Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 1
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii
#1
Wszyscy wyruszyliście razem jedną karawaną, która przemierzała equestriańskie pustkowia już dwa długie dni. Atmosfera była dość napięta, gdyż nigdy nie było wiadomo co was czeka. Mieliście dojechać do jakiegoś miasteczka, które znajdowało się za ruinami przedwojennego Trottinghamu. Było to raczej duże zamówienie, a zapłata za nie, miała być podzielona na was wszystkich.

Prowadzącym karawany, którą podróżowaliście był masywny kuc ziemny. Jego twarz miała mnóstwo blizn oraz brakowało w niej lewego oka. Na sobie miał metalowy pancerz, który był raczej zwykłą kupą złomu, posklejaną z nierównomiernych płytek. Oprócz niego byli również potencjalni najemnicy, którzy pomagali chronić tego chodzącego syfu, potocznie nazywanym karawaną. Każdy z nich był wyposażony w ten sam skórzany pancerz oraz jakiś pistolet. Nie wyglądali jakoś groźnie, lecz nie można było ich lekceważyć, gdyż nigdy nie wiadomo jak to może być.

Aktualnie była cisza, która raz po raz została przerwana, przez odgłosy wydawane przez zwierzęta pociągowe. Wy wszyscy siedzieliście rozdzieleni w kilku różnych wozach, które przykryte były cienkim materiałem. Chronił on was choć trochę przed pogodą, która czasem dawała się we znaki. Wozów były cztery sztuki, a wy siedzieliście rozmieszczeni nierównomiernie. Było to na wypadek potencjalnej napaści, gdyż w każdym z owych furgonów oprócz kucyków, był również przewożone sprzęty. Najważniejszą jednak wozem, był furgon na wożone były wszystkie, te cenniejsze towary. Na nim właśnie stał aktualny szef karawany i jego zaufani siepacze, którzy (chyba) gotowi są, aby obronić owe sprzęty. Łącznie była was około 15, gdyż karawana złożona była z kilku wozów oraz ochrony. Ci jednak stanowili większość, gdyż było tylko 4 handlarzy (do których zaliczał się prowadzący). Jedno więc było pewne... to co przewoziliście musiało mieć duże znaczenie albo strach przez grabieżą był na tyle duży, iż karawaniarze woleli zapewnić sobie maksymalne bezpieczeństwo. Tego jednak nie wiedział już żaden z was.

Od daty dzisiejszej, czyli 14.12.2013, godzina 20:40, każdy post będzie sprawdzany w poszukiwaniu krytycznych błędów. Każdy taki błąd* będzie karany ostrzeżeniem.

* - tyczy się to błędów ortograficznych, interpunkcyjnych, składniowych i stylistycznych. Błąd krytyczny oznacza błąd uniemożliwiający bądź też poważnie utrudniający zrozumienie danej części posta.
#2
Starweave została wybudzona przez silny wstrząs . Próbowała podłożyć kopyto pod głowę i ponownie zapaść w sen, ale wóz natrafił na kolejne koleiny. Zrezygnowana podniosła się i usiadła na zadzie. Otworzyła oczy i zaczęła badać otoczenie. Nic się nie zmieniło od czasu kiedy się zdrzemnęła, razem z nią jechał duży ładunek i popielata klacz ziemnego kucyka. Rzuciła okiem na zalegające większość miejsca skrzynię. Zastanawiała się co mogą mieścić w środku oraz ile może być warte. Potem przeniosła swoje zainteresowanie na kucyka, Iron Scale. Nie znała jej zbyt dobrze ale klacz wydawała się w porządku. Była całkowicie pochłonięta polerowaniem swojej broni.

- Hej, bielsze już nie będzie.
#3
Iron rzuciła zmęczone spojrzenie
- Dobrze ci się spało?, nie było cię dobre pół godziny.
Po czym ostentacyjnie z powrotem zabrała się za polerowanie karabinu.
"jeszcze mi brakowało żeby ktoś zaczął mi niszczyć ciszę" - Mimo tego że lubiła gadać nie była dziś w nastroju.
Mimo tego że chciała dalej pracować nad swoją bronią nie mogła, odłożyła karabin i przeszperała juki, jedyne czego w nich nie było to tylko sparkle-cola. Po chwili wahania odwróciła się do granatowej klaczy, namyślała się dłuższą chwile czy powinna ruszyć rozmowę czy nie. “Nawet nie pamiętam jak ma na imie”. Mimo wszystko zaryzykowała.
- Masz jakieś sparkle-cole?
[Obrazek: cgnimLq.png]
#4
Wozem trzęsło raz po raz. Rainfall, ciemnoniebieska klacz kucyka ziemnego, siedziała na miejscu, nudząc się niemiłosiernie. Brakowało jej jakiejś akcji, punktu zapalnego, który by ożywił całe to towarzystwo. Siedząca obok towarzyszka, Blue Gear, nie odzywała się prawie w ogóle, zatopiona w świecie swojej książki. "Jak ona w ogóle może tak czytać?" - zastanawiała się w myślach, czując kolejny podskok. Całości smaczku dodawał fakt, że zwierzaki pociągowe co chwilę muczały nieznośnie.

Głęboko w duchu klacz żałowała, że nie zaatakowali ich jacyś głupi bandyci. Zastanawiała się też, jak długo zajęłoby całej tej zgrai zmasakrowanie takich śmiałków. Z dziesięć sekund? Może. A może i mniej, jakby się postarali. Kolejny podskok. Jak na pustkowia, to ta okolica była całkiem wyboista, albo pełna kamieni.

Rainfall, nie widząc żadnej lepszej rzeczy do zrobienia, spytała znużonym głosem:
-Nie masz może jakiegoś sposobu na nudę? Oprócz czytania książek...
Pięć warunków dobrego tłumaczenia:
Pierwszy: Znajomość języka i umiejętne jej wykorzystanie
Drugi: Możliwość poświęcenia się tłumaczeniu w czasie wolnym
Trzeci: Niewyobrażalny zapas chęci oraz samozaparcia
Czwarty: Znajomość uniwersum
Piąty: Odczuwanie przyjemności z tego, co się robi.

Każdy z tych warunków można porównać do części w mechanizmie zegarka: Brak jednej z nich powoduje zatrzymanie się całości.


Opad: Konioziemia - Projekt Horyzonty!
#5
Blue Gear podniosła wzrok znad książki i spojrzała na towarzyszke swojej podróży.

- Mam zestaw kredek i kilka czystych kartek jak cie to interesuje - powiedziała w strone Rainfall odkładając ksiązke i sięgając po swoją torbę podróżną. Wyciągneła z niej termos i swój kubek.

- Jak to ci nie pasuje możemy sobie pośpiewać. A jak i to nie pasuje... - powiedziała sięgając spowrotem do torby, odkładając na miejsce termos i wyciągając inny przedmiot i rzucając go w kierunku towarzysza.

Przed Rainfall na podłodze wozu wylądował archiwalny numer magazynu WingBoner.

-Spróbuj go pobrudzić bo inaczej pogadamy. To jeden z moich ulubionych numerów. - Powiedziała Blue Gear pociągając łyk herbaty z kubka i wracając do książki.
[Obrazek: signature.php]
#6
- Sparkle-cole, hmm? Czekaj zobaczę…

Sparkle-cola była według niej jedna z najlepszych rzeczy jaką oferowały pustkowia. Prawdziwym błogosławieństwem Luny zesłanym pośród kucyki. Potrafiła doić napój bez umiaru, nie żałując przy tym swoich kapsli. Pewnie była by od niego uzależniona, gdyby tylko było to możliwe. Starweave była w posiadaniu tylko jednej butelki sparkle-coli, na czarną godzinne.

Chciała zachować jak najlepsze kontakty ze swoimi współpracownikami. Z drugiej jednak strony po dotarciu karawany na miejsce, nie będzie miało to już żadnego znaczenia. Każdy pójdzie w swoją stronę, a wtedy mało prawdopodobne żeby mieli okazje się jeszcze spotkać.

W końcu sięgnęła do jednego ze swych juków po czym wygrzebała z niego szklaną butelkę z czarnym płynem.

- O akurat ostała mi się jeszcze jedna. Dobrze że mi o niej przypomniałaś.

Ostrożnie zerwała magią kapsel chowając go szybko do swojego mieszka, następnie powoli podlewitowała napój do popielatej.

- Proszę, tylko obstaw mi połowę.
#7
Rainfall ze zdumieniem spojrzała na leżący przed nią magazyn, a następnie wyszczerzyła zęby w stronę jednoróżki.

-No, no, nie wiedziałam, że takie rzeczy ze sobą nosisz - mruknęła, po czym wzięła magazyn w kopyta. Ilustrowany ciekawymi obrazkami, stary numer magazynu zdawał się wciąż być w niezłym stanie, jak na prawie dwusetlenie czasopismo. Obrazki i zdjęcia już dawno wyblakły, ale wszystko było widać tak samo wyraźnie, jak wcześniej. Rain, pomimo podskakiwania wozu, przeglądała strony po kolei, w myślach komentując poziom aktualnie widzianego dzieła.

Gdy skończyła, odłożyła magazyn na jedną ze skrzynek. Coś pomiędzy nogami ją swędziało, ale postanowiła jak najbardziej to zignorować. Nie obok tymczasowej towarzyszki. Nie w ogóle. Szczerze mówiąc, nie lubiła zbytnio tego uczucia. Chcąc odegnać złe myśli, klacz sięgnęła do juk po butelkę wody, wypiła trochę (i tylko Celestia wie, jak to zrobiła) i znowu spakowała do juk. To sprawy nie załatwiło.

- Ile my już jedziemy? Czas się dłuży jak cholera - spytała, wiercąc się lekko w miejscu. Nie było to rzeczywiście pytanie, na które chciała poważnie znać odpowiedź, ale nigdy nie szło jej najlepiej wymyślanie czegoś na szybko...
Pięć warunków dobrego tłumaczenia:
Pierwszy: Znajomość języka i umiejętne jej wykorzystanie
Drugi: Możliwość poświęcenia się tłumaczeniu w czasie wolnym
Trzeci: Niewyobrażalny zapas chęci oraz samozaparcia
Czwarty: Znajomość uniwersum
Piąty: Odczuwanie przyjemności z tego, co się robi.

Każdy z tych warunków można porównać do części w mechanizmie zegarka: Brak jednej z nich powoduje zatrzymanie się całości.


Opad: Konioziemia - Projekt Horyzonty!
#8
Carrot Slice wyciągnął butelkę oczyszczonej wody i pociągnął z niej kilka łyków. Podroż na wozie była czymś, co znał aż za dobrze: skrzypienie kół, pobrzękiwanie uprzęży, głuchy łoskot skrzyń z ładunkiem podskakującym na wybojach. Nawet odór brahminów już dawno przestał mu przeszkadzać.

Mimo młodego wieku był rutyniarzem - obojętnie przesuwał wzrokiem po wnętrzu wozu, na którym się znajdował. Zamknięte skrzynie zawierające ładunek dla każdego innego kuca stanowiłyby nie lada pokusę; dla niego były po prostu czymś, co zlecono mu ochraniać, niczym więcej. Podobnie siedzący z nim na wozie kuc, Sharp Cross. Po prostu kolejne imię, które wyrzuci z pamięci jak tylko otrzyma zapłatę i pójdzie w swoją stronę.

Włożył butelkę z powrotem do juków i odruchowo poprawił pozycję swojej strzelby, opartej kolbą o podłogę pojazdu, z lufą spoczywającą na jego prawym ramieniu. Broń pachniała prochem i oliwą do konserwacji. Znał dobrze ten zapach - działał uspokajająco, dając znać, że jest choć jedna rzecz, na której może polegać.

Wozy kontynuowały swój monotonny pochód. Koła skrzypiały. Brahminy cuchnęły. Mijał kolejny dzień na pustkowiach.
[Obrazek: 2_1346772844.png]

» (U) (Z) 10:00 - Kingofhills@ -- PW do Poulsen: >Co się stało >Bez spoilerów #JustPoulsenThings
#9
- Taak jasne, daj mi tylko chwilkę.

Przeszukała po raz drugi swoje juki i popisując się zręcznością wyciagnęła z nich pudełko, otworzyła i wyciągnęła pojedynczą pigułkę. “No to siup, i zaraz świat będzie lepszy” pomyślała a potem szybko połknęła pigułkę i przepiła sparkle-colą zostawiając tylko ćwiartkę. Odstawiła butelkę i po paru chwilach lekko się wykrzywiła, następnie ułożyła się na podłodze.

- Lepiej mnie nie budź... albo jak byś coś chciała to budź.
Wymamrotała a potem jak gdyby nigdy nic zasnęła. Prochy działały a sama Iron zaczęła mamrotać coś o jakimś Kartelu i JFK.
[Obrazek: cgnimLq.png]
#10
Sharp leżał w jednym z wozów. Ciężko się było na deskach ułożyć wygodnie, ale miał w tym lata doświadczenia, tak więc czuł się w miarę dobrze. Przynajmniej fizycznie.
Rzucił okiem na jego karabin i strzelbę, pierwszy stojący oparty o skrzynię, druga zaś leżąca na tej samej skrzyni, obie sztuki broni na tyle blisko niego, by w razie czego mógł szybko dosięgnąć broń telekinezą. Jego rewolwer był, jak zawsze, w kaburze na prawej przedniej nodze.
Wyglądało na to, że jego uzbrojenie nie ma zamiaru nigdzie uciec, czy to samodzielnie, czy to z czyjąś pomocą, tak więc zajął się czymś innym.

Jednorożec spojrzał w kierunku przeciwnym do ruchu karawany, wyglądając tym samym z wozu. Tak jak podejrzewał, wszystko było ciche i spokojne, tak jak powinno być. Może oprócz tego, że karawana zdawała mu się mała, mimo tego, że była najzwyczajniejszą na Pustkowiach karawaną handlową.
Może tylko ochrony było trochę więcej niż zazwyczaj. Dawało to dwa proste wnioski: albo teren był wysoce niebezpieczny, co do dziwnych nie należało, albo przewożono jakiś ładunek specjalny, cenny dla kogoś. Możliwe, że występowały obie te okoliczności na raz.

Westchnął cicho. Jeszcze chwilę tak pojadą. Nic nie zapowiadało, aby w najbliższym czasie komukolwiek musiał pomóc, tak więc siedział cicho i spokojnie. Podobnie zresztą jak drugi kucyk na wozie. Nie pamiętał jego imienia, ale wątpił, by pytanie o to właśnie imię w tej, konkretnej, chwili, było dobrym ruchem.

Stwierdzając, że za długo wpatruje się w towarzysza podróży, odwrócił wzrok. Jako iż nie miał nic do roboty, a drugi ogier nie wyglądał na skorego do rozmowy, pozostała mu jedna opcja; wyciągnął z juków którąś z książek kupionych za bezcen jakiś czas temu i oddał się lekturze. Podróż była dla niego naturalna. Brak pracy czy kogoś, do kogo by się można odezwać - już nie.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości