Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Pustkowia Equestrii 2.0
Ogier spojrzał się na Starweave, zaskoczony. W żadnym momencie nie rozważał nawet popierania jakiejkolwiek misji samobójczej. Byłoby to wbrew wszystkiemu co próbował osiągnąć. Zanim jednak zdążył otrząsnąć się z zaskoczenia i odpowiedzieć w jakikolwiek sposób, klacz już mówiła dalej. Handlarka miała doświadczenie w manipulacji słowem, to trzeba było jej przyznać. Robiła wszystko co w jej mocy byle tylko jej plan wyszedł na najlepszy, a ona na najmądrzejszą obecną i naturalnego przywódcę. W normalnej sytuacji Sharp nie kłopotałby się takimi sprawami, przewodzenie i zabawa słowem nigdy nie były jego mocną stroną. Niestety, to nie była normalna sytuacja. Tutaj podejście prezentowane przez granatową klacz mogło doprowadzić do niepotrzebnej śmierci i cierpienia. A na to medyk nie mógł pozwolić. Pewna część jego umysłu ponownie mu przypomniała, że jest na te pustkowia za miękki i powinien dbać tylko o swoje... i ponownie zepchnął tę właśnie część gdzieś daleko. Pewnych idei nie można było porzucić.

Jako iż Star cały czas mówiła, medyk zdecydował się wysłuchać co takiego ma do powiedzenia. Plan kreowany przez klacze wybitnie mu się nie podobał. Był ryzykowny i zależał od wielu zmiennych na które nie mieli absolutnie żadnego wpływu. Musiał też jednak przyznać, że na obecną chwilę nie był w stanie zaproponować niczego lepszego. Mógł tylko wskazywać wady i dziury wielkości średnich rozmiarów stodoły na całej powierzchni aktualnie ustalanego planu ataku. Sharp westchnął ciężko, spoglądając ziemię i kręcąc głową.

Tymczasem do dyskusji włączyła się Blue, dalej ustalając szczegóły strategii. Strategii co do której Sharp miał wyjątkowo złe przeczucia. Nie miał jednak zamiaru im przerywać. Przynajmniej do czasu. Klacze same wydawały się dochodzić do wniosku, że ich plan to bardziej pobożne życzenia. Przynajmniej Blue. Ogier pokręcił głową, próbując samemu dojść do jakiegoś rozwiązania sytuacji. Gdyby tylko Blue wzięła ze sobą jakąś cięższą broń... niestety wyglądało na to, że cybernetyczna klacz nie chowała nigdzie ciężkiego karabinu. Medyk przeniósł wzrok z niebieskiego jednorożca na wozy.
Kompletnym zaskoczeniem dla niego była oferta granatowej klaczy. Oferowała ona, że sama pójdzie przekonać bandytów o możliwości uzyskania cennego łupu. Najwyraźniej będzie musiał nieco zmienić swoje przekonanie o naturze handlarki, ale nie miał teraz czasu o tym myśleć. Wiedział już jednak, że mylił się co do jej motywów. Takie kuce zazwyczaj robią wszystko aby zyskać i jak najmniej ryzykować. Handlarka była jednak skłonna zaryzykować życiem aby wykonać ten plan. Był to z jej strony zaskakujący ruch, ale też pozbawiony logiki.

- Wątpię - odpowiedział na ostatnie słowa Starweave. Jej poddenerwowanie owszem, zauważył, ale nie na tym chciał się skupić - Nie znają cię. A skoro trzymają mieszkańców przy życiu, to albo chcą ich sprzedać w niewolę, albo samemu wykorzystać w tej roli. - nie chciał mówić tego w tak bezpośredni sposób, jednakże niezbyt miał w tej kwestii wybór - Raczej nie uwierzą obcemu kucowi, prędzej zakują cię razem z resztą - nie wspomniał o innych rzeczach, które pewnie by zrobili ze zdrową i wcale niebrzydką klaczą. Nie musiał.
- Plan jest ryzykowny - kontynuował - Zbyt ryzykowny. Musimy się cofnąć o kilka kroków i skupić na tym, co mamy do dyspozycji oraz co musimy osiągnąć. - medyk spojrzał na obie klacze.
- Dopiero gdy te rzeczy podsumujemy, możemy zająć się głównym problemem, czyli odbiciem wioski przy minimalnych stratach wśród zarówno nas, jak i jej mieszkańców. - wszystkie te rzeczy były oczywiste, jednakże powtórzenie ich głośno mogło nakierować obecnych na inny tok myślenia. Ogier miał szczerą nadzieję, że tak się stanie. Jego wzrok powędrował po obu klaczach i fragmencie krajobrazu... a w końcu wylądował na wozach. Wozach wypełnionych medykamentami, jedzeniem... a także amunicją i bronią.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
- Sharp ma rację. Nawet jak pojawisz u nich z całą karawaną w prezencie, nie wiadomo jak zareagują. To nie jest jakaś zorganizowana grupa która działa według jakiś tam zasad. To jest banda debili która chciała się dorobić na innych, jeśli byś miała szczęście, wrzucili by cię do pierwszej lepszej kratki, jeśli nie…

- Mogli byśmy spróbować zrobić to tak zrobiłam to z Rustym. Wioska jest przy wzgórzu co daje nam przewagę taktyczną. Narobić hałasu z jednej strony miasteczka, i gdy tamci pójdą sprawdzić co się dzieje, po cichu wejść od drugiej strony i zajść ich od tyłu. Przy tym jak są oni zorganizowani, zanim się zorientują co się dzieje, my już połowę miasteczka zajmiemy. Oczywiście pozostaje jeszcze problem snajpera.

- Idealne by były tu dwie grupy. Jedna mała, dwa kuce, góra trzy, która się tam zakradnie, po cichu przebije do snajpera i zajmie pozycje przy jego karabinie zapewniając wsparcie reszcie. Gdy już to zrobią, reszta na ich znak by ruszyła z resztą planu. Przebić się do niego nie powinno być problemem, budynek na którym siedzi jest zaraz przy brzegu wioski.
Granatowa klacz wysłuchała dokładnie obu kucyków. Z trudem jednak przyjęła ich opinie, jeśli tak w ogóle można je było nazwać. Sharp niemal całkowicie zanegował jej pomysł, sprowadzając całą trójkę z powrotem do punktu wyjścia. Star wydawało się nawet, że zrobił to po części celowo, nie chcąc jej dać zbyt dużego pola manewru. W istocie tego najbardziej brakowało klaczy we wszystkich innych rozważanych opcjach. Starweave zdecydowanie wolała być zdana na swoje zdolności retoryczne niż plan nawet najstaranniej przygotowanej strategii działania. Klacz naprawdę wierzyła, że dobrze dopasowane słowo może dotrzeć pod każdy hełm i czaszkę bez potrzeby jej naruszania.
 
Faktycznie żadne inne rozwiązania, które przychodziły jej do głowy, nie miały miejsca na popisy retoryką. Pozostała dwójka w dalszym ciągu skupiała swoje rozmyślania wokół różnych form bezpośredniego ataku i zaskoczenia. W takich sytuacjach klacz była by bezużyteczna, a w dodatku pozostawiona bez możliwości strategii zmiany stron. Nie wspominając już o tym jak niebezpieczny był by bezpośredni atak, z elementem zaskoczenia czy też bez.
 
Klacz pokręciła nosem, jednocześnie zgarniając uszami z powietrza ostatnie słowa Blue. – To się nie uda. Jaką masz pewność, że opuszczą bezpieczną pozycję i ruszą do ataku. Ha! Nie masz żadnej. Jedyne co możesz osiągnąć w ten sposób, to postawić całą osadę do pełnej gotowości. Gdzie tu element zaskoczenia, który tak bardzo chcesz wykorzystać?
 
Powiedziała Star patrzą przez chwilę na oba kucyki, dając im chwilę na przemyślenie.
 
- Słuchajcie, spróbowałam ruszyć głową razem z wami. I co? Straciliśmy kilkanaście ładnych minut, a was wciąż jest tylko dwójka, która chce tam iść, i to w dodatku bez żadnego planu. My… naprawdę powinniśmy już ruszać. Kuce zaczynają się niecierpliwić. – Spojrzała Starweave w stronę karawany.
[Obrazek: Fkta5cpR69h9g2AxxtAA-iZx2mz2R_6fIPobyXI4...Ta85Fe0wPA]
Medyk nie mógł nie przyznać handlarce racji. Po burzliwej dyskusji wrócili do punktu wyjścia. Jedyne co osiągnął to odwiedzenie granatowej od całkowitego porzucenia tej biednej wioski. No i zmuszenie obu klaczy do zarzucenia szalonego i nie mającego szans powodzenia planu. Ogier pokręcił głową. Musiał byś jakiś sposób na rozwiązanie tego. Atak frontalny nie miał szans, i to nawet zakładając, że cała karawana pójdzie za nimi jak jeden mąż. Ba, choćby i mieli ze sobą doświadczony i wyposażony oddział najemników sprawa nie wyglądałaby dobrze. Może Szpony byłyby w stanie coś osiągnąć... teoretyzowanie o tym nie miało najmniejszego sensu.

Sharp na chwilę przestał słuchać obu pozostałych kucyków, zamiast tego skupiając się na swoich myślach. Popisy retoryczne nic tu nie dadzą, walka frontalna nie ma sensu, wątpił też aby dało się przehandlować kilka wozów z zapasami za całą wioskę... Żadna z umiejętności jakimi dysponował nie miała tu zastosowania. Owszem, był prawie pewien, że mógłby zająć się tym snajperem, gdyby miał dostęp do odpowiedniej broni, ale z drugiej strony Blue też by mogła to zrobić, do tego lepiej. Ciekawym jest ten prosty fakt ile problemów na Pustkowiach można rozwiązać po prostu przynosząc ze sobą karabin większego kalibru. Ogier zacisnął zęby na myśl o broni wielkokalibrowej... i o tym co robi ona z kucykami. Czy to opancerzonymi, czy też nie, nie ma to znaczenia. W wielu przypadkach odratowanie kogoś takiego było po prostu niemożliwe.

Kucyk zmusił swoje myśli do powrotu na właściwe tory. Mieli tutaj jedno podejście... Potrzebowali więcej informacji.
- Potrzebujemy więcej informacji - powtórzył swoją myśl głośno, nie patrząc na żadną z klaczy - Jak są uzbrojeni, zorganizowani? - odwrócił wzrok ku Blue - Czy bronią całego perymetru, jak ciężko było zakraść się do środka i czy dałoby się to powtórzyć? - jego głos był spokojny i konkretny. Musieli do tego podejść sposobem.
Czasy wojny minęły, o czym obie klacze zdawały się zapominać. Żadna ze stron nie była przeszkoloną formacją, a jeżeli okupanci wioski prezentowali sobą ten sam poziom co ci odpowiedzialni za atak na ich karawanę, to nie byli też ani doświadczeni, ani jakoś szczególnie dobrze dowodzeni. Ogier powiódł wzrokiem po karawanie i zebranych przy niej kucykach. Oni też nie byli w zbyt dobrej sytuacji, jakby nie patrzeć...

Zgodnie z tym co mówiła Star, część obecnych kucyków stała tuż obok wozów, prowadząc ciche rozmowy i raz na jakiś czas zerkając na trójkę zebranych dyskutujących o planie ich przyszłych działań.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Czas biegł powoli a wraz z nim mijały kolejne piosenki w odtwarzaczu Xandera. Siedział on oparty o tył wozu karawany i patrzył w odległy horyzont, wyciągną nadpoczętą już butelkę wody i w kilka łyków opróżnił ją do sucha. Po tym jak odstawił ją od maski przyglądał się pustemu pojemnikowi. "Została mi już tylko jedna butelka... Szlag! Nie mam nic do jedzenie i wody też już praktycznie nie mam, chujnia." pomyślał i cisną butelką przed siebie. 

Zebra po chwili wstała i otrzepała swój jutowy płaszcz i odwróciła się w stronę karawany. "Może teraz dałbym radę coś od nich odkupić... bo moja wcześniejsza próba sczezła na niczym." Powoli ruszył trzymając się kilka kroków od ściany wozu. Wreszcie zastał Sharpa oraz Blue w tym samym miejscu co wcześniej, była tam także Star i cała trojka wydawała się być głęboko pochłonięta jakąś dyskusją. 

Pasiasty przysłuchiwała się jej przez moment niezauważalnie kręcąc głową. "Czy oni naprawdę chcą odbić tamtą wioskę? Ech... Chyba mogłem się tego kurwa spodziewać. Najbliższa wioska to właśnie ta zajęta przez bandytów, a do innej się nie dostane bez prowiantu. Najchętniej bym zostawił sprawy kucyków kucykom, ale jestem teraz kurwa do nich przywiązany. Pięknie, po prostu pięknie."


Xander westchnął i ruszył dalej, ponownie uruchamiając odtwarzacz, teraz odszedł już nieco dalej od karawany i zaczął zataczać wokół niej kółka, idąc ślimaczym tempem.
Blue też się nie podobało to jak krążyli od pomysłu do pomysłu chodź ona co jakiś czas próbowała rzucić jakimś pomysłem. Ale z drugiej strony, wiedziała ona, że nie nadaje się do planowania takich rzeczy. Była ona inżynierem nie jakimś generałem. Gdyby atakowali jakąś stajnie lub inny bunkier. Może powinna pozostawić planowanie tym co siedzą na pustkowiach trochę dłużej niż ona i po prostu strzelać do tego co wskażą. Może powinna powiedzieć im wszystko co wie i mieć nadzieje że jakoś się ułoży.

– Do zorganizowanych oni nie należą. – zaczęła mówić starając sobie przypomnieć tyle ile może – Może dwóch patroluje cały teren gdy reszta leży po kątach. Na pewno kilku siedzi schowanych w budynkach a z nimi prawdopodobnie spora ilość zakładników. Jak już powiedziałam, największym problemem jest snajper na dachu największego budynku. Ich uzbrojenie z tego co zobaczyłam, nie należy do najlepszego. Kilka strzelb i karabinów które rozpadną się prawdopodobnie po trzech strzałach.

– Czy dało by radę ponownie tam się zakraść? Myślę że tak. Przy pierwszej próbie, nie znałam jeszcze układu wioski więc droga wejścia byłą trochę ryzykowna. Teraz najlepszą opcją jest chyba przejście wokół wzgórza przy wiosce i wejście od przeciwnej strony niż ta w którą uciekałam. Powinno ono nas osłonić przed snajperem dopóki nie dotrzemy do budynków, budynek na którym on siedzi jest niedaleko stamtąd, zaraz na skraju.

– Oni też wiedzą, od której strony miasteczka weszłam i w którą uciekałam za pierwszym razem. Jeżeli mamy szczęście, to bardziej bronią tej jednej strony co by nam ułatwiło by wejście od drugiej. Zawsze też można najpierw wysłać zwiad na samo wzgórze z którego jest dość dobry widok na miasteczko by zapoznać się z aktualną sytuacją z bezpiecznej odległości i wtedy podjąć ostateczną decyzje.
- Jeżeli będę mieć trochę szczęścia, to może uda mis się jeszcze coś przekąsić, zanim wyruszymy. - Powiedziała Star ze zrezygnowaniem spoglądając w karawanę przed sobą. - Blue, zajmij się proszę tym ostatnim wozem. Myślę, że nie powinniśmy już dłużej zwlekać. - Rzuciła do niebielskiej klaczy, po czym jakby nigdy nic podniosła zad z miejsca, kierując się ku jednemu z wozów. Klacz jednorożca szła przed siebie z podniesioną głową i nieruchomym spojrzeniem. Spojrzenie to zdawało się być zimne oraz pozbawione celu, na który to mogło być ono skierowane.
[Obrazek: Fkta5cpR69h9g2AxxtAA-iZx2mz2R_6fIPobyXI4...Ta85Fe0wPA]
Sharp powiódł wzrokiem za odchodzącą handlarką. Odbyli przydługą dyskusję, nie osiągając absolutnie nic. Może oprócz dalszej eskalacji braku porozumienia ze Star. Ogier westchnął, wstając. Chciał znaleźć jakieś rozwiązanie, jakiś sposób... ale przemyślał to wszystko tyle razy, że nie widział już żadnego logicznego planu. Wszystko było zbyt ryzykowne, miało zbyt małą szansę powodzenia. Nie mogli ryzykować życiami wszystkich zgromadzonych kucyków, nie wspominając nawet o więźniach w samej wiosce. Ale tym bardziej nie mogli zostawić ich na pastwę losu. Nie po tym, co już widział, że uczynili.
Medyk pokręcił głową w rezygnacji, po czym zwrócił wzrok ku Blue. Cholera, powinien był coś powiedzieć, jakoś ją podtrzymać na duchu. Nie wyobrażał sobie, aby kontakt z niewolnictwem mógłby być dla niej w jakimkolwiek stopniu miły. A mimo tego wszystkiego, niebieska klacz zdawała się radzić z tym o wiele lepiej niż on sam.

Kucyk westchnął w duchu, odpychając te myśli i emocje na bok. Nie było na to czasu.
- Chodź, Blue - rzucił krótko - Musimy zająć się wozem i wymyślić, jak dokładnie podejść do tego burdelu - dodał, posyłając niebieskiej lekki uśmiech i wyciągając ku niej kopyto.



Star szybko dotarła do reszty zgromadzonych kucyków. Nawet jeżeli pozostałości załogi karawany nie mogły stąd usłyszeć o czym trójka kuców przyjmujących na siebie brzemię przywództwa dyskutowała, na pewno widzieli, że nie była to miła i przyjemna rozmowa o pogodzie. Spojrzenia które lądowały na klaczy jednorożca były zaniepokojone, co też handlarka bezbłędnie wyłapywała, nawet jeżeli większość zebranych całkiem dobrze radziła sobie z ukrywaniem niepewności i strachu. Powietrze wypełnione było wyraźnie wyczuwalnym napięciem. Kucykiem który przerwał ciszę przemarszu Starweave okazała się być Rainfall.
- I co teraz? - zabrzmiały trzy proste słowa wyrażające wątpliwości i niepokój całej grupy kucyków. Głos wypowiadający je był spokojny, aczkolwiek była w nim słyszalna nuta niepewności.
Matematyka wcale nie jest trudna. Po prostu jesteś debilem.
Blue obserwowała chwilę jak Star się od nich oddala by po chwili spuścić wzrok w dół. Wpatrując się w ziemie próbowała wymyślić jakiś plan który by miał większe szanse na powodzenie niż to co mieli w tym momencie. Jakiś plan który zagwarantuje chodź trochę większe szanse na przeżycie. Z zamyślenia wyrwały ją dopiero słowa Sharpa na które zareagowała krótkim skinięciem głową po czym wyciągnęła swoje kopytko łapiąc wyciągnięte kopyto ogiera i się za jego pomocą podciągając na wyprostowane nogi.

Spacer do ostatniego wozu nie zajął im dużo czasu i już po chwili klacz przyglądała się uprzęży przy nim zamontowanej. Niebyła to nadzwyczaj skomplikowana konstrukcja, dwa patyki przymocowane do wozu z uprzężą między nimi. Nie było tam dużo materiału do pracy więc trzeba będzie pokombinować z dosztukowaniem czegoś, ale na razie trzeba by rozłożyć to co tam jest. Wyciągając z torby kombinerki, Blue przystąpiła do odkręcania jednej ze śrub mocujących uprząż. Śruba ta nie była jakaś uparta i puściła po chwili, za to druga mimo usilnego szarpanie nie chciała drgnąć. Klacz szarpała się z nią przez dobre kilka minut z każdą chwilą się coraz bardziej denerwując.

Gdy kombinerki zsunęły się  z śruby po raz kolejny, niebieska nie wytrzymała rzucając nimi o ziemie. Siadając na zadzie, Blue zamknęła oczy biorąc kilka głębokich wdechów starając się uspokoić. Starała się być odważna, być tym który podniesie całą karawanę na duchu. Ale waga całej sytuacji i wątpliwości dopadły także ją. Siedziała ona tak walcząc z własnym umysłem, ze strachem który ją nagle obleciał.
Starweave dopiero co udało się uwolnić od jednej dość nieprzyjemnej konwersacji, a lada chwila władowała się w drugą. Klacz która miała ją rozpocząć nazywała się Rainfall. W jednej chwili granatowa klacz jednorożca stała się centrum zainteresowania wszystkich pozostałych kucyków. Po otaczających ją spojrzeniach już wiedziała, że nie będzie jej dane zakończyć to od tak po prostu, jak to zrobiła jakąś chwilę temu. Cała ta sytuacja z pewnością mogła być mocno stresująca i trudna nawet dla doświadczonego mówcy. Nie wspominając o tym, że Star została poddenerwowana już dużo wcześniej.

Klacz nie spieszyła się z odpowiedzią. Nie starała się też za bardzo by zachować pozory. Zamiast tego zaczęła powoli mierzyć swoim wzrokiem zwrócone w jej stronę pyszczki. Głupcy mogli jedynie czekać w niepewności. Sprytniejsi natomiast, spijać strach i niezdecydowanie z twarzy ich teoretycznej przywódczyni. Zajęło to jakąś chwilę zanim klacz cokolwiek powiedziała.

Starweave starała się jak najdokładniej dobrać słowa, które mogły by to szybko zakończyć i pozwolić kucykom rozejść się. Chciała być pozostawiona chociaż przez chwilę sama. Sama ze sobą, tak by mogła to sobie wszystko spokojnie przemyśleć oraz obrać jakiś nowy plan działania. Ale zamiast tego musiała mówić już teraz. Trzeba było powiedzieć słowa, które zaspokoją gromadę uszu i ukoją palącą ich właścicieli niepewność. Tyle że Star nie wiedziała co chce tymi słowami osiągnąć. Wiec myślała. Myślała tu i teraz, rzucając kucykom badawcze spojrzenia.

- Domyślacie się pewnie, że nasza obecna sytuacja nie jest zbyt kolorowa. To dobrze, że się domyślacie. Być może sądzicie też, że może być jeszcze gorzej. Być może będzie! A może niektórzy z was sądzą, że nasze szanse są zbyt nikłe i najpewniej wszyscy tu pomrzemy. Ci ostatni jednak nie mają racji. Pustkowia zabrały nam już wiele kucyków i z całą pewnością domagają się kolejnej porcji. Ale tak nie będzie, bo więcej już nic nie dostaną! Cena jaką zapłaciliśmy zaledwie wczoraj była aż za nadto słona. A Ja nie zamierzam już pozwolić upuścić na ten piach choćby jednemu włosowi z czyjejkolwiek tutaj głowy. Ta karawana dotrze do celu! A My odbierzemy należytą nam nagrodę za ten trud. Zrobimy to! Choć by stanęły nam najgorsze koszmary tego świata na drodze.

- A wiecie dlaczego? - Zapytała rozglądając się po kucykach. Wreszcie każdym dwóm następnym podniesieniu głosu towarzyszyło solidne tupnięcie kopytem o ziemie. - Bo nam się to po tym wszystkim należy! I dlatego tak będzie!

- Dziękuje za uwagę. - Powiedziała już dużo spokojniej, chłonąc z każdą następna chwilą. Po tym jak gdyby nigdy nic skierowała się w stronę jednego z wozów, z zamiarem poszukania czegoś do jedzenia... i picia. Tak, chciało jej też się pić. Klacz o niczym innym nie myślała jak o znalezieniu pełnej zakapslowanej butelki pomarańczowego płynu. O niczym innym myśleć nie miała już siły.
[Obrazek: Fkta5cpR69h9g2AxxtAA-iZx2mz2R_6fIPobyXI4...Ta85Fe0wPA]




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości