Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wastelands Vol. 1
– Na zewnątrz szaleje burza, istna zamieć, zapewne nie jest to pierwsza burza, którą wytrzymał ten budynek… – powiedział Mirage, przechodząc przez kuchnię obładowany rzeczami swoimi i brata – ale nie można tego powiedzieć o wszelkich zwabiaczach klientów, neony i oświetlenie jest pobite, nikt tego nie naprawiał, z tego co zdążyłem zauważyć wchodząc tutaj na początku. Okablowanie i wszelką inną elektronikę też szlag pewnie trafił. Po mimo tego i tak odetnę wszystkie kable, które prowadzą na zewnątrz. I nie dłubać mi w skrzynce z bezpiecznikami, zajmę się tym jak skończę z generatorem o ile da się coś zrobić.

Mirage bez dalszego ociągania się ruszył dalej mijając ćpuna pochłoniętego walką z radrakanami.

Um słuchał z ciekawością, co cyberkuc miał do opowiedzenia. Trochę żałował, że nie dowiedział się więcej, ale jeśli Haywire z nimi zostanie. Wtedy możliwe, że za jakiś czas podzieli się większą częścią swojej przeszłości.

–  Ciekawe, raczej nie ładunek, a lanca termiczna… choć nie potrafię sobie wyobrazić konstrukcji, która byłaby w stanie poradzić sobie z wrotami stajni. Pytanie tylko, kto to zrobił, jest tylko kilka grup zdolnych do czegoś takiego pod względem wiedzy i technologii, choć pierwszy raz słyszę, by ktoś otworzył wrota siłą, przeważnie wszystko odbywa się ze strony mieszkańców krypty, którzy sami otwierają wrota lub ktoś używa specjalnego klucza z zewnątrz, z tymi dwoma przypadkami się spotkałem. To, o czym mówisz jest niewyobrażalne…

Do pomieszczenia wszedł Mir, po czym bez słowa ułożył rzeczy w najwygodniejszym jego zdaniem miejscu.
– Co większe możesz spokojnie pociąć, ale uważaj na zbiorniki, beczki i wszelkie inne pojemniki, nie wiemy co się w nich znajduje – powiedział młodszy gryf, dając do zrozumienia, że słyszał część rozmowy brata z kucem.

Bracia wraz z nowym towarzyszem zaczęli żmudną przeprawę przez złom, by dostać się do pomieszczenia z generatorem, słysząc od czasu do czasu dźwięki wydawane przez przygniecionego ghula.
I like my victims like I like my coffee... in the butt!
Odpowiedz
Złom w warsztacie, który blokował dostęp do drwi nie chciał dać za wygraną. Puste szafy dały się przenieść w miarę łatwo, trochę ciężej było z beczkami w których nadal przelewały się ich dawne zawartości. Były one w niektórych miejscach dziurawe od rdzy więc musiały być przeniesione bardzo ostrożnie by nie oblać którejś z pracujących tam osób jakąś starą i może łatwopalną cieczą. Na koniec zostały rzeczy które były za ciężkie dla całej trójki takie jak pełny blok silnika wraz ze skrzynią biegów i mechanizmem różnicowym. Pocięcie go na części zajęło kilka minut i nie obyło się bez niespodzianek. Gdy blok się zbytnio nagrzał doprowadzało to do samozapłony pozostałych w nim cieczy przez co co chwila z silnika buchały płomienie. Nie były one duże ale ktoś mógł stracić pióra lub futro jeśli by nie był ostrożny.

Po chwili udało im się odgruzować drzwi i wejście do pomieszczenia z generatorem stanęło przed nimi otworem. Był to nieduży pokoik wielkości 4x4 w którym stał tylko i wyłącznie generator. Wielki metalowy klocek stał na samym środku pokoju tak by był do niego dostęp z każdej strony. Metalowa obudowa w niektórych miejscach odpadła ze starości odsłaniając mechaniczno magiczne mechanizmy skryte pod spodem. Po sekundzie generator ponownie spróbował się włączyć. Coś w nim zgrzytnęło, zapiszczało, a cała konstrukcja zatrzęsła się wyjąc niczym zdychające zwierze. Po czym na powrót się wyłączył.



Rose rozejrzała się po kuchni widząc już nieco więcej w świetle palącego się ognia. Wzięła ostatni buch swojego papierosa po czym zgasiła go na ścianie i wyrzuciła do śmietnika który stał gdzieś w pobliżu. - Chce po prostu mieć odrobinę światła w tym pierdolniku. Zresztą i tak jeśli uruchomią ten generator to obciążenie sieci będzie takie że większość tych starych żarówek szlag trafi. A na zewnątrz jest ciemno jak w dupie zebry, nie sądzę by ktoś, lub coś mogło zobaczyć światło z odległości większej niż 100 metrów. Tak więc jesteśmy raczej bezpieczni. - Po tych słowach zaczęła przeszukiwać po kolei wszystkie szafki, nie szukała niczego konkretnego tak więc zadowalało ją wszystko na co sie natknęła.  Wyciągnęła z szafek mały stos drewnianych utensyliów które porzuciła w stronę smoka. Większość mebli kuchennych świeciła pustkami lub pustymi opakowaniami, ale udało jej się znaleźć trzy pełne puszki z różnymi warzywami oraz parę opakowań z przyprawami. - Łał... To coś jest naprawde sporo warte w Tenpony i podobnych miejscach. - Powiedziała i schowała torebki do torby, natomiast puszki postawiła na jednaj z kuchenek obok palącego się ognia.

W pewnym momencie natrafiła na zamkniętą szafkę. Szybko wyjęła swój śrubokręt i zaczęła majstrować przy zamku. Nie chciał się poddać łatwo ale w końcu uległ. Drzwiczki się otworzyły a za nimi stało parę kolejnych puszek oraz dwa opakowania jajek na ostro. Gdy wyciągnęła jedną z puszek na jej dziobie namalował się lekki uśmiech. - Heh. Chyba musieli mieć tu gryfa za stałego klienta. - Powiedziała cicho patrząc na puszkę mielonki. Schował gwie a jedną postawiła na kuchence obok pozostałych. - Hmmm... można by było machnąć gulasz. - Gryfka się zastanawiała. stojąc przed kuchenką.



Po krótkiej chwili zmagań z zamkiem od walizki Acidowi udało się go rozbić. Bagaż się otworzył ukazując swoją zawartość. W większości były to tylko stare koszule, dwie czapki oraz mała paczka amunicji 9x19 [20 sztuk]. W jednej z kieszonek walizki było także wyblakłe już zdjęcie pokazujące rodzinkę kucyków.
Odpowiedz
-Jakie słodkie... pewnie jego rodzina zginęła od wybuchu, albo głodu, albo bandytów, albo promieniowania magicznego.-Zaczął mówić nie przerywając. W porównaniu do jego wcześniejszego sposobu mówienia, to było trochę dziwne.-Ale jedno jest pewne, nie żyło im się lekko!-Wykrzyknął pakując sobie amunicję do kieszeni i zabierając jedną z lepiej zachowanych koszul.
-Takim kucykom w tyłku się przewracało, a to przez to że nie wiedzieli co mieli, a jeśli wiedzieli, to nie doceniali, ale jeśli doceniali, to pewnie byli szczęśliwi! Każdy chce być szczęśliwy, ale nie może bo ma wymagania.-Przechodząc obok lady w stronę drugiej lodówki zabrał swój rewolwer i schował pod ubranie.
-A jeśli ma duże wymagania, to raczej ich nie spełni, ja mam swoje wymagania, ale nie duże, albo duże duże to pojęcie względne. W ogóle pojęcie względne dziwnie brzmi.-Chwycił za uchwyt od drugiej lodówki, ale nie mógł jej otworzyć.-Przecież prosiłem że by ktoś to otworzył, czemu nie jest otwarte?-Usiadł i spróbował swoimi kopytami zamknąć sobie pyszczek.-Ale ja tak niewiele prosiłem, nawet obiecał więcej, ale kto to był no kto? Nie mogę sobie przypomnieć, albo nie chcę, ale po co miałbym nie chcieć?-W końcu używając koszuli sam zatkał sobie pyszczek, naciągając ją na niego,-Mhmhmhmh mmhhmhm.-Dalej nie przestawał mówić.-HmmmHM, mHmHmhhm mhmmmm.
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości