Ocena wątku:
  • 4 głosów - średnia: 4.75
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Niezapomniane opowieści [+18]
#71
(11-04-2016, 20:38)Eniek702 napisał(a): Brawo, wbijasz się w sam środek sesji pbf o walce o puchar i pokazujesz piżamki.
To temat ostatni post. Moge pisać co chce Smile Sesja mnie nie obchodzi :d
Odpowiedz
#72
Jedząc konserwę i popijając Sparkle Colą zacząłem opowiadać Szberowi co i jak z piosenką...
-No to było tak była godzina gdzieś koło ósmej wieczór byłem koło Hoofingtoonu, usłyszałem nie wyraźne do końca śpiewanie jakiejś grupy, podbiegłem z myślą że troszku uda mi się zdobyć amunicji do karabinku, na mniej więcej 200 metrów od obozu usłyszałem klacz śpiewającą o Wiskey-powiedziałem popijając Sparkle Coli-bryyy trochę za słabe trzeba mi czegoś mocniejszego-po chwili szukania w jukach oczom Barmana, Szabera i Shielda ukazała się 500ml butelka Wiskey.
-No to to ja rozumiem, Barmanie drogi masz pan ze dwa kieliszki?
Po nie długim czekaniu barman wystawił dwa kieliszki, a ja nalałem Wiskey.
-No to widzisz teraz o co się rozbiega stary zacznijmy piosenkę


Całą noc pijemy Whiskey
Chociaż problem mamy wielki
Cała noc pijemy Whiskey
Pijemy u każdej belki

Czas zły, czas mdły, z oczu lecą łzy
Wszyscy ciurkiem w swoje pyski
A więc pijmy w nasze puste łby
Nalewajmy ciągle Whiskey!

Teraz wiem, co jest, dobre winko też
Naszych klaczy piękne pyski!
I choć problem jest, damy rade se
Nie zapomnij też o Whiskey!

Całą noc pijemy Whiskey
Choć nasz problem wciąż jest duży
Całą noc pijemy Whiskey
Potem łeb ktoś w toń zanurzy!

Jest wódka, jest, nasz wyciskacz łez
Z pamięci zostają przebłyski!
Ale smak nie ten, zimno mrozi krew
Więc zostańmy przy Whiskey!

Wciąż pijemy naszą Whiskey
Problem mamy, lecz niewielki
Wciąż pijemy naszą Whiskey
A nam znika obraz wszelki...

Czasy złe, czasy mdłe, wszyscy biją się
Posiniaczone ich pyski
A ja wrócę, znajdę cię...
...Kiedy tylko skończę Whiskey!


Po chwilowym odsapnięciu wypowiedziałem się do Szabera.
-To już koniec pioseneczki ale nie koniec z Wis...-nie dokończyłem gdy zobaczyłem tego samego Najemnika co widziałem wtedy gdy chciałem go zajść i pomóc temu parszywemu Pegazowi...-Co do...
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#73
Overpills gdy tylko usłyszała to jedno króciutkie lecz jakże piękne dla niej słowo uśmiechnęła się jak wariatka i przyłożyła pegazowi gumowym młotkiem lekarskim w głowę.
- To wspaniale jednak to będzie ciutkę bolało a szkoda mi marnować środki przeciwbólowe skoro sam zgodziłeś się na badanie ! - Chwilkę później klacz roześmiała się histerycznie i poczęła wyjmować z swej wielkiej poplamionej krwią torby różne niepokojące specyfiki.
To znaczy skalpel, obcęgi, małą piłę, jakieś rurki, kilka dziwnych urządzeń medycznych, przenośną kroplówkę i zestaw pierwszej pomocy ... a i nie zapominajmy o wszelkiej maści Stimpackach i prochach ...
- A więc do dzieła czas na BADANAIA !!!
- ... a i trzeba załatać ci te skrzydełka bo nic z ciebie nie będzie...
- Dish możesz mi podać rondel z wrzątkiem ? - Spytała klacz przechodzącego obok jednorożca
- Oczywiście już wszystko przygotowałem, ręczniki, wrzątek, słoje i twój kitel. - Odparł jednorożec podając telekinezą dość spore zawiniątko
- Dziękuję jesteś kochany ... nie wiem co bym bez ciebie zrobiła ty mój bohaterze ... - Odparła klacz ubierając się w kitel i dając całusa Dishowi
- Świetnie to ja pójdę przygotować ci wodę do umycia się, nie chcę być znowu upaćkany resztkami z wnętrzności jakiegoś kucyka... - Rzucił ogier idąc w stronę ogniska które wcześniej rozpalił
- Dobrze ... a na czym to ja skończyłam ... a tak ... -( Diaboliczny uśmiech )- Miałam zacząć BADANIA !!!

Green odwrócił się na pięcie z uśmiechem na twarzy ... w sumie nie był pewny czy nie skazał biedaka na znacznie gorszy los niż przygniecenie przez fortepian ... Zwłaszcza jeśli obudzi się w środku operacji ... ech ...
Green usiadł obok Silvestra który brał w pokera z Swordgunem i Apri ( Dyżur pełniła w tym momencie Tetria ).
- I jak Overpills już się do niego dorwała ?
- yep ...
Przygoda to nie zawsze pasmo zwycięstw i niezwykłych bitew, czasem jest nią tułaczka i ucieczka ale najważniejsze jest to by trzymać się razem i nie chować się za niezniszczalnymi ścianami bo jesteś w nich uwięziony i nigdy się nie uwolnisz.
Odpowiedz
#74
Rozróba!
Stali wpatrzeni w siebie, Eniek i ci dwaj. Co robić?
-Więc widzimy się ponownie... Może wy dwaj, zanim stanie się coś złego, przedstawicie się? Najlepiej zacznę: wołają na mnie Eniek. Jestem najemnikiem, posiadającym aktualnie artefakt, który tak silnie ścigacie. Muszę dostarczyć go kucowi ziemnemu, któremu na imię Poulsen. No, teraz wasza kolej.
-Ja jestem Szabrownik, zmienili mnie w chimerę. Długa historia, nie na teraz. A mój kolega to Phantom Shield, jednorożec, który chce zbadać ten artefakt, co go masz. Zaczynamy?
-Możemy.
Oboje ścisnęli do stłuczenia swoje kufle. I wstanęli.
-Karczemna bójka na kopyta, ha?
-Prawie.
Szaber był chimerą.
Miał ogon z jadem.
Eniek za to uczył się na błędach. Szybki zwód w lewo oddalił go od przeciwnika, jaszczur wbił ogon w deski. Prosty cios z prawego wystarczył na syknięcie. Red zaszarżował, wbił się w szafki po zepchnięciu w lewo.
-Jeszcze! - wrzasnął najemnik. Adrenalina ciągnęła.
Po paru minutach wszyscy stali w trójkącie dookoła dookoła, zasapani. Za to bar był w ruinach. Drzazgi, pył i porcelana. A pośrodku chimera, jednorożec i najemnik.
Czas wyciągnąć grube działa.
Rozdzielny pocisk energii magicznej o dziwo spotkał się z błyskawiczną reakcją tarczy ochronnej Shielda, która zaświeciła tylko, jakby wzmocniło ją to. Wręcz w stronę Eńka wypusczono pocisk energetyczny, który zaparł mu dech w piersi i odrzucił lekko do tyłu, aż przysiadł, pomimo instynktownego złożenia prostej tarczy, która taką dawkę mocy powinna zatrzymać. Ale Szabrownik nie miał tyle szczęścia. Prosto między oczy władowano mu potężną dawkę energii, co odrzuciło go na ladę i rozproszyło tym samym drugiego, który spojrzał do tyłu i na chwilę stracił skupienie na zaklęciu. To był moment. Eniek wstał po ciosie pociskiem.
Prosta szarża, zakończona lewym hakiem, który przekręcił stajennego kuca o 180 stopni zadziałała. Wyglądało na to, że wygrał. Ale gad wstał. Przyszpilił go do ziemi, a kiedy jego kompan się ogarnął, związali go.
-Już nie taki cwany leżąc, ha?
-Jeszcze chwilę...
-...sobie tu poleżysz. Jakieś osiem godzin, dopóki odkopią z powrotem wejście. Adios.
Leżał tak, a Shield wpakował artefakt do juk i wyszedł. Nie wiedzieli dwóch rzeczy: najemnik był dobrym magiem, aktualnie pod wpływem ziół wspomagających i przepełniony magazynem magii. Nie było więc mu problemem przerwać więzów telekinezą, i puścić pocisk energii prosto na zasypane już wejście. Wielkiemu bum desek i drzazg towarzyszyły zdziwione miny oddalających się powoli, przed chwilą szczęśliwych kuców.
-Nie na mojej robocie! -wrzasnął Eniek.
Skok na Shielda, odkopując przy tym chimerę na bok był efektywny. Szybko wyrwał z juk przedmiot walki położonemu, i sam przeteleportował się szybko na koniec alei 200 metrów dalej, zbiegając między domy.
Nie widzieli go! To szansa! Wrzucił artefakt do juk, szybko wpakował się do najbliższej studzienki kanalizacyjnej. Zamknął ją, stanął na drabinie i czekał.
-Tam pobiegł! Dawaj!
Przebiegli po studzience. Na razie nie wychodził. Kanały Hoof były dość jasne i niezbyt "opotworzone" więc wybrać się na spacer do obrzeży miasta jest warto.
Długa droga...
KOLOROWE JEST FAJNE, WEŹ IDŹ
10/27
Odpowiedz
#75
-Gdzie on jest?-Wraz z Shieldem wbiegli w następną uliczkę, lecz dalej nie mogli dostrzec najemnika.
-Masz coś jeszcze w tym pipbucku, co może nam pomóc?
-Nie wiem, czekaj.-Jednorożec sprawdził kilka opcji, poczym krzyknął.
-Jest!
-Gdzie?
-Tu jest. Wprost przed nami.
-Ale tu nikogo niema, chyba że...
-Urządzenie nie działa w pionie, tylko w poziomie.
-Dobra przy następnej studzience wskakuje do środka, a ty za nim po ziemi.
I tak też zrobili. Przy najbliższej okazji chimera wskoczyła do kanałów. Panował przyjemny pół mrok. Czuć było wszech obecną wilgoć i stęchliznę. Nie musiał szukać tropów, mokre ślady kopyt znaczyły Szabrownikowi drogę, dodatkowo odlot wreszcie zaczynał działać. Byłby zbyt dużym szczęściarzem, gdyby mutacja nie dała mu jakiś negatywnych efektów. Czasami lekarstwa działały z opóźnieniem, lub jeszcze rzadziej działały słabiej. Dogonił najemnika, lecz nie chciał atakować go sam, został w ukryciu. Czekał aż spróbuję wyjść, wtedy go ugryźe.
Odpowiedz
#76
Biegnąc po ziemi wzdłuż śladu Szabera i Nejemnika zatrzymaliśmy się, najemnik myślał że jest już bezpieczny że uciekł, przygotowałem karabin tarczę i Stelth bucka byłem przygotowany na wyjście Najemniaczka z kanałów...
-Jeszcze chwila, jeszcze moment-z wolnym oddechem celowałem w studzienkę-"Jest rusza się pokrywa, teraz szaber"-Pomyślałem, po chwili szaber zaatakował idealnie w momencie żeby móc złapać jednoroga za fraki wyciągnąć i związać, co też po chwili zrobiłem...
-hymm gdzie ty to schowałeś-zacząłem, najemnik nie odpowiedział-Dobra więc chcesz żebym sam to znalazł no dobra, Szaber wiesz co możesz z nim zrobić-dałem mu specjalną obręcz
-Shield co z tą obręczą mam zrobić?
-No wiesz na róg założyć a później go zakop
Po nie długim przeszukiwaniu juk znalazłem artefakt i zabrałem go stamtąd, oczywiście żeby znał moje dobre serce nie okradłem go.
-Dobrze znalazłem gdzieś wcześniej takową obręcz.
Po chwilowym pomyślunku
-Dobra szaber to mów gdzie mamy się teleportować żeby najlepiej zniszczyć to coś hymm?....
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#77
Nie zakopali go. Zapomieli!
Zostawili związanego i sparaliżowanego na ziemi. Leżąc bez ruchu z zamkniętymi oczami, aby myśleli, że zemdlał, słyszał co mówili.
-Najlepiej odlecieć do Hoofu, tam jest dużo takich terenów. Tylko najpierw chcę to zbadać. - wybrzmiał głos Shielda.
Okej, wiedział. Teraz czekanie...
Godzinę później, oswobodzony z paraliżu, po szamotaninie z drutem, ozdobiony małymi skaleczeniami po całym ciele, wstał. Poczuł metal na rogu. A cóż to za sztuczki? Spróbował telekinazy, nie działała. Obręcz antymagiczna... Ale to już nie pierwszy, nie drugi raz kiedy jej na nim użyto.
Ryzykowniy trik był jeden, a haczyk w nim taki: chwilowe uszkodzenie rogu wyżłobieniem, co sprawia duży ból, zmniejszając jednocześnie lekko siłę i zasięg zaklęć. Było to odstrzelenie makarovem tego czegoś. Szczęście, że założona mu obręcz nie była przedwojenna, tych rodzajów przedmiotu nie kładło nawet trzy strzały z jego magnuma. Ale, na szczęście, znaleźli wykutą jakieś dwadzieścia, trzydzieści lat temu. Szczęście.
Powoli, kopytem przyłożył lekką broń do obręczy. I pociągnął za spust.
-Aaaaaaaa!
Ból był ogromny. Zwalił go z nóg, musiał się położyć. Ale metal otworzył się i padł. Wyżłobienie również poczuł.
Proste zaklęcie telekinetyczne działało. Moc wróciła.
Zużywanie mocy nie było teraz dobrym pomysłem, ale regeneracja rogu... Zgniotła trzy czwarte jego mocy. Dobrze, że mnie nie okradli. Zioła ma przy sobie... Zrobił sobie miksturę, to dało mu moc. Na teleportację do Hoofu.
Portal zniknął za nim, a on wylądował na ulicy.
Za rogiem znikali akurat niczego się nie spodziewający złodzieje. Nie usłyszeli.
Miał za mało mocy. Schował się na chwilę, wiedział gdzie zajdą. Do baru. Lecz tym razem on tam nie pójdzie.
Czekał w wąskiej alejce, dając im odejść.
KOLOROWE JEST FAJNE, WEŹ IDŹ
10/27
Odpowiedz
#78
-Dobra na chwile usiądźmy zamówię se Sparkle i zrobimy jeszcze jeden skok, okej Szaber?
-No dobra to gdzie teraz?
-Do wejścia jaskini koło jednej z gór gdzie jest moja stajnia.
Poprosiłem barmana o Sparkle Cole i zapytałem o miejsce noclegowe. Gdy byliśmy już w pokoju włączyłem w pip bucku opcję szybka podróż...
-Łoł idealnie się mieścimy ze skokiem dobra robimy skok.
Podłoga się zatrzęsła pod nami, stałem zdezorientowany, szaber też myślał co się tu odjebuję...
-Co do jasnej Celestii się tu odpierdziela?!
-Nie wiem, ale coś mi się wydaje że zaraz budynek się zawali.
Wykrakałem budynek zaczął się walić nam na łby, lecz w ostatnim momencie się teleportowaliśmy pod jaskinie
-Fiiuu dobra mamy przynajmniej stały grunt pod nogami.
-Eeeeem Shield co to za miejsce?
-To Szaber, to jest miejsce w którym mogę poeksperymentować i też miejsce gdzie możemy takowy artefakt zniszczyć.
Pokazałem mu całą bazę wszelkiego sprzętu który został przerzucony ze Stajni do tego małego bunkra z powodu iż niektórych obiektów badań nie można było badać w tym samym bunkrze gdzie wszyscy mieszkaliśmy.
-To co zaczynamy?
-Niechaj będzie.
-Dobra włączanie zasilania, zamykanie wejścia i obrana aktywna.-Powiedziałem
-Witam Poruczniku Phantom Shield protokół włączania zasilania aktywowany, ładowanie akumulatorów, wykryto skażoną jednostkę, proszę wyjaśnić czym jest i czy jest przyjacielsko nastawiona...-Powiedział komputer.
-Tak ADR36S ten skażony kuc jest moim kolegą.-Odpowiedziałem.
-Trwa skanowanie systemu, uwaga błąd na oddziale szóstym czy chcesz naprawić ten błąd? Roboty naprawcze zostaną wysłane natychmiastowo po zgodzie.
-Tak możesz wysłać tam roboty naprawcze.
-Roboty naprawcze zostały wysłane na miejsce usterki, wznowienie skanowania systemu, akumulatory naładowane 100%, obrona aktywna, Uwaga jedna wieżyczka została uszkodzona wymagana szybka naprawa, brak robotów do naprawy przygotowanie dodatkowego robota zajmie 3 minuty czy chcesz żebym ruszyła z produkcją robotów i wysłała roboty do naprawy tuż po zaprogramowaniu?
-Tak.
-Linia produkcyjna została uruchomiona.
-ADR36S kiedy możemy włączyć badanie artefaktu?
-Za co najmniej 30 sekund.
-Dobrze ADR, odkładam Artefakt, jak będziesz gotowa włącz skanowanie.
-Tak też zrobię Poruczniku.
Po chwilowym układaniu Artefaktu, odpowiedziałem do Szabera.
-No to co Szaber zdrówko?-po czym nalałem szklankę Wiskey.
-Zdrówko.
[Obrazek: u9nlf6A.jpg]
Odpowiedz
#79
Gdy Overpills skończyła leczenie pegaza ten wyglądał jak nowy. Na jego ciele nie można było znaleźć żadnej rany. Nawet okrutnie poranione skrzydła były całe opatrzone jedynie okładami ziołowymi.
- Chłopcy skończyłam ! - zakrzyknęła wesoło klacz odwracając się do ogniska i trzymając w kopytkach słój z jakimś narządem ... chyba wątrobą ...
- O dobra Luno ! Cóż ty mu zrobiłaś ! - Wykrzyknął Silvester wskazując na trzymany przez klacz przedmiot.
- Co ? A chodzi ci o to ? hi hi ... to nic ważnego, po prostu pozwoliłam sobie wymienić mu wątrobę bo chcę ją dokładnie zbadać gdy wrócimy do bazy ... a i nie martwcie się o niego włożyłam mu zapasową ... chyba nic mu nie będzie. - Klacz po tym stwierdzeniu oddaliła się spakować resztę swojego sprzętu.
- Który mu oznajmi "wspaniałe" nowiny ? - Spytał Green spoglądając na nieprzytomnego pegaza. Odpowiedziała mu cisza ... gdy się od wrócił spostrzegł, że po Swordgunie i Silvestrze nie ma ani śladu .
- Wredne kanalie ... ech

Niestety jako, że żaden z poszkodowanych nie oprzytomniał do tego czasu postanowili wziąć ich z sobą i pozostawić w Hoofie gdzie mogli otrzymać jakąś pomoc medyczną - Choć Apri i Swordgun uważali, że nie ma sensu ich z sobą targać. Bo na nic i tak się nie przydadzą a tylko spowalniają i trzeba będzie ich chronić. Na szczęście jednak udało się przekonać ich do współpracy. Jednak wciąż pozostawał problem transportu. Nie mogli sobie pozwolić na targanie dodatkowego ciężaru przez dwóch kucyków którzy musieliby odłożyć swoją broń. Po krótkiej naradzie Swordgun zaproponował sklecenie prowizorycznego wozu który będzie mógł ciągnąć jeden kucyk, nawet jednorożec ( gdyż ghul i pegaz nie ważyli tyle aż tak dużo ). Koła i częsci mocujące dość szybko zostały znalezione czy to w wrakach czy pobliskich ruinach. Największym problemem okazał się jakiś blat lub inna płaska powierzchnia której mogliby użyć jako dna wozu. Na ziemi nie ostało się nic co by można było wykorzystać. Nagle Green unoszący się nad grupą spostrzegł coś co można było wykorzystać.
- No kur#@ ... jaja sobie ze mnie robicie . - Odparł lądując obok pokrywy zniszczonego fortepianu

Gdy przynieśli wszystkie części i Swordgun złożył ... wózek do kupy nasi bohaterowie ruszyli w stronę Hofu ...
Green lecąc nad kompanią, Swordgun na przedzie, Apri i Dish po prawej , Overpills z Tetrią po lewej. Wóz ciągnął zaś Silvester marudząc i żłopiąc wiskey ...
Dzięki wytrwałości oraz spostrzegawczości Greena kompani udało się przebyć daleką drogę bez większych kłopotów.
Oraz poza nieoczekiwanym wypróżnieniem się jednego z śpiących, wprost na ogon Silvestra.
- NO NIE ! KURWA TETRIA DAJ MI TAŚMĘ ZARAZ BĘDĄ SRALI W SWOJE OGONY ! - Wrzasnął pijany i wkurzony jednorożec.
Przygoda to nie zawsze pasmo zwycięstw i niezwykłych bitew, czasem jest nią tułaczka i ucieczka ale najważniejsze jest to by trzymać się razem i nie chować się za niezniszczalnymi ścianami bo jesteś w nich uwięziony i nigdy się nie uwolnisz.
Odpowiedz
#80
Tymczasem przy walącym budynku zjawił się wykurowany najemnik.
Nie zajęło długo zapłacenie znachorowi, a na dodatek jescze odzyskał pełnię magii.
A pole energii po teleportacji było wyczuwalne. Czyli kolejny skok... Aby gdzie? Tego nie wiedział.
Za to miał juki. A jukach księgę zaklęć. Podręczna, dobre przygotowanie zawsze coś.
Tylko przewinął na zaklęcia teleportacyjne... Jest. Teleportacja w miejsce, do którego teleportował się zostawiający ślad... Bla bla bla, koncentracja na śladzie, bla bla bla, duży pobór mocy.
Zrozumiał. Stworzył portal i przeszedł.
Trafił do... Jaskini? Boże, poczuł się słabo. Nawet na tak silne zdolności magiczne... Zmarnował połowę mocy.
Było strasznie ciemno, więc szedł. Macał kopytami po ścianach. I walnął głową w metal.
Nagle zaświeciło się światło. Stał przed wielkimi, metalowymi wrotami. Nagle z głośników wydobył się dźwięk:
-Intruz! Intruz! Poruczniku Phantom Shield, co zrobić?
Zza ściany rozległy się "lekko" podpite głosy:
-Coo? P-pewnie znooowu ten grat-t szwanguje... Daj chwileee.
-Ooookejjj... Ale idee z-z tobąą...
Eniek nie miał wyboru. Zdjął z pleców karabin Magnum, wbiegł na górę wyjścia, aby móc zobaczyć obu delikwentów, kiedy wyjdą. Załadowane były gumowe kule, musiał ich ogłuszyć.
I wyszli. Lekko chwiejni, zastanawiali się o co tu chodzi.
-Ej, ona znowu ma jakiś błąd. Wrac...
Ostatnie słowo zostało zakłócone przez dwa celne pociski w skroń, które ogłuszyły złodziei.
Eniek wgalopował do środka, zgarnął z tacy artefakt, niestety już przeskanowany przez maszynę. I teleportował się w ślepy punkt Hoof. Ryzykownie.
Wyrżnął pyskiem o podłogę restauracji. A tam siedział poszukiwany.
Poulsen.
KOLOROWE JEST FAJNE, WEŹ IDŹ
10/27
Odpowiedz




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości