni brzucha. Gryf zapalił latarkę kierując snop światła na ranę, po czym rozchylił ją delikatnie, a jej wnętrze rozbłysło wieloma refleksami, najbardziej na suchych jej jeszcze brzegach. W goglach wyglądało to nawet ładnie, gdyby nie groteskowy wygląd rozharatanych tkanek.

– To pył kwarcowy, nie ma go wiele, ale skutecznie zapobiega gojeniu się rany i dlatego nie działa na nią magia! To jest niespotykane!

– Teraz i ty brat robisz mi dobrze… – powiedział jakby zagubiony i wciąż lekko oszołomiony gryf – ja nie wiem czy to jest dobry pomysł, w końcu jesteśmy braćmi.

– Zamknij się ty zwichrowany pacanie! I idź włożyć jakieś ciuchy, bo zaczynasz się zbytnio ekscytować… Jak skończysz spakuj nasze rzeczy i migiem do generatora, tam zajmę się twoją raną, a ty przywrócisz zasilanie w tej dziurze zapomnianej przez księżniczki.

Gryf skierował się teraz w stronę ćpuna:

– Nie ma problemu, ale jesteś mi teraz coś winien, tak więc schowasz broń i będziesz grzeczny, a jak spełnisz moje oczekiwania dostaniesz działkę i będziesz mógł odprężyć gdzieś w szafce nikomu nie przeszkadzając.

Jeśli jednorożec nie stawiał więcej żadnych oporów, Umbra pociągnął za sobą Haywire’ra i przeszedł z nim przez pomieszczenia biurowe, trzymając pistolet w gotowości. Wszystko wyglądało na opuszczone i wolałby tak pozostało w pozostałej części budynku. Przeszli potem razem przez korytarz, w którym drzwi prowadziły do kabin sypialnych i pomieszczeń sanitarnych. W końcu na samym szczycie korytarza drzwi zaprowadziły ich do warsztatu, z którego kolejne drzwi prowadziły do pomieszczenia z generatorem. Na szczęście reszta budynku była równie opuszczona, jak część biurowa. 

– W końcu mamy chwilę, żeby porozmawiać – gryf schował pistolet do kabury na udzie, po czym usiadł na jednym ze stołów warsztatowych – ale zanim to nadejdzie, powinieneś zając się radioaktywną wilgocią, jak rozumiem nie chciałeś eksponować swojej cybernetyki przy reszcie, teraz masz możliwość… – gryf wiedział, że kuc oddaje tłem, jego licznik odzywał się co chwilę alarmująco, gdy znajdował się w pobliżu kuca.

– Trzeba wyrze mać te okrycie i sierść, zanim zaczniesz odczuwać efekty choroby po promiennej, tutaj cię nie zobaczą, dobrze robisz, że ukrywasz się z tym. Niektórzy mogliby chcieć zrobić coś bez twojej zgody, na przykład Steel Rangers albo Kolegiat, z naszej strony nie musisz się niczego obawiać, większość tej zbieraniny ma wszystko gdzieś, choć Doktorek, to inna sprawa…

Gdy kuc podjął jakieś działania, gryf zapytał:

– Długo już jesteś na powierzchni?
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz
- Grrrrr, chcesz bym się uspokoił i przemyślał swoje poczynania? I jeszcze wymagasz ode mnie poprawy w zachowaniu? Oddaj moją broń a ci się poprawię, będę cichszy od myszy pod miotłą może nawet zniknę...... I się nie pojawię jak tak bardzo chcesz..... Ja po prostu nie będę się umiał skupić na niczym jeśli nie będę czuł swojej broni na swoim grzbiecie..... Będę nie wydajny jeszcze bardziej bezużyteczny niż byłem w waszym mniemaniu..... - tak powiedział, i mówił to głosem szczerości, było coś w broni że nie mógł jej od tak o zostawić w szponach braci, nie wierzył im i chociaż zaufanie to podstawa on im nie ufał, może lekko ale nie tak by oddać im własna broń. - Możesz mi w to nie wierzyć ale tej broni używała moja mama i później ojciec, w obudowę są wbudowane ich nieśmiertelniki, ma to wartość sentymentalną..... Muszę tą broń odzyskać by funkcjonować.... Więc mi ją oddaj.....
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
spojrzał na Umbre który siadł na jedym ze stołów w warsztacie i za zacętą Gryfa ściągnął napromieniowany płaszcz z siebie odkładając go dalej od siebie - No wiesz nie ufam im wyjątkiem jesteś ty i twój brat... A jeśli chcesz się dowiedzieć skąd się tu wziąłem, i ile jestem na powierzchni to już ci mówię

Usiadł wygodnie i przemyślał jak wszystko opowiedzieć i zaczął mówić - No więc na pustkowiach jestem od około tygodnia, a zaczęło to się od zwykłego ataku na moją stajnię.

- Nie wiem jak przeszła walka ilu było wrogów, wiem tyle że wysadzili grodzia od stajni jakimś ogromnym ładunkiem wybuchowym. Gdy już byłem wystarczająco blisko znalazłem może truchła, pełno zabitych napastników i około 10 strażników w pełnym wyposażeniem i ulepszeniami cybernetycznymi specjalnie do walk, mieli generatory tarcz magicznych jedne z lepszych ale widocznie wrogów było zbyt dużo i tarcze nie mogły powstrzymać tylu pocisków. Przeszukiwałem wszystko w stajni nic nie znalazłem przydatnego prócz kilku eliksirów, stealthbucków, jedzenia oraz broni, ale gdy przeniosłem się aby przeszukać ciała znalazłem nagranie na jednym z pipbucków że całą krypte zabrali jako jeńców na północ, gdzie ruszyłem.

- Przez kilka godzin podrużowałem aż trafiłem na karawanę do której mnie przyjeli jako ochroniarza, przez półtora dnia było fajnie jechaliśmy w moim kierunku, lecz gdy przez przypadek odsłoniłem płaszcz i ukazałem swoje ulepszenia to zrobiło się nie miło, zaczęli widzieć we mnie tylko kapsle, nie chciałem z nimi walczyć więc chciałem opuścić karawane nim posuną się za daleko lecz zaatakowali nas zwani przez nich skinnerzy . no i uciekając trafiłem na tereny industrial saddle a resztę już znasz,

skończywszy opowieść wstał z ziemi i zaczął przeglądać warsztat szukając jakiś przydatnych części czy narzędzi a nawet metalu do napraw polowych ,
znalazł kilka blaszek pociętych w sam raz do naprawy po pociskach lub aby zrobić lekki pancerz. -no cóż zawsze coś - schował wszystkie 8 blaszek do juków i spowrotem sprawdził płaszcz który teraz zobaczył że przy kopytach już jest poszarpany

_______
(nie wiem czy mogę więc w razie czego John poprawisz mnie o znalezisku )
Odpowiedz
Cobalt stał przez chwilę z doktorem i obserwował wydarzenia dziejące się dookoła niego. Krzyki, strzały, wyrywanie sobie broni i jeszcze raz krzyki. Wszystko to było dla niego zbyt głośnie i chaotyczne. Nie podobała mu się ta sytuacja.

- Ciężkie zadanie przed tobą jeżeli oni mają ci w czymś pomóc. - powiedział smok odwracając się z powrotem do kuca z którym prowadził rozmowę – Dobra, to ja pójdę poszukam jakiegoś spokojnego kąta i się ogarnę. A oni jeżeli chcą ogień to niech przygotują na niego jakieś miejsce. Nie chciał by przypadkiem spalić tej rudery jak w niej jesteśmy.

Podnosząc swój plecak z ziemi, Cobalt przerzucił go przez ramię po czym wziął kamizelkę do ręki i ruszył wolnym krokiem w kierunku wejścia do kuchni. Zatrzymując się w drzwiach, oparł się o framugę i z zaciekawieniem obserwował walkę z lodówką, szarpaninę z bronią i ogląd ran w dość mało sterylnych warunkach.  Z całego tego przedstawienia mógł wyciągnąć tylko jeden wniosek. Im mniej czasu spędzi z tą bandą tym lepiej. Po chwili tłum jak by się zmniejszył gdy cześć postaci poszła zając się swoimi zadania. Cobalt postanowił podążyć za gryfem i jednym mało ogarniętym kucem przez drzwi po drugiej stronie kuchni.

Podążając powoli za dwoma postaciami Smok wszedł do „pomieszczeń” biurowych. Nie było tu dużo, dwa biurka z niedziałającymi od dawna terminalami i z dwie szafki na dokumenty. Zajazd tej wielkość raczej nie potrzebował dużej przestrzeni biurowej. Cobalt z ciekawości otworzył szufladę w biurku po czym zamkną ją gdy się okazało że nie ma w niej nic poza 3 kapslami i paczką naboi 10mm. Gdyby miał zbierać każdy jeden nabój z przypadkowych szafek i biurek chodził by lepiej uzbrojony niż nie jeden stalowe. Poza tym, kto w ogóle trzyma amunicje w takim miejscu.

Przechodząc przez drwi prowadzące w głąb budynku, Smok znalazł się na korytarzu po obu stronach którego znajdowały się pokoje gościnne. Podchodząc do pierwszych drzwi, Cobalt je powoli otworzył. Po drugiej stronie znajdowało się coś co kiedyś było pokojem. Aktualnie brakowało w nim jednej ściany a łóżka które kiedyś w nim stały można było dojrzeć wiszące na drzewie oddalonym o jakieś 100m od budynku. Tu to musiała być impreza.

Zamykając drzwi Smok podszedł do następnych i je otworzył. Ten pokój był cały, ale  łóżko było już zajęte. Przepraszając za wtargnięcie zamkną on drzwi po czy stał przez chwile zastanawiając się na tym co przed chwilą zobaczył. Wyciągając z kamizelki flamaster napisał na drzwiach „Radroach Sex Dungeon – Proszę nie przeszkadzać” i ruszył w kierunku następnych drzwi.

Do trzech razy sztuka. Ten pokój był cały i nie zajęty. Był prosto umeblowany, Dwa łóżka pod ścianą, nie wielki stolik i drzwi do małej łazienki. I wyglądało na to, że łóżka są nawet w niezłym  stanie jak na 200 lat nie wymieniania pościeli.

Wchodząc do pokoju Smok zamkną za sobą drzwi i rzucił swoje rupiecie na łóżko znajdujące się najbliżej niego. Zdejmując z siebie mokrą bluzę, Cobalt wytarł nią z siebie resztki wody po czym rzucił ją na łóżko obok kamizelki i plecaka. Wysuszy się je potem przy ognisku. Po sprawdzeniu czy bandaże które są obwiązane wokół niego nadal są w dobrym stanie i nie wymagają zmiany smok wyciągną z plecaka koszule, założył ja na siebie i zaczął powoli zapinać guziki zastanawiając się przy tym kto projektował ten zajazd. By przejść z pokoi gościnnych do jadalni trzeba przejść przez kuchnie i biuro. Całkiem bez sensu.
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości